Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 02 lut 2022, 1:07

Pouczony Aust przygasł na wzór większości łojowych lamp, które jego preceptor odnalazł we wnętrzu budynku — z tych odgrzebanych i rozpalonych przez Asterala na krótko przed atakiem kaszlu, który wypędził go z wnętrza, ostała się jedna z grubsza tląca. Rad nierad uczeń zabrał się do wykonania żmudnego obowiązku, bo w nim samym również tliła się nadzieja na ujrzenie „prawdziwej” magii, która nadejdzie po jego spełnieniu.
Uzbrojeni w miotły wzięli się do pracy — girlandy pajęczyn pod sufitem rwały się pod ich celnymi razami, opadając z wolna na posadzkę jako pojedyncze nici i kłęby. Przy narożnikach musieli posłużyć się ułomkiem drabiny, na którą wszedł uczeń czarodzieja. Sprawił się chwacko, choć konwencjonalnie, nawet jeśli o mały włos nie spadł ze szczebla, połykając przy tym pająka. Wielkie włochate krzyżaki poddały im młyńską szopę zaraz po tym, jak zrobiły to myszy.
Zmordowany wyciągnięciem z wnętrza wszystkich zawadzających gratów, w olbrzymiej większości zbutwiałych skrzyń i worków ze spleśniałym ziarnem Aust dyszał i ocierał pot, patrząc przez uchylone drzwi jak elfka przystępuje do zamiatania podłogi. Kiedy chwilę później dołączył do niej, by wspomóc ją w wysiłkach, niemal od razu pożałował, że nie poszedł za jej przykładem, prokurując sobie okrycie na usta i nozdrza. Podniesiony z podłogi ich sprzątaniem pył pokrywał adepta od stóp aż po oprószoną przedwczesną siwizną atramentową czuprynę, ale również próbował dostać się do środka. Nieodrodny uczeń swego mistrza wybiegał tedy co jakiś czas na zewnątrz, by wydalać go kaszlem oraz przemywać lepiącą się od brudu twarz i zaprószone oczy w strumieniu.
Podczas jednej z takich nieobecności miał miejsce incydent z udziałem osamotnionej elfki. Pojawiający się nie wiedzieć kiedy i skąd niewielki czarny demon spikował na nią w całej swej zjeżonej okazałości. Wleciał jej prosto w twarz, bijąc wkoło skórzastymi skrzydłami oraz wydając z siebie dźwięk będący przeszywającym piskiem wydobywającym się z otwartej, pełnej drobnych, iglastych kiełków paszczęki. Krążąc wokół niej coraz ciaśniejszymi kołami, przypuszczał na ślepo coraz śmielsze próby ataku. Towarzyszące mu cienie rzucane na ścianę przez ostatni ocalały kaganek przydawały mu zgrozy i rozmiarów co najmniej latawca.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 02 lut 2022, 10:58

— Starczy już, starczy — zaprotestował na oklepywanie jego pleców przez elfkę, jakby to miało mu pomóc przy pylicy, która była skutkiem magicznych poczynań. Był trochę oburzony, że ktoś przekroczył jego strefę komfortu, nawet jeżeli miał ku temu dobre intencje. Na moment w jego wzroku można było dostrzec pewną iskrę irytacji, która szybko zgasła, zastępując miejsce wyrozumiałości, której musiał mieć tak wiele w codziennym obcowaniu z Austem czy wieśniacką tłuszczą. Starczyło i jej dla przybłędy — mam własny specyfik na objawy pneumoconiosis. Nie ma ona pochodzenia naturalnego, więc naturalne metody lecznicze też nie sprawdzają się przy jej objawach. Ale dziękuję za troskę.
W czasie, gdy Ci ciężko pracowali, aby przywrócić przynajmniej względy porządek w budynku gospodarczym, on udał się do dworku. Można byłoby pomyśleć, że to zachowanie typowe dla czarodzieja. Gburowatego i wyniosłego jegomościa z długą brodą, której brakowało Asteralowi, odzianego w satynowe i atłasowe szaty, których też unikał, żyjącego w wykwintnych rezydencjach, co było widać, że również się nie zgadzało. On jednak nie unikał ciężkiej pracy. W swoim życiu wszystko zdobył dzięki swojemu zaangażowaniu, a nie dzięki tytułom. Wśród pospólstwa, choćby przez samo bycie wiedzącym, traktowano go jak z wyższych sfer, ale jego koledzy z Ban Ard szydzili z jego wątpliwego rodowodu.
Przy sprzątaniu młyna był po prostu zbędny i niepotrzebny, a nie zamierzał przyglądać się im, jak wykonują za niego brudną robotę. Jego uczeń był przyzwyczajony do dbania o porządek w rezydencjach, w których zamieszkiwał razem z Piołunem. Dziewczyna jednak nie musiała przecież zajmować się takimi prozaicznymi czynnościami. Przyjechała tutaj, aby leczyć chorych, a nie sprzątać zapadłe dziury na skraju podgrodzia. Asteral, wykorzystując chwilę wolnego czasu, zaparzył trzy kubeczki naparu z suszonych pączków dzikiej róży, mniszka lekarskiego, rumianku i imbiru, słodzonego szczyptą sproszkowanego korzenia lukrecji.
Gdy miał wszystkich uraczyć gorącym napojem i zaproponować przerwę w pracy, usłyszał jakieś hałasy i piski dochodzące z wnętrza rudery. Odstawiając parujący napar w glinianych kubeczkach, zdobnie szkliwionych bielą i błękitem, ujrzał swojego ucznia, który obmywał się w chłodnawej wodzie rzeczki, niegdyś napędzającej koło młyńskie. Nie będąc nazbyt zmartwionym, wtargnął z płonącą słabym światłem lampą do środka, przeświadczony, że młódka wystraszyła się jakiegoś cienia, czy przydużego pajęczaka, mając w zakamarkach głowy przerażające historie Austa. Trochę się pomylił.
Ostatni lokator nie zamierzał oddać bez walki swojego leża, nie biorąc przykładu z krzyżaków i myszy. Chwyciwszy stary worek w dłonie, rozerwawszy go, by uzyskać jak największą powierzchnię, zarzucił go na latające stworzenie. Choć poruszało się szybko, w środku było ciemno, oko uczonego oceniło, że ma do czynienia z nietoperzem, prawie niegroźnym stworzeniem, choć przenoszącym wodowstręt i będące pierwotnym żywicielem niektórych pluskwowatych.
— Wszystko w porządku?
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 03 lut 2022, 0:44 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: zamglone widzenie, pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 02 lut 2022, 13:55

Na szczęście, czy też nieszczęście, mistrza magii, troska Istki o komfort kończyła się mniej więcej tam, gdzie uznała, że trzeba działać w jej ocenie szybko i skutecznie, czyli tak jak w tym wypadku. Żaden doświadczony medyk nie przerywał wszak zabiegu — dajmy na to — amputacji, po to żeby zapytać czy przyszłego amputanta boli noga. Coś takiego zakrawałoby o jawny kretynizm, dlatego nawet i w tym, zdecydowanie mniej dramatycznym wypadku, elfka po prostu zastosowała najprostszy znany jej środek, który miał pomóc mu zakończyć atak kaszlu — własną rękę. Ot, zwykłe leczenie objawowe. Nikt nie powiedział, że zdusi zarodek problemu Asterala, ale musiała uznać, że pozwoli to mu dojść do słowa, co zresztą się stało, niezależnie czego było to zasługą.
Pylica płucna? No, z tym to ja wam nie pomogę, bo to nie taka prosta sprawa. Gdzie macie ten środek, jeśli mogę wiedzieć? — odrzekła magikowi, by zaraz szybko dodać. — Żebym wiedziała gdzie szukać, jeśli będę musiała wam go podać — na typ etapie von Carlina raczej na pewno już wiedział, że nie planuje go okraść, a już na pewno nie z lekarstw, ale i tak dorzuciła to ostatnie, choćby dla porządku.
Ze swoją przypadłością czarodziej nie miał jak wziąć udziału w porządkach, które zostały na głowie Austa i Istki. Jak zostało już napomknięte — dziewczyna zajęła się głównie wymiataniem kurzu, ewentualnie przecieraniem szmatą miejsc w które faktycznie mogła przy swoim niskim wzroście sięgnąć. Do tego — o ile myszy nie stanowiły dla niej żadnego problemu, to pająki już jak najbardziej. Najlepszym co mogła zrobić było trzymanie jej strachu na wodzy — dopóki ośmionożne monstra zachowywały od niej dystans miotły — dopóty wszystko było dobrze. Dlatego ograniczyła się jedynie do trzymania Austowi drabiny i wynoszenia pajęczyn na owej miotle na zewnątrz. Każdy grał swoją rolę. Żal jeno zrobiło jej się, że młodzian nie miał czym zasłonić twarzy, choć nie na tyle żal by miała mu odstąpić swoją własną ochronę. Przy którymś z kolei wyjściu ucznia nad strumyk, wpadła jednak na iście wygodnicki pomysł.
Mistrz Asteral zbija bąki, niech może ci coś zmajstruje, żebyś się miał jak zasłonić. Ostatnio go widziałam jak do sieni lazł — rzuciła do czarodziejskiego czeladnika gdy wrócił do środka, któryś już raz.
Cała ta — względna — sielanka uśpiła jej elfią czujność w najmniej odpowiednim momencie. W młynie najwyraźniej jednak nie straszyło, bo był to któryś z kolei raz, gdy zostawała w środku sama i nic złego się wszak nie działo. Do czasu. Na sam dźwięk pisku blondwłosa poderwała nagle głowę do góry, tylko po to by w podzięce za wysiłek dostać w okrytą tkaniną twarz fragmentem skrzydła czy innych pazurów. Sam efekt, połączony z potęgowanymi przez okoliczny kaganek wizualizacjami, wystarczyły by elfka straciła nad sobą jakiekolwiek panowanie. W moment przypomniały jej się wszystkie ponure myśli o tym co może w tym cholernym młynie grasować, ze zjawami i wampirami włącznie. Z babskich płuc wyrwało się coś z pogranicza desperackiego krzyku i pisku, na tyle głośne, że mogłoby obudzić nawet jeźdźców burzy, gdyby faktycznie istnieli. — Aaaaaaaaa! POMOCY! AUST! — początkowo Aen Seidhe próbowała jeszcze wymachiwać rękoma i miotłą w panicznej reakcji, ale po paru sekundach już nawet nie myśl, ale zwykły instynkt spowodował, że dziewoja wystrzeliła na zewnątrz przez drzwi młyna jak bełt z arbalestu, by następnie pobiec gdzieś w stronę strumyka, gdzie ostatnio miał udać się jej młodszy towarzysz, minąwszy się o kilka, kilkanaście kroków z dobiegającym na miejsce starszym magiem.
Zabierzcie to! — krzyknęła raz jeszcze, tym razem już słabiej, bo w biegu.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 03 lut 2022, 22:09

Krzyk Istki w połączeniu z jego imieniem poderwał Austa z miejsca, nakazując mu przy tym wypuścić świeżo wręczony mu przez mistrza kubek z parującym naparem. Klnąc i lekko kuśtykając (bo rozlany wrzątek oparzył mu nogę) pobiegł śladami swojego nauczyciela, który jako pierwszy dotarł na próg młyna, przymierzając się do rzutu opróżnionym płóciennym workiem, jednym z tych, które niedawno wynieśli na zewnątrz.
Von Carlina chybił. Stare płótno niemal rozeszło mu się w rękach, wprawione w ruch w locie zwinęło w gałgan, po czym ciężko klapnęło u stóp przestraszonej elfki, usiłującej osłonić się przed skrzydlatym zagrożeniem znikąd. Gacek, bo w istocie był to gacek, łopotał i piszczał wokół niej, przerażony całym zajściem chyba nie mniej od niej samej. Osłoniwszy się przedramieniem od mimowolnego napastnika, Istka poczuła na nim krótkie bolesne ukłucie mogące być wyłącznie sprawką ostrych i drobnych jak igły kłów. Wypadłszy na świeże powietrze i jasność, omal nie została dobita ciosem miotły w twarz — oto Aust przyszedł jej w spóźniony sukurs, wywijając dzierżonym drapakiem.
Wespertyl! Wespertyl! — wykrzykiwał przy tym nazwę pewnego chiropteromorfa, za którego w jego rozbudzonej nagłym zdarzeniem wyobraźni uchodził zwykły nietoperz. Ten ostatni, znajdując w końcu przestrzeń do ucieczki, oddalił się w końcu, załopotawszy gdzieś w kierunku dworku. Aust oddychając szybko, opuścił, lecz nie puścił trzymaną przez siebie improwizowaną broń, dzieląc swoją uwagę pomiędzy elfkę a zacienione wnętrze młyna.
Jak? I skąd? Przecież... sprawdzali...śmy sufit.

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 04 lut 2022, 21:23

Nie wdając się w dłuższą dyskusję z elfką na temat swojej choroby, jej objawów i pochodzenia, a przede wszystkim stosowanej kuracji leczniczej, Asteral wyjął zza pazuchy niewielką butelkę ze specyfikiem na pylicę. Tym razem zabrał ją ze sobą, bo po ostatnich perypetiach z nawiedzającym dwór duchem, wolał być przygotowany. Lecz tym razem nie była zupełnie potrzebna, bo zmagali się z nietoperzem. Na to na szczęście nie był uczulony, ani przewrażliwiony. Na zajęciach o rzadkich gatunkach fauny i flory obcował ze wszelakimi stworzeniami, również takimi których nie dane jest ujrzeć zwykłemu śmiertelnikowi przez całe swoje życie. Więc nocek rudy, który wyleciał po nieudanej obronie swojego siedliska, nie zrobił na czarodzieju żadnego wrażenia. Niestety nie miał zbyt dużej wiedzy o latającym ssaku, jego występowaniu, czy sposobności bytowania w opuszczonym młynie. Podobnie jak Aust obecnie, Piołun w czasie swojej nauki w Ban Ard, od gromadzenia wiedzy bardziej cenił czarowanie. Przysypiał na przynudnawych wykładach profesorów, przebudzając się w czasie, gdy mówiono o magii. Dopiero po upływie wielu lat, zrozumiał wartość przygotowania merytorycznego, nim przejdzie się do praktyki. Taki już los mistrza i ucznia.
— Uspokój się Inkaust i przestań wymachiwać tą miotłą, bo stanie się komuś dodatkowa krzywda — po raz wtóry w dniu dzisiejszym upomniał ucznia, ale w przeciwieństwie do pozostałych uczestników hecy, będąc już spokojnym — i to zwykły Myotis daubentonii , a sam wyglądasz jak Wespertyl i Liścionos w jednej osobie.
Nim przeszedł do obejrzenia rany dziewczyny i zajęcia się nią, wierząc w zaangażowanie ucznia w udzielaniu bohaterskiej pomocy felczerce, sam ukląkł przed młynem, zanurzył dłońmi w przesuszonej glebie, aby sięgnąć do źródła mocy z pobliskich zdziczałych pól. Zawsze lubił ten moment, gdy delikatnie mrowiła go skóra czerpiąc magię z aury ziemi.
— Ha, to tylko zwykłe ugryzienie, nic się nie stało, załóż Istce opatrunek i będzie po sprawie, a gdyby miało wdać się jakieś zakażenie poradzimy na to ziołami czy przyrządzimy jakiś odpowiedni specyfik — widząc niepokój w oczach dziewczyny dodał — w ostateczności zastosujemy jedno z moich zaklęć. Czy moglibyśmy zabrać się za przeszukiwanie młyna?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: zamglone widzenie, pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 04 lut 2022, 23:24

Dziewczyna jęknęła jeszcze głośniej, jeszcze żałośniej, gdy gacek z sukcesem spikował na jej przedramię, wbijając kły nieco powyżej nadgarstka. Tym razem nie wyła już tylko z przerażenia, ale też z bólu i obrzydzenia, nie stłumionego nawet przez obecną w krwi adrenalinę, choć nawet to nie powstrzymało jej przed biegiem w kierunku wyjścia. A tam czekała kolejna niespodzianka, której tym razem dała radę już uniknąć — austowa miotła nie trafiła ją chyba głównie dlatego, że na zewnątrz wyskoczyła praktycznie susem, celowo chyląc głowę, by ochronić ją przed kolejnymi atakami.
Instynkt w jej głowie kazał się jej początkowo kierować w kierunku strumyka — a to dlatego, że to właśnie tam, według jej wiedzy, przebywać miał młodszy czarodziej. Nie spodziewała się zupełnie, że kawaleria jest już tak blisko, bo zaraz za wyłomem. Oczywiście jego nagłe pojawienie się zmieniło plany elfki — wnet dała kolejnego susa, tym razem za asystenta. Przylgnęła mocno do jego pleców, nieprzyjemnie szarpiąc przy tym jego koszulę i znacząc tkaninę kilkoma plamkami własnej juchy, która już zaczynała kapać z rany kąsanej na przedramieniu. Jakiś błędny z Toussaint mógłby w tej chwili stwierdzić, że młodzian bohatersko broni damy w opałach przed skrzydlatym monstrum. Byle żołdak dowolnej armii Północy skwitowałby natomiast, że elfia ździra zrobiła sobie z chłopaka improwizowaną pawęż. Wszystko było kwestią interpretacji...
Za-zabierz go! Zabierz ode mnie to bydlę, błagam! — krzyczała dalej w panice, kompletnie ignorując fakt, że robi to nad uchem młodziana, a przy tym dalej ciągnąc go za ciuch, jakby miała w ręku końskie lejce. Jedyne szczęście w tym, że nie miała dość siły by w ten sposób porwać materiał.
Dopiero, gdy nietoperz odleciał i jasne było, że nie stanowi dalszego zagrożenia — dopiero wtedy blondwłosa puściła w końcu Austa i osunęła się przy ścianie młyna do pozycji siedzącej, ściągając z głowy lnianą chustkę i patrząc z przestrachem na swoją pokąsaną rękę. Na rany — dość płytkie, niezbyt poważne, nawet jeśli broczyły się z niej strużki krwi. Gdyby to była cudza rana, elfka od razu poznałaby, że należy ją zwyczajnie szybko przemyć i porządnie zabandażować. I podać jakiś eliksir przeciw wściekliźnie, bo zawsze lepiej dmuchać na zimne. Ale to była jej ręka, jej krew i jej uszczerbek na zdrowiu. Istka od dnia narodzin była miękką cipą, gdy przychodziło zbierać jej jakiekolwiek baty na ciele. Taką co za dzieciaka leciała do matki z płaczem po mocniejszym kopniaku. Pewne rzeczy, jak widać, się nie zmieniają, nawet z wiekiem...
Moja ręka...! — zalamentowała — Moja ręka! P-pomóżcie mi. D-d-dajcie bandaż! Cokolwiek! — a potem usłyszała co powiedział jej starszy mag, spojrzała na niego. I po raz pierwszy mogli zobaczyć jak twarz elfki zamienia się w grymas wściekłości, godny pierwotnej przedstawicielki jej rasy, jeszcze z czasów gdy to nie ludzie, a Aen Seidhe rządzili Kontynentem. Na usta cisnęło jej się, żeby powiedzieć gdzie ma jego Wespertyle, Liścionosy i Myotis daubentonii, który to okaz przyrody właśnie poharatał jej przedramię. Gdzie ma jego lekceważący stosunek do jej dobrobytu, do jego podejścia do tego, że Aust uratował jej rzyć przez właśnie machanie miotłą i żeby najlepiej rudowłosy pierdziel poszedł się chędożyć między psy. A nie dalej jak pół godziny temu czarodziej obiecywał jej, że na jego obejściu nic nie ma prawa jej się stać. Tyle z jego obietnic...
Ostatecznie nie powiedziała z tego nic. Miała dość ogłady by przełknąć dumę i gorycz. Wyraz twarzy zniknął z niej tak szybko jak się pojawił, zastąpiony przez przygnębienie i zmarnowanie. Cały entuzjazm dziewczyny do badania nieznanego uleciał jak pierd z rzyci aedirnskiego gwardzisty, który zbyt długo stał w jednej pozycji na warcie. Felczerka wstała na nogi, cały czas przyciskając swoje ukąszenie do najczystszej części swojej chusty, którą przed chwilą zdjęła.
Boli mnie... Muszę to opatrzeć i odpocząć. Ale wy idźcie dalej, mistrzu. Kurz już was nie powstrzyma, bo wysprzątaliśmy, a wy jesteście potężnym czarodziejem. Cokolwiek tam spotkacie — szybko się z tym uporacie, żadna to dla was przeszkoda. Za to ze mnie żadna czarodziejka, tylko głupia elfia dziewucha, co ją trzeba przed nietoperzem bronić. Nie widzę, żebym miała wam się tam przydać. Tylko zostawcie ze mną Austa, bo się boję sama siedzieć — włożyła cały swój trud, żeby to co mówiła brzmiało naturalnie, ale jednocześnie powiedziało von Carlinie wszystko to co chciała mu przekazać między wierszami. I chyba lepszych, a jednocześnie bardziej szczerych słów by nie znalazła, choćby myślała nad tym całe popołudnie.
Na koniec spojrzała jeszcze na zubożałą wersję rycerzyka bez białego konia, który zamiast miecza dzierżył miotłę, spojrzeniem błagalnym, jakby symulującym damę w opałach, którą właśnie się przecież stała. Na niego się nie gniewała, bo nie zrobił nic złego. A nawet była wdzięczna za ratunek, chciała jego towarzystwa.
Odprowadzisz mnie do dworku? — zapytała krótko — Nie chcę marnować cennej mocy twojego mistrza na takie błahe sprawy jak pokąsanie przez nietoperza — sarkazm był tak wyczuwalny, że można by go było kroić nożem.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 07 lut 2022, 1:44

Inkaust spełnił prośbę mistrza, upuściwszy miotłę w trawę zarośniętego podwórka i zmieszał się na ocenę swej aparycji, zerknąwszy w stronę strumienia, jak gdyby korciło go, żeby przejrzeć się w lustrze wody i upewnić czy to prawda. Wcześniej, z elfką uczepioną jego grzbietu, sztywny jak kij dzierżonej niedawno miotły, nie bardzo miał jak.
Z dylematu wybawiła go druga prośba mistrza. Klepnąwszy się po portkach i rozejrzawszy wkoło, skinął głową, zwracając się do elfki, by wskazać jej dworek. Po tyradzie, którą uraczyła całkiem niedawno jego mistrza, zachłyśnięty z wrażenia Aust pragnął wskazać jej go bardzo szybko.
Chodź… Pozwól ze mną. Tam powinniśmy mieć jakiś bandaż. Żeby to diabli… Pokaż, bardzo cię użarł? Nic nie będzie, tylko przemyj to sobie, o tu, w nurcie. Woda czysta i zimna, akurat.
Kiedy tylko oddali się kawałek od pogrążonego w zadumie mistrza von Carlina, wyglądającego jakby upajał się właśnie krajobrazem okolicznych nieużytków, Aust zaczął z powrotem gadać jak najęty, nie szczędząc jej wyjaśnień ani przeprosin.
Ja naprawdę nie wiem, jak ten sukinsyn się tam znalazł. Sprawdzałem po kilka razy, pod sufitem, na rogach... Byłaś przy tym, widziałaś. Mówiłem, żeby stary... — Młodzieniec ugryzł się w język, obejrzał się za siebie szybko, jak gdyby zostawiony w tyle, czerpiący ze zdrojów Mocy i skupiony nauczyciel mógł i chciał go teraz słyszeć. — Żeby załatwił to czarami, raz-dwa i po sprawie, ale nie...
Chłopak zaciął się lekko, czekając na elfkę aż ta przemyje ugryzienie lub dotrzyma mu kroku. Choć to nie jego właśnie pokąsano, nie jego wygoniono z ciemnej, pełnej szkodników szopy, zdawał się to przeżywać równie silnie co elfka, chociaż na swój sposób.
Słuchaj — zaczął, trochę z głupia, bo nikt inny nie słuchał go w tym momencie. — Nie gniewaj się na niego. Za bardzo. On taki jest. Wiesz... Jak oni. — Uczeń wzruszył ramionami, zostawiając ją na pastwę bardzo szerokich domysłów. „Oni” mogli skrywać wszak wszystkich. Ludzi, rudowłosych, czarodziejów. Intuicja podpowiadała jej jednak, że ma na myśli tych ostatnich w tym siebie. — Nie chce szafować magią przed tobą, bo jesteś... Tu z nami od niedawna, ale gdyby to było coś naprawdę poważnego, nie pożałowałby mocy. Człowiekowi czy elfowi... Nikomu.
Aust zamyślił się przez moment, w końcu pokiwawszy głową, odwinął podwinięte do tej pory rękawy, które okryły mu przedramiona malowniczymi, krwawo przebarwionymi strzępami. Przedramiona młodzieńca nie nosiły podobnych znamion, co nadawało mu wyglądu kogoś, kto ustroił się w koszulę po kimś, kogo wcześniej pokąsało stado wściekłych psów.
— Tam we dworku, kiedy się zaczęło... Miałem pewien wypadek. Nie jestem pewien co dokładnie, ale najadłem się niemało strachu i bólu, kiedy mistrz obudził... Cokolwiek to było. Szkło porżnęło mi ręce, do krwi. A byłoby i pocięło jeszcze facjatę, gdybym nie zasłonił się w ostatniej chwili. Jego znalazłem na dole, na podłodze. Ledwie żywego i prawie nieoddychającego od kaszlu. Ma taki od czasu jednego eksperymentu, nie chce mi o tym za bardzo opowiadać, ale mniejsza. Chodzi o to, że kiedy zobaczył mnie wtedy w takim stanie, krwawiącego na posadzkę, nie zastanawiał się.
Oczy Inkausta błyszczały, a mowę rwało przejęcie, kiedy opowiadając o wyczynie nauczyciela, prezentował jej swoje ręce.
Białe i gładkie, pozbawione choćby jednej blizny.
— W jednej chwili. Na moich oczach. Najpierw pochlastane, potem nic. Jeden gest, formuła. Jakby nic nie było. Chciałbym kiedyś tak umieć. To podobno cholernie trudne i męczące. Tylko on zrobił to tak, że wyglądało łatwo.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 08 lut 2022, 12:40

Nie można było zaprzeczyć, że Aust, mimo swoje frenezji i tendencji do zachowywania się w sposób infantylny, potrafił podporządkowywać się narzuconym mu zasadom. Ciężko powiedzieć czy to z wyuczonych reakcji, jak pies na dzwonek i światło, czy z rzeczywistego podziwu, jakim darzył swojego mistrza. Tego samego podziwu, którym potrafił darzyć każdego znamienitego czarodzieja, spotkanego na swojej drodze czy podczas lektury kolejnego opasłego tomiszcza. I tym razem posłuchał się, puszczając z rąk miotłę, jak na sygnał.
Nie spodziewał się jednak histerycznej reakcji elfki, ale szybko usprawiedliwił ją w głowie. Zwierzęce odruchy, które kierowały również zachowaniem człowieka, odezwały się w głowie dziewczyny, a zgodnie z teorią klarującą się przed oczami Asterala, wśród elfów dominował mechanizm ucieczki. Tak typowy dla przedstawicieli słabszych i płochliwych stworzeń. W takim wypadku nic dziwnego, że naturalny strach przeobraził się w lękliwość. Osoba odczuwająca niepokój, ciągłe zagrożenie była bardziej skłonna do wybuchów emocjonalnych i wyrażania swoich myśli za pomocą cynizmu. Który miałby jakowo maskować kruchość psychiczną. Von Molauch z pewnością zaopiekuje się pogryzioną osóbką. Odprowadził ich jeszcze wzrokiem, gdy Ci zmierzali w stronę dworku.
Bez przejęcia i zbędnych słów, odwrócił się by eksplorować stary młyn. Bez pomocy bystrych oczu elfki i układności swojego ucznia. Zdany jedynie na swój wyostrzony magiczny zmysł i blade światło lampki łojowej, przeczesywał każdy widoczny zakamarek rudery. Nie obawiał się pająków, nietoperzy, myszy czy innych lokatorów, których nie udało się przepędzić młokosom. Zwierzęta raczej nie reagowały na jego obecność z agresją, tym bardziej że w swoim zachowaniu nie bywał gwałtowny. Nauczył się tego spokoju ducha i umiejętności obcowania z fauną i florą w gajach druidzkich, na miękkiej piersi Radii… szybko odrzucił nieproszone myśli z głowy, aby znów skupić się na swoim zadaniu.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: zamglone widzenie, pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 08 lut 2022, 14:46

Wyrzuty sumienia dopadły ją szybko, bo chwilę potem jak opadły pierwsze emocje i ruszyła zaraz za Austem. Co ją napadło, że wyrzuciła z siebie te parę słów za dużo? Jakby zapomniała, że von Carlina, jako gospodarz, mógł ją wyrzucić z dworku na zbity pysk. A wtedy nici ze strawy, nici z wygodnego łóżka i konieczność szukania najbliższego legowiska, najpewniej na sienniku w miejskiej karczmie. Pewnie myślałaby o tym przez całą drogę, gdyby nie to, że asystent sam zaczął kłapać jadaczką, a rana jątrzyła się nieprzyjemnie, powodując drobne szczypanie, które nie pozwalało jej się do końca skoncentrować.
Nie jest tak źle... Nie wgryzł się głęboko, nie miał jak. Gorzej jak miał wściekliznę, albo inszą zarazę — dziewczyna pokazała mu ostrożnie ranę na jego prośbę, a potem wsadziła rękę do strumyka, westchnąwszy przy tym z ulgą jaką dawał jej zimna woda. Wiedziała, że to nie wystarczy. — Mam trochę spirytu w torbie. Pomożesz mi z tym w dworku — bardziej stwierdziła niż poprosiła — Wodą nie przemyjesz porządnie rany. Musiałam amputować już za dużo kończyn, bo przez takie małe rany wdała się infekcja. Zajmuję się medycyną od trzydziestu lat, jak wliczyć termin, więc wiem aż nazbyt — pochwaliła się, będąc przy tym niemal pewną, że Aust — jak to człowiek, posiadający pewnie ograniczoną wiedzę o jej rasie — będzie się dziwił i zaraz nastąpi pytanie o jej wiek. I też będzie się dziwił.
Odpowiedź na litanię przeprosin i eksplanacji przyszła jej również dość szybko, gdy w międzyczasie szli w kierunku drzwi wejściowych głównego budynku. — Nie przejmuj się, to nie twoja wina. Sprawdzaliśmy tam wszystko razem i coś najwyraźniej przeoczyliśmy. Albo może jest tam jakaś piwnica, albo górne piętro z którego przyleciał. Nie mam pojęcia. Zgadzam się tylko z tym, że dużo prościej byłoby, jakby twój mistrz załatwił to czarami. Nie wiem po co komu magia, jeśli nie ma ułatwiać życia. Taki z niego wielki czarodziej... Ale co ja tam wiem.
Czuła empatię w jego głosie i chyba przez to zrobiło jej się trochę lżej na sercu, a rana bolała jakby mniej. Wbrew obiegowej opinii o elfach, potrzebowała współczucia nie mniej niż ludzie, nawet jeśli w podobnej sytuacji przeciętny, dumny przedstawiciel Aen Seidhe wzgardziłby jakimkolwiek przejawem litości, a tym bardziej od człowieka. Na przykład jej ojciec — on pewnie przewracałby się właśnie w grobie, o ile zdążył w międzyczasie zdechnąć.
Nie gniewam się za takie... — ucięła, by znaleźć właściwe słowo — ...byle co. Niepotrzebnie mu nagadałam. Musisz zrozumieć... to nie byłam ja. Ja... — elfka znowu przerwała, wzdychając z irytacją na to, że zaczyna bredzić — ...spanikowałam tam i straciłam głowę. Nie chcę się tłumaczyć. Zapomnijmy o tym. Potem go przeproszę. — nie zapytała ostatecznie kim byli „oni”, ale tak naprawdę nie miało to wielkiego znaczenia, nawet jeśli Austowi po prostu chodziło o starszych czarodziejów. Można się było domyślić. Samo zresztą stwierdzenie mówiło o jakiejś większej grupie ludzi, których błędem pewnie byłoby pakować do wspólnego wora, ale tego nie zamierzała mu już wypominać. Zniszczyłoby nastrój.
Dalsza opowieść ucznia — jako na osobie, która na co dzień nie ma kontaktu z magią — zrobiła na niej wrażenie i dało się to zauważyć. Chłonęła każde słowo. A już w ogóle szczęka jej opadła gdy Aust pokazał jej ręce, bez ani jednej skazy. Do tego stopnia, że zastanawiała się, czy się przed nią nie zgrywa, choć brzmiał na to zdecydowanie za poważnie. Raczej by poznała.
Rozumiem. Dobrze, że chociaż na twoim przykładzie wiemy, że nie zostawi nas bez pomocy w chwili próby — skwitowała krótko elfka, bo właściwie to nie wiedziała co więcej powiedzieć. Czuła tylko nutkę zazdrości, że można tak kogoś połatać, bez strachu i bólu, które zwykle towarzyszyły jej zabiegom, bo innej drogi nie było. Chociaż z tego co powiedział młodzian — skoro kosztowało to dużo tej mistycznej „energii magicznej” to pewnie nigdy nie starczyłoby zaklęć dla wszystkich i źródełko szybko by się wyczerpało. Mag nie miałby wobec tego takiej mocy przerobowej jak siedzący w izbie po pół doby medyk albo felczer, przynajmniej tak to sobie wizualizowała.
Pewna jestem, że kiedyś będzie z ciebie dobry czarodziej, albo uzdrowiciel. Wszystkiego da się nauczyć, tak zawsze mówiła moja matka. Skoro Mistrz Asteral to potrafi to nie może to być aż takie trudne. — zaśmiała się z własnej krotochwili, mając nadzieję, że młodszy asystent nie odbierze tego jako bezprecedensowego ataku na starszego czarodzieja.
Dotarłszy do dworku, usiadła przy ławie, by w końcu zająć się swoją raną na poważnie. Przyjemna konwersacja z uczniem von Carliny stanowiła nieoczekiwanie wręcz skuteczny środek znieczulający, pozwoliła odciągnąć całą jej uwagę od nieprzyjemnego pieczenia. A skoro już był i tutaj — nie omieszkała skorzystać z jego pomocy przy czynnościach manualnych. Na stole szybko znalazła się butelka krasnoludzkiego, razem z kilkoma warstwami bandaży.
Wylej trochę na bandaż i przyłóż ostrożnie do rany. A potem zawiąż mi mocno na nadgarstku, pomogę ci. Tylko powoli i mało lej, bo będę wyć. Odkażanie ran — w przeciwieństwie do magii — potrafi być dość bolesne — uśmiechnęła się ze skwaszeniem dziewczyna, gotowa zainterweniować w każdym momencie, żeby nie sprawił jej nadmiernego cierpienia. Przy jej zdolnościach i wsparciu młokosa całość nie miała prawa zająć dłużej jak minuty, czy dwóch. Szybko zadecydowała, że czuje się już na siłach by kontynuować penetrację młyna razem z rudowłosym czarodziejem. Do teraz wszak czuła wyrzuty sumienia przez to, że zostawiła go tam bez pomocy. Choć częściowo na jego własne życzenie. — Potem przygotuję może jeszcze jakąś miksturę, tak, żeby mieć pewność, że nic nie złapałam. Głupio by było. To by była ironia godna ballady — ktoś kto ma kontakt z chorobami przez trzydzieści lat traci rękę, albo życie przez gacka... — prychnęła przez nos, ale tak naprawdę nie chciała ryzykować tych ostatnich dwóch ewentualności, za nic w świecie. Dlatego ta cała szopka. — Nie traćmy więcej czasu, wracajmy do twojego mistrza. Idę o głowę, że przydadzą mu się twoje ręce, a moje oczy.
Ale zanim dziewczyna skierowała się do drzwi, odwróciła się do asystenta na pięcie i spojrzała na niego. Przez kilka sekund, zanim się w końcu odezwała. — A, i Aust... Dziękuję. Za wszystko — po czym z refleksem godnym partyzanta Scoia'tael cmoknęła go w policzek. — Nie chce mi się robić podchodów, za stara na to jestem... — powiedziała zalotnie dziewczyna, mrużąc przy tym oczy. Niewielki wysiłek, ale powinien wystarczyć. — Przyjdź wieczorem do mojej izby. Odwdzięczę się... Nie pożałujesz.
Zdążyła jeszcze złapać jeden z owoców ze swojego tobołka, żeby posilić się w drodze powrotnej do młyna. Nie chciała, żeby się zmarnowały, a chodzić głodnym też nie było po co, zwłaszcza po takich przeżyciach.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 10 lut 2022, 21:08

Nie przemyjesz, ale przyniesie ulgę...Trzy...dziestu? — zgodnie z jej oczekiwaniem, długość dotychczasowej praktyki felczerki w zawodzie, zrobiła na Auście wyraźnie wrażenie, zmieszane z krótkotrwałą konfuzją. Drugiego spodziewanego pytania jednak nie zadał. Może przez załapanie implikacji, a może ze zwyczajnej grzeczności.
Piwnica? We młynie? Hm, hm? — zamyślił się w głos, kiedy uchylił przed elfką wejściowe drzwi do dworku, do którego zmierzali. Przekroczywszy je, obydwoje znaleźli się w zacienionym, chłodnym jak piwniczka wnętrzu, tchnącym niewymowną, lecz wyraźnie narzucającą się atmosferą obcości. Choć Asteral oraz jego uczeń wprowadzili się tu już jakiś czas temu i zdążyli urządzić z grubsza w połowie pomieszczeń, ciągle odnosili osobliwe, trudne do opisania wrażenie, że są tutaj dopiero jeden dzień albo niedługo przyjdzie im wyjechać.
Na prawo — pouczył ją, zamykając za sobą poruszone przeciągiem drzwi, kiedy deski za progiem skrzypnęły pod jego ciężarem. — Pierwsze drzwi na prawo od jadalni naprzeciwko. To składzik i moja sypialnia. Zaraz wrócę.
Zostawił ją na moment samą, akurat dając czas na przeszukanie bagażu celem znalezienia spirytusu do dezynfekcji. Powrócił niedługo potem, z naręczem jeszcze świeżych, widać niedawno zebranych ziół.
Jaskółcze ziele. I skorocel, to jest babka zwyczajna — oświadczył, rady, że tym razem to on ma okazję do popisania się odrobiną wiedzy i udowodnienia, że i sam nie wypadł krowie spod ogona, a asteralowe nauki nie poszły w las. — Do opatrunku. Przyspieszą gojenie.
Przy jej zdolnościach i wsparciu młokosa całość nie miała prawa zająć dłużej jak minuty, czy dwóch. I nie zajęła. Z opatrunkiem uporali się w niecałe dwie — założony sprawnie i fachowo, trzymał się mocno, tak jak powinien. Młokos, z poczuciem dobrze spełnionej misji i przydatności, przyglądał się bandażowi z okładem pełen zadowolenia.
Uraczony podziękowaniem elfki i jej bezpośredniością, przełknął ślinę i przytaknął, starając się nie dać po sobie poznać towarzyszącego mu zmieszania. Półmrok dworku, kryjący kwitnące mu makami policzki był mu w owej chwili nieocenionym sojusznikiem.
Chodźmy — zgodził się szybko, by odwrócić uwagę — jej i swoją, od nagłego chrobotu i podzwaniania tłuczonego szkła, które rozległy się naraz na piętrze dworku. Dreszcz, który spłynął mu po plecach, kiedy opuszczali młynarską posiadłość miał niewiele wspólnego z antycypacją dzisiejszego wieczora.
Powrócili do młyna, który mistrz von Carlina zdążył poddać dokładnym oględzinom w czas ich nieobecności. Dokładne oględziny mistrza von Carliny wykluczyły obecność pająków, nietoperzy i innych lokatorów — wszystko wskazywało na to, że „młokosy” wykonały swoją pracę dobrze i sumiennie. Ale było też coś jeszcze. Potencjalny ślad, może i poszlaka. Choć Asteral dysponował jedną ledwie tlącą lampą i parą własnych oczu, oczyszczona ze zbutwiałej słomy, mysich bobków i trocin podłoga ujawniła detal, który jemu, czarodziejowi z uzdrowicielską praktyką nie sposób było przeoczyć.
Tuż podle mechanizmu żaren, w samym sercu młyna, na deskach podłogi widniała zetlała, ciemna plama. Była widoczna słabo, kształtu nieregularnego rozbryzgu i gdyby drewno, którego użyto do wyrobu desek, było o odcień jaśniejsze, prawdopodobnie przeoczyłby ją ze szczętem. Nie przeoczył jej jednak, a co więcej potrafił rozpoznać. Mistrz von Carlina, absolwent Ban Ard, bywalec druidzkich kręgów, magus experimentator et medicus, nie pomyliłby śladów starej krwi z niczym innym.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 11 lut 2022, 10:24

Blady ślad krwi na zbutwiałych deskach posadzki nie musiał o niczym przesądzać. Mógł się znaleźć tutaj zupełnie przypadkiem, stanowić świadectwo zwykłego wypadku. Zmiażdżenie kończyny w mechanizmie żaren, mógł doprowadzić do krwotoku, który równie intensywnie zrosiłby podłogę osoczem. Nie musiał być znakiem zbrodni, która naznaczyła owe ziemie. Czarodziej zaabsorbowany historią dworku podążył tropem, wpierw spoglądając w górę, następnie badając deski, a ostatecznie dotykając plamy, aby określić intensywność i charakter aury panującej wewnątrz rudery.
Nim jednak przystąpił do szczegółowych oględzin, zerknął jeszcze w stronę otwartych na oścież drzwi, gdzie nieśmiało wdzierające się do środka promienie słońca, zostały zasłonięte przez dwie sylwetki. Zupełnie zapomniał o ironicznych słowach elfki, teraz będąc bardziej zaaferowanym swoim znaleziskiem i będąc w pełni nadziei, że podążywszy za nim, odnajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania.
— Jak się czujesz? Widzę, że opatrunek założony. – zagai, aby po chwili przejść do sedna sprawy – odnalazłem ślady krwi wsiąkniętych w drewno. Może to marne znalezisko, ale jakiekolwiek.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: zamglone widzenie, pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 11 lut 2022, 13:37

Nie trzeba, to mała... — zaczęła początkowo dziewczyna, w odpowiedzi na przyniesione przez Austa zioła, ale zatrzymała się w pół słowa. — Albo i daj. Co mi szkodzi — dokończyła, ganiąc się przy tym, że sama nie wpadła na podłożenie zagniecionych liści glistnika i skorocelu pod opatrunek. Choć po prawdzie miała powód — wolała oszczędzić swoje własne ingrediencje na wspomniane już mikstury, których przygotowaniem miała zająć się po rozwiązaniu zagadki.
Do kwestii potencjalnych wieczornych harców już nie wróciła. Nawet mimo półmroku rozpoznała reakcję młodziana niemal bezbłędnie, a to dlatego, że nie raz widziała już całkiem podobne. Cokolwiek sama pomyślała na ten temat — tego jej twarz już nie zdradziła. Oferta zapadła, a Istka nie planowała się z niej wycofywać. Teraz zostało jedynie zostawić chłopakowi czas do namysłu i nie naciskać go niepotrzebnym nagabywaniem.
Elfka wyszła z domu akurat w porę by nie usłyszeć brzęczących na górze instrumentów ze szkła, ku — znając potencjalną reakcję blondwłosej — jej i Austa szczęściu.
W drzwiach młyna stanęła już natomiast jako ta poprzednia, miła i sumienna dziewoja, jak wtedy kiedy przekroczyła obejście dworku po raz pierwszy, nie targany strachem kłębek nerwów, którym była jeszcze parę chwil temu. Zdawało się, że opatrunek faktycznie zdziałał cuda.
Już lepiej, mistrzu. Przepraszam za ostatnie słowa. Ale pewnie wy dobrze rozumiecie, że niecodziennie przytrafia mi się coś takiego — wytłumaczyła się pospiesznie, mając nadzieję, że Asteral faktycznie nie wziął niczego do siebie. — Ślady krwi, mówicie? — zapytała, zaciekawiona podchodząc bliżej, by samemu móc przypatrzeć się nie tyle samej krwi, co właśnie raczej plamie, będącej jej pozostałością. Aen Seidhe sama co nieco o krwi wiedziała — w końcu wypadało jej skoro, rzekomo, babrała się w niej od trzydziestu lat. Wiedziała też zatem, że w takich warunkach, zakonserwowana pod płaszczem kurzu i wszystkiego innego co znaleźć szło w tej szopie, znajdować się tu mogła od naprawdę wielu lat.
Krew, niechybnie — potwierdziła słowa starszego maga. — Dawno wyschnięta, musi tu być od bardzo dawna. Stawiałabym jeszcze na drugą wojnę z Nilfgaardem — spekulowała. Prawda była taka, że nie szło jej na oko określić jak stary był ślad, ale słyszała o tym jak wyrżnięto w pień niemal cały Vengerberg w czasie tutejszej rzezi. Nie dało się wykluczyć, że wojna dotarła i tutaj, do tego właśnie młyna, gdzie ktoś mógł się schronić. Tylko po to, żeby zostać niedługo potem znalezionym przez Czarnych, z wiadomym skutkiem.
Istka rozejrzała się jeszcze raz, przede wszystkim by podobnie jak Asteral zorientować się czy jucha nie miała prawa skądś skapnąć. Na przykład z górnego poziomu młyna, jeśli takowy w ogóle był. Był tu jeden ślad — a więc powinno być też ich więcej. Owe ślady mogły dokądś prowadzić, bo logicznym jest, że jeśli ktoś krwawi i się przemieszcza to przecież magicznie nie przestaje, a wręcz przeciwnie. Na przykład do piwnicy, co do której Aust wyrażał taki sceptycyzm, a elfka dalej nie wykluczała. Przecież nie pierwszy raz widziała młyn, a tamte jak najbardziej miały jakieś pomieszczenie znajdujące się poniżej poziomu gruntu. Być może był tu jakiś zakamuflowany właz, który mógłby tam prowadzić? Wszystko to znalazło się na jej mentalnej liście „do sprawdzenia w przeciągu następnych pięciu minut”.
Czy istnieje jakieś zaklęcie, które da radę określić kto to zostawił i kiedy? — zapytała blondwłosa von Carlinę.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 18 lut 2022, 20:16

Skąd pewność — zaczął trzymający się z tyłu Aust, przełykając ślinę. — Skąd pewność, że to stara krew? Pan… Pannę Istkę całkiem niedawno ugryzł nietoperz.
Czujność chłopaka, choć godna pochwały, w tym konkretnym przypadku nie znalazła potwierdzenia. Ślad, zgodnie z przypuszczeniami starszego czarodzieja i felczerki był stary. Choć określenie jego dokładnego, jak i nawet przybliżonego wieku gołym okiem było niemożliwe, nie ulegało wątpliwości, że nie była to świeża posoka. Ranna Istka wybiegająca z młyna nie naznaczyła podłoża własną, co wnet potwierdzili dodatkowymi oględzinami.
Elfka oglądała wnikliwiej i to jej obserwacja ujawniła najwięcej szczegółów. Krwawych znaków było więcej. Pojedyncze, grube rozbryzgi, fantomy dawnych tłustych kropel pstrzyły gęściej posadzkę wokoło mechanizmu żaren.
Istnieje. — Choć pytanie skierowane zostało do von Carliny, Aust uprzedził go z odpowiedzią. Nie była to jednak zwyczajowa, pochopna wyrywność młodzika pragnącego popisać się wiedzą. Ktoś, kto chciał imponować w ten sposób, nie opowiadałby przyciszonym i naraz odmienionym głosem, unikając wzroku słuchaczy. Patrząc tępo w podłogę, w nietypowym dla siebie zamyśleniu. — Są takie rytuały… Cała magia, która na to pozwala. Krew zawsze znajdzie krew.
Chłopak otrząsnął się i zreflektował. Chrząknąwszy w zakłopotaniu, wyraźnie żałował niedawnej i nadmiernej wylewności. Prędko odbiegł od dygresji, wracając do spraw teraźniejszych i pilących.
Ale po pierwsze nie ma jej dosyć, po drugie to tylko takie bajania. A poza tym dlaczego to miałoby być akurat z czasu oblężenia?
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 19 lut 2022, 18:00

Korzystając z cennych spostrzeżeń elfki, kierując się jej bystrym wzrokiem, ale przede wszystkim swoją intuicją, próbował odnaleźć jakikolwiek sens we wsiąkniętym w deski osoczu. Sprawdził czy którakolwiek z desek poruszała się, czy w okolicach samego mechanizmu żaren znajdą coś jeszcze. Nie zamierzał sięgać po magię, która mogła się teraz okazać zupełnie zbędna, albo niepotrzebnie przebudzić demona, który prócz kolejnych zniszczeń, mógł wystraszyć na śmierć Istkę.
— Zaiste nasze spekulacje nad śladem krwi mogą być zupełnie niepotrzebne i marnować nasz cenny czas. Mogą być wynikiem nieuwagi, czy pochodzić z czasów dla nas nieistotnych. Nie mniej jednak, każdy trop może okazać się istotny, żeby rozwiązać tę zagadkę – zauważył czarodziej, tym razem nie ganiąc swojego ucznia za jego uwagi – klątwy i rytuały krwi nie należą do powszechnych, mam nadzieję, że nie mamy z nimi tutaj styczności. Natomiast odpowiadając na twoje pytanie, niestety nie jestem specjalistą w zaklęciach identyfikacyjnych, które umożliwiałyby mi określenie właściciela krwi, czy zobaczenia wydarzeń, które tutaj miały miejsce.
Rzeczywiście specjalnością Asterala były zaklęcia opierające się na naturze i uzdrawianiu, daleko mu było do wszelkich innych arkanów. Sam nie pamięta, kiedy właśnie skierował swoje czarodziejskie kroki w tą stronę, ale podążał nią po dziś dzień. Może to los pokierował go w tą stronę. Choć w głębi duszy czuł, że w ten sposób rozwiązywał traumy ze swojego dzieciństwa, że tylko w ten sposób mógł pogodzić się ze śmiercią swoich rodziny i przewrotnymi wydarzeniami ze swojego życia. Prawdopodobnie każdy czarodziej, wybierając drogę magii, próbuje wygrać z własnym lękiem przed śmiercią.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: zamglone widzenie, pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 19 lut 2022, 20:01

Dziewczyna podniosła wzrok na Austa, nie skrywając w nim choćby cienia kpiny. Pytanie było jak najbardziej na miejscu — nie oczekiwała od ucznia takiej wiedzy, tak też pospieszyła z wyjaśnieniami, aby i on miał jasny wgląd w sytuację.
To nie moja krew. Inaczej byłaby jeszcze mokra, albo przynajmniej wyczuwalna. Ta praktycznie wsiąkła już w deskę tak bardzo, że jest jej częścią. Został tylko ślad po plamie, drewno się odbarwiło. Możesz mi zaufać — upewniła go prostym, choć dość pewnym stwierdzeniem, nie siląc się na przesadną elokwencję, a potem wróciła spojrzeniem do dalszych poszukiwań.
Szybka obserwacja elfimi ślepiami przyniosła dalsze, choć ciągle pomniejsze odkrycia.
Patrzcie tu jest jej więcej. Układa się dookoła żaren. Tylko ciała brakuje... — bąknęła z lekką irytacją na ciągle ograniczoną liczbę śladów, przez które ciągle błądzili jak dzieci we mgle. No właśnie — ciało. Gdzie zwłoki tego nieszczęśnika mogły być pochowane? Skoro szczątków nie było tutaj, na widoku, to pewnie albo je już dawno gdzieś wywieziono (podczas sprzątania miasta po wojnie?), albo musiało ciągle być w okolicy... na przykład pod podłogą młyna, albo gdzieś w ziemi, w jego okolicy. Jeśli nie — równie dobrze mogliby porzucić trop już teraz, bo to byłoby jak szukanie igły w stogu siana.
W kwestii magii zdam się na was, bo i sama nie mam o tym bladego pojęcia, jak sami zresztą wiecie. Rozumiem, że identyfikacja odpada, cała ta... nekro-... nekromancja nie jest tego warta. — spróbowała popisać się, że zna chociaż jakieś tam podstawy, wzorując się tym co kiedyś usłyszała w karczmie czy przy innym ognisku gdzie snuto chłopskie bajania. — W takim razie na moje trzeba znaleźć zwłoki, może powiedzą nam coś więcej. Jeśli w ogóle są w okolicy... A z tym oblężeniem to tylko taka teoria moja. Pewności nie mam, ale lepszego pomysłu też nie.
Widząc, że Asteral zaczął sprawdzać deski, elfka wpadła na nieco odmienny plan.
Poszukam jakichś śladów na zewnątrz młyna. Może w okolicy jest jakiś mogilnik, gdzie pochowano właściciela tej juchy. Wołajcie jak coś znajdziecie. I może sprawdźcie pod tym żarnem, jakby tak dało się to zdjąć... ale to już nie na moją siłę.
Jak powiedziała tak zrobiła. Tym razem już nie narzucała Austowi by jej towarzyszył, na zewnątrz czuła się wystarczająco bezpiecznie. Wyszła i zaczęła przeczesywać najbliższą okolicę, szukając w promieniu młyna jakichkolwiek śladów w ziemi, sugerujących, że coś mogło zostać zakopane, czy też dowolnych innych nieprawidłowości. Równie dobrze mogło to być na próżno, ale nie miała lepszego planu; powoli kończyły się jej pomysły. Przy okazji mogła chociaż zebrać trochę polnych ziół, jeśli w okolicy jakiekolwiek rosły.
Całkiem możliwe było też, że mimo śladów szukają po prostu w złym miejscu, ale tą myśl póki co zachowała dla siebie, nie chcąc niepotrzebnie siać defetyzmu.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław