Plac Skrybów

Obrazek

Niewielkie, lecz bogate miasto cieszące się bogactwem zarówno materialnym jak i kulturalnym. W dużej mierze dzięki kurateli oraz potrzebom tutejszych magów przebywających w męskiej akademii czarodziejów zlokalizowanej w lasach nieopodal jego murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 mar 2021, 10:16

Obrazek Sąsiadujący od południowego zachodu z rynkiem głównym Plac Skrybów pełnił niegdyś funkcję rynku pomocniczego, na którym handlowano solą kamienną i kruszcami. Z czasem jednak skromne złoża pobliskich Gór Sinych zostały wyeksploatowane, kupcy przebranżowili się bądź splajtowali, a na dawnym Targu Mineralnym ostali się jeno skrybowie oraz ich pulpity, przy których sporządzali spisy towarów, umowy, weksle i wszelkiej maści obliczenia, czasem też świńskie fraszki dla krotochwili czy listy miłosne dla niepiśmiennych mieszkańców Ban Ard. Jako że tych ostatnich zawsze było pod dostatkiem, obrotni kopiści nie zasypiali gruszek w popiele. Wkrótce wszyscy w mieście wiedzieli, gdzie się udać, by list odczytać bądź zredagować własny, gdy samemu się nie potrafiło, a kojarzony ze skrybami plac obrodził w związane z piśmiennictwem sklepy i kramy, zyskując również obecną nazwę. Z bogatego asortymentu akcesoriów „biurowych” — od piór, nożyków, kałamarzy i atramentów, przez lak do pieczęci, tabliczki woskowe i rylce, po najrozmaitsze papiery i pergaminy — korzystają przede wszystkim rezydujący w pobliskiej Akademii Magii czarodzieje, lokalni możni, urzędnicy oraz oczywiście sami skrybowie. Z technicznego punktu widzenia plac jest kwadratem ubitej ziemi o boku około piętnastu sążni i luźnej kamienno-drewnianej zabudowie, której centrum stanowi nakryta żeliwną kratą nieczynna studnia. Nad placem góruje położona przy północnym jego krańcu trzykondygnacyjna kamienica z podcieniami nazywana Skrybówką, w której mieści się zagłębie ban ardzkiej działalności piśmienniczej. Jeśli wierzyć plotkom, oprócz romantycznych listów i pozwów obejmującej także kolportaż świńskich obrazków oraz treści wywrotowych.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 21 paź 2022, 22:34

Jaksa instynktownie przeczuł kontratak, ustawiając się tak, by móc obronić się przed wypadem Lasoty krótką zastawą. Toczone nogi od taboretu stuknęły raz jeszcze, a potem drugi, zanim łysy przestał parować. Orientując się, że zamiarem przeciwnika jest przetrącenie mu ręki, począł wycofywać się dla oszczędzenia sił. Zwrócony plecami do ścian alkierza, robił jak najwięcej użytku z ciasnej przestrzeni, czekając, aż przeciwnik znuży się lub osłabnie.
Oczywiście wyczekiwanie nie było tożsame z bezczynnością. W pewnym momencie, przeczuwając otwarcie i nadążającą się okazję, skrócił dystans, uderzając nyżkiem: od dołu na lewą nogę. Zła wiadomość była taka, że podobne uderzenie zadane szablicą było kłopotliwe do sparowania przez praworęcznego fechmistrza, zmuszonego do błyskawicznej niskiej pierwszej. Dobra zaś taka, że łysy nie walczył szablicą, a ułomkiem stołka o wiele krótszym zasięgu.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 21 paź 2022, 22:59

Wielomir reagował na ruchy Jaksy, starając się wykorzystać jego brak precyzji, ale okazywało się, że utrzymywał on dobrą formę i był świadomy tego, co robił. Kontrolował przestrzeń, a to było absolutnie kluczowe w tym starciu. Świeżo ogolony szlachcic czuł podniecenie, ponieważ trafił mu się doświadczony rębajło i emocje związane z walką sprawiały mu wiele przyjemności.
Finezyjny atak na lewą nogę zastał przeszkodę na swojej drodze do realizacji. Lasota, nieco zaskoczony śmiałością manewru Jaksy, wykorzystał wadę ich oręża, czyli ograniczony zasięg, który wydłużał linie czasu dla refleksu. Ojciec po prostu odsunął nogę, wystawiając prawą część ciała do przodu, a lewą do tyłu.
Dzięki temu miałby wysunięty prawy bark, który wykorzystałby jako taran z zamiarem przygwożdżenia Jaksy do ściany, a potem uderzenia go pałą z całej siły.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 paź 2022, 20:22

Ojciec po prostu odsunął nogę, wystawiając prawą część ciała do przodu, a lewą do tyłu.
To wystarczyło, żeby uniknąć strzaskania kolana przez ułomek. Jednak gdyby nie doświadczenie w walce i wyrobione odruchy, prawdopodobnie nie umknąłby przed razem podobnie zdawkowym unikiem.
Łysy nie przejął się spudłowaniem o włos. Pozostając tam, gdzie, zatrzymał się po wypadzie, momentalnie wyprowadził szybkie tempo — uderzenie lustrzane do poprzedniego, poczynające się właśnie od prawego barku weterana, a biegnące ukośnie w dół.
Ułomek taboretu zaświstał w powietrzu jak zbójecka pała, spadając na odlew w kierunku Lasoty.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 23 paź 2022, 21:23

Łysi wojownicy walczyli przeciw sobie z narastającą intensywnością. W ułamkach sekund podejmowali decyzje determinujące wynik tego starcia, wybierając z palety odruchów ten właściwy. Najskuteczniejszy. Ciało Lasoty, wytrenowane i zahartowane w ogniu wojny, gwałtownie, lecz płynnie poruszyło się, aby zapobiec manewrowi przeciwnika.
Wielomir wyczuł sekwencję cięć, których następne ogniska obejmowały newralgiczne punkty ciała. Musiał przeciwdziałać, zaburzyć tempo, rozproszyć uwagę wroga, bowiem w innym przypadku doprowadziłby on serię do końca. Szlachcic postanowił zatem odchylić ciało do tyłu, wyprowadzając jednocześnie z nadgarstka szybkie uderzenie skierowane w trajektorię cięcia nieprzyjaciela.
Po nim nastąpiłaby riposta na korpus Jaksy.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 23 paź 2022, 22:58

Lasota uderzył krótko i bez wymachu. Praktycznie na oślep, w rozmazaną smugę, która kreśliła w powietrzu uderzenie mające spaść mu na korpus.
Usłyszał suchy trzask i poczuł krótki opór przez dzierżoną w dłoni prowizoryczną pałkę. Drzazgi zatańczyły rzęsistym świetle półmrocznego alkierza, Wielomir zmuszony był przymknąć oczy, by uniknąć ich zaprószenia. Zaskoczony Jaksa stał przed nim teraz ze zbaraniałym wyrazem twarzy, trzymając w ręku ułomek ułomka — długą, nierówną zadrę, która nie mogła dalej spełniać swojej funkcji oręża. Nawet zaimprowizowanego.
Oponent nie mitrężył. Wyrzucając z dłoni strzaskany oręż, zaskoczył Wielomira niskim kopniakiem w udo. Uderzenie było silne, zmusiło go do zadzwonienia zębami, ale nie przewróciło. Lasota był gotów do riposty, przed którą Jaksa uchylił się odskokiem. Unik był zwinny, ale wykonany poniewczasie — raz minął jego korpus, lecz Jaksa nie utrzymał równowagi. Syknąwszy krótko, poleciał do tyłu, prawie pod samą ścianę i zrywając powieszoną na niej cielęcą skórkę, wylądował na tyłku.
Nie zdążył się podnieść ani przyjąć kolejnego razu Lasoty. Alkierz wypełnił śmiech młodej Trevedic, na przemian z jej wolną owacją, którą nagrodziła zmagania obydwu wojaków.
Wystarczy — oznajmiła, łapiąc oddech i wskazując mu, by zajął miejsce po drugiej stronie stołu. Norbert, spocony jak bałwan w środku lata, rozluźnił się wyraźnie. Siedzący obok Lars wykazał się domyślnością, podsuwając piwo w kierunku zwycięzcy, a Daromir wiercił na siedzisku i prawie zeń spadał od wymachiwania nogami. Nie ulegało wątpliwości, że sparing zrobił na nim niemałe wrażenie. — Faktycznie, coś tam potraficie. Jeżeli nie walczyć, to chociaż dostarczyć godziwej rozrywki.
Fartowny kutas — burknął pod nosem skrzypiący deskami podłogi Jaksa, podnosząc się z tyłka, by klapnąć nim na swoim poprzednim miejscu w loży. — Gdyby nie zaskoczył mnie otwarciem, inaczej by zatańczył…
Trevedic zignorowała uwagę, nie zaszczycając przybocznego spojrzeniem, które było w tym momencie zajęte Lasotą.
Poświęćmy zatem chwilę, by ustalić warunki naszej współpracy. Lubię, żeby moje intencje były jasne od samego początku, dlatego zgadzam się, żebyście podjęli się mojego zadania. Pod jednym warunkiem. — Kobieta odczekała stosowną chwilę. Jej twarz, poważna pomimo młodego wieku, nie zdradzała absolutnie niczego. — Chcę twojego syna.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 23 paź 2022, 23:49

Oberwał w udo, zabolało, ale wróg padł na glebę przez utracenie równowagi. Fizyczne cierpienie było niczym w porównaniu do smaku satysfakcji, która zaraz miała się ziść pod postacią kolejnego ciosu, finalnego, wprost w łeb łysola. Lasota zbliżał się do powalonego, teraz, górując nad nim jeszcze bardziej, przypominał grom na moment przed uderzeniem.
Kobieta przerwała pojedynek z zadowoleniem, a sam zawodnik odetchnął z ulgą, bowiem nie wiedział, gdzie zaprowadziłaby ich ta walka, gdyby ta przedłużyłaby się w czasie. A teraz było po zawodach, po wszystkim. Wielomir kiwnął głową na znak szacunku do Jaksy, nie oczekując w zamian podobnego gestu. Po oddaniu czci walczącemu, zbliżył się do stołu i zamienił się w słuch. Musiał dobrze wsłuchać się w warunki umowy, być może nie był zbyt bystry, jednak mógłby coś ugrać! Kto wie, nawet posłużyłby się jakimś fikuśnym określeniem!
Chcę twojego syna.
Poczuł zimny pot na rękach. Lodowate, fantomowe ostrze przeszywające jego serce.
Widział pochód. Uczestniczył w nim. Wielu mężczyzn opętanych wolą jednej kobiety.
Patrzył na jaskinię, w której przyszedł na świat Daromir. W pieczarze stał stół żywcem wyjęty z Salamandry. Nie siedziała przy nim Trevedic. Miejsce zajęła wiedźma.
Cień mojej pani stanie się i waszym cieniem.
Natychmiast chwyciłby za pałasz Jaksy, który leżał na blacie stołu. Dobyłby broni, aby w następnej chwili spojrzeć na Cień obłąkanym wzrokiem. Zdradzał głęboki strach zmieszany z determinacją.
— Nie — powiedział krótko, nasycając słowo nie groźbą, lecz obietnicą.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 24 paź 2022, 22:20

Pałasz Jaksy poderwał się ze stołu. Sam Jaksa wkrótce po nim, lecz wraz znieruchomiał, poniewczasie orientując się, że bez broni może li tylko próbować zabić Lasotę wzrokiem. Jednak wzrok tamtego sprawił, że poniechał tego zamiaru, również w tym współzawodnictwie uznając się za pokonanego. Kątem oka weteran uchwycił również Larsa, który, choć nie wstał jak jego kompan, to spiął się za stołem, odruchowo układając w dłoni nóż w taki sposób, by ten mógł stać się pociskiem. Nie widział tego, ale był pewien, że za jego plecami Norbert cofnął się przynajmniej o krok, a jego dłoń powędrowała do rękojeści paradnego korda, który dostrzegł u niego jeszcze podczas wizyty w balwierni.
Jedynie Trevedic, nie wiedźma ani nie mara z przeszłości, nie poruszyła się za stołem, a jej twarz przybrała wyraz ukontentowania niezdradzanego przez całą ich poprzednią rozmowę. Przyglądając się je mimice i porównując z niedawnym wspomnieniem, Lasota nie musiał już dłużej się zastanawiać, kogo przypomina mu młoda stolarzówna.
Bardzo dobrze — powiedziała ze zjadliwym uśmiechem, nieporuszona wobec otaczającego ją napięcia i zagrożenia, w którym zdawała czuć się niby w swoim żywiole. — Właśnie tak. Więcej tego, co teraz, a mniej zupki jarzynowej, a nie będę miała najmniejszych wątpliwości co do owocności naszej współpracy.
Notabene — podjęła spokojna i niezrażona nagłym zrywem wojaka — Prosiłam o waszego syna jako gwarancję waszej lojalności. Rzecz jasna tymczasowo, do czasu wypełnienia zlecenia. Pozostawałby pod moją opieką, za którą ręczę swoim nazwiskiem. Ponieważ dla sprawy, którą dla mnie rozwiążecie obecność dziecka jest zbędna, a z pewnością uciążliwa.
Skoro jednak nie dziecko — skonkludowała z lekkim i nieco udawanym rozczarowaniem. — To potrzebuję w zastaw czegoś innego. Cennego, najlepiej o sentymentalnej wartości. Taki jest warunek naszej dalszej współpracy, panie Lasota. Warunkiem sine qua non, jak to mawia Norbercik.
Daromir, od początku pobytu w gospodzie zaskakująco spokojny i milczący, pokazał się również takim teraz. Rozglądając się wkoło po napiętych twarzach i ruchach zgromadzonych w alkierzu, usiłował pojąć cokolwiek z otaczającej go sytuacji, której przedmiotem był jeszcze chwilę temu.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 25 paź 2022, 10:59

Lasota nawet nie drgnął, kiedy gwałtownie powstał Jaska. Wielomir nie mrugnął okiem, gdy pozostali mężczyźni spinali się do walki, jaka miała nastąpić. Posiedzenie w ciemnej alkowie, gromienie się spojrzeniami, bójka, przebudziły coś, co wiarus w sobie pogrzebał, lecz teraz wydobyte, odkształcało jego formę. Wcześniej zakładał maski, którymi próbował przerażać, jednakże teraz zrekonstruował oblicze zdolne skruszyć odwagę w sercach ludzi, zebrawszy je do kupy ze wspomnień.
Niezwykle uważnie wysłuchał mowy dziewczyny. Wreszcie zagrała otwarcie, tłumacząc swoje zamierzenia, które poskutkowały rozluźnieniem wojownika, bowiem okazało się, że dowodem lojalności mogła być rzecz, nie tylko dziecko. Mordercze intencje cofnęły się do środka Lasoty, jego twarz nabrała neutralnego wyrazu, chociaż cień szaleństwa jeszcze nie zanikł w spojrzeniu. Oddał niechętnie broń Jaksie.
— Nasza więź — zreflektował na temat uciążliwości dziecka w misji — przekracza pokrewieństwo. Jesteśmy nierozdzielni, związani losem — dokończył ponuro, nie wprost ujawniając naturę połączenia Wielomirów. — Zamiast tego przekażę ci symbol tego, co nas spotkało.
Prawicą, bardzo powoli, wyciągnął na widok mroczny medalion. Mężczyzna trzymał go w górze, nad stołem, w taki sposób, aby ciemny materiał łapał światło z pomieszczenia. Intensywnie spoglądał w amulet, dostrzegając tam rzeczy niby zrodzone z fantazji, a być może z koszmarów.
— To także broń przeciw mnie. Pokaż to świętobliwym, a oni ruszą na mnie ogniem i mieczem. To niebezpieczny przedmiot, dla dzierżyciela również. Niemniej jest dla mnie bardzo ważny i zamierzam go odzyskać po pomyślnym wykonaniu pracy. — W trakcie mowy oparł oprawę amuletu na dłoni, żeby wisior zwisał, w taki sposób zamierzał przekazać artefakt Trevedic
Westchnął cicho, zasiadł. Przesunął piwo w kierunku Jaksy, a sam po chwili zainteresował się jadłem. W końcu otrzymał pozwolenie na spożywanie, więc zamierzał z niego skorzystać. Zaczął na początku skromnie, od pieczywa, żeby się jeszcze nie ufajdać. Palcami odrywał małe porcje i kulturalnie jadł, chociaż wolał wpierdalać jak dzika świnia, zachowując pozory dostojności.
— Pośmialiśmy się, gromiliśmy spojrzeniami, pobiliśmy się i się dogadaliśmy — zaczął nowy temat, lżejszym tonem, dla rozluźnienia atmosfery. — Czy mógłbym już poznać pełną godność mojej pani? — kiwnął głową a geście oddania szacunku, a także przywitania.
Poszukiwał wzrokiem potrawki bądź zupki, żeby móc gdzieś ten chleb moczyć.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 26 paź 2022, 22:27

Jaksa odebrał broń. Bez słowa, tylko łypiąc na Lasotę podejrzliwie. Lars rozluźnił się wyraźnie za stołem, choć nie wypuścił noża z dłoni. Trevedic kontynuowała swoje dotychczasowe zachowanie. Zachowywała się zaś tak, jakby była świadkiem świetnej farsy lub wyjątkowo udanego spektaklu. Patrzyła i słuchała, niezgorzej się przy tym bawiąc.
Bo i opowieść dawnego rycerza jako żywo przypominała te, które dały początek wielu legendom, a nawet spektaklom.
Nikt w loży nie poruszył się, słuchając o więzach fatum silniejszych nawet od pokrewieństwa, lecz wszyscy słuchali uważnie. Zaraz potem Lasota wyciągnął na rzednące światło alkierza medalion z czarnego metalu. Poza grubym łańcuchem wisior składał się z czarnej obręczy, którą zamykały trykające się łby dwóch rogatych kreatur — ni to kozłów, ni to smoków. Suwenir, zwłaszcza w półmroku robił wrażenie, bynajmniej nie jarmarcznego znaleziska. Lars otworzył lekko usta, wypuszczając z dłoni nóż. Jaksa, w ogóle nie przejmując manierami, splunął gęstą plwociną przez swoje lewe ramię prosto na podłogę.
Pierdolę go — powiedział bardziej z rezygnacją niż z gniewem. — To jakiś kacerz i czarownik. Na psa urok, tfu.
Podsunięty mu przez Lasotę kufel prędko odsunął z powrotem, jak gdyby tamten wysłał mu nie piwo, lecz skorpiona.
Jeżeli zmyślasz... — zaczęła Trevedic, uśmiechając się, tym razem, dla odmiany szeroko, pełnym uzębieniem, wpatrzona w medalion z nieukrywanym uznaniem. — Winszuję fantazji. Jeżeli nie, gratuluję odwagi. Mało kto na twoim miejscu przyznałby się do rzeczy, za które, jak sądzę, w pewnych stronach nie groziłoby nic lżejszego od stosu.
Trevedic sięgnęła po amulet śmiało i bez dodatkowych zachęt, poświęcając chwilę na zważenie go w dłoni. Lasota rozumiał. Początkowo też był zaskoczony jak lekkim był ów ciemny stop.
W zupełności wystarczy mi taka gwarancja, a i zastaw jednocześnie — oznajmiła, z miejsca przymierzając przedmiot na siebie. Widzący to Lars, choć mniej przesądny od kompana, odsunął się lekko na bok, zerkając niepewnie na przełożoną. — Nazywam się Vera. Vera Trevedic. Norbercik?

Jurysta poruszył się po raz pierwszy od dłuższego czasu, poskrzypując przy tym deskami podłogi.
Hm?
Miałeś rację. Warto było go zaprosić. A teraz idź, zamów naszym gościom jakąś polewkę. Choćby i tę nieszczęsną jarzynową.
Podłoga skrzypnęła ponownie, a krótko po niej uchylone drzwi do alkierza. Trevedic bawiąc się obręczą z nibykozłami, podobnie jak poprzednio — nie zwlekała z przejściem do rzeczy.
Ratiz von Frentz — oznajmiła. — Redański infamis, bawidupek i awanturnik spod Egremont. Osobnik ten uczynił mi despekt, którego nie zamierzam wybaczać ani puścić w niepamięć. Mam fanaberię, żeby wymierzona za niego kara była z odpowiednią swadą i fantazją. Taką, która na długi czas będzie pożywką dla plotek w Ban Ard. Początkowo liczyłam, że najmę zawodowego zwadźcę, który wymusi na nim danie satysfakcji… Ale trafiliście się wy. Osobnik o mrocznej legendzie, mający konszachty z ciemnymi mocami i przeznaczeniem, a szukający sprzymierzeńców pośród czarowników. Uważam więc tedy, że idealnie będziecie nadawać się na mściciela.
Tego od was wymagam — podjęła po chwili zadumy. — Zemsty. Niekoniecznie ze skutkiem śmiertelnym, koniecznie zaś efektownej i upokarzającej dla przedmiotu tego kontraktu. Zależy mi na tym, by zniszczyć jego reputację i ośmieszyć przed opinią ogółu. Niech przekona się, że mieszczańska fantazja nie gorsza od szlacheckiej!
Kobieta zaśmiała się przenikliwie, stukając kuflem o blat. Siedzący po jej dwóch stronach przyboczni spojrzeli po sobie niepewnie, po czym unisono, choć cokolwiek wymuszenie, przyłączyli się do wesołości.
Chcę, żeby wiedział, kto zlecił wykonanie wróżdy. I poczuł, za co płaci. Podołacie zadaniu?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 27 paź 2022, 11:12

Uśmiech zawitał na ustach szlachcica, ponieważ rozwiązała się zagadka z inicjałami na ogłoszeniu zlecenia. Okazało się, że córka również korzystała z pierwszej litery godności zmarłego ojca, tak samo jak jej matka. Czyli robota była właściwa, ale pomylił persony. Dalej zauważał w tym dozę przewrotności, proporcją porównywalną do ilości soli w solance. Vera zapewne urządziła małego psikusa matce.
Skubnął porcję chlebka.
Gra wstępna zakończyła się powodzeniem, dlatego w końcu Lasota mógł wejść w sedno sprawy. Zatem zemsta, ktoś zalazł za skórę charakternej szefowej, na tyle mocno, że zwyczajne pobicie nie wystarczyło. Wymagała rozmysłu, kreatywności i zrujnowania reputacji na mieście. Wielomir należał do prostych ludzi, więc hipotezy były doń podobne, a to wszystko brzmiało tak, jakby cały ten Frentz spieprzył jakiś interes albo dobrał się do majtek Very, aby później potraktować ją na jeden strzał.
— Nigdy tego nie zapomni. Ban Ard również — zapewnił, patrząc w oczy szefowej. — Potrzebuję paru informacji.
— Po pierwsze — powędrował wzrokiem do Jaksy. — Za dużo klniesz. Nie zarażaj mi dzieciaka swym chamstwem — zaczął od dygresji, zirytowany już nie na żarty. — Zaniechaj albo rzucę na ciebie urok. Kufel już po mnie dotknąłeś. Mam cię. — Posłużył się kłamstewkiem ponurym tonem. Jaksa uwierzył w jego niby przynależność do charakterników, więc na tym zbudował kit. Należało mu się utarcie nosa.
Przesunął do niego kufel ponownie.
— Po drugie. Prosiłbym o przedstawienie jak wygląda, kim jest, czym się konkretnie zajmuje oraz miejsc, gdzie mógłbym go odnaleźć. Przydałoby się wiedza także o tym, jaki jest, dzięki temu łatwiej przygotuję dlań rozrywki.
Podrapał się po uchu, mimowolnie, ponieważ przypomniał sobie czasy polowań na ludzi. Miał skończyć z tym gównem, ale wyglądało na to, że trwanie z czystym sumieniem nie wchodziło w grę. Niby mógł zrezygnować z pracy dla Very, żeby wrócić do jej matki, ale ciągnęło go do to tej roboty. Czy zmienił swoją naturę? A może jedynie udawał, będąc jedynie kolejnym łysym zbirem do wynajęcia?
— Mógłbym wiedzieć pokrótce, co tobie uczynił?
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 28 paź 2022, 21:09

Co? — Jaksa zapowietrzył się, nie potrafiąc zdecydować czy winien splunąć, czy parsknąć. Jego twarz, czerwona od niedawnego wysiłku i śladów bijatyki, poczerwieniała jeszcze bardziej. — Że co, kur…
Wyrażaj się. A najlepiej ucisz i nie rozpraszaj mi rozmówcy — ucięła go Trevedic, zniecierpliwiona przeniesieniem uwagi interlokutora na swojego sługę. — A ty racz się skupić, nie-rycerzu, jeżeli chcesz wiedzieć, na czym stoimy.
Szatyn, ciemne oczy, nosi wąs i bródkę, trochę niższy od was. Stroi się modnie albo ze szlachecka i nasza szabelkę, rodową pamiątkę — przeszła do opisu po krótkiej chwili przerwy. — To po pierwsze. Lubi konie i łowy i insze hulanki, nawet w towarzystwie, jak on to ujmuje —„pospolitaków”. Upodobał sobie otwarte przestrzenie jednako z karczmami i bajzlami, zmęczony jednymi, ucieka w drugie. Sami zmiarkujecie, gdzie go szukać. To po drugie.
Nad trzecim i ostatnim „przydałoby się” Vera musiała zastanowić się dłużej.
Jak pieczony kartofel — odrzekła w końcu. Chociaż uśmiechnęła się, wyraźnie rada z wykoncypowanego porównania, zdawała się mówić szczerze. I najzupełniej poważnie. — Z wierzchu twardy i parzący. Ale nie dajcie się zwieść. W środku jest mięciutki jak rozgotowana, ziemniaczana papka.
Drzwi skrzypnęły krótko, wpuszczając do środka Norberta z dwoma parującymi miskami. Jurysta bez słowa postawił je przed Lasotą i Daromirem, który rzucił się na swoją porcję. Zupa nie była jarzynową, lecz chudym rosołem. Z rozgotowaną, ziemniaczaną papką pływającą w nim zamiast klusek.
Wiedzieć możesz — zgodziła się kobieta, odpowiadając na ostatnie z pytań wojaka. — Miał mnie porwać. A zamiast tego raczył fugas chrustas. Samotrzeć. Bez słówka pożegnania. Nawet liściku i kwiatów nie raczył zostawić, zasraniec jeden.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 28 paź 2022, 23:52

Zleceniobiorca, ukontentowany wyciszeniem Jaksy w rozmowie, skupił całą uwagę na informacjach, jakie przyswajał. Niemo powtarzał, ruszając nieznacznie ustami, zapamiętując kluczowe wskazówki. Zdziwił się, że Vera opowiedziała o von Frentzie jak o chłopcu przejmującym się jedynie rozrywką i dalej nie wiedział, na co ten pracował w życiu i jakim obowiązkom dawał wagę. Lasota zreflektował lekkim, skromnym uśmiechem porównanie z kartoflem.
Jadło wylądowało na stole, a Daromir począł spożywać je niczym wygłodniały wilk. Nie zamierzał go w tym powstrzymywać, ale sam jadł spokojniej, mocząc pieczywo w zupie. Słaba jakość strawy nie zniechęciła go, ponieważ jadł znacznie gorsze potrawy, a ukształtowany na człowieka drogi, nie wybredzał.
— Dostanie za swoje — odpowiedział spokojnie. Nie zdziwił się, przewidywał, ze redański możny zabawił się w romans z Verą. Chociaż intuicja mu podpowiadała, iż sprawa posiadała drugie dno. — Dziękujemy za jedzenie. Pozwolisz, że zjem, a potem biorę się za robotę.
Zamierzał poświęcić czas na zjedzenie swojej miski zupy. Konsumował w ciszy, nasłuchując. Kiedy skończył, kiwnął głową na znak pożegnania i powstał z miejsca.
— Panie Norbercie — zwrócił się do fikuśnego. — Zechcecie mnie odprowadzić?
Lasota miał do niego sprawę, na osobności, więc spróbował go wywabić z otoczenia młodej-charakternej.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 30 paź 2022, 17:55

Vera pozwoliła i Lasota mógł dojeść. W ciszy i spokoju, bo Jaksa skorzystał z okazji i poszedł domówić piwa, zaś Lars zniknął ulżyć pęcherzowi.
Dłuższą chwilę w alkierzu nie było słychać niczego poza chrobotem łyżek po dnie. Oraz pytania Trevedic, która przez cały czas przypatrywała się powierzonemu jej medalionowi ze zdwojoną ciekawością.
Jak w ogóle weszliście w jego posiadanie?
Zadowoliwszy się jakąkolwiek odpowiedzią, skinięciem zwolniła Norberta, pozwalając, by ten zechciał odprowadzić Lasotę i udzielić mu ewentualnych dodatkowych wyjaśnień. Wymruczawszy potwierdzenie, Norbert skierował się ku drzwiom alkierza, by wypuścić wychodzącego z nim Lasotę.
Dzię-ku-ję! — odezwał się po raz pierwszy od dłuższego czasu Daromir, odsuwając opróżnioną przez siebie miskę, po czym podążył za ojcem i Norbertem przez główną salę gospody zwanej „Salamandrą”.
Wywabiony z otoczenia Trevedic Norbert wydawał się być bardziej zrelaksowany niż dotychczas, lecz jego ruchy i gesty — nieco odrobinę zbyt szybkie, wciąż zdradzały powoli odpuszczające go resztki nerwowości. Kiedy więc już otworzył usta, przemówił pewniej i śmielej niż dotychczas. Nie zająknąwszy się przy tym ani razu.
Rozumiem, że naprawdę chcecie się podjąć tego zadania — oznajmił mu poważnie, kierując się w kierunku wyjścia na ruchliwą ulicę, którą dotarli tutaj z rynku. — Potrzebujecie dodatkowych informacji? I, za pozwoleniem, będziecie skłonni przyjąć kilka sugestii?
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Skrybów

Post autor: Lasota » 31 paź 2022, 10:49

— To długa historia. — Odpowiedziawszy półgębkiem, wyszedł wraz z synem i Norbertem z alkierza. Idąc, pogłaskał młodego po głowie, gdyż ładnie podziękował za jedzenie.
Przechodząc przez główną salę, raz jeszcze rozejrzał się po bywalcach, próbując dostrzec coś niezwykłego, na przykład jakiś symbol przynależności do potencjalnej organizacji. Próbował w ten sposób wyjaśnić sobie czy Vera nie była hersztem jakieś szajki. Być może część bandy siedziała sobie z dala od loży szefowej, pijąc sobie właśnie w sali głównej?
— Jaksa i Lars też mają znak, który pokazałeś ochroniarzom? — zapytał z zaskoczenia, próbując wyciągnąć od fikuśnego inne informacje?
Kiedy wyszli na ulice, dopiero teraz Lasota zamierzał pogadać na temat pracy.
— W rzeczy samej — rzekł z entuzjazmem w odpowiedzi na propozycję pomocy. — Chętnie przyjmę sugestie. Pierw chciałbym zadać ci pytanie, Norbercie — spojrzał mu łagodnie w oczy, prawie po przyjacielsku. — Jak się poznała Vera z von Frentzem? Jak wpływowy jest ten ród? Czy przypadkiem pani Vanda i rodzina państwa Frentz nie pomogła poznać się młodym, hm?
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2163
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Skrybów

Post autor: Dziki Gon » 01 lis 2022, 22:04

Nie — odpowiedział mu niespeszony Norbert. — Ale ma go panna Trevedic.
Wyszli na ulicę, zatrzymując się pod budynkiem i szyldem. Ruch nie był zbyt duży, więc mogli rozmawiać bez zbędnych uszu oraz potrzeby przekrzykiwania ulicznego gwaru.
Fikuśny wytrzymał spojrzenie wojaka. Ale do odpowiedzi potrzebował namysłu.
Nie wyznaję się na koligacjach możnych rodów — przyznał niechętnie. — Ale z tego, co mi wiadomo, ten ród był dosyć znaczący. Ród, niekoniecznie wasz… cel, pojmujecie? Dobrze, tedy wiedzcie, że imć Ratiz ma starszego brata, pierworodnego starego Frentza, który odziedziczył po seniorze większą część dóbr. Młodszy, jak słyszałem, swoją część testamentu preferuje zwyczajnie przehulać. Raczej nie odwiedza rodzinnych stron, zwłaszcza że grozi mu tam proces o jakąś sąsiedzką zaszłość… Szczegółów niestety nie znam. Nie znam również szczegółów poznania się panny Very z mości Ratizem, ale z całą pewnością mogę odrzucić planowany mariaż. Państwo Trevedic nie są formalnie szlacheckim rodem, a Frentzowie też, zdaje się, nie praktykowali mezaliansów.
Jeżeli tedy miałbym obstawiać — odchrząknął jurysta, nie wiedzieć czemu, dziwnie speszony. — To powiedziałbym, że połączyło ich pierwsze wrażenie. Panna Vera obraca się w zróżnicowanym towarzystwie…
Jurysta odkaszlnął raz jeszcze, splatając ręce za plecami w oczekiwaniu dalszych pytań. Daromir, znudzony przedłużającą się rozmową, przykucnął nieopodal i zaczął bawić się nożykiem, który razem z bronią ojca został im zwrócony w drodze powrotnej.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław