Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 07 sty 2023, 11:30

— Cichaj, wąsaty — w końcu zareagował Lasota, który prowokowany wcześniej, tym razem sobie nie odpuścił riposty. — Kpisz jak stary dziad, to jak on pewnie od wilka masz żylaki takie, że ci się o nie jajca obijają. Zaniechaj, tupeciarzu. — Dokończył ogniście. Lasota nie był spokojnym człowiekiem. Ograniczał swoje brutalne fluidy dyscypliną oraz modlitwą, ale tym wzięły one nad nim górę.
— Stać mnie na pokrycie tego długu — powiedział do Kudłatego i poklepał go po ramieniu.
— Walczę w zwarciu i odnajduję się w samym centrum walki. Jak byłem na wojnie, to w pierwszych szeregach walczyłem przeciw czarnym. — Odrzekł dziwnym głosem. Pierw chciał z dumą stwierdzić, że jest odważnym draniem, ale kiedy jego myśli powędrowały z powrotem pod Sodden, mimowolnie sobie przypomniał, co musiał zrobić, żeby żywcem wydostać się z koszmaru, dlatego dokończył miernie swoją wypowiedź. Mrukliwie, niepewnie, unikając wzroku rozmówców. Tępo spojrzał przed siebie, pomiędzy ludzi, wzrokiem wyłapując eteryczne kształty żywcem palonych zaklęciami. Jeden z duchów biegł wprost na Lasotę, który zamiast mu pomóc, ściął go w wyobraźni. Ciął kolejnych i kolejnych, nie zwracając uwagi na tarcze, chorągwie, barwy i słowa. Wtedy, wśród magicznej burzy, błota, gówna i krwi, liczyło się wyłącznie przetrwanie.
Zabolało go serce.
— Wybaczcie, muszę usiąść. — Zasiadł przy swojej strawie.
Nie jadł, sapał. Zwrócił uwagę na spożywane okowity wśród gości. Zachciało mu się wypić.
— Jeśli jesteście ze mną, spotkajmy się pojutrze w Trzech Świerkach — mówił, ale nie patrzył na nich, a na kufle chylone do ust. — Przemyślcie to.
Wojownik stanął do bitwy ze swym uzależnieniem.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 08 sty 2023, 1:49

Apel do wąsatego podziałał. Przynajmniej na razie, bo tamten zareagował nań parsknięciem, pokręceniem głowy i wsadzeniu wąsatej i niewyparzonej jadaczki w kufel.
Dwaj ostatni słuchacze nie speszyli się pod wpływem uczynionej po wspominkach weterana pauzy. Młody pojął w lot, patrząc na wiarusa rozumiejąco, kudłacz wprost przeciwnie — wyglądając na nie mniej skonfundowanego niż dotychczas.
Będę — potwierdził w końcu swoją dyspozycję młodszy wojownik. — I pójdę, ale dobrze byłoby skrzyknąć kogoś jeszcze. Przemyślcie to.
Kaj? A… We smrekach. A tego, co wziąść? Sikiere mam. I lagę. Tengom, drewnianom! — pochwalił się zarośnięty, nie dostrzegając lub nie robiąc sobie wiele z nagłej odmiany w zachowaniu Lasoty i jego ponurego nastroju. W przeciwieństwie do jego syna, któremu przy niejednej okazji zdawało się wyczuwać wahania nastroju ojca z empatyczną wręcz dokładnością.
Tata… — zaczął, pociągając rodziciela za rękaw. — A nauczysz mnie strzelać jak Luban? Bo jak nie zostanę żołnierzem, to chciałbym tak samo… Do lasu, na zwierzęta.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 08 sty 2023, 11:00

Siedzący Lasota pokiwał głową potwierdzająco w odruchowej reakcji na słowa postawnego, bo jego całą uwagę pochłonął kufel wąsatego. Zachciało mu się pić, natarczywa potrzeba gnębiła Wielomira, który próbował odgonić od siebie nałóg. Najgorsze było w tym wszystkim poczucie pustki, a jedynie wóda byłaby w stanie ją wypełnić. Wojownik kiedyś pił, aby zapomnieć, ale kiedy wkroczył na drogę trzeźwości, nie dość, że wspomnienia wróciły, to wraz z nimi przybyło poczucie winy. Te, tłumione silnymi bodźcami, odżywało za każdym razem, kiedy umysł wiarusa powracał do dawnych dni. Dlatego nie lubił on spokoju, nie znosił leniwych dni, kiedy pozbawiony jakichkolwiek obowiązków zaczynał myśleć. I teraz myślał, siedząc w towarzystwie syna i obecności knura wyrażającego się gorzej od sześciolatka.
Wielomir podle spojrzał na kudłacza, w tym samym czasie zaciskając pięść pod stołem. Musiał wybierać, albo wóda, albo przemoc. Już zamierzał wstać, żeby przyfasolić kretynowi, lecz Daromir pociągnął go za rękaw. Gniewne spojrzenie Lasoty zmieniło cel na syna. Jego twarz sprawiła, że spojrzenie rodzica na chwilę złagodniało.
— Nauczę cię wszystkiego, czego będziesz chciał — odrzekł mrukliwie. — Czego będziesz chciał, synku — stwierdził cichym, ale złym głosem. Zdradzającym niecne zamiary, a mrok znów zalał jego spojrzenie.
Powstał Wielomir z miejsca.
— Spokojna wasza. Znajdę strzelca — rzekł do postawnego. — A jeśli chodzi o ciebie — przeniósł wzrok na kudłacza. — Dług masz, a ja chcę go spłacić. Masz dług. — Gadał dziwnie, bardziej do siebie. Daromir wiedziałby, co to oznaczało, jego ojciec był zły i szukał byle pretekstu, żeby zrobić burdę.
— Siekierę albo lagę, mówisz? — zaczął z udawaną radością. — A to silny z ciebie chłopak jest! Patrzcie go, zuch! — mówiąc to, klepał cielę po ramieniu. Silnie, prowokacyjnie. — Chcę to zobaczyć. Wychodzimy, młody. Idziemy się bić. Jak potrafisz, dostaniesz swoje pieniądze i dług spłacisz.
Przez chwilę umilkł i patrzył na reakcję. Zmniejszył dystans, żeby wejść w strefę komfortu włochatego, stosując w ten sposób niemą groźbę.
— Nie zastanawiaj się, bo ci żyłka pęknie, cha! — rzekłszy zadziornie, lekko popchnął ofiarę, aby wejść jej na głowę — Idziemy. — rozkazał, niespodziewanie, patrząc wprost w oczy mężczyźnie.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 10 sty 2023, 0:26

Dług mam — powtórzył kudłaty, energicznie kiwając przy tym głową, wciąż ślepy na zmiany, które zachodziły teraz Lasocie. — Ano tak, panie. U Rajtmana, pietnaście dukatów.
Ucieszony deklaracją ojca Daromir zawiercił się podekscytowany na krześle.
Poklepany zaczepnie po ramieniu i uraczony nieszczerym komplementem kudłaty ściągnął twarz z wysiłku, lecz zaraz potem wygładził mu ją uśmiech tyleż głupawy, co ukontentowany.
No — odrzekł skromnie, jak na prawdziwego zucha przystało.
Się bić? — Wędzony otworzył gębę, wyraźnie zaskoczony propozycją ze strony weterana. Nie zastanawiał się jednak długo, usłyszawszy drugą część zdania Lasoty. — Ano tak, mam dług. U Rajtmana, pietnaście dukatów.
Naruszając przestrzeń osobistą posiadacza siekiery i tęgiej lagi, Lasota zorientował się, że chłopina ostro zajeżdża dymem. To, co wcześniej wziął za zapach dobiegający z tutejszej kuchni, okazało się wonią jego interlokutora, prześmierdniętego aromatem tak, jakby sypiał w wędzarni.
No? — Tym razem zapytał, nie robiąc sobie niczego ze skrócenia dystansu między nim, a Wielomirem. Nawet pchnięty nie zareagował inaczej niż posłusznym podążeniem za Lasotą jak posłuszny, przerośnięty i śmierdzący wędzonką szczeniak.
Zaraz, moment! — zawołała gospodyni, wychylając się zza szynkwasu w ślad za wychodzącymi. — Najpierw podżegacie do kłusownictwa, a teraz będziecie się prać? Przed moim lokalem?
Spojrzenia pozostałych gości, którzy zdawałoby się, że do niedawna stracili wszelkie zainteresowanie osobą wiarusa, ponownie przeniosły się na jego osobę. Wąsaty nie odezwał się, ale i nie wytrzymał, parsknąwszy w kufel.
Kobieta wyprostowała się, rzucając trzymaną w ręku ścierkę na blat, po czym podeszła do zajmowanego jeszcze przed chwilą stolika Lasoty.
Dokończcie swoją strawę i idźcie z bogami. Wystarczy nam atrakcji jak na dziś.
Przemawiała stanowczo, lecz niezaczepnie, śmiało spoglądając Lasocie w oczy pomimo bycia niższą od niego o co najmniej dwie głowy.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 11 sty 2023, 10:48

Lasota zdawał sobie sprawę, że wszedł w interakcję z kretynem i spodziewał się wybuchu agresji z jego strony, która odpowiednio ukierunkowana doprowadziłaby do mordobicia. Tępe powtarzanie kwestii o długu, pasywność w reakcji, głupkowatość oraz podejrzany zapach dymu sprawił, że wojownik przypomniał sobie o rezydentach w klasztorze Wszechmatki. Wtedy, gdy jeszcze Daro robił w pieluchy, poza nimi, siostrami, innymi rezydentami znajdowali się chorzy na głowę ludzie. To skojarzenie sprawiło, że wojownik ponownie zmienił postawę, teraz patrzył z litością na osobnika.
Żal mu się zrobiło chłopaka. Westchnął smutny, lecz i zawiedziony. Bić kogoś takiego to wstyd.
— A dokończymy, dokończymy. Tyle dobrego, że rutynę wam zaburzyłem, cha! — Spojrzawszy na kobietę, odrzekł cwaniacko, z uniesionymi rękami w górze na gest poddania się. Puścił doń oczko.
— Siadaj, chłopino — zwrócił się do kudłatego, już cichszym, opanowanym głosem. — Jedz — wydał polecenie, wskazując otwartą ręką na posiłek. Zasiadł razem z nim i synem.
— Dobre, smakuje ci? — zagaił rozmowę, próbując lepiej poznać rozmówcę. — Jak się nazywasz i co w życiu robisz, powiedz mi.
Po jakimś czasie, wojownik powstałby z miejsca, dając znać upośledzonemu oraz synowi, iż czas się zbierać.
— Chodź z nami, odwiedzimy pewne miejsce.
Wojownik postanowił poprowadzić biedaka w kierunku świątyni poświęconej Melitele. Zajrzawszy do środka, odprawieniu ceremoniałów i krótkiej modlitwy, poprosiłby o rozmowę z kapłanką. Rzekłby jej, iż przeprowadził chorego osobnika i potrzebował pomocy, ponieważ wydawał się kimś, kto w najlepszym przypadku potruł się dymem. Lasota, ująwszy tymczasowego kamrata za plecy, lekko popchnął go ku opiekunce chramu, zachęcając do wystąpienia na przód.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 15 sty 2023, 19:58

Chłopina usiadł. Na tym jednak skończyła się jego kooperatywność, bo posiłku odmówił.
Nie, niegłodnym. Jadł żem już dzisia — odparł, po czym wydał z siebie dźwięk, który — jak przypuszczał Lasota — był jego imieniem. — Jegor.
Ano to tego. Smolarzem jestem. A wiesną to szykuję liściarkę. Żyje sie — opowiedział mu historię swojego życia. Jak dotąd była to najbardziej składna wypowiedź kudłatego.
Daromir wiercił się niecierpliwie na krześle, co rusz oglądając na ojca.
Tata, pójdźmy gdzieś! Nudzę się!
Ale piwa to bym się napił — burknął kudłacz po dłuższej chwili zastanowienia. — No. Tak jak robimy z tom maruchom?
Wielomir oczywiście mógł, jeśli chciał, ulitować się nad półgłówkiem i powziąć zamiar odprowadzenia go najbliższej lecznicy lub przybytku sióstr Melitele. Na ten moment jednak przebywał w mieście zbyt krótko i wiedział o nim zbyt mało, żeby móc z miejsca wcielić ów plan w życie. Mógł krążyć po mieście choćby i do zmroku szukając chramu na własną rękę. Alternatywnie zostawało mu rozpytać u kogoś lepiej rozeznanego.
Zamówiony przez niego posiłek, jeżeli sam zechciał się posilić, okazał się strawą pożywną, choć nieco już wystudzoną. Na krótko przed tym, zanim wstał i opuścił karczmę, był jednak mimowolnym świadkiem konwersacji, która toczyła się dwa stoliki dalej. Normalnie zapewne nie zwróciłby na nią uwagi, ale padające w niej słowa miały związek z jego planami.
… jak łuna, tylko błękitna, niby zorza. W pierwszej chwili przeląkłem się, że to może Jeźdźcy Burzy, ale nie. Niebo czyste i ani jednej chmurki na nim! — opowiadał z podnieceniem, lekko zdyszany jegomość, który dosiadł się do eleganckiego jegomościa budzącego nieodległe skojarzenie z poznanym niedawno jurystą Norbertem.
I co? — zapytał flegmatycznie rozmówca, wyczekując dalszej części referowanej mu przez zziajanego opowieści.
Jak co? Nie miałem czasu się przyglądać, zjechałem na trakt do miasta. Ale ludziska, co ich mijałem po drodze, też widzieli i sobie pokazywali. Zajdź pod północną bramę albo na mur, to samemu obaczysz.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 17 sty 2023, 10:12

Lasota sam spożył posiłek wraz z synem, kiedy usłyszał odmowę. Słuchał słów smolarza, siorbiąc przy jedzeniu zupy.
— Widzimy się pojutrze, Jegor — oznajmił zmieszany, jeszcze nie przekreślając faceta przez jego kretynizm. — Tam, gdzie mówiłem. Dobrze się wyśpij.
Po dokończeniu strawy i podsłuchaniu rozmowy o dziwnej łunie, ojciec zerknął na syna.
— Nudzisz się? To idziemy na mury, zobaczyć, o czym gadają — oznajmił, mocno czochrając niedawno ostrzyżony łeb dzieciaka. — Haha, ciągnie! Dobra, idziemy.
Lasota spróbował pójść pod północną bramę i wleźć na mur, żeby wraz z Daromirem zobaczyć zjawisko na własne oczy.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 21 sty 2023, 0:03

Zjadłszy i pożegnawszy Jegora (mając nadzieję, że uda mu się spamiętać ostatnią przekazaną mu instrukcję), Lasota wraz z synem opuścili „Raraszka”, celem potwierdzenia zasłyszanej przed chwilą famy świadectwem własnych oczu. Wychodząc, odnosił dziwne wrażenie, że kilka osób wydało z siebie ukradkowe westchnienia ulgi, kiedy jego noga przekroczyła próg gospody.
Kilkanaście minut marszu pod północną bramę miasta noszącą nazwę Pilarskiej. Lasota, z urodzenia Kaedweńczyk, mógł oddać się refleksji na temat tego, czy wzięła się od robotników pracujących piłą, czy nieodległej mieściny Pilaris położonej na północny zachód od Ban Ard.
Spacer zajął Daromira na tyle, by przestał marudzić. Potomek Lasoty lubił być w ruchu i skwapliwie korzystał z danej mu teraz swobody, przeskakując każdą mijaną po drodze kałużę iście zajęczym susem.
A coo to jest łuna? — zapytał, doganiając idącego na przedzie ojca.
Lasota rychło miał okazję nie tylko wyjaśnić synowi frapujące go zjawisko, ale również wzbogacić wyjaśnienie lekcją podglądową. Nikt nie zatrzymał ich, kiedy wspinali się na mur. Zasadniczo nie broniono tego nawet ludziom spoza straży i opiekującym się danym fragmentem członkom cechu. Chyba że miało się niefart zostać ocenionym jako element podejrzany, zdolny do dywersji. Szczęśliwie, nie miał kto ich oceniać, bo dwaj oparci o blanki strażnicy znajdujący się akurat na murze, zajęci byli patrzeniem w niebo, nie na przybyszów.
Podchodząc bliżej, Lasota mógł usłyszeć ich wymianę zdań i pomiarkować, że rozmawiają dokładnie o tym samym, co podsłuchani wcześniej w gospodzie mężczyźni. Spostrzegł też, że obydwaj mieli na głowach błyszczące nowością kapaliny, przeszywanice ze stalowymi obojczykami i niebrzydkie samostrzały przewieszone przez plecy. Ban Ard było zamożnym miastem. Strażnicy byli opłacali dość hojnie w porównaniu ze swoimi kolegami z innych miast królestwa. Skutkowało to stałą i niemałą liczbą chętnych na każdy wakat. Oraz większym bezpieczeństwem grodu, a przynajmniej tak twierdziły władze w oficjalnych komunikatach.
Myślisz, że to sprawka upiorów? Przechodziły niedawno. Risza zarzeka się, że pod samymi murami. Wszystko widział.
Gdyby to faktycznie były upiory, to by szły z burzową chmurą. Gdzie ci w biały dzień...
To co? Zorza?
Widział ty kiedy zorzę?
Chyba nie.
No, to rzeknę ci, że to do zorzy jest całkiem niepodobne.
Lasota, nawet jeżeli nie zdarzyło mu się oglądać zorzy, musiał zgodzić się z drugim strażnikiem. Obserwowane przez niego zjawisko, rysujące się w oddali nad czubkami drzew otaczającego czarodziejską akademię lasu, przypominał raczej łunę towarzyszącą pożarom. Ale żadne pożary, które widywał (a widział ich kilka) nie były niebieskie. Mrużąc oczy i wpatrując się w horyzont, dostrzegł kolejną anomalię. Być może tylko mu się zdawało, ale błękitny blask malujący się w dali został przecięty przez ciemną błyskawicę. Krótką, rozgałęzioną żyłę na tle jasnego nieba. Pierwszy raz w życiu widział piorun o takiej barwie. W dodatku zupełnie niemy — jego pojawieniu się i zniknięciu nie towarzyszył najlżejszy pogłos gromu.
Im dłużej patrzył, tym silniej coś nie dawało mu spokoju. Osobliwe uczucie, manifestujące się biegnącym po karku i wzdłuż kręgosłupa mrowieniem. Wewnętrznym niepokojem, od którego jeszcze bardziej zechciał przerwać abstynencję. Widział to już kiedyś. Nie, czuł. Gdzie?
Stojący po jego prawicy Daro zadzierał ogoloną głowę, patrząc w zjawisko jak urzeczony. Jego czerwonawe oczy były jakby zaszłe mgłą, szklące się i nieskupione. Jak wtedy, w lesie, kiedy znalazł węża, który z początku wydał mu się żmiją. Dzięki łączącej go z synem więzi, Lasota poczuł, jak w jego potomku narasta coś, co z braku lepszego określenia nazwał w myślach „wezbraniem”.
Chłopak wyciągnął przed siebie rączkę, wskazując na niebo. Ślamazarnym, nienaturalnie sztywnym i powolnym ruchem. Jego wargi poruszyły się ledwie zauważalnie, kiedy przemówił. Głosem obcym i nie swoim.
Nie jest umarłym ten, który spoczął przed wiekami. Eigean evelienn deireadh ellas geas dorne aep t'enaid.

Powietrze tchnęło chłodem. I czymś innym, nieokreślonym, czego bał się nazwać.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 21 sty 2023, 2:35

Ojciec tłumaczył prostymi słowami czym była łuna. Przekazywał treść konkretnie i głośno, bo zdawał sobie sprawę, że uwaga syna rozpraszała się bardzo szybko. Dorosły sam nie był uczonym, więc jego definicja była wzięta z obserwacji, doświadczeń empirycznych i ogólnego wniosku, że nigdy nie powinno się iść w kierunku łuny, a w przeciwnym.
Dopiero na murach, nieopodal strażników, Lasota jak zahipnotyzowany patrzył w nienaturalne zjawisko. Niby magia istniała, gadanie o niej przychodziło z łatwością jak rozmowa o pogodzie, ale za każdym razem manifestacje Mocy wzbudzały podziw. Jakkolwiek niebezpieczne, anomalia była piękna, nawet wojownik nienawidzący magii w duchu przyznał samemu sobie, że coś w nim miękło, gdy dane było mu doświadczać niesamowitego widoku.
Wyłoniwszy wzrokiem czarną błyskawicę, podrapał się w miejsce na ciele, gdzie widniał jego tatuaż.
Podniecenie szybko dało miejsce rozsądkowi podpowiadającemu Lasocie, żeby trzymał się z dala od czarodziejskiego cholerstwa. Ci, którzy modelowali rzeczywistość, władali mocą bogów, jednak w głowach dalej byli ludźmi. Kiedy poruszali strunami świata, w tym samym czasie bogowie spoglądali na los tychże szalonych śmiertelników. I zazwyczaj wszechmocni nie musieli nic czynić, bo ludzie sami przywoływali na siebie nieszczęścia.
Rozsądek oddał pole rozdrażnieniu. Lasota kojarzył z czymś obserwowane zjawiska, lecz nie potrafił skojarzyć tych uczuć z konkretem. Chciał w jakiś sposób posprzątać ten bajzel, zaradzić problemowi. Nie wiedział, jak się za to zabrać. Intuicyjnie wiedział, że ten syf przekraczał jego obecne możliwości.
Głos syna zmroził mu krew w żyłach.
Lasota, zestresowany, zadziałał impulsywnie. Przykucnął przy synku i lekko nim potrząsał, gdy patrzył mu w oczy.
— Daro. Co ci? Daromirze?! — swym wołaniem próbował dosięgnąć pierworodnego. — Wróć do mnie!
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 24 sty 2023, 1:32

Strażnicy, wcześniej reagujący na obecność ojca z synem i ich rozmowę krótkim zerknięciem przez ramię, obrócili się niemal jednocześnie, słysząc podniesiony głos Lasoty.
Daromir, kołyszący się jak somnambulik, wpatrzony w pustkę zeszklonym, nieobecnym wzrokiem przemówił po raz kolejny. Tym razem we wspólnym, głosem zbliżonym do swojego, lecz niepozbawionym dziwnego, metalicznego tonu. Słowa wypowiadał bez emocji, nienaturalnie.
Nie powinni go budzić. Źle zrobili.
Chłopak urwał, jego ciałem wstrząsnął dreszcz i byłby upadł, gdyby nie obecność Lasoty i jego refleks. Oczy uciekły mu w głąb czaszki, zatelepał się w ramionach ojca, niby wyrzucona na brzeg ryba.
Obydwaj strażnicy zbliżyli się ostrożnie, otaczając ojca i syna.
W czym problem? Co się tu dzieje? — zapytał pierwszy, zaniepokojony całą sytuacją nie mniej od Lasoty. — Cholera, biec po kapłana?
Połóżcie go na płasko. I dajcie coś do przygryzienia — poradził drugi, zaskakująco spokojnie jeden z nich, samemu szukając przy sobie czegoś, co nadawałoby się do tego celu. — Córka mojego szurzego ma to samo. Niedługo przejdzie.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 24 sty 2023, 12:30

Lasota nie miał czasu zastanowić się nad znaczeniem wypowiedzianych słów, gdyż jego synkiem zawładnęły wstrząsy. Trzymał go w ramionach, nie wiedząc za bardzo, co czynić, denerwując się przy tym nie na żarty.
— Bogowie, Daromirze! — zawołał raz jeszcze.
Nie zauważył nadejścia strażników, ale ich usłyszał. Wyłapawszy instrukcje, Lasota bez wahania i tracenia czasu rozpoczął wykonywanie planu. Pierw położył płasko syna na ziemi, potem wyciągnął nóż z pochewki, żeby pustą wsadzić zręcznie między zębami.
— Powiedzcie mi proszę, gdzie się świątynia znajduje. Zabiorę go tam, gdy się uspokoi ciało — odpowiedział na propozycję strażnika, zerkając mu w oczy. — Dziękuję — dodał mimochodem.
Obawiał się, że obecność anomalii wpływała na stan Daronira, dlatego Lasota pomyślał o przetransportowaniu gdzieś chłopaka.
— Trzeba jakoś zejść z nim z murów. Zachowywał się normalnie, dopóki nie spojrzał na ten syf za murem. Czarodziejskie gówno! — dokończył rozgniewany. — Proszę, pomóżcie. We trzech się uda go bezpiecznie przenieść na dół.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 26 sty 2023, 1:14

Bogowie nie odpowiedzieli, ale Daromir szczęśliwie już tak, chociaż nie nastąpiło to od razu.
Po położeniu dziecka na ziemi i zabezpieczeniu zgryzu skórzaną pochwą noża, chłopak rzucał się jeszcze trochę i telepał. Tym razem nie wydawał z siebie żadnych odgłosów w ludzkich ani nieludzkich językach.
— Tu niedaleko, podle baszty, mieszka felczer — odpowiedział mu, tym razem drugi ze strażników, przełamując strach i przyklękając przy dzieciaku, by pomóc podtrzymać mu głowę. — Bogowie… Jego oczy…
Oczy Daromira mignęły czerwono spod półprzymkniętych powiek. Nie było w nich niczego niecodziennego, ale dla kogoś nieobeznanego przedstawiały zapewne osobliwy widok.
Czarodziejskie albo diabelskie — zgodził się z nim strażnik, lękliwie oglądając się przez ramię, na odmienioną dziwacznym zjawiskiem panoramę. — W gruncie jeden czart.
Podnieśli go we dwóch, bo i dwóch wystarczyło do przeniesienia lekkiego chłopaka, z trzecim asekurującym ich na schodach. Przy podnoszeniu, z ust chłopca wypadł skórzany pokrowiec, w tej chwili już zbędny, gdyż syn Lasoty przestał już podzwaniać zębami przy każdym poruszeniu się, a drgawki traciły na sile. Ustały moment po tym, kiedy oderwali go od ziemi. Daromir otworzył oczy niby wybudzony z głębokiej drzemki. Zamrugawszy kilka razy, spojrzał z zaskoczeniem na otaczające go zaniepokojone twarze. Jego własna odmieniła się, z wyrazu zdziwienia i nieświadomości na nierozumiejące zmieszanie.
Tata? Co się stało? Gdzie my jesteśmy?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 29 sty 2023, 22:33

Lasota nie skomentował wzmianki o oczach synach, ponieważ był zbyt przejęty jego aktualnym stanem. Na szczęście, świadomość Daromira powróciła, a wtedy spojrzenie wojownika złagodniało, lecz dalej zdradzało zmartwienie. Pytanie białowłosego wywołało krótkie zdziwienie, jednak zanim odpowiedział, musiał opuścić towarzystwo strażników.
— Dziękuję za pomoc — odrzekł. — Dalej już sobie poradzimy. Niechaj wam bogowie sprzyjają.
Wielomir kiwnął głową na podziękę, a potem podniósł opuszczoną pochewkę, żeby wsadzić doń nóż. Upewniwszy się, że niczego innego nie zgubili, chłopak wraz z ojcem oddalili się paręnaście kroków od murów i bramy. W zaułkach Lasota przykucnął przy Daromirze, aby wytłumaczyć mu zdarzenie.
— Wleźliśmy na mury. Patrzyliśmy na łunę i przecinającą ją błyskawice. Odleciałeś. Zacząłeś gadać w obcym języku — próbował przedstawić sprawę swobodnym głosem, lecz mimowolnie nacechował wypowiedź zdziwieniem zmieszanym wraz z poddenerwowaniem. — Daro, nie było ciebie — dodał, patrząc synowi w oczy. Nie wiedział jak mówić o tym zdarzeniu.
— Co pamiętasz? Coś czułeś? Przed zaśnięciem? — Zapytał spokojniej, oddając nóż synowi.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 30 sty 2023, 22:37

Strażnicy pożegnali ich i odprowadzili spojrzeniami, nie zadając przy tym zbędnych pytań.
Daromir, wciąż skonfundowany niedawnym zajściem, podążył za ojcem. W zaułku wysłuchał relacji Lasoty. Usłyszawszy ją oraz wyczuwając zdenerwowanie w głosie ojca, zrobił wielkie oczy, samemu wydając się przestraszony nie na żarty.
Ja… Patrzyłem na niebo… Iii zrobiło mi się ciepło… A potem leżałem na ziemi i stałeś obok… I dwóch ludzi w hełmach tak samo… — opowiedział, trochę się przy tym jąkając i powstrzymując drżenie górnej wargi. — Przepraszam tata, nie chciałem.
Chłopak, z wyraźną ulgą odebrał od ojca nóż. Uspokoiwszy się nieco, podniósł na rodziciela spojrzenie swoich czerwonych oczu.
Tata, co mi jest?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » wczoraj, 12:33

— Nie przepraszaj. Nie miałeś nad tym kontroli, to nie twoja wina — odrzekł spokojnej, ale dalej w przejęciu.
Wyjątkowa cisza zapanowała, bo Daromir nie usłyszał odpowiedzi na swoje pytanie, nie od razu. Świat nie lubił pustki, więc wkrótce odgłosy miasta wyostrzyły się, gdy dorosły w milczeniu spoglądał przed siebie. Bił się z myślami, bo wiedział, że jego następne słowa odcisną piętno na młodym Wielomirze. Lasota mógł zrobić tylko jedno: wyjawić prawdę.
Spojrzał synowi w oczy. Przykucnął, żeby rozmawiać z nim na równym poziomie.
— Upadłeś. Spałeś, ale mówiłeś. I nie mówiłeś swoimi słowami, a cudzy głos wydostawał się z twoich ust — relacjonował wydarzenia spokojnym głosem, robiąc pauzy i powtarzając się, żeby jego syn mógł zrozumieć swoją sytuację. — Ten głos mówił niezrozumiałym językiem, mieszał naszą mowę z jakimś bełkotem. Kiedy skończył, zacząłeś drżeć tak, jakbyś w z lodowatej wody wylazł. — Nie określał konkretnie przypadłości dziecka, dlatego opisywał to, co widział. Podświadomie wiedział, jak nazwać przypadek Daromira, ale za żadne skarby nie chciał używać tego słowa.
Wziął oddech, przemielił żuchwą kilka razy, zwilżył usta językiem. Kontynuował trudne sprawy.
— To już drugi raz odleciałeś. Ostatnim razem było w lesie, jak uciekaliśmy, w czasie burzy. Aby dowiedzieć się, jak ci pomóc, potrzebujemy pomocy czarodzieja. Dlatego pracujemy dla tej panny i jej matki, Trevedic. Bo obie są w stanie zaoferować nam dojście do takiego specjalisty.
Złapał za ramię syna.
— Ale ty też musisz pracować, Daromirze — zaczął do niego mówić jak do mężczyzny. — To się więcej nie może powtórzyć. Nie może być tak, że jakieś cholerstwo przejmuje nad tobą kontrolę. Walcz z tym, daj temu w pysk, nie daj sobie w kaszę dmuchać. Jak poczujesz to niesamowite ciepło, mów o tym. Skoncentruj się na tym. Zwalcz to. Rozumiemy się?! — wydał rozkaz, chociaż zdawał sobie sprawę jak to brzmiało. Musiał chociaż czuć namiastkę kontroli i przebywać w perspektywie sprawczości, gdyż inaczej oszalałby.
Po przemowie, dali sobie chwilę na odetchnienie. A potem ruszyli na ulicę Koronną, pod monument Viduki. Czas powrócić na tory zlecenia.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław