Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 24 maja 2023, 11:01

Ponura mina nie zeszła z facjaty Lasoty, który słuchając krasnoluda, spochmurniał bardziej. Oparł się na siedzisku, tym samym nieco odsuwając się od Jorega, i splótł dłonie. Cień połowicznie ukrył zmęczoną twarz wojownika, którego jedno oko, nadal uwidocznione w świetle palenisk, skupiło się na rozmówcy.
— Los istnieje — powtórzył cicho. — Jest jak sieć rybaka czy sidła kłusownika — kontynuował nietęgim tonem. — Raz złapany nie zdołasz się wydostać. Nie wiesz, jak to jest. To widać — uznał, kręcąc głową na znak dezaprobaty. — Nie byłeś spętany tak jak ja. Nikt ci władzy nad sobą nie odebrał, nikt tobą zła nie odczyniał — rozwijał niejasną historię. Mgiełka upojenia alkoholowego ograniczyła klarowność przekazu, jednak szlachcicowi to nie przeszkadzało w snuciu ciągu dalszego. — A kiedy byłbyś gotów już zdechnąć, pogodzony z nieuniknionym, bogowie odbierają tedy szansę kapłance, żeby dać ją tobie. Przekleństwo, ale i dar zarazem. Dar... — Urwał wypowiedź, zorientowawszy się, że pucharek krasnoluda jest pusty. Nalał ostatki wódki w naczynie brodatego, a pustą butelkę postawił pod stołem na ziemi.
— Śmiertelnicy nie powinni czarować, bowiem magia jest namiastką bogów. Bogowie są jednią, natomiast my jesteśmy tępi, więc rzucone zaklęcie to w istocie rzut monetą przez bogów — zgodził się, na swój sposób, ze zdaniem Jorega. — Możecie za to wypić. Na pohybel czarownikom zasranym!
Wielomir nie czuł takiego samego zaangażowania, co jego kompan od flaszki, dlatego nie ryczał jak niedźwiedź na widoki z zaczarowanego zwierciadła. Jednak śmiał się, kiedy Joreg uderzał pięścią w stół czy prawie wyciągnął miecz, zauważywszy podłą sztuczkę wykorzystaną przez jednego z zawodników.
— W rzyci mam te wyścigi — wyjawił niespodziewanie, już w lepszym nastroju, jakoby szczeniackie wygłupy nieludzia nasyciły nastrój człowieka. — Słuchaj, mam do ciebie prośbę, Joreg — wypowiedziane imię Lasota zasmakował, prawie przeżuł, jakby wsadzono mu w mordę garść żwiru. — Jestem tutaj, bo szukam pewnego człowieka. Ratiz von Frentz się on zowie. Wygrzmocił on dziewczynę, która nie tylko jest rezolutna i ostra jak brzytwa, to jeszcze należy do rodziny pociągającej za sznurki w tym mieście. Muszę odnaleźć tego biedaka i tak skopać mu dupę, żeby popamiętał to sobie po wsze czasy.
— Sypnę groszem, jeżeli mi pomożesz. Tylko nie wspominaj o tym Kentowi. To jak będzie? Chcecie zarobić, Joreg?
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 24 maja 2023, 17:22

Rozdartemu między obrazami migającymi w zwierciadle, a rozmową, Joregowi trudno było się skupić. Nie chciał jednakże zaprzepaścić szansy poznania kogokolwiek nowego w mieście, toteż nie zignorował Lasoty, a dość chętnie podjął temat – bądź co bądź zagapiony nie w rozmówcę, a wyścig.
— Czyli, że jak? Przeznaczenie nie kształtuje nas od poczęcia? Twierdzisz, że ja w sidła swego nie wpadłem? Albo, że mogę wpaść w twoje? Nie wiem, co takiego cię spotkało, panie Lasota, ani czy wiarą w to co mówisz, zwyczajnie nie kompensujesz sobie niefortunnej doli, niemniej dla mnie to naciągana teoria i gdybym to ja… No gdzie, kurważ, znów?!! MAPĘ! DAJCIE JEJ MAPĘ! Ja go pierdolę! A tak dobrze jej szło! — Nie zdążył zakończyć, ponieważ jego faworytka znowu coś pokiełbasiła. Wyglądało to trochę, jakby wstrzymała konia, nie bardzo wiedząc gdzie gnać dalej, a wtedy cała kawalkada jeźdźców minęła ją pędem. Był wśród nich Jeździec z Tigg, ten wysuwając się ze straconej pozycji w okolice podium, potwierdził plotki o nim krążące. Na to wszystko, strzemiennik Ardif, najwyraźniej w gniewie, wycwałował do przodu pozostawiając konkurencji po sobie ślad w postaci pyłu wzbitego szaleńczym pędem. Niemniej agresywnie jechała zerrikanka i choć zamykała stawkę, to wydawało się kwestią czasu jak wyskoczy parę pozycji w górę. Tymczasem Riva uczepiła się Axta jak rzep psiego ogona, nie mogąc ani mu uciec, ani pozwolić się oddalić. Czyżby na torze chodziło o coś więcej niż tylko wyścig? Niektóre kobiety miewały pociąg do takich zbójów.
— A, niech i czarują. Mnie jedna magiczka rzyć ocaliła, nie tylko mnie z resztą. Na pohybel tym, co złe uroki czynią wypić mogę! — Mimo częściowej niezgody, chętnie uniósł kielich do góry w toaście, a zaraz potem dopełnił go łykiem smakowitej czystej.
— Można mieć to w rzyci, ale przyznać musisz, że widok jest nielichy. Takie cuda, przecież to wcale nie jest złe, ni w calu. No, słucham, słucham. — Obserwował, jak debiutant Reus po imponującym starcie traci kolejne pozycje, przeciwnie do starego wygi Lanzera, który zdawałoby się odnalazł w siodle swoją drugą młodość. Najmniej dla Jorega interesujący był występ Penhelika, który wciąż utrzymywał pozycję w okolicy środka stawki, zupełnie tak, jakby nieszczególnie zależało mu na zwycięstwie w gonitwie. W końcu, kiedy ostatnie słowa Wielomira dotarły przez uszy do rozumu Borgerda, ten odwrócił wzrok nieco zaskoczony.
— Hm, tak czy owak planowałem rozejrzeć się za robotą, ale w ciemno nie wejdę. Wpierw chcę wiedzieć, czemu zależy ci na dyskrecji. Potem powiedz mi coś o tym Frentzie, czy to aby na pewno człowiek, taki jak ty? Wiesz jak wygląda, gdzie bywa lub czym się zajmuje? Jak już mi to naświetlisz, tedy pogadamy o stawce. Odciśnięcie buta na rzycia jakiemuś zwyrodnialcowi brzmi nawet zachęcająco. — Krasnolud wyszczerzył się zupełnie szczerze, jakby perspektywa takiej, a nie innej pracy, przynieść mu miała dodatkową dozę satysfakcji. W oczekiwaniu na szczegóły, dokończył pić co było w pucharku i odstawił go na stół, po to tylko, by zaraz wyrżnąć weń pięścią po raz kolejny i pozwolić naczyniu sturlać się na podłoże.
— Pędem, chyżo Riva! Pokaż no, do kurwy parchatej, na co cię stać! WIO! — Wykrzyczał jeszcze, układając obie dłoni przy polikach, by nadać głosu jeszcze nieco donośności.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 25 maja 2023, 11:49

Gromki śmiech poniósł się z kącika, w którym przebywali wojowie.
— Teorię zostawiam tym rudzielcom w sukienkach — kiwnął głową w stronę maga. — Nie jestem uczonym, nie gadaj do mnie fikuśnie, tylko prosto! Prosto jak marsz, cha! — żartował sobie, aby zamknąć temat przeznaczenia. — Życzę ci w takim razie, kochaniutki, żebyś dalej był kowalem swego losu. — Poklepał bojownika po jego mocarnym ramieniu. — Zdrowie!
Przychylił kielich, lecz zapomniał, że był on pusty.
— Jasna cholera. Wódka się skończyła.
Odstawił naczynie, zdecydowanie niepocieszony takim rozwojem sytuacji. Przez moment popatrzył sobie na żywiołowe reakcje krasnoluda, który bawił się zacnie, kibicował. Krzyczał i ryczał. Prawie swój chłop, bo nieludź, ale spodobał się Lasocie niczym wytypowany pies z miotu, którego zamierzał kupić. Pocieszne, radosne stworzenie, niby najlepszy przyjaciel człowieka, wciąż jednak pies.
Nie skomentował kwestii magiczki, bo Lasota nienawidził każdego magika. Był dla nich prawdziwie sprawiedliwy, bowiem każdemu rozłupałby czaszkę niezależnie od rasy, pochodzenia, płci czy wyznania. Na ich szczęście istniały prawa, dzięki którym mogli czuć się bezpiecznie, a sam weteran zmiękł na starość, jednak zawsze żywił ochotę na przykrzywienie czarowniczej mordy.
— A idź, panie, z tymi lusterkami — machnął ręką. — Mogliby sypnąć w kiesę panienkom, od razu radośniej by było! Bym wziął takie w obroty! — oblizał wargi. — Ach, i to porządnie! Hahaha! — zarechotał, uradowany wizją skorzystania z usług kurew. — Tutaj to wszystko takie wyperfumowane, takie nieradosne, takie drętwe. A klną gorzej od ladacznic — ocenił nieprzychylnie zebrane towarzystwo. — Potańczyć trzeba, wypić, życia zaznać! A nie patrzeć — skupił wzrok na kapłanie — jak ten dziad zasrany. Bym mu sklepał ten krzywy ryj... No, a nie mogę! Nie mogę, bo Kentuś się zdenerwuje! Oj, zdenerwuje!
Wielomir uśmiechnął się, kiedy Joreg zapytał o szczegóły dotyczące spraw lowelasa. Znów człowiek oparł się łokciami o blat stołu, żeby przychylić się ku brodatej facjacie krasnoludzkiej.
Lasota wyprostował palec wskazujący w geście pokarania.
— Wygrzmocił nie tę, co trzeba — kiwał owym paluchem energicznie. — To łomot się srogi należy. Sprawa ma się tak... — Przerwał wypowiedź, bo zobaczył, że kompan skierował uwagę tam, gdzie nie trzeba.
— Złote góry, Joreg! Złote góry za twoją uwagę! — Uderzył srogo pięścią w stół, żeby odzyskać uwagę hazardzisty.
— Wynajęła mnie Vera Trevedic. To córka Vandy Trevedic. Matka jest wdową, przyjęła w spadku po mężu fortunę oraz pozycję. Pomimo braku kuśki, udało się jej wywalczyć najwyższe stanowisko w cechu stolarzy — ton głosu Lasoty się zmienił. Zaczął snuć historię, bo zamiast ściśle przedstawić cele oraz oczekiwania, postanowił gawędziarstwem ukazać rzecz. — Żebyś ty, Joreg, widział, jakie wspaniałe stoły ta kobieta robi. Robota pierwsza klasa, ale to nic, bo pomimo wieku, piękniejsza jest! Większość bab na starość to już prawie chłopi, ale pani Vanda zachowała kobiecość. Jest jak dojrzałe wino, które pije się ze smakiem... — rozmarzył się Wielomir, kiedy wspominał widok pani Travedic od tyłu.
Znów zapomniał, że kielich był pusty. Zirytowany, wyrzucił w cholerę i w dal naczynie.
— To Vera mnie wynajęła, a nie Vanda — niespodziewanie Wielomir zaśmiał gwałtownie. — Jakbym ci powiedział, w jaki sposób zdobyłem tę robotę, to byś padł ze śmiechu. Mogę jedynie powiedzieć, że dopadła mnie przypadłość krasnoludzka i poszkodowałem pewnemu kupcowi monety, więc znalazłem tę pracę od dupy strony. Oj tak, od dupy strony — westchnął, ponownie rozmarzony.
— Córka to jest diablica — natychmiast podkreślił to udawanym, niezwykle poważnym tonem. — Bo tak urodziwa, taka ponętna, że na jej widok jajcom grozi erupcja mocy — palnął wprost. — Psują to typy spod ciemnej gwiazdy, którzy na dzień dobry walą cię w ryj. Skryci w siedliszczu półświatku, co się Salamandra zowie. Podłe to miejsce, nieprzyjazne dzieciom, a i kuchnia taka średnia bym powiedział — popadł w potężną dygresję, ciągnąc historię jak dziad ogniskowy.
— No i, proszę ja ciebie, targuję się z tą młódką — wrócił do sedna. — Ona mi wystawia kartę przetargową: za łysy jesteś, więc do widzenia. To ja na to: a, kij, nie. Sprawdzam cię. Porobiłem groźne miny, trochę pożartowałem jak twardziel, w mordę dałem jej człowiekowi. Zdobyłem tę robotę — wytłumaczył, wskazując na swoich palcach wszystkie kroki, jakie musiał podjąć, żeby zdobyć zlecenie.
— GÓRY ZŁOTE ZA UWAGĘ! — Ponownie uderzył pięścią w stół. — Bo teraz najważniejsze. Widzisz, Vera ma kosę z matką, która chce za wszelką cenę zachować obyczajową reputację, natomiast jej córka ma to w rzyci i działa tak jak ulicznicy. Co ciekawe, obie chcą dobrze dla rodziny, tylko młoda wspiera interes w pokręcony sposób. Młoda krew, dzika krew — mówił już poważnie, patrząc prosto w oczy rozmówcy.
— To teraz wersja Very. Przyjeżdża jakiś szlachciura z Redanii, ponoć szabelką robi zacnie, i czyni despekt naszej dziewczynie. Wiadomo, o co chodzi. Facet jest szatynem, ma wąsa z bródką, lubi towarzystwo pospólstwa. Pajacuje na mieście, nosi się na bogato — przedstawiał wygląd w taki sposób, iż gestykulując dłońmi, niemalże malował w powietrzu. — Widzisz, sklepanie tego gościa może zdenerwować mamę, bo ten cały Ratiz jest z mocnego rodu. I mam teraz konflikt moralny, ale na razie nie idźmy w to, bo ja ci mówię tak. Sto pięćdziesiąt denarów za pomoc w odnalezieniu tego gościa. Klepanie zostaw mnie.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 01 cze 2023, 18:16

Joreg obserwował, ale i słuchał zdradzając pewne zainteresowanie. Rozerwany między wyścigiem, a rozmówcą, odwracał wzrok od zwierciadła na dłużej, gdy Lasota waląc pięścią w stół, sygnalizował fragmenty wymagające szczególnej uwagi.
— Czy ja wiem, jakieś chude te waszy baby, do tego wyciągnięte jak tyczki… Wolałbym takie sprytne zwierciadełko. Patrz! Widziałeś to?!
Krasnolud roześmiał się gromko na widok kóz przekraczających beztrosko wytyczoną trasę gonitwy. Uśmiech szybko spełzł z brodatej twarzy, bowiem jego faworytka nie poradziła sobie zbyt dobrze i po krótkim ataku na czołowe lokaty, ponownie uplasowała się w środku stawki.
— A ten twój znajomy, Kenton, czemu nie może wiedzieć, że pomogę ci szukać? — Historii Wielomira dobrze się słuchało, wojownik opowiadał niezbyt zwięźle, ale też nie próbował zamęczyć go zbędnymi szczegółami. Brodacz z przemowy poznał sporą ilość szczegółów, nie mając jednak zbyt wiele do powiedzenia w temacie meblarstwa, starzenia się ludzkich kobiet, a w końcu na temat samego półświatka, milczał przez chwilę.
— Czyli, że ta Vera ma układy z… jak ich nazwałeś? Salamandra? Zbiry, tak mówiłeś. Tu jest coś nie tak, łatwiej byłoby jej kazać swoim drabom obić drania, niż wynajmować kolejnego. No, ale skoro to sprawy rodzinne, rodziny, która jak mówisz ma mocną pozycję w mieście… — Joreg domyślił się, że chodzi tu o anonimowość obijającego względem obijanego.
— Stary na mecie, już po ptakach, widziałeś? Widziałeś dziada ile ma jeszcze pary w tych spruchniałych kulasach? Pędem, gnaj Riva, gnaj! — Zaraz po tym okrzyku zaklął szpetnie, a resztę komentarza pozostawił już dla siebie. Komentarz ten zdecydowanie tyczył się Axta, od którego to zawodniczka z Kotar nie mogła się uwolnić niemalże od początku wyścigu. Co zdobyła przewagę, to już traciła. I tak w koło.
— Masz konflikt, bo przypodobałeś sobie tyłek matki, a teraz na zlecenie córki musisz obić matczynego faworyta, który to rzekomo wybałamucił córę zamiast matki. Jak na mój gust, nie zamoczysz ani w jednej, ani w drugiej jeśli sprawa ujrzy koniec. — Streścił na szybko Borgerd, obserwując przy tym Lasotę w oczekiwaniu na choćby krótkie potwierdzenie. W międzyczasie drugi z jeźdźców przekroczył metę, tym razem strzemiennik Lenard Ardif w chwale wyszarpał zwycięstwo galopującym za nim rywalom.
— Ten mi się podoba, ma wolę walki. Z kulbaki wypadł, potem tamten kurwisyn omal go nie rozjechał, a teraz patrz. Drugi na mecie, drugi! To jest, kurwa, niepodobne do niczego! — Szczególnie, jeśli porównało się Ardifa do Zerrikanki o niezwykle trudnym do zapamiętania imieniu. Oboje wpadli w nielada kłopoty, jednak to nie ognisty temperament kobiety z egzotycznego kraju, a doświadczenie i skłonność do karkołomnej jazdy Ardifa zdecydowanie przeważyły.
— I tego… Wracając do tematu, to już wiem, jak wygląda ten facet. Skoro lubi otoczenie pospólstwa i nie brakuje mu złota, to chyba wiem też, gdzie go szukać. — Brodacz uśmiechnął się wyraźnie zadowolony ze swego toku myślenia, bezpośrednio odnoszącego się do wydarzeń sprzed samego wyjazdu z Gors Velen.
— Obejdę wszystkie knajpy i burdele w mieście, poszukam tego człowieka, bo i stawka wydaje się uczciwa. Wolałbym jednak nie być w twojej skórze, jeżeli spróbujesz wywinąć mi jakiś głupi numer. — Propozycja Wielomira pachniała łatwo zdobytym zarobkiem, przy tym bez brudzenia sobie rąk, ani nawet wkładania palców między framugę i drzwi. Przy tym łatwym i przyjemnym zleceniu miałby nawet okazję poznać kawał miasta, być może innych nieludzi. Krasnolud zdecydował połączyć przyjemne z pożytecznym.
— O, a teraz Reus… Nie, nie! Nie dawaj się, zajedź mu dro… I już go nie ma. — Konrad Reus, jak na debiutanta poradził sobie nadwyraz dobrze. Krasnolud spodziewał się, że następna na mecie będzie albo Riva, albo Jeździec z Tigg, lecz ponownie źle obstawił. Korzystając z zamieszania i tłoku, Sawa Penhelik gładko minął pozostałych jeźdźców i zakończył na czwartej pozycji.
— No, to żeśmy wygrali, całe gówno. Ha! Niech mnie diabli, jeśli jeszcze kiedyś nie wybiorę się na powtórkę takiego wyścigu! — Gonitwa co prawda nie dobiegła jeszcze końca, ale tłum mógł już eksplodować, albowiem poznano najsprawniejszych tej nocy jeźdźców. Joreg rozejrzał się jeszcze po stołach i przywołał wcześniejszą uwagę Lasoty.
— Flaszka pusta, a i wyścig się kończy. Wypijemy jeszcze? Zostawiłem konia pod Trzema Świerkami, albo Sosnami. Tam będę nocował, a jutro się poszuka tego Ratiza von Frańca. —
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 04 cze 2023, 12:02

Lasota milczał, kiedy słuchał krasnoluda. Kiwał łbem w geście aprobaty, gdy ten komentował zasłyszane słowa w rozmowie, sprowadzając je do esencji. Pomimo początkowej nieufności, mężczyźni jakoś odnaleźli nić porozumienie. Skropionej w wódce, rykom i niemej groźnie rozwalanie sobie mord.
— Bo to jest człowiek Vandy, mój mały, brodaty przyjacielu — odpowiedział na pytanie wprost. — Nie chcę go w to angażować, przynajmniej nie teraz. Jak się dowie, że chcę wyklepać facjatę szlachciurze pochodzącemu z poważanego rodu, z całą pewnością mnie powstrzyma, bowiem on wie, że reputacja rodziny jest ważniejsza od zachcianki córeczki — wykładał temat przy pomocy gestykulacji obu dłoni.
— Salamandra to speluna, gdzie się zbierają goście spod ciemnej gwiazdy — powtórzył spokojnie. Lasota był człowiekiem, któremu powtarzanie się nie przeszkadzało, ba, dawało okazję do dalszego utrzymywania na sobie uwagi. — Tam siedzi córeczka, to jest Vera. Próbuje zachowywać się jak zimny twardziej, trzyma za jaja zabijaków, a nawet, proszę ja ciebie, ma na swoich usługach uczonego w prawie — ponownie odpływał w dygresję. — Twarda z niej sztuka i bardzo szybko się dowiaduje, co w trawie miejskiej piszczy. Mnie znaleźli bardzo szybko, więc trzeba uważać — nie wiedział do jakiego końca zmierzał, dlatego urwał wypowiedź niespodziewanie.
Beknął nagle, a przypominało to eksplozję.
— O, przepraszam. Przyjęło się, cha! — poklepał się po brzuchu.
Na moment ucichł, żeby wysłuchiwać ekscytacji wyścigami. Patrzył na krasnoluda jak na wolny okaz drapieżnika, którego ludzie oswoili do pewnego stopnia. Brodacz był uroczy, lecz jego piękno polegało na niebezpieczeństwie, jakie stwarzał. Wielomir zastanawiał się, czy jeżeli poklepałby tego zwierzaka po łbie, to te urwałoby mu nogę wraz z dupą?
— Dałbyś radę wejść na takiego rumaka, hm? — niespodziewanie zastosował pytanie, w którym obudziła się żywa ciekawość. — Raczej z drabiną jakąś albo trzeba byłoby cię podsadzić? Dzisiaj dałem wycisk mojemu chłopakowi, chyba mniej więcej twojego wzrostu. Próbował się... — złapał się za głowę, zabolało go raptownie. Jakoby przeszukiwanie wspomnień skazywało go na ból. — Nieważne.
Masował się po głowie jakiś czas.
— Mam konflikt, bo jak nakopię do dupy Ratiza, to nawarzę sobie gromkiego piwa — wyjawił. — Jasne, wychędożyłbym córeczkę i matkę, najlepiej obie od razu, ale walić je. Babę znajdziesz wszędzie. Mnie chodzi o pewien interes, na jaki się z nimi umówiłem, a ta sprawa, w przeciwieństwie do kobiet, nie jest łatwa. Oj, nie jest — dokończył nieco zrezygnowany.
Złowrogi uśmiech pojawił się na ustach weterana, kiedy krasnolud postanowił być groźny. Wielomir nie należał do ludzi, którzy odpuszczali jakąkolwiek obietnicę krzywdy zastosowanej wobec nich.
— Joruś, mój malutki — rzekł niczym do dziecka — Nie zesraj się, bo będziesz musiał gacie zmienić. Bowiem tedy głupim numerem okaże się znalezienie rozmiaru, który zmieści się na twoją tłustą dupę — zaszydził rozbawionym tonem, ale bardzo uważnie zaczął obserwować długowiecznego. — Spokojnie. Nie zamierzam cię oszukać, ale zważaj. Zważaj na te groźby, bo mam kłopot z utrzymywaniem spokojnej głowy — dodał podirytowany.
— Ja także tam nocuję — wyjawił, podekscytowany wiedzą o lokalizacji noclegu krasnoluda. — Coś tam można sieknąć, ale co? Wódka się nam skończyła.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 04 cze 2023, 14:58

Wyjaśnienie odnośnie Kentona skwitował tylko skinieniem głowy, nie widział potrzeby rozgrzebywania tematu, którego istotę rozmówca zawarł już w pierwszym zdaniu. Nieszczególnie także przeszkadzało Joregowi nazywanie go "małym brodatym przyjacielem", wydawało się, że jest to namiastka swego rodzaju sympatii.
— Aaa, speluna. No widzisz, coś mi się pokiełbasiło. Zatem tej konkretnej będę unikał, podobnie pewnie jak i ten szlachciura. — Wyścig trwał, więc Borgerd jednym okiem wciąż starał się śledzić jego przebieg. Piąty na mecie, Toivo Axt małe miał szanse na podbicie serc tłumu, głównie przez swoje niehonorowe zachowanie. W powietrzu pachniało awanturą, bo na miejscu Ardifa, Joreg wyrwałby draniowi nogi przy samej rzyci.
W międzyczasie padło pytanie o wierzchowca, podszyte dodatkową porcją niejako złośliwych, choć koniec końców uzasadnionych uwag o drabinach i podsadzaniu.
— Nie, nie jeżdżę na nim, ani w ogóle konno. Wolę powozić. Wygrałem tego kaedaena w zakładach, a służy mi jako juczny, mam trochę bagażu. — Wyjaśnił cierpliwie. Co prawda, kransolud bez większego trudu uniósłby cały swój majdan na garbie, lecz w podróży, w przypadku nagłego wypadku mocno ograniczało to mobilność i czas reakcji, toteż posiadanie własnego konia znacznie ułatwiało życie.
— Twój chłopak, mówisz? Kompan jaki? Aaa! — Joreg pacnął się w czoło aż plasnęło. — Mojego wzrostu, znaczy, z latoroślą podróżujesz? I na wyścig nie zabrałeś? Ha! By młody liznął kultury! — Brodacz uśmiechnął się półgębkiem w chwili, kiedy przez metę przegalopował najpierw Jeździec z Tigg, a dopiero za nim Riva z Kotar. Jej skromność przed startem wydawała się zachowawcza, a może po prostu brakło jej pewności siebie? Jakby nie było, żaden z rozmawiającej dwójki nie dokonał słusznego hazardowo wyboru.
— Na co się z nimi umówiłeś, to nie moja rzecz. Zachowaj przyzwoitość w umowie między nami, reszty nie dociekam. — Być może dosyć niespodziewanie, ale szyderstwo Lasoty niezmiernie rozśmieszyło krasnoluda. Joreg zarechotał, przetarł polik pod okiem wierzchem rękawicy i złapał głębszy oddech.
— Masz gadane, a to dobre! Ha! Ja ci wcale nie grożę, panie spięty, a naciągnięty jak cięciwa przed strzałem. Ja lojalnie ostrzegam, bo widzisz, swego czasu byłem członkiem kompanii handlowej. Głównie robiłem w obstawie, ale trochę widziałem, a słyszałem jeszcze więcej. Pięknych słówek, zachęt i obietnic, z których później dyvvelsheyss wynikało. — Podirytowanie Lasoty nie umknęło jego uwadze, a sam szlachcic powinien zauważyć, że krasnoluda niezbyt wybił z pantałyku. W interesach padały różne słowa, rozmaite deklaracje, czasami bywało nerwowo, lecz do takich sytuacji brodaty karzełek przywykł już dawno i o ile ktoś celowo nie godził w jego godność, wtedy przyjmował podobne uwagi spokojnie. Zamiast rozwodzić się nad naturą groźby i ostrzeżenia, które faktycznie mogłoby wyprowadzić Lasotę z chwiejnej równowagi, brodacz przeszedł do tematu bardziej interesującego ich oboje.
— No, skończyła się. Tutaj. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że pod tymi trzema drzewami nie serwują gorzałki? Wyścig zakończony, siedzieć tutaj chyba nie ma sensu, wszak i tak już noc. Wróćmy do gospody, walnijmy jeszcze na dobry sen, coś zakąsimy, a potem wypoczniemy, hm? Pasuje ci? — Nieco później, bo tracąc od początku spory dystans, na metę wjechała Zerrikanka. Pieron jeden wiedział, czy to aby nie zaczepka Lasoty wytrąciła ją z równowagi na tyle, by zupełnie zapomniała jak obchodzić się z koniem.
— No, i chyba lepiej się oddalić, zanim to babsko się o ciebie upomni. Musiał ją pogromić urok takiego weterana, nogi zmiękły, głowa opustoszała, o i masz. Ostatnia. — Borgerd, nieco rozbawiony, starał się mieć przez krótką chwilę baczenie na amazonkę, zaraz jednak z tego zrezygnował i wyczekująco łypnął na Lasotę.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 05 cze 2023, 23:09

Wspomnienie o latorośli Lasoty wywołało w nim zmieszanie. Na chwilę spoważniał, jakby alkohol z niego wyparował, żeby zerknąć na kierunek, z którego przybył. Grymas zmartwienia odcisnął piętno na jego facjacie.
— Mój chłopak — zaszemrał, otworzył na moment usta, ale zamknął je wraz z niewypowiedzianą myślą. Postanowił nie kontynuować wątku latorośli.
Werwa osłabła w wojowniku niczym płomienie przygaszającego ogniska.
— Wygląda na to, że obaj pracowaliśmy w kompanii — napomknął nietęgim głosem. — Na razie zostawmy naszą przeszłość, nie czas na to. Pomyślmy lepiej, żeby coś jeszcze wypić, bo na trzeźwo nie zdzierżę! Cha! — uzupełnił sucho, sztucznie, na pokaz.
Propozycja wypicia na dobranoc pierw napotkała aprobujące spojrzenie wojownika, lecz ten, zastanowiwszy się, westchnął smutno.
— Jeszcze tutaj zostajemy, a raczyć się możemy winem — zasugerował. — Wino, wódka, miód pitny, jeden pies, byleby walnęło w łeb porządnie! A zostajemy, bo z całą pewnością teraz nastąpi rozładowanie napięcia. Ludzie powygrywali i stracili monety, sam wyrzuciłem w błoto sto denarów — zaznaczył, chociaż pogodzony ze stratą pieniędzy fantazjował o wygranej. — Zacznie się właściwa impreza. Jak Kenton nie pośle nas w te pędy, wejdziemy razem w towarzystwo. Cholera, być może dowiemy się o Ratizie. Bądź mi towarzyszem.
Lasota powstał z miejsca.
— To jak, gotowy na drugą rundę bycia świecą kultury? — zapytał z cynicznym uśmiechem na ustach. — Bo ja tak, na Rondelka też.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 08 cze 2023, 21:24

Jeźdźcy kończyli okrążenie. Stukot uderzających o bruk kopyt nasilał się z każdą chwilą, zwiastując rychły finał całego widowiska. Jako pierwszy jechał stary von Lanzer. Wyliniały lew, lecz nadal lew, opromieniony chwałą, odmłodzony wiktorią, zaśmiał się w przelocie, przekraczając linię mety jako pierwszy. Wstrzymawszy konia, zmusił go do zatańczenia przed spektatorami, którzy nagrodzili jeźdźca gromką owacją. Strzemiennik Lenard, faworyt dzisiejszej gonitwy zajechał jako drugi, krótkimi skinieniami odpowiadając na adresowane ku niemu wyrazy uznania. Wydawał się spokojny i ukontentowany — drugie miejsce na podium nie przynosiło hańby ani jemu, ani jego zakonowi. Bez żalu pogratulował Lanzerowi jego powrotu ww chwale, po czym oddalił się na bok, by oporządzić swojego wierzchowca. W przeciwieństwie do rywala nie lubił atencji. Młody Konrad Reus, pomimo zajęcia trzeciego miejsca, czuł się jak zwycięzca całej gonitwy. Pomimo chęci zachowania pozorów skromności, kraśniał z dumy, a oczy świeciły mu się natchnionym blaskiem, kiedy wznosił je ku niebu, razem z szeptanymi dziękczynnymi modłami. Naturalnie, on również cieszył się uznaniem publiczności. Zajęcie podium podczas debiutu było niemałym osiągnięciem, a z pewnością dobrze rokującym na przyszłość zawodnika. Młody zakonnik z pewnością mógł się spodziewać dzisiaj wielu propozycji sponsorów, którzy chętnie ufundują mu kolejne starty.
Ej, krafnal — słowa, choć niewyraźne, nie pozostawiały wątpliwości co, do adresata wypowiedzi. Zadanej, z pełnymi ustami, przez małpiego grubasa w przyciasnym wamsie, trzymającej jedną dłoń na rękojeści miecza, a drugą na tacy z przystawkami, którymi nawet na moment nie przestawał się zażerać. Joreg kojarzył go już. Sekundent Haszek, nierychliwy, ale jak się zapowiadało, sumienny wykonawca woli swego pana, barona Razboya.
Zapowiadało się tylko przez moment, albowiem zmierzywszy karła od stóp do głów leniwym wejrzeniem głęboko osadzonych w czaszce oczu, dalej nie wyglądał, jakby kwapił się do spuszczenia mu łomotu lub zawleczenia na obiecane ordalia.
Kurwa, jakiś taki duży — skwitował oględziny. Joreg nieczęsto słyszał podobne komentarze na swój temat, a od ludzi chyba nigdy. Było jednak jasne, że gruby nie komentuje jego rozmiarów wzdłuż, lecz wszerz. Dowodząc tym samym, że umie poprawnie oceniać ryzyko. I nie jest taki głupi, na jakiego patrzy.
Suchaj no, krafnal — rzekł, przeżuwając. — Pryncypał kazał mi cię zataszczyć na jakieś wygłupy, boś mu pono wielgi despekt uczynił, a srom. Ciska się, grubas, zjeść w spokoju nie daje. A mię się nie chce ciebie lać. Nie za grosz, co mi płaci. I jeszcze zgagię mam, o.
Czknął i beknął dla zademonstrowania, po czym bez skrępowania i oporu wytarł tłuste palce w spodnie. Zaraz potem przeszedł do meritum.
Pochlapałbyś się barszczem, a jakby spytali to mów, że dostałeś po ryju. Ja powiem staremu, że zrobiłem swoje i zbyte. Co?
Krótko po albo jeszcze zanim krasnolud zdążył udzielić mu jakiejkolwiek odpowiedzi, noc rozdarł krzyk. Właściwie kilka krzyków, w tym jeden kwik rannego zwierzęcia. Ktoś zabluźnił, jakaś dama zemdlała, inni odsuwali się pospiesznie, by płynąca po bruku posoka nie pobrudziła im ciżem i nogawic. Toivo Axt stał pośrodku placu, z obnażonym mieczem, patrząc jak świeża, parująca krew uchodzi z jego wierzchowca, pieniąc się w wypełnianych jamkach między kamieniami, którymi wyłożony był plac. Lenard Ardif popatrzył się na Axta jak na gówno na dywanie, spluwając z pogardą i od złego uroku przez ramię. Riva zakrzyczała z oburzenia, goniec Penhelik pokręcił głową, Konrad pobladł, unosząc dumnie podbródek, a dłoń kładąc na kulistej głowicy miecza.
Ale tą, która zareagowała jako pierwsza, była jak na ironię ostatnia uczestniczka gonitwy. Rondedaenth była już wściekła w momencie, gdy dojechała na metę. Nienawykła do przegrywania ani do kompromisów, potrzebowała dać ujście swojemu wkurwieniu i rozczarowaniu. Zerrikanterment przynajmniej tutaj wysłuchał jej modłów, zsyłając okazję w postaci Toiva, mającego paskudny nawyk rozładowywania swoich frustracji na zwierzętach. Ona zaś, wolała na ludziach. Zeskoczywszy z siodła, wyszczerzyła się szeroko, dobywając miecz z pochwy jednym płynnym pociągnięciem, sztuczką znaną już niejakiemu Lasocie i wszystkim poprzednim absztyfikantom. Szła miękko, kołysząc biodrami, z mieczem wzdłuż ciała. Axt nie widział jej jeszcze ani nie słyszał.
W Rondelku gotowało się. Z oskomy do tego, by po bruku spłynęło jeszcze więcej krwi.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 09 cze 2023, 21:47

Lasota Wielomir masował szczękę bez litości, zastanawiając się jak ugryźć towarzystwo, żeby te zaakceptowało jego bezpośrednią naturę i zechciało wejść z nim w konszachty. Czasami zaciskał szczęki, jakoby próbował zagryźć wyimaginowany, trudny orzech, przez co dzwonił swym uzębieniem. Rozważania wyciskające siódme umysłowe poty przerwał małpolud, człowiek Razboya.
Weteran powstrzymał wybuch śmiechu, kiedy małpa zaproponowała rozwiązania konfliktu pomiędzy Joregiem i szlachcicem. Zamiast wyśmiania, człowiek zerknął w rozbawieniu na towarzysza, sugerując spojrzeniem właściwie, jedyne i skuteczne rozwiązanie tej kwestii.
Rozbawienie zeszło z facjaty dawnego żołnierza, gdy spostrzegł on czyn Axta, który haniebny, przekreślił jego pozycję wśród zacnego grona jeźdźców. Wielomir nie rozumiał nieusprawiedliwionej przemocy wobec oswojonych zwierząt, ale nawet tak haniebny czyn nie usprawiedliwiłby tego, co zamierzała zrobić Rondedaenth. Czcicielka smoków ruszyła na bandytę z obnażonym mieczem, Lasota dostrzegł blask na czubku szabli.
Przypomniał sobie niedźwiedzia. Jego ryk i potęgę.
Zapragnął zatańczyć ze śmiercią, wśród cieni swych kompanów na parkiecie z ich kości.
Bez zastanowienia chwycił dzbanek i miotnął go w kierunku ciemnoskórej kobiety, aby odwrócić jej uwagę od Toivo Axa.
— Zostaw go! — ryknął z całą mocy własnej przepony.
— Daj mi swój miecz. — Wydał srogie polecenie Sekundentowi Heszkowi, patrząc mu prosto w oczy. Na krótki czas cała uwaga Lasoty, jego umęczona dusza i zdeterminowane serce skupiły świadomość na postaci grubasa, ażeby zdominować jego wolę. Po żołnierskiej komendzie, wojownik wyciągnął dłoń po broń.
A potem przeniósł spojrzenie na Zerrikankę, w której ujrzał wilka.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 10 cze 2023, 15:26

Rozmowa z Lasotą urwała się na kwintesencji życia, alkoholu. Niestety, nie chodziło o alkohol serwowany Pod Trzema Świerkami, a cienkie wino rozdawane przez pajuków na placu. Nie musząc rozważać za, ni przeciw, Joreg wzruszył ramionami i zgodził się towarzyszyć Wielomirowi. Po części przez wzgląd na to, że nie miał nic lepszego do roboty, a przecież obiecał Hecklowi przypilnowanie kompana, ale też ze względu na uwagę, że przy łysym weteranie nie można było się nudzić.
— Dobra, rozejrzymy się. Może ktoś będzie miał kaganek. — Krasnolud, za przykładem człowieka podniósł rzyć od stołu, kiedy dobiegł go głos Haszka. Sekundanta barona Razboya nie sposób było też nie zauważyć, oj dostatnio żyć się musiało na Gniłowodach. Wysłuchawszy propozycji, Joreg nie musiał udawać zażenowania. Brodacz popukał się palcem w skroń, patrząc przy tym wymownie na Haszka i odpowiedział mu na chwilę przed tym jak Lasota zażądał miecza.
— Grubasa nazwać grubym, też mi, kurwa, despekt. Powiedz mu, że mnie nie znalazłeś, albo sam się barszczem oblej, ma... — Joreg zamierzał dorzucić kilka obelżywych słów, lecz przerwał mu kwik zarzynanego konia i towarzyszące temu, narastające w tłumie poruszenie. — Co jest, do diabła? — Odwróciwszy głowę dostrzegł scenę: oto gdzieś pomiędzy nogami gapiów, migał mu dogorywający na bruku wierzchowiec Axta, tonący w szerzącej się kałuży krwi. Rondedaenth zmierzała już ku niczemu nieświadomego bandycie, bo tak należałoby kwalifikować Toivo Axta po czynie, którego się dopuścił.
Joreg, najwyraźniej podobnie do Lasoty, nie cierpiał zarzynania zwierząt na pokaz, bez potrzeby. Szczególnie w tym względzie szanował zwierzęta gospodarskie i juczne, toteż złość jaka ogarnęła krasnoluda na widok bieżących wydarzeń była silnie uzasadniona.
— A to syn! Kurwy i diabła! Łapy poobcinam! — W przeciwieństwie do Lasoty, Joreg był wyposażony w oręż, dodatkowo opancerzony jak na bitwę. Nie czekając, ruszył w stronę zbiegowiska, po drodze wyszarpując miecz z pochwy i uzbrajając się w tarczę.
Zmierzając w stronę zamieszania, złapał kilka oddechów i zrezygnował z własnoręcznego wymierzania sprawiedliwości, choć bez wątpienia taką trzeba było wymierzyć, aby jednak to zrobić, należało najpierw powstrzymać nic nie wnoszący do sprawy rozlew krwi. Perspektywa zobaczenia Axta usieczonego przez dziką amazonkę była co prawda kusząca, ale z drugiej strony utwierdzanie dzikusów przekonaniu, że na ulicach cywilizowanych miast można, ot tak sobie, usiec byle kogo, nie byłoby rozsądne. Nie. Tak się nie godziło postępować, albowiem w dogodnych warunkach przestępcy należy się sprawiedliwy osąd.
— Dość, kurwa! Wystarczy, odstąp! — Jeżeli zdążył, wbiegając z okrzykiem między walczących, zamierzał przerwać walkę.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 12 cze 2023, 21:49

Ej, kurwa — burknął Haszek w ślad za idącym w ślady Lasoty krasnoludem. — Gdzie.
Tłuścioch, nieświadomy afery rozgrywającej się właśnie na środku placu, powlókł się za nimi jak gruby, rozlazły cień. Lasota wypadł na plac w towarzystwie uzbrojonego po zęby krasnoluda, samemu bez broni i w podartym stroju. Pomimo tego, to właśnie on ściągnął na siebie całą uwagę. Głos miał donośny, prezencję iście przywódczą, a nadto został zapamiętany z poprzedniego incydentu. Wielu z gapiów zamarło ze zdumienia, przyglądając się rozwojowi wypadku w pełnym uwagi milczeniu. Był to zwrot akcji na miarę niedawno minionego wyścigu, a prześcigający większość znanych zblazowanym elitom sztuk teatralnych. Przyszli tu na jedno widowisko, a dobry los postanowił zafundować im kolejne, kto wie, czy nie równie spektakularne. Najwięksi pieniacze i przechery w tłumie, dawali wyraz swojemu zadowoleniu zupełnie jawnie, bijąc się z uciechy po udach, stając na palcach lub podskakując w miejscu, dla lepszego widoku. Nie mniej uradowany z takiego obrotu spraw wydawał się być sam zainteresowany, Toivo Axt.
Wreszcie — odrzekł, dobywając ciężkiego, przedłużanego buzdygana, który nosił za pasem. — Nie zabiłem nikogo od Belleteyn.
Nie zdążyła podejść. Wilk, którego Lasota ujrzał w Zerrikance, zatrzymał się na jego słowa. W pół kroku, skręcając jak do cięcia, lecz póki co ograniczył się do szczerzenia kłów i miotania błyskawic oczami.
Ty! — syknęła jak jej własna saberra przed chwilą. — Ty!
Oblicze amazonki, maska gniewu zmieszała się momentalnie z pogardą, dostrzegając brak broni u boku próbującego rzucić jej wyzwanie mężczyzny. Wydęła wargi, chrząknąwszy z gardła. Ale jeszcze nim zdążyła splunąć, brak oręża przestał być dla Lasoty problemem.
Sekundant Haszek nie odmówił rozkazowi Lasoty z rodu Wielomirów. Bo w głosie Lasoty z Wielomirów brzmiało Sodden. Brzmiała stal i wrzask palonych żywcem. I głuche milczenie zapomnianych katakumb. Grubas odpasał broń, bez słowa podając ją Lasocie, potulny jak gówniarz.
Toivo Axt, jeszcze do niedawna przyglądający się farsie z rozbawieniem, skupił się na weteranie, który przyszedł mu w nieproszony sukurs. Z początku gniewnie, potem z zainteresowaniem, zastanawiając się, czy aby go nie zna. I czy aby nie powinien go znać. Nadchodzące wydarzenia miały mu pomóc zdecydować.
Sytuację próbowali rozładować także Joreg i pojawiający się znikąd Kent. Ten pierwszy postawił na efekt i doświadczenie w awanturach. Choć nie powtórzył wrażenia, które udało się osiągnąć Lasocie, szeroki w barach jak piec, zakutany w półpancerz krasnolud potrafił wzbudzać respekt. Z kolei Kent, mający skądinąd wypracowaną wśród towarzystwa rewerencję, uderzył w dyplomatyczne tony.
Panowie — mitygował spokojnie, lecz starając się stanowczo. — Nie widzę powodu, żeby…
Pierdolę cię, boćwino — zgasił go Tovio, pasującym mu do postury i reputacji basem. — Pozwalam jej rzucić wyzwanie, dzikuska dostanie, czego chciała. A bruk kolejne ścierwo.
Oczy Kenta zwęziły się niebezpiecznie. Toivo nie tylko wytrzymał spojrzenie, ale wręcz zdawał się być mu rad. Zanim Heckl zdążył mu odpowiedzieć, grasanta niespodziewanie poparła jego własna oponentka.
Wyzywam kurwysyna — potwierdziła powoli, ale jej głowa zwrócona była w stronę Lasoty. Podniosła zakrzywiony miecz, wskazując go piórem sztychu. — Ale najpierw ten. Obiecałam mu ścięty nos.
Tłumek wokół placu cofnął się. Oczy wszystkich ponownie zwrócone były na Lasotę. Zerrikanka kłuła go nienawistnym wejrzeniem, Kenton przestrzegał zaniepokojonym, a Toivo leniwym i zaciekawionym zarazem. Cokolwiek miało się teraz stać, jedno było pewne. Podskakującemu w tłumie wierszoklecie Alkiermesowi nie zabraknie materiału do ballady.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 13 cze 2023, 12:19

Lasota już nie potrzebował przemów, zbędnych słów czy zapewnień. Skazawszy Sekundanta na przelotne trwanie w pozie przekazywania oręża, weteran skorzystał z chwili, chwytając oburącz swe szaty w miejscu rozcięcia materiału. Napiął wszystkie mięśnie, gdy rozrywał ubranie, ukazując się widowni w pełnej krasie, nie ukrywając przed nimi niczego, jeno pokazując ciało takie, jakie stworzyli oraz uformowali bogowie.
— Synu. — Kiwnął z aprobatą ku Haszekowi, a potem przyjął oręż niczym generał szykujący się do potyczki z generałem wrogiej armii.
Rozejrzał się po okolicy jak polujący sokół, bystrze, lecz z wolna, jakoby chciałby zapamiętać dobrze zwrócone doń twarze. Zatrzymał lustrowanie na Toivo. Lekki uśmiech pojawił się na licu ojca.
— Tego leszcza zostawiam tobie, druhu. — Spojrzał na kompana Jorega jak na wiernego towarzysza w boju, a wypowiedziane słowo zawierało w sobie więcej, niż zachętę. Zaklęcie, znacznie starsze i potężniejsze od czarów–marów rudych pizd w sukienkach, prawdziwego mężczyzny dane innemu prawdziwemu mężczyźnie. Takie, które mówią sobie przyjaciele przed zerknięciem i wychędożeniem śmierci.
Wystąpił, wchodząc w strefę potyczki, idąc naturalnym sobie krokiem, patrząc na kobietę jak samiec w czasie zalotów. W spojrzeniu Wielomira nie było wrogości, a podniecenie, gdyż stał on pomiędzy żywymi a martwymi, w niewiadomej przestrzeni, z której wyciągnie go wygrana lub chwalebna śmierć. Zasłużył na nią już dawno temu, jednak, niepokorny przez całe swe życie, i teraz postanowił rzucić wyzwanie mocy tego świata.
Rozpoczął potyczkę.

Nie chowam się za tarczą ani hełmem
By pokazać im moją dumę i odwagę
Nie kryję się za szatą ani płaszczem
Bo mam na ciele blizny i ślady walki
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 13 cze 2023, 20:50

Joreg poniekąd spełnił swoje zadanie, ponownie wcielając się w rolę żywego tarana, utorował Wielomirowi drogę wprost do centrum zamieszania. Szczęściem, jego krzyki nie przyciągnęły większej uwagi, bowiem to Lasota stawał naprzeciw Rondedaenth po raz drugi. Krasnolud, będący co do zasady przeciwnikiem bezsensownego rozlewu krwi, aż się zagotował widząc, co zamierza łysy jak kolano towarzysz. Jego spokojny, przyjacielski wręcz ton, niespecjalnie uspokoił brodacza.
— Postradałeś zmysły, życie ci niemiłe!? Zaniechaj, Lasota! — Próbował jeszcze przemówić do resztek rozsądku, z pewnością rozmytych całkiem niezłą wódka, ale było już za późno. Czarny strój ustąpił, rozdarty na strzępy, Haszek oddał miecz i właśnie miało się zacząć.
— Schowaj to dziukusko i cofnij się! — Krzyknął, szczerze wątpiąc, by Zerrikanka zechciała usłuchać. Krasnolud zacisnął zęby, aż zgrzytnęło. Rozochocony krwią tłum zachęcał do wszczęcia walki, jakoby zapominając już o prawdziwym sprawcy zamieszania, o Axcie. Joreg nie zapomniał.
— Ty parszywy skurwysynie, najpierw omal stratowałeś strzemiennika na trasie, a teraz dla pokazu zarzynasz wierzcha, nad którym zapanować nie umiesz? Śmierdząca gnido, masz ostatnią szansę żeby się poddać i ponieść sprawiedliwą karę. W innym wypadku ja ją wymierzę. Rzuć to, a może oszczędzisz sobie wstydu. — Ostrzem miecza wskazał na przedłużany buzdygan Toivo.
Krasnolud dał sobie i jemu jeszcze trochę czasu w nadziei na to, że w spisach praw miejskich istnieje jakiekolwiek zapis traktujący czyn Axta jako przestępstwo, licząc przy tym na odsiecz w postaci organizacji zajmującej się utrzymaniem porządku w mieście. Nie oznaczało to jednak, że się bał, w żadnym razie. Z bojowej postawy Jorega, jego zaciętej miny i dłoni silnie zaciśniętej na rękojeści miecza należało wnioskować, że nie zamierza oddalić się, nie uzyskując wcześniej choćby częściowej satysfakcji.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2396
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 15 cze 2023, 20:44

Weteran zdobył się na ostentacyjny gest, rozdzierając szaty króla Dezmoda na dobre. Jaśniepanowie i wielmożne damy gorszyli się na pokaz, krzywiąc upudrowane gęby, niżsi stanem zachowali mniej pretensjonalnie, reagując rechotem i zachęcającymi gwizdami.
Usynowiony sekundant Haszek, aż czknął z wrażenia, widząc jak rozdziany do pasa zabijaka staje z mieczem naprzeciw wyzywającej go rywalki. Zdobyczne żelazo okazało się wcale wyważonym i solidnym wyrobem, co zaskakujące biorąc pod uwagę poślednią kondycję jego poprzedniego posiadacza. Klinga kołysała się u jego boku, odbijając blask pochodni i zamarłe w skupieniu twarze gapiów, spragnionych dobrego widowiska.
Panie Heckl... Zawezwać straż? — Usłyszał gdzieś z tyłu szept jednego z młodszych pajuków obstawiających imprezę pod komendą zapytanego.
Nie zdążysz. Oficjalnie nas tu nie ma. Tej nocy straże patrolują wszystko poza tą dzielnicą.
Toivo nie wydawał się być pod wrażeniem szczucia na niego krasnoluda. Parsknął tylko na słowa Lasoty, uznając, że groźba tej jakości nie zasługuje na poważne potraktowanie.
Wysiłki Jorega spełzły na niczym. Zerrikanka, nawet jeśli rozumiała słowa karła, zlekceważyła je sobie zupełnie, obserwując wyłącznie Lasotę kroczącego przez limbo, między żywymi a martwymi, upojonego alkoholem i obietnicą krwi. Obserwując i uderzając niespodziewanie, zupełnie gdzie indziej niż patrzyła. Niestety, Lasoty nie było tam już również. Być może wzrok nie dopisywał jej w półmroku, być może szczęście, Zerrikanterment lub wszystkie naraz, bo nie spełniła swojej wcześniejszej groźby. Także i to cięcie, choć zadane z wprawą i z doskoku, okazało się zaledwie niespełnioną obietnicą. Klinga zawyła, przecinając nocne powietrze, pozostawiając rycerza niedraśniętego.
Oczy większości obecnych były skierowane na walczących. Ale słysząc ubliżającego mu krasnoluda, przewyższający go ponad dwukrotnie Toivo, zdecydował się zrobić wyjątek i miast na widowisko, popatrzył nań z góry. Na jego twarzy próżno było szukać śladu gniewu. Próżno było szukać czegokolwiek, z litością na czele. Liczący na prawo i porządek Joreg przeliczył się snadnie. Organizacje zajmujące się ich utrzymaniem były tego wieczora nieobecne, a nawet jeśli, to żaden strażnik, żaden pachołek magistracki ani nawet konstabl nie próbowałby zatrzymywać Toivo Axta, który od lat z powodzeniem wymykał się obławom, łowcom nagród i sobie podobnym rębajłom zwabionym nagrodą za jego głowę lub osobistymi zatargami. Kiedy kątem oka udało mu się zobaczyć Heckla, ostatniej instancji mogącej przyjść mu teraz w sukurs, dostrzegł w nim wahanie. Zaciśnięte usta, zmrużone oczy oraz palce przebierające po rękojeści paradnego, ale ostrego jak brzytwa miecza zdradzały, że aedirnczyk rachował coś zawzięcie w duchu. Pytanie, czy był to rachunek szans, czy już rachunek sumienia.
Ładna tarcza — odparł z wolna Axt, nie poświęcając zbyt wiele uwagi samemu krasnoludowi, a jeszcze mniej jego słowom. — Zabiorę ją sobie, kiedy będziesz zdychał.
Nim Kent lub ktokolwiek inny zdążył przyjść mu ze wsparciem, zrobił to niespodziewanie Konrad Reus. Młody rycerzyk w czerwieni, zdobywca zaszczytnego trzeciego miejsca, pokonując obawę oraz oburzenie, które chwilowo przytrzymały go w miejscu, postąpił w kierunku wielkiego draba, stając u boku krasnoluda, z którym obydwaj prezentowali sobą nietuzinkowy alians.
Na honor! Imć krasnolud ma rację! Tak się nie godzi! Wyrzeknijcie się swego nikczemnego postępowania i złóżcie broń, albo…
Nie zdążył dokończyć. Toivo nie musiał dobywać nawet broni, wystarczył szybki jak błyskawica cios okutej na knykciach żelaznymi wstawkami rękawicy. Wargi Konrada pękły jak miażdżone wiśnie, usta wypluły czerwoną i gęstą jak flegma posokę z co najmniej jednym zębem przy wtórze brzydkiego chrupnięcia. Plując i kaszląc, rycerzyk wylądował na ziemi, zaplątany we własny czerwony płaszcz. Nadaremnie walcząc z błędnikiem i obolałą szczęką, macał wkoło ręką, zamierzając się nią podeprzeć i sięgnąć po miecz. Zamiar udaremnił mu ciężki but Toiva przydeptujący mu palce. Z gardła chłopaka wydobył się jęk.
Albo co, gówniarzu?
Albo przeszyję ci mózg przez oko, Axt.
W całym zamieszczaniu nikt nie zauważył Lenarda. Dziwnym nie było — Strzemiennik był drobnej i żylastej raczej postury, na tle Toiva prezentował się niemal jak kobieta. Jednak siodło oraz napięty z siodła łuk, którym celował właśnie w twarz raubrittera, dodawały mu wzrostu i przewagi. Po chwili Heckl i pozostali członkowie ochrony w milczeniu stanęli za plecami krasnoluda. Axt, nie spiesząc się, zdjął but z palców Konrada.
Tovio, nie pierwszy i ostatni raz spojrzał w oczy śmierci, na koniec wymierzonego weń grotu połyskującego wśród otaczających ich ogni.
Ustawcie się w kolejce. — Nie zważając na napinającą się niebezpiecznie cięciwę, Toivo dobył wiszącego obok obucha miecza, wyostrzonego bastarda o szerokiej klindze. — Bo jeśli chcecie wszyscy naraz, to za chwilę może tu być trzydziestu moich ludzi. I trzy razy tyle trupów po waszej stronie.
Uśmiechając się nieładnie ruchem brody wskazał na awangardę sprawiedliwych oraz tłumek ludzi za ich plecami.
Radzę się wam zastanowić. Daję wam chwilę do namysłu, trzy chwile. Raz. Dwa.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 15 cze 2023, 21:51

Lasota cudem umknął szybkiemu cięciu przeciwniczki. Nie wiedział, ile było w tym szczęścia, a ile własnych umiejętności, jednak wiedział jedno: Rondedaenth była wyjątkowo sprawnym szermierzem, który nie powtórzy drugi raz tej samej pomyłki. Wojownik lekko się uśmiechnął, do siebie, bo wykalkulował swoje szanse i ich wynik był niezwykle zabawny.
Uwaga weterana była skupiona na egzotycznej bojowniczce, ale mimochodem usłyszał poruszenie w tłumie. Nie mógł sobie pozwolić na odwrócenie wzroku, więc trudno było mu ocenić, co się właściwo działo.
Wielomir nie zamierzał odpuścić okazji, jaka została mu podarowana. Zaatakował, szukając luki w postawie wyznawczyni smoczych bóstw. Postanowił walczyć, nie było od tego odwrotu. Ten czas stał się jedynym momentem w jego żywocie, bowiem przeszłość ani przyszłość nie miała już znaczenia, wszystko rozstrzygało się tutaj i teraz. Serce radowało się w bitewnego wyzwania, a głowa, pomimo upojenia, wyciągała wnioski z zauważonych ruchów adwersarza. Budziły się w zahartowanym ciele odruchy.
Puścił kobiecie oczko, bo szczerze się radował z tej walki. Wyciągał z niej, co najlepsze, póki był w stanie. Zabawiał Rondedaenth, traktując ją godnie, odpowiadając równą zaciekłością.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław