Sortownia i warsztaty

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 14:14

Obrazek


Osiedle drewnianych baraków zorganizowanych wokół błotnistego placu dna kamieniołomu, gdzie sortuje się rudę i pozostały urobek. Tuż przy rampie przeładunkowej, pomiędzy krytymi korą chatami, znajduje się stolarnia wyrabiająca rusztowania do kamieniołomu oraz szalunki do szybów. Otacza ją kilka mniejszych szop, w których składuje się górnicze parafernalia. Jedynym kamienny budynkiem jest murowana siedziba gwarectwa z zarządem rudokopu na skraju samego kotła. Pomiędzy budynkami rzadko kiedy panuje spokój, jeszcze rzadziej porządek i nigdy przed fajrantem. Wagony tłuką się na szynach, warsztaty hałasują, a ludzie i nieludzie spieszą z kopalni i nazad, by wyrobić z normami za wczoraj. Terminy, w przeciwieństwie do kopalni, nie mogą zostać zawalone.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 13:58

To nie ma po co tam włazić — wysapał, podnosząc z błota porzucony kilof. Zasypany kolejnymi instrukcjami, stolarz zawiesił się jak przeciążony golem.
Ja tu na stolarni… — zaczął, szybko mrugając. — Tyle, że zamknięty. A wiedźmin…
Wiedźmin wytoczył się z kopalni, pokryty grubą warstwą szarego pyłu, upodabniającą go do wracającego z mar upiora. Podniesiony przez stolarza kilof na powrót znalazł się w błocie. Stolarz o mały włos razem z nim.
W błocko zwalił się tylko Sherid, ściskając w prawej dłoni srebrną klingę, a w lewej i pod pachą — długi, ziemistordzawy kształt, w pierwszej chwili mylnie wzięty przez nią za fragment oszalowania.
Do oszalowania „Naszej Janki” nie użyto jednak niczego, co byłoby kostropate, członkowane i zwieńczone najeżoną kolcami łopatą rozmiarów małej tarczy.
Wiedźmin padł na twarz, upuszczając przyniesione trofeum. Krew z rozbitej głowy kleiła mu włosy na skroni, wykwitając ciemną, wyraźną na tle pyłu plamą z boku głowy. Prawy rękaw jego segmentowanego pancerza z utwardzanej skóry i kolczej plecionki został poszarpany jak sukno nieco powyżej łokcia, odsłaniając czarną od skrzepów masę.
Niedawno przybyły stolarz wycofał się o kolejny krok, wciągając ze świstem powietrze, po czym nie zważając na błoto, puścił się truchtem w stronę „Fajrantu”.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 31 maja 2020, 16:24

Nie o profesję was pytałam. Ani o zdanie. Bloede arse, czy wy tu wszyscy…
Nie dokończyła obsobaczać cieśli oraz wszystkich pozostałych przypadkowych pracowników kamieniołomu, ze złośliwości gotowa wciągnąć w awanturę nawet ich matki i babki. Bo w jednej i tej samej chwili, w której wytoczywszy się ze sztolni, pod nogi runął im dopiero co wspomniany w charakterze straszydła wiedźmin, ona już była obok. Już klęczała w ceglastym od gliny błocie. Przy nim.
Usłyszała kolejny prujący się szew ubrania. Zacisnęła z bólu zęby, bo w rannym boku również jakby się coś rozpruło.
Stolarz z kolei, choć przed chwilą stał podle ciśniętego na ziemię kilofa jak wryty, zaczął rejterować, nawet nie zauważyła, kiedy. Alsvid zaklęła brzydko.
Ejże, Sherid, nie mdlej! Co cię tak… — Próbując przewrócić charakternika na bok, miała okazję dokładniej przyjrzeć się jego sklejonej grubym, sinym zakrzepem z krwi i pyłu głowie oraz obleczonemu w resztki kolczego rękawa ramieniu, obecnie wyglądającemu, jakby je wyrwano z paszczy sforze psów. Nabrała ze świstem powietrza. Odruchowo zerknęła też na kolczaste, rozcapierzone paskudztwo, które wypuścił z ręki.
Miała szczęście. Miała, jakimś cudem, więcej szczęścia niż rozumu.
Nie bacząc na kłucie w boku, na postrzępione odzienie ani na błoto, ani nawet na samego niezbyt delikatnego w obyciu wiedźmina, znowu spróbowała pomóc mu znaleźć się przynajmniej na klęczkach. — Stawaj. Tutaj, do wody. Mów, jeśli potrzebujesz eliksiru. Szybko, bo mi tu uśniesz… — Zadarła głowę, mrużąc oczy w słońcu, które odbijało się od gładkich bloków granitu tkwiących w zboczach kamieniołomu. — Biegną z góry. Ale nie wiem, czy na pomoc, czy zatłuc nas szpadlami.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 18:25

Sherid przetoczył się z jej pomocą na drugi bok, powoli i niezgrabnie jak wyrzucony na brzeg krab. Pierwszym co zrobił, było zamknięcie oczu — jednolicie czarnych z powodu wypełniających tęczówki źrenic.
Oddech, na ile dało się to stwierdzić pod napierśnikiem, miał miarowy, choć nieludzko powolny. Ale nawet z jej pomocą nie udało mu się podnieść do siadu.
Neen — powiedział bardzo cicho, tak że ledwie dosłyszała. — Za korytem. Zielony z czarną pieczęcią. Oireal. Wilga. Doir an réachta. Lej na ranę.
W oddali, na tle słonecznej tarczy dojrzała gramolące się w dół leja cienie. Pozbawione szpadli, choć były zbyt odległe, by dało się stwierdzić z całą pewnością.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 31 maja 2020, 20:26

Nie trzeba jej było powtarzać. Podniosła się i skoczyła za drewnianą rynnę. Małą torbę z grubej, sztywnej skóry znalazła zagrzebaną obok pustej skrzynki na narzędzia, przewiesiła ją przez ramię. Kiedy wróciła do wiedźmina, była spokojna. Nie panikowała. Nie trzęsły jej się ręce. Robiła to już kiedyś, słuchała podobnych poleceń, czasem trzeźwych, czasem majaczonych.
Uklękła i ostrożnie pomogła wiedźminowi obrócić się na plecy, jego głowę położyła sobie na kolanach. Z flakonu pełnego mikstury o intensywnym, szmaragdowo-trawiastym zabarwieniu zdjęła czarną pieczęć i odciągnęła korek. Zapachniało dziwnie: winem, fosforem, pleśnią. Zapachniało magią. Znała ten zapach. Nie miała czasu cackać się i pilnować, by Wilga nie poplamiła jej rąk, musiała pamiętać, by uważać, by nie dotknąć przypadkiem ust albo otwartej rany, dokładnie umyć dłonie…
Lała eliksir na czarny skrzep, lała obficie.
Bloede d’yaebl, wszystko zlepione. Nie widzę, gdzie jest twoje ramię, a gdzie rękaw. Nie zdziel mnie przypadkiem, to pewnie zaboli.
Szarpnięciem podciągnęła sztywne od zaschniętej krwi, poszarpane segmenty kaftana na prawym ramieniu Sherida, odrywając je od rany. Lała Wilgę. Była spokojna, metodyczna. Jej dłonie ani drgnęły. Musiała ufać, że wiedział, co mówi, nie było innego wyjścia. Palcami delikatnie oczyszczała brzegi przepłukiwanej szramy z kawałków materiału, z drobinek pyłu. Oglądała go uważnie, szukała śladów. Nie omieszkała poszukać i pod napierśnikiem, pod którym chował znak cechowy.
Wiedźmin oddychał wolno, a oczy miał zamknięte. Jego serce też biło wolno. Serce Alsvid pędziło jak u królika. Ale była spokojna. Ręce miała pewne.
Sherid, nie śpij. Co z głową? Rozbiłeś czy dostałeś? Gdzieś jeszcze cię podrapał?
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 03 cze 2020, 22:38

Wiedźmin nie uniósł kończyn, choć każdą miał napiętą. Ból zatelepał nim, lecz nie targnął. Nie zaszarpał się, choć polana eliksirem ręka zapieniła się nagle, z sykiem oddając białą, przesyconą zapachem krwi mgiełkę. Bluźnił tylko cicho, w jej rodzinnym języku skażonym zbarbaryzowanym akcentem którejś z prowincji.
Rana oczyściła się na tyle, by mogła ją zobaczyć. Niezbyt rozległa, za to paskudnie głęboka, regularna mimo poszarpanych brzegów. Po otarciu i zalaniu Wilgą zaczęła wypełniać się krwią, szybko jak niecka w deszcz.
Starczy — pouczył ją, z trudem rozwierając szczęki i szybko poruszając oczami pod zamkniętymi powiekami. — Resztę… Pić.
Nie dała rady wydobyć go z pancerza, lecz próba ani dotyk nie sprawiły mu widocznego bólu. Na wyłuskanie medalionu z trójkątnym, wężowym łbem zareagował nieartykułowanym, bezowocnym protestem.
Ktoś inny miał odpowiedzieć jej na pytanie co z głową. Naraz, na wysokości swojej własnej, ujrzała kawał spranego płótna w wyciągniętej, trzęsącej się dłoni noszącej ślady wieloletniej pracy na stolarce.
Łeb by mu opatrzyć. — Nie był już ogorzały, lecz blady jak trzymany w ręku materiał. W drugiej miał okręconą butlę znanego jej z „Fajrantu” boguszowego specjału. Nie zalewajki. — I odkazić, nie?
Za swoimi plecami, już całkiem wyraźnie, słyszeli pytające okrzyki. I pierwsze pary butów z trudem hamujące na żwirowanym spadku.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 04 cze 2020, 8:46

Alsvid zignorowała niemrawy sprzeciw rannego, ujęła w palce srebrny znak cechowy. Palce na chwilę zdrętwiały, potem zamrowiły. Wyobrażający smukły, trójkątny żmijowy łeb wisior połyskiwał refleksami światła, rozwierał paszczę złowrogo, obnażając parę długich kłów. Przesunęła po nich opuszkiem kciuka, a potem, nie powiedziawszy nic, schowała medalion z powrotem za sztywny kołnierz wiedźmińskiego pancerza.
Pomogła mu podnieść głowę. Napoiła go resztą eliksiru. Patrzyła wielkimi, złotymi, świecącymi oczami na jego trupio bladą twarz, na siatkę uwypuklających się pod nią sinych żył i naczyń krwionośnych.
Pij. Pij, ty dziwny żmiju. Dziwny wiedźminie mówiący w nilfgaardzkim dialekcie, który z Nilfgaardem ma chyba nawet mniej wspólnego niż ja. Najemniku czarodziejki i łowco czarodziejów. Feainne Aard, bloede d’yaebl, najchętniej zostawiłabym cię, żebyś skapiał… Może powinnam. Może powinnam poderżnąć ci gardło, teraz, póki mam okazję. Ale nie chcę. Chcę ci pomóc.
Bo mi też trzeba pomocy.
Pomoc zjawiła się obok i to ani chwili za wcześnie. Zaskoczyła tym Alsvid, która nie przywykła do takich dziwactw, do pomocy zjawiającej się tak po prostu, tak zwyczajnie, kiedy była potrzebna. Bez „jeśli”, „ale”. Bez „w zamian”. Jeszcze nie przywykła i jeszcze nie do końca w istnienie takiej pomocy wierzyła. A właściwie, to nie wierzyła ani trochę.
Mimo to, przyjęła od cieśli płótno oraz butelczynę, która po wyjęciu korka zaśmierdziała spirytusem tak, że żołądek podszedł jej do gardła. Gdy obmyła nim zaskrzepiałą ranę na skroni wiedźmina, natarłszy wcześniej dłonie, i owinęła jego głowę bardzo niewprawną imitującą opatrunku, odezwała się do stolarza. Tym razem mniej opryskliwie.
Trzeba go gdzieś położyć. Gdzieś, gdzie będzie cicho, spokojnie. Pojmujecie? Macie w pobliżu medyka, felczera? Kogoś, kto opatruje górników? Poślijcie po niego, jeśli tak, przyda się tutaj… Och, bloede arse! Kurwa mać!
Jednym ruchem obficie polała resztą spirytusu zraniony bok, następnie, nadal klnąc i sycząc pod nosem, odkaziła tamto paskudne skaleczenie, które zarobiła, gdy wyskakiwała oknem z alkierza gospody. Ostatni łyk wychyliła. Inaczej uderzyłaby coś lub kogoś. Najprawdopodobniej półprzytomnego wiedźmina. Pusty flakon po Wildze schowała do torby, by nie ryzykować nieszczęścia z jakimś ciekawskim gwarkiem, rozejrzała się dokoła, a jej wzrok znowu spoczął na walającym się w błocie kostropatym łapsku.
Potrzebuję też jakiegoś worka. Nie zamierzam tego dotykać gołymi rękami.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 07 cze 2020, 0:21

Wiedźmin pił powoli i z wysiłkiem, krztusząc się dopiero na koniec. Wciąż nie otwierając oczu, wzdrygnął się, gdy polewała mu rozbitą głowę bimbrem, od którego tajały czarne sople krwi zakrzepłej we włosach. Obcas wysokiego buta rozgrzebał znajdujące się pod nim błoto, kiedy noga rannego poruszyła się w niezbornym odruchu. Nie potrafiła powiedzieć, czy wywołanym bólem, czy próbą przybrania innej pozycji. Sherid zabluźnił, tym razem całkiem wyraźnie.
Nie ma — odparł jej stolarz, wciąż nieco trzęsącym się głosem. — Nie ma gdzie… Szopa zawarta, Goric zabronił otwierać. Rudokop zawarty, a we „Fajrancie”…
Ogorzały przełknął głośno ślinę, zanim dokończył. Przyglądając się, jak dziewczyna dezynfekuje się palącym przełyk i rany alkoholem.
A we „Fajrancie”, trzy trupy od nas leżą. Ino weszłem, to tylko porwałem szmatę i butlę i wróciłem. Nie, felczera nie mamy od...
Jakie trzy trupy? — spytał głos pierwszego z tłumu nadchodzących górników, człowieka w łatanych portkach i wymiętym kapeluszu z rondem. Za nim, w większości bez narzędzi, podążało trzech innych, w tym jeden krasnolud. Wszyscy bez wyjątku tak uwaleni pyłem, że trudni do odróżnienia czymś innym niż wzrostem.
Baldo, Uzor i Borota, panie majster! — Stolarz wskazał na karczemną budę palcem bez czubka. — Leżą tam wszyscy…
Jak?! — Nazwany majstrem złapał kapelusz, patrząc we wskazanym kierunku. Towarzyszący mu robotnicy rozglądali się wkoło jak śnięci, nie wiedząc czemu poświęcać uwagę najsampierw — rewelacjom stolarza, czy rannej dziewczynie z półżywym czarownikiem na kolanach. Początkowo większość, zapewne przez bliskość, wybrała to drugie. Trójka kamieniarzy otoczyła ich łukiem, podążając wzrokiem za spojrzeniem dziewczyny i poprzedzającymi je słowami o worku. Spostrzeżenie maskującego się na tle błota odnóża zwieńczonego grubym szponem na kształt koszmarnej gizarmy wystarczyło, by trzy trupy w „Fajrancie” zeszły na dalszy plan.
Depcząc po sobie, brygada kamieniarzy z majstrem na czele, otoczyła odrąbaną kończynę, trącając ją czubkami butów i trzonkami kilofów.
Z czego to jest?
Nie żgaj, bo cię użre!
Wyście to ubili?
Sherid zajęczał niezrozumiale, wyciągając dłoń w kierunku porzuconego trofeum.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 07 cze 2020, 3:07

On ubił — doprecyzowała dziewczyna, udaremniając bohaterowi próbę stoczenia się prosto w błotnistą glinę i zapaskudzenia świeżego opatrunku. Ułatwiło jej to znacznie zapanowanie nad mimiką, gdy stolarz relacjonował swoje znalezisko.
Spojrzała na tego, którego nazywali majstrem. Pilnowała spokoju w głosie. Zimnicy pozwoliła zostać.
Pogońcie stąd ludzi. Zezwłok jest silnie trujący, byle draśnięcie i będziecie mieć cztery trupy. — Zmyślone na poczekaniu kłamstwo wypowiedziała na tyle głośno, by pożądany wśród butów oraz kilofów efekt uzyskać natychmiast. Czubki i trzonki obydwu straciły zainteresowanie kończyną zakatrupionego monstrum, a zbiegowisko przerzedziło się. Alsvid nadal taksowała majstra wzrokiem. Mierząc, oceniając.
Wiedźmin jest ranny — oznajmiła. — Przyzwoitość nakazuje pozwolić rannemu dojść do siebie, nim odbierze należność za wypełnione zlecenie i odjedzie w swoją stronę. Nie przekrzykiwać mu się nad głową.
Drugiego kłamstwa nie uznała za stosowne akcentować. Nie majstrowi. Udając, że pomaga mu przybrać wygodniejszą pozycję, dyskretnie uścisnęła dłoń Sherida — intencjonalnie, z przestrogą.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 13 cze 2020, 23:45

Zmyślone na poczekaniu kłamstwo podziałało. Czubki i trzonki obydwu straciły zainteresowanie kończyną zakatrupionego monstrum, a zbiegowisko przerzedziło się. Majster, zachowujący dystans od samego początku, machnął otwartą dłonią w geście znaczącym „A nie mówiłem?”. Zaraz potem podniósł ją do kapelusza, równając go na czerepie i przyznając dziewczynie rację.
Prawiście. Słyszeliśta, gamonie? Won od truchła. Niemda, zawiadom Adolfa. Olik, zapierdalaj po widły i taczkę. Ty Pardo po drugą, dla wiedźmina. Czepta? — Wydawszy swoje dyspozycje, przywódca łupaczy zwrócił się do stolarza.
No?
Jak to wygląda?
Po mojemu paskudnie, panie majster, jak nic trzeba będzie zszywać…
We „Fajrancie”, tumoku.
Mina drewnoroba wystarczyła mu za odpowiedź. Kapelusznik nadął poliki i klepnął się o uda, wzbijając z portek tuman pyłu.
A u jakby pokłaść go u ciebie? Na stolarni?
Można, panie majster! Nawet lepiej, bo wióry, a on krwawiący…
Gdzie Goric?
Szedł do zarządu.
Sherid odwzajemnił uścisk zdrową ręką, poprawiając się w błocie. Oddychał ciężej, ale bez wyraźnego wysiłku, próbując rozglądać się po otoczeniu spod uchylonych powiek.
A wam co? — spytał starszy nad kamieniarzami, dopiero teraz zauważając czerwień na twarzy i rękach Alsvid, lecz nie jej rozdarty bok. — Zaglądaliście w palenisko, czy jak?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 14 cze 2020, 1:19

Alsvid skrzywiła się cierpko, perfidnie, prychnęła jak kotka. — „Czy jak”. Zamierzacie pomóc, czyście tylko ciekawi?
Wysłuchawszy rozkazów, które brygadzista powykrzykiwał do podwładnych, rozpędzając gromadkę utytłanych w wapiennym pyle chłopów oraz brodatych karłów niby pierzchające z zawalonego młyna szczury, wymruczała pod nosem przekleństwo. Chyżo puścił się biegiem pognany w poselstwo Niemda, aż nazbyt. Nie mogli czekać, jakież to wieści przyniesie z powrotem i od kogo. Nie tutaj, nie na łasce ciżby. Ona wszak była na wpół kulawa, utykająca, do tego nie szermierka, a dupa, zaiste, czy to wroga kupa, czy nie. Wiedźmin był, dla odmiany, nawet mniej niż pół przytomny.
Musiała myśleć szybko — i wymyśliła.
Wybaczcie, panowie, winnam wam podziękowania, nie złośliwości. Lęk mnie głupio przejął. Dziękuję. — Zmitygowała się nagle przed majstrem oraz stolarzem Czeptą. Zaszczebiotała. — Pójdę z wiedźminem, on może lada chwila zacząć majaczyć, trzeba mu będzie właściwych dekoktów, ciszy, spokoju… Gdybyście mogli nynie przynieść mi tutaj czystej, zimnej wody, dać nam chwilę… Będę wdzięczna. Będziemy oboje.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 14 cze 2020, 19:38

Majster zmieszał się na niefortunnie sformułowane pytanie, uciekł rękami do kapelusza.
Jeno pomóc — odparł, przytakując na podziękowanie. — Zimnej wody wam naniosę. Ze sztolni, rannemu też dobrze zrobi. Czepta, odemknij im warsztat. — Starszy kamieniarz zadarł głowę, krzycząc do przyglądających im się z góry gapiów i tych, schodzących, by przyjrzeć się bliżej. — A wy dokąd? Wracać do roboty! Kto powiedział fajrant?!
Zaczekacie? — Czepta sięgnął pod fartuch, zadzwonił kluczami, szykując, by oddalić się zaraz po majstrze ruszającym ku sztolni. — Zaraz wrócę, pomogę wam ponieść…
Zgodnie z jej planem, zostali sami. Sherid zawiercił się, zachłysnął powietrzem.
Nie trucizna... Jaskółki. — wycharczał przytomnie, lecz niewyraźnie. — Lać i pić. Korek i czerwony sznurek.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 14 cze 2020, 23:29

Odburknęła charakternikowi pod nosem, by się nie wiercił. Zanurkowała we wnętrzu torby, przebierając wśród podzwaniających butelaczek, puzderek oraz utensyliów o nieznanym zastosowaniu. Flakony mieniły się przeróżnymi odcieniami grubego, barwionego szkła, rozmaitymi kształtami i rozmiarami, pozornie całkowicie pozbawione znakowania lub opatrzone tajemniczą symboliką wytrawioną na pieczęciach. W końcu wyłowiła ten z czerwonym sznurkiem zawiązanym na szyjce. Zirael.
Pochylając się nad wiedźminem i bez zbędnych czułości powtarzając na jego pokrytym skrzepami krwi ramieniu zabieg dokładnego przepłukiwania rany za pomocą eliksiru, zaczęła mówić. Nie mitrężyła, nie bawiła się w efektowne pauzy. — Podżupnik to jakiś lawirant, zdrajca. Posłał za tobą ludzi. Mieli cię przepędzić albo zawalić ci szyb na łeb, wszystko jedno, zatrzymał ich Goric. Na mnie też napuścili kilku. Ale coś mi mówi, że ty dobrze o tym wiesz… Bloede arse, vatt’ghern.
Pomogła mu znów dźwignąć górną połowę ciała przynajmniej do częściowego pionu, pod usta podsunęła flakon z resztą Jaskółki. Któryś z kamieniarzy odesłanych przez majstra powoli wracał, skrzypiąc grzęznącym w błocie kołem u taczki.
Alsvid półgłosem kontynuowała. — To dobra pora na podzielenie się jakimś sekretem, Sherid. Albo sugestiami, zanim nas zlinczują — dodała ponuro. — Masz ci, iście wiedźmińska dola i zapłata.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 15 cze 2020, 22:38

Charakternik nie wiercił się. Skrzypienie koła zmierzającej w ich kierunku taczki urwało się, zastąpione szeregiem klątw i posapywań wskazujących, że kółko ugrzęzło na dłużej. Eliksir, podobnie jak ostatni, uwolnił osobliwy zapach, zapienił się i zasyczał na ranie. Ranny zasyczał również. Uraczony opowieścią, ruszał lekko głową, przymykając oczy na „tak”.

Ręka, aep huren. — Sherid odkaszlał nieco eliksiru na brodę. — Przyciśnij ją czymś.

Krasnolud Pardo dotaszczył im w końcu taczkę, omal nie wywracając i nie najeżdżając Sherida. Od drugiej strony nadchodził majster, taszcząc ze sobą wypełnione blaszane wiadro.

Naści — wyrzekł, ostrożnie stawiając przed dziewczyną kubeł rozkołysanej wody. — Lepiej mu? — spytał, odbierając od nadchodzącego Olika długą szuflę, którą przyniósł w zastępstwie wideł.

Pierwszy odpowiedział mu głośny gwizd od strony zbocza. Grubas o kaczkowatym chodzie, opuszczając świeżo odjęte od ust palce, zmierzał do zbiegowiska na dnie leja.

E! Brenan! — Okrzyk przybysza zwrócił uwagę majstra w kapeluszu. Otyły przybysz, czerwony na twarzy, a biały na ubraniu jak pozostali, gubił oddech walcząc z odległością. — Co to… za boruta?

Potworę ubili! — wyrwał się z odpowiedzią stojący najbliżej odrąbanej kończyny Olik, z braku zajętych taczką rąk, wskazując ją wygoloną głową.

Grubas spojrzał zdziwiony po towarzystwie, na leżącego Sherida i kleczącą Alsvid. Wybałuszył oczy na szkaradziejstwo. I zasapał od samego dziwowania.
Kopalnia czynna? — Zasapany obejrzał się na najbliższy wlot, zamrugał szybko. — Tak rychtyk?
Musi być — potwierdził majster Brenan. — My tu, Jurca, rannych sprawiamy. Nie kręć się tu, chyba że pomożesz. No, chłopy, na taczkę go!
„Chłopy” spełniły prośbę majstra, pospołu unosząc wiedźmina i układając go w niej z wprawą i znawstwem kogoś, kto przeleżał niejedną szychtę w wózku. W tym samym czasie Jurca dogonił swój oddech.
I kopalnia czynna? — spytał jak echo, patrząc jak majster podnosi na szufli przywleczone z kopalni trofeum i ładuje je na drugą taczkę, upuszczając je i odskakując za pierwszym razem. — Przylecieli do mnie dwaj moi, Leryp i Obolec. Przylecieli do mnie utytłani i mówią tak: „Panie majster, zeszlimy za Adolfowym przykazaniem i Goric obił.” Powiadali, że przyszli szpicle, wywłaszczać Jankę i kazali pogonić. To te tutaj? Komu wiarę dawać?

Gruby majster wskazał Sherida i Alsvid, nie dając zbyć, przeciął drogę Brenanowi. Ten splunął w błocko, podciągając portki.
Głąbom załganym nie dawać, bo cię kręcą, a ciebie wstyd żre przyznać, żeś nie upilnował. Dobrze, że im Goric umu nabił do łbów! Tu już nie kopalnia, tu jest zwykły sracz! Trzech zimnych w „Fajrancie” leży!
Gruby robotnik obejrzał się na budę, wciągnął powietrze ze świstem i szokiem.
Idź, Jurca, nie przeszkadzaj, rannemu należy się pomoc, a nie inwe… inwesty...
Inwestycje — podpowiedział Pardo.
No. Daj go w spokoju położyć.
Trzech? W „Fajrancie”? — spytał z niedowierzaniem Jurca, w ślad za odchodzącymi w stronę stolarni, gdzie czekał na nich Czepta, przytrzymując drzwi. Brenan, choć nie pchał ani nie pomagał, zdecydował się towarzyszyć, dając dobre rady, ilekroć taczka grzęzła w błocie, lub ranny bluźnił, podskakując z wózkiem na nierównościach.
Panie majster, a to? — Pchający obok Olik spojrzał na trofeum. Majster na Alsvid.
Dysponujcie nimi, pani medyczko — powiedział, oglądając się za siebie. — Mnie trzeba tę karczmę sprawdzić.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 16 cze 2020, 23:30

Dziewczyna warknęła. — Thu á esseáth huren, vatt’ghern. Było mówić wcześniej!
Pomogła mu przycisnąć zgiętą w łokciu rękę mocno do piersi — jego piersi. W zasięgu wzroku nie miała żadnego rekwizytu lepiej nadającego się do spełnienia polecenia wiedźmina, przeklinając więc jadowicie, odpięła od biodra Viroledę, swój własny pas ze sztywnej, barwionej cielęcej skórki założyła mu wysoko na ramię i ściągnęła w charakterze prowizorycznego ucisku.
Teraz dobrze, mistrzu?
Dalsze uszczypliwości udaremniło pojawienie się dźwigającego pełne wiadro majstra i jednego z oddelegowanych do pomocy krasnoludów, użerającego się z taczką. Pojawił się też jegomość, którego Alsvid nie widziała wcześniej z całą pewnością, bo nie mogłaby go przegapić.
Udawała zajętą przemywaniem zimną wodą twarzy oraz rąk, przez chwilę znowu tęskniąc do parujących balii, pachnących olejków i orzeźwiających, lodowatych pryszniców z cebrzyka, iście czarodziejsko działających na sponiewieraną i storturowaną skórę, lecz przez cały czas pilnie nasłuchiwała rozmowy majstra Brenana z drugim majstrem zwanym Jurcą, grubasem, który cały zdyszany, czerwony i zlany potem przybieżał pod wejście do szybu, jak gdyby rozdawano tam piwo na antałki. A teraz pokazywał dziewczynę i charakternika paluchem niby parkę przycupniętych na krzaku rarogów.
Ten nazywany Brenanem uprzedził ją jednak z odpowiedzią i może dobrze się stało.
Ulokowali wiedźmina na wolnej taczce — oni, chłopy, ona pod pachą niosła własny oręż, w drugiej ręce uwalany krwią czarną jak smoła brzeszczot Sherida, torbę z wiedźmińskimi eliksirami przewieszoną przez ramię. Milczała ponuro, na twarzy miała zacięty wyraz, a mniemanie o „Jance” oraz jej najbliższej okolicy jeszcze gorsze niż majster Brenan.
Poza tym, pokancerowany bok nadal sakramencko bolał.
Pod stolarnią zawahała się, nagle wcale nie pewna, co powinna zrobić i zbita z tropu „medyczką”. Nazywano ją różnie — bandytką, hrabianką, królewną, przybłędą, a nawet tak, jak nazywać się nigdy bez dotkliwych konsekwencji nie pozwalała, poza nielicznymi i bardzo szczególnymi wyjątkami — ale nigdy od wykształconych profesjonalistek. Co zabolało nawet odrobinę bardziej, niż dziura po oskardzie.
Truchło zostawić na taczce — zakomenderowała w końcu. — Przykryć czymś dobrze, nie ruszać pod groźbą inwenomacji i rychłego zgonu, i mojego niezadowolenia. Wiedźmina…
W pierwszej chwili chciała udać się razem z majstrem do „Fajrantu”. Na własne oczy zobaczyć to, o czym opowiadał Czepta, to znaczy, zamordowanych Baldo i Uzora, trzeciego brodacza bowiem, domniemanego Boroty, nie spodziewała się zastać w jakkolwiek odmiennym stanie od tego, w którym go zostawiła. A przede wszystkim, upewnić się, że Brenan nie zapędzi się w wyciąganiu błędnych wniosków ze swojej „inwestycji”. Spojrzała jednak przez ramię na Sherida leżącego bezwładnie na taczce, oczy miał nadal półprzymknięte, oddech płytki. Przeklęła gada.
Wiedźmina wnieść do warsztatu, położyć w czystym miejscu. W miarę czystym. Dalej medyczka sobie poradzi.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1178
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2020, 0:43

Ściśnięty pasem Sherid targnął się i zbladł jeszcze bardziej, uwydatniając wywabione konkokcjami naczynka rysujące się pod skórą ciemnosiną pajęczyną. Chłopy rozdzieliły się i zaczęły działać, by nie narazić na żadną z trzech wymienionych przez nią rzeczy, z których zrozumieli dwie, a o trzecią nie śmieli pytać.
Bok dokuczał jej na nierównym błotnistym terenie, zmuszał do kusztykania w ślad za sanitariuszami z przypadku, wiozącymi wiedźmina do stolarni. Znalezienie czystego miejsca we wnętrzu niewielkiego warsztatu zagraconego narzędziami i stołami do heblowania, okazało się zadaniem niełatwym. W miarę czystym, po zamieceniu go z wiórów, okazał się jeden z rzeczonych stołów, na którym złożyli wiedźmina niby na operacyjnym, dla wygody karku podkładając mu pod niego mały półpieniek. Ranny uchylił powiek — w środku było dostatecznie ciemno, by patrzenie nie drażniło mu rozszerzonych źrenic. Widzący je krasnolud, który przywiózł go tu taczką, sapnął z cicha, wycofując się za próg razem z Czeptą, który wynosił z warsztatu niepotrzebnie zawadzające szpeje. Zwaliwszy je przed warsztatem, to z braku dalszych dyspozycji, to z ciekawości, przyglądał się kolejnym zamiarom Alsvid.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław