Brama Mytnicza

Obrazek

Ponura i zabłocona miejscowość położona wśród bagien, a przy najważniejszym temerskim szlaku handlowym. Utrzymująca się z ceł i danin, dająca zatrudnienie armii poborców i mierników. Pozostałe przychody pochodzą z podmiejskich salin i rybnych stawów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 28 sty 2021, 13:58

Obrazek Brama Mytnicza zawdzięczającą swą nazwę sąsiadującej z nią królewskiej kwesturze, położona jest we wschodniej stronie miejskich murów. Nad głównymi wrotami góruje niewysoka wieża na planie kwadratu nakryta dwuspadem, z trójkątnym naczółkiem od frontu oraz dwoma okienkami rozmieszczonymi powyżej portalu wjazdowego. Poprzedza ją niższe przedbramie, z którym łączy ją murowany, niezadaszony przelot, do którego prowadzi mostek przerzucony przez zasilaną wodą z pobliskich rzeczek fosę. Kupcy i eskporterzy z Mariboru i Carreras zmuszeni są wjeżdżać do miasta właśnie przez nią, zaś zaraz po jej przekroczeniu, do udania się do budynku kwestury w oczekiwaniu na kontrolę oraz towarzyszące jej formalności. Wielu z nich jak na stracenie, ustawiając się wozami w długie kolejki poczynające się już po drugiej stronie murów.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 10 mar 2023, 19:49

Eist miał szczęście. Być może były to przeprosiny od losu, za wcześniejsze powitanie, jakie zgotowało mu miasto.
Po opuszczeniu gospody wrócił się po swoich śladach pod królewską kwesturę, gdzie nie tylko zastał rzeczonego łowczego. Pomimo wczesnej pory, zastał go także w doskonałym humorze.
Doriański łowczy był niewysokim, wąsatym mężczyzna w średnim wieku. Pomimo tego ostatniego nie doczekał się jeszcze ani śladu siwizny w swojej smoliście czarnej czuprynie, ani wydatnego brzuszyska — był suchy jak przypalona skwarka, może trochę mniej opalony.
Rozkładając się za wystawionym na zewnątrz stołem, usłanym paroma glejtami i wyprawionymi zajęczymi skórami, uśmiechnął się do zbliżającego się Eista, uśmiechem szerokim, lecz mimo to ledwie zauważalnym z powodu obfitego, zachodzącego na usta wąsa.
Przedstawił mu się jako Gerolf zwany Rolfem. Ruberda, jeżeli Eist zechciał o nim wspomnieć przy introdukcji, kojarzył, a jakże. Lub odrzekł tak tylko przez grzeczność, albowiem nie rozwijał wątku, szybko zmieniwszy temat. Eist nie potrzebował jednak powoływać się na żadne rekomendacje, by zasłużyć na uwagę i wylewność łowczego.
Łuku porządnego ci nie trza, młody? — zagaił, a usłyszawszy, że Cintryjczyk przychodzi za pracą, pokiwał rozumiejąco głową, dając sobie chwilę czasu na zastanowienie.
Pozwolenie na kaczki wydam najwcześniej w sierpniu, jak skończą się toki. Czaplę ustrzelić dozwalam, byle nie matkę z małymi. Poza tym zapotrzebowania na dziczyznę nie mam. Chyba że na bobrze pluski. Akurat potrzeba ich trochę wytępić, a kilka karczem w mieście odkupi je za dobrą cenę, zainteresuj się tym, jeśli masz smykałkę do traperki. Rogi i insze trofea skupię od ciebie osobiście, ale pierwej popracuj dla mnie z czymś mniejszym, żebyśmy mieli jasność, na czym stoimy, ano.
Gerolf zwany Rolfem, pochylił się na zydlu, w zamyśleniu trąc brew, niewiele mniej krzaczastą od wąsa poniżej.
Dla porządku muszę zapytać: z łuku dobrze szyjesz? Jak u ciebie ze znajomością tropów i sprawiania zwierzyny? — Starszy łucznik podniósł wzrok na młodszego, a tamten zaraz dostrzegł w nim wesoły błysk. — A zresztą. Nie ma co strzępić języka po próżnicy. Nikogo nie ma w pobliżu, to możesz pokazać jak u ciebie z celem.
Rolf podniósł się z siedziska, otrzepawszy spodnie i poprawiając trójrogą czapkę z piórkiem, która już z daleka zdradzała jego profesję. Otrzepawszy i poprawiwszy, wyciągnął palcem w kierunku ustawionych pod murem kwestury skrzyń, wskazując najwyższą, znajdują się na szczycie bezładnego stosiku.
Weź no szyp i strzel no w tę skrzyneczkę. Nie bój się, w środku są tylko stare pakuły. Jak nie wyjdziesz dalej niż za stół i jej dosięgniesz, pogadamy o zezwoleniu. Co? Podołasz? — zapytał z uśmiechem, wychodząc zza blatu i stając obok młodzieńca.
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 16 mar 2023, 16:07

Dochodząc do kwestury, Eist wygładzał ciągle jeszcze wygniecione od wożenia w jukach szare spodnie i granatowy dublet. Dawno nie miał na sobie tych ciuchów. Ale gdy w karczmie poszedł do wynajętej izby, postanowił nie wkładać przeszywanicy i w ogóle zrzucić podróżne odzienie. W związku z tym, że pozbył się już niemal wszystkich drobnych, przy okazji przebierania się przerzucił do sakiewki pięć talarów, które ukryte miał w bucie. W zmienionym stroju, z mieczem i łukiem przy boku, ruszył pod kwesturę, pod która liczył, że spotka łowczego.
Na szczęście jego nadzieje nie były płonne. A do tego łowczy okazał się całkiem wesołym i otwartym na współpracę jegomościem. Przez to Cintryjczyk tym bardziej skupił się na rozmowie z nim i przestał rozpamiętywać zdarzenia sprzed Czarnego Kota.
Bardziej niż nowego łuku, potrzebuję teraz pracy, w której na niego zarobię — odpowiedział Eist na pytanie Gerolfa. — Dlatego też do was przychodzę.
Słysząc o tym, że polować mógłby na czaple i bobry, Cintryjczyk był zadowolony. Skoro w karczmach zapotrzebowanie jest na bobrze pluski, to je będzie do nich dostarczał, a futra będzie mógł zostawić dla siebie, albo sprzedać miejscowym kuśnierzom. Tak czy owak, powinien być w stanie zarobić na tym. Z resztą liczył, że na czaplach też. Jak podejrzewał, przynajmniej część doriańskich rzemieślników zechce trochę ich piór do produkowanych przez siebie rzeczy — strojów, kapeluszy, czy czego tam jeszcze nie wymyślą. A choć jelenie, nie mówiąc już o łosiach, dawno pozbyły się poroża, to miał nadzieję, że i na ich zrzuty uda mu się natrafić wśród stawów i dostarczyć łowczemu.
Za tropem pójdę i sztukę strzelę jak trzeba, jeśli o to wam chodzi — Eist celowo pominął kwestię sprawiania upolowanej zwierzyny, bo nie nie radził sobie z tym najlepiej. Co prawda udawało mu się zazwyczaj zdjąć ze zdobyczy skórę, nie niszcząc jej przy tym. Jednak żaden szanujący się myśliwy, czy traper, nie uznałby tego za fachowo wykonaną robotę i nie pozwoliłby sobie na marnotrawstwo przez pozostawienie na skórze tyle mięsa.
Jesteście pewni, że nie będą mieli nic przeciwko strzelaniu tutaj — mówiąc to, Cintryjczyk wskazał ruchem głowy w stronę krzątających się przy bramie do kwestury strażników. — Żeby nie pomyśleli, że tu jakiś napad szykujemy, ha, ha, ha.
Po tych słowach Eist stanął za stołem, zgodnie z sugestią Gerolfa, rzucił na blat rękawice i kapelusz i wziął do ręki łuk. Sprawdził łęczysko i cięciwę, której nie zdążył jeszcze zdjąć po podróży, a następnie sięgnął po strzały. Wyjął z kołczana trzy na chybił trafił i dokładnie obejrzał ich opierzenie. Wybrał tę, która wydawała się mieć najlepsze lotki.
A więc w tą skrzynkę mówicie? — zapytał Eist, wskazując głową na cel. — No zobaczymy…
Łucznik stanął stabilnie, w lekkim rozkroku, nałożył strzałę na cięciwę i utkwił wzrok w celu. Po trzech głębokich wdechach wstrzymał powietrze, podnosząc i naciągając jednocześnie łuk. Zastygł w pozycji na kilka uderzeń serca, po czym zwolnił cięciwę, wypuszczając jednocześnie powietrze.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 20 mar 2023, 2:57

Łowczy zachichotał na sugestię młodego łucznika o napadzie.
Oj, żebyś ty wiedział… Kilka tygodni nazad myśmy tu mieli głośną sprawę ze zbójcami, co to byli napadli na konwój wiozący zebrany podatek. Sam przy tem byłem, bo mię zawezwali do oględzin miejsca i sprawdzenia tropów… No, ale przykaz mam, żeby za dużo o tym nie gadać dla dobra kweresu. Nic to, obaczmy lepiej, czy strzelasz lepiej od tych gamoni z Bukowiny, co przyłażą do mnie z leszczynowymi łuczkami. A jeden, ohoho, jeden to był dobry, bo nawet z procą! Ale, ale. Nic już nie mówię, zajmij sobie pozycję i przymierz.
Zdjąwszy z siebie część przeszkadzającego oporządzenia, Eist przygotowywał się do strzału. Gerolf, zgodnie z obietnicą, milczał, ale widząc jego przezorność, nie powstrzymał się od ukontentowanego pokiwania głową i zachęcenia go lekkim uśmiechem, którego skupiony na wyborze odpowiedniego pocisku Eist nie miał szansy zobaczyć.
Stanął pewnie i naciągnął, odliczając w myślach trzy wdechy i skupiając się na celu. Poczuł cięciwę napierającą na palcach, pod wpływem naciągu łuk zmienił kształt, wyginając nieco obydwa ramiona.
Cintryjczyk wypuścił strzałę razem ze wdechem. Cięciwa syknęła, strzała świsnęła, grot stuknął o skrzynię. Gerolf zagwizdał z uznaniem. Pocisk tkwił w samym środku skrzyni, wbijając się idealnie na ponad pół długości grotu.
Iście, widzę, że ci to nie pierwszyzna! — pochwalił go łowczy, wspinając się na mniejszą skrzynię i na palce, żeby wyciągnąć pocisk z wyżej położonego pakunku. Ostrożnie, by nie złamać promienia, wyciągnął ją kilkoma pewnymi ruchami, ucapiwszy przy samym grocie. Zeskoczywszy raźno na ziemię, wyciągnął ku niemu rękę z szypem, by mu go zwrócić. — Robota jest twoja, bezapelacyjnie. Że też, kruca, nie organizuje się u nas zawodów, to bym cię polecił… Już, już. Zaraz wyszykuję ci glejt.
„Glejtem” okazał się karbowany drewniany kijek ze sznurkiem, do którego doczepiona była wytrawiona w czerwonym laku pieczęć o ledwie widocznym wzorze — bodaj jakiejś tarczy przeciętej dwoma strzałami. Gerolf wręczył mu witkę razem z pouczeniem, że w razie, gdyby zapytali go i rozpytali, to jest upoważniony do odstrzału.
No, to tak jakem mówił. Ptastwo, poza matkami i kaczkami lza ci tępić. Takoż bobry. Jak trafi ci się jakiś zbłąkany szarak albo sarna, to też nie będzie problemu — oświadczył, rozsiadając się za stołem, by przy pomocy noża naciąć kolejny karbowany patyk, podobny do tego, który otrzymał Eist. Nakarbowawszy, oblizał wargi, podnosząc bystre, wesołe oczy na strzelca. — Słuchaj, a skoro już ci droga poza miasto, nie chciałbyś dorobić coś ekstra? No, może nie ekstra, ale dorzucę ci coś za fatygę, żebyś nie łaził po próżnicy jak ciul i nie było, że ze Rolfa ostatnie skąpiradło… Tylko rzeknij mi wpierw: widziałeś już nasze stawy? I na dobrą sprawę, to skąd ty właściwie jesteś? Pytam dla porządku, nie ze wścibstwa. Nie widziałem cię wcześniej, a muszę wiedzieć, czy znasz okolicę.

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 23 mar 2023, 17:20

Cintryjczyk odczekał kilka uderzeń serca od momentu, kiedy strzała trafiła w skrzynkę, po czym wziął głęboki wdech i opuścił łuk.
To taka tajemnica z tego napadu? Pewnie w okolicy wszyscy o nim wiedzą — łucznik wrócił do tematu, który przywołał łowczy po jego żarcie. — I jak rozumiem, nikogo złapać się nie udało?
Czekając aż Gerolf wróci ze strzałą, Eist odłożył łuk na stół i zaczął zbierać zdjęty wcześniej ekwipunek. Podnosząc nakrycie głowy, niby mimochodem przetarł delikatnie kciukiem po zdobiącej je klamrze i jednocześnie minimalnie, niemal niezauważalnie skłonił głowę, na którą nasunął od razu kapelusz. Rękawice wsunął za pas obok kaletki, poprawił kołczan i na powrót wziął do ręki łuk.
No nie pierwszyzna. Jasne, że nie — powiedział Eist z pewną dozą buty w głosie i pozie. — W chociebuskich lasach swoje pierwsze sztuki strzelałem, ledwiem jedenaste urodziny przeszedł. Ale przy moim szczęściu, to jakbyście organizowali turniej, to bym i pewnikiem krowy z tej odległości nie trafił, ha, ha, ha.
W międzyczasie Cintrzyjczyk schował do kołczana strzałę przyniesioną przez Gerolfa, po czym przysiadł na skraju stołu i przyglądał się przygotowywanemu przez niego patykowi. Wręczony mu w końcu przez łowczego rabosz Eist włożył delikatnie, tak żeby nie uszkodzić pieczęci, między strzały w kołczanie.
A mówiliście, że na bobrze pluski popyt w karczmach jest. To mogę z nimi od razu do nich iść, czy z każdą sztuką ustrzeloną wam się najpierw pokazać i opowiadać tutaj? — dopytywał o szczegóły Eist. — A w tych stronach to pierwszy raz jestem. Owszem, ze słyszenia znam tutejsze rybniki. I żem z Carreras, z kompanią, która tu do roboty w salinach jechała podróżował, to i sam pomyślałem, że chwilę tu zostanę i zarobię. A no to i też dodatkowo coś dla was zrobię, jeśli potrzeba. Mówcie śmiało w czym rzecz.
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 26 mar 2023, 23:26

Tajemnica to żadna, ale detali nie lza mi zdradzać. Tedy rzekłem tylko trochę — skwitował. — Za rękę to nikogo nie złapali. Przyjdzie skrzyknąć drużynę i zapaść w lasy. Podjąć trop…
Z zamyślenia wyrwała go uwaga Eista na temat rodzinnych stron i wprawiania się do łuku od wczesnego dzieciństwa.
Poznałem już po chwycie i przymiarce, żeś wdrożony do łęczyska — pochwalił go zasłużenie, podkręcając z kontentnością wąsa. — Kwestia wprawy. I obycia, na turnieju nie raz miałem takich, co to latali z łukiem od otroka, ale złapali pietra przed tłumem. Inaczej strzelać w ciszy, wśród boru, inaczej we ciżbie i gwarze… Chociebuskich, powiadasz? To nie aby gdzieś w Brugge? Jesteś z południa, chłopcze?

Eist odebrał od łowczego swoją strzałę i karbowany rabosz, kryjąc go w kołczanie. Starszy myśliwy przysiadł na skraju blatu kawałek dalej od Cintryjczyka, prostując i krzyżując nogi. Z powodu nikczemnego wzrostu, ledwie sięgał nimi ziemi.
Bobry lza tępić do woli — podjął, wyjaśniając jego wątpliwości. — Jak dasz radę jakiego ustrzelić za dnia, bo nie wiem, czy wiesz, ale to wyjątkiem płochliwe bestyje, najlepiej byłoby ci na pułapkę… Nieee, powiadać się nie musisz. Ale zajdź do mnie i tak, bo odkupię od ciebie skóry. Mam znajomego czapnika, który chętnie skupi zapas, a ja będę miał zajęcie przy wyprawce.
W czym rzecz, już wyjaśniam — podjął, by po chwili przemówić śmiało. — Doszły mnie słuchy, że na stawach cosik straszy. Ludzi zżera i podobne baje.
Wąsaty łowczy uśmiechnął się z politowaniem nad własnymi słowami, posyłając Eistowi porozumiewawcze spojrzenie.
Sam miarkujesz, że brzmi to na bujdę. Rozpowszechnianą, jak sądzę, przez hultajstwo, które chadza tam nocami na nielegalny odłów i nie potrzebuje dodatkowej konkurencji. Niby są stróże, ale wiesz, jak to z szelmami jest… Popiją i zaśpią albo przymkną oko za kilka oreniaków. Ale potem to ja zbieram skargi, jakbym miał co do gadania!
Gerolf zwany Rolfem westchnął, pokręcił głową, po czym wznowił wątek.
— Tedy chciałbym, żebyś zaszedł tam i powypatrywał. Przetrząsnął zarośla, tatarak, miał baczenie. Nuż napotkasz jakiegoś gagatka albo najdziesz jakieś podbieraki czy wędki pochowane po gęstwie. Sprytne są, łobuzy, po domach nie trzymają… Uda ci się kogoś zdybać, to postrasz go znakiem, pogoń, a i zapamiętaj facjatę. Gdyby to ciebie zatrzymali, pokażesz im rabosz i powołasz na mnie. Tamtejsi mnie kojarzą.
Nie najdziesz nic — powiedział, rozkładając demonstracyjnie ręce. — Policzę ci za samą fatygę. Najdziesz — to jeszcze dostaniesz. Pasuje?
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 13 kwie 2023, 17:01

Ale żeście mówili, że to już parę tygodni wstecz było. Jak to po takim czasie trop jakiś po lasach łapać?! — Eist z niedowierzaniem pokręcił głową. A zrobił to tak energicznie, że zsunął mu się z niej kapelusz. Udało mu się go jednak złapać zanim spadł na ziemię. — Z resztą, ci, co to zrobili, to już pewnie w Rivii. Albo i dalej.
A ja owszem, z południa jestem — podjął łucznik, odnosząc się do pytań Gerolfa o pochodzenie. — Ale jeszcze dalej niż z Brugge. Na samym południu Cintry się chowałem, pod Chociebużem. To od tamtej strony Czarni naszli…
Po tych słowach Eist zamyślił się na chwilę i odruchowo położył dłoń na kaletce, w której nosił pamiątkę po matce. Kiedy podróżował z kompanią Egidia, przeważnie przywoływał wesołe wspomnienia z dzieciństwa, zwłaszcza związane z ojcem i pracą w stadninie. Teraz jednak na wierzch wypłynęły te związane z wojną, życiem pod nilfgaardzkim butem i śmiercią rodziców.
A od wojny, to już różnie bywało — Cintryjczyk wrócił do tematu. — Jako pacholęcie uciec nijak nie mogłem, więc trzeba było z Czarnymi w Cintrze żyć. Ale, że potrzebowali kogoś do wodzenia na polowania, to mogłem dalej wprawy nabierać. Na szczęście w końcu czmychnąłem stamtąd.
Słuchając instrukcji na temat polowania na bobry oraz tych dotyczących rzekomego monstrum straszącego pośród stawów, Eist w milczeniu patrzył przed siebie i powoli obracał w dłoniach kapelusz. Myślami wracał do Cintry z czasów wojny. Co jakiś czas reagował tylko na słowa Gerolfa krótkimi “mhm” i “ach”.
Co? — z zamyślenia wyrwało go pytanie łowczego. — Ach, tak. Tak, pasuje, jasne.
Po tych słowach Cintryjczyk stanął na równe nogi, założył na głowę kapelusz, w dłoń chwycił łuk i już miał się żegnać, kiedy przyszła mu do głowy jeszcze jedna sprawa.
A co do tych stróżów. Macie tam jakiegoś zaufanego? Takiego, u którego mógłbym konia zostawić na czas kiedy będę po rybnikach łaził?
Ostatnio zmieniony 17 kwie 2023, 9:05 przez Eist Cintryjczyk, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 17 kwie 2023, 1:02

Nie każden jeden trop — odparł Gerolf, uśmiechając się z wyższością zarezerwowaną dla starego wygi. — Można podjąć po ziemi. Może w Rivii, a może bliżej niż sądzimy.
Ach tak, Cintra… — podjął, poważniejąc na wspomnienie starego królestwa. Po wydarzeniach z sześćdziesiątego trzeciego mało który Nordling nie wypowiadał tej nazwy z powagą. — Prawda.
Po krótkiej zadumie, która wystąpiła u obydwu, podjęli temat.
Każda praktyka dobra. Ja tam nie patrzę, gdzie nabyta. Abyś miał łeb na karku i szanował przyrodę. Wprawa przyjdzie z czasem.
Łowczy, w istocie, miał kogoś zaufanego. I zechciał się podzielić informacją. Zresztą nie tylko ją.
Ano mam. Nazywa się Klim. — powiedział, podrapawszy się w skroń, po czym zaczął opisywać jak trafić do rzeczonego znajomka. — Ma chatę od strony stawów z bielonym gołębnikiem na podwórku. Drewniana, z ceglanym kominem, trochu krzywym. Z podkową na drzwiach. Powinien być teraz w chałupie. Ale miarkuj, że letko niedosłyszy, tedy dobijaj się mocno, a najlepiej to kijaszkiem po ramie wschodniego okna. No. Spamiętasz? Żarcia na drogę nie chcesz? Zostało mi trochę słoniny ze śniadania, dobrej.
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 19 kwie 2023, 7:48

Wielkie dzięki. Za informacje i poczęstunek — powiedział Eist odbierając od łowczego roztaczające charakterystyczną woń wędzonki zawiniątko z jedzeniem. — Do zobaczenia wkrótce!
Po pożegnaniu z Gerolfem, Cintryjczyk ruszył w drogę powrotną do Czarnego Kota. Szedł niezbyt szybko, snuł się raczej, zatopiony we wspomnieniach o swojej matce i życiu w Cintrze rządzonej przez najeźdźców.
Dopiero zapachy dochodzące z Łaziebnego Zaułka wyrwały go z zamyślenia. Przystanął u wylotu uliczki i patrzył dłuższą chwilę w jej głąb, zastanawiając się, czy tak jak wcześniej planował, iść wreszcie do łaźni. Ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu ze względu na swoją broń i narzędzie pracy zarazem. Wilgoć i gorąc łaźni nie wpłynęłyby dobrze ani na łuk, ani tym bardziej na strzały. Z resztą i tak mnie nie stać na takie luksusy… Dotychczasowa nostalgia doprawiona została teraz sporą dozą goryczy.
Wreszcie przestał gapić się na szyldy łaźni i jeszcze bardziej chmurny, niż pogoda w Dorian, ruszył w stronę karczmy. Miał nadzieję, że Egidia i reszty kompanii już tam nie będzie i w spokoju będzie mógł się przygotować i ruszyć nad stawy.
A żeby go tak… — syknął nagle sam do siebie Eist, gdy jego myśli znów powędrowały w stronę powitania przed Czarnym Kotem. Na twarz znów rzucił mu się pąs, a dłoń mimowolnie zacisnęła się na głowicy miecza.
Złorzecząc pod nosem na czym świat stoi, zaczął iść szybciej, bardziej dziarsko. Zdenerwowanie odpędziło ponure myśli i nastrój i dodało mu werwy. Teraz rozpamiętywał po raz niewiadomo który, a nie minęło przecież od zdarzenia zbyt dużo czasu, słowną utarczkę przed karczmą. Przywoływał w głowie obraz łysego osiłka w gambesonie i wypowiadane wtedy słowa.
Tak zapamiętał się w tym, że nie zauważał mijanych ludzi. Kilku nawet zdarzyło mu się potrącić. A w pewnym momencie prawie wpadł pod koła przejeżdżającego wozu. Przed niechybną śmiercią uratował go tylko strzał z bata woźnicy, który niemal strącił mu z głowy kapelusz. Oderwany od rozmyślań Eist stanął jak wryty, tylko po to żeby usłyszeć od oddalającego się już powożącego kilka ciekawych słów na temat swojego wyglądu, pochodzenia i rodzinnych koneksji z trzodą chlewną.
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 24 kwie 2023, 2:12

Bogatszy o rabosz, pakunek ze słoniną i trochę wiedzy wracał się do „Kota” z głową ciężką od myśli równie chmurnych, co niebo powyżej.
Minięty zaułek był prawie pusty o tej porze. Jeden balwierz otwierał właśnie swój zakład, w łaźni obok jakaś praczka rozwierała okiennice, by zawiesić sznurek do suszenia, a przy okazji rzucić resztkę śniadania warującemu pod budynkiem kundlowi, skądinąd dobrze odkarmionemu.
Ruszył dalej, szybszym krokiem, bo przywołując w myślach niedawne zajście pod gospodą. Idąc, rozpamiętywał je, nie zwracając uwagi pozostałych przechodniów. Kilku potrąconych sklęło go pod nosem lub po oddaleniu się, jeden wyraźnie woniejący wczorajszą berbeluchą łachmaniarz zabełkotał doń zaczepnie, ale nie byłby w stanie nadążyć za łucznikiem, nawet gdyby spróbował. Eist poruszał się szybko, ze sprawnością kogoś, kto nawykł do częstych wędrówek przez ostępy.
W pewnym momencie prawie wpadł pod koła przejeżdżającego wozu. Przeklinający go woźnica uratował go od wlezienia prosto pod koła wehikułu, ale nie przed blamażem. Patrząc w ślad za oddalającym się powoli wozem, Eist zauważył ze zgrozą, że na pace wieziona była trumna. W ślad za wlokącym się pojazdem podążała skromna, nieprzekraczająca dziesięciu osób procesja żałobników. Wszyscy mieli świece i niepochlebne mniemanie na temat Eista. Ich oceniające spojrzenia kłuły go jeszcze przez jakiś czas, okazało się bowiem, że kondukt zmierza w kierunku świątyni, tej, którą on sam i kompania mijali krótko po przybyciu do Dorian.
Jeżeli nie zboczył z obranej przez siebie drogi, w końcu dotarł do celu swojej wędrówki. Knajpa, zgodnie z jego nadziejami, zdążyła już opustoszeć. Część chłopaków ruszyła się rozejrzeć i załatwić sprawunki związane z przyszłym zatrudnieniem. Pozostali, mniej liczni członkowie wyprawy byli w swoich pokojach, odsypiając sobie z nawiązką trudy podróży na prawdziwych łóżkach.
Przywitał go jedynie pytający wzrok oberżysty Zelmira, prostującego się znad szynkwasu. To właśnie od niego mógł dowiedzieć się losów swoich towarzyszy. Zapewne i paru innych rzeczy, jeśli miał potrzebę.
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 06 cze 2023, 21:06

Uniknięcie śmierci pod kołami karawanu i widok konduktu skutecznie wyrwały Eista z rozmyślania o zawalidrogach spod karczmy. Czymże w końcu była taka utarczka słowna wobec śmierci — tej, która dopadła spoczywającego na wozie i tej, której przed chwilą uniknął? Idąc dalej w stronę karczmy, chcąc nie chcąc przez jakiś czas za żałobnikami, już się nie zamyślał. Uważnie obserwował otoczenie i starał się dotrzeć na miejsce jak najszybciej.
Zgodnie z nadziejami Eista, w Czarnym Kocie gości nie było. Po sali krzątała się tylko rudawa dziewka, którą widział wcześniej, a gospodarz oparty o szynkwas wpatrywał się intensywnie w błonę w oknie, jakby liczył na to, że od jego wzroku stanie się przejrzysta. Wchodząc Cintryjczyk przywitał się zdejmując w drzwiach kapelusz i kiwając lekko głową obojgu obecnych, po czym ruszył w stronę schodów. Zatrzymał się jednak w pół drogi i zwrócił się do karczmarza.
Przygotujcie mi jakieś jedzenie do zabrania. Kilka jajek gotowanych, ćwiartkę chleba i sera kawałek, jak macie.
Na odpowiedź nie czekał, poszedł na górę, do swojej izby. Kiedy zrzucił z siebie wszystko, poza koszulą i spodniami, i zzuł buty poczuł, że faktycznie jest po podróży zmęczony. Postanowił, że na chwilę rozprostuje kości na sienniku. W końcu karczmarzowi chwilę zajmie ugotowanie jajek… — to była jego ostatnia myśl zanim pochłoną go sen.
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 11 cze 2023, 18:10

Raz na wozie, raz pod wozem, chciałoby się rzec, patrząc na odjeżdżający karawan. Uniknąwszy schadzki ze śmiercią pod kołami, Cintryjczyk zdecydował się na spotkanie z jej bliźniakiem. Pokój, wynajęta przez niego na tydzień izdebka, była ciasna, wyłożona skrzypiącymi, wiekowymi deskami i prawie pozbawiona mebli, jeżeli nie liczyć dwóch zydli, kufra i łóżka. W środku było ciemno, jedyne źródło słońca, a raczej panującej na zewnątrz szarugi wpuszczało tu niewielkie okienko w drewnianej ramie z pordzewiałymi, żelaznymi zawiasami. Jedyną ozdobą była zawieszona na ścianie, strugana w drewnie tabliczka wyobrażająca jakąś frasobliwą boginkę, a może lokalną świętą. Łóżko było zbyt małe, aby zmieścił się na nim cały, musiał kłaść się na skos, żeby nogi nie wystawały mu poza krawędź. Za to siennik był dobrze wypchany i pozbawiony pcheł, co nie było standardem ani w Dorian, ani większości przydrożnych karczem położonych przy trakcie do miasta. Zanim się obejrzał, zapadł się w niego, w głęboki sen bez marzeń. Niby kamień ciśnięty w czarną toń.
Obudził się chwilę później, wypoczęty. Nie miał pojęcia ile czasu mogło minąć, niezmienna szaruga za okienkiem nie podpowiadała mu zgoła niczego. Lepszym źródłem informacji okazał się oberżysta Zelmir, czekający na niego na dole.
Przysnęliście na godzinę z okładem — powitał go, przesuwając po blacie w jego stronę zawiniątko z chlebem i serem. — Nie budziłem, bo wywczas po podróży święta rzecz. Jajek świeżych, dostaniecie za chwilę, wrzątek mam narychtowany.
Istotnie, nie czekał długo na uzupełnienie prowiantu. Tęgi gospodarz podał mu nad szynkwasem trzy gotowane jajka skorupkach, jeszcze ciepłe.
Jak wam się widzi Dorian?
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 27 cze 2023, 9:37

Eist ocknął się przekonany, że zmrużył oczy jedynie na moment. Gdzieś z tyłu głowy czaiło się podejrzenie, że może była to trochę dłuższa drzemka, ale się tym nie przejmował. Wstał, przeciągnął się z długim i głośnym ziewnięciem, po czym zabrał się za przygotowywanie do drogi. Wszystkie ciuchy, których nie wkładał na siebie, wrzucił do kufra. Podobnie zrobił z odsupłanymi rękawami kubraka i watowanym czepcem. Sam kubrak wciągnął na siebie, pas z mieczem przerzucił na skos przez prawe ramię, a łuk i kołczan wziął w rękę. W drugiej miał kapelusz i rękawice, a pod pachą płaszcz, na wypadek, jakby nad stawami dopadł go deszcz. Obładowany wyszedł z pokoiku, zamknął drzwi i ruszył do głównej izby karczmy, stanął przy szynkwasie, na który zrzucił swój ekwipunek. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, karczmarz położył przed nim tobołek z prowiantem i uświadomił mu ile czasu trwał jego sen.
Co też mówicie?! Przespałem ponad godzinę?! — zdziwił się Cintryjczyk, choć trochę na wyrost, bo jednak samopoczucie podpowiadało mu, że nie była to tylko chwilka z zamkniętymi oczami. — To jak daleko od południa jest?
Zanim karczmarz odpowiedział, Eist poprosił jeszcze o piwo i coś do przegryzienia przed drogą. Czekając na kufel oparł się wygodnie o szynkwas i omiatał izbę wzrokiem.
Karczm, oberży, gospód, zajazdów i innych tego typu przybytków odwiedził już dziesiątki i choć na pierwszy rzut oka wszystkie były podobne, to jednak w każdej można było dostrzec coś wyjątkowego — raz był to jakiś element wystroju, kiedy indziej nietuzinkowi goście, a czasem po prostu coś w aurze miejsca. Dlatego też lubił tak czasem postać z piwem i szukać tego "czegoś".
Hm? Aaa… Tak… — zaczął nieskładnie Eist oderwany pytaniem karczmarza od lustrowania pomieszczenia. — Wydaje się niczego sobie, zwłaszcza okolica — tu saliny, tam rybniki. Biedy to tu raczej nie ma. Ale jeśli chodzi o samo miasto, tom jeszcze za dużo nie miał okazji zobaczyć, tyle co od bramy przy kwesturze do was. A jak już przy tym jesteśmy, to powiedzcie mi czy jest w mieście lub okolicy jakiś chram poświęcony Eponie? Albo może komandoria zakonu Strzemienników?
A z innej beczki — zaczął po chwili Cintryjczyk. — Słyszeliście coś może o ludziach, co to niby pośród stawów znikają? Wybieram się tam i nie wiem czy rzeczywiście jest się czego bać, czy to tylko takie pijackie opowiadania?
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 02 lip 2023, 18:42

Do południa jeszcze ze dwie godziny — poinformował go gospodarz, stawiając przed nim zamówiony kufel i pajdę posmarowaną grubą warstwą smalcu. — Oren się należy.
Cena była uczciwa. Tym bardziej że Zelmir zażądał jej zarówno za prowiant na drogę, jak i poczęstunek w międzyczasie. Rozglądając się po ciemnym, lekko woniejącym dymem i drewnem wnętrzu, Eist ćwiczył swoją spostrzegawczość, starając doszukać się cech charakterystycznych miejsca, w którym zapewne przyjdzie mu spędzić następny tydzień. „Tym czymś” okazały się dwie rzeczy — drzemiący za szynkwasem wyliniały kundel składający się przynajmniej w połowie posokowca oraz ustawiona pod jedną ze ścian taczka. Zdawało mu się, że widział ją już wcześniej, kątem oka, choć wówczas nie przywiązał doń szczególnej uwagi. Wehikuł stał tu i nie pasował do wystroju. I nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek kwapił się przestawić go w jakiejś bardziej odpowiadające okoliczności.
Chram poświęcony czemu? — oberżysta zamrugał, marszcząc czoło w zastanowieniu. Pytanie miast oczekiwanej odpowiedzi było mu przynajmniej podpowiedzią wskazującą, że gospodarz nie wie, w czym rzecz. — Nie, tu w murach, znajdziecie jeno Świątynię Jutrzenki, którą opiekuje się wielebny Vinter. Może najdziecie kapliczkę czy dwie pod miastem. Nie, o żadnej komandorii nie słyszał żem. O nijakich Strzemiennikach również, szczerze mówiąc. Podróżnych pytajcie. Może cudzoziemców.
Kolejne pytanie zadane przez młodego łowczego wzbudziło zainteresowanie w Zelmirze przynajmniej umiarkowane. Gospodarz oparł się o blat, krzyżując na nim odsłonięte podwiniętymi rękawami ramiona.
Tak mówią? — Mężczyzna skrzywił się lekko, z niedowierzaniem. — Ja obstawiałbym pijackie opowiadania, no, chyba że wyrzekł to jaki radca albo rajca, wtedy oczywiście tfu, tfu, rację ma niechybnie jak dwa a dwa cztery, a jam tego nie śmiał kwestionować.
Kącik ponurej gęby oberżysty drgnął, dowodząc, że tlą się w nim jakieś resztki humoru, nawet jeśli równie chmurne co pogoda w Dorian.
Może łońskiego roku się tak kto podtopił we stawie po pijaku. Ale tak to nie. Zatrudniają tam nawet stróżów, co to mają doglądać rybników. Rozumiecie, zwalczać kłusowników, co to chcieliby sobie odłowić karasia na zagryzkę. Poza tym to nie ma strachu., pod miastem jest bezpiecznie. Co innego dalej, na mokradłach. Tam to już inna historia…
Zelmir umilkł, pokiwał głową i podrapał się po wydatnym czole, by po chwili wskazać nim miecz sterczący nad prawym ramieniem Eista.
No ale wyście nie mieszczuch, to pewno wiecie, jak sobie radzić.
Ilość słów: 0

Eist Cintryjczyk
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 02 gru 2022, 18:44
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Eist Cintryjczyk » 16 lip 2023, 13:18

— Ach, no to świetnie — ucieszył się Eist. — Jużem się bał, że pół dnia przespałem.
Kiedy karczmarz położył przed nim chleb, Cintryjczyk przejechał palcem po brzegu kromki, ściągając z niej nieco smalcu. Zlizał go i pocmokał z zadowoleniem. Z kaletki wygrzebał zapłatę i wziął się za konsumpcję chleba i piwa. Ostatni, mocno utytłany w smalcu kawałek skórki chleba rzucił zauważonemu przed chwilą psu. Kufel z piwem wziął w rękę obrócił się plecami do szynkwasu, o który się oparł i patrzył na stojącą pod ścianą taczkę.
Na odpowiedź Zelmira na temat świątyni i Strzemienników mruknął tylko w podziękowaniu i pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie był to pierwszy raz, gdy pytani o kult Epony reagowali w ten sposób. Eist przywykł do tego, bo jak się okazało, poza jego rodzinnymi stronami nie był to raczej rozpowszechniony kult. On sam jednak wyrósł w takiej tradycji. Epona była jedynym bóstwem czczonym w jego domu. Z tego powodu uznawał ten kult również za nieodłączny element bycia Cintryjczykiem. Ale miał do tego też bardziej osobisty stosunek. W jego odczuciu bogini rzeczywiście roztaczała nad nim opiekę, bo ilekroć znalazł się w trudnej sytuacji, zanosił do niej prośby i jakoś znajdował rozwiązanie. Nawet, gdy w pierwszej chwili nie widział na to najmniejszej szansy.
Usłyszawszy deklarację karczmarza o bezgranicznej ufności w słowa doriańskich rajców Eist zaśmiał się w głos i odwrócił z powrotem w stronę szynkwasu.
— Tacy to wasi rajcy czuli na zadawanie im kłamu? — zapytał, dalej się śmiejąc. — A jak już o tych stróżach wspomnieliście, znacie tam jakiego? Takiego zaufanego, żebym konia mógł zostawić na parę godzin?
— Jakoś do tej pory sobie radziłem — Cintryjczyk podjął temat po tym, jak osuszył kufel. — Ale głównie dzięki temu, że nie pchałem się, jak jaki głupi, w nieznane ostępy. A te mokradła to dalej za rybnikami? I faktycznie tak niebezpiecznie tam?
Zanim karczmarz zaczął mówić, Eist podsunął mu mały podróżny bukłaczek i pusty kufel i poprosił o napełnienie obydwóch piwem. Liczył na to, że Zelmir chętniej opowie nieco więcej klientowi z pełnym kuflem, niż takiemu, co sterczy przy szynkwasie jak ten kołek i dupę truje, nie dając zarobić.
Ilość słów: 0
Szanse jedne na milion spełniają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.
Terry Pratchett

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Brama Mytnicza

Post autor: Dziki Gon » 17 lip 2023, 17:50

Psisko za szynkwasem otworzyło jedno oko, rejestrując rzucony mu smakołyk, po czym wyciągając leniwie łeb, zeżarło i powróciło do drzemania, na przemian pochrapując i popierdując przez sen.
Czuli czy nieczuli, ostrożność nie zawadzi — skwitował karczmarz ze wzruszeniem ramion, dowodząc, że obok poczucia humoru dysponuje również pewną dozą rozsądku. — Stróża nijakiego nie znam. Ale tu za rogiem stajnia, mało biorą, dobrze dbają. Zaprowadźcie waszego wierzcha tamój, a za bramę ruszcie pieszo. Dorian nieduże, nie zejdzie wam długo.
Eist przeliczył się, co do zachowania gospodarza. Zelmir podlał mu bukłak i kufel, tym razem nie żądając zapłaty za dolewkę. A na pytanie odpowiedział i tak, po krótkiej chwili zastanowienia.
Ano. Mądrzejsi ode mnie powiadali, że bagniska zdradliwe. Pełne sezonowych strumyków wiecznie zmieniających swój bieg, kryjącej ślady gęstej młaki i snującego się oparu. Łatwo pogubić drogę. Bagna są stare jak nasze Dorian, a ich błota przyjęły kości niejednego, który zapuścił się za daleko. Lepiej nie zachodzić tam po zmroku.
Najlepiej będzie zapytać wam łowczego Gerolfa albo jego kumpla Daniła, który w sezonie chadzał tam na odłów. Oni zawsze radzi przybliżyć więcej, jeśli nie pyta włóczęga ani kłusownik — dodał.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław