Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 24 wrz 2022, 23:12

Przez dłuższą chwilę milczeli obydwaj. W ciszy, która zapadła słychać było tylko skrobanie brzytew, które wprawione pociągnięciami balwierzy w ruch, pozbywały się zarostu z szyj i twarzy obydwu jegomościów.
Mnie zaś — odchrząknął w końcu nieznajomy, kosząc oczy na Lasotę, bez poruszania głową. — Interesuje owo zainteresowanie. Jest waszmość przyjezdnym, więc może nie zdaje sobie sprawy, że podobne wścibstwo wobec szanowanej obywatelki miasta może kojarzyć się jednoznacznie źle. I powodować zasadne inkryminacje wobec rozpytującego.
Oczekiwałbym — podjął, odchylając głowę i przełykając ślinę, żeby balwierz mógł pozbyć się szczeciny z jego grdyki. — Że wytłumaczycie się wobec niestosownej ciekawości względem mojej klientki, mości Lasota.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 24 wrz 2022, 23:40

Lasota zmrużył oczy, gdy nieznajomy mu facet używał fikuśnego słownictwa oraz wymagał wyjaśnień, jakoby reprezentował prawny autorytet. Wielomir poczuł się zirytowany, w pierwszym impulsie zaiskrzył w nim gniew, potrzebował chwili na wyprostowanie nerwów.
Kiedy balwierz zebrał ostrzem pianę wraz ze zgolonym zarostem z szyi, wojownik uniósł prawicę z wyprostowanym palcem wskazującym w geście zatrzymania zabiegu. Później złapał oburącz krzesło, żeby je przestawić w taki sposób, aby siedzieć naprzeciw rozmówcy.
Spojrzenia mężczyzn zetknęły się.
— Proszę kontynuować — zwrócił się do rzemieślnika spokojnym głosem, jednocześnie patrząc na piwnookiego.
— Skoro rozmawiamy już w bezpośrednim tonie, warto byłoby, gdyby ujawnił pan swą godność, skoro rozmawiamy jak równy z równym — powiedział twardym, wciąż opanowanym tonem do rozmówcy. — A kim pan jest, że miałbym przed panem wyjaśniać swoje zamiary? — dokończył zaczepnie.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 25 wrz 2022, 0:05

Balwierz przerwał zabieg, dając wiarusowi okazje do takiego przesunięcia krzesła, by móc patrzeć na profil nieporuszonego jegomościa, nadal patrzącego w lustro. Nieznajomy ponownie przełknął ślinę, tym razem z innego powodu niż dla spłaszczenia jabłka Adama pod brzytwą.
Norbert Harent — spełnił jego prośbę mężczyzna. — Przywitałbym się, ale…
Człowiek poruszył dłonią pod nakrywającą go od szyi w dół płachtą.
Jak powiedziałem, pani Trevedic jest moją klientką — kontynuował, odchrząknąwszy. — Moim obowiązkiem jest wiedzieć i zawczasu reagować na podobne doniesienia. Jeżeli nie wyrażacie woli, by załatwić tę sprawę polubownie, mam podstawy zawiadomić straż. Wiedzcie, że rodzina mojej klientki jest bardzo wpływowa.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 25 wrz 2022, 0:20

Wiarus stanął przed dość poważną komplikacją, bowiem wyglądało na to, że zastał jakiegoś rodzaju protektora rodziny Trevedic, który potrafiłby wykorzystać straż jako argument. Człowiek ten mógłby okazać się cennym sojusznikiem, jeżeli Lasota zdradziłby mu prawdę, niemniej zleceniodawczyni prosiła o anonimowość, żadnego posługiwania się jej godnością w załatwianiu tej sprawy.
Zatem blef.
— Przyjemność po mojej stronie. — Skinął mu głową na powitanie.
Wojownik wygodniej usadowił się na siedzisku.
— Sprawa jest następująca. Dowiedziałem się na mieście, że jest praca u pani Trevedic. Rzekomo należało obronić honoru jej rodziny, poszukiwana groźna prezencja wraz z doświadczeniem w boju, więc idę do posiadłości cnej rzemieślniczki. Pod bramą rozmawiałem z ochroniarzem w podobnym do mnie wieku. Rzekł, że nie ma żadnej roboty i żebym sobie poszedł — tkał kłamstwo, które wcześniej zaprezentował uśmiechniętemu, cwaniakowi spod straganu. — Czuję się oszukany, zatem szukam winnego. Albo pani Trevedic nie chciała mi wprost powiedzieć, że mnie nie potrzebuje albo ktoś wystawił lewe zlecenie.
Lasota uniósł brwi.
— Zaraz — zaczął zdumiony, jakby odkrył tajemnicę wszechrzeczy. — Skoro waszmość reprezentujecie cną Trevedic, to może się dogadamy? Wiecie więcej o mieście, niżeli ja. Wydaje mi się, że naszym wspólnym interesie jest rozwiązanie tej zagadki.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 25 wrz 2022, 21:46

Tym razem to na nieznajomego, od niedawna Norberta Harenta, przyszła kolej milczeć dłuższą przez chwilę słuchając słów Lasoty. Balwierz rycerza zbliżał się do finalizacji zabiegu, kończącymi pociągnięciami podgalając jego zarośnięty kark. Norbert Harent zdążył zostać obsłużonym przed nim; jego golibroda zdjął mu z szyi płachtę i omiatał go z resztek włosów pędzlem. Wyswobodzony mężczyzna wstał, potwierdzając niewysoki wzrost i urzędniczą posturę.
Cieszy mnie wasz rozsądek i chęć ugodowego załatwienia sprawy — oznajmił, pochylając się nad zwierciadłem, by ocenić efekt pracy balwierza. — Proponuję, żebyśmy wspólnie wyjaśnili to nieporozumienie bezpośrednio u mojej klientki. Z tego co mi wiadomo, szanowny pan nie jest z Ban Ard?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 25 wrz 2022, 22:38

Wojownik obejrzał robotę balwierza, który ogolił Norberta.
— Dobrze pana zrobił, schludne cięcie — stwierdził szczerze, kiwając z aprobatą ku czeladnikowi. — Lubię wracać do fachowców, a pan wydaje się być kimś takim. Reprezentujecie miasto, jesteście urzędnikami?
Lasota przemielił pytanie Harenta kilka razy w głowie.
— Przyjechałem tutaj z synem w poszukiwaniach pracy. Jestem weteranem wojennym, ale wojna nie odebrała mi zdrowia, więc chcę być pożyteczny — wytłumaczył z skołowaniem w głosie. — Widzi pan, mam już swój wiek. Za moich czasów ludzie byli bardziej bezpośredni, jeżeli moje wścibstwo zagroziło interesom klientki, bardzo przepraszam. Słowo honoru, że więcej nie będę wypytywał — zmieniło się spojrzenie wiarusa i ton jego głosu, przemówił łagodnie, grzecznie, ze skruchą w tonie.
— Nie chcę niepokoić miru domowego pani Trevedic, a zdaje mi się, że ochroniarz jest podobny do mnie. Nie wydaje mi się, żeby chciał mnie okłamać. Myślę jedynie o tym, że może się pojawić więcej ludzi takich jak ja, zwabionych obietnicą zarobkową. Warto byłoby dotrzeć do źródła tego ogłoszenia, a jeśli jest wywieszone, to je zdjąć. Widzi pan, nie umiem czytać i pisać, dlatego tak wypytuję. Raz jeszcze przepraszam, nie wiedziałem, że popełniłem błąd.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 29 wrz 2022, 0:25

Czeladnik skłonił się z uśmiechem na uzyskaną pochwałę, wypuszczając Lasotę z objęć fartucha i strzepując z niego resztki włosów niewielką miotełką.
Ach, z synem. — Harent pokosił spojrzenie na bok, gdzie także wyswobodzony Daromir odbijał sobie z nawiązką przykrość siedzenia w bezruchu. Lawirując między nogami pozostałych balwierzy, obrał sobie za cel przejrzenie się w każdym lustrze, w którym udało mu się odbić. Dotykając swojej zgolonej na jeżyka czaszki, poprawiał zawieszony u paska nożyk, wyraźnie ukontentowany swoim nowym wizerunkiem. — Pojmuję. No cóż, wobec tego sądzę, że mogę pomóc dotrzeć wam do sedna sprawy przy jednoczesnej możliwości zarobkowej. W zamian będę jednak potrzebował pańskiego czasu i dyspozycji. Nim ujawnię szczegóły, chciałbym, byśmy udali się teraz w pewne bardziej sprzyjające rozmowom o interesach miejsce.
Norbert Harent odwrócił się na moment, wyjmując z kalety srebrny grosz, który uiścił za usługę strzyżenia.
Tedy jak? Mogę liczyć na waszą dyspozycję?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 29 wrz 2022, 13:25

Lasota wykorzystał moment, w którym Harent zmienił punkt obserwacji z odbicia w lustrze na albinosa, aby lepiej mu się przyjrzeć. Dalej nie zdradził, kim właściwe był z profesji poza reprezentowaniem stolarzowej. Instynkt podpowiadał najemnikowi, żeby uważał na tego jegomościa, gdyż cichociemni osobnicy często zwiastowali kłopoty.
— No, Daro! Wyglądasz jak mężczyzna — skomentował nowy wizerunek syna.
Ojciec wstał z miejsca i przywołał do siebie członka rodziny. Otwartą dłonią wskazał facjatę Norberta jako cel dla czerwonych oczów syna.
— Synu, powiedz nam. Podoba ci się to, co widzisz? — Zapytał dość przewrotnie. Z jednej strony chodziło o ocenienie roboty balwierza, lecz Lasota miał nadzieję, że Daromir wyczuje tegoż człowieka i palnie związku z tym swe spostrzeżenie.
— Brzmi rozsądnie, ale dalej nie wiem czym się zajmujecie, panie — odezwał się już przy drzwiach zakładu, dając znać piwnookiemu, że był gotowy do wyjścia.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 30 wrz 2022, 21:25

Daro zadarł głowę, rady pochwale. Poproszony, z poważną miną ustawił się obok ojca i otaksował wskazanego mu jegomościa. Wskazany jegomość w reakcji uniósł pytająco brew.
Kupimy mi kiedyś taki mieczyk? Jak podrosnę? — Czerwonooki wskazał palcem na broń człowieka, która przykuła jego uwagę bardziej aniżeli aparycja imć Norberta. Harent żachnął się lekko na owo małe przedstawienie, poprawiając kołnierz przyodziewy.
Odebrałem prawnicze wykształcenie. Ale nie jestem nikim w rodzaju instygatora ani woźnego. Jak już wspomniałem, to nie miasto mnie zatrudnia.
Widząc Lasotę zmierzającemu ku wyjściu, sam również skierował tam swoje kroki.
Mam rozumieć waszą odpowiedź jako twierdzącą?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 01 paź 2022, 19:48

— Najpierw nauczysz się posługiwać nożem, a potem zobaczymy. — Stwierdził z rozbawieniem, kiedy usłyszał odpowiedź syna.
Wojownik zerknął na zbliżającego się ku niemu intelektualistę.
— Chcę usłyszeć, co macie do powiedzenia, panie. Na pewno się dogadamy. Prowadźcie.
Wskazał otwartą dłonią wyjście, żeby Norbert wyszedł pierwszy oraz poprowadził Wielomirów do miejsca sprzyjającego rozmowie o interesach.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 04 paź 2022, 23:43

Miejscem sprzyjającym rozmowie o interesach okazała się być karczma o nazwie „Salamandra”, ozdabiająca się szyldem przedstawiającym rzeczonego płaza w płomieniach. Mieściła się przy pierwszym skrzyżowaniu biegnącej na wschód od Placu Skrybów ulicy Białej, przecinającej się z ulicą Czajczą.
Choć „intelektualista” wzbudził w rycerzu podejrzenia, to jego dalsze zachowanie raczej je usypiało. Na miejsce prowadził ich jasnymi i ludnymi ulicami, bez kluczenia ani skręcania w ciemne aleje. Podczas krótkiej podróży nie był szczególnie rozmowny, choć łatwo dało się to wytłumaczyć ogólnym gwarem panującym na zewnątrz, który nie sprzyjał konwersowaniu.
Zajazd wyglądał na porządny i nieoblegany. Unoszący się we wnętrzu zapach przypraw, kminku i aromatycznych ziół mile nęcił powonienie do spółki z uzupełniającym go subtelniejszym aromatem młodych win. Jak część porządniejszych lokali lub takich, które starały się za uchodzić za porządne, „Salamandra” dysponowała poprzedzającym główną salę przedsionkiem, gdzie pod ścianą, a za długim stołem rezydowało dwóch wyraźnie znudzonych wykidajłów. Żaden z nich nie ruszył się z miejsca na widok wchodzących gości. Lasocie kątem oka udało się złowić, że Norbert ukazuje jednemu z nich w przelocie trzymany w dłoni przedmiot. Nie potrafił dostrzec jaki.
Minąwszy przedsionek, a po drodze kilka stołów z gośćmi, przeszli przez główną salę z długim szynkwasem stylizowanym na pochyły pień drzewa i wystawną kolekcją beczek, zmierzając prosto do drzwi, które okazały prowadzić się do alkierza. Zanim je przekroczyli, Lasota miał okazję przyjrzeć się zaludniającym przybytek gościom. Większość z nich stanowili dobrze ubrani cudzoziemcy, którym usługiwały tutejsze karczemne — bez wyjątku młode, a przy tym nierzadko atrakcyjne dziewczyny. Oko weterana potrafiło rozpoznać też paru wojaków — ewidentnie najmitów, którym pani fortuna zdawała się sprzyjać mimo przeminięcia wojennej zawieruchy. Bawiono się dość powściągliwie, nawet rzadko podnoszono głos, co znacząco utrudniało Wielomirowi wyłapanie krążących po sali tematów rozmów. Rzeczony spokój mógł być spowodowany jednakowo charakterem lokalu, albo wczesną porą. Lasota nie orientował się jeszcze na tyle, by móc sprecyzować główny powód.
W półmrocznym alkierzu, w ustawionej w podkowę, obitej poduszkami loży biesiadowało towarzystwo. Częściowo opróżnione półmiski z jedzeniem oraz szklany gąsior na stole, na oko do połowy odpity, wskazywały, że nasiadówka trwała już od jakiegoś czasu. Towarzystwo składało się z trzech osób. Dwaj mężczyźni, skrzypiący od połyskujących ćwiekami skór. Obydwaj, choć nie było to normą w lokalu, byli uzbrojeni. Siedzący z lewej w paskudny, ćwiekowany morgenstern. Drugi w dziwaczny pałasz z kabłąkiem stylizowanym na kastet. Obydwaj mieli raczej rekieterskie facjaty i przylepione do nich odstraszające uśmiechy. Ten z Morgensternem był długowłosym młodzikiem o poznaczonej dziobami po ospie twarzy, jegomość od cudacznego bułata wyglądał na nieznacznie młodszego od Lasoty i podobnie jak on sam, strzygł się na żołnierską modłę.
Obydwaj, niby laufrowie zasiadali po dwóch stronach zajmującej honorowe, bo centralne miejsce młodej niewiasty w rozchełstanej koszuli, obsmyczoną wymyślną biżuterią, głównie srebrnymi łańcuszkami. Średniej długości ciemne włosy nosiła asymetrycznie. Kark i boki podgolone, a zapuszczona grzywka opadała jej częściowo na twarz, przysłaniając jedno ze zmrużonych lub migdałowych oczu zielonej barwy.
Za stary i za łysy — skwitowała Lasotę na wejściu, łamiąc ogryzioną kość w palcach i odrzucając ją na talerz z resztkami. Odchylając się na oparcie z poduszek, skrzywiła ładną twarz w brzydkim grymasie. — I za biednie wyposażony. Nie.
Odchrząknąwszy, Norbert zbliżył się do loży, gdzie pochylony nad blatem zaczął intensywnym półszeptem opowiadać o czymś kobiecie. Kobieta słuchała, nie patrząc na chudego jegomościa, ale na Lasotę właśnie. Jeszcze bardziej mrużąc przy tym zmrużone lub migdałowe oko.
A. Aha. Więc to tak. — Kobieta uśmiechnęła się. Zgodnie z oczekiwaniami był to uśmiech równy i biały, lecz pozbawiony sympatii. — No, panie ciekawski. Tedy dopięliście swego i dotarliście do mnie. Pogardzicie jadłem? Norbert, dostaw panu krzesło. Lars, nalej dobremu jegomościowi kwaterkę.
Obydwaj, Norbert i Lars (okazujący się tym dziobatym z Morgensternem) spełnili polecenia kobiety. Lasocie podsunięto krzesło i kwaterkę.
Zatem co was do mnie sprowadza, mości Lasota?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 05 paź 2022, 1:32

Starszy Wielomir długo przyglądał się stworzeniu na szyldzie, bowiem zwierzątko w żaden sposób nie pozwoliło mu stwierdzić, do jakiego gatunku przynależało. Uznał to za jakiś lokalny przysmak, a ogień symbolizował pieczenie. W jego słowniku żyjątek istniały znane nazwy, proste, takie, które często bywały na językach ludzi. Kiedy zapytał intelektualistę o napis na wywieszce, bo czytać wojownik nie potrafił, salamandra nie brzmiała smacznie. Jakieś fikuśne tałatajstwo.
To, co natychmiast przykuło uwagę dawnego zabijaki to fakt, że Norbert pokazał coś strażnikom w przedsionku, a to mogło oznaczać, że nie każdy przechodzień z ulicy posiadał dostęp do wnętrza Salamandry. Czyżby przybytek dla klienteli konkretnego sortu?
— Synu — wykorzystał moment, kiedy Harent załatwiał wejścia dla nowych. — Trzymaj się blisko mnie, dobrze? Uważaj na siebie — patrzył prosto w oczy potomka, a spojrzenie byłoby mu znane, gdyż Lasota patrzył tak zawsze, gdy groziło im niebezpieczeństwo. — Rozglądaj się, wąchaj i słuchaj. Zapamiętaj tyle, ile możesz, Daro. W szczególności wypatruj błyskotki wśród gości, którą pan milczek pokazał tym panom, dobrze? — cicho zasygnalizował zadanie młodemu, a chociaż nie wymagał od niego cudów, liczył, że mógłby coś wypatrzyć.
Szlachcic wkroczył do środka sali. Ujrzawszy rodzaj gości czerpiących usługi, począł żywić mieszane uczucia. Z jednej strony pragnął odnaleźć przystań najemników oferujących swoje usługi wraz z osobnikami podobnej natury, którzy z całą pewnością świadczyli lewe interesy. Nie rozumiał jedynie, dlaczego aż tylu cudzoziemców się tutaj zagnieździło, co czyniło to lokum tak wyjątkowym? Kolejna tajemnica do rozwiązania.
Lasota spodziewał się, że zaraz zasiądzie wraz z człowiekiem stolarzowej przy stole, aby porozmawiać o interesach, lecz sprawy potoczyły się inaczej, bowiem Wielomirowie wkroczyli do loży szychy, która okazała się kobietą. Jej towarzystwo natychmiast nie spodobało się wojownikowi, nie z powodu ich aparycji, a potencjalnej konsekwencji pod postacią srogiego łomotu, jakiego byliby mu wstanie zafundować, jeżeli sprawy przybrałyby złego obrotu. Wielomir, pomimo zmartwień, postarał się zachować kamienną twarz twardziela.
Słuchał, obserwował interakcje, uśmiechnął się szczerze na widok przesuniętego ku nim krzesła.
— Siadaj, Daro. Śmiało — poklepał lekko syna po plecach, aby zachęcić go do zajęcia miejsca.
Sam staruszek przykucnął sobie przy siedzisku zajętym przez potomka.
— Dziękuję, jesteśmy wdzięczni za gościnę. Chętnie coś zjemy, a o kwaterkę zupki poprosimy. Jarzynową poprosimy — zaproponował miłym głosem, nieustannie lustrując oczy młodej kobiety. — A alkoholu nie pijemy, więc za niego podziękujemy — dodał twardszym, ale wciąż przyjaznym głosem.
— Pytanie sprowadza — wyjaśniał dalej niezwykle przyjemnym, szarmanckim głosem. — Dlaczego mam zaszczyt patrzeć na córkę mistrzyni stolarstwa, pani Vandy Trevedic?
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 06 paź 2022, 22:51

Daro, wbrew zachęcie, był nieśmiały, od początku swojego pobytu w alkierzu o wiele chętniej obserwując lożę zza pleców ojca. Jego nagłe wyjście zza nich zostało przyjęte z pewnym zaskoczeniem.
A, to panów jest dwóch. Norbercie, drugie krzesło. Dla małego gościa — zaordynowała kobieta.
Norbert ponownie spełnił prośbę i żaden z Wielomirów nie musiał kucać ani zadzierać głowy, by widzieć rozmówców po drugiej stronie blatu.
Prośba o kwaterkę zupki została skwitowana ogólną wesołością już lekko podchmielonego towarzystwa za stołem. Ospowaty zarżał, łysy wypuścił z siebie krótki rechot, a ciemnowłosa uśmiechnęła się tak jak ostatnio. Przypuszczalnie nie potrafiła inaczej. Stojący po prawej stronie od Lasoty Norbert zachrząkał zmieszany, przysuwając się w kierunku loży.
Tylko szpiony i kapusie nie piją, kiedy częstują — odezwał się po chwili ten, który nie był Larsem. Mężczyzna pochylił się lekko nad blatem, krzyżując w przegubach ręce zakończone wąskimi dłońmi o długich palcach, godnych pianisty lub florecisty. — Którym waszeć raczy być?
Zapadło krótkie i napięte milczenie, bez żenady przerwane pytaniem Lasoty oraz repliką córki mistrzyni stolarstwa.
No, no — oświadczyła z udawanym podziwem. — Wbrew pierwszemu wrażeniu jednak macie sobie coś z rycerza. Podobna mowność i polityczność staniała ostatnio u tego stanu, oj staniała…
Niewiasta westchnęła z lekką ostentacją. Pociągnąwszy nieco z puchara oblizała wargi i kontynuowała.
Tak czy inaczej zaszczyt zawdzięczacie swojej ciekawości, o której raczyli poinformować mnie moi dobrzy znajomi. Domyślacie się, że mam w mieście dużo dobrych znajomych.
Przenikliwe spojrzenie zielonych oczu zatrzymało się na Lasocie, pozwalając odczytać mu z nich coś poza bystrością. Coś, czego nie potrafił nazwać ani skonkretyzować, ale zdarzyło mu się już widzieć u kogoś wcześniej. I nie u matki swojej obecnej rozmówczyni.
Powiem bez ogródek — powiedziała Trevedicówna, z miejsca spełniając zawartą w słowach obietnicę. — Domyśliłam się, że przysłała cię moja matka. Mylę się?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 07 paź 2022, 0:50

Lasota pozwolił sobie na lekki śmiech, reagując w ten sposób na niedawne poproszenie zupki jarzynowej. Wiedział, że było to zabawne i nie na miejscu, dlatego nie wziął do głowy odpowiedzi zakapiora, którego zachowanie było do przewidzenia. Kto wie, być może sam Wielomir, w innych okolicznościach, zareagowałby podobnie, więc nie żywił urazy. Kontynuował rozmowę.
Zupełnie nie załapał riposty dziewczyny, więc nie za bardzo wiedział czy powinien się obrazić, czy przyszykować słowny kontratak, czy poprosić o wyjaśnienie. Brak zrozumienia zdradził uniesieniem prawej brwi, której ruch pogłębił zmarszczki na jego czole.
Kiedy zielonooka poczęła uważnie lustrować swego gościa, ten wykorzystał okazję, żeby zapamiętać znaki szczególne jej lica. Mężczyzna poczuł się zestresowany tym wyjątkowo przenikliwym wejrzeniem, przywołujące nieprzyjemne skojarzenia z przeszłości, ale umiał on radzić sobie ze stresem, dlatego spróbował wziąć się w garść. Spojrzał mentalnym wzrokiem na swoją rękę kart, zastanawiając się jak najlepiej rozegrać tę partię. Potrzebował znajomości oraz interesów, dzięki którym zapracowałby na zaufanie szych Ban Ard, więc zdecydował się na próbę zawiązania pozytywnych więzi.
— Twoja mama zastanawia się, dlaczego wystawiłaś zlecenie dotyczące obrony honoru rodziny — pozwolił sobie na luźniejszy ton wypowiedzi. — Przyznam szczerze, że dość przewrotnie zrobione jest to zlecenie, bo kojarzy się od razu z panią Vandą. — rozwinął swoją wypowiedź opanowanym tonem. — Zatem nie trafia się do tej osoby, co trzeba. Zechcesz, proszę, wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi? — poprosił wprost, ponownie głosem miłym, oddającym szacunek gospodyni.
Wojownik odruchowo zauważył podobieństwo charakteru córki do matki, a przez to, że sam był rodzicem, uśmiechnął się ciepło na tę myśl.
— Swoją drogą, bardzo ładna lada, tam, w sali głównej. Twoja robota? — zapytał z ciekawości.
Ciekawiło go również, czy młoda Trevedic ma tak zacny tyłeczek jak jej mama. Być może nadejdzie okazja, żeby to sprawdzić.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 09 paź 2022, 22:01

Lico interlokutorki nie zdradzało dużego podobieństwa do matki, nie licząc samych oczu, które wydawały się identyczne co u pani Vandy. Rozmówczyni miała lekko zadarty nos, pełne usta i raczej jasną kompleksję. Zdecydowanie atrakcyjna, potrafiła zapaść w pamięć. Mimo to nie potrafił przypomnieć sobie, u kogo wcześniej widział już podobną mimikę, która przyprawiała go o przynajmniej lekki niepokój i swędzenie pamięci.
Uważacie — podjęła, kiedy skończył mówić i uśmiechając się przy tym z podobną co wcześniej przewrotnością. — Że trafiliście do niewłaściwej osoby?
W niewłaściwe miejsce i czas trafił na pewno — wtrącił się nieproszony łysy, który od czasu uwagi o jarzynowej nie przestawał wiercić Lasoty nieprzychylnym spojrzeniem. — Rozmawiasz z Trevedic, gołoto. Okażże…
Dziękuję, Jaksa — uciszyła go bezceremonialnie stolarzówna, nierada z zepsucia efektu, jakim miało być wywołana jej pytaniem niezręczność czy napięcie. — Ale potrafię rozmawiać. Nasz gość również.
Jestem upoważniona do decydowania o sprawach honoru mojej familii — podjęła po krótkiej pauzie. — A ty, zubożały rycerzu, nie trafiłbyś do mojej matki, gdybyś nie zechciał pominąć pośredników dla oszczędzenia paru drobnych. I nie zaczął węszyć jak posokowiec.
Ciapek? — odezwał się niespodziewanie Daro, do tej pory milczący i przebierający nogami nad podłogą ze swojego siedzenia. Nieoczekiwanie, siedzący po lewej względem Lasoty strony osobnik imieniem Lars, zareagował na wyrwanie się dziecka życzliwym parsknięciem.
Tata kupił nożyk? — zagadnął doń, sięgając za pazuchę po swój — składany z kościaną rękojeścią, o paskudnym jednosiecznym ostrzu z zakrzywionym sztychem. Mający jako takie rozeznanie w broni Wielomir wiedział, że podobne narzędzie jest ulubioną bronią metyskich rzezimieszków. Oczy Daromira błysnęły w ślad za klingą. Ciekawość przezwyciężyła obawę. Mały albinos przestał przysłuchiwać się rozmowie przy stole, z otwartą buzią wysłuchując teraz Larsa tłumaczącego mu półszeptem zasadę działania krótkiego ostrza.
Ukontentowana przemyślnością podwładnego zielonooka wyraziła to ledwie widocznym uniesieniem kącika ust. Krótko, bo zaraz potem jej twarz zmieniła się w maskę zaskoczenia doprawioną ansą.
Słucham? — powtórzyła na dygresję Lasoty o szynkwasie. — Uważacie, że robię w drewnie jak moja matka lub siostra?
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław