Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 05 kwie 2023, 16:05

W festiwalu kuksańców, popychańców i zwykłego forsowania sobie drogi krasnolud sprawił się niczym żywy taran. Brnął przez tłum na krótkich, lecz silnych nogach, a barkami i dłońmi rozpychał stojących mu na drodze. Joreg musiał sam przed sobą przyznać, że pomimo dyskomfortu jaki zapewnił kilku gościom, bawił się świetnie. Bez wybierania, na chybił trafił mógł oddać możnym nieco uwagi, którą to tak chętnie go darzyli od momentu pojawienia się na Placu Skrybów. Trzeba także zaznaczyć, że na największego grubasa na trasie musiał się nieco spiąć, dodatkowo, element zaskoczenia zadziałał bezbłędnie, dzięki czemu tłusty wór mięcha wyłożył się jak długi.
Ku pewnemu rozczarowaniu krasnoluda, awantura nie zdążyła nabrać jeszcze rumieńców, a potężna baba w warkoczu oddaliła się z miejsca zajścia. Rozczarowanie to mogło zostać przysłonięte jedynie kurtyną wkurwienia Lasoty, paradującego w rozdartej na piersi szacie, niby jakiś męczennik.
— I po ptakach. — Podsumował sam do siebie Joreg, kręcąc głową dookoła, odprowadzając przy tym wzrokiem kolejne persony. Rivę z blondynem, oddelegowanych do załagodzenia sytuacji. Lasotę z Hecklem, oni najwyraźniej musieli sobie coś wyjaśnić, bo o ile Joreg dobrze zrozumiał, ten łysy przybył tu z zaproszenia. Czyli jednak na drabince społecznej nie stali od siebie tak daleko, jak początkowo sądził przez wzgląd na zalatujący luksusem ubiór łysego awanturnika. “A może jednak to jeszcze nie koniec?”, zastanowił się Joreg, widząc jak kolorowo wystrojony gość zmierza krok w krok za nowo poznanymi mężczyznami.
Wsłuchując się w rosnące pod pomnikiem podniecenie, Borgerd zdał sobie sprawę, że nie potrącił zwykłego, opasłego pijaka – czego w zasadzie i tak się nie spodziewał – a jakiegoś pseudoważniaka, z mordą czerwoną jak burak i bebzolem wypełniającym kubrak tak, jakby ten miał zaraz puścić w szwach i rozedrzeć się na strzępy pod naporem cielska.
— Baryła ze Zgniłychwód. Też mi, kurwa, tytuł, ha! — Krasnolud może i nie szukał zaczepki, nie chciał też dać się sprowokować, lecz na uniknięcie całego zamieszania małe były szanse. Nie zamierzał również wcinać się między Kentona, a Wielomira. Dlatego właśnie Joreg przecisnął się w kierunku złorzeczącego grubasa, bez wątpienia z zamiarem spojrzenia mu w oczy.
— Szanowny Baryło ze Zgniłychwód. Jak widzicie, niezbyt jestem wysoki, a jednak wasza rozrośnięta rzyć zagrodziła mi przejście. No, to skoro wszystko jasne… — Tożsamość napastnika została zdradzona, baron Razboy mógł śmiało przechodzić od słów do czynów, choć po takim tuczniku Borgerd nie spodziewał się więcej niż kilka mało znaczących gróźb.
Z mieszanki różnorodnych wydarzeń ciężko było ocenić krasnoludowi czymże są tutejsze obyczaje i jak je interpretować. Z jednej strony, najpierw mówiono mu o kulturze i kagankach oświecenia, by chwilę później odstawiać mordobicie z byle powodu, jak jakieś podrzędne zbóje. Faktem pozostawało jednak, że tłum wywarł na Borgerdzie niedobre wrażenie, więc i on nie zamierzał przesadnie się silić, by komukolwiek udowodnić, że wcale od nich nie odstaje.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 14 kwie 2023, 0:23

Ta panna — skwitował poważnie Kenton — Po pijanemu obcina knoty świec, samej świecy nie tknąwszy. Że też przyszło ci do głowy uderzać akurat do niej.
Nie jemu pierwszemu! — podpowiedział podążający za nimi jak cień bażant, wyciągając głowę ponad barkiem Kentona. — Ale i tak mu się upiekło, pamiętacie starego Kleinhorsta? O tym też ułożę balladę, mam początek. Uważacie? Kobieta z szablą w ręku stoi, Wojownik czuje zagrożenie...
Spierdalaj, Alkiermes — poradził mu Heckl, bez zatrzymywania się ani zaszczycenia go spojrzeniem. W przeciwieństwie do szefa ochrony Trevedic, Lasota nie posiadał podobnych zahamowań. Przypuszczalnie w ogóle ich nie posiadał.
Złapany za fraki balladysta zdurniał ze szczętem, nie mając pojęcia jak się zachować. Zanim w ogóle udało mu się pojąć powagę sytuacji, w której się znalazł, czoło Lasoty zmierzało na umówione spotkanie z nosem tamtego. I byłoby go rozkwasiło jak dwa a dwa cztery, gdyby nie interwencja Kentona, który ostatnim odruchem próbował powstrzymać impet bodącego Wielomira, chwytając go za kołnierz.
W efekcie bańka zeszła mu lekko z trajektorii, waląc gadułę między oczy. Alkiermes zazezował komicznie, zakwiczał jak zarzynana świnia, poleciał do tyłu, na bruk, na którym klapnął, by tam ze łzami w oczach obmacywać się po nosie.
Kilku uczestników imprezy odwracało głowy w ich strony, niezdecydowani czy obserwować ich, czy kolejną awanturę. Tę z udziałem krasnoluda i pana na Zgniłowodach dziejącą się kawałek dalej.
Najebałeś się? — Heckl odepnął Lasotę, nie siląc się przy tym na delikatność. — Jeszcze ci mało?
Wciągnąłem cię na elegancką imprezę. — Mężczyzna postąpił do przodu, odruchowo zaciskając pięści. — A ty, zanim zaczęła się na dobre, obrażasz zawodniczkę i szukasz komu by tu wpierdolić. Tak mi się odwdzięczasz? Robiąc bardachę moim chłopcom? To nie rivski festyn, do kurwy nędzy!
Po raz pierwszy od początku ich znajomości widział Heckla wyprowadzonego z równowagi.
Zabieraj się stąd. I nie pokazuj, dopóki towarzystwo nie zdąży zajarać się wyścigiem bardziej niż twoimi breweriami. A jak masz robić bydło, to w ogóle.


Kawałek dalej.


Krasnolud może i nie szukał zaczepki, ale jego uwaga na temat tytułu zawalidrogi, sprawiła, że twarz tamtego przybrała kolor dojrzałej brukwi. Kilka stojących najbliżej osób szybko pospuszczało głowy, by ukryć pojawiające się na nich uśmiechy. Jeden młodszy szlachcic zarechotał całkiem otwarcie. Można było miarkować, że status pana na Zgniłowodach bywał wśród zgromadzonego towarzystwa obiektem wymienianych w kuluarach docinek, a u samego obgadywanego powodem kompleksów.
Sytuacji nie poprawiało spojrzenie krasnoluda, którym śmiało zmierzył grubego, chociaż musiał zadzierać przy tym głowę. Z kolei wyjaśnienie, chociaż udzielone bez gniewu, sprawiło, że z koloru dojrzałej brukwi, barwa jego twarzy dostała głębi niezabielonego barszczu.
Szlachcic zasapał się ze wkurwienia, nie wiedząc, od którego despektu zacząć. Ostatecznie nie popisał się oryginalnością.
Ach, ty nieludzie! — ryknął, z braku rękawicy chwytając szamerowany srebrem beret i ciskając go o bruk w geście wyzwania. — Masz czelność dalej mnie znieważać? Żądam satysfakcji! Natychmiast!
Tłumek wokół zaszemrał i zagęścił się. Niektórzy odwracali się, udając zgorszenie, ale zdecydowana większość przyglądała się z ciekawością. Jeden z pajuków, dopiero świeżo co interweniujący podczas zamieszania z Lasotą, przybiegł zmachany na miejsce kolejnego zdarzenia. Dzisiejszy wieczór zdecydowanie obrodził im dodatkowymi obowiązkami.
Co… się tu dzieje, panowie? — zapytał, złapawszy oddech i zatrzymując się między krasnoludem a dyszącym Razboyem.
Obraził mnie, kobold! Będziem się potykać! Haszek, sam tu! Będziesz moim sekunde… Sekundantem!
Pajuk zrobił wszystko by zapanować nad twarzą. Nie uczynił tego jednak wystarczająco szybko, by powstrzymać cisnące mu się na usta westchnięcie. I pełne wyrzutu spojrzenie, którym obdarzył Jorega w oczekiwaniu na jego wersję wydarzeń.
Borgerd nie mógł oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie to, że miał sprawę z kimś, czyje patrymonium nazywało się „Zgniłowody” a sekundant „Haszek”, wysłuchanie go byłoby zbędną fanaberią.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 14 kwie 2023, 10:16

Poczuł się lepiej.
Kiedy trafił w czaszkę Melitele winnemu biedakowi, zwalając go z nóg, zaznał przyjemności. Gdy zabolał czerep od tego mocarnego ciosu, zaznał orzeźwienia. Nagłego uspokojenia myśli i rozluźnienia. Westchnął głośno, jakoby uwalniając ostatniego demona gniewu przez usta, lecz ten opętał kolejnego: Heckla
— Dawno nie piłem, ale chyba nie. — Stwierdził z zażenowaniem, patrząc ukradkiem na powalonego gościa. Gospodarz zdawał się napędzać w swoim wkurwieniu, więc w odpowiedzi na to Lasota zastosował przeciwny manewr. Uśmiechnął się nieśmiało niczym prawiczek przed obliczem starej, wysłużonej kurwy. Ładnie tak: pokazując nieznacznie górne zęby – pogodnie.
— Kent — przywołał z ogromną sympatią godność kolegi, nawet zdrobnił jego imię, żeby milej mu było. Lasota rozłożył ręce, dalej się uśmiechając. — Keeent, no! Niewiasta pognała chłopa, ludzie się śmieją, muzykant dostał w mordę. Jak na kulturalnej imprezie, porządek został zachowany! Przecież nikt nie zginął. Nikt inwentarza nie rozwalił. Nic się nie stało, przyjacielu złoty!
Pojąwszy, że nieopodal rozgrywała się kolejna burda, łysy arystokrata w czerni zasłonił usta lewą dłonią, gestem wysublimowanym i podchwyconym od znawców dworskich biesiad, dzięki któremu można było zasłonić tępy zachwyt na mordzie.
— To w ogóle tam — wskazał głową ku zamieszaniu — dzieje się kolejna burda. Pomogę wyciągnąć naszego brodatego znajomka z opresji, a potem sobie pójdę i nie zobaczysz mnie na eleganckich imprezach.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 14 kwie 2023, 11:20

Pospuszczane, uśmiechnięte gęby i śmiech dochodzący z tłumu sprawiły, że Joreg poczuł pewną dozę satysfakcji, kolejną już. Sam uśmiechnął się półgębkiem pod wąsem, stojąc wciąż z zadartą głową. Obserwował, jak z twarz barona czerwienieje coraz bardziej, aż w końcu wydawało się, że pod tak wysokim ciśnieniem krew tryśnie mu z nosa i uszu szukając ujścia.
— Satysfakcji powiadasz? Sugeruję tedy obrać trasę do najbliższego bordelu. — Krasnolud zatrząsł się cały od krótkiego, ale gromkiego śmiechu. Ciekaw był co zrobi Razboy, a długo czekać nie musiał, bo tamten rzucił mu pod nogi czapkę. Joreg otworzył szerzej oczy, zdziwiony, a z miny dało się wnioskować, że zupełnie nie wie o co chodzi baronowi, lecz i to szybko uległo wyjaśnieniu.
Pojawienia się pajuka nie sposób było przeoczyć, bo wparował między nich pędem, zdyszany. Nadeszła kolej na wyjaśnienia krasnoluda, które planował zacząć od tego, że nazywanie grubasa grubasem to żadna zniewaga, a stwierdzenie faktu. Dostrzegłszy jednak swoją pozycję w tej rozmowie, na chwilę zrezygnował z żartów i starał się wyjaśnić sprawę. Przy tym wszystkim ręce miał skrzyżowane na piersi, na widoku.
— Rozmawiałem akurat z Rivą z Kotar i Kentonem Hecklem, kiedy pod pomnikiem wybuchło zamieszanie. Jako, że tamten szlachcic, jak on miał… Lasota. Tak. Jako, żem już z Lasotą wódkę pił, pobiegłem zobaczyć co się święci, kto wie, kto wie, może bym i interweniował, jakby trzeba było. No, ale do rzeczy. Biegnąc pod pomnik, a krzycząc przy tym “z drogi, żywo!”, zahaczyłem szanownego bary…Barona barkiem. Widzicie go przecież. Chłop jak dąb, a zatrząsł się jak osika na wietrze. —Do tego kwiczy jak prosiak”, dodał w myślach. Zaraz też pokręcił przecząco głową i ciągnął.
— Potykać nikt się nie będzie. Popatrz no, panu baronowi upadła czapeczka, może podasz mu ją i się rozejdziemy? Niebawem wyścigi. Ja, na ten przykład, poszukam zimnej wódki pod sienią. Może jakby ktoś mi zydel podsunął, ażebym stojąc na nim miał widok na cały plac, wtedy nie musiałbym przeciskać się między tak ważnymi personami. Grubymi rybami, bez wątpienia. — W międzyczasie jak mówił, brodacz wskazał palcem beret leżący na bruku, aby zaraz potem znów skrzyżować ręce. W tonie całego przemówienia dominowała powaga, choć miejscami podszyta sarkazmem, a z postawy Jorega wnioskować można było śmiało, że nie zamierza tu z nikim walczyć. W końcu powiedziano mu, że to porządna impreza. Podejrzewał także, że gdyby zaczął teraz wymachiwać żelazem, mogłoby się to odbić na Vortigu, czego nie chciał. Borgerd zamierzał jedynie podroczyć się z baronem, a przy okazji nieco wyżyć za nienawistne spojrzenia jakimi przywitało go Ban Ard. Teraz przynajmniej część osób spojrzała na niego już nieco łaskawiej, tak mu się wydawało – przecież śmiali się z jego żartobliwych docinek!
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 22 kwie 2023, 1:10

Kent pokręcił głową z zażenowaniem, już spokojny, choć daleki od udobruchania.
Idź się przewietrzyć, ochłoń — polecił mu. — Przebierz. Pal już diabli elegancki strój, bylebyś… Kolejna burda? Gdzie?
Aedirnczyk nie obejrzał się od razu za siebie, podejrzliwie zakładając, że Lasota próbuje zrobić go w konia starym jak świat numerem z odwróceniem uwagi. Nie przestając jednym okiem obserwować Kaedweńczyka, pokosił na domniemaną awanturę, a usłyszał ją zaraz potem.
Kenton Heckl zaklął szpetnie, w sposób niepozostawiający wątpliwości, że miał w życiu do czynienia z wojskiem.
Ty mi już nie pomagaj! — przestrzegł go na odchodne, ale nie mógł go powstrzymać przed realizacją owego zamiaru, samemu spiesząc się, by zażegnać nowy kryzys. Sam Wielomir mógł bez trudu podążyć w ślad za szefem ochrony Trevedic i być świadkiem nowego zajścia z Joregiem w roli głównej.
Replika krasnoluda do czerwonego barona, choć dowcipna, była zbyt wyświechtana, by wzbudzić w gapiach wesołość równą poprzedniej. Jednakże uwagą chętnie obdzielali go wszyscy najbliżej stojący, bawiąc się widać nie gorzej niż plotkowaniem z zawodnikami.
Rodzącej się w bólach repliki Razboya na swoje dictum się nie doczekał. Przerwało je pojawienie się pajuka i prośba o wyjaśnienie, którego krasnolud udzielił z powagą, choć nie odmawiając sobie sarkazmu. Pajuk, ewidentnie źle czujący się w roli mediatora, słuchał, kiwając głową i zerkając od czasu do czasu na zasapanego Razboya; schylać mu się po czapkę nie zamierzał.
Ja? Osika? Jeszcze sobie podśmichujki robi, zapluty karzeł zdrady!
Pajuk przestąpił nerwowo z nogi na nogę i kiedy ze strony krasnoluda padła propozycja oddalenia się pod sień i skosztowania schłodzonej kaedweńskiej (spekulatywnie lepszej niż temerska), podłapał ją natychmiast, niby tonący brzytwę.
Tak będzie najlepiej. Odejdźcie kawałek, pan baron nieco ochłonie i poczekamy sobie na gonitwę…
Haszek! Gdzie ty się szwendasz! Uczyniono mi despekt!
Haszek, wbity w pozbawiony herbu bury wams i sprane portki byłby prawie do pomylenia z którymś z obstawiających imprezę ochroniarzy, gdyby nie gorsza jakość okrywających jego sylwetkę materiałów i zawieszony u pasa szeroki miecz. Sylwetkę wybrzuszoną niewiele mniej niż u Razboya, choć szerszą w barach i bardziej zgarbioną, niby u zamorskiej afy. Ostatniego porównania dopełniało również obojętne, tęskniące za rozumem oblicze. Haszek poruszał się powoli, lekko kaczkowatym chodem, pogryzając przystawkę, z których niewielki zapas, w postaci małej wieżyczki zakumulował sobie w drugiej grabie. Powodowało to, że idąc, zmuszony był rozpychać się barami, nie bacząc na czynione w ciżbie despekty, o które oskarżano właśnie krasnoluda.
Jawłem — stwierdził bez krzty zakłopotania, przeżuwając i zatrzymując się obok swojego pryncypała.
Zażądałem satysfakcji! Będziesz sekundował!
Jak wjem.
Poza przybyciem Haszka, krasnolud dostrzegł zmierzającego w jego kierunku Kentona. Nie widział, czy był z nim Lasota, ale sam Heckl minę miał nietęgą. Od strony pomnika rozległo się kilka ochnięć i uwaga obserwujących zajście z Raboyem gapiów przeniosła się właśnie tam, samego zaś Razboya na Haszka, do którego wydzierał się, aby przestał żreć. Haszek pokornie przytakiwał, wysłuchując zjebki chlebodawcy, ale żreć nie przestawał. Był to dobry moment, żeby wycofać się chyłkiem w kierunku podsieni. Dobry, jeżeli nie chciał zbędnej uwagi. Zły, jeśli wolał zobaczyć, co spowodowało zainteresowanie u zgromadzonych. Albo czy Haszek dożre do końca całą wieżę, zanim przystąpi do zleconego mu sekundowania, na czymkolwiek miało owo polegać.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 22 kwie 2023, 11:57

Lasota odprowadzał Kenta życzliwym spojrzeniem i prawie szczerym uśmiechem, bo kiedy ten opuścił jego towarzystwo, ojciec postanowił jedynie połowicznie spełnić prośbę kolegi. Zdał sobie sprawę, że zyskał moment niewidoczności, bowiem goście wraz z ochroną skupili uwagę na nowej zadymie.
Pierw wrócił, próbując nie zwracać niczyjej uwagi, do stołu, gdzie wcześniej popijał sobie z mężczyznami. Wrzuciłby na ząb parę przystawek, a jeśli Kent zostawiłby flaszkę, przywłaszczyłby sobie trunek. Potem zasiadłby w najmniej rzucającym się w oczy miejscu, żeby na spokojnie sobie popijać alkohol i obserwować rozwój sytuacji. Wielomir nie zamierzał jeszcze opuszczać imprezy, albowiem nie zlokalizował Ratiza von Frentza.
Walnął sobie kolejkę z gwintu, w następnej chwili pobudzony wódeczką, poczuł wyostrzenie zmysłów, którymi począł wyszukiwać ścieżkę przekradnięcia się do innych punktów obserwacyjnych, dzięki których patrzyłby na plac, jeżeli obecne położenie nie pozwalałaby mu wyłapywanie nowych zdarzeń.
— Jak cień... — wyszeptał do siebie, zafascynowany wydumanym pomysłem zrodzonym z podpitej głowy.
Chlusnął następną kolejkę, a potem spróbował wykorzystać swoje umiejętności skradania się, aby niepostrzeżenie zmienić punkt obserwacji na lepszy. Z flaszką dłoni rozpoczął cichociemną operację.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 23 kwie 2023, 18:33

Brodacz oglądał wywołane przez siebie zamieszanie z nieskrywaną satysfakcją. Baron, czerwony jak barszcz, sprawiał wrażenie, jakoby zaraz z tej wściekłości piana miała wystąpić mu na usta. Jednocześnie obrazy, jakimi próbował wytrącić go z równowagi Razboy, nie zrobiły nań większego wrażenia. Od karłów nie raz go już zwyzywano, toteż puścił to między uszy. Przy tej okoliczności Joreg pozwolił sobie zupełnie zignorować słowa pajuka, albowiem decyzję już podjął i nie zamierzał jej zmieniać.
— Ależ się wnerwił. Może jak mu żołąd ściśnie, a kiszkę przy tym rozluźni, wtedy razem z gównem zrzuci trochę sadła. — Skomentował jeszcze, na adresata wybierając najbliżej stojącego z postronnych obserwatorów widowiska, zakrawającego na istne, jak to mawiali niektórzy ludzie, jasełki - cokolwiek mogło to znaczyć.
Pojawienie się Haszka, gęsto obsypywanego uwagami przez barona, Borgerd skwitował gromkim, szybko i wyraźnie na siłę urwanym śmiechem, bo jeszcze przez kilka sekund trząsł się, próbując zachować przy tym pozory powagi. Skubani, musieli mieć w tych Gniłowodach jakieś siedlisko ulańców.
Krasnolud pacnął się otwartą dłonią w udo, a potem przetarł oko wierzchem rękawicy i choć zaiste bawił się doskonale, musiał zaniechać. Po części przez zbliżającego się Kentona Heckla, ale w większej mierze przez to, że rzeczywiście nie planował żadnego pojedynku.
Korzystając z okazji, brodacz wycofał się, czyniąc kilka kroków w tył, a dopiero po nich obracając się na pięcie. Z pewnym żalem opuszczał możne towarzystwo, lecz dla bezpieczeństwa własnego, a może bardziej innych, tak należało uczynić. Powetował sobie, bez wątpienia, aż mu się pragnienie na wódkę wyostrzyło – tym razem nie z powodu złości, lecz by potrzymać wesołość.
— Niezwykły człowiek, z tego barona. Ciut tylko zbyt nerwowy, w ogóle na żartach się nie zna. — Wyjaśnił Hecklowi, kiedy się zrównali. Nie potrafił przy tym zetrzeć z własnej gęby szerokiego uśmiechu, odcinającego się na facjacie nawet pomimo gęstego zarostu okalającego usta.
— No, ale już koniec wygłupów. Ciekaw byłem, co też niesie tamta dwójka i kim jest ten w płaszczu za nimi. O, i ta wasza kaedweńska, godna, by dać jej jeszcze szansę na zwilżenie gardła. — Joreg musiał liczyć się z gniewem Kentona, lecz nie przybył tu z jego zaproszenia i nie do końca rozumiał, czemu mężczyzna przygnał tak szybko, by zażegnać kryzys. Jednocześnie miał w pamięci jego rozmowę z Rivą, z której wnioskował, że być może ów mężczyzna należy do organizatorów, co tłumaczyłoby jego zapał.
Zaraz po swych słowach, krasnolud rozejrzał się nieco uważniej, mając na celu odnalezienie, rzecz jasna, wspomnianej trzyosobowej delegacji oraz kompana Heckla, który albo skrył się w tłumie, albo w ogóle nie podążał za swym znajomym.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 30 kwie 2023, 21:52

Tok rozumowania Lasoty był słuszny. Nowy tumult na placu zapewniał mu moment niewidoczności. Teraz kiedy nie znajdował się już w centrum uwagi, mógł bez zwracania jej na siebie wrócić do stołu z gorzałą i przystawkami. Flaszka, częściowo odpita czekała tam na niego i bez oporu dała się zawłaszczyć, kiedy zapchał już kichę paroma antypastami z półmisków.
Wychodząc z podsieni, zaraz za rogiem znalazł dyskretne, zacienione miejsce, które pozwalało mu obserwować rozwój sytuacji. Nieszczególnie wyraźnie, ale za to z ukrycia. W miejscu, w którym rozdzielił się niedawno z Kentem i Joregiem, miała miejsce kolejna awantura. Jakiś rozkrzyczany jegomość, na tyle tłusty, by Lasota nie miał problemu wypatrzyć go pomimo odległości, sapał się o coś i awanturował, ku umiarkowanej uciesze stojących najbliżej postronnych.
Jak podpity cień snuł się w ciżbie, unikając co bardziej wścibskich oczu. Większość z nich była bowiem skierowana pod monument Viduki. Wprost na taflę wielkiego zwierciadła w pozłacanej, ornamentowej oprawie.
Lasota, człowiek skądinąd bywały, miewał już do czynienia z podobnymi zdobyczami cywilizacji, może nawet zdarzało mu się je rabować. Ale po raz pierwszy w życiu widział na oczy lustro, które miast odbijać obraz, ukazywało zupełnie inny. W dodatku zmieniający się.
Urzeczony widokiem, nie od razu pojął, że szklana powierzchnia ukazuje wszystkim przebieg trasy wyścigu. Widzianej z różnych miejsc, z poziomu ulicy, niby oczami świadka. Obserwujący spektakl tłumek ochał, kilkoro obecnych nagrodziło sztuczkę krótką, choć raczej osamotnioną owacją. Starzy bywalcy palio, obeznani widać z procedurą, nie dawali po sobie poznać żadnej emocji, zajęci słuchaniem objaśnień stojącego obok lustra szpakowatego mężczyzny w eleganckim kabacie — z tego, co doleciało do Lasoty, miarkował, że jegomość objaśnia zgromadzonym trasę wyścigu. Uważniejsza obserwacja pozwoliła weteranowi dostrzec, że to nie przemawiający ma kontrolę nad obrazem, ale stojący obok rudobrody osobnik w eleganckiej szacie. Artefakt zdawał się słuchać jego zdawkowych gestów, którymi od niechcenia kontrolował wyświetlaną wizję.


Nie przepuściwszy okazji do ucieczki i napicia, Joreg, uśmiawszy się serdecznie, opuścił miejsce swojej małej zbrodni. Pozostający w ruchu Kent dołączył do niego chwilę potem.
Dzięki, żeście zachowali zimną krew — powiedział z ulgą, zwalniając nieco kroku. — Razboy wyżej sra, niż dupę ma. Poawanturuje się, narobi bigosu, ale łajno ma tu do powiedzenia, więc rzecz rozejdzie się po kościach. Aby nie dawać mu pretekstu.
Na propozycję zdegustowania godnej kaedweńskiej przystał natychmiast, z wielką chęcią. Kenton Heckl zasłużył i potrzebował się napić. Wracając w kierunku podsieni, stołu z trunkami i przystawkami, wykorzystał okazję, by zaspokoić ciekawość krasnoluda, zadowolony, że może popisać się wiedzą.
Człowiek, o którego pytasz, to mistrz Ardalion. Sztukmistrz-czarodziej z akademii magów pod miastem. Prywatnie wielki miłośnik konnego sportu. W swojej uprzejmości i rzecz jasna, za sporą opłatą użycza naszej imprezie dostrojonego, zaczarowanego zwierciadła, w którym widać będzie przebieg trasy. Na różnych jej punktach ma ustawionych swoich pomocników, którym każe patrzeć na gonitwę, a w rezultacie to, co widzą, pojawia się na powierzchni. Bardzo zmyślna to sztuka. I nielicho doprawiająca wrażenia.
Mimo starań i lepszej niż u ludzi zdolności do rozeznawania się w półmroku, krasnoludowi nie udało się wypatrzyć Lasoty wśród tłumu. Nic straconego, gdyż bardzo szybko wpadli na jego trop. Albowiem ślady przejścia Wielomira znaczył Chaos.
Ktoś spał w moim łóżeczku, ktoś jadł z mojej miseczki, kurwa mać — skwitował Kenton po przyjściu do podsieni, gdzie obydwaj zastali wyżarty talerz z przystawkami i ani śladu kaedweńskiej z temerskiego zboża.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 01 maja 2023, 11:27

Chociaż w tym momencie patrzył na siebie jak na przyczajonego kocura, tak naprawdę był ukrytym wśród stołów śmierdzącym od gorzały psem, a pies potrafił cichaczem, lecz zostawiał za sobą bajzel. Lasota był zbyt porobiony, żeby się tym przejmować, dlaczego z ukrycia patrzył na następne wydarzenia, z uwagą niczym u strzelca wyborowego. Pierwszą strzałą nie trafił w serce ognistej cudzoziemki, dlatego drugą zamierzał trafić w dupsko szczura Ratiza, o ile się ten cholernik wreszcie pojawi.
Rozdziawił usta, gdy jego mózg przemielił, co się zadziało w ramie zwierciadła. Pomimo powszechności magii na ziemiach kontynentu, Lasota każdy jej przejaw przyswajał tak jak prawiczek swoją pierwszą pizdę – z ekscytacją, zdziwieniem i lekkim zdenerwowaniem. Cipki i magia nie były wojownikowi obojętne, więc za każdym razem reagował na ich widoki, ale tylko w pierwszym odruchu podchodził do sprawy jak młokos, gdyż prawda była taka, że jedno i drugie mu nie służyło. Te pierwsze miały w zwyczaju zdychać po dłuższym obcowaniu z mężczyzną, natomiast drugie nie tylko go w życiu przeorały, to jeszcze w łbie namieszały. Zatem kobietom i magii nie należało ufać.
Pokręcił głową na czary–mary tego rudego cwela w sukience. Zamiast po ludzku przedstawić sprawę, rozrysować na mapie, wyznaczyć punkty jak bogowie przykazali, ten nonszalancko sterował zaczarowanym odbiciem. Gdyby nie życiowa sprawa nie zawracałby sobie głowę kretynami w sukienkach, z całą pewnością omijając ich szerokim łukiem. Weteran narzekał pod nosem, oglądając odprawę, jak stary dziad.
Dopiero później przyuważył powrót Kenta i pana krasnoluda do stolika. Tak czy siak Wielomir był spalony, więc odciąganie opierdolu mogło jedynie wzmocnić gniew gospodarza.
— No dobra. Czas złapać byka za rogi — powiedział do siebie motywująco.
Cichaczem wrócił do kompanów, aby zaczepić Kenta od jego lewej strony.
— No, panowie, wódeczka się jeszcze ostała — zagaił przyjacielskim jak nigdy głosem, a potem skoncentrował wzrok na Kencie. — Jak chcesz, to w ryj możesz dać, bo zasłużyłem. Tylko butelkę odłożę, bo się potłucze. — Potrząsnął na pokaz flaszeczką.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 04 maja 2023, 18:46

Wyjaśnień odnośnie Razboya wysłuchał, kiwając głową twierdząco. Nie wiadomo było jednak z czym dokładnie zgadza się krasnolud. Jemu samemu dopiero po dłuższej chwili przyszło do głowy, że gdyby tak nadepnął na odcisk nie temu co trzeba, pewnie powiesiliby go na najbliższym słupie – w najlepszym wypadku za brodę. Zamiast zajmować się spapraną od samego początku kalkulacją ryzyka, Joreg wsłuchał się w objaśnienia Kentona na temat zwierciadła.
Im dłużej krasnolud przyjmował do wiadomości nowinki od Heckla, tym mniej wydawały się one prawdopodobne. Wydawałyby się, gdyby nie fakt, że Joreg miał całe to magiczne ustrojstwo przed oczyma. Zamrugał zaskoczony, po czym zaczął żywo gestykulować, wskazując to mistrza czarodzieja, potem w przestrzeń, gdzieś, gdzie miał odbywać się wyścig, znów na czarodzieja.
— Niewiarygodne. To tamci, jego żacy, mają tylko gapić się na drogę, a my tutaj to wszystko, jakby działo się obok... Nawet bez zydla, bez przepychanek, bez… No, gorzałę pić można normalnie, nie rozlewać, na rzyci przy tym usiąść. To dobre jest! A zastanawiało mnie, jak wy, ludzie, możecie tu cokolwiek dostrzec po zmroku... — To nie tak, że Joreg nigdy dotąd nie miał do czynienia z magią, wręcz przeciwnie. Kule gradowe wielkości kurzych jaj odcisnęły się swego czasu na krasnoludzkiej skórze, lecz to niezatarte wrażenie po owych wydarzeniach zostało z brodaczem po dzień dzisiejszy. Nasuwające się od czasu do czasu wspomnienie tamtego dnia, sporadycznie przywodziło mu na myśl jego sąsiadkę Issaen Hiseerosh. Byłaby doskonałą towarzyszką na placu pełnym ludzi. Kto wie, może też wzięliby ją za Scoia'tael? I może zagarnęła by parę denarów, składając do kupy połamane ręce i rozbite twarze, gdy cierpliwość Jorega dotarłaby już do granic? Kto wie.
Zapatrzony w zwierciadło, a przy tym nieco zamyślony Borgerd, o mało nie wlazł na plecy klnącemu Hecklowi. Wyrwawszy się z tego chwilowego odrętwienia, złowił wzrokiem powód niezadowolenia Kentona. Joreg sam zmarszczył brwi, najwyraźniej niezadowolony z przebiegu spraw, a na to wszystko zjawił się jeszcze pan w rozciętej, czarnej szacie, najwyraźniej wciąż szukający wrażeń. Co najważniejsze, miał ze sobą zaginioną gorzałę.
— Co się będziesz prosił. Odstaw flaszkę, teraz wypijemy, a po gonitwie sam obije ci gębę i wszyscy będą kontent. — Wtrącił krasnolud, rechocząc z własnego, świetnego zresztą, pomysłu i rozwiązania w jednym.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 07 maja 2023, 23:10

Ano, niewiarygodne. Zajęło mi trochę czasu przyswojenie konceptu tego ustrojstwa. Z czasem przekonałem się do tej formy spektaklu. Widywałem magię używaną do gorszych rzeczy, mości Joreg. Dużo gorszych.
Cisza, która zapadła pomiędzy nimi była nader wymowna. Obydwaj, Borgerd i Heckl mieli już do czynienia z magią w jej bardziej chaotycznym wydaniu.
Lasota, pełen wdzięku jak opity pies lustrował uważnie otoczenie, łowiąc z niego cuda i dziwy w postaci zaczarowanych zwierciadeł oraz cudaków i dziwaków mogących spełniać definicję poszukiwanego von Frentza. Niestety zmrok ani zamieszenie nie ułatwiały mu zadania. Być może będzie musiał podejść do niego inaczej. Na razie jednak zdecydował się na taktyczny odwrót. Odwrót, bynajmniej nie rejteradę, bo zamierzał stawić czoła konsekwencjom, zamiast od nich uciekać.
Konsekwencje, dla przyjaciół Kent, wyglądały na zmęczone. Zmęczenie zostało spotęgowane pojawieniem się Lasoty z flaszką wódki. Wiarus pokręcił głową bardziej ze zrezygnowaniem niż wkurwieniem.
Zasłużyłeś, ale nie chcę — skwitował, bez rozbawienia. — Ale na pewno znajdzie się paru chętnych do obicia ci mordy po gonitwie. W pierwszej kolejności chłopaki, którym narobiłeś bigosu. Będziesz musiał zaczekać w kolejce, Joreg.
Ostatnie zdanie skierował do krasnoluda, po wypowiedzi, którą tamten wtrącił na pojawienie się Lasoty. Potem odwrócił się w kierunku stołu, by polać sobie miodu. Tłumek na placyku poruszył się, usłyszało się w nim kilka gwizdnięć i podniesionych głosów.
Cholera — Kenton przełknął szybko doprawioną procentami słodycz, otarł usta wierzchem dłoni, odstawiając napoczęty kielich. — Z tego wszystkiego zapomniałem zamknąć listy. A właśnie zaczynają się zakłady.
Mężczyzna poruszył się w kierunku placyku. Wystawiwszy jedną nogę za granicę podcienia, obrócił się, mierząc krytycznie najebanego Lasotę. Zaraz potem jego wzrok przeskoczył na krasnoluda.
Do rzyci prosić o przysługę nowopoznanego… Ale miałbyś go na oku? Jak chcecie postawić na któregoś jeźdźca, zrobię to za was.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 08 maja 2023, 13:04

Joreg na wzmiankę o kolejce do obicia gęby Lasocie znów zarechotał. Nie znał jegomościa zbyt długo, a jednak w ogóle się nie dziwił. Kimkolwiek był owy Lasota i cokolwiek robił w mieście, musiał mieć hardy charakter i twardo stawiać na swoim. Mógł być też zwykłym szlacheckim zadymiarzem, jak choćby Razboy. Ładnie ubranym i wyższego stanu, ale jednak zadymiarzem, którego zdolności, co tu dużo mówić, z pewnością biły na głowę możliwości tłustego barona – oczywiście, jeśli wierzyć we wzmianki o wojowaniu w przeróżnych miejscach, a Joreg wierzył. W istocie Lasota sprawiał wrażenie zaprawionego w boju, a i miękkim kijem nie był robiony, skoro śmiało sobie postępował z Zerrikanką.
— Eee, mi się wcale nie pali, a i powodu jeszcze nie mam. Pożyjemy, zobaczymy. — Odparł Borgerd dość szybko, coby sobie Wielomir nie pomyślał, że krasnolud zamiast żartować, istotnie zamierza stawać z nim do bitki, czy to pięściarskiej, czy też bardziej poważnej.
— Coś zaradzę, ale nie obiecam. Nie wiem do czego finalnie zdolny jest twój kompan. — Zaraz po tym, szturchnął podpitego zadymiarza łokciem w biodro.
— Zakłady, ha! Wolę obstawiać walki, łatwiej mi się rozeznać wśród wiarusów, niż konnych. No, ale dobrze, niech będzie nobel na waszą skromną znajomą, Rivę z Kotar. Drugiego stawiam na to, że ten w hełmie nie dotrze do mety. Spadnie z konia, połamie się, albo łeb se ukręci — Krasnolud odszukał mieszek z walutą i jeśli była taka potrzeba, od razu rozliczył się z Kentonem.
— No, szanowny panie Lasota, okażcie że przywoływanej tu kultury i polejcie spragnionemu z kaganka oświaty. — Zmienił na chwilę sposób mowy, celowo, by niejako bardziej wpasować się w sposób mówienia wyższych sfer. Przynajmniej tak mu się wydawało, że spora część wymienionego stanu mówiła w podobny sposób. Nadążyć za ludźmi nie było sposobu, a wszystko przez to, że tak krótko żyli, zmieniając przy tym obyczaje nader często.
Nie czekając na odpowiedź, podsunął w stronę WIelomira kielich, z którego wcześniej popijał wino. Jak już zauważono, wódeczka była wyborna, toteż grzechem byłoby spijać ją po kropelce.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 13 maja 2023, 2:21

Bandycki uśmiech malował się na gębie Lasoty, bowiem nie został wypędzony z terenu imprezy, więc cieszył się ze sposobności jak gnida, której uszło płazem. Nie przestraszyła go również perspektywa dostania po ryju od każdego chłopca Kenta i jednego krasnoluda.
— O, tutaj najlepiej grzmotnąć — polecił wesoło, klepiąc się lekko pięścią po własnym ryju. — Takie siarczyste razy we facjatę, mmhm! — ciągnął z przyjemnością, jakby gadał o delicjach rodem z królewskiego stołu. — Mnie to wiele nie zmieni... — dokończył cicho, mrucząc bardziej do siebie, niżeli ku kompanom.
Szturchnięcie uzbrojonej po zęby włochatej kuleczki przekierowało tok myślenia weterana na tematy wyścigowe, co pierw ukazał tępym zerknięciem na samą kuleczkę, a później na Kenta. Lasota zmrużył oczy, co było oznaką intensywnego myślenia. Podrapał się po łysym łbie, popatrzył na zgromadzenie przed zwierciadłem, beknął, ziewnął i sięgnął za monety.
— To ja na tego chłopa z hełmem, co na ślepo jeździ i te śluby milczenia złożył — wybrał niezdecydowanym głosem, bardziej na chybił trafił, niż dokonując przemyślanego wyboru. — Zobaczycie, jeszcze smród z dupska jego wierzchowca będą wąchać pozostali. Proszę, mój wkład. — Wręczył sto denarów na „Jeździeca z Tigg”.
Wielomir zasiadł przy stoliku. Poproszony o polanie uczynił ten honor w skupieniu, uważnie lejąc do kielicha brodacza, a minę miał przy tym tęgą.
— Twoje zdrowie, mój mały i włochaty... — wzniósł toast, bo sam zamierzał dalej chlać z gwintu, jednak nie wypił, nie przypieczętował rytuału. — Czekaj, czekaj, czekaj. Ty cwaniaczku piękny, toż nie przedstawiłeś się. Albo nie pamiętam. Tak czy siak, jak się zwiesz? — zapytał ze szczerym zainteresowaniem. Dopiero po udzieleniu odpowiedzi, Lasota uczcił godność poznanego.
Szlachcic po pewnym czasie nachylił się do krasnoluda, patrząc mu w oczy, jakoby zamierzał albo mu przedzwonić w nos, albo poruszyć niezwykle nieprzyjemny temat.
— Lepiej, żebyś stąd sobie polazł — podjął niskim głosem, jakoby złorzeczył.
Nastrój mówcy zmienił się. Zgarbił, zdawał się mniejszy. W spojrzeniu zamglonym gorzałą rozpalił się ognik obłędu.
— Pijesz ze straceńcem. Pecha ci to przyniesie. Cienie za mną lezą od jakiegoś czasu, uczepiły się jak choroba, która zamiast mi mordę ospą przeorać, los mi zepsuła — kontynuował ostrzegawczo. Szczerze gadał, przypominając w pierwszym odruchu ogniskowego dziada opowiadającego bajki, w które sam uwierzył. Podobną manierą przywoływano gniewnych bogów lub podłe moce. Kiedy nie dało się ich przegnać ostrzegano pozostałych. — Los, jak sieć, łapie muchy: nas. Uważaj, bo się zaplątasz. Przyjdzie tobie patrzeć bezradnie, kiedy wylezie przyczajony. Kiedy idzie, ty się szarpiesz. Miotasz w pułapce i się nie uwalniasz, i bardziej się plączesz. Pozostaje patrzeć, modląc się, że szybko zeżre. Zacznie od głowy, bo inaczej wymęczy. Lubi męczyć, wtedy lepiej mu smakuje. — Urwał historię, z ledwością składając zdania, z pijackim zacięciem.
Obserwował swoje dłonie ułożone na blacie stołu.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 maja 2023, 0:07

Kwota postawiona przez krasnoluda była raczej symboliczna, ale Kenton przyjął ją jako dobrą wróżbę dla swojej znajomej, nie odmawiając sobie obejrzenia pieniądza pod gwiazdy. Dawno nie widział już podobnego nominału, a już za chwilę miał ujrzeć go ponownie. Odebrał i drugą monetę, tym razem na pohybel Jeźdźcowi z Tigg, uśmiechając się lekko. Wielu wieszczyło zamaskowanemu zawodnikowi podobny los, jednak jak dotąd ten wymykał się kostusze bez szwanku. Bez słowa przyjął też sakiewkę z denarami Lasoty. Kiedy ważył woreczek na dłoni, nie drgnęła mu powieka. Łysy wiarus zdecydowanie lubił ryzyko, ale szef ochrony Trevedic widywał większe zakłady. Palio w Ban Ard to nie byle szysz i nie dożynkowa gonitwa, z półtuszą świniaka jako główną nagrodą. Tutaj kwoty potrafiły być czterocyfrowe.
Kenton odszedł z pieniędzmi. Zostali sami, razem z demonami Lasoty, którego pijacka wylewność szybko zmieniła się w profetyczny, pełny zgrozy ferment. A nie była to ostatnia rozrywka, która czekała ich tego wieczoru. Wkrótce po spełnieniu przez nich bruderszaftów, toastów i krótkiej rozmowy, tłumek na placu umilknął jak na komendę, sygnalizując rychłe rozpoczęcie wyścigu. Z oddali słyszeli stojącego na linii startu pajuka odliczającego na głos.
Trzy. Dwa. Jeden.
Bruk rozstukał się dziesiątkami kopyt, aż szyby w pobliskich oknach zatrzęsły się od hałasu. Rżenie koni zmieszało się z krzykami jeźdźców i części spektatorów, którzy dali ponieść się emocjom. Tłumek stłoczył się, krąg gapiów zacieśnił. Wszyscy obecni wpatrywali się jak zahipnotyzowani w zwierciadło, gdy tylko ostatni z jeźdźców zniknął im z widoku po przekroczeniu startowej linii. Niektórzy rozmawiali, ale dominowało pełne napięcia milczenie i szepty między sąsiadami. Krasnolud i weteran również mieli okazję, żeby wziąć udział w widowisku. Obraz był dynamiczny, a wyświetlający go magik manipulował nim tak zmyślnie, by nawet ci stojący najdalej mogli widzieć.
A, zaiste, było na co popatrzeć.
Już po pierwszych sekundach wyścigu pojęli, dlaczego wyścig organizowany był w środku nocy i półkonspiracji. Banda jeźdźców pędziła na złamanie karku w ograniczonej widoczności, na trasie równie niebezpiecznej co nieprzewidywalnej. Każdy manewr i wyprzedzenie było tu walką o życie. To ostatnie jeźdźcy zawdzięczali wyłącznie ponadprzeciętnym umiejętnościom. Pomimo zabezpieczenia i przygotowania trasy na przejazd kawalkady, wypadki były normą. Nie upłynęła nawet minuta, kiedy byli świadkami kraksy z udziałem wysypanych na drogę beczek, karkołomnego przejazdu wąska i zabłoconą uliczką i wzajemnych zagrywek, których dopuszczali się wobec siebie ścigający. Świadkujący temu wszystkiemu tłum możnych wokół zwierciadła zapominał się coraz bardziej, wznosząc pełne zachwytu i zachęty okrzyki, niepomni faktu, że żaden z zawodników nie jest w stanie ich usłyszeć. Inni bluźnili, nawet jeżeli płynnie i barwnie, to w sposób zupełnie urągający elitom. Najbardziej plugawie czynił to świątobliwy kapłan w grubym łańcuchu urągający całemu nordlińskiemu panteonowi, po tym, jak jego zerrikańska faworytka skutkiem feralnego upadku znalazła się na samym ogonie gonitwy. Nieco dalej, dotychczas sztywny jak kamerdyner na stypie oficer w galowym mundurze nie zdzierżył po tym, jak Toivo zaszarżował na Strzemiennika i odgrażał się, że bandycki skurwysyn prędzej niż podium doczeka się sądu i stryczka. Wyciągający szyję nad pierwsze rzędy Kenton trzymał kciuki za swoją znajomą Rivę, kupcy solidarnie kibicowali Sawie, stara szlachta pomrukiwała z uznaniem na piękny powrót von Lanzera. Ale głównym tematem plotek był debiutujący zakonnik Płonącej Róży. Człowiek, który zjawił się znikąd, by zrobić swojemu bractwu reklamę lepszą niż najbardziej ogniste kazanie. Miał realną szansę zostać największym zwycięzcą tego wyścigu. Największym po tych, którzy postawili na niego pieniądze. Ci modlili się o jego wygraną tak żarliwie, że byli bliscy nawrócenia lub wzwodu.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Joreg » 23 maja 2023, 17:00

Krasnolud zmrużył ślepia podejrzliwie, zastanawiając się o co też może chodzić szlachcicowi. Był w pełni przekonany, że introdukcji stało się zadość, lecz mając baczenie na ułomność pamięci zarówno ludzkiej jak i nieludzkiej, przypomniał.
— Joreg z Mahakamu, mówiłem już. Ciebie zwą Lasota, a tamten to Kenton. — Przypomniał mu jeszcze na wszelki na wypadek, po czym uniósł kielich, by dopełnić toastu.
Słowa nie napawały optymizmem, lecz Joreg nie cofnął się nawet o cal, gdy łysol zbliżył doń twarz. Jedynym odgłosem jaki z siebie wydał było zgrzytnięcie zębów w reakcji na słowa, w których poradzono mu oddalenie się z placu. Otworzył nawet gębę, bo już chciał się wykłócać, lecz wytrzymał i wysłuchał, a dalsza część przemówienia niosła ze sobą sens nieco większy niźli kolejna próba zwyczajnego pozbycia się nieludzia z terenu tak renomowanego wydarzenia.
— Skąd wiesz, że i ja nim nie jestem? Straceńcem znaczy. Nie turbuj się tedy, bo coś mi mówi, że wyczerpałem limit pecha na przynajmniej kolejne dwie wiosny. Z resztą, czymże jest pech, czy szczęście, a czym przeznaczenie. Mnie się widzi, że to ostatnie to zwykła bujda, bo o ile w alpy, gryfy i ghule uwierzyć mogę, to nie w fakt, że niewidzialna siła spycha mnie ku czemuś czego określić się nie da. Gówno prawda, sami wytyczamy swoje ścieżki, żadnym niciom i przeznaczeniom nic do tego, a koniec końców i tak wszyscy wyzdychamy, jedni ze starości, inni nie. Przeznaczenie, też mi coś. — Parsknął na sam koniec delikatnie poirytowany faktem, iż niezależnie od stanu i rasy, przeróżne istoty wierzyły w rozmaite bujdy, przesądy, a czasem zwykłe, wyssane z palca przez jakiegoś durnia kocopoły.
— Magia, to jest źródło problemów. I nie mówię tu o wyczynach czaromiotów, a o klątwach zrodzonych z ust zawistnych. Na pewno słyszałeś, co nawywijał onego czasu Foltest w Temerii. No, to mówi się, że gówno to, a nie kara boska czy przeznaczenie. Klątwa, czar, zły urok. Tfu! Dam sobie rękę uciąć, że niektórzy chłopi przerabiają córy wbrew naturze, a jednak nie wszędzie roi się od strzyg. — Na tym zakończył i przeniósł wzrok na zwierciadło w oczekiwaniu na odpowiedź, lub jej brak.
Zbiegło się to wszystko z czasem rozpoczęcia gonitwy. Zawodnicy ruszyli pędem wyznaczoną trasą. Jak bardzo sceptycznie nastawiony by nie był krasnolud do tego wydarzenia, tak kiedy już zakłady zostały postawione, a konie poszły w ruch, wtedy przyszły emocje i to nieliche. Nie liczyło się bowiem jakie stawki uiszczono, a jak zwykle chodziło o instynkt hazardzisty, rację oraz odrobinę wspomnianego wcześniej szczęścia. Dlatego właśnie Joreg ze szczególną uwagę przyglądał się poczynaniom Jeźdźca z Tigg oraz Rivy z Kotar, szybko okazało się jednak, że wszyscy uczestnicy palio są nie dość, że niezwykle utalentowani to jeszcze do tego diablo pomysłowi.
Początek wyścigu przysporzył części jeźdźców sporo trudności, nie wszystkim, ale na widok amazonki spadającej z konia trudno było się nie zaśmiać, Joreg bowiem był przekonany, że ktoś w tym szaleńczym wyścigu straci może nie życie, ale zdrowie z pewnością. Ponadto trudno było wykluczyć fakt, iż to właśnie prowokacja Lasoty przed samym startem nie wybiła jej z rytmu zupełnie. Prawdopodobnie tak było, a może jednak to te nici losu, które ciągnąc się za Wielomirem zdolne były uwikłać w swe sidła choćby i niewinnych postronnych.
Z początku nieco rozczarowany postawą Rivy, Borgerd zaklął coś pod nosem, nie przestając jednakoż kibicować hodowczyni.
— Ha! Spryciarz! Widziałeś to? — Komentarz tyczył się Lenarda Ardifa, zręcznie i celnie rzucającego proporcem w bandziora Toivo Axta. Szybki rozwój wydarzeń nie pozwolił brodaczowi nadążyć za kolejnymi wydarzeniami, lecz nie odpuszczał.
— Łoo! Ale go zajechała, jasny pieron, faktycznie zdolna ta znajoma Kentona, no nie? Oż kurwica… To bydlak śmierdzący! To było zupełnie niepotrzebnie! W ogóle! — Całkowicie zbędny najazd Axta na strzemiennika niezwykle podburzył krasnoluda, ten bowiem nie znosił czynionej bez potrzeby i na pokaz boruty. Odruchowo nawet wymacał rękojeść miecza by pogrozić nim Axtowi, ale nim zacisnął na nim palce, żuchwa opadła mu zupełnie, bo oto jego faworytka wyjechała poza tor, dodatkowo w zupełnie innym kierunku niż pozostali jeźdźcy. W tej chwili Borgerd, jak i większość zebranych, zapomniał iż przez zwierciadło zawodnicy usłyszeć ich nie mogą.
— Gdzie lecisz?! Nazad! NAZAD, KURWA MAĆ!! — Ryknął jak niedźwiedź, na całe gardło, waląc przy tym pięścią w blat stołu tak mocno, że ten przesuwał się nieznacznie, z każdym razem oddalając się od pięści awanturnika.
Przez krótką chwilę Riva z Kotar zajmowała nawet miejsce na podium, lecz rychły powrót Ardifa pozbawił jej pozycji. Niemniej interesująca była walka o pierwsze miejsce między Lanzerem a Reusem.
— Dziadek ma parę, idzie już przed tym zakonnikiem. No, no! Za to ten twój, w hełmie coś się wlecze, jakoby gówna w oczy nabrał. Słabo ulokowane sto denarów jakby kto mnie pytał. — W oczekiwaniu na dalszy przebieg zdarzeń, nie odrywał wzroku od zwierciadła. Wydawało się, że część zawodników zjeżdża z wytyczonej trasy, bo później na nią powracać, lecz o ile dobrze ocenił sytuację, kombinatorzy więcej na tym tracili niż zyskiwali.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław