Targ rybny

Obrazek

Portowe miasto o potężnych murach, bardzo bogate i zawdzięczające owo bogactwo handlowi oraz czarodziejkom — u jego wybrzeży, na wyspie Thanedd mieści się ich siedziba i akademia zwana Aretuzą. Jej utrzymanie zapewnia pracę bez mała połowie mieszkańców.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2021, 19:59

Obrazek
Placyk zapełniony był straganami, beczkami i kadziami, z których biła silna woń ryb. Trwał ożywiony i hałaśliwy handel, przekupnie i kupujący starali się przekrzyczeć krążące w górze mewy. Pod murem siedziały koty, udając, że ryby nie interesują ich w najmniejszym stopniu.
— „Czas Pogardy”




Niewielki handlowy plac zlokalizowany u wylotu ulicy Okrężnej, od północy graniczący z miejskim murem, a od pozostałych stron — z otaczającymi go ścianami domostw i interesów rozdzielonych mniejszymi uliczkami. W środku tygodnia tłoczny od przekupniów, wypełniony wozami, straganami i beczkami oraz nieruchomym miejskim zaduchem zmieszanym z wonią wszechobecnej ryby i słabiej odczuwalnej morskiej bryzy. W samym centrum placu, w otoczeniu platanów, wyrasta rzucająca długi cień baszta zwana Złodziejską. Nawet dla debiutującego w Gors Velen przyjezdnego nie będzie zaskoczeniem, że większość stoisk placu oferuje ryby — we wszelkich możliwych odmianach i rodzajach, wespół ze świeżymi i niedrogimi owocami morza. Na obrzeżach znaleźć można jednak kilka takich, które mają w asortymencie coś innego poza dzisiejszym połowem — pokątnych kramarzy i rzemieślników, przeważnie sieciarzy, zachwalających swoje wyroby lub świadczone na miejscu drobne usługi i naprawy. Prawdziwi łowcy, pragnący samodzielnie upolować swą zdobycz zachodzą na targ, aby się dozbroić. Na rybnym targu w Gors Velen można zaopatrzyć się bowiem w zmajstrowane wędki oraz najlepsze w Temerii, jeśli nie na całej Północy, sztuczne muchy połykane przez rekordowe pstrągi i lipienie w nurtach Pontaru i Jarugi.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 12 cze 2022, 22:54

Pożegnawszy się ze zleceniodawczynią, Joreg Borgerd wyruszył z dzielnicy jubilerskiej na rybny targ, w którego okolicy zamiarował rozpocząć swoje poszukiwania zaginionego w akcji małżonka Oleny, Marcela. Wybrane przez niego miejsce było strategiczne — jako wieńczące Ulicę Główną serce miasta dawało mu dobry punkt wyjściowy do obadania rozsianych po grodzie karczem i przybytków, do których mógł zabłąkać się szacowny małżonek.
Przebywający już w mieście od jakiegoś czasu Joreg zdążył poznać, jeśli nie z pierwszej ręki, to przynajmniej usłyszeć nieco o miejscowych lokalach. Na tyle, by miał w czym wybierać, decydując się na swoje kolejne kroki. Ot, choćby taka „Borsucza Jama” — miła, choć raczej poślednia jak na standardy Gors Velen pijalnia. Piwo mieli tam kiepskie, a wybór trunków niewielki, za to nie brakowało tam raźnego i wyrozumiałego towarzystwa. Tamtejsi moczymordowie, w głównej mierze młodzi czeladnicy i pracownicy portowi na czele z gospodarzem, starym Randalem, zawsze byli radzi nowym i nie stronili od nieludzi. Był jeszcze przestronny i obstawiony przez wykidajłów Sandkurg — gospoda i karczma szczycąca się standardem nieco wyższym od przeciętnego, a odwiedzana przede wszystkim przez panów kupców zjeżdżających do miasta na targi. Albo ulokowany na granicy portu „Złoty Korab”, kameralny i rzadko kiedy tłoczny przybytek, znany przeważnie miejscowym i nielicznym tylko podróżnym dostającym się do miasta drogą morską. Kojarzył również hałaśliwą, zawsze wesołą i jakże trafnie nazwaną „Pohulankę”, ulubione miejsce wszelkiej maści zawadiaków oraz spragnionych męskiej rywalizacji powsinogów. Kolejnym potencjalnym miejscem pobytu Marcela była sławna, czy może raczej niesławna „Zalana Zęza”, gdzie burdy i awantury były na porządku dziennym i stałym już elementem lokalnego folkloru. Słyszał również o „Srebrnej Czapli”, chyba najbardziej ekskluzywnym lokalu, do którego przystęp mieli wyłącznie poważni kupcy oraz dobrze prosperujący rzemieślnicy, więc teoretycznie środowisko nieobce Aldgasserom. Jeszcze słynna, pyszniąca się przestronnym wnętrzem oraz wybitną ofertą kulinarną austeria „Szafran i Pieprz”, ukryta w zabytkowych alejkach we wschodniej części miasta, znana przede wszystkim smakoszom i koneserom. Nie należało wykluczać „Starego Kotła” na zachodnim skraju jarmarku. Była to speluna słynąca z mocnych trunków i mało przyjaznej, zahartowanej klienteli. Jeśli nie tam, to może w „Bazyliszku”, który oprócz sławetnej kuchni mógł pochwalić się szeroką gamą gości i rozrywek, w głównej mierze bardami, prostytutkami i hazardem. Jeśli starego krasnoluda wzięło jednak na picie, dobrze będzie sprawdzić takoż „Pełny Kufel”, gdzie pijaństwo i degustacja to grunt, a często okazja do współzawodnictwa na tym polu. Niedaleko centrum mieściła się z kolei „Przyłbica i kwiat”, spore i skądinąd popularne miejsce schadzek oraz rozmów o interesach. W końcu „Oberża pod rozpiętym gorsetem”, swoisty mariaż knajpy i zamtuza w jednym, popularny zwłaszcza wśród marynarzy i przyjezdnych.
Tak, oczekujący na skraju targu w miłym cieniu i z dala od przewalających się przez placyk tłumów, Joreg zdecydowanie miał o czym myśleć. Chyba że w międzyczasie procesów decyzyjnych wzięła go chętka na rybę — tych miał tu pod ręką i dostatkiem. Więcej tylko w morzu.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 13 cze 2022, 17:46

Joreg szedł, a szedł wolniej niż inni z kilku powodów. Najważniejszy był taki, że miał średnio krótsze nogi od większości mijających go istot, tak więc musiał stukać buciorami o kocie łby częściej. Ponadto, w najmniejszym calu nie nawykł do pieszych wędrówek i pewnie gdyby nie fakt, że ulice były wybrukowane albo przynajmniej w miarę równe, wyłożyłby się gdzieś jak długi. Przywykł do długich podróży, ale na bryczce, w karawanie. Syn kupca i rzemieślniczki, wygodny był za podlotka, choć zdyscyplinowany, a teraz wychodziło jedno i drugie. Właśnie dlatego uważał, że robota wzięta, musi być wykonana, choćby miał i całe miasto obejść dookoła. Inaczej w “Artamo” się już nie pokaże, nie po tym, jak Olena szczerze mu zawierzyła, tak prawdziwie, zdawało mu się, że wynagrodzenia postanowił nie negocjować.
Dotarłszy w końcu na targ rybny w pierwszej chwili skierował się do cienia. Nie bez powodu oczywiście, musiał sobie dychnąć. Młotem mógł machać o wiele dłużej i intensywniej niż nogami. Aż sobie przykucnął na chwilę, rozważając kolejne możliwe kierunki i starając się podążyć tokiem rozumowania Marcela. Starszy krasnal od dnia wczorajszego tułał się już po knajpach, a przy opisywanym zamiłowania do trunków, Joreg mógł wykluczyć większość ekskluzywnych lokali. Tam, gdzie Marcel mógł być wczoraj, dziś pewnie go nie wpuszczą, pewnikiem przy tym charakterze narobił rabanu, albo go zwyczajnie nie wpuścili, kiedy zjawił się nazajutrz zaś opity jak zwierzę.
— Dajcie solonego śledzia. – Zaczepił jednego z kupców, kiedy już wstał i otrzepał wciąż czyste spodnie. Od razu wydłubał zapłatę, a gdy dostał rybę, zaczął jeść od głowy.
Charakter Marcela, jeżeli nie został zbyt mocno podkolorowany przez Olenę, dawał Joregowi oczywistą przewagę w poszukiwaniach. Oberżyści, obsługa, bywalcy albo kurwy, ktoś musiał go zapamiętać. Targ Rybny nie leżał wcale daleko od Zaułka Złotników, być może właśnie do oberży “Pod rozpiętym gorsetem” Marcel skierował pierwsze kroki, by mimo oddechu żony na karku, szybko zaspokoić pragnienia najpłytsze, a dopiero potem rozejrzał się za czymś bardziej konkretnym lub lepszym. Ostatecznie wspomniany lokal nie należał wcale do najgorszych, choć postawić go w czołówce też nijak się nie dało. Kto wie, czy może jednak po wizycie w "Srebrnej Czapli" lub "Szafranie i Pieprzu" to właśnie tam dopijał do późnej nocki, by potem ruszyć na dalsze podboje.
Podczas tych jakże teoretycznych rozważań, pochłaniał rybę w tempie, o które nawet się dotąd nie posądzał. Większe ości wypluwał, mniejsze rozgryzał i połykał, aż w końcu zęby zgrzytnęły łącząc się na płetwie ogonowej. Kawałek kręgosłupa i ogon wyrzucił w stronę obserwujących okolicę kotów, lewym przedramieniem otarł usta i brodę z rybich resztek. Po przystanku skierował swoje kroki wprost do drzwi mariażu zamtuza z knajpą.


Przekroczywszy próg rozejrzał się możliwie uważnie. Choć nie spodziewał się tu Marcela znaleźć, to interesowali go nieludzie, szczególnie krasnoludy właśnie. Należało zasięgnąć języka u któregoś z brodatych pobratymców, kogoś z obsługi czy choćby samego gospodarza. Skoro przy okazji sól przeżerała mu gardło to zdecydował, że wypije jedno ciemne nim ruszy dalej. Doszedł więc do szynku, odsunął sobie zydel (a wybrał możliwie najniższy) i wspiął się nań, a potem, jeśli wystarczająco wysoko sięgał, wsparł łokcie o blat.
– Kwaterkę porteru! – Podniósł głos, jeżeli musiał to krzyknął nawet, by zwrócić na siebie uwagę, a skoro krasnoludem był, to można było mieć pewność, że ton choć możliwie łagodny silnym kiedy trzeba być potrafił. O ile tylko ktoś się pojawił, Joreg od razu go zaczepił.
– I garść informacji. Kompana szukam, krasnoluda z jasną brodą, nawet siwawą już. Dobrze ubrany, mordę lubi obić i głupie żarty. A, no i pije, pije jak smok. – W zasadzie o piciu to marna uwaga, wszak krasnoludy jak już się za picie brały, to klękajcie przodkowie… Więcej już się nie udzielał, sprawdzał czy się nim w ogóle zainteresują. Zerknął przez ramię znów na klientelę, ktoś musiał coś wiedzieć. Chciał aby ktoś coś wiedział, a on zamierzał się dowiedzieć!
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 14 cze 2022, 23:56

Zapłaciwszy za śledzia i posiliwszy się nim, ruszył w stronę oberży „Pod Gorsetem”, trafiając do niej najkrótszą drogą — kierując się Okrężną na jarmark. Przeszedł ją szybko, bo i ruch o tej porze panował tam niewielki. Interesujący go przybytek poprzedzał plac targowy — ażeby się doń dostać, w odpowiednim momencie skręcił w jedną z przylegających do arterii uliczek kończącej się otwartym podwórzem z gankiem.
Będąc u wrót, pchnął drzwi z kołatką w kształcie syreny. Panujący wewnątrz gwar przybrał naraz na sile, niemal uderzył go na wejściu wespół z wonią dymu i alkoholu. W środku było ciemniej, niż się spodziewał. Poniekąd za sprawą oparów, a po trosze z powodu zasłaniających atmosfery zasłon, mających zapewne przydać wnętrzu bardziej swobodnej atmosfery lub chronić przeczulony zmysł wzroku gości urzędujących tu od wczoraj.
„Gorset” rzadko kiedy mógł narzekać na klientelę. Wnioskując z okrzyków oraz ich treści, właśnie bawiła w nim więcej niż jedna marynarska załoga. A poza marynarzami — przyjezdni, łatwi do rozpoznania po rozrzutności i stanie upojenia, oraz powściągliwiej szafujący złotem miejscowi, wyglądający, żeby oskubać albo naciągnąć tych pierwszych. Wdzięczące się mniej lub bardziej wymuszenie „dziewczęta” honorujące przybytek noszeniem wymienionej w jego nazwie części garderoby — jeżeli nie rozpiętej, to chociaż poluzowanej, uśmiechające się do stawiających i opędzające od klepnięć gołodupców i pijących na krechę.
Swoich ziomków nie udało mu się dostrzec nigdzie pomiędzy zebranymi. Był jeden niziołek, mający już dobrze w kędzierzawym czubie, bo cięgiem spadający z ławy i niezmordowanie, z podziwu godną konsekwencją wdrapujący się na nią z powrotem. Poza nim jakiś metys, nieobecny wzrokiem i nieporuszony jak wypchany, prawie niemal rozłożony na szynkwasie, do którego Joreg zmierzał.
Zamówionego portera polała mu pulchnawa, ruda dziewka z głębokim dekoltem, urzędująca akurat po drugiej stronie porzezanego blatu oddzielającego wspólną salę od baru i zaplecza. Polewając, przyjrzała mu się z umiarkowaną ciekawością, lekko unosząc brew wyrysowaną kunsztownie sadzą nad oczodołem.
Nijakiego krasnala tu dzisiaj nie było — z miejsca rozwiała jego domysły i nadzieje. — Chcesz wypić, to powiedz. Po mordach to tylko na zewnątrz, a jak najdzie cię chętka na żarty i to dobre, zamów „specjalność Rosmarie”. Dziesięć nobli, ale warto. Udzielamy rabatu, jak nie wciągniesz dupą prześcieradła.
Albo majtek — wychrypiał ni z tego ni z owego siedzący obok półelf, nie poruszywszy się o piędź ani nie odwróciwszy zamglonego wzroku od ściany z trunkami po drugiej strony lady.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 15 cze 2022, 21:57

Szczęściem do szulerni nie było daleko, tym razem nie zdążył się nawet spocić, ani zgubić oddechu nim dotarł na miejsce. Po wejściu do środka rozgościł się szybko, wszak to tylko knajpa, a w takich czuł się swobodnie. Głównie dlatego, że był pewny siebie. Miejscowe ochlejmordy nie stanowiły wielkiego problemu, kiedy trzeba było wykorzystać ich mordy jak szmaty do wytarcia podłogi.
Pomimo niemalże półmroku panującego w pomieszczeniu, nie należało zapominać, że Joreg został wychowany w podziemnym królestwie krasnoludów. Być może u jego zasymilowanych pobratymców mieszkających od pokoleń między ludźmi widzenie w ciemnościach uległo lekkiemu zacofaniu, lecz on widział. I to, zdaje się, całkiem dobrze widział.
Widział pijanego w sztok niziołka, który nie panując już nad własnym ciałem zsuwał się na podłogę i z uporem wspinał by oprzeć na stole. Widział pot na ciałach poubieranych w gorsety dziwek i braki w uzębieniu bywalców starających się położyć łapska na tyłkach usługujących im kobiet. Widział także urżniętego jak nieboskie stworzenie półelfa, leżącego sztywno jak trup przy szynku. Wliczając w to wszystko jeszcze hałaśliwych marynarzy - doborowe towarzystwo.
Postawione przed nim piwo chwycił oburącz, a kiedy mówiła, zagapił się na dekolt. Nie szkodziło, miał dość podzielną uwagę, by nie rozproszyły go ludzkie cycki. Ludzkie! Nijak się one miały do krasnoludzkich! Niemniej, no, można było rudej przyznać iż do chudzin nie należała. Tak, to był właśnie główny powód, dla którego zawiesił na niej wzrok.
— No, toż rzekłem. — Żadnych wynalazków za noble niestety nie będzie dziś próbował. Zresztą, sądząc po żałosnym stanie półelfa - którego spojrzeniem obdarzył gdy tamten dał głos - może i lepiej, że nie będzie mu dane. Mimo wszystko uwaga o wciąganych rzycią majtkach rozbawiła go dość, by się na głos zaśmiać. Głową pokiwał z niedowierzaniem, a potem jeszcze raz spróbował swoich sił, pomimo, że kobieta najpewniej mówiła prawdę. Z drugiej cholera je wie, karczemne dziewki kłamały lepiej niż dyplomatyczne poselstwa, a może po prostu, nie dostarczył jej dość dużej ilości informacji.
— A wczoraj? Było wczoraj. — Zapytał i odpowiedział sobie sam. W pracy nikt nie płacił im za zapamiętywanie klientów i on sobie z tego sprawę zdawał. Upił jeszcze piwa. Nie zamierzał tutaj spędzić dużo czasu. Porter mimo, że smak miał intensywny i dobrze gasił pragnienie po solonej rybie, to było go jedynie kwaterka.
— To dość ważne, by znaleźć owego Marcela. — Obrócił następnego denara w palcach. Czy była to próba przekupstwa? Nie, musiałby być głupi, by choćby próbować z taką ilością. Za denara mógł sobie kupić usługi kradnącego w porcie ryby menela, a nie przyjaźń pracownicy “Gorsetu”. Moneta pozwoliła mu się skupić na własnych myślach, o ile ruda nie miała nic więcej do dodania.
Spoglądając na monetę w końcu zrozumiał, że gówniany był z niego detektyw, tak gówniany, jak to paskudztwo, w które wdepnął idąc do Zaułka Złotników. Wparował tu pełen entuzjazmu zupełnie niepotrzebnie. Należało zatem porzucić obecne domniemania.
Cztery. Cztery lata wystarczyły, by zaczynać zapominać jak to jest szastać złotem na lewo i prawo. Nie miał żalu do nikogo o brak majątku, no, prawie do nikogo. Nauczył się bez tego żyć i cenił sobie kształ tego życia.
Tylko czy cztery lata wystarczyły, by nazwisko jego ojca przestało cokolwiek znaczyć? Tego zamierzał się dowiedzieć tylko jeżeli zajdzie taka potrzeba, wszak przez ostatnie niemal pełne trzy nie wypowiedział nazwiska ani razu. Wszyscy, z którymi obecnie utrzymywał kontakt znali go jako Jorega, a kiedy jakiś kupiec zdawał się go rozpoznawać, wtedy wyprowadzał go na manowce, przynajmniej próbował, bo nie każdy się nabierał, niektórzy więc plotkowali.
Pusty kufel w końcu stuknął o drewniany blat i o ile w knajpie nie wydarzyło się nic niecodziennego, co mogłoby przyciągnąć jego uwagę postanowił wyjść. Następny cel? Cholerna “Czapla”. Oby Aldgesser wydał tam sporo złota i narobił chryi. Do lokalu, jak sądził, bo dotąd nie sprawdzał, chyba nie wpuszczali wszystkich z ulicy. Odźwierny się tym zajmował? Strażnik? Wykidajło? Zamierzał się przekonać. W razie czego miał przy sobie trochę denarów, mógł udowodnić, że takim całkiem gołodupcem jeszcze nie został. Mógł też przekonywać, że mimo wyglądu należy do całkiem szanowanej rodziny, martwej w dużej mierze, ale jednak!
Na co się zdecyduje? Czas pokaże.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2022, 14:40

Ruda i cytata wzruszyła ramionami, odwracając się do gościa drugim, co po dekolcie miała najlepsze. Zgodnie z przewidywaniami Jorega, nie wiedziała wiele. I nie miała dużo więcej do dodania.
Wczora było dwóch, żaden siwy i dobrze ubrany. Chyba.
Metys dogorywający na blacie uniósł się z wolna, odradzał jak przyroda na wiosnę. Choć nie złożył zamówienia na głos, rudowłosa kelnerka postawiła przed nim pełny kufel, a on bez słowa zaczął duldać go jak studzienny żuraw. Niziołek po drugiej stronie sali, po kolejnym upadku na dobre zbratał się już z podłogą, darowując sobie dalszą karierę wspinacza. Joreg odstawił ze stukiem kufel na szynkwas, nie dostrzegając we wnętrzu przybytku niczego rażąco odbiegającego od szeroko pojętej i znacząco zaniżonej dla tego typu lokali normy. Z poczuciem spełnienia swojego detektywistycznego obowiązku, krasnolud mógł opuścić progi „Gorsetu” i skierować się do cholernej „Czapli”.
Ty tu nie wejdziesz. — Właśnie tymi słowami powitał go ubrany jak szambelan cerber, wysoki na dwóch Joregów, zaś szeroki na jednego, który pilnował rzeczonego lokalu, potwierdzając jego przypuszczenia, że i owszem, nie wpuszczono do niego wszystkich z ulicy. Odźwierny, strażnik, wykidajło wyrósł przed krasnoludem, kiedy ten pokonywał placyk z fontanną poprzedzający interesującą go gospodę. Z gębą zgoła zakazaną, choć ubraną w wytrenowaną powściągliwość, nie patrzył na krasnoluda z góry — jego wzrok był skierowany w dal, tępo przed siebie. Słowa wypowiadał monotonnie, z wyuczoną manierą.
Nawet jeżeli był na nie przygotowany, nie było to przyjęcie, którego oczekiwał po przejściu połowy miasta i zatłoczonej i zabłoconej Głównej, żeby móc się tu dostać.
Wstęp tylko w eleganckim odzieniu lub wieczorowym stroju.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 28 cze 2022, 16:20

A to się jeszcze okaże – przemknęło przez myśl krasnoludowi. Oparł dłonie na kolanach, schylił głowę i sapnął. Znowu się nachodził. Po chwili, kiedy ponownie złapał oddech zadarł brodę do góry starając się draba ocenić.
— Czyli jak zzuje buty, ściągnę portki i koszule, tedy w samych gaciach i onucach, jak wieczorem do snu, wejść będę mógł? — Kupić coś, coś sprzedać, na tym troszkę się znał. Mordę obić, kości połamać, czemu nie? Tylko, że jak chłopka na wejściu pobije to raczej niczego się nie dowie, postanowił więc spróbować odegrać swoją rolę najlepiej jak potrafił.
— Patrz mi na usta pachole jak się do ciebie mówi. Wiem co to za lokal i znam panujące tu zasady, jeno sprawa jest niecierpiąca zwłoki. — Otrzepał – tym razem już nie taki wymyślony po wszystkich przechadzkach – kurz z ubrania, potem wziął się pod boki i nie spuszczając ani z tonu, ani wzroku, ciągnął.
— Jestem tu umówiony z Marcelem Aldgesser, lecz moja bryczka straciła na trakcie koło przez co jestem spóźniony. Takoż nie mam czasu na włóczenie się po bordelach, czesanie brody i kąpiele, mydełka, świecidełka, żupany, srany i inne duperela, bo dla krasnoluda interes to jest interes. Złoto. Pojmujesz? Nie mam też czasu na ciebie, precz mi tedy z drogi, albo poleć przekazać szanownemu weteranowi, że spotykać się w interesach to on może, ale na bruku przed “Czaplą”. — Jeżeli nie perswazja słowna, to miał w zanadrzu trochę złota. Pytanie, czy warto było je wydawać, by tu wejść? Raczej nie, cerber nie wyglądał na przekupnego, a było jeszcze mnóstwo lokali, w których mógł pytać.
Joreg z koeli chryi miał nie robić, zrobił za to poważną minę jak na poważnego krasnoluda przystało, jednocześnie modląc się w duchu, że go odźwierny nie kojarzył z rzadkich, ale jednak pijackich eskapad po Gors Velen.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 01 lip 2022, 0:27

Wstęp — powtórzył powoli i z niezmąconym spokojem cerber, nie myśląc opuszczać wzroku ani posterunku. — Tylko w eleganckim odzieniu.
Lub — dodał po chwili zastanowienia. — Wieczorowym stroju.
Opowieść ani racje krasnoluda nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Niespeszony kontynuował swoją wartę, zagradzając mu drogę do lokalu całą swoją szeroką okazałością z wypiętą klatką piersiową oraz splecionymi za plecami rękoma.
Dobrze słyszałem? — Od strony fontanny, razem ze stukotem końskich kopyt o kamień doleciało do Jorega pytanie. Wypowiedziane, jak miał szansę się dowiedzieć po odwróceniu w kierunku głosu, przez wysokiego ludzkiego mężczyznę w krótkiej, modnie ząbkowanej zielone tunice i dwukolorowych nogawicach do pary, o płowej, podstrzyżonej czuprynie i długich jak wiechcie pakuł wąsach. — Szukacie starego Aldgassera, panie krasnolud? Czy zmylił mię może słuch?
Wstrzymując w miejscu pragnącego napić się z fontanny wierzchowca, mężczyzna pozwolił sobie podejść bliżej w kierunku krasnoluda, prowadząc zwierzę za uzdę i lekko przy tym kulejąc. Idąc, taksował go ciekawie, spojrzeniem bystrych, niebieskich oczu.
Bo jeśli tak — zaczął, zatrzymując się i oblizując wargi pod wiechciami. — To tu go już nie nastaniecie. Szkoda waszej fatygi.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » wczoraj, 14:24

Dryblas zdawał się w ogóle nie słuchać. Nie opuścił nawet wzroku. Krasnolud mimowolnie zacisnął lewą pięść, powietrze z naciskiem przez nos wypuścił i już nawet gębę otworzył, ale stukot kopyt za plecami nieoczekiwanie wytrącił go z pantałyku.
Dosłyszawszy pierwsze pytanie odwrócił głowę w stronę jegomościa. Kiwnął twierdząco głową, następnie pokazał cerberowi gdzie babka koszyk nosiła, odwrócił się doń rzycią i wyszedł na spotkanie wąsacza prowadzącego wierzcha.
— Zgadza się, Aldgassera. — Krasnolud zmierzył człowieka wzrokiem – naturalnie – od dołu do góry. Nie byłoby dla niego niczym dziwnym jeżeli byli znajomkami. Tymczasem gdyby brodacz miał polegać na sobie mógłby spędzić resztę dnia na bezefektywnej włóczędze, wszak wciąż żadnych postępów nie poczynił.
— Mam ja z nim pewne ważkie sprawy do omówienia, ale nie przybyłem na czas — Przeczesał brodę palcami lewej dłoni. Coś musiał mu powiedzieć, choć miał szczerą nadzieję, że obejdzie się bez dopytywania o szczegóły.
— Znacie się z Marcelem pewnie?— Z zadartym podbródkiem krasnolud nie spuszczał wzroku z rozmówcy.
— To wiecie gdzie on teraz może być? — Skoro mężczyzna pofatygował się by zsiąść z konia, pewnikiem miał coś ciekawego do powiedzenia. Joreg chciał posłuchać, dlatego przemógł się by zawrzeć jadaczkę nim wypadło z niej kolejne zdanie przypuszczalnie zakończone pytajnikiem.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław