Sortownia i warsztaty

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 14:14

Obrazek


Osiedle drewnianych baraków zorganizowanych wokół błotnistego placu dna kamieniołomu, gdzie sortuje się rudę i pozostały urobek. Tuż przy rampie przeładunkowej, pomiędzy krytymi korą chatami, znajduje się stolarnia wyrabiająca rusztowania do kamieniołomu oraz szalunki do szybów. Otacza ją kilka mniejszych szop, w których składuje się górnicze parafernalia. Jedynym kamienny budynkiem jest murowana siedziba gwarectwa z zarządem rudokopu na skraju samego kotła. Pomiędzy budynkami rzadko kiedy panuje spokój, jeszcze rzadziej porządek i nigdy przed fajrantem. Wagony tłuką się na szynach, warsztaty hałasują, a ludzie i nieludzie spieszą z kopalni i nazad, by wyrobić z normami za wczoraj. Terminy, w przeciwieństwie do kopalni, nie mogą zostać zawalone.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 08 lip 2020, 22:51

Głowa Brenana wynurzyła się zza szynkwasu, kiedy drzazgi posypały się z powały, spojrzała w tym samym kierunku, co zaskoczony Jurca — na drzwi trzymające się już tylko jednego zawiasu.
Sanitariuszka — mruknął grubas, ocierając poty, które sperliły mu cofnięte czoło. — A sprawowanie jak u księżniczki, niech mnie na własnej torbie powieszą…
I to nilfgaardzkiej — przyklasnął mu towarzysz. — Wyrzekła „Nordlignu”, jakby mi od szczura przymawiała.
Nazairka była już na zewnątrz, z dala od komentarzy, po raz kolejnego tego dnia wychodząc na zabłocone dno otoczonego kamieniołomem leja wyposażonego w liczne paszcze spięte kagańcami barykad i szalunków.
W połowie postanowionej intencji, wyminąwszy wciąż jąkającego się i niepomnego ostatnich godzin Uzora i pilnującego go Parda, wpadła na zarządcę ochrony kopalni i podążającego za nim w oddaleniu Niemdę. Niedoschnięte błoto mlaskało miarowo pod krokami ciężkich buciorów, a okuta pała dyndała do ich przyspieszonego taktu.
Gdzie wiedźmin? — Goric, nie zaszczycając zebrania przed „Fajrantem spojrzeniem i ignorując to błagalne, posyłane mu przez Uzora, przeciął białowłosej drogę. — Prawda to, że potwór ubit? Macie czym poświadczyć?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 09 lip 2020, 5:34

Nagły i niczym niezapowiadający się powrót Gorica do sortowni bez wątpienia byłby zaskoczeniem, gdyby tylko tego samego dnia nie miało miejsca tak wiele zdarzeń o stokroć bardziej wartych zaskakiwania się. Alsvid nie okazała tedy zaskoczenia, wyłącznie lodowatą książęcą pogardę.
Wasze poświadczenie leży nakryte na taczce pod stolarnią. Zapłacicie w środku — oznajmiła i nie patrząc, czy krasnolud podąża za nią do warsztatu, kontynuowała, co miała w intencji. Wyjątkowo zdeterminowana, by nie kuśtykać.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 11 lip 2020, 21:23

Twarz krasnoluda ściągnęła się pod przekrzywionym szłomem, mięsiste wargi wydęły się ze zniecierpliwionym sapnięciem. Karzeł, zaprawiony w marszu jak większość swoich ziomków, bez trudu dogonił białowłosą mimo różnicy wzrostu.
Pytałem o pana wiedźmina — wyprzedziwszy ją, zastąpił jej drogę do stolarni, spojrzał na nią z dołu. — Nie mam czasu…
Goric urwał, spostrzegłszy opaloną niedawną eksplozją twarz Alsvid, świeże poparzenia na jej przedramionach. Nie podejmując indagwania, rozejrzał wkoło, dostrzegając wspomnianą taczkę nakrytą postrzępioną płachtą. Chwytając jej skraj, ściągnął ją jak kołdrę z barłogu, odsłaniając ukrytą pod nią zgrozę.
Na Orina i Gorina — wyrzekł cicho, otwierając szerzej porażone kuriozum ohydy oczy, zamarłszy z gałganem w ręku. — A cóż to takiego?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 11 lip 2020, 21:45

Szkodnik — odparła dziewczyna zdawkowo, opierając się ręką o framugę drzwi. — Nie mitrężcie, ja też nie mam czasu. Ani ochoty. Wiedźmin jest w warsztacie, tam porozmawiamy.
Nie przyglądając się drugi raz temu, co zostało z kretoświerszcza, pierwsza pchnęła drzwi do stolarni. Przestała łudzić się, że znajdzie w tym grajdole kogokolwiek wystarczająco rozgarniętego, wystarczająco przytomnego albo wystarczająco trzeźwego, by móc udzielić jej odpowiedzi na kilka ważkich pytań. Ale próbować musiała.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 12 lip 2020, 18:24

Pierwszy raz — zaczął krasnolud, zbity z pantałyku widokiem trofeum. Straciwszy czujność, pozwolił wyminąć się dziewczynie. — Widzę coś podobnego… A dokąd to?
Za drzwiami wpadła na stolarza Czeptę.
Nie zbudził się, mamrotał przez sen, opatrunek przeciekał, to okręciłem nowym — oznajmił rezydent warsztatu, nim w ślad za białowłosą do środka wszedł Goric.
Czepta, zrób sobie przerwę — polecił mu krasnolud, przytrzymując mu drzwi. Stolarz i tym razem wyszedł bez protestów, choć widać zmęczony ciągłym odsyłaniem go w tę i z powrotem, poburczał coś o dawaniu sobie siana z pomaganiem komukolwiek w najbliższym czasie.
Krasnolud zbliżył się do stołu, na którym ułożyli wcześniej charakternika, wciąż bladego i oddychającego miarowym rytmem, z nowym gałganem zawiązanym niewprawnie, ale szczelnie na starym, przebijającym krwią opatrunku. Karzeł zacukał się wyraźnie, rozejrzał po ciemnym, pełnym wiórów i hebli wnętrzu w poszukiwaniu inspiracji.
O własnych siłach to on stąd nie wyjdzie — skwitował oczywistość. — W kopalni będzie spokój?
Mus mi znać szczegóły — nacisnął, nim zmitygował się, przypominając sobie stan rannego. — Na ile był ich w stanie udzielić.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 12 lip 2020, 23:46

A mi — odparsknęła dziewka, pozwalając sobie na krotochwilę — mus wziąć kąpiel i to długą. Napić się. Przespać ze dwa dni. Ale pozostaje mi zadowolić się marnymi substytutami.
Opadła na twardy, drewniany taboret obok stołu, na którym wciąż biały jak kreda wiedźmin leżał w kompletnym bezruchu, można było śmiało założyć, że nieboszczyk, gdyby nie rytmiczny, płytki ruch piersi pod skórzanym pancerzem. Alsvid popatrzyła na niego, sama nie do końca pewna, co czuła, a co myślała.
W końcu zwróciła się do Gorica, odpowiadając mu rzeczowo. — Niewiele był w stanie i niewiele udzielił, zgadliście. Potwór, jak sami widzicie, był wyjątkowo groźny i wyjątkowo wyrośnięty. Kretoświerszcz. Szkodnik w pełni zdolny do przegryzania kasztów i rusztowań, zawalania szybów, a nawet rycia własnych tuneli. Taki przynajmniej układa się nam jego obrazek. Niezbyt piękny. Baczcie, że to, co wiem, wiem od waszych na wpół trzeźwych gwarków oraz na wpół żywego wiedźmina znieczulonego końską dawką eliksirów.
Niemniej… — Oparła w zamyśleniu brodę o pięść, a potem, wiedziona nadal niepoprawną nadzieją na rozwiązanie tajemnic “Naszej Janki”, postanowiła podzielić się wynikiem swego małego śledztwa. — Podejrzewam, że kretoświerszcz nie pojawił się w waszej kopalni przypadkowo, to nie mysz, która przekradła się do spichlerza, a raczej: to nie larwa, która wykluła się w mięsie z muszego jaja. Ze słów Sherida wynika, że ktoś go podhodował. Jak pisklę. Poczwarkę. Ktoś miał odpowiednią wiedzę, środki i umiejętności, by podobne stworzenie zdobyć i odchować, a następnie w dogodnym miejscu i czasie wypuścić, by rosło wam na zgubę. Nie zdziwiłabym się, gdyby ten ktoś miał wśród waszej załogi zaufanego wspólnika. Nie zdziwiłabym się, gdyby był to podżupnik Adolf, tak skory do sabotowania wszelkich działań mających na celu pozbycie się szkodnika.
Teraz tylko wy możecie mnie zadziwić, panie Goric — stwierdziła całkiem poważnie, a zarazem starając się brzmieć pojednawczo, świadoma żywionej do niej przez krasnoluda głębokiej niechęci. Według niej tylko częściowo zasłużonej. — Na pewno wiecie o tym znacznie więcej niż ja czy wiedźmin, znacznie więcej, niż dotąd powiedzieliście. Rada byłabym posłuchać. Nie mogę mówić za nieprzytomnego, ale ja, jak sami wcześniej zgadliście, nie zjawiłam się umotywowana nagrodą za potwora. Szukam tu czegoś zgoła innego. Kogoś innego. Udzielając informacji o tym, kto i dlaczego dokonuje dywersji, bardzo w tych poszukiwaniach pomożecie. Odwdzięczycie się za spokój w kopalni, za poniesione w jego imieniu ofiary — oświadczyła, spoglądając na poruszającego się na stole płytko i miarowo wiedźmina.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 15 lip 2020, 23:00

Tedy wam w drogę — wszedł jej w słowo Goric, szurając ciężkimi buciorami po uginających się pod jego ciężarem deskach podłogi. — A co skorzej, bo u nas takich luksusów nie najdziesz.
Krasnolud zdjął wzrok z wiedźmina, podniósł go na kobietę, zadzierając głowę i biorąc się pod bok. Hardość nie została z nim na długo, a dokładnie do momentu, w którym z ust dziewczyny padło „kretoświerszcz”. Słysząc cudaczny wyraz, karzeł zmrużył oczu, otworzył usta i przechylił głowę jak niedosłyszący.
Twarz, poza brwiami, wygładziła mu się jednak szybko. Oblizując spękane wargi, popatrzył na nią uważnie, wymownym spojrzeniem zawierającym w sobie całą wagę niewypowiedzianego właśnie pytania-komentarza. Niewypowiedzianego wyłącznie dlatego, że z wyprzedzeniem poinformowała go o swoich źródłach i ich domniemanej wiarygodności.
Strażnik nie odzywał się i wówczas, gdy Alsvid rozwinęła swą myśl. Tym razem również nie musiał. Na jego brodatej twarzy dało się rozpoznać wahanie. Ale nie zaprzeczenie. W tym pierwszym dostrzegała zaś pierwsze pęknięcia. Krasnolud sięgnął za plecy, do paska. Nie po broń, jak zdawało się jej przez sekundę. W dłoni trzymał przewiązaną sznurkiem sakwę, ciężką od złota.
Z kretochrząszczem — szlus? — spytał, nie dając się zbyć, wyraźnie ważąc coś więcej niż tylko worek monet w grubym łapsku. Jedno z oczu z kawałkiem profilu mimowolnie zbłądziło w kierunku podwórza i pozostawionego na nim dziwu, straszącego spod odkrytej plandeki. — Nie było tego więcej? Nie wynijdzie w nocy, pomścić krewniaka?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 16 lip 2020, 20:27

Nie zaszczycając zainteresowaniem ani dłuższym spojrzeniem ważonej przez krasnoluda w dłoni sakiewki, dziewczyna prychnęła pod nosem z niedowierzaniem. — O to zapytać musicie profesjonalistę, gdy odzyska przytomność. Zakładając, że odzyska, w przeciwnym wypadku będziecie musieli wypożyczyć mi na dłużej i taczkę, i parobka, jeśli tak bardzo wam zależy na skorym opuszczeniu przez nas kamieniołomu. Czemu wam właściwie zależy? Aż tak gniewni jesteście i zaślepieni animozją za szlachtuz w spelunie?
Ton głosu cudzoziemki sugerował, że bynajmniej o gniew lub animozje podejrzewała ochroniarza, gdy szło o powód nalegań, a już na pewno nie o zaślepienie.
Westchnęła i odparła, stwierdzając dosyć zgryźliwie oczywistość: — Moja opinia profesjonalna nie będzie. Ale jeżeli jakaś być musi, to myślę, że szanse na to, by w kopalni grasowało więcej niż jedno stworzenie takich gabarytów są niebywale niskie, zwłaszcza, jeśli nasza zbudowana na relacji wiedźmina teoria ma jakiekolwiek pokrycie w prawdzie. Wyślijcie jednak zwiad, zbadajcie tunele, najlepiej z psami. Jak po porządnym odszczurzaniu. — Wzruszeniem ramion dała krasnoludowi do zrozumienia, że równie dobrze mógł podumać nad najskuteczniejszym rozwiązaniem sam. — To wszystko, panie Goric? Czy życzycie sobie, bym na jakieś jeszcze pytanie odgadła odpowiedź?
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 19 lip 2020, 23:10

Karzeł wydął wargi na sugestię, która wcale nią nie była, wypuścił powietrze prychnięciem. Wysłuchał jej porady, całkiem roztropnej jak na nieprofesjonalną. Przytaknięcie i zapalające się na krótko w oczach cerbera zrozumienie świadczyło, że uczestniczył już w podobnych procedurach. I że w obecnej sytuacji owa najbliższa jednoznacznej opinii porada będzie mu musiała wystarczyć.
Ponadto, stojący przed nią szef ochrony potwierdzał właśnie stereotyp, wedle którego krasnoludy były rasą nienawykłą do nieszczerości i matactwa, którą uwierały wszelkie przemilczenia i półprawdy. Goric, choć hardo odpowiedział na jej spojrzenie, wiercił się wyraźnie, co rusz łamiąc wzrok rozglądaniem się wokół, przerzucając z ręki do ręki przyciężkawą sakwę. W końcu, nie wiedząc co z nią począć, upuścił ją z brzękiem na stół, na którym spoczywał wiedźmin.
Robota zrobiona, zapłata wydana. Taczki zaraz wam życzymy. Nic tu więcej po was, państwo profesjonaliści. Nic, co by was dotyczyło. Zresztą on i tak gówno wam… — Krasnolud nie zdążył ugryźć się w język, dokończył zdanie w rodzimym języku, ani chybi przekleństwem. Zamarł w miejscu, odwracając się z wolna, bo dłoń miał już prawie na drzwiach.
Podhodować! — sarknął. — Podhodować, podtuczyć to można cielaka albo barana na ruszta!
To! — Goric wbił w ścianę paluch, mierząc miejsce, gdzie przed stolarnią znajdowało się pozyskane wysiłkiem, a kto wie, czy może i nie kalectwem charakternika trofeum. — Zeżarło kilku dorosłych chłopa, wstrzymało roboty we wszystkich szybach! I za co? Za jakąś ofajdaną dywidendę? Kilkaset koron łapówki? Gwarancję cieplutkiego stołka do opierdywania w nowym zarządzie?
Ja mam ponad czterdzieści lat! — wiódł swą tyradę karzeł. Wzburzona szczerość przybierała na sile, wylewała się z niego jak woda z pękniętej tamy. — Nigdy czegoś takiego na oczy nie widziałem! Skąd takie kurewstwo bierze się w przyrodzie? A przede wszystkim w was! W ludziach! To mi odgadnijcie!
Mężczyzna pokiwał zrezygnowany głową, wsparł dłoń na trzonku pałki, uspokajając oddech, zasiadł na odwróconym pieńku jak na zydlu. Unosząc głowę, popatrzył na dziewczynę pytająco i wyczekująco.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 20 lip 2020, 1:45

Nie wiem — odparła mu dziewczyna lekko zmienionym głosem.
Nikt nie wie, pomyślała. Ale to dobrze, że są nieludzie, którzy choć mają ponad czterdzieści lat na karku, wciąż pytają o to. Szkoda tylko, że nie wiem, nie znam odpowiedzi…
Wiem za to, jak sprawić, że będzie mówił i to na każdy temat, na jaki mu się każe. Wrzeszczał, jeśli zechcecie. Życia to nikomu nie zwróci, ale pomoże. Wierzcie mi. — Umieściła mieszek z zapłatą w należącej do Sherida torbie na eliksiry i przerzuciła ją sobie przez ramię. Spojrzała na krasnoluda poważnie, ze spokojem i ze zrozumieniem. — Nasze konie są na górze. Tam możemy odpocząć, jeśli ktoś zawiezie wiedźmina i zezwłok. Potem odjedziemy. Najpierw jednak, Goricu, przejdźmy się do podżupnika.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 22 lip 2020, 22:19

Goric nie mówił nic przez chwilę. Minę miał zakłopotaną, jakby właśnie przyłapano go na oszukiwaniu w kości. Wyraz twarzy krasnoluda uległ szybkiej zmianie po jej słowach. Wówczas popatrzył na nią niechętnie i jakby niepewnie. I ewidentnie żałując niedawnej szczerości.
Nie o to się rozchodzi. — Karzeł wplątał palce w skołtunione, płowe brodzisko, rozczesał je z grubsza, krzywiąc się przy tym nieznacznie. — Jego krzyki to ostatnie, czego nam teraz trzeba. Zawarłem go w gabinecie, spławiłem chłopaków. A przedtem…
Ochroniarz urwał z westchnięciem. Podobnie jak wcześniej, kluczenie szło mu niesporo i wywiodło na manowce.
Mogłem mu przygrzać trochę za mocno. Ale żyje! — dodał szybko, wyłapując zmieniające się spojrzenie dziewczyny. — Jak się go zbudzi, będzie nie przytomniejszy od tego waszego tu.
Ruchem głowy wskazał wiedźmina, zerknął za okno stolarni, za którym w oddali ludzie i nieludzie bezowocnie usiłowali ustalić wersję zdarzeń lub równie bezowocnie oddawali się czekaniu.
Oni znowu będą chcieli do niego pójść. Nie odpuszczą bez wyjaśnień. Pomyśleliście co wtedy? — skończył przyciszonym głosem, nie przerywając spoglądania w dal.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 10 sie 2020, 0:27

Już była na górze, już witała się ze słońcem i ze świeżym powietrzem, z absolutnym brakiem wszędobylskiego kurzu i pyłu, brakiem to stęchłych, to znów iście siarczanych wyziewów wydobywających się z wylotów kopalni oraz wylotów gwarków. Niedoczekanie, na marne wołała dusza do raju.
Alsvid skrzyżowała ramiona i zmrużyła oczy nieładnie. — Nie wydaje mi się. Któryś z nich mianowany był prefektem? Koronerem? Nie? Odpuszczą tedy, bo ich zasranym interesem jest uderzanie w duże kamienie, aż zamienią się w małe kamienie, względnie przyglądanie się, jak ktoś inny trudzi się uderzaniem. Nie domaganie się wyjaśnień. — Oparła się o ścianę, pokręciła głową, jakby nie dowierzała, że musiała pewne rzeczy tłumaczyć. Do tego drażniło, nudziło i męczyło ją to lokalne przedstawienie, nie miała najmniejszej ochoty o nim dłużej rozmyślać, nie miała go ochoty nawet zaszczycać uwagą, ale zgodnie z prawidłami każdej szanującej się tragikomedii: wyboru również nie miała. A to ją drażniło najbardziej.
Zamruczała ze złością. — Bloede Nordlinge, bloede pest… Bloede vatt’ghern.
Spojrzała na krasnoluda, po czym stwierdziła obcesowo i całkiem poważnie zarazem. — Wy tu jesteście szefem ochrony. Powiedzcie im, że mają zawrzeć gęby i rozejść się. Skłamcie. Powiedzcie, że to wszystko była prowokacja. Albo powiedzcie prawdę. Cokolwiek uczynicie, cokolwiek powiecie, ja muszę przesłuchać tego człowieka. O przyzwolenie na lincz nie mowy.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 12 sie 2020, 23:12

Kim? — niewyznający się na tytułach i profesjach Goric uniósł krzaczastą brew, zaplótł ramiona na piersi. — Zresztą do rzyci kim. MY tu BYLIŚMY szefem ochrony, to pierwej. Drugie, że ci tam, których zasranym interesem jest łupać, mają prawo wiedzieć co tu się stanęło. Na ich kopalni. Większe od przyjezdnych najmitów. Co? Nieuczciwie?
Goric zawiesił pytanie, łypnął i splunął przez zęby na zasłaną wiórami podłogę. A potem, wzorem Alsvid, wypuścił z siebie serię przekleństw. Chociaż były w mahakamskim, nie miała problemu z ich zrozumieniem w kontekście obecnej sytuacji.
A lincze — zaburczał spod brody. — Obywają się bez przyzwoleń, panienko. I nie o cudzą skórę bym się martwił, kiedy się zacznie.
Dam ci sprzedawczyka, nikogo więcej. Przyciśniesz jego, nikogo więcej — powtórzył i zastrzegł dobitnie, nie zdejmując wzroku z jej twarzy, choć mało kto potrafił wytrzymać dłużej jej własne spojrzenie. — Resztę rozkminię na biegu. Chodź ze mną i nie gadaj za dużo.
Ochroniarz postąpił krok do wyjścia, poklepał rękawicami o przeszawanicę, obejrzał się niepewnie na wiedźmina.
A tak bez okręcania gówna bawełną: on się jeszcze obudzi?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 19 sie 2020, 7:30

Jeśli to uczciwości szukacie, panie Goric, idźcie do burdelu — odszczeknęła, nie splunąwszy na podłogę w ślad za ochroniarzem tylko dlatego, że nie uchodziło pluć w pomieszczeniu. Nie umiała też robić tego nawet w połowie tak celnie i dosadnie, jak to robiły krasnoludy. — Gwoli martwienia się o cudzą skórę, to właśnie na waszym miejscu uczyniłabym, gdyby jednak doszło do aktów, na które nie ma przyzwolenia. O ile nadal obchodzą was losy waszych byłych podkomendnych i podopiecznych.
Zapobieganie będzie tu najlepszym środkiem. Wiem dobrze, w jakiej kabale tkwimy po uszy, ja oraz wiedźmin, i nie dam się tknąć. Nikomu. — Głos Alsvid zabrzmiał jeszcze chłodniej, choć nie wydawało się to możliwe, gdyż gdzieś w głębi, gdzieś w echu, znowu zahuczał w nim płomień. Znów głos ten, aksamitny i czarowny, na myśl przywodził rzeczy straszne.
Chodźmy.
Kiedy krasnolud obejrzał się ostatni raz na spoczywającego na stole Sherida, ona również spojrzała. Coś bez wątpienia wtedy poczuła, poznała to po ściśniętym gardle, po nagłym zawahaniu. Niepewność, niepokój... Oraz jeszcze coś, czego udała, że nie rozpoznaje, czego tam w ogóle nie powinno być. A jednak było i zdołało speszyć dziewczynę srodze, bo raptownie odwróciła głowę, odwarknęła.— Bez owijania w bawełnę: nie wiem.
Przepuszczając Gorica w drzwiach, jasno dała krasnoludowi do zrozumienia, że planuje zastosować się do jego poleceń skrupulatnie i natychmiast. Gdy opuszczali warsztat, nie oglądała się. Umyślnie.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1181
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 22 sie 2020, 22:12

Tkwię już w jednym — burknął krasnolud, jak wielu jego poprzedników tego dnia zasłużenie zrównując kopalnię z bajzlem.
Mało już krwi? — zapytał, tym razem spokojnie, podnosząc na dziewczynę swoją pobrużdżoną twarz, w której kryło się zmęczenie.
Dziewko, przecież ty ledwie stoisz na nogach… — odparł na zawartą w jej głosie groźbę, lecz w jego własny wkradła się niepewność, nadając zdaniu ton pytania.
Chodźmy.
Poszli.
Na zewnątrz nie zdążyło się zmienić. Błoto kleiło się do podeszew, rozstawieni robotnicy zajmowali się zgoła niczym jak wymienianiem bezwartościowych uwag i obracaniem szyj i ciekawskich spojrzeń w ich kierunku, gdy przechodzili.
Goric, dobrze, żeś… jest. — Mastodoncie posapywanie zdradziło Brenanana zaraz po jego tuszy, kiedy napatoczył się na nich pod „Fajrantem”, wychodząc naprzeciw budy i wskazując na nią grubym jak serdel paluchem. — Tam… Tam…
Wszystko pod kontrolą — zełgał gładko cerber, przybliżając się do grubego majstra.
Larum nie grać. — Krasnolud ściszył głos, konfidencjonalnie zadzierając głowę w górę. — Schowajcie gdzieś tych najebanych, nie róbcie zbiegowiska. Przykryjcie trupa, sprzątnijcie tam, skitrajcie gąsiory.
Aaa-adol…
Powoli. — Krasnolud podniósł rękę, spojrzał w kierunku budynku zarządu. — Po kolei, jedna wiadomość naraz. Najpierw damy mu dobrą, o działającej kopalni.
Krasnolud skosił na Alsvid i kciukiem ponad ramieniem wskazał stolarnię.
Potem o tym, co zaszło. Niech to nie wylizie nigdzie dalej, bo wiesz, co będzie. Zlecą się i solidarno odwdzięczą. Znasz jak było z narzędziami.
Trzęsące się od skwapliwego pokiwania głową podgardle majstra wskazało, że zna.
No, ochędóżcie to zanim najdzie tu ciekawskich ślepiów. Ja urobię starego, żeby obyło się bez O-PE-ER.
Jurca powiada, żeby… od razu. Lecieć.
Jurca pierwszy dostanie zjebę, że nie upilnował Klasa, że nie upilnował ich. Nie znacie starego? Czekajta tu na mnie. Ściągnij gamoni z widoku, bo wystają jak widły z gnoju.
Brennan rozważywszy wszystkie za i przeciw, zgodził się z ociąganiem. Alsvid i Goric ruszyli do zarządu żegnani krzykiem machającego na resztę towarzystwa grubasa.
Chłopcy… Sami… Tu!
Niedługo później znów przekraczali drzwi jedynego porządnego budynku całej kopalni. Ponownie gościła ich mała ciemna sala narad ozdobiona krasnoludzkimi arrasami i uwiecznionymi niewprawnym pędzlem surowymi obliczami przodków, przyglądających im się ze swych ram zmarszczonymi brwiami. Palenisko razem ze strzegącymi go bardami i toporami wygasło zupełnie.
Goric wpuścił ich do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Wyciągając zza pazuchy klucz, otworzył drzwi do mniejszego lewego skrzydła, które odwiedzali wcześniej, jeszcze w towarzystwie Sherida.
Od czasu jej ostatniej wizyty pomieszczenie zdążyło ulec przemeblowaniu. Główną zmianą był Adolf, ledwie trzymający się swojego krzesła za biurkiem, a właściwie trzymający się go wyłącznie za sprawą powroza, którym całkiem sprawnie połączono go z przymałym meblem. W ustach tkwił mu kneblujący gałgan, głowa bezwładnie zwieszała na piersi, eksponując na czole sinoczerwony, kapiący wykwit, barwiący posadzkę trudnymi do zmycia plamami. Posadzkę oraz kilka luźnych arkuszy, które właśnie się po niej walały. Spajający je dotychczas przycisk „W hołdzie hołdzie” leżał teraz na ziemi, połyskując z jednej strony tym samym kolorem, który znaczył czerep podżupnika.
Wchodzący za nią do środka Goric był nadzwyczaj ruchliwy i zmieszany. Zupełnie jak dziecko przyłapane z ręką w słoiku z łakociami.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław