Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 12 mar 2023, 10:48

Łysy szlachcic zmrużył oczy w reakcji na słowa krasnoluda i paskudnie się uśmiechnął, ukazując pożółknięte kły. Zamykał dłoń w pięść, po czym rozluźniając ją, otwierał. Mordercza intencja zabłysnęła w jego oku.
— Pozostanę tutaj — stwierdził spokojnie, wwiercając prowokacyjnie wzrok w ślepia karła — I wypiję, skoro mój kompan was zaprosił.
Zasiadłszy do stołu, w milczeniu skinął z aprobatą głową na wzmiance o wódce, a potem, patrząc się dłuższy moment na zawartość pucharka, jakoby bijąc się z myślami, walnął kolejkę. Potem od razu spożył przystawkę, jakoby odzwyczajony od picia alkoholu.
— Istotnie, ciekawa — zawtórował niechętnie — Jeszcze takiej nie widziałem.
Słuchał opowieści z dziwnym wrażeniem, jakoby sytuacja ta była mu znana, a sama relacja z krasnoludem, pomimo widzenia go pierwszy raz, została już wykuta niesamowitym przypadkiem. Jednakże, gdy Lasota koncentrował umysł na przypomnieniu sobie tego fenomenu, zabolała go głowa.
Postanowił to zapić.
— Ugh, dobrze wchodzi — stwierdził bardziej do siebie, niżeli towarzystwa. — Wracając do tematu roboty, jest jeszcze kilka ciekawych ogłoszeń. Gdy dopełnię obecnych zobowiązań, przyszykuję się na renegata. Ale nie samemu — spowolnił tempo mowy, zaczął się zastanawiać na głos. — Bowiem przewidzisz, jak zachowa się wojownik. Patrzysz na jego ruchy, postawę. Ścieracie się, technika wespół z mocą ciała walczy przeciw drugiej, jak najbardziej można to wyczuć, porównać. A z magami? Gdy zaczyna mruczyć pod nosem i macha łapkami, to bogowie tedy rzucają monetą. Nie przewidzisz czaromiota. Dlatego potrzebna byłaby kompania — dokończywszy, zerknął na krasnoluda, przez chwilę się zastanawiając.
— Jest jeszcze ta niesamowita łuna, która spowija wieżę... — znowu rzekł do siebie, urywając wątek, nim ten się porządnie rozwinął.
Refleksję przerwał mu widok przybycia jeźdźców. Zignorowawszy zaproponowany zakład przez brodacza, Lasota zaczął zgoła inną rzec.
— Kent, jak się zowią nasi zawodnicy? — Zapytawszy, uważnie obserwował jeźdźców, poszukując wśród nich Frentza, dlatego skupiony wzrok Wielomira śledził nieznajomego w hełmie z maską.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 15 mar 2023, 2:30

Kaedweńska wódka okazała się być zimna i przejrzysta by górski kryształ. Pito ją schłodzoną, ale nie za bardzo, by nie zabić jej smaku. Lasota, który miał w swoim życiu kosztować podobnego specjału, nie zawiódł się jego jakością. Znać było, że wyszła z porządnej gorzelni, nie bimbrowni. Joreg, kosztujący trunku po raz pierwszy, znajdował w nim więcej podobieństw do wyrobów ze swoich rodzinnych stron niż różnic. Wnioskując z koloru i barwy, musiano rektyfikować ją z użyciem fachowej aparatury, żadnych tam ofajdanych glinianych kotłów i beczek. Ludzie może byli na tym Kontynencie przybłędami i odstawali od nich techniką, ale napitki takie jak ten należało wpisać na listę rzeczy, które jako tako im wychodziły.
Pomimo tego, proponujący im poczęstunek Kenton Heckl zdecydował się na trójniak. Mężczyzna nachylił się lekko, by przyjrzeć się zaprezentowanej mu tarczy, ale nie potrzebował do tego rąk, z których jedna była akurat zajęta kubkiem z miodem. Oglądał bez dotykania, śledząc wzrokiem artystycznie inkrustowany wzór uczyniony na idealnie okrągłej powierzchni.
Ofir to zamorski kraj — skomentował, prostując się po zakończonych oględzinach. — I tyle mi o nim wiadomo. Natomiast tarcza istotnie wygląda na lekką i wytrzymałą. W sam raz do pojedynków. Albo na konia.

Czysto hipotetycznie — podjął Kenton, ponownie zwracając się do krasnoluda. — Za ile byś ją sprzedał?
Spełnili krótki toast bez słów, pijąc w myślach za nadchodzącą gonitwę. Lasota poruszył kolejny temat, który zainteresował Heckla. Jak się okazało, słyszał o sprawie przywołanego przez Wielomira renegata. Nie mógł również nie słyszeć o łunie, która objawiła się niedawno nad terenami pobliskiej Akademii. Ale tej ostatniej sprawy zdecydował się nie skomentować.
Nie przewidzisz — zawtórował przebranemu wojakowi, z pełnym powagi namysłem, sięgając do wspomnień młodości. — Ale jeśli go podejdziesz i skłujesz, zakrwawi zwyczajnie. Trafisz obuchem w czerep — pęknie jak każdy inny. Ale w tym cała sztuka. Żeby podejść.
Dlatego uważam — odchrząknął, zapiwszy suchość w gardle trójniakiem. — Że na czarownika nie masz jak łucznik. Strzała potrafi sięgnąć szybciej niż gusła.
Pomilczeli przez chwilę, robiąc sobie krótką przerwę, by wypić i zakąsić. Pod Viduką zrobił się tumult. Krasnolud zawołał na pajuków, domagając się zydla. Pajucy spojrzeli po sobie, a słyszący prośbę Kenton na krasnoluda dziwnie. Koniec końców prośba brodacza została olana. Można było spekulować czy przez jej niedorzeczność, czy rasizm. Sytuacja nie okazała się jednak tak zła, jak przypuszczał. Krasnolud widział po zmroku lepiej niż pozostali, a niektórzy z zawodników pojawili się, jadąc wierzchem, co ułatwiało im wypatrzenie ich z daleka, a pozostałych kiedy tłumek wokół nich zaczął rzednąć.
Zagajony o tożsamości zawodników Hecklowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Stanąwszy obok wiarusa, zaczął opowiadać o każdym, w kolejności, w jakiej się zjawiali.
Ten pierwszy, niebiesko-żółty z podkową na piersi. To Lenard Ardif, Strzemiennik spod Creigiau. Mały, lotny, lekki jak piórko, z budowy jak zrobiony do siodła. W regularnych podmiejskich gonitwach jest zwykle pewniakiem, ale po raz pierwszy widzę go na miejskiej. Jeździ ostro i lubi ryzyko. Jego wierzchowiec tak samo lekki i gorącokrwisty jak on, powiadają, że pełnokrwisty „cintryjczyk”.
Cudak w hełmie — Kenton wskazał ruchem brody na taksowanego przez Lasotę jegomościa, który nawet na moment nie rozstawał się ze swoją przyłbicą. — Przezywa się „Jeździec z Tigg” i nigdy nie rozstaje się z hełmem. Nie podaje rodu ni miana, wykręcając rycerskim ślubem. Gadają o nim różne rzeczy, ale tak naprawdę to łajno o nim wiadomo. Poza jednym — nigdy nie jest z nim nudno. To cholerny magik w siodle i nie raz zaskakiwał, wychodząc na czoło ze zdawałoby się beznadziejnej pozycji. Zastanawiam się tylko, jak on zobaczy cokolwiek po ćmoku przez tę zasłonę. Ten jego siwek to półkrwi redańczyk..
Krótko golony jadący za nimi — Kenton skwitował pojawienie się szerokiego w brygantynie lekkim uśmiechem. Trudno było stwierdzić, czy był to uśmiech aprobaty, czy raczej złowróżebny. — Toivo Axt. Wzięty oprych, choć przecież z dobrego rodu. Agresywny i nieprzewidywalny, potrafi być groźnym przeciwnikiem także na torze. Jeździ na twoim rodaku, Lasota. To jest bojowym kaedwenie.
Widzicie tę kobietę? — Ani Lasota ani Joreg nie mieli problemu z dostrzeżeniem wskazywanej im właśnie niewiasty. Zawodniczka nie dość, że wzrostem przewyższała przeciętnego męża, to jeszcze nie schodziła z siodła. Oglądając jej smagłą cerę i gruby warkocz Joregowi przypomniał się „Złoty Korab” razem z urzędującymi „Harpiami”. — Niejaka Rondedaenth. Cudzoziemka, jak możecie się domyślać, bodaj Zerrikanka. Z charakteru i umiejętności profesjonalistka. Potrafi zachować zimną krew, jeździ szybko, ale czysto. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miała jakiś wypadek, choć w gonitwach przecie o nie łatwo… Co zaś się tyczy jej konia, nie mam pojęcia co to za bydlę, ale w biegu jest niezmordowane. Przehula galopem przez całą trasę i nawet się nie spoci.
Kolejna niewiasta wśród zawodników — zwrócił ich uwagę na nie więcej niż czterdziestoletnią blondynkę ze związanymi włosami ubraną w męski strój do jazdy. — Riva z Kotar. Moja rodaczka i równa babka, znam ją osobiście. Kiedyś parała się handlem, potem krótko hodowlą, a ostatnie lata spędziła w sporcie, dochodząc do zawodowstwa. Ma łeb na karku i zmysł do jazdy, wie kiedy odpuścić i wyczekiwać dogodnej okazji, co zapewniło jej już w przeszłości wysokie miejsca na podiach. Ta wychuchana bułana klaczka, którą prowadzi to Ćwierka, temerski goniec.
Zawodnicy gromadzili się u stóp Viduki z jendorożcem, wymieniając między sobą pozdrowienia, a niekiedy nawiązując krótkie rozmowy. Gwar i podniecenie zgromadzonych wzmogło się na moment. Podpierająca ściany służba ruszyła się, by rozdać kolejną porcję pełnych pucharów i półmisków z przystawkami.
Brakuje jeszcze kilku, którzy mieli być — zastanowił się w głos Heckl, wyciągając szyję, by lepiej widzieć kolejnego, właśnie nadciągającego jeźdźca. — Hmm, ale tego czerwonego to widzę po raz pierwszy…
W przeciwieństwie do Lasoty, który z miejsca rozpoznał młodego rycerza w czerwonym płaszczu, wskazanego mu przez Daromira krótko po ich wizycie pod studnią.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 15 mar 2023, 12:09

Reakcja pokojowców na chamstwo krasnoluda nie zdziwiła Lasoty, który westchnął zirytowany. Dlatego zerknął wprost na personel, uśmiechnął się do nich niezręcznie, a potem gestem głowy przeprosił za zachowanie kompana od flaszki.
— Nie róbcie siary — zwrócił się do pokurcza. — I proszę, nie zaczynaj z ględzeniem o prawie przebywania. Za prostactwo to kopa w dupę, niezależnie od rasy — przemówił poważnie, ale, niespodziewanie, do głosu wdarło się drżenie. — To wydarzenie wymaga wysokiego poziomu obycia, klasy osobistej... Bycia świecą kultury! — Nagle zaśmiał się, w ostatniej chwili powstrzymując ryk rozbawienia. Zdawszy sobie sprawę, jak to absurdalnie zabrzmiało w jego ustach, sam sobie poprawił humor. Przesunął pucharek w kierunku Kenta, a potem zapukał palcem wskazującym w puste naczynie, dając sygnał do polania wódeczki.
— Stonuj się, za głośny jesteś — dodał już zupełnie szczerze.
Wkrótce Heckl przedstawił zawodników, ale Wielomir, z humorem doprawionym alkoholem, postanowił wzbogacić wypowiedź kolegi.
— Creigiau — zasmakował nazwę w ustach, zupełnie tak, jakby przywoływała dobre wspomnienia. — Byłem tam wraz z moją kompanią. Kupiłem sobie wtedy niezgorsze kaftany. — Opowiadał, spokojnie gestykulując prawą ręką, lewa trzymała pucharek. — Chyba w pięćdziesiątym–którymś zawitaliśmy w tej mieścince. Poza ciepłymi strojami, udało nam się zwerbować paru rekrutów. Część z nich to same ciamajdy były, jedynie drwale do czegoś się nadawali, ale muszę przyznać, że fach tkacki wypijali z mlekiem matki. Za Creigiau!
Walnął kolejeczkę.
— Tigg. Cintra — wyławiał kolejne wspomnienia, tym razem ponuro. — Sześćdziesiąty szósty. Zły okres dla mnie, zły dla kompani, za monety zaprzedaliśmy godność — opowiadał smutno. — Był tam taki jeden, rycerzyna. Prawdziwy patriota, który prędzej oddałby życie za koronę i wolność, niżeli pochyliłby kark czarnym. — Spojrzał pomiędzy słuchaczy, widząc za nimi obraz dlań niewidoczny, zaklęty jeno w wyobraźni i przez nią zrodzony. — Czasem przychodzi zapłacić najwyższą cenę za ideał. Czy warto? Bogowie ocenią.
Kiedy padło na Zerrikanię, Lasota nie powiedział nic, lecz słuchał z ognistym zainteresowaniem. Pasja pojawiła się w jego oczach.
— Zerrikanka? Profesjonalistka? — powtarzał jak głupek za Kentem. — Brzmi dobrze! Ciekawe, jakie są Zerrikańki i wyczuwam okazję do zapoznania się...
Informacja o kolejnej kobiecie sprawiła, że czarny weteran puścił oczko drugiemu weteranowi.
— To ciekawe, że znasz imię jej klaczy. Czyżby mieliście okazję do zapoznania się z panią Rivą? — celowo powtórzył swoją kwestię, śmiejąc się pod nosem.
Przybycie rycerza wzmocniło czujność Wielomira, który już powstrzymał się od komentarzy. Bacznym spojrzeniem śledził znaną mu postać, przypominało to obserwację jak u wilka oceniającego siły rywala z wrogiego stada. Zabłyszczało mu oko ze złośliwości.
— Zakonnik, od razu widać — pozwolił sobie na śmiałe stwierdzenie. — Pewnie zawitał w mieście wraz z pielgrzymami, chociaż spodziewałbym się go pod bramami świątyni, a nie pod osłoną nocy wśród uczestników wyścigu. To nie jest w ich stylu, żeby brać udział w takich zabawach, więc nie spodziewałbym się tego, żeby się ścigał.
Wojownik zastanowił się przez moment, zauważalna była jego nieobecna mina. Po chwili przemówił:
— No dobra, bawimy się, panowie. Jestem Lasota. — Wyciągnął rękę do krasnoluda. — Wspominałeś o zakładach? Brzmi nieźle. Co powiesz na to, żebyśmy wykorzystali moment i przeszli się razem po zawodnikach, żeby ich poznać, ocenić umiejętności? Wyrobimy sobie zdanie, zanim postawimy pieniądze. Zacząłbym wytyczenie trasy od punktu pierwszego, czyli Zerrikańki. Poznamy się na niej, poznamy jej wierzchowca — zaproponował weselszym głosem w kierunku krasnoluda.
— A potem, we trzech, spotkamy się tutaj i wypijemy następny pucharek.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 16 mar 2023, 14:07

Niedostateczna wiedza krasnoluda na temat przeróżnych ludzkich imperiów sprawiła, że zaliczył gafę w temacie Ofiru. Przyjął więc na spokojnie wyjaśnienie Kentona, lecz już na pytanie o sprzedaż wyszczerzył zęby, najwyraźniej rozbawiony.
— Teoria nie ma tu nic do rzeczy, bo zarówno w tej jak i w praktyce, tarcza nie jest na sprzedaż. — Głupio byłoby robić mężczyźnie nadzieję, jednocześnie mając pewność, że znalezienie drugiego tak wybitnie sklepanego kawałka metalu i drewna mogłoby trochę potrwać. Swoją drogą, wyglądało na to, że Joreg dość mocno przywiązywał się do odbudowywanego mozolnie majątku.
— Wódka, trzeba przyznać, całkiem niczego sobie. Temerską bije na głowę i szyję. — Przyznał po wychyleniu dawki wprost do gardła, uważając rzecz jasna, by ani kropli nie uronić. O wyrobie z Mahakamu nie mówił celowo, albowiem zbyt dużo podobieństw wychwycił w aromacie, a nie zamierzał zbytnio chwalić tutejszych gorzelni.
Po tej czynności, przyszła kolej na przedstawienie swego punktu widzenia ubranemu na czarno, a jak wnioskował z jego późniejszych słów, żołnierzowi lub najemnikowi. Rzecz tyczyła się manier i obyczajów, dla Jorega trudnych do pojęcia. Zażądał zydla, a otrzymał tylko zdziwione spojrzenia, trudno. Wzrok miał dość dobry, więc jeźdźców widział dostatecznie dobrze, przynajmniej póki byli w siodle.
— Świecą kultury, kurważ jego mać. Klasy osobistej, mówisz. Ciekawe, bo większość tego kolorowego tałatajstwa zachowuje się wcale nie lepiej niż oderwany od przerzucania gnoju motłoch. "Krasnolud, patrzcie", mówią, "a brodę ma jak Scoia'tael", powtarzają. I gapią się, jakby zobaczyli zeskakującego z cokołu pomnika, rogatego konia, jeszcze kurwa w paski. Powiem ci, za grosz w was wszystkich klasy i kultury, chuj, nie obyczaje prezentujecie jako ogół i na ogół. Gości, w mieście obcych, a przybyłych z dobrą intencją, wypadałoby grzeczniej witać. Choć w tej materii akurat to do waszej dwójki zastrzeżeń mieć nie mogę. — Należy oddać Lasocie, że podniósł Joregowi ciśnienie, aż mu się na krótką chwilę kolor cery z ziemistej zmienił na bordową. Rzecz jasna nie była to w pełni wina przebranego rycerza, a zachowującej się jak gówniarzeria szlachty, mieszczaństwa, czy też na cokolwiek zechcieli się wewnętrznie ludzie podzielić. Dzielenie się – w czym jak w czym, ale w dzieleniu się na klasy, na lepszych i gorszych, przedstawiciele ludzkiej rasy dotarli do granic perfekcji, choć z pewnością jeszcze nie możliwości.
Po przedstawieniu zawodników przez Heckla i dopełnieniu tejże czynności przez Lasotę, krasnoludzka głowa nieco już ostygła, szczególnie, jeśli w międzyczasie nikt nie zabronił mu pochłonąć kolejnej porcji zimnej gorzałki. Odwiesiwszy w końcu tarczę na plecy, brodacz podjął temat czarodzieja-renegata.
— A i na maga znalazłbym sposób. Dwimeryt, drogi jak pieron, ale jakby takiemu bombkę pod nogi rzucić, wtedy chyba nie byłby zdolny walczyć wedle swoich reguł. — Tak się składało, że Joreg stał się właścicielem wspomnianej bomby, o czym póki co nie wspominał, bo nie było palącej potrzeby.
Zamiast tego, krasnolud wyciągnął dłoń ku górze, w stronę Lasoty, wcześniej ściągając rękawicę. — Joreg. — Przedstawił się krótko i zacisnął sztamę mężczyzny w możliwie silnym uścisku, jakby chciał mu samym gestem przekazać, że nie z byle brodatym wypierdem ma do czynienia, a z krasnalem o zacnej sile zarówno bicepsu jak i charakteru. Jeżeli i Heckl zechciał uścisnąć mu prawicę, Joreg powtórzył rytuał.
— Zaczynasz mówić moim językiem, Lasota. Przyjmuję te warunki! — Zgodził się raźnie na kontrpropozycję Wielomira, Borgerd, po czym jeszcze przelotnie zerknął na Kentona, ciekaw, czy i on dołączy do tej prostej, a w swej istocie pełnej emocji zabawy.
Joreg obrał swój cel, a była nim Riva z Kotar. Nie bez przyczyny, albowiem w introdukcji zawodników landsknecht wspominał, że kobieta zajmowała się hodowlą, najpewniej koni, a przynajmniej tak to odczytał. Co więcej, Borgerd miał okazję przejeżdżać przez Kotar, stosunkowo niewielkie miasto, położone bodaj na skraju wyżyny Dyfnańskiej.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 20 mar 2023, 1:57

Nie tak szybko. — Kenton, spełniający w ich towarzystwie obowiązek podczaszego, oddał Lasocie napełnione naczynie, uśmiechając się półgębkiem do krasnoluda. — Noc jeszcze młoda, miarkujmy siły na zamiary. Dajmy przykład bycia świecami kultury, w opozycji do kolorowego tałatajstwa. A wódka, po sprawiedliwości, może kaedweńska, ale z temerskiego zboża.
A swoją drogą, mości krasnoludzie, to wasze zaplatanie ma prawo brzydko się kojarzyć — dodał nieco poważniej. — Tu, w Kaedwen, ludzie mieli do czynienia z Wiewiórkami od dawna. A to właśnie na taką modłę noszą swoje brody wasi rodacy bijący się w szeregach owych zbójów.
Mężczyzna nie wydawał się być zawiedziony odmową sprzedaży tarczy przez krasnoluda, a z pewnością nie dał tego po sobie poznać. Dygresji Lasoty wplatanych w swoją opowieść słuchał z zainteresowaniem, choć nie komentując, poza dwoma ostatnimi.
Okazji miałem kilka. Pani Riva pochodzi ze stron nieodległych moim. — Również i tym razem Kent świetnie panował nad swoją twarzą, pomimo rubasznej wesołości, która towarzyszyła pytaniu Lasoty. — Hm, zakonnik? Nie wiem, nie wyznaję się na ichniejszych obrządkach, ale skoro tak twierdzisz… Tedy z Lenardem mamy już dwóch. Może nie zarządzą ordaliów przed startem. Choć obecnemu jaśniepaństwu pewnie byłoby to w smak.
Ubrany na landsknechta weteran, odstawił puchar, dołączając do introdukcji.
Kenton. Kenton Heckl — przedstawił się krasnoludowi zaraz po Wielomirze, samemu podając mu prawicę, by za moment zwrócić się do obydwu. — Umiejętności wszystkich uczestników są ponadprzeciętne. Na gonitwy takie jak ta nie biorą z łapanki. Ale jeżeli macie ochotę przekonać się sami i uda wam się dopchać, to zapraszam, chodźmy bliżej.
Nie mieli większych problemów z realizacją powziętego zamiaru. Okoliczności były po ich stronie — zdecydowana większość gości kręciła się koło Lenarda i Jeźdźca z Tigg, pomimo faktu, że ten drugi zdawał się być całkowicie niemy i głuchy na wszelkie prośby czy zapytania. Co jego admiratorom zdawało się bynajmniej nie przeszkadzać. Z kolei Toivo zgromadził wokół siebie nieco mniejszą grupę zdającą składać się głównie z jemu podobnych rezunów i zabijaków. Jak zawsze na sporą grupkę ciekawskich mógł liczyć także debiutujący zawodnik, w tym wypadku wypatrzony przez Lasotę zawodnik, nieznany z imienia jemu ani Kentowi.
Tego, jakie były Zerrikanki, a przynajmniej ta jedna konkretna, rozczesująca właśnie grzywę u swojego niezmordowanego wierzchowca budziła wśród obecnych słuszną rewerencję i ostrożność. Słusznej jak na kobietę postury, była na pozór spokojna, lecz jej oczy — czujne i drapieżne, krążyły po tłumku niby polujący tygrys — czyhając kogo pożreć.
Ubrana była w lekką łuskową zbroję o dziwacznym deseniu, pozbawioną rękawów, a sięgającą bioder. U jej pasa dyndało eleganckie, zakrzywione ostrze zwieńczone stylizowaną na łeb pantery głowicą rękojeści. Pomimo zmroku, wszyscy trzej wojacy z ich towarzystwa nie potrzebowali więcej niż dwóch rzutów oka, by ocenić ją jako faktycznie niebezpieczne narzędzie, nie zaś paradną fidrygałkę. Tak samo, jak jej właścicielkę. Kobieta odwróciła głowę, zamiatając w powietrzu czarnym warkoczem i dostrzegając zbliżającego się ku niej Lasotę. Przerywając na moment szczotkowanie, otaksowała nadchodzącego żołnierza od stóp do głów. Z wyrazu jej twarzy i oczu, nie potrafił się domyślić, czy była to pozytywna weryfikacja pierwszego wrażenia.
Ktoś ty? — zapytała wyraźnie, choć ze skaleczonym akcentem. — Czego chce?
Joreg i Kenton obydwaj wyszli na spotkanie Rivy z Kotar, konwersującą właśnie wesoło ze starszawym, lekko otyłym jegomościem o wyglądzie dobrze prosperującego kupca. Rozmowa, na ile udało im się posłyszeć jej fragmenty, dotyczyła hodowli koni. Zaraz potem odwróciła się, w samą porę, by ujrzeć zmierzających ku niej krasnoluda i człowieka.
Szczupła jak prawie wszystkie ludzkie kobiety, ubrana w prosty, męski strój, z włosami upiętymi dla wygody, była średniego wzrostu i niewyróżniającej się raczej urody. Nie stosowała żadnego makijażu ani ostatnio modnego zabiegu wyskubywania sobie brwi. Pomimo tego w pierwszym odruchu sprawiała jak najlepsze wrażenie. Jej twarz rozpromieniła się na ich widok, podkreślając widoczne w kącikach oczu kurze łapki świadczące o pogodnym z natury usposobieniu, dzięki któremu z pewnością nie mogła narzekać na brak powodzenia — w młodości, a i dzisiaj — pomimo pewnych niedostatków urody.
Ha, no proszę, kogo ja widzę! — odezwała się bez żenady i ceregieli cmokając Kentona na powitanie w obydwa policzki. — Nie wyglądasz już tak mizernie jak ostatnio, kiedyśmy się widzieli, Kent. Chociaż włos, ciut ci poszedział.
Przywitałbym cię kwiatami, ale o tej porze trudno o świeże — przywitał ją Kenton, odwzajemniając uśmiech i zbliżając się powitać również jej wierzchowca, poklepawszy go po szyi. — Dobrze, że i tak za nimi nie przepadasz. Jak twoja Ćwierka.
To nawet lepiej, bo nie miałabym co z nimi zrobić — odparła wesoło, rozglądając się wokół. Jej spojrzenie zatrzymało się na krasnoludzie. — Pięknie tu macie, w tym Ban Ard. Zapowiada się ciekawa gonitwa, chociaż dawnom nie jechała przez… Hmm, przepraszam Kent, czy to twój druh?
To imć Joreg, poznałem go przed chwilą przez wspólnego znajomego. — Kenton przybliżył się, by przedstawić ich sobie. — Opowiedziałem mu jak jeździsz i co potrafisz, więc chciał zobaczyć samemu.
Kenton z pewnością przesadzał — odparła kobieta, skinąwszy krasnoludowi i po męsku wyciągając ku niemu dłoń na powitanie. — Riva z Kotar, miło mi.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 21 mar 2023, 11:19

Po kielonie, wyruszył.
Lasota wykorzystał pretekst zapoznania się z zawodnikami, aby znaleźć dawnego kochanka Very. Dlatego, powoli przemieszczając się ku pani egzotycznego wierzchowca, rozglądał się po ludziach i nasłuchiwał. Kiedy przyszło mu wkroczyć w przestrzeń Zerrikanki, nie przejął się jej oceniającym spojrzeniem. Powitał ją lekkim skinięciem głowy, bo przeczuwał, że przesadna uprzejmość nie zadziałałaby w tym przypadku.
— Wspaniałe stworzenie! — rozpoczął głośną pochwałą. — Nigdy nie widziałem takiego konia. Czy poradzi sobie w miejskiej gonitwie? — Zapytał nieco prowokacyjnie, aby zachęcić rozmówczynię do odpowiedzi.
— Jestem Lasota — przedstawił się twardo. — Zamierzałem pogadać z tamtymi nudziarzami — kiwnął głową ku jakiemuś losowemu zawodnikowi — ale widzę tutaj wojowniczkę z krwi i kości. Cholera, łapy jak bochen chleba, a biceps być może większy od mojego, cha! — zażartował po żołniersku, aprobując w ten sposób aparycję kobiety.
— Co powiesz na to: stawiam na ciebie pieniądze, a potem idziemy się bawić za wygraną.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 22 mar 2023, 13:43

— Z temerskiego? A niepodobne. Znaczy się, operujecie lepszą techniką. — Zakończył na temat wódki Joreg, ale po to tylko by wrócić do frapującego wielu ludzi zarostu.
— Owszem, tak zaplatają brody wiewiórki. Tak zaplatał brodę także ojciec ojca mego ojca i jego ojciec zapewne też, a i mój, bez cienia zwątpienia. Przez wieki wszyscyśmy nosili się jak chcieli, a dopiero potem obesrane gnojki z ciężką głupotą we łbach zaczęły robić tak samo, do tego jeszcze mordować ludzi. Z jednej strony doskonale rozumiem reakcje na mój wygląd, z drugiej niemożebnie mnie to wkurwia. — Wyjaśnił Kentonowi krasnolud, niejako żaląc się na zabieg historycznych wydarzeń w czasach, w których przyszło im obojgu żyć.
Dalej ruszył za Hecklem, czy też u jego boku, przeciskając się przez tłum gapiów i kibiców. W międzyczasie mignęła mu tłuszczy sylwetka kobiety, do której udało się Lasota. Kawał babska, należało przyznać. Aż mu się fantomowy ból w kroku odezwał, dlatego szybko wyrzucił z pamięci przykre wspomnienie, w czym bez wątpienia pomogło towarzystwo nowopoznanej.
— Joreg jestem, z Mahakamu; czy przesadzał? Mi wygląda raczej na poważnego. — Krasnolud zaśmiał się, wcale nie nerwowo i chętnie wyciągnął rękę, by uścisnąć dłoń Rivie. Kobieta, jak odnotował, nie robiła żadnych uwag rasowych, a i nawet nie musiała udawać, że nie jest zdziwiona widokiem krasnoluda w mieście, co w swej prostocie okazało się dla Jorega całkiem miłą odmianą od "krasnoludowania" jego jestestwem na lewo i prawo.
— Słyszałem, że zajmowałaś się hodowlą. Po wyglądzie tej klaczy wnioskuję, że hodowałaś konie. — Jeśli tylko miał okazję, Joreg chętnie pogładził po boku Ćwierkę.
— To piękne i szlachetne zwierzęta, a myślę też, że bez zbudowania z nimi więzi, wiele więcej się na torze nie osiągnie niż porażka. — Przyglądając się wierzchowcowi kobiety, Joreg wydął usta, łapiąc wzrokiem wszelkie szczegóły dotyczące budowy, a co za tym idzie także wieku i stanu zdrowia Ćwierki.
— No, ale z takim wierzchem na pewno przyjechałaś tu po wygraną. Popatrz, tamten w hełmie już zdecydował, że przerżnie. — Zaśmiał się jeszcze Joreg, nie mogąc wyjść z podziwu wobec "Jeźdźca z Tigg", co się będzie po ciemku w hełmie z przyłbicą ścigał.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2023, 23:44

Sprowokowana pytaniem weterana Zerrikanka wyszczerzyła się szeroko.
A założysz się o własne gardło, Nordling? — spytała, gładząc wspaniałe stworzenie po chrapach z czułością, o którą trudno było ją podejrzewać. — Rayavat radzi wszędy dobrze.
Rondedaenth — zdecydowała się odwzajemnić introdukcję, choć nie od razu. Czyniąc to, zadarła dumnie głowę, opierając kułak o biodro. Była wysoka. Co najmniej tak wysoka jak Lasota. I niewiele tylko węższa w barkach.
Wypowiedzianych pod adresem jej konkurentów uwag wysłuchała, mrużąc oczy, od których kącików, przez skronie, biegły ciemne pasy tatuażu kończące się przed uszami. Może nie spodobało jej się to, co powiedział. A może wysilała się, by zrozumieć.
Propozycję postawienia na jej zwycięstwo i wspólnej zabawy zrozumiała bez ochyby, reagując na nią złowieszczym śmiechem.
Co powiesz na to: ty bierzesz swoje pieniądze i wsadzasz ap asal — Niewiasta wyprostowała się dumnie, skracając dystans. Krótka kolczuga na jej grzbiecie zadzwoniła równie dźwięcznie, co złowróżbnie. Wyraz jej twarzy zwiastował, że za moment splunie mu pod nogi. Zamiast plwociny, z jej ust wydobyło się kilka obco brzmiących słów, które melodyką skojarzyły mu się z bełkotem pijanego elfa. — S’e an asgaidh saorsa, wolna wojowniczka, Nordling. Ścigam się dla się, nie dla pieniądz.
Z Mahakamu — zainteresowała się uprzejmie Riva. — Doprawdy, ciekawe.
Hodowałam, istotnie — odparła na zadane jej pytanie, przytrzymując pobudzoną i kręcącą się w miejscu Ćwierkę za uzdę. Pieszczocie krasnoluda, klaczka poddała się nawet chętnie, choć w pierwszym odruchu oparskała go kilka razy, niezaznajomiona z nowym zapachem. — Razem z bratem, póki żył, niech mu ziemia będzie lekką. Potem przejęłam po nim schedę w wyścigach i jakoś się kręci.
Riva jest bardzo skromna — wtrącił się Kenton, uznając za stosowne skomentować. — Ale prawda jest taka, że nie pamiętam, kiedy zajęła miejsce niższe od trzeciego. Podczas rajdu w Gulecie przed trzema laty praktycznie zdeklasowała konkurencję…
Nieco inna formuła i inne czasy. — Amazonka uśmiechnęła się czarująco, skinąwszy Kentonowi na komplement. — Palio to nie do końca moja polewka, ale nie mogłam sobie darować podobnej okazji. Gdyby wszędzie płacili równie dobrze co w Ban Ard…
Zżyłam się z nią, to prawda — potwierdziła hipotezę krasnoluda. — Ale to jeszcze żadna gwarancja sukcesu. Sytuacja na torze jest dynamiczna i nieprzewidywalna, a często przychodzi konkurować z wierzchowcami o rodowodzie, którego nie powstydziłyby się królewskie stajnie.
Słuchający słów kobiety Joreg miał okazję przyjrzeć się jej wierzchowcowi z bliska. Podobnie jak większość typowych przedstawicieli jego rasy — zaprawionych w bojach piechurów, których kontakt z końmi ograniczał się zazwyczaj do kuców i pociągowców, jego pojęcie na temat owych pięknych, szlachetnych zwierząt było raczej ogólne. W porównaniu z innymi wierzchowcami Ćwierka prezentowała się dosyć niepozornie i pospolicie — nie tak smukła i zgrabna jak inne konie, choć nie gorzej od nich zadbana i odkarmiona. Jednakże jej ruchy zdradzały zwierzę bystre i żwawe, które podobnie jak jego właścicielka —z pewnością nie znalazło się tu przypadkiem.
Ach, imć jeździec z Tigg. — Riva odwróciła głowę, dostrzegając zawodnika, o którym właśnie wspomniał krasnolud. — Gdyby to był mój pierwszy wyścig, pewnie przyznałabym ci rację, Joregu z Mahakamu. Ale mi nijak, bo sama widziałam, że zdarzało mu się dokonywać rzeczy niemożliwych.
Mówiłem mu — mruknął Kent, uśmiechając się półgębkiem. — Ale dopóki nie zobaczy się tego na własne oczy, trudno dać wiarę.
W tym samym czasie, zarówno Lasota, jak i stojący kawałek dalej Joreg z Kentonem mogli spostrzec kolejne zamieszanie, które falą szeptów rozeszło się po tłumie. Wyglądało na to, że na miejsce dotarli dwaj kolejni zawodnicy. Jechali strzemię w strzemię, prowadząc ze sobą rozmowę. Obydwaj byli równolatkami — lekko szpakowaci i wąsaci, lecz na tym kończyły się podobieństwa, a zaczynały przeciwieństwa. Pierwszy był dostatnio ubranym, lekko korpulentnym szlachcicem, drugi — tykowaty i wysoki, wyglądał raczej na przedstawiciela gminu, w porywach zamożnego kmiecia lub majstra cechu. Owa różnica stanów zdawała im się nie przeszkadzać, może z powodu długoletniej znajomości, a może z uwagi na egalitarny charakter gonitwy — przynajmniej obejmujący zawodników.
Po jeźdźcach, chociaż z zupełnie innej strony, na plac wkroczyła dwójka pajuków w kabatach, dźwigająca ostrożnie przykryty jedwabną zasłoną kształt, któremu część z obecnych gości przyglądała się, nie mogąc zdecydować jak dzielić uwagę między nim a nowymi jeźdźcami. Kawałek za służącymi, krocząc wyniośle z rękami splecionymi za plecami, podążał jegomość w niebieskim, szamerowanym na brzegach płaszczu z kapturem. Miał pociągła twarz o szlachetnych rysach, podkreślonych starannie przystrzyżoną rudą brodą. Nie wyglądał na zawodnika ani kolejnego przedstawiciela zgromadzonej tu szlachty i kupców.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 24 mar 2023, 20:43

— Rondeldente... Rondendende... Rondo–kurwa mać. — Próbował pod nosem wypowiedzieć poprawnie godność wojowniczki, ale jej imię było na tyle skomplikowane, że Lasota łamał sobie język. Dlatego odpuścił, uśmiechając się przy tym jak nieporadny głupek. Bynajmniej nie zamierzał odpuszczać jeszcze podrywu.
— Najpierw się lepiej poznajmy. Zamiast własnego gardła proponuję miód pitny. Trójniaczek — szedł w zaparte niskim, przyjemnym dla ucha głosem.
Rzucanie mrocznych przekleństw w dziwnej mowie, zły wzrok i mowa ciała sugerująca niechybną zgubę mężczyzny sprawiła, że ten podniecił się jeszcze bardziej. W oczach Lasoty, Rondedaenth wyglądała jak powierniczka nie tylko rozkoszy, ale również śmierci, której blisko on kroczył, być może nawet pożądał.
Zabłysnęły oczy Wielomira z wrażenia, gdy wolna wojowniczka skróciła dystans.
— Co powiesz na to: wydajmy wygrane pieniądze i wsadźmy swoje ap asal do wanny, hm? Brzmi nieźle? Tak na dobry początek znajomości — droczył się z lekkim uśmiechem, tylko czasami zerkając na zakrzywione ostrze u boku rozmówczyni. — Przyjemnie mi się to słyszy, iż poszukujesz chwały. Dzięki niej ludzie przechodzą do legendy, lecz moneta zawsze utrwala ten cel. Pieniądz nie śmierdzi.
Kontynuowałby, jednak spostrzegł przybycie nowych jeźdźców.
— Lubi towarzystwo pospolitaków. Czyżby to on? — powiedział do siebie, patrząc na jednego z przybyszy. — Przepraszam na moment — odrzekł kobiecie.
Inkarnacja Viduki postanowiła zmienić pozycję, aby znaleźć się bliżej domniemanego celu.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 26 mar 2023, 11:59

Pancerny krasnolud pokiwał głową, potwierdzając jeszcze raz swoje pochodzenie.
— W Mahakamie spędziłem większą część życia. Ostatni rok, a może dwa? Mieszkałem w Gors Velen. No, dość rzec, że bywało się tu i tam. — Wyjaśnił jeszcze, wyczuwając nutę zainteresowania w głosie kobiety. Dalej głównie słuchał, ale uważnie. Z racji dość gęstego zarostu może było to słabo widać, ale na wspomnienie śmierci brata Rivy, Joregowe wargi ścisnęły się na krótko w wąską kreskę. Jedynym wyrazem kondolencji jaki padł z jego strony, było potwierdzające skinienie głowy na słowa traktujące o lekkości ziemi.
— Też prawda, samą więzią wyścigu się nie wygra. Potrzeba jeszcze umiejętności, a tymi jak słyszę także dysponujesz. — Jeśli wierzyć Hecklowi, którego praktycznie nie znał.
Nieprofesjonalne oko Jorega zdołało dokonać podstawowego oglądu Ćwierki. Borgerd oczywiście zdawał sobie sprawę z braku dostatecznej wiedzy na temat koni, lecz odkąd opuścił wnętrze góry Carbon spodobały mu się te zwierzęta, toteż zerkał na nie z czystej ciekawości i choćby z prostego porównania snuł swoje wnioski – nie raz i nie dwa wnioski te bywały błędne.
Co jeszcze mocniej przykuło uwagę krasnoluda, to fakt, że w temacie Jeźdźca z Tigg, i Riva potwierdziła słowa Kentona. O ile początkowo nie chciało mu się wierzyć Hecklowi, to doświadczenie samej zawodniczki przemówiło doń nieco bardziej.
— Jest jeszcze czas do rozpoczęcia? Zainteresowaliście mnie, zamieniłbym z ów Jeźdźcem z Tigg dwa słowa. — Brodacz oderwał wzrok od rozmówców, by zobaczyć co tak na dobrą sprawę się dzieje, na co reagują zgromadzeni. Jak mógł się domyślać, dojeżdżali kolejni zawodnicy, tym razem wspólnie choć w mocno zaznaczającym się kontraście. Szybko okazało się, że nie tylko zawodnicy zmierzają na plac.
— A to? Co tam się dzieje? Znasz tych dwoje? A tamci co niosą? Zaiste, u was, ludzi, na nudę narzekać nie można. — Mnogość pytań jakie zadawał mogła się okazać przytłaczająca, a wręcz męcząca, lecz w tym wypadku ciekawość nie dawała mu spokoju.
Ze swej niskiej perspektywy Joreg raczej nie dostrzegał wielu szczegółów, choć w zapadającym mroku i tak widział o wiele lepiej niż przeciętny człowiek. Z racji poruszenia wydało mu się oczywiste, że trójosobowa delegacja zamknięta przez poważnego jegomościa musiała być znacząca dla tutejszego wydarzenia.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 27 mar 2023, 23:24

Inkarnacja Viduki postanowiła zmienić pozycję, ale pomimo zamiarów, nie udało jej się znaleźć bliżej domniemanego celu.
Uniemożliwiła mu to Rondo-kurwa mać, Zerrikanka o trudnym do wymówienia imieniu, zastępująca mu drogę. Głowę trzymała wysoko, a dłoń na głowicy swojego egzotycznego miecza, mierząc go zimnym spojrzeniem zmrużonych, wytatuowanych oczu.
Subtelne niuanse zmieniającej się mimiki kobiety, kiedy najpierw przekręcił jej imię, a potem ponowił niedwuznaczną propozycję, mogły umknąć jego uwadze. Dodatkowym utrudnieniem było to, że wolna wojowniczka nie zechciała odpowiedzieć mu choćby jednym słowem.
Nadrobiła to teraz, wypowiadając kilka rojących się od samogłosek, skierowanych pod adresem absztyfikanta wyrazów — szybkich i ostrych.
Podobnie szybkie i ostre było to, co nadeszło potem. Lasota, jeżeli dane mu było wcześniej widzieć podobną sztuczkę, to na pewno u nikogo, kto nosił typowy miecz o prostej klindze. Rondeldente dobyła broni szybkim ruchem, który bez zwalniania, w jednym płynnym ruchu przeszedł w cięcie na podlew wymierzone w świeżo upieczonego eleganta.
Lasota nie miał szansy na świadomą reakcję — wyłącznie na wypraktykowany odruch. Błysk obnażanego ostrza postawił go w stan gotowości, zmusił do napięcia mięśni. Rodzące się wycie klingi tnącej powietrze i niezamierzającej na powietrzu poprzestać, dało mu namiastkę do wyzwolenia kumulowanej w członkach energii.
Kawałej dalej i trochę wcześniej, Riva z Kotar dyskutowała uprzejmie ze znajomym Kentonem i nowo poznanym krasnoludem, wyraźnie przedkładając kameralne towarzystwo nad zaszczyty zebranej tu śmietanki Ban Ard.
Byłam w Gors Velen jeden raz i pewnie nieprędko wrócę. Nie przypadło mi do gustu. Za to okoliczne gospodarstwa niziołków… Cóż za malownicza okolica! A drogi i trasa to jak wytyczone pod wymarzoną gonitwę! Naprawdę, Kentonie, koniecznie musisz zasugerować, by któryś z kolejnych wyścigów zorganizować właśnie tam.
Przeceniasz moją siłę sprawczą, Rivo. — Kenton uśmiechnął się lekko na słowa znajomej. — Ale z przyjemnością przedstawię twój pomysł komuś, kto dysponuje odpowiednią wagą głosu w kwestiach organizacyjnych.
Czasu mamy jeszcze trochę — dodał po chwili, odpowiadając na pytanie krasnoluda. — Jak rzekłem, nie wszyscy jeszcze się zjawili. A państwo sponsorzy zapewne zechcą zamienić kilka słów z faworytami i nowymi twarzami.
Zamienić choćby słowo z Jeźdźcem z Tigg nie będzie łatwo — zacichotała Riva, zakrywając usta dłonią. — Może spróbuj po mahakamsku, bo jak dotąd nie odpowiedział nikomu w żadnym innym języku.

To co innego — włączył się Kenton. — Jego sekundant wyjaśniał, że imć Jeździec nie mówi i nie ukazuje twarzy z uwagi na rycerskie śluby lub inszy zabobon. Jeżeli o mnie chodzi, myślę, że to zwykła bujda, która ma przysporzyć mu więcej uwagi. Szlachetnie urodzeni przepadają za takimi chwytami rodem z pieśni o czynach.
Zapytany o nowoprzybyłych, Kenton zmrużył oczy, wyciągając szyję w tym samym kierunku, w którym patrzył krasnolud.
Ten tęgawy szlachetka to von Lanzer. Kiedyś bardzo dobry zawodnik, zajął pierwsze miejsca w trzech kolejnych gonitwach pod rząd. W ostatnich latach zaliczył spady formy i przestał się udzielać. Ciekawe, że zdecydował się wrócić. Kilku stałych bywalców pewnie postawi na niego tylko przez wzgląd na stare dobre czasy. Hmm, ten drugi, wysuszony… Kojarzę go z widzenia, ale nie potrafię sobie przypomnieć…
To Sawa Penhelik, były królewski konny, twój rodak — podpowiedziała Riva, orientując się w tożsamości jadącego w strzemię z von Lanzerem jegomościa. — Jest dobry, nawet bardzo, jak oni wszyscy. Na dłuższych trasach właściwie nie do pokonania. Ale jak dotąd, poza pracą, ścigał się po festynach i tego typu spędach, więc możesz nie kojarzyć.
Oho, najwyższa pora — orzekł Kenton, kiedy krasnolud zwrócił jego uwagę na dźwigany przez pajuków obiekt nakryty zasłoną. — Zaraz się przekonasz. Widzisz tamtego ważnego w płaszczu, który idzie za chłopakami?
Zanim Kenton dokończył opowieść, tłum bliżej pomnika poruszył się. Usłyszeli podniesiony głos i kilka zduszonych okrzyków.
Cholera, co się tam dzieje? — Riva stawała na palcach, by dostrzec cokolwiek ponad głowami nagle zasłaniających im widok gapiów z przodu. — Awantura? Zdaje się, że niedaleko.
Zerrikanka — Kenton zacisnął szczęki, po czym bezceremonialnie przepchał się do przodu, w kierunku miejsca, gdzie zostawili Lasotę. — Cholera, będzie nieszczęście.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 28 mar 2023, 12:11

Kobieta z szablą w ręku stoi, Wojownik czuje zagrożenie. Ciało drży - nieświadome reakcje, Szybkość jego - to jego broń.

Unika śmierci ciosu, Ciało drży - nieświadome reakcje. Szabla w powietrzu - jakby nigdy nic, Szybkość jego - to jego broń.

Śmierć i miłość w jednym ciosie, Ciało drży - jeszcze nie leży. Miłość zostaje na zawsze, W sercu żyje - jakby nigdy nic.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 28 mar 2023, 14:19

Przyjmował do wiadomości kolejne słowa, słuchał wymiany zdań pomiędzy Rivą, a Kentonem, z których wywnioskował, że Heckl musiał należeć do jakichś ważnych osobistości. Kolory ubrań, wzory na nich wyszyte, postawa ani sposób wysławiania się niewiele mówiły Joregowi, co najwyżej tyle, że nie było tu przedstawicieli gminu. Musiał zatem posiłkować się tym co słyszy i wyciągać wnioski, tak też uczynił.
— Skoro sam nie gada, nie będę tracił czasu na rozmowy z jakimś jego pachołkiem. Zaufam waszemu osądowi. — Zadecydował, rezygnując tym samym z zamiaru podjęcia rozmowy z dziwakiem w hełmie. Następnie przyjął introdukcję kolejnych dwóch zawodników, lecz po tym co usłyszał, kiwnął tylko twierdząco głową. Nie zamierzał tracić czasu na kogoś, kto wyszedł z wprawy. Plan się zmienił i Joreg uważniej przyjrzał się chwalonemu przez kobietę Sawie Penhlikowi, zdawało się, że i ten jegomość przybył tu namieszać.
— Ale palio to nie jest długi wyścig? Vortig nie raczył wyjaśnić. — Dopytał jeszcze szybciutko, lecz następujące po sobie zdarzenia nie zwiastowały, by odpowiedź miała paść szybko. Krasnolud nie zdążył nawet potwierdzić, że momentami, gdzieś pomiędzy ludźmi, udaje mu się dostrzec wspomnianego przez landsknechta ważniaka. Uwagę jego, jak i w zasadzie wielu innych, odwróciło zamieszanie przy pomniku.
— To nie ten, jak mu było… To nie ten łysy do niej poszedł? — Wyraził zainteresowanie, sięgając pamięcią niedaleko wstecz, kiedy to Lasotę wyraźnie zaintrygowała kobieta nosząca się z długim, grubym warkoczem, w pancerzu i pod bronią. Zobrazował sobie także, że wspomniany Lasota nie posiadał żadnego oręża, przynajmniej żadnego na widoku.
— Z drogi, ruszaj rzyć! — Zakomenderował tłumowi blokującemu drogę jemu samemu, ale także Hecklowi. Nie czekał jednakże na reakcję, a korzystając ze swej krępej budowy, niskiego wzrostu i opancerzenia, zaczął przedzierać się przez las nóg i dup.

Jeśli udało im dotrzeć się na miejsce dosyć szybko, Borged zamierzał ocenić, lecz nie szansę obojga walczących, a tylko zamiary Zerrikanki. Zwracał uwagę, czy mierzy w witalne punkty mężczyzny, miarkując na odebranie mu życia, czy też próbuje jedynie zaznaczyć swoją przewagę jakąś powierzchowną raną, z której człowiek mógłby ujść z życiem.
Krasnolud nie nawykł do wkładania rąk między framugę, a drzwi, lecz z drugiej strony bolesne doświadczenia z przeszłości sprawiły, że czasami nie potrafił przejść obojętnie. Szczególnie mierziły go zachowania, wedle których zadawano ból lub śmierć wyłącznie na pokaz, a działo się tak niezwykle często w przypadku, gdy jeden z walczących pozostawał nieuzbrojony. Sytuacja, jakiej miał zostać świadkiem należała właśnie do takich, a Lasoty choć niemal nie znał, to nie mógł też rzec, że wódki razem nie pili.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 01 kwie 2023, 1:13

Kierowany odruchem najemnik uskoczył w tył i zachwiał się, z trudem łapiąc równowagę. Nie poczuł bólu. W ogóle nie zarejestrował momentu trafienia inaczej niż jako błysk i świst klingi. Ustawszy na nogach, spojrzał w dół, przyglądając się swojej piersi.
Przód kaftana króla Dezmoda został rozcięty z nieledwie chirurgiczną precyzją, samym końcem pióra egzotycznej szablicy. Nie pamiętał, kiedy kobieta obróciła broń, ale musiała uczynić to bez ochyby — rozcięcie, pomimo początkowego kierunku ostrza, biegło w poprzek piersi Lasoty, odsłaniając kawałek ciała.
I cienką, czerwoną kreskę na nim, zaznaczoną kilkoma kropelkami krwi. W swoim życiu Lasota miewał do czynienia z kotami, które zadrapały go głębiej. Zerrikanka splunęła mu pod nogi, chowając ostrze do owiniętej cętkowaną skórą pochwy.
Następnym razem stracisz nos, łysa pizdo — oświadczyła, po czym łapiąc Rayavat za uzdę, ruszyła przez rozstępujący się przed nią tłumek. Było to jej najlepiej wypowiedziane do tej pory zdanie we Wspólnym. Przypuszczalnie nie użyła go po raz pierwszy.
Wszystkie oczy spoczęły na nim. Większość z kłujących go zewsząd spojrzeń wyrażała zdumienie, połączone z otwartymi gębami niektórych panów i urwanymi ochnięciami paru dam. Kilku ciekawskich bez żenady wyciągało szyję, by lepiej widzieć. Pragnący uchodzić za dystyngowanych odwracali głowy z niesmakiem, często po to, żeby ukryć pojawiające się na twarzy szydercze uśmieszki. Toivo Axt i jego koleżkowie ryczeli całkiem otwarcie, bez kompleksów, bijąc się po udach i wskazując go sobie nawzajem. Lenard Ardif aż wlazł na siodło, żeby zorientować się w powstałym zamieszeniu, ale nie był w połowie tak wścibski jak nieznany Lasocie z imienia wystrojony bażant w dwukolorowych nogawicach, który wręcz przepchał się do przodu, by gapić się na niego jak na afę w zwierzyńcu.
Oho, Ofelia się wścieknie — oświadczył, oceniając zniszczenia garderoby poczynione przez krewką Zerrikankę, szczerząc się przy tym od ucha do ucha.
Zanim zdążył zrobić cokolwiek innego, zdyszani, zaaferowani pajukowie otoczyli go ze wszystkich stron.
Proszę się rozstąpić, nic się nie stało — uspokajał gapiów ten pierwszy, podczas kiedy kolega rozpytywał dyskretnie kilka najbliżej stojących osób o detale zajścia.
Sugerowałbym waści przejść nieco dalej — zwrócił się do niego surowo ten sam jasnowłosy, który wcześniej pytał go o zaproszenie. Sekundujący mu kędzierzawy rudzielec, poparł słowa kolegi skwapliwym potakiwaniem, obejrzawszy się przez ramię, upewniając się, czy Rondendende jest dość daleko. — Najlepiej poza teren imprezy. Jak najszybciej.
Odsiecz w postaci Kentona Heckla, torującego mu drogę Jorega i znanej mu na razie wyłącznie z widzenia Rivy z Kotar, nadeszła ani o chwilę za późno. Popychany i lżony przez karła tłumek bluźnił i złorzeczył, ale nikt nie ośmielił się spełnić groźby, po tym, jak jednym pchnięciem obalił tarasującego mu przejście dorodnego grubasa. Grubas, czerwony na twarzy jak rozlane wino plamiące mu cały przód ciasno opinającego bebech kubraka, dźwigał się z ziemi, z furią w oczach wylatując w zgromadzeniu sprawcy uczynionego mu właśnie despektu.
Heckl podszedł do Wielomira, taksując go uważnie.
Mam wołać felczera? — upewnił się, zanim zaczął go rozpytywać. — Mów, co zaszło.
Panie Heckl. Jak rozumiem, ten tu obecny jest tu z waszego zaproszenia… — zaczął jasnowłosy pajuk.
Pan Heckl westchnął pod nosem, odwrócił się do chłopaka.
Tak, zajmę się tym. A któryś mógłby pofatygować się do Zerrikanki i wystosować grzecznościowe wyjaśnienie, żeby nie przyszło jej na myśl zrobić tego, co wtedy, kiedy Kleinhorst próbował się jej oświadczyć.
Jasnowłosy wyłamał palce, spoglądając niepewnie po kompanach. Nikomu z obsługi palio nie uśmiechało się zadanie udobruchania Rondecośtam. W końcu, zdecydowawszy się mężnie wziąć nieprzyjemny obowiązek na siebie, obejrzał się na Kenta.
Trzymam was za słowo, panie Heckl — powiedział, zanim ruszył jak na ścięcie.
Zaczekaj, chłopcze — zaoferowała się, jak dotąd słuchająca kilku relacji gapiów z brzegu Riva, ruszając w ślad za blondynem, który z wdzięcznością przyjął jej towarzystwo. — Znam ją trochę, to łatwiej będzie nam do niej przemówić.
Kto śmiał?! — dopytywał podniesiony, gniewny głos na skraju tłumu pod pomnikiem wybijając się ponad szepty i szum rozmów, odwracając uwagę ciekawskich od Lasoty. — Co za kanalia poważyła się mnie tknąć? MNIE, barona Razboya, pana na Gniłowodach!
Korzystając z chwilowego zamieszania, Kenton odciągnął drugiego wiarusa na stronę, by mogli porozmawiać z dala od wścibskich oczu. Dyskretnie, tylko on, ewentualnie krasnolud. No i nieodstępujący ich na krok bażant w dwukolorowych portkach, ciągnący się nimi jak bezpański kundel za masarzem.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 02 kwie 2023, 16:32

Ulotność życia, jak mgła wśród drzew,
Ból jak cień, co zawsze za nami idzie,
Nieuchronnie nas goni i nie daje spokoju,
Lecz w sercu nadzieja, że kiedyś minie.


— Cholera! — zawył, kiedy zorientował się, co się właściwie wydarzyło. — Jestem na to za stary. — Stwierdził, badając palcem rozcięcie zadane zakrzywionym ostrzem. Odczuwszy lekki ból przy zadrapaniu, uniósł wzrok ku odchodzącej kobiecie.
— Ładnie ucięła, a jak ładnie ćwierka. He, he, he — podsumował głupkowatym tonem, ciesząc się w duchu, że przeżył. Ucierpiała jego duma, a zapowiadało się na to, że ucierpieć miała również kiesa za szkody na stroju.
Lasota dziwnie się poczuł. Jeszcze nie otrząsnął się z wrażenia pozostawionego przez Zerrikankę. Podziwiał jej umiejętności, ale był również nieco zły na siebie, że nie zdążył uniknąć cięcia. Złość wygrała w sercu, więc gniew zawitał w duchu wojownika. Żywił ochotę na mordobicie, żeby się wyładować. Zechciało mu się poczuć ból, także i komuś go zadać. Dlatego, kiedy pokojowcy otoczyli go, weteran zacisnął pięści i rozejrzał się niczym wilk. Szukał najsłabszego, aby obrać go pierwszego za cel. Odezwał się jeden z stada.
— Źle się czuję — stwierdził zupełnie zdrowym, mocnym głosem. — Musisz mi pomóc. Cho no bliżej, synku — zasugerował słomianemu, patrząc na niego niczym kat. — No, syneczku. Chodź tutaj. — Zachęcił gestem.
Na ratunek przybył Heckl, a niedługo później panowie znaleźli się nieco dalej od całego zamieszania. Zanim Wielomir się odezwał, przeszedł się w tę i z powrotem przy kompanie, ewidentnie zdenerwowany i zakłopotany. Otwierał, by chwilę później zamknąć dłoń w pięść. W końcu zatrzymał się, rozkładając ręce.
— Podrywałem pannę — wypalił wprost. — Trochę pożartowałem, trochę pod włosem brałem. A ta, zamiast mnie słowem zripostować, zripostowała cięciem — tłumacząc się podirytowanym tonem, wskazał na rozwalony ubiór. — Krawcowa mnie zamorduje. Niech by to diabli wzięli!
Weteran nie wytrzymał. Odwrócił się gwałtownie ku bażantowi. Doskoczył do niego jak wściekły pies, żeby w następnym momencie złapać oburącz za chabety.
— Sukinsynie!
Spróbował go uderzyć z bani w nos.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław