Targ rybny

Obrazek

Portowe miasto o potężnych murach, bardzo bogate i zawdzięczające owo bogactwo handlowi oraz czarodziejkom — u jego wybrzeży, na wyspie Thanedd mieści się ich siedziba i akademia zwana Aretuzą. Jej utrzymanie zapewnia pracę bez mała połowie mieszkańców.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2021, 19:59

Obrazek
Placyk zapełniony był straganami, beczkami i kadziami, z których biła silna woń ryb. Trwał ożywiony i hałaśliwy handel, przekupnie i kupujący starali się przekrzyczeć krążące w górze mewy. Pod murem siedziały koty, udając, że ryby nie interesują ich w najmniejszym stopniu.
— „Czas Pogardy”




Niewielki handlowy plac zlokalizowany u wylotu ulicy Okrężnej, od północy graniczący z miejskim murem, a od pozostałych stron — z otaczającymi go ścianami domostw i interesów rozdzielonych mniejszymi uliczkami. W środku tygodnia tłoczny od przekupniów, wypełniony wozami, straganami i beczkami oraz nieruchomym miejskim zaduchem zmieszanym z wonią wszechobecnej ryby i słabiej odczuwalnej morskiej bryzy. W samym centrum placu, w otoczeniu platanów, wyrasta rzucająca długi cień baszta zwana Złodziejską. Nawet dla debiutującego w Gors Velen przyjezdnego nie będzie zaskoczeniem, że większość stoisk placu oferuje ryby — we wszelkich możliwych odmianach i rodzajach, wespół ze świeżymi i niedrogimi owocami morza. Na obrzeżach znaleźć można jednak kilka takich, które mają w asortymencie coś innego poza dzisiejszym połowem — pokątnych kramarzy i rzemieślników, przeważnie sieciarzy, zachwalających swoje wyroby lub świadczone na miejscu drobne usługi i naprawy. Prawdziwi łowcy, pragnący samodzielnie upolować swą zdobycz zachodzą na targ, aby się dozbroić. Na rybnym targu w Gors Velen można zaopatrzyć się bowiem w zmajstrowane wędki oraz najlepsze w Temerii, jeśli nie na całej Północy, sztuczne muchy połykane przez rekordowe pstrągi i lipienie w nurtach Pontaru i Jarugi.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 23 lip 2022, 1:03

Joreg i świeżo poznana krasnoludzka kompania wymieniła uściski dłoni. Wyjątkiem w tym względzie był jedynie małomówny gnom Fingal, który nie podjął powitalnego gestu, w zastępstwie ciągle wgapiając się w Jorega jak sroka w gnat.
Nie miej mu za złe, Joregu — przyszedł z wyjaśnieniem Blasio, zanim sytuacja przeciągnęła się do niezręczności. — Fingal jest trochę inny niż ty czy ja. Ma swój własny świat.
Mało gada i gwiżdże na te, no, konwenancje.
Konwenanse — mruknął Ingert.
Konwenanse. Latać za nim trzeba i pilnować, żeby nie napytał sobie biedy. Ale do rachunków i szachów łebski jest ponad pojęcie. Ingert znał jego brata, tedy opiekujem się nim.
Ano. Ale opowiadaj, Joregu, co cię do nas sprowadza.
Towarzystwo wysłuchało relacji krasnoluda z życzliwą uwagą. Blasio z dystyngowanym spokojem, gładząc się po wyczesanej brodzie, Ingert z opartą na kułaku skronią i od niechcenia, któremu przeczyło jednak kryjące się w oczach zainteresowanie, Fingal kiwając się lekko w przód i w tył, strzelając długimi palcami u obu dłoni, zaś Galar wybuchając gromkim i serdecznym śmiechem przy opisie zleconego mu przez Olenę zadania.
Znam Aldgasserów . Nie osobiście, ale to dobrze sytuowany ród. Zdaje się, że spowinowacili się z Wrengelami i klanem Mollendo — skomentował, z racji starszeństwa jako pierwszy, Blasio.
Nie ma też w Gors Velen krasnoluda, który nie słyszałby o Zaułku Złotników. Ceny najmu zaczynają się tam od czterdziestu nobli na tydzień — skwitował Ingert.
Jako trzeci, niespodziewanie, postanowił odezwać się Fingal, wyrzucając z siebie słowa niby z procy.
Sześćset pięćdziesiąt trzy pręty i osiemset osiemdziesiąt osiem części po zaokrągleniu do czwartego miejsca prętów wedle novigradzkiej rachuby. Sześćset dziewięćdziesiąt siedem podług powszechnej. In summa dwie i dziewięć dziesiątych mili nordlińskiej albo dwadzieścia i dziewięćdziesiąt dwie setnych stai. Tyle przeszedł.
Nie pokazuj palcem, Fingal, to niegrzeczne. I zjedz no coś jeszcze — poradził mu Galar, zaraz też odpowiadając na pytanie Jorega i uchyliwszy się nieco, by zrobić miejsce salowemu, który postawił na stole zamówiony przez Borgerda poczęstunek. Jednocześnie dyskretnie dał mu znać, przeczącym ruchem głowy, że krasnoluda, o którego indagował, nie było dzisiaj w progach gospody. — Po prawdzie, to pytałem w ogólności, bo i mnie samemu mus się będzie wkrótce rozejrzeć za nową fuchą. A ma się w mieście trochę kontaktów, trochę znajomości…
Postawny krasnolud mrugnął do Ingerta i Blasia, którzy odpowiedzieli kolejno przyjacielskim żachnięciem się i uprzejmym skinieniem.
… tedy zawsze coś łatwiej najść. Ale jeszcze łatwiej w większej kompaniji, bo samotrzeć, gdzie cię wezmą? Na cerbera albo wykidajłę chyba. A ekipą, choćby dwuosobową to już można wyżej celować. Po traktach roi się teraz od grasantów i wywołańców. Gildia zatrudnia teraz na kontraktach w dobrej stawce. Na eskortach karawan można zarobić ładny grosz…
Albo strzałę w rzyć — dopowiedział po swojemu Ingert.
Yszty… Ten to zawsze musi skwasić albo przymówić, ościok smarkaty… Ja nie wiem, skąd w tych młodych teraz tyle kwasu...
Wbrew przypisywanej mu jadowitości, Ingert wykazał się rozsądkiem i przejawem życzliwości wobec gościa.
Wracając do owego męża-hulaki, jak mu tam było… Nieważne, zresztą. Nie wiem, kto cię pokierował do Sandkurga, ale widno zakpił sobie z ciebie. Nie widziałem w tych progach obcego krasnoluda przed naszym spotkaniem. Ani dzisiaj, ani wczoraj, a siedziałem cięgiem od rana do odwieczerzy.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 24 lip 2022, 13:30

Specyficzny charakter Fingala dało się rozpoznać dosyć szybko, ani nie gadał, ani nawet przywitać się nie chciał. Gnomy w ogóle były dość specyficzną rasą, lecz wedle doświadczeń Jorega losy ich jak i krasnoludów były ze sobą mocno związane. Często i gęsto to właśnie gnomy stały za największymi innowacjami krasnoludzkich chut i kuźni. Tym niemniej, początkowo wydawało się Borgerdowi, że ten konkretny może jest wyjątkiem od reguły, przynajmniej dopóki się nie odezwał. Wtedy potwierdziły się pochlebne słowa na temat siły obliczeniowej gnomiej głowy. Joreg wydął wargi, zdziwiony początkowo, ale zaraz zastąpił to szerokim prezentując komplet delikatnie pożółkłych zębów
— Tedy widzisz, Fingalu, żem się ochodził dotąd niemało. A to jeszcze nie koniec! — Nie sądził jednak, by tamten ze swoim charakterem wdał się w dyskusję, toteż skupił się na reszcie towarzystwa.
Zatem, jak się szybko okazało, Blasio znał poszukiwanego. Równie szybko na jaw wyszło, że w niczym to Joregowi nie pomoże, jednak od początku tylko w niewielkim stopniu liczył na pomoc w poszukiwaniach, a w większym na towarzystwo do ogóra i wódeczki, toteż przynajmniej tym razem się nie przeliczył.
— Muszę wam wyznać, że w całym Gors Velen nie ma chyba lepszego miejsca dla mnie. W Zaułku można natrafić na prawdziwe cuda, jak u Oleny choćby. — Wciąż miał w pamięci widok wystawek i rozmaitych przedmiotów będących obiektem handlu w Artamo. To wszystko musiało kosztować fortunę, a i interes prosperował pewnikiem nienagannie. Musiał, bo byle kogo nie stać by płacić takie ceny najmu.
— Albo do uganiania się za Aldgasserem po mieście! — Podjął chętnie temat Galara i Ingerta, wtrącając coś odnośnie swego obecnego zajęcia. Mieli rację, samemu trudno było o porządną pracę. Wszystko, co rzekł Czubaty obudziło w nim nie tak dawne z perspektywy krasnoluda wspomnienia, kiedy jeszcze wraz z handlowymi karawanami swego ojca przemierzał Temerię i Aedrin.
— Zawsze jest to ryzyko, z tego pieca też jadłem i przyznam się wam, że bez mała pół życia spędziłem w drodze. Od Brugge przez Ellander i dalej, nie raz przemierzając przesmyki góry Carbon, aż po Dolinę Potaru i z powrotem przez Aedirn po Jarugę. Poznałem tedy przejazdem wiele miast, od Mariboru i Wyzimy po Vengerberg, Aldersberg, Lyrię i… tak dalej. W Gors Velen osiadłem niedawno, a i nic szczególnego mnie tu nie trzyma po tym jak kompania się rozpadła. Tak to jest w tym interesie. — Jorego celowo nie wchodził w szczegóły, liczył, że nie będą dopytywać, choć różnie mogło być, szczególnie, że akurat wódkę do stołu donieśli i zakąski. Nie czekając aż ulecą wszystkie bąbelki, krasnolud solidnie wypłukał lagerem zakurzone gardło, by chwilę po tym donośnie beknąć. Ust nie zasłaniał, za to głowę nieco na tę okazję pochylił, aby nikomu w twarz nie zionąć.
— Ale mówię o tym nie bez powodu, wszak jest to życie, które znam ja najlepiej i szczerze mówiąc zainteresowaliście mnie. — Zwracał się w liczbie mnogiej, bo i spojrzeniem wodziło od jednego, do drugiego i trzeciego, a czasem i zawadzając o gnoma, czy aby nie wyrwie z kolejnym intrygującym komentarzem.
Korzystając z okazji, że wszystko już było, Joreg chętnie uderzył łokciem denko butelki, wyrwał wystający korek i rozlał każdemu bez wyjątku do kieliszków czy też literatek. Porwał zaraz jednego ogórka i chrupiąc kiwał głową, kiedy Ingert wyjaśnił sprawę Marcela ostatecznie.
— To bardzo pomocne, Ingercie. Bardzo. Żebym wiedział, że mnie dziad wykiwał, byłbym go zaś bez zwłoki naprostował choćby i gołymi rękami. Jednak, jak rzekłem, to już mój problem i jakoś sobie z tym poradzę. Tymczasem jednak… — Ujął w dłoń naczynko wypełnione alkoholem i uniósł na wysokość czoła.
— Rad będę, jeśli ze mną wypijecie. Częstujcie się też wszystkim co padali, niech wam idzie na dobre. No, to wasze zdrowie Blasio, Galarze, Ingercie i Fingalu! — Zaczekał chwilkę na pozostałych, a w toaście zderzył kieliszkami jeżeli pozostali podłapali ten zamysł i wypił, jak na krasnoluda przystało zamaszystym ruchem przelewając do gardła, profesjonalnie można by rzec! Krasnoludy rozbudziły w nim drzemiącą chęć ulotnienia się z Gors Velen, jak tylko załatwi sprawę z Oleną. Od dłuższego czasu to rozważał, a zależnie od dalszego przebiegu rozmowy może akurat znajdzie się dlań miejsce w nowej kompanii? Nie przywiązywał się jednak do tej myśli, zbyt wiele planów na raz groziło brakiem realizacji któregokolwiek.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 27 lip 2022, 0:13

Istotnie, Zaułek słynie sprawnym rękodziełem — skwitował Blasio.
To zwiedziłeś kawałek świata, co? — Czubaty Galar jako pierwszy zainteresował się jego opowieścią. — Większość naszych zaczynała podobnie. Ja akurat od Carreras, a z czasem trafiłem do Gors Velen. I nie żałuję, bo grosz i to niezgroszy, tfu, niezgorszy, znaleźć tu prędko.
Ale i prędko ubywa z kabzy — mruknął Ingert.
Przypadłość wielkich miast — podsumował dyskusję Blasio.
Fingal, do tej pory milczący i najpewniej rachujący w myślach, już szykował wyrwać się z kolejnym intrygującym komentarzem na temat odległości z Brugge przez Elander do doliny Pontaru, ale widząc jak Joreg zaczyna częstować i polewać, oczy rozbłysły mu z oskomy, a gęba rozciągnęła w zjadliwym uśmiechu.
Jemu nie dawaj! — zakrzyknął nagle Galar, a siedzący naprzeciw Ingert szybko uprzedził zamiar gnoma, sięgającego już po jedną z dostarczonych z napitkiem kwaterek. Rudobrązowy krasnolud ruszył się z siedziska, zabierając mu naczynie z zasięgu dłoni. Fingal zmarszczył się i wydał z siebie nieartykułowany dźwięk pobrzmiewający niezadowoleniem.
Daruj nam te jasełki — wyjaśnił Galar, zerkając w bok, na Jorega. — Ale ten tu rudzielec nawet po odrobinie gorzały głupieje ze szczętem. Jak pingwin w lato. Mordęga go po czymś takim upilnować, a wierzaj, potrafi narozrabiać.
Jak pijany gnom — wtrącił Blasio z lekkim uśmiechem, gładząc się po długim, wypielęgnowanym brodzisku. — Ja już się napiłem i zjadłem, ale nie odmówię jednego na trawienie. Wypijmy za spotkanie. Twoje zdrowie, Joregu.
Pozostali zaaprobowali zbiorowym pomrukiem, stukając się kwaterkami z gościem i między sobą. Blasio wychylił jednego, natomiast Galar chętnie i bez krępacji korzystał z zaproszenia do poczęstunku. Ingert po spełnieniu toastu, pokroił pasztet i podsunął go Fingalowi, skubiącego go z niechęcią, bo wciąż bocząc się, że nie dano mu wódki.
No — Galar przełknął, pociamkał i wytarł dłoń w spodnie. — A co teraz zrobisz? To znaczy, jak już podjesz i odpoczniesz?
Charakter pytania był otwarty. Mógł dotyczyć zarówno bliskiej jak i dalszej przeszłości. Czubaty krasnolud nie precyzował, ale nie wydawał się być powodowany wścibstwem. Konwersowali.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 29 lip 2022, 23:50

Kontent z przyjętego niemal bez protestów toastu Joreg znów pokosił na ryżego gnoma. Najwyraźniej jakaś jego część nie uwierzyła w fakt, iż ten mikry dziwak byłby gotów zgotować im tu istne pandemonium, niemniej nie protestował, ani na siłę nie podsuwał mu alkoholu. Koniec końców nawet ich nie znał, tak więc zawierzył opinii poznanej grupy i nie nalegał na ugoszczenie gnoma kwaterką znanej w tych rejonach, a ponoć i wybornej, wódeczki. Zamiast tego porzucił zaintrygowany wyraz twarzy i chętnie wrócił do rozmowy na pozostałe tematy.
— Też prawda, Gors Velen ani nie skąpi grosza, ani nie pozwala go nazbyt długo zatrzymać. To żywe miasto. Nie obejrzysz się przez ramię, a już nowości sprzed nosa pierzchają. —
W przebiegu luźnej konwersacji krasnolud nie skąpił pozostałym błyskającymi spomiędzy wąsa i rozpuszczonej brody uśmiechów skwitowanych delikatną żółcią naleciałości osiadłych na zębach. Chętnie sięgnął po plaster pokrojonego pasztetu i zagryzł chwilę pomiędzy otwartym pytaniem Czubatego, a odpowiedzią, którą zamierzał go uraczyć, pomijając przy tym wyczerpany temat Oleny i dalszych poszukiwań Marcela.
— Dla mnie jednak jest ono jednak dość stateczne i poza Zaułkiem niezbyt przypadło mi do gustu. Zbyt blisko stąd do morza, do siedliska tych żmij z Aretuzy, którym wszyscy nadskakują, niby kuglarze. — Rzecz jasna, nie zamierzał zostawiać Galara z tą enigmatyczną odpowiedzią nie wyjaśniącą właściwie nic, a chciał jedynie podkreślić swój stosunek do miasta, którego dobrobyt w dużej mierze zależał od Thanedd i zamieszkujących je adeptek oraz czarodziejek.
— Zamierzam dokończyć swoje sprawy tu, gdyż nie zwykłem uciekać bez słowa, a potem wyruszam. Nie sam, bo to czysta głupota, rzecz oczywista. — Nie marnując czasu rozlał raz jeszcze, tym razem pomijając kolejkę Fingala, pewnikiem ku jego dalszemu niezadowoleniu. Zaraz też czubek marynowanego grzybka umoczył w kwaterce i przegryzł zadowolony. Zdaje się, w jakimś niewielkim stopniu pasował do tego towarzystwa co było mu bardzo w smak.
— Zaś nie wiem jeszcze z kim, ale myślę, że może do Lyrii, choć to sprawa otwarta. Ciekaw jestem Gór Ognistych. — Wyznał bez wahania zatapiając przy tym dłoń w gęstej, kasztanowej brodzie. Wspomniane góry może nie należały do miejsc przyjaznych, jednak on też nie był ułomkiem, co to nie potrafił sobie radzić z przeciwnościami losu. Z drugiej strony do Mahakamu nie było mu prędko. Góry za góry, zdawał się wołać głos sumienia, choć nie sposób było przewidzieć, co tak naprawdę się wydarzy.
— Jaruga też zawsze mi się podobała, a z Lyrii nie dalej do gór jak do rzeki. — Rzecz jasna, Joreg był świadom faktu iż właśnie od nazwy tej rzeki wywodzi się jego imię, może stąd wynikało przywiązanie. Dość ludzko jak na krasnoludzką modłę, można by rzec.
— A wy dokądś się wybieracie? Gotów jestem twierdzić po słowach twych słowach Galarze, że jesteście tu jeno przechodnio, by zagarnąć jakiś intratny kontrakt i ruszyć w dalszą drogę. Mam rację? — Nie poskąpił uważnego spojrzenia Blasiowi, który celnie kwitował większość wywodów towarzystwa. Jeżeli się nie mylił, to właśnie tenże krasnolud z zadbaną brodą i ubrany na nieco przyludzką modłę sprawował tutaj pieczę nad pozostałymi, a być może miał też ostatnie słowo w sprawie ewentualnych decyzji.
— Samotna podróż, wracając do tematu, nie byłaby rozsądna. Nie proszę, ani się nie domagam, lecz przywykłem do trudów podróży. Jeśli zbrojne ramię wam nie zawadzi, tedy może wybrałbym się z wami? Radzić sobie umiem, a jak rzeczę, nic mnie tu nie trzyma. — Wydawało się Joregowi, że dość dobrze podkreślił swoje intencje, a i w głosie nie dało się poznać natręctwa. Rozmowa przy wódeczce płynęła spokojnie, jak, nie przymierzając, wspomniana Jaruga.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Targ rybny

Post autor: Dziki Gon » 04 sie 2022, 2:09

Blasio zamilknął, machinalnie gładząc swoją długą brodę i przyglądając się Joregowi spod lekko zmrużonych powiek. Ingert uśmiechnął się krzywo, Galar przeczesał ręką czub, a Fingal nieufnie skubał swój pasztet.
Ano — wyrzekł szybko Ingert, przeżuwając. — Lyria. Ludziska tam bitne, ale biedne. Kraina doznała siła uszczerbku we wojennej zawierusze. Druha tamój miałem. Człowiek, prawda to, ale równy chłop. Niech mu ziemia letką będzie...
Góry Ogniste — wyrecytował jak na komendę Fingal, powtarzając za Borgerdem. — Pasmo górskie leżące na wschodnim krańcu znanego świata. Góry Ogniste znajdują się w okolicach Amellu i Sinych. Razem z Amellem...
Kraniec świata — przytaknął Galar, wchodząc gnomowi w słowo. — A przynajmniej jego forpoczta. Za nią już tylko dzikie i niezbadane krainy. Mało kto zapuszcza się tam samotrzeć. Czasem jakowyś wydziwiacz, jajogłów albo inszy kolekcjoner wpada na pomysł finansowania tych, no, ekspedycyj w tamten rejon. Coby badać złoża albo jakieś zapomniane ruiny. Miała być kiedyś, zdaje się, całkiem niedawno, jedna, ale nie doszła do skutku. Osobiście, nie wybrałbym się tam, nawet gdyby dobrze płacili. Chyba że całym hufcem z taborem. Wtedy może…
Zapytany o własne plany, Galar pokiwał czubatą głową na boki, wyrażając ambiwalencję.
Przechodnio, ale przydałoby się trochę stabilizacji — podjął. — Dosyć się już nawłóczyłem, karku po traktach ponadstawiałem, nasrałem po krzakach. Marzy się jakaś spokojniejsza fuszka. Na krótszych trasach, rozumiesz. Z miasta do miasta i szlus, noclegi w gospodzie, ciepłe żarcie na postojach. Najlepiej u rodaków, do większej kompanii przystać, ułożyć sobie zimowanie na podgrodziu, a w święta wyskoczyć do miasta, rozbić po tawernie albo pogapić się na stateczki w porcie, jak rozwijają żagle i prują w morze…
W moim wieku i branży — odezwał się, tym razem wyjątkowo jako drugi, Blasio. — Nie planuję raczej podróży innych niż służbowe. A te zwykle wypadają mi nie dalej niż na Novigrad.
Ingert nie odzywał się, spoglądając koso to na Jorega, to na Blasia, który szykował się do repliki na pytanie tego pierwszego.
Towarzystwu w podróży jesteśmy zasadniczo radzi. Jeżeli zdarzy się okazja, a tobie będzie akurat po drodze — odrzekł w końcu, bardzo dyplomatycznie i niezobowiązująco.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Targ rybny

Post autor: Joreg » 16 sie 2022, 18:33

Rozmowa z krasnoludami i gnomem była dość ciekawa i Joreg z zainteresowaniem słuchał ich odpowiedzi, tak samo nie ominął go dyplomatyczny ton niektórych z nich. Pokiwał głową twierdząco na słowa Fingala oraz Galara i wrócił do tematu Gór Ognistych jeszcze na moment.
— Słyszałem o nich dość niedobrego, ale jeżeli chęć zysku jest większa niż poczucie bezpieczeństwa, tedy zdaje się, że łatwo byłoby się tam wzbogacić. Równie łatwo, co stracić głowę. Jednak kto nie ryzykuje, ten… Ten ma po prostu spokojne życie, a moje lata temu utraciło beztroskę. — Skoro polane już stało, złapał się ponownie za wódkę, ale nim jeszcze wypił, wtrącił kilka słów odnośnie zamiaów Galara oraz Blasia.
— Czyli wolicie spokój, co zrozumiałe. Rzecz jasna, żadnych oczekiwań wobec was nie wysuwam, ani odnośnie podróży do Lyrii, ani w stronę Gór Ognistych. Sam do końca nie wiem. Różne rzeczy słyszy się o Novigradzie, a choć byłem tam tylko przejazdem, to zawsze chciałem też zajrzeć do tej słynnej Fabryki Wynalazków. Pewnie o niej słyszeliście? Zdaje się, że ktoś taki jak Fingal by tam pasował. No, to pod tę fabrykę. — Tym razem nie namawiając uniósł kwaterkę jedną dłonią, a drugą zagarnął ogórka z półmiska. Wypił zaraz, zagryzł i nie przeciągając przeszedł do sedna.
— Nie chcę i nie będę wam się narzucał z celem podróży, bo nie mam ku temu żadnego prawa, ale może i Novigrad… Na decyzję przyjdzie czas, kiedy dokończę rzecz tutaj. Wtedy, jeżeli bylibyście radzi, rzeknijcie mi tylko, czy właśnie w Sandkurgu mam was szukać? To nie żadna umowa, ani też nie uznam za obrazę, jeśli zechcecie ruszyć sami.— Dość się już nasiedział, troszkę wypił, podjadł, a przede wszystkim zasmakował w doborowym, bo krasnoludzkim, towarzystwie. Wyczekał najpierw odpowiedzi, a dopiero później oderwał cztery literu od siedziska.
— Tymczasem pora mi ruszać. Niezmiernie cieszę się, że mogłem spędzić nieco czasu wśród swoich. Bywajcie zatem zdrowi, a, że świat mały, to kto wie, może i do zobaczenia.—
Joreg zamierzał dokończyć co zaczął, tym razem już bez spontanicznych przerw. Wypoczęty i ponownie zdeterminowany określił w pamięci drogę do najbliższego lokalu i wyruszył tam w celu wypytania o Marcela Aldgassera. Niech sczeźnie, jeśli go nie znajdzie!
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław