Strona 5 z 7

Sortownia i warsztaty

: 29 lis 2018, 14:14
autor: Dziki Gon
Obrazek


Osiedle drewnianych baraków zorganizowanych wokół błotnistego placu dna kamieniołomu, gdzie sortuje się rudę i pozostały urobek. Tuż przy rampie przeładunkowej, pomiędzy krytymi korą chatami, znajduje się stolarnia wyrabiająca rusztowania do kamieniołomu oraz szalunki do szybów. Otacza ją kilka mniejszych szop, w których składuje się górnicze parafernalia. Jedynym kamienny budynkiem jest murowana siedziba gwarectwa z zarządem rudokopu na skraju samego kotła. Pomiędzy budynkami rzadko kiedy panuje spokój, jeszcze rzadziej porządek i nigdy przed fajrantem. Wagony tłuką się na szynach, warsztaty hałasują, a ludzie i nieludzie spieszą z kopalni i nazad, by wyrobić z normami za wczoraj. Terminy, w przeciwieństwie do kopalni, nie mogą zostać zawalone.

Re: Podziemne szyby

: 21 cze 2020, 19:59
autor: Licho
Dziewczyna sprawiała się jak rasowa medyczka. Sklęła panujący w warsztacie nieporządek, nad uwijającymi się jak w ukropie krasnoludami zawisła niby sokolica, złowrogim lżeniem przypominając im co chwila, że do czynienia mają z rannym, nie z workiem kruszcu. Kiedy w pośpiechu zamiatali stół ciesielski z wiórów, wzniosła oczy ku powale.
Wiedźmina potraktowała troskliwie, wręcz czule. Przesunęła podłożony pod głowę opieniek, poprawiła opatrunek na skroni i pas uciskający pod pachą poszarpane ramię. Mamrotała pod nosem, głaskała, szeptała coś, co brzmiało jak słowa otuchy i ukojenia. Jeśli się stało dostatecznie daleko. Łypnęła na stolarza — stojącego daleko, pod drzwiami.
Czepta, wyjdźże na długi spacer albo popilnować taczki. Chyba że chcesz odessać dla mnie jad z rany.
Stolarz zająknął się, pobladł jeszcze bardziej, choć wcześniej nie wydawało się to możliwe i nie zaszczyciwszy propozycji nawet uprzejmą odmową, wyparował z warsztatu. A razem z nim troskliwość amatorskiej sanitariuszki.
Możesz już wstać? Jeszcze nie? No, i bardzo dobrze. — Bezceremonialnie puściła ramię charakternika. Odtroczyła mu od uda puginał o wąskim niczym dłuto ostrzu, sprawdziła cholewy butów oraz zakamarki napierśnika. — Będziemy mieć teraz chwilę dla siebie, a i owszem. — Podręczny oręż wylądował przy drzwiach do warsztatu razem z mieczem o kanciastej głowicy oraz torbą na eliksiry. Drzwi zostały zaryglowane, a następnie, po chwili namysłu, klnąc i stękając, Alsvid przepchnęła pod nie również stolik z imadłem.
Rzuciła okiem na rozmaite rzemieślnicze przybory i narzędzia, które Czepta uprzątnął im spod nóg. Przez moment jej wzrok zatrzymał się na zębatej pile, ale szybko zrezygnowała z makabrycznego pomysłu, nie chciała być aż tak dramatyczna.
Nie chciała też zmitrężyć, przeszła tedy do rzeczy. — Nie zamierzam pytać o ciebie ani twój cech. Nie moja sprawa. Gówno mnie to zresztą obchodzi. — Podeszła powoli do stołu, następnie wcale zręcznym ruchem, jak na pokłutą i poobijaną, wgramoliła się nań i na Sherida. — Ale kilka pytań muszę ci zadać, póki mogę. Na początek, powiedz mi: jaki dokładnie masz interes w zbawianiu córki yleńskiego prefekta, ignorantki i amatorki, przed groźnymi lokalnymi magiczkami? W udzielaniu jej łaskawego prawa do dokonania prywatnej vendetty przy okazji twego kontraktu? W zbawienia bezinteresowne nie wierzę. Nawet Wieczny Ogień żąda datków.
Kolana oraz uda dziewczyny zacisnęły się lekko na bokach charakternika. A potem, zanim zaczął nazbyt się wiercić, na przegubach jego złączonych z przodu dłoni zacisnął się i owinął szorstki, gruby powróz.
Wybacz, wiedźminie, z wami nigdy nie wiadomo
Zsunąwszy się ze stołu, przysiadła tuż obok, na kulawym, chybotliwym zydelku. Nie przerywała monologu. — Stwierdziłeś, że mam się jakoby przydać. Jak? Nie zrozum mnie źle. Ja, mówię ci to szczerze, przełykając dumę, chcę się przydać, a dotąd nie miałam ku temu okazji. Jeśli jakimś cudem myślisz inaczej, to mam nadzieję, że nie jesteś szczególnie przywiązany do tej ręki.
Najważniejsze zostawiam na koniec. Może być w formie szarady, jeśli chcesz, coby dłużej nie nudzić. Słuchaj tedy: co łączy igłę w płonącym stogu siana ze zleceniem na potwora w zapyziałej kopalni? Podpowiem ci, że ma to coś wspólnego z próbami podkupienia rzeczonej kopalni przez tajemniczych inwestorów, ewidentnie podżegających część kopalnianej wspólnoty do sabotażu. — Alsvid spojrzała na wiedźmina, w dużych, złocistych oczach, które w innych okolicznościach mogłyby jeszcze uchodzić za dziecięce, zgasły iskierki złośliwości. Była śmiertelnie poważna. — To dużo, wiem, nie spiesz się. Jesteś spragniony? Niewygodnie ci? Słucham. Mamy czas.

Re: Podziemne szyby

: 23 cze 2020, 20:43
autor: Dziki Gon
Czepta wyjdźżeł, szybko zamykając za sobą drzwi, pytanie o to czy nie trzeba im jeszcze pomocy, urywając w połowie i natychmiast.
Para wężowych ślepi bez wyrazu przyglądała się dziewczynie, kiedy ta odbierała charakternikowi sztylet i obszukała cholewy oraz napierśnik, nie znajdując żadnej dodatkowej broni.
W niewzruszonym milczeniu czekał, aż zabarykaduje wejście ciężkim gratem, a potem wdrapie na stół i na niego. Ciężar dziewczyny przydusił go nieco — oddech wyraźnie zwolnił, mówić przyszło mu z większym niż dotychczas wysiłkiem.
Nieufność — zarzęził ciszej od wydychanego ze ściśniętych płuc powietrza. — Do groźnych, lokalnych… Magiczek.
Nie poczuł szorstkości powroza z powodu pancerza i rękawic. Poczuł ożywiony ból w rannym, bezwładnym ramieniu, które wzięła mu do związania. Widać anestetyk przestawał działać, albo w ogóle go nie zażywał. Ulżył cierpieniu tradycyjnie, lżąc swoją oprawczynię kilkoma wysyczanymi przez zęby plugastwami. Wciągnął je z powrotem razem z głębokim wdechem, kiedy zamieniła go na zydel.
Ty masz — poprawił ją zduszonym głosem, z wysiłkiem próbując przetoczyć się na bok, by przybrać wygodniejszą pozycję. — Marnujesz na… Retoryczne. Wiązanie mnie.

Re: Podziemne szyby

: 23 cze 2020, 23:56
autor: Licho
Sherid, czas poświęcony na wiązanie nigdy nie jest czasem zmarnowanym — odparła, za nic sobie mając lżenie, stękanie i bolesne grymasy charakternika. Kilkukrotnie zresztą zawtórowała mu w powyższych, podwinąwszy koszulę, by ocenić poczynione oskardem szkody.
Miała, bez wątpienia, szczęście. Gdyby Jukacz przyszedł do „Fajrantu” uzbrojony w jakieś prawdziwie mordercze narzędzie — czekan, tasak, toporek albo nawet kord — ona ni chybi na własnej skórze przekonałaby się, co to znaczy dostać to, o co się w skrytej próżności prosi, czyli zejście poniżej dwudziestu trzech cali w talii bez dyscypliny, bez wyrzeczeń, z natychmiastowym a trwałym efektem. Aż do drugiej utraconej pinty krwi.
Krzywiąc się, klnąc, stękając, grymasząc boleśnie, wstała, rozprostowała nogi. W końcu podeszła do stołu z własnym morderczym narzędziem wysuniętym zza cholewy buta. Przez chwilę jak gdyby nie będąc pewną, co właściwie chciała uczynić z nim oraz ze spętanym jak baranek wiedźminem.
Zaczęła od tego, że pomogła mu obrócić się na bok.
No, nie obruszaj się, to nie jest tak, jakbyś nie zasłużył. Nie tak dawno groziłeś mi skręceniem karku jednym ruchem, skąd mam wiedzieć, czy nie trzeba ci do tego jednej ręki, ha? — Zawahała się, bo dowcip był nie tylko mało śmieszny, mało też w nim było dowcipu. — W porządku. — Oswobodziła brańca przy akompaniamencie parskania i lżenia. — Ufam, że przeszła ci na to ochota... Przestań się wiercić, krwawisz na blat. A ja pytałam poważnie.

Re: Podziemne szyby

: 25 cze 2020, 22:51
autor: Dziki Gon
Sherid podniósł z wysiłkiem głowę, przyjrzał się dziewczynie bez słowa. Oprócz bolesnego grymasu przez twarz przebiegło mu coś równie nieprzyjemnego, co na przekór jego prywatnym odczuciom i ich słuszności, nie zostało wypowiedziane. Po staremu rację miał ten, kto trzymał nóż w ręku, a którego przeguby pozostawały nieskrępowane. Sam miał zresztą cieszyć się jednym z tych przywilejów niedługo potem.
Obrócony na bok i zdrowe ramię wiedźmin odetchnął ciężko. Poszarpana ręka, ściśnięta pasem ręka uwolniła cuch krwi zmieszanej z intensywną wonią eliksiru. Dowcipu zdawał się nie słyszeć albo nie podzielać jej poczucia humoru.
Po co to? — wychrypiał głosem nieco przyduszonym obecną pozycją, świecąc na nią parą połyskujących oczu. — … chcesz pomęczyć, nałap sobie much, rwij im skrzydła.
Charakternik stęknął i zawiercił się, samodzielnie poprawiając na stole, z którego posypało się kilka drzazg i chmura drzewnego pyłu, z wolna opadająca na deski posadzki warsztatu.
Bloed skarafaeg. — Wyduszone przez charakternika bluźnierstwo tym razem nie było skierowane pod jej adresem. — Wypełniał prawie cały tunel. Odchowany z drobiny, takiego małego robaka. Brakuje mi słowa. Szkodnik, ryje w ziemi. En coach'rioga.

Re: Podziemne szyby

: 27 cze 2020, 0:30
autor: Licho
Cudzoziemka wzruszyła ramionami w odpowiedzi. — Zwyczajnie cię nie lubię.
A jednak, miał rację — musiała odłożyć na bok sympatie i antypatie, pohamować uprzedzenia. Musieli oboje coś poświęcić.
Podsłuchała wiedźmina uważnie. Jego charakterystyczny dobór słów zainteresował ją, zadziwił. Były też słowa, które dobrał tak, że odezwały się dziewczynie spływającym wzdłuż kręgosłupa zimnym dreszczem, uczuciem obrzydzenia ściskającym żołądek na samo wspomnienie szponiastej, kostropatej łapy zwisającej z taczki, podrygującej w rytm jazdy, sprawiającej wyjątkowo udatne wrażenie, jak gdyby nadal kompulsywnie kurczyła mięśnie oraz ścięgna. Wiedziała, że w odniesieniu do większości potworów trudne do znalezienia słowa z powodzeniem zastępowało „wielki, brzydki skurwiel”. Ale coś Alsvid podpowiadało, że nie było tu mowy o przeciętnym, przynależącym do większości potworze.
Wolała się tedy skupić na dziwieniu się i to szyderczym. Parsknęła z niedowierzaniem.
Odchowany? Ktoś to bydlę wykarmił butelką i… co? Wpuścił do kopalni dla krotochwili?
Zatknąwszy kciuki za bryczesy, bez pomocy paska co chwila zsuwające się z bioder, zaczęła w tę i we wtę kuśtykać po warsztacie. Kuśtykała i mówiła, krzywiąc się, mamrocząc, klnąc pod nosem, wyliczając na palcach.
Wykarmił, wychował, wypuścił… Zmusił tym sposobem zarząd do zamknięcia kopalni. Hmm… Żeby coś ukryć? Czy ugrać? — Zwolniła, wydęła usta komicznie, po czym przygryzła dolną wargę i znów prychnęła jak kotka, tym razem obierając Sherida za cel swojej frustracji. Oraz główną przyczynę. — Bloede pest, vatt’ghern nathair! Myślę na głos, to znaczy, że powinieneś kontrybuować! Komu zależy na zamknięciu kopalni? Po co? — Przyłapała się na tym, że mało co, a tupnęłaby na niego nogą. — Pomyślmy… Dwie niedoszłe ofiary twojego kretoświerszcza, notabene, zamordowane w mniej niż godzinę po mojej rozmowie z nimi, twierdziły, że powodziło im się przed zaplombowaniem. Przy kopalni węszyli nieznani nam inwestorzy, zdeterminowani, by interes wywłaszczyć, sprywatyzować… Tylko gwarectwo stało okoniem. Albo to wszystko łeż, albo zaiste wyjątkowy zbieg okoliczności, iż oto na scenie zjawia się wrażliwe na prawa wolnego rynku monstrum. Oto walą się korytarze, znikają górnicy, urobek diabli biorą. A wszystko to pod nieobecność dwóch z trzech zarządców gwarectwa. Ten obecny zaś, nasz drogi podżupnik Adolf, rwie się na wprzódy zamykać „Jankę” i to jeszcze nim ktokolwiek poznaje, co zacz, jeszcze nim wystawia się zlecenie dla profesjonalisty. Teraz z kolei, kiedy profesjonalista się zjawił i zlecenie na odetkanie kopalni przyjął, podżupnik postanowił go skrycie, acz prostacko poszczuć od szpiegów i wrażych zawłaszczeńców…
Już nie tylko przechadzając się i strojąc miny, ale i nerwowo się bawiąc aksamitnym, białym pędzlem warkocza oraz zaplątaną weń szkarłatną wstążką, powtórzyła cicho. — Łeż albo zbieg okoliczności. Albo ambitna i dosyć niecodzienna dywersja — dodała głośniej, tak, żeby słyszał. Choć słyszał wszystko, był wiedźminem. — Czyja, Sherid? Zgaduj, jeśli nie wiesz. Bo i ja gotowa jestem zgadywać. A może faktycznie nie masz pojęcia?… Bo sam mnie okłamałeś?
W stolarni zrobiło się bardzo cicho, Alsvid przestała bowiem stukać obcasami oficerek. Przystanęła obok stołu, na którym odpoczywał charakternik i patrzyła w jego zimne, złe, żmijowe oczy. Oczami równie zimnymi i złymi.

Re: Podziemne szyby

: 28 cze 2020, 22:28
autor: Dziki Gon
Podłoga stolarni poskrzypywała w nierówny takt jej kulawych kroków. Głośne myśli białowłosej wypełniały przerośniętą szopę, gdzie słuchały jej martwe drzewa i jeden półżywy wiedźmin.
Shrerid obrócił w milczeniu głowę, patrząc na krwawo wystrzępione ramię, trzymające się na jej ściągnięty pasek i resztki rozerwanego rękawa pancerza. Nie jawiące się krotochwilą, niezależnie z której strony, ani jak dalece zmodyfikowanymi oczami nań spojrzeć.
Wiedźmin nie zaprzeczał ani nie potwierdzał, wbrew narastającej frustracji dziewczyny i wnioskom, które zdecydowała się wyciągać dla odmiany po nożu. Jego uniesiona twarz mignęła bladością, zanim powoli opadający kark łowcy potworów nie zetknął się z podłożoną drewnianą podporą. Pierś pod pancerzem uniosła się powoli, z wysiłkiem i zapadła zaraz potem. Zimne i złe żmijowe oczy zgasły wśród cieni, zawarte powieki nie zdążyły odwzajemnić spojrzenia. Przez chwilę wydawało się jej, że to już. Ale wtedy poruszyły się spękane usta, z ledwością i mniej wyraźnie niż dotychczas wydobywając z siebie dźwięk.
Teraz zacznie na ludziach.
Urwany i chrapliwy półoddech, na który wysilał się z obecnej pozycji, jednoznacznie wskazywał, że w najbliższym czasie będzie kontrybuował do jej spostrzeżeń równie ochotnie co otaczające go sprawione bale i wciągnięte pod dach warsztatu zaczątki szalunków.
Na zewnątrz coś trzasnęło wyraźnie, zniekształcone echem i odległością. Odgłos kilku tupiących par butów doleciał ją od „Fajrantu”, akompaniowany przez chór podniesionych głosów, których koryfeuszem był wzburzony majster Brenan. Po ciągłym zatykaniu się rozpoznała też usiłującego mu wtórować drugiego majstra, zapowietrzonego Jurcę. Do wnętrza stolarni docierał sam dźwięk, sens wypowiadanych słów gubił do szmeru pojedynczych sylab i tonu. Z tego, podobnie jak z wcześniejszego dialogu między brygadzistami, mogła jedynie miarkować, że doszło do kolejnej awantury.

Re: Podziemne szyby

: 29 cze 2020, 0:33
autor: Licho
Niech cię… — Nie dokończyła straszliwej i okropnej klątwy, bo oto na zewnątrz coś się ewidentnie zadziało, chyba trzasnęły drzwi pobliskiej speluny, ale tak, że w pierwszej chwili pomyślała, że to krokwie trzymające dach szopy walą im się na łeb. Ktoś krzyczał, a ktoś inny ryczał mu do wtóru, oba głosy Alsvid rozpoznawała.
Kląć skończyła pod nosem, tym razem pod adresem niczyim, a więc wszystkich, poczęstowała wiedźmina ostatnim rzuconym obcesowo przez ramię bazyliszkowym spojrzeniem, którego z oczywistych powodów nie raczył skosztować.
Dokuśtykała do drzwi i niemało plując sobie w brodę, usunąwszy spod nich barykadę z ciężkiego sprzętu, stanęła w progu wytargana, uwalona pyłem z wiórów, z portkami krzywo obsuniętymi. Mrużąc oczy po części złowrogo, a po części od nagłego nadmiaru światła, przysłoniła je jedną ręką. W drugiej trzymała luzem połyskującą okuciami oraz jelcem i głownią wystającej viroledanki pochwę.
Patrzyła, co się wyrabia, a czego w świetle swoich własnych dopiero co wynurzanych na głos konstatacji postanowiła nie ignorować i nie przeczekiwać pod ryglem.

Re: Podziemne szyby

: 29 cze 2020, 20:35
autor: Dziki Gon
Zasapana i obolała wydostała się na zewnątrz, gdzie w zgodzie z jej wcześniejszym domysłem, całkiem niedawno trzasnęły drzwi od karczemnej budy. Obecnie odbywało się przed nią coś na kształt samowolnego procesu w wykonaniu majstrów i sekundujących im robotników przybyłych wraz z Brenanem, z braku zajęcia chętnie chwytających się nadarzającej sensacji. Całość zdawała się pochłaniać zgromadzonych bez reszty, a przynajmniej dosyć by nie zauważyli wyjścia Alsvid ze stolarni.
Przedmiotem zamieszania był znany jej z widzenia krasnolud Uzor, toczący wokół nierozumiejącym, ospałym spojrzeniem, poruszający ustami w niemej próbie obrony, natychmiast zakrzykiwany przez resztę, wypowiadającą w głos swoje zamiary w stosunku do zmartwychwstałego na jej oczach grubiorza. Zdania wśród obecnych były podzielone — jedni zapowiadali, że go powieszą, drudzy, że tylko pobiją i wypuszczą na jednej nodze, wprzódy wyrwawszy z rzyci drugą.
Wzywano przy tym na daremno wiele imion, poczynając od boskich, a kończąc kolejno na adolfowym, goricowym i niemdowym. Wspólnym mianownikiem łączącym wszystkich wymienionych była ich nieobecność.

Re: Podziemne szyby

: 30 cze 2020, 1:51
autor: Licho
Oczom Alsvid ukazała się przaśna scena: beztroski, zbiorczy samosąd, wielce popularna wśród Nordlingów rozrywka pozwalająca każdemu na przybranie roli oskarżyciela, ławnika, sędziego i kata za jednym zamachem, nie dłużąca się tedy na czynnościach procesowych, co dopiero dochodzeniowych. Wszyscy wszak wiedzieli, że to o egzekucję rozchodziło się w zabawie.
Gotowa już była zniesmaczona zozstawić bydlęta ich bydlęcym atrakcjom, lecz spostrzegła w porę, że w samym centrum przedstawienia, na miejscu oskarżonego znajdował się nie kto inny, jak Uzor, krasnolud dopiero co domniemany zakatrupionym razem ze swym komilitonem, Baldo. Potencjalnie dysponujący zatem jakąś cenną retrospekcją względem wydarzeń w „Fajrancie”, które nastąpiły po opuszczeniu przybytku przez nią i Gorica. Naiwnym optymizmem, co prawda, było udzielanie Uzorowi rebus sic stantibus kredytu zaufania, że posiada on nie tylko jakiekolwiek wartościowe świadectwo, ale i stan pozwalający na jego zrozumiałe zrelacjonowanie, zwłaszcza, gdy jedyny biegły tłumacz z uzorowego raczej nie planował dołączyć do grona ożywieńców. Obiekty naiwnego optymizmu czasem jednak ziszczały się w akcie spontanicznego cudu. Takiego, jak zmartwychwstanie.
Tylko dlatego — wmawiała sobie, powściągnąwszy narastającą złość — postanowiła zareagować, nim samosąd przeistoczył się w lincz. Wtrąciła się, wmieszała. Bez baczenia, że sama miała na rękach krew jeszcze świeżą, jeszcze gorącą i trudną do wytłumaczenia rozjuszonej ciżbie, bez chwili zawahania nad tym faktem.
Nie szczędząc górnikom i kamieniuchom ani władczego tonu, ani bezdusznego spojrzenia, ani nawet okutego stalą trzewika pochwy oraz głowni miecza, dopchnęła się do samego środka zaciśniętego kręgu oraz do tkwiącego w nim krasnoluda. Spokojnie poczekała, aż gwar sam ucichnie. Chciała najpierw przyjrzeć się oszołomionemu brodaczowi.

Re: Podziemne szyby

: 30 cze 2020, 21:24
autor: Dziki Gon
Zbliżając się do uskutecznianej pod „Fajrantem” narodowej rozrywki Nordlingów, na własne uszy przekonała się o kolejnym cudzie. Uzor gadał. Gadał bełkotliwie, pospiesznie, łykając sylaby i bez składu. Ale wciąż artykułowanie.
Nnie ppamiętam… Popilim… I… Iii…
Iście się pobili pijusy!
Panie majster, a ten drugi to na pewno nie żyw?
Kaj Bogusz? On pewno widział.
Ja jego widział jak lazł pod górę.
Jak ty lazł, czy Bogusz?
Bogusz.
I nikomu się nie powiadał?
A komu miał?
Nie mundruj!
Puśćta, jam nie winien! Go-gorzała…
Gorzała to ci będzie zaraz dupa! Milan Borota rozszczepiony oskardem!
Brenan, uf, rasisto utracony… Jak on miał ten oskard trzymać, jak on ledwie, hyy, na nogach… stoi.
A czy oskardem to przeca można poznać, puście do środka, pany majstry.
Oskardem zadziabany, krew na nim była!
Juźci, ile kot napłakał.
Spokój, spokój!
Milan… Ja nic… Nie ja…
Może niech młoda pani medykuska zobaczy — zaproponował Czepta, w ciszy jaka zapadła razem z pojawieniem się dziewczyny, która wcale nie musiała silić się na rozrzutność tonu, spojrzenia i okutego trzewika, by dopchać się do inkryminowanego. Wszystkie twarze, łącznie z jedną spuchniętą o załzawionych, niepoznających Alsvid oczach zwróciły się na nią. Wszystkie wyczekujące i poważne, mylnie interpretujące powagę jej własnej twarzy.
Ogniu Wieczny, Iskro Nadziei… — szepnął Brenan, odruchowo sięgając do kapelusza i uchylając go z wahaniem. — Mistrz charakternik też?

Re: Podziemne szyby

: 30 cze 2020, 22:35
autor: Licho
Też rozszczepiony oskardem? Wręcz przeciwnie, dochodzi w spokoju do siebie i tak ma pozostać — odparła tonem sugerującym, że był to przyczynek do zachowywania śmiertelnej powagi. Ruchem głowy pokazała na drzwi do „Fajrantu”. — Pokażcie mi ciała, majstrze, rany powinny powiedzieć, czym je zadano, a nawet to, jakiej postury i tężyzny był napastnik. Gwoli ostudzenia uprzedzeń. Czepta, oddaję warsztat i pieczę nad dobrzejącym mistrzem charakternikiem. — Alsvid skinieniem podziękowała stolarzowi nie tylko za skwapliwość, bo odmowy nie zamierzała słuchać, ale też za wcale rozumną sugestię. Zręcznie unikała poświęcania uwagi otumanionemu Uzorowi, by nie przyciągać tejże z jego strony i nie ryzykować trzeciego cudu: cudu przywoływania po wypitce trzeźwych wspomnień. — Prowadźcie, Brennan. Audytorium nie potrzebuję.

Re: Sortownia i warsztaty

: 04 lip 2020, 21:14
autor: Dziki Gon
Chłopy zaszemrali i rozejrzeli się po sobie niepewnie, poza Czeptą w ostatniej chwili odwracającym wzrok, by ukryć uśmieszek kwitnący mu na ogorzałej gębie. W przeciwieństwie do pozostałych chętnie spełnił polecenie dziewczyny, wracając się pod swój warsztat, z którego całkiem niedawno go przeganiano. Pozostali, w przeciwieństwie do stolarza, nie pojmując znaczenia „audytorium” lub „nie potrzebuję”, ruszyli za nią ostrożni i ciekawi, tuż po tym, gdy majster Brenan wywiązał się ze swojego obowiązku przewodnika, pokazując paluchem na rozchybotane, dziurawe drzwi „Fajrantu” i oznajmiając: „A o!”
Jakże powiedzieć? — podekscytował się nad jej prawym ramieniem ten, którego wcześniej wysyłali po taczkę, zdaje się Olik. — Czarami wywieść?
Rozlegające się nieco powyżej jej lewego biodra parsknięcie wskazywało, że ten, który skwitował nim niewiedzę kompana, był krasnoludem.
O wa! Czarami! Ślipiami obaczyć, rozumem zmiarkować.
Rozumem — podłapał dyszący za jej plecami Jurca — Tedy nic tu po was, głąby. Miasto się próżno przyglądać, przydać się na coś! Olik, leć do składziku szukać jakiej płachty na nosze, byle mocnej. Nie będzie, to zajedź taczką. Pardo, ty pilnuj tego pijusa, niech się nigdzie nie rusza.
Taczkowy i świeżo mianowany strażnik oddalili się z ociąganiem w przeciwnym kierunku. Skonfundowany pijus nienadążający za tempem wydarzeń czekał karnie jak sobaka, by dać się popilnować. Nadal nie rozpoznając Alsvid, a i swoje najbliższe otoczenie odkrywając z pewną ostrożnością zarezerwowaną dla nowin.
Białowłosa z audytorium w postaci dwóch majstrów przekroczyła skrzypiącą deskę progu, znajdując się w opustoszałej prowizorycznej sali z szynkwasem wzbogaconej o zmasakrowanego trupa.
Gdzie drugi? — spytał gramolący się do środka Jurca, zniżając głos do szeptu w trwożliwym czy instynktownym odruchu.
Za szynkwasem — odpowiedział mu półgłosem podłapujący manierę Brenan i powtórzył to Alsvid, ostrożnie zawierając za sobą drzwi, które groziły wyskoczeniem z krzywych, wyrobionych zawiasów. — Za szynkwasem, panienko.

Re: Sortownia i warsztaty

: 04 lip 2020, 22:21
autor: Licho
Brenan i Jurca, szepczący i stąpający po najeżonej drzazgami podłodze na paluszkach, jak gdyby każdy nagły hałas lub nieostrożny ruch mógł zbudzić nieboszczyków, sprawiali, że i Alsvid udzielił się nastrój paranoi, choć to nie o zimnych się martwiła. Zatrzymała się nad tym, który leżał na wznak w kałuży zakrzepłej krwi rozbryźniętej po deskach niczym rozlane wino. We krwi walało się coś, co wyglądało jak małe, pożółkłe kawałki żwiru. To były zęby zabitego. Boroty.
Dobrze — odparła dziewczyna majstrowi, mrużąc oczy. — Wyciągnijcie go tutaj, obok tego. Co patrzycie? Muszę dokonać szczegółowych oględzin, nie będę klęczeć w potłuczonym szkle i przeciskać między denatem a szynkiem.
To powiedziawszy, nonszalanckim ruchem nogi odwróciła Borotę na plecy. Spodziewała się usłyszeć nagły świst w nabieranym przez Jurcę albo Brenana oddechu. Zaiste, nie był to ładny widok. Skołtuniona szara broda krasnoluda, posklejana juchą, częściowo zasłaniała to, co zostało z żuchwy, gęby i górnej wargi, ale nie to, co znajdowało się wyżej. Alsvid zacmokała z niezadowoleniem. Miała zdecydowanie wiele do poprawienia, jeśli chodziło o technikę.

Re: Sortownia i warsztaty

: 06 lip 2020, 0:21
autor: Dziki Gon
Otoczyli trupa półkolem. Jurca, który zbliżył się jako drugi, natychmiast odstąpił, cofnął się jak sparzony. Jego ciężki oddech zrobił się wyraźniejszy i przyspieszył. Majster także przyspieszył, szybko wracając się w stronę drzwi, by donieść za nie cokolwiek, co podchodziło mu do gardła ze słyszalnym bulgotem. Drzwi otworzyły się ponownie, ciężkie kroki brygadzisty zadudniły na zewnątrz, poprzedając serię szybkich wdechów.
Brenan, widać odporniejszy lub mający za sobą lżejsze śniadanie, został w środku. Wykrzywił się nieładnie na widok zmasakrowanego robotnika, ale nie zrejterował. Poszedł za szynkwas, przykucnął tamże, znikając dziewczynie z pola widzenia.
Co do czarta…? — usłyszała nagle spod baru, a za sobą kroki niepewnie powracającego do środka Jurcy, nieco bledszego na twarzy, lecz wciąż mającego ze sobą zawartość swojego żołądka.
Co? — upewnił się grubas słabym głosem, wzrokiem szukając Brenana, którego słyszał, ale nie widział.
Ten drugi też żyw! Tylko spity jak bela!

Re: Sortownia i warsztaty

: 06 lip 2020, 19:54
autor: Licho
Nowina, tak trywialna, że aż zakrawająca na cud, przelała czarę goryczy, rozeźlona Alsvid huknęła o podłogę obcasem wysokiego oficerskiego buta, aż podskoczyło bezgłośnie i potoczyło się po heblowanej posadzce kilka oplutych krwią zębów Boroty.
Bloede pest, Nordling! Czy wy nawet martwych nie potraficie się doliczyć? Może i ten tutaj dycha, tylko opił się i przysnął z gębą w barszczu? Widywałam w obwoźnych cyrkach większy ordynek niż w waszym zakichanym kamieniołomie, pies z tym tańcował, ja mam rannego na stole, nie zamierzam cucić pijanych ani rozstrzygać sądów pracy!
Wracam do warsztatu. Rozmawiać będę tylko z Gorikiem albo podżupnikiem Adolfem, jeśli ich znajdziecie. Nikim innym — oświadczyła i strząsnęła warkocz z ramienia, popatrzyła to na jednego, to na drugiego mężczyznę wzrokiem, w którym czaiło się zarówno wyzwanie, jak i groźba: niech no spróbują ją zatrzymać, niech no coś choćby turkną pod nosem. — Potwór, który żerował w kopalni, ubity, jest tedy po kontrakcie. Nie nasza to sprawa, kto wam tu uprawia dywersję i pospolity burdel, a widzę, że wy, panowie majstrowie, nie wiecie nawet połowie, jak wielki.
Nasza, nasza, poprawiła się w duchu, ale w myśl zasady, że sprawy załatwia się z panem, nie kmiotem, nic więcej nie powiedziała. Obróciła się na pięcie, uniosła głowę, trzasnęła drzwiami gospódki, tak że pogryzionych przez korniki krokwi zaprószyło wiórami, a niedbale pomazany białą farbką szyld z deski zakołysał się na ostatnim gwoździu. Miała wszelką intencję zaiste udać się z powrotem do warsztatu, potem zaś jak najdalej od tej zgrai niegramotnych półgłówków, tak szybko, jak tylko pozwoli na to stan wiedźmina, choć ten trudno było jej ocenić. Nie była wszak medyczką.