Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 14 mar 2021, 0:19

Obrazek Położona nieopodal południowej bramy Ban Ard karczma i gospoda. W całości drewniana, zbudowana z heblowanej deski, wielkości sporej stodoły, lecz foremnością przywodzącą raczej na myśl staromodny dworek. Nakryta łamanym, dranicowym dachem, piętrowa i z podwójnym podcieniem — dźwigana nad wejściem do karczmy wystawka jest otwartym piętrem z balkonową balustradą, gdzie sąsiadują ze sobą drzwi do oddzielnych pokoi gościnnych. Okna ustawione równoległe, po cztery na każde piętro, wypełnione błoną pomiędzy drewnianymi szprosami, na dachu znajdują się zaś cztery połaciowe i skrzydłowa lukarna nad wejściem, doświetlając spragnione światła, przestronne wnętrze. Parter dzieli się na przedsionek, główną salę z kuchnią, piecem i rusztami oraz kilka mniejszych alkierzy i komór w tym dobrze zaopatrzoną spiżarkę. Wystrój okraszony nutą rustykalnego stylu, przejawiającą się ludowymi motywami w zdobieniach zasłon i rzeźbie niektórych sprzętów. Pęki suszonych ziół i warzyw zwieszają się w alkierzach, wspólna izba docieplona i ustrojona trofeami oraz zwierzęcymi skórami. Potężne zaplecze zajmuje gros tutejszej przestrzeni, mieszcząc przyległą stajnię z wozownią. Na podwórzu zajazdu mieści się buda niewielkiego sernika z dojrzewającymi we wnętrzu nabiałami, gęsia obórka oraz kilka ław i stołów ustawionych, jakżeby inaczej — w cieniu trzech świerków.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 27 lip 2022, 11:40

Lasota spojrzał na syna z nieukrywaną dezaprobatą, ale nie zamierzał poświęcać tym dyrdymałom uwagi, kiedy trza było się pomodlić. Najemnik sam oddał cześć Wszechmatce, skazując syna na czekanie z odpowiedzią.
— Nie chcesz jeść? — rzekł z udawanym zdziwieniem. — Dobra! — odpowiedział podstępnie.
Po chwili wojownik przesunął posiłek Daromira ku sobie, a potem zjadł obie porcje. Nie mówił, gdy spożywał, dopiero jak skończył, przemówił.
— Chcesz konia? Dobra. Chodź za mną.
Zamierzał poprowadzić Daromira do stajni, gdzie wynajął miejsce dla swego wierzchowca. Kiedy weszli do środka, mężczyzna wskazał na ich rząd koński, aby przygotować konia.
— Proszę, przygotuj se konia. Jak zrobisz to poprawnie, jest twój. — Powiedział surowo, ale prawdziwe. Domyślał się, jaki będzie rezultat starań najmłodszego: był za niski, by móc doprowadzić do końca to zadanie.
— Trudności, młody? — zapytał pogardliwie. — Pozwól, że ja to zrobię.
Kiedy najemnik przyszykował konia do drogi, wyprowadził go na zewnątrz stajni.
— To może sam wejdziesz na siodło? Pokaż mi jak się to robi. — Oddalił się od syna, aby dać mu szansę samodzielnie i bez pomocy wsiąść na siodło. Skrzyżował ręce na piersi i obserwował każdy ruch potomka.
— Chcesz miecz? Masz — dał mu pochwę ze schowanym w niej mieczem. — Wyciągnij ostrze! — nagle wydał rozkaz. — Miecz służy do walki. Traf mnie, zadaj mi ranę, a broń będzie twoja, synu.
Oddalił się od Daromira, żeby stworzyć pomiędzy nimi przestrzeń. Przyszykował sobie również tarczę. Jeżeli białowłosy spierdoliłby ten atak, wojownik zamierzał boleśnie odepchnąć młodego tarczą.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 31 lip 2022, 23:56

Nim chłopak zdążył zaprotestować, wojownik usunął śniadanie z jego zasięgu. Chłopak obserwował ojca w ponurym i zaciętym milczeniu, nie uroniwszy ani słowa. Po posiłku podążył za nim, równie posępnie, co niechętnie ku stajniom, już zawczasu przeczuwając, że na miejscu nie spotka go nic przyjemnego.
Wyszli na powietrze. Poranek był pogodny, częściowo zachmurzony, a powietrze rześkie, choć prawie nie było wiatru. Nic nie zapowiadało zmiany w najbliższym czasie. Przechodząc się wydeptanym podwórzem i mijając trzy drzewa, od których gospoda wywodziła swoją nazwę, trafili do stajni na tyłach w postaci potężnego pomieszczenia mieszczącego w środku kilkanaście boksów oraz przestrzeń na wehikuły. Siedzący na zewnątrz koniuch pozdrowił rycerza skinieniem, wpuszczając go do środka.
Jak można było się spodziewać, poproszony o przygotowanie wierzchowca Daromir nie poradził sobie z tym. Przygryzając policzek, obserwował, jak ojciec wywiązuje się za niego z powierzonego mu zadania osiodłania konia, a potem wyprowadza potupującego i pochrapującego wierzchowca na zewnątrz.
Pierwszy upadek zaliczył podczas próby podniesienia nogi, by móc trafić nią w strzemię. Warunek ten był niemożliwy do spełnienia z powodu wysokości tego ostatniego. Wylądował na plecach, wzbijając przy tym małą chmurę pyłu z dziedzińca. Niezrażony, obszedł konia i spróbował z drugiej strony, inną nogą. Z podobnym rezultatem.
Przez cztery kolejne próby próbował się podciągać i wspinać na koński bok, zaczepiając się o popręg. Podobnie jak poprzednie, i te niezgrabne próby kończyły się upadkami i coraz bardziej zakurzonym ubraniem chłopaka. Wierzchowiec, stary wiarus tak jak jego właściciel, znosił te próby z leniwą cierpliwością, poszczypując trawę i oganiając się ogonem od much, z okazjonalnym obróceniem się, kiedy dzieciak zawadził zbyt mocno o któryś z elementów rzędu.
Ignorując krzyk i podany mu miecz, bez słowa i ze łzami zmywającymi brud z umorusanych policzków, Daromir zacięcie próbował dalej. Pokryty warstwą pyłu i ze zdartym przy którymś z upadków kolanem, pochlipując z cicha, niezmordowanie usiłował dosiąść zwierzęcia.
Niechajcie go ojciec, toć widzicie, że to dla niego za wysoko — dobiegło ich od strony gospody.
Tym, który wołał, był wychodzący na podwórze barczysty młodzik, ten sam jeszcze niedawno jedzący polewkę na wspólnej sali. Taszcząc ze sobą przewieszony przez ramię tobołek, zbliżał się powoli w ich kierunku, taksując rycerza niepewnie, spojrzeniem jasnobłękitnych oczu.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 01 sie 2022, 0:31

Lasota w milczeniu obserwował nieudane próby syna. Kiedy kolejny raz chłopak zaliczył glebę, wojownik przestał się złościć, bo pojawiła się w nim ciekawość. Upór, z jakim jego syn starał się zrealizować zadanie było godne podziwu, nie chciał dać za wygraną, a była to niezwykle ważna cecha. Nie skarcił on syna, gdy zignorował on polecenie dobycia broni, ojciec pozwolił dziecku dalej walczyć z siodłem.
Do czasu.
Nieznajomy wtrącił się do sytuacji, która nie powinna go obchodzić. Woj westchnął niezadowolony.
— Wystarczy, Daromirze — przemówił łagodnym głosem, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.
Zasłonił ciałem syna, gdyż nie miał pewności, co do zamiarów przybysza. Uważnym wzrokiem patrzył na nadchodzącego człowieka i zacisnął palce na rękojeści niedobytej z pochwy broni.
— To prawda — odpowiedział krótko. Nie chciało mu się z nim gadać, ale skoro już się zbliżał, nie zamierzał go przeganiać.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 06 sie 2022, 21:44

Młodzik był postawny. Wzrostem niewiele ustępował rycerzowi, a przedramiona i bicepsy miał nabite i wyrobione. Ubrany w płócienną, sznurowaną pod szyją koszulę i karwasze pod podwiniętymi rękawami, spoglądał na Lasotę niezaczepnie spojrzeniem niebieskich oczu spod opadających mu na czoło jasnych, niesfornych loków. Poza puginałem u pasa w skórzanej pochwie nie wyglądało, by miał przy sobie jakąkolwiek inną broń.
Szedł spokojnie ku nim, ale widząc wędrująca ku broni dłoń Lasoty, wybrał bardziej okrężną drogę, nie przyspieszając jednak kroku.
Toć tylko mówię — odrzekł, wytrzymując spojrzenie Wielomira i mijając obydwu, wzruszywszy ramionami. — Że małemu za wysoko.
Daromir wysmarkał się ukradkiem w palce. Niezainteresowany nieznajomym, przyglądał się ciekawie zaoferowanej mu niedawno klindze, studiując ją w milczącym oczekiwaniu.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 10 sie 2022, 0:24

Lasota przeklął sam siebie za odruchy, które odstraszały od niego ludzi. Kiedy człowiek oddalił się, wojownik odsunął dłoń od rękojeści i ponownie odwrócił się do syna. Wyczuł w nim zainteresowanie bronią, dlatego przykucnął, żeby mógł on lepiej obejrzeć oręż. Wojownik z wolna wyciągał ostrze z pochwy.
— To miecz jednoręczny, wykuty przez starego kowala, Horacego.
Zręcznym ruchem dobył klingę, zaś pochwę podał synowi. Palcem zaczął pokazywać mu konstrukcję miecza, zaczynając od rękojeści.
— Rękojeść składa się z kilku elementów. Łapę trzymasz na trzonie.
Ostrożnie podał synowi oręż.
— Ten konkretny trzon został wykończony skórą. Twoją rękę ochrania jelec — gdy tłumaczył, wskazał na krzyżową osłonę. — Spróbuj wyczuć, gdzie się znajduje środek ciężkości. Dobry miecz musi być wyważony, żeby wykorzystywać jego pęd w walce. Pomaga w tym głowica na rękojeści — kciukiem pacnął opisywany element.
— Zlustruj ostrze, synu. Widzisz to wgłębienie kreślące stal? To zbrocze. Zmniejsza wagę broni i usztywnia stal.
Wojownik złapał gołą ręką za ostrze przy taszce.
— Jak widzisz, ostrze nie jest zaostrzone na całej swojej długości. Przy rękojeści ostrze jest tępe, przez co możesz za nie złapać.
Uwolnił oręż z ucisku.
— Ostatni element to sztych, dzięki któremu możesz wyprowadzać pchnięcia niczym włócznią. Odejdźmy kawałek, żebyś mógł sobie bezpiecznie pomachać.
Odprowadził syna kawałek od stajni, na otwartą przestrzeń, żeby mógł poczuć broń w rękach.
— Pomachaj sobie. Ciężki, co? Z czasem nabierzesz sił i będziesz sprawnie nim władał. Walka mieczem wymaga pomyślunku i techniki, bez nich nie wykorzystasz cech, jaką ma miecz.
Pod nadzorem patrzył jak Daro bawił się bronią, żeby po chwili przykucnąć przy nim i złapać za ramię.
— Wiem, że chcesz uratować pieska i, na bogów, duma mnie rozpiera, kiedy słyszę w tobie odwagę i chęci do działania. Ale piesek poczeka na ciebie, pierw musisz nabrać sił. Daj sobie czas; rób to, co ci mówię, ćwicz, a zanim się obejrzysz, uratujesz go. Ciapek sobie poradzi, to mądra psina. — Nie zamierzał wykładać synowi, w jaki sposób zakończyła się ta przygoda, ponieważ obawiał się, że młody nie był jeszcze w stanie poradzić sobie z brzemieniem bezlitosnych faktów. Chciał go zainspirować do działania, a nie straszyć przed światem.
— Rozumiesz, co ci mówię, Daro? — Dał mu czas na wszelkie pytania, opinie, słowa.
— To jak, zjesz to śniadanie i razem się pomodlimy do Wszechmatki?
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 11 sie 2022, 1:19

Chłopak złapał pochwę, cofając się o krok. Jego czerwone oczy nie odrywały się od obnażonej broni. Kiedy odebrał ją od ojca, na jego twarzy pojawił się rzadko goszczący na niej wyraz pełnego skupienia.
Trzon. Leje…jelec — powtarzał, starając się po kolei zapamiętywać objaśniane mu elementy. W ślad za ojcem chwycił za podkrzyże. Wodząc wzrokiem po klindze, przestudiował znajdujące się na niej wgłębienie i wieńczący ją ostry koniec.— Zbro-cze. Szy-tych.
Odeszli dalej. Okolice stajni były puste, nie licząc kilku pobzykujących w powietrzu gzów. Daromir ochoczo zabrał się do praktyki, choć ta poszła zdecydowanie gorzej niż teoria. Był w stanie udźwignąć miecz, ale wyprowadzenie nawet poziomego cięcia sprawiało mu trudność. Pierwsze próby okazały się niezgrabne. Z powodu wagi, broń uciekała mu z dłoni, a przez niedopasowaną długość miał problem z wyczuciem równowagi ostrza, gubiąc przy tym własną i drobiąc krokami po każdym wymachu. Żadna z tych rzeczy nie zdawała się peszyć go w najmniejszym stopniu.
Ha! — zakrzyknął triumfalnie, kiedy przy którejś z kolei próbie, dokładając rękę na ricasso, udało mu się pchnąć mieczem niby włócznią. — Tata, widziałeś?
Podekscytowany, obejrzał się na ojca, upewniając się, czy ten aby na pewno był świadkiem jego popisu. Lasota przyklęknął przy synu, wybierając dobry moment na ojcowską przemowę. Zmęczony wymachiwaniem ciężkim orężem Daromir był w stanie ustać w spokoju i wysłuchać go do końca, łapiąc umykający mu z wysiłku oddech.
Nie lubię modlić się do Wszechmatki — oznajmił, kiedy ojciec skończył. — To nie jest prawdziwa matka, a ty… A ty ciągle się modlisz. Czemu?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 11 sie 2022, 11:53

Wojownik czuł trudną do wyjaśnienia satysfakcję, kiedy oglądał zabawę swojego potomka. Machał on mieczem jak cepem, niemal się wywracając po każdym mocniejszym zamachu, ale wkładał w to serce. Wyprowadzone pchnięcie w kierunku niewidzialnego wroga uwolniło gromki śmiech z Lasoty.
— Dawaj go! Dawaj tego długouchego szkodnika! — zachęcał z rozbawieniem w głosie. — O cholera, dźgnąłeś prosto w serce. Ładnie! — fantazjował na głos, aby nadać atakowi Daromira należytej chwały.
Wysiłek fizyczny był wskazany dla chłopców takich jak Daro. Potrzebował ruchu, bo w innym przypadku jego nadpobudliwa natura nie pozwoliłaby mu na skupienie. W momencie, w którym rozładował swoje pokłady energii, Lasota doń przemówił. Sądząc po reakcji malca, szlachcicowi chyba udało się przebić do niesfornej głowy. Zadane przez niego pytanie zdziwiło dorosłego, jednak nie wywołało w nim wrogiej reakcji. W pewnym sensie przywołało to wspomnienia, gdzie jedynymi bogami były moneta oraz śmierć. Lasota dobrze rozumiał syna, przez długi czas nie obcował z siłami wyższymi od niego, nawet nimi pogardzał.
Lasota klepnął sobie obok młodszego Wielomira. Pomasował się po łysej głowie, zastanawiając się nad odpowiedzią.
— Widzisz, Daro, twój tata był urwisem i hultajem. — Zaczął opowieść, modulując głos dla urozmaicenia przekazu. W historiach tkwiła ukryta moc, odpowiednio wypowiedziane kruszyły kamień w sercu albo pozwalały widzieć oczami innych. Być może tylko wtedy człowiek odkrywał swoją duszę przed innymi, udowadniając, że był czymś więcej, niż zwierzęciem. Czymś więcej, niż wilkiem czy owcą.
— Kiedy byłem w twoim wieku szlajałem się po świecie, bez ojca i matki. Opiekowała się mną banda zbrojnych walczących za pieniądze. Lata mijały, a ja walczyłem, spałem; walczyłem i spałem; i tak w kółko. Rąbałem długouchych szkodników, ludzi stąd, z innych królestw, a nawet zamorskich grasantów. Rąbałem dobrych i złych — opowiadał, patrząc na syna szczerym spojrzeniem.
— Nawet byłem na wojnie. Oj, siekanina sroga to była. Pod Sodden, w sześćdziesiątym trzecim, starliśmy się przeciw Nilfgaardowi. Posłali nas jako pierwszych, od kroków wojsk trzęsła się zienia, a od szczęków stali dzwoniło w uszach. Przez większość czasów w formacji stałem, dowodziłem. Włócznie na przód, tarcze blisko; powoli wykrwawialiśmy czarnych. Tak jak powinno. A potem czarodzieje wywalili w nas swoje czary: kule ogniste, błyskawice, zielonkawe mgły. Magia lała w nas jak ulewa z nieba, że nie wiedziałeś kto wróg, a kto przyjaciel. Kręciło się w głowie, nie byłem pewien czy śnię, czy łażę na jawie. — Nie zauważył, kiedy wpadł w dygresję. Potrzebował komuś opowiedzieć o swoich przygodach, odsłonić kurtynę, za którą czaił się mrok. Lasota lubił gestykulować, dlatego machał łapami w czasie opowiadania, aby malcowi zobrazować sceny, sytuacje, zdarzenia.
— Po wojnie miałem w głębokim poważaniu, co robię, jak to robię. Nie widziałem nic poza tą ziemią — podkreślił zdanie, biorąc w garść glebę. Pobrudziwszy sobie dłonie, począł wytrzepywać je z brudu, raz na jakiś czas klaszcząc. — A nie patrzyłem w niebo. Żyłem z dnia na dzień, rozrabiałem, chlałem i walczyłem. Nie przynosiło mi to radości, ale nie umiałem niczego innego, więc trwałem w gnuśności — dokończył z nieukrywaną złością, jakoby okres ten był dla niego drzazgą w dupie. Niby przeszłość, stało się, niemniej powracał irytujący, fantomiczny ból.
— Potem pojawiłeś się ty. — Poczochrał czuprynę syna w droczącym geście. Chciał go nieco rozdrażnić dla zabawy, jednak nie trwało to długo i wrócił do historii.
— Jak mi się we znaki dałeś, młody. Chłop, co zarabiał tylko na walce, nagle stawał się ojcem. Musiałem wydobyć z siebie cechy, o których nie miałem bladego pojęcia. Nie mogłem być już dłużej tępym młotem, co jeno mury kruszy. Z ziemi zerknąłem na niebo, poszukując jakichś lepszych myśli. Patrzyłem na niebo, bo dano mi przyszłość w ręce — zniżył głos, zabrzmiał tajemniczo, nawet mistycznie. Daromir był jego przyszłością, lecz nie zamierzał mówić tego wprost.
— Trafiliśmy razem do klasztoru. Ten okres powinieneś pamiętać. Ciebie chowali, a mnie uczyli jak być człowiekiem. Poznałem wtedy Wszechmatkę, Melitele — wyciągnął naszyjnik bogini. — Jest ona wszystkim tym, czym kiedyś gardziłem. Modlę się do niej, bo nie chcę być znowu urwisem. Dzięki niej zrozumiałem czym jest odpowiedzialność. Nadal patrzę często w ziemię, ale kiedy teraz mam niebo i na nie zerkam, przypominam sobie, jaki mam cel. Bogowie pozwalają nam patrzeć tam, gdzie przyziemne spojrzenie nie dociera.
Wstał z ziemi, strzelił kośćmi. Schował miecz do pochwy, a potem zamocował ją na pasie.
— Chcę, abyś też patrzył w niebo, dlatego trzeba się modlić! — Wziął żwawo syna na bary, aby go pobudzić.
— Są inni bogowie. Być może chciałbyś kierować intencje do innego?
Zabrał syna z powrotem do wierzchowca. Lasota nie mógł tak po prostu porzucić zamierzenia młodego, gdyż bardzo chciał on wejść na konia sam. Nie potrafił odmówić odczucia satysfakcji, jakie towarzyszyło przy rozwiązaniu problemu, dlatego należało dokończyć to, co zostało odłożone. Postawił Daromira na ziemi.
— Chcesz wejść na siodło, co? Jak nie da się siłą, to trzeba sposobem. Twoim kłopotem jest fakt, że jesteś za niski, więc rusz mózgownicą. Rozejrzyj się po okolicy. Znajdź coś, co mogłoby ci pomóc. Może coś w stajni? Może porozmawiaj ze stajennym? Spróbuj pokombinować. — Zachęcił syna, a potem złapał konia za uzdę i stare wiarusy podążały pieszo za młodym, obserwując jego poczynania.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 13 sie 2022, 1:11

Lasota usiadł obok, snując swoją opowieść z młodzieńczych lat. Daromir słuchał go z pełną uwagą, zapominając nawet o mieczu, któremu jeszcze niedawno poświęcał tyle zainteresowania. Oczy błyszczały mu, kiedy ojciec opowiadał mu o walecznych czynach i zamorskich grasantach. Z otwartą buzią pochłonął relację z Bitwy o Sodden oraz opis magicznego żywiołu zesłanego przez czarodziejów. Przez pozostałą część historii kiwał głową, starając się utrzymać poważną minę, ale nie zdołał na długo, bo ręka ojca zaraz zmierzwiła mu białe włosy. Od czasu do czasu zerkał również w górę, na częściowo zachmurzone niebo, usilnie starając się w nim czegoś dopatrzyć podług ojcowskiej rady.
Taaak, pamiętam. Byłem wtedy mały — włączył się na wspomnienie klasztoru, z komiczną jak na niedorostka wyższością. — Trzeba było się ciągle modlić! I myć! I plewić! Łech!
Kiedy ojciec wstał, Daromir z żalem patrzył, jak zabiera miecz, na powrót przypinając go sobie do pasa. Żałoba nie trwała długo; podrzucony na barana chłopak pisnął z uciechy.
Co to znaczy kierować intencje? — usłyszał wiarus nad uchem, kiedy syn spoczął mu na barkach. — Jest taki bóg, który walczy mieczem? I jeździ na koniu? Do takiego chciałbym się modlić!
Postawiony na ziemi, dzieciak nie zwlekał długo z rozwiązaniem poprzedniego problemu ze zbyt wysokim wierzchowcem.
Ja już wymyśliłem! — zakrzyknął triumfująco i z łobuzerskim uśmiechem puścił się pędem w stronę gospody. Lasota widział, jak chłopak gna przez trawiaste podwórko, przypada do drzwi przybytku i otwiera je sobie, po czym wślizguje się do izby, znikając mu z oczu. Sądząc po tempie, z jakim tam dotarł, powrót nie powinien był zająć mu dużo czasu. Jednak z jakiegoś powodu, drzwi „Świerków” wciąż pozostawały zamknięte i nieporuszone.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 13 sie 2022, 9:51

— To znaczy, żebyś prosił bogów o łaskę, dzielił się z nimi zamierzeniami swymi i zastanawiał się w modlitwie. — Wytłumaczył, chociaż nie był pewien czy uczynił to precyzyjnie.
— Chcesz czcić wojowniczego boga? — zaczął z udawaną emfazą. — W takim razie Kreve. Patron wojowników i burz — zaproponował ochoczo. — Moi starzy kompani modlili się do Kreve przed każdą bitwą. Oj, srogi to bóg, gdyż jego wyznawcy zazwyczaj porywali się w wir walki i nie znali litości dla wroga. — Nagle uderzyła w jego głowę paląca niczym rozgrzany pręt świadomość, że zaproponował synowi wyznanie, które dowiedziawszy się o jego naturze, najprędzej spaliłoby go na stosie. Lasocie zrobiło się głupio, postanowił czym prędzej zaproponować innego boga.
— Ale nie ma koni! Kreve nie ma ręki do koni i piesków, synku. Łatwo się denerwuje, dlatego trzeba miarkować modlitwy do niego, bo nigdy nie wiesz czy się pogniewa — zaczął żwawym tonem zniechęcać Dara do boga burz. — Złóż lepiej ofiarę Eponie. To patronka koni i jeźdźców. Spójrz na mojego Czarka — wskazał na konia — i zobacz, jaki z niego zacny koń. To dlatego, że raz na jakiś czas pomyślę o Eponie i podziękuję jej za mojego konia. Módl się do niej, a dostaniesz konia szybszego, niżeli burzowy wiatr czy piorun — dokończył pośpiesznie, chociaż z niesmakiem, bo wyczuł, że się pogrążał. Dlatego postanowił zatrzymać swój słowotok. Kiedyś musiał znaleźć jakiegoś kapłana, który ładnie wszystko wytłumaczyłby Daromirowi.
Ojciec przyzwolił synowi na realizację swoich planów oraz pognanie w te pędy do karczmy. Lasota z Czarkiem podleźli pod karczmę i czekali na rozwój sytuacji. Młody szybko nie wracał.
Zimny dreszcz przeszył Lasotę.
Poczuł się nieswojo, jednak nie wiedział czy to jego wyobraźnia, czy efekty więzi z synem. Nie lubił go tracić z oczów, denerwował się wtedy. Co jeśli ten sukinsyn z katowskim toporem zaczepił młodego, bo ten zechciał zabrać sprzed jego stolika krzesło? Albo jakiś cwaniaczek w barwnym kubraczku zaproponowałby mu łakocie, którymi uśpiłby czujność malca, żeby chwilę później go porwać?
Ręka zadrżała wojownikowi, jego paranoja wzmagała jak ogień.
Być może przesadzał? Przecież jeszcze nic się nie stało, zapewne malec kombinował, a z racji roztrzepanej natury, potrzebował więcej czasu lub coś przykuło jego uwagę, iż natychmiast zapomniał o swoim planie. Zdarzało się to. Gospodarz dobił targu z Lasotą, wymienili się monetami, zaprosili na śniadanie, w biały dzień skrzywdziliby chłopaka pod okiem właściciela?
Nie wiadomo. Niby rycerz postanowił dać chwilę albo dwie synowi. Jeszcze wytrzymywał jego nieobecność.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Dziki Gon » 15 sie 2022, 0:15

Chwila nieobecności przedłużyła się jeszcze bardziej. Kiedy Lasota zdecydował się nie czekać dłużej i podążył do karczmy, w środku zastał dokładnie to, czego spodziewał się w pierwszej kolejności. Siedzący naprzeciw wejścia sukinsyn z toporem trzymał nogi na zydlu, a Dara za kołnierz, drugą, wolną ręką ogryzając udko z kurczaka. Chłopak pochlipywał lekko, a jedno z jego uszu było czerwone jak dojrzały burak.
Pytałem czyjś ty — powtórzył z pełnymi ustami człowiek w kolczudze, nie patrząc na chłopaka, ale na trzymany przed sobą fragment kury. — Twoja matuś była królicą, że masz taką siwą łepetynę i czerwone ślepia?
Ruch przy drzwiach i wpadające do środka światło zwróciło uwagę chłopaka, a razem z nim właściciela katowskiego topora, który podążył za spojrzeniem Daromira swoim własnym.
Zagadka wyjaśniona. — Właściciel topora uśmiechnął się nieładnie, ogryzioną do czysta kość zastępując dzbanem piwa. Miał czarne, sięgające ramion włosy, wąskie, zmrużone oczy i paskudną bliznę na pół głowy, która robiła mu dodatkowy, skośny przedziałek przez czaszkę, kończąc nad lewą brwią. Puszczając kołnierz chłopca, nie odmówił sobie pchnięcia go w kierunku ojca. Potykający się Daro natychmiast podbiegł do Lasoty i schował się za jego plecami, przywierając do jego nogi. — Pilnuj swoich bękartów, łysy. Albo będziesz musiał zrobić sobie nowych. Masz w ogóle jajca, żeby zrobić?
Odstawiając dzban na stół głośniej, niż było to potrzebne, człowiek w kolczudze popuścił pasa, rozwalając się na ławie i spoglądając prosto na Lasotę niekwestionowanie zaczepnym spojrzeniem. Pozostali z obecnych w izbie gości pospuszczali swoje, nagle dziwnie milczący i bardzo zajęci swoimi sprawami.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Pod Trzema Świerkami”

Post autor: Lasota » 15 sie 2022, 10:10

Przewidywania Lasoty sprawdziły się. Daro zwrócił na siebie uwagę niebezpiecznego człowieka, któremu nie spodobało się zachowanie dzieciaka i wykręcał mu za karę ucho. Szlachcic, patrząc na tę scenę, odczuwał bliźniacza cierpienie, jakoby i jemu próbowano oderwać ucho albo tak to sobie zmyślił.
Wojownik pogłaskał syna po głowie na powitanie, a później skupił wzrok na mężczyźnie w kolczudze. Było niezwykle dziwnym, że jegomość nosił opancerzenia, jakby szykował się na bitwę, co natychmiast wzbudzało wątpliwości, co do jego osoby. Sposób wypowiedzi nasycony prowokacją i robieniem sobie jaj z rozmówcy był znany Lasocie, bo za młodu często wchodził w rolę zakapiorów szukających zaczepki. Znał te klimaty.
Jakaś bardzo nieładna myśl zachęcała do podjęcia wyzwania, spraniu mordy cwaniaka i obrabowania go, bo topór spodobał się Lasocie. Niemniej rozsądek podpowiadał, że brakowało mu pancerza, żeby wyrównać szanse, a ten znajdował się na piętrze. Serce podpowiadało, że droga agresji nie była zgodna z wyznaniem wojownika, w szczególności po tym, jak walnął przemowę życia na temat swej przemiany. Jak na razie wojownik postanowił wytrzymać spojrzenie potencjalnego rywala, odpowiadając wyłącznie spokojem i łagodnością w oczach. Chciał pokazać, że się go nie bał.
— O, upilnowałeś mi syna. Dziękuję — postanowił zmienić ton sytuacji, rozładować ją. — Karczmarzu! Dzban piwa temu dobremu człowiekowi — kontynuował względnie wesoło.
Lasota potrzebował ludzi i sojuszników, kontaktów oraz znajomości. Na razie był sam jak palec, więc postanowił podjąć próby zaznajomienia się ze zbrojnym. Być może Daromir coś przeskrobał i dało się odmienić sytuację.
— Ja już dzieci narobiłem — przemówił z żartem w głosie, a potem próbował usiąść obok wojownika. — A co się stało, że mi syna za ucho ciągniesz, hm? Co ci uczynił? — zapytał poważniejszym, lecz niezaczepnym tonem.
Szlachcic na razie badał grunt pod dalszą rozmowę.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław