Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 10:46

Siedział przed kominkiem, wpatrując się w płonącą szczapę drewna i strzelające iskry, ulatując myślami, gdzieś daleko do krain swoich wspomnień, ale zupełnie nie zatrzymując się w żadnym z miejsc na dłużej. Czuł niespotykany od dawna spokój ducha, którego nie potrafił zaznać w pośpiechu i gwarze Novigradu. Uciekał nie tylko przed represjami wobec czarodziejów i tragicznymi w skutkach konsekwencjami zatargu z Mecenatem, ale również przed ówczesnym trybem życia. Sielankowość i swojskość owych terenów była czymś, co działało na jego stargane nerwy jak aloes. Uspokajająco i łagodząco.
W dłoniach trzymał trochę pożółkniętą i odkształconą od wilgoci powieść „Historia o Meluzynie” znalezioną między szpargałami w sypialni, która zastąpiła mu odłożoną na kredens „Kuchnię jarą i ozimą”. Był w trakcie przyrządzania jarskiego jedzenia, choć nie miał ręki do gotowania. Teraz nie mógł być wybredny i wygodny. Nie stać było go by stołować w karczmie, czy zatrudnić kuchty. Zakupione na targu worki grochu, soczewicy i jęczmienia stały w na podłodze, czekając na swoją kolej, a świeża pachnąca marchew, pietruszka, seler, por i kapusta gotowały się w dużym naczyniu, postawione na płycie grzewczej. W pomieszczeniu unosiła się woń wywaru warzywnego.
Trzaśnięcie drzwi spowodowane przeciągiem, wyciągnęło go z letargu. Prawdopodobnie Aust wrócił z osady, gdzie miał podpytać o parobków, którzy byliby w stanie pomóc przy remoncie domu. Wstał zamieszać zupę, nadal trzymając w dłoniach przy nudnawe romansidło, poprzedniej właścicielki. Dosypał szczyptę soli do smaku, wpatrując się w pływające na powierzchni liście bobkowe, kulki ziela pimentowego i dojrzałych owoców pieprzu czarnego. Kuchnia przypomina trochę alchemię, lecz tutaj ważniejszy jest smak niż sam efekt. Rozbełtał jajko, mąkę i mleko w kubku, znów uciekając myślami, ale tym razem tworząc listę obowiązków na najbliższe tygodnie. Zamierzał porozsadzać do doniczek podstawowe zioła i przyprawy, które przywiózł ze sobą. Musiał udać się do okolicznych lasów i pól poszukać składników na barwniki. W domu było bardzo dużo do naprawiania i posprzątania, choćby ten przeklęty przeciekający dach. Chciał również uporządkować kuchnię, jadalnię i zachodnie skrzydło. Znaleźć miejsce na destylatornię. Wypakować resztę rzeczy. Wypielić ogród. Udać się do miejscowych cechów włókienniczych, żeby znaleźć klientów. I oficjalnie otworzyć praktykę lekarską i sklep zielarski w Vengerbergu, który obecnie stoi zakurzony po poprzednim właścicielu, nawet wisi jeszcze stary szyld z symbolem pióra i kałamarza.
Renowacją wschodniego skrzydła, przyległymi gospodarczymi budynkami, w tym kołem młyńskim, dzikim sadem oraz leżącym odłogiem polem nie miał czasu teraz się zająć. Były rzeczy ważne i ważniejsze, a mu nigdzie nie było śpieszno. Czas na podgrodziu płynął bardzo powoli i spokojnie, tym bardziej że nie zapuszczali się tutaj żadni chłopi, przestraszeni krążącymi legendami i plotkami o dworku młynarskim. Sam Asteral jednak był ciekawy co stało się w posiadłości i co z tych opowieści jest ziarnem prawdy.
Był tutaj zaledwie od tygodnia, ale zdążył się już rozmówić z zarządcą miasta, zakupić nieruchomość, podpisać umowę przedwstępną na wynajem sutereny pod własną praktykę i rozgościć się na podgrodziu. Podróż wzdłuż Pontaru, omijając Góry Mahakamu wspominał niezbyt dobrze, do teraz źle wspomina ból zadka od siedzenia na tym niewygodnym wozie. Na szczęście obyło się bez żadnych nieprzyjemnych incydentów. Szlak okazał się bezpieczny, tym bardziej że po drodze dołączyli się do karawany kupieckiej od twierdzy Hagge zmierzającej wprost do Vengerbergu.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 30 lis 2021, 19:44

Zaprawdę, po perypetiach w największej metropolii Północy, nawet stolica walczącego o swą świetność sprzed wojny Aedirn mogła jawić się sielskim azylem. Zwłaszcza tu, na przedmurzu, gdzie gospodarstwa, sady i browary korzystały z błogosławieństwa żyzności lokalnej ziemi i stałego zapotrzebowania tutejszych rynków.
Rozwarte na oścież uderzyły o ścianę, wpuszczając do środka przeciąg i powracającego z rekonesansu Austa. Wiatr zawył i zahulał we wnętrzu nabytego okazyjnie domostwa, zmusił tańczące na bierwionach języki ognia do wydłużenia się i zafalowania. Aust, bluźniąc z cicha pod nosem, przemógł opór drzwi wejściowych i zawarł je na powrót, kładąc kres nieproszonemu gościowi wdzierającemu się do środka z zewnątrz. Nieproszonemu i niespodziewanemu — zbliżał się początek lata, tedy podobna wichura szlajająca się ich po ich świeżo nabytym obejściu była równie na miejscu, co utrzymujący się wewnątrz domostwa piwniczy niemal chłód. Podobnych anomalii kryło tu więcej, o czym Asteral miał się wkrótce przekonać.
Kroki Austa rozległy się w przedsionku, zapowiadając jego rychłe ziszczenie się w izbie. Poprawiając na sobie potarganą wichurą opończę, ciemnowłosy chłopak stanął przed nim, powracając ze zleconego mu wcześniej rekonesansu.
Asteral odczytał odpowiedź z jego szarych oczu, jeszcze zanim młodzieniec zdążył pokręcić przecząco głową, odkaszlnąć i otworzyć usta.
Nie, mistrzu. Znowu nic. — Oczy adepta krążyły po pomieszczeniu, chłonąc z ciekawością detale otoczenia, a zwłaszcza tego, nad czym Asteral obecnie pracował. — Z początku, jak zawsze, było gładko… Siła ludzi kwapiła się do roboty, ale kiedy powiedziałem, na którym gospodarstwie przyjdzie robić, nie stało choćby jednego chętnego. Nawet pośród przyjezdnych, co znaczy, że fama poszła już w miasto…
Było jeszcze dwóch… — Chłopak odchrząknął, pociągnął nosem, spoglądając w kierunku garnka. — Od jednego było czuć gorzałą i cięgiem nie mógł spamiętać jak ma imię, a drugi koniecznie chciał zaliczki z góry, ale ja się na to nie zgodziłem. Wtedy wyciągnął nóż, o taki.
Aust pokazał jaki, następnie wzruszył ramionami, zmierzając do konkluzji zdawanej właśnie relacji.
Ale nie umiał się nim posługiwać. No i przespacerowałem się Piwowarską, pokręciłem po Gręplarskim i jestem z powrotem. Potrzeba wam jeszcze czegoś, czy...?

Zawieszone w powietrzu pytanie trąciło nadzieją. Na okazję towarzyszenia mistrzowi przy „czarach”. Albo na czas wolny spożytkowany ani chybi na przepatrywaniu księgozbioru w poszukiwaniu pozycji dalece wykraczającej poza obecny poziom wiedzy i zaawansowania Austa.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 01 gru 2021, 8:28

Jarzyny powoli miękły, przenikając aromatem do bulgoczącego wywaru, którego smak wyostrzały przyprawy. Trzymając warząchew nad garnkiem, dmuchnął parę razy na znajdujący się weń płyn, żeby nie poparzyć ust. Potrawa nabierała właściwego dla bulionu smaku i koloru. Jedyne danie, które spod ręki Piołuna potrafiło wyjść zgodnie z oczekiwaniami i nadawało się do spożycia bez dodatkowym czarodziejskich sztuczek. W wielu wypadkach nie obyło się bez nich, choćby ostatnim razem, gdy musiał zniwelować posmak spalenizny w kartoflarzu. Zrobił wszystko zgodnie z przepisem, ale zamiast złocisto-brązowej chrupkiej skórki, uzyskał odcień palisandru miejscami zupełnie sczerniały. Zaskakująca była reakcja Austa, który zamiast udać się do miejscowej karczmy z polecenia mistrza, wraz z nim wytrwale wybierał ziemniaczane ciasto z naczynia.
— Nie ma rady, trza będzie rozwikłać zagadkę młyna, rozwiać miejscową legendę, utrzeć nosa tym starym straganiarom, które plotkują o tej ziemi — nie odrywał oczu od perkoczącej powierzchni polewki — nie przejmuj się, tego się spodziewałem. Jeno łudziłem się, że obejdzie się bez zatapiania w te bujdy i klechdy.
Dorzucił jedno jesionowe polano do pieca. W domu rzeczywiście było okropnie zimno. Nieważne ile by palili, mury prędko się wyziębiały. Choć mieli wczesne lato, Asteral przesypiał noce pod grubą pierzyną, a nad ranem i tak czuł skostniałe stopy. W ciągu dnia zaś po domostwie spacerował w wełnianym swetrze. Tłumaczył to sobie... w sumie w nijaki sposób, bardziej skupiając się na prozaicznych obowiązkach.
— Przygotuj stół, zjemy ciepły posiłek i zastanowimy się co dalej z tym począć.
Wlał pewnym ruchem, wcześniej przygotowane ciasto, do gotującego się bulionu, aby uzyskać lane kluski. Delikatnie zamieszał drewnianą łyżką w garnku i nabrawszy chochlą zupy, nałożył spore porcje do kamionkowych misek, pozostawionych tutaj przez poprzednich właścicieli, jak wiele innych naczyń i przyrządów. Zasiadł do stołu na przeciw parującej porcji.
— Opowiedz lepiej, czego dowiedziałeś się o historii naszego dworku, gdzie mamy doszukać się prawdy.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 01 gru 2021, 22:20

Bujdy i klechdy, z iście scenicznym wyczuciem czasu trzasnęły okiennicami na piętrze z taką mocą, że echo poszło po całym domu. Zaalarmowany Aust uniósł spojrzenie ku powale, omal nie wypuszczając talerza z rąk. Guzdrał się ze znalezieniem drugiego — jak zawsze, kiedy okazywało się, że „pomoc” mistrzowi będzie oznaczała prozaiczne obowiązki miast praktykowania czarów, jego zapał — jak za otwarciem czarodziejskiego portalu — zwykł odchodzić w niebyt.
Tego samego co i ostatnio — odparł adept, zaindagowany o plotki na temat dworku. — Że młynarz był stary kutwa, chrzcił mąkę, gadał na rządcę i żył tu z żoną i córą. Do czasu, bo potem…
Aust nie musiał kończyć. Każdy w mieście wiedział, co było potem, w lipcu 1267, kiedy nilfgaardzka armia ruszyła oblegać miasto i zdobyła je, wyrżnąwszy przy tym całą załogę grodu i obecnych w nim podówczas mieszkańców. Sześć tysięcy dusz. Zakwitające na podmiejskim żalniku maki, wkrótce przypomną żyjącym rocznicę owej tragedii.
Z całym szacunkiem, mistrzu… — podjął Aust, kończąc nakrywanie do stołu. — Ale może i wy zasięgnęlibyście języka. Albo rozpytali o wiedź…
Młodzieniec w porę ugryzł się w język. Sugestia, by uciekać się do interwencji charakternika w sprawach niekonwencjonalnych, w których niemal wyłączne znawstwo rościli sobie członkowie Bractwa, przez niejednego konfratra mogłaby zostać odebrana za wręcz obraźliwą.
O wiedzącego, chciałem wyrzec… Tak jest, innego maga, lokalnego rezydenta, jeśli jeszcze jakiś ostał się w mieście. Specjalistę od... od...
Chłopak odsunął krzesło jedną ręką, zataczając drugą szeroki gest po wnętrzu dworku, nie znajdując właściwego słowa, by zwieńczyć wywód. Bo i na dobrą sprawę nie wiedzieli jeszcze, z czym mają do czynienia.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 04 gru 2021, 15:55

Siarczyście przeklął na trzaskanie okiennic, które w jego wyobraźni wypadały ze ściany z całą futryną. Wszystko tutaj było w większej rozsypce, niż spodziewał się kupując posiadłość. Jednocześnie oczekiwał wprowadzić się do domu, w którym sam będzie mógł wszystko naprawić i urządzić. Już teraz snuł plany, jaką farbą pokryje ściany, gdzie położy tapetę, a gdzie ułoży dywan. Zamierzał z czasem odrestaurować stare meble, a te bardziej zniszczone, zastąpić nowymi. Bardzo fascynował go rustykalny styl, który go otaczał i nie chciał się go pozbyć, a raczej połączyć z czymś nowoczesnym i świeżym.
Najbardziej ze wszystkich problemów, które spadły mu na głowę, wprowadzając się do Dworku Młynarskiego, nie był brak parobków do pomocy, legendy panujące o tej ziemi, czy ogrom pracy, która czekała go przy naprawie, ale ten cholerny chłód. Na samą myśl o wkradającym się zimnym powietrzu przez te rozwarte na oścież okna, czuł mrowienie w stopach. Nigdy nie przepadał za mrozem, a teraz czuł go ciągle z krótkimi przerwami, gdy siorbał gorącą zupę.
— Nie sądzę, że nie zbędna jest nam pomoc mutanta czy lokalnego kuglarza, który sztuczki czyni dla uciechy gawiedzi – rzekł poirytowany niekompetencją swojego ucznia, od którego oczekiwał zasięgnięcia języka, zdobycia nieznacznie więcej informacji niż to, co dowiedzieli się do tej pory.
Odsunął teatralnie od siebie miskę, jakby chciał wszem i wobec poinformować, że będzie ruszać się z najcieplejszego i najbardziej przytulnego pomieszczenia w całym domostwie, aby zająć się sprawami niecierpiącymi zwłoki. Rozwikłania zagadki posiadłości na skraju podgrodzia, w której rezydowali. Nie miał pewności, że wszelkie drobne anomalie dziejące się na ich oczach, muszą mieć charakter magiczny, ale zamierzał sprawdzić to na własną rękę. Nie był pierwszym lepszym chłystkiem parającym się czarostwem.
— Co tak siedzisz, co tak patrzysz? Inkaust zabierz się do pracy, jeżeli mamy znaleźć przyczynę tych abberacji. Im szybciej uporamy się z bajaniem starych bab, tym szybciej przystąpimy do rzeczy, które bardziej cię ciekawią – nie czekał, aż chłopak wygramoli się spod swojego siedziska, bo zaczął rozsuwać meble, robiąc sobie trochę więcej miejsca – Przeszukaj wszystkie izby i znajdź mi cokolwiek, co mogłoby mnie zaciekawić. Wszelkie pamiętniki, zapiski, notatniki, czy grymuary, których tutaj nie powinno być. Rozejrzyj się dokładnie, zajrzyj w każdy kąt.
Piołun szykował się do medytacji na podłodze. Nauczył się tego jeszcze w leśnej ostoi druidów. Gdy twój umysł jest zupełnie spokojny, a zmysły wyczulone, łatwiej jest wyczuć wszelkie zmiany w przepływie energii magicznej. W odmiennym stanie świadomości potrafił dostrzegać magię poetycko, jako płynące cieki wody, jak całe oceny, w których energia rozbija się falami o struktury fizyczne. Zresztą w swojej praktyce czarodziejstwa zupełnie odbiegał od standardów uczonych w Ban Ard, więcej czerpiąc z nauk Wąskolisa. Nie był subtelny i dystyngowany jak niektóre czarodziejki, ani pretensjonalny jak potężni magowie. Czary rzucał z rozmachem i pierwotnym zmysłem, całym sobą, nie bojąc się wykonać szerokiego gestu ręką, obrócić się wokół własnej osi, wydać z siebie szaleńczego okrzyku, czy pobrudzić dłoni w glebie.
Usiadł na podłodze i zatopił się w dźwiękach dochodzących z otoczenia, wrażeniach czuciowych i zapachowych, zupełnie się z nimi zlewając. Skupił się. Podłączył się zmysłami do tętniącego niewidzialnej egzystencji energii magicznej, niezauważalnych cyklów życia. Próbował odnaleźć miejsce, w którym działo się coś nietypowego, gdzie przepływa magii jest odmienny. W swojej imaginacji był niewielkim pająkiem, prządkiem snującym nici, w które wpadały wynaturzenia magiczne, a jego zmysły odbierały drgania pajęczyny. Jego umysł był jak kompas, wskazujący drogę.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 07 gru 2021, 20:48

Aust przeczuwając nagły przypływ irytacji oraz decyzyjności swojego mistrza, szybko uniósł miskę z wywarem do ust i pochłonął go kilkoma chciwymi haustami, wychodząc przy tym z założenia, że co połknięte to jego.
Jak się okazało, w samą porę. Odstawiwszy puste naczynie na stół i otarłszy usta wierzchem dłoni, skwapliwym potakiwaniem dał znać, że oto szykuje się wykonać wolę preceptora. W tym geście nie było zresztą nadmiaru teatralności ani przesady. Chłopak naprawdę lubił księgi i pisma wszelakie — im bardziej osobliwe, tym lepiej. Zaś wzmianka o grymuarach rozochociła jego wyobraźnię na tyle, by nie zaprzątał rozsądku dociekaniem, co u diabła miałyby robić grymuary w młynarskim domostwie.
Tak tedy, po uczniu została tylko opróżniona naprędce miska oraz szybko oddalające się echo kroków. Co oznaczało, że teraz mistrz mógł wziąć się do pracy. Sprawiwszy sobie odpowiednie warunki oraz wynajdując dogodne miejsce na podłodze, na druidzką zgoła modłę, wszystkimi sześcioma zmysłami zanurzył się w otaczającą go rzeczywistość, nasłuchując ukrytej w niej Mocy.
Moc zaś odpowiedziała. Nie rychło, ani nie od razu, ale przyszła do niego, w miarę jak koncentrował się na otoczeniu. Z początku objawiła się swędzeniem błędnika oraz pulsowaniem dobiegającym spod desek podłogi, z samej głębi ziemi — niby rytmicznym tętnem jego nowego domostwa. W owym rytmie ukrytym był osobliwy ton — na kształt sennego pomruku śpiącego lwa. Spokojny, lecz groźny i miarowy, dający pojęcie i przedsmak tego, czym potrafi być lwi ryk. Owa siła, uśpiona jak metaforyczny lew, krążyła w „krwiobiegu” dworku. Lecz pomimo wyczucia tętna, nie potrafił zlokalizować serca.
Aura rozproszona — podpowiedziała mu jego własna pamięć, łagodnym głosem mistrza Guincampa, na którego wykładzie miał okazję kiedyś uczestniczyć. — Lub nieskolimowana. W ośmiu przypadkach na dziesięć będzie oznaczała, że mamy do czynienia ze zjawiskiem o charakterze spontanicznym lub intencjonalnym, nieukierunkowanym, ergo nierzuconym ręką biegłego maga. W pozostałych dwóch, że źródło zjawiska zostało zakamuflowane, względnie, że czar lub urok pozostaje uśpiony do czasu aktywacji lub jego odnowienia.
Oczyma swej poetyckiej wizualizacji dostrzegał spokojną taflę morza lub jeziora. Mętną, pozbawioną fal, o głębokiej, nieprzejrzystej toni, na której dnie wyczuwał coś niedookreślonego, gotowego w każdej chwili zburzyć spokój powierzchni. To coś spało, głębokim, pozbawionym marzeń snem. Nie widział tego dokładnie, ani nie potrafił oszacować jego charakteru. Teoretycznie mógł spróbować po to sięgnąć, spróbować nawiązać kontakt, lecz wówczas tamto z całą pewnością zwietrzyłoby taką próbę i dostrzegłoby go. Pytanie, czy zechce potrząsnąć pajęczyną, nie wiedząc, które z jej nici były lepkie, a które bezpieczne do stąpania.
Gdzieś, zza zasłony jego namysłu, z piętra dworku dobiegł go nagły hałas — krótki, urwany huk. Mógł być to jednakowo Aust niezdarnie wypełniający zlecone mu zadanie. Mogło być również i ostrzeżenie przed zapuszczaniem się głębiej.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 11 gru 2021, 12:51

Energia magiczna jak nieprzenikniona głębia morza, w której coraz ciemniejszych tonach się nurzał, naiwnie nabierając uprzednio głęboki haust powietrza. Nawet dwa wdechy rozwagi nie wystarczą, aby nie zatracić się w odmętach pulsującej mocy skrytej w czeluści domostwa. Mrok powoli odbierał mu główny ze zmysłów, z każdą sekundą oddalania się od własnego ciała. W pewnym momencie jedynie czuł delikatne muśnięcia na skórze, tętniące serce, źródło lokalnych pływów i zawirowań magicznych. Do jego świadomości stłumionym echem docierały również nieokreślone dźwięki, te rzeczywiste, ale on jak z głowa zanurzoną w wodzie, słyszał tylko szmery, zniekształcone wspomnienia zdarzeń prawdziwych. Nie zawahał się, nie odwrócił, pozostał w odmiennym stanie, przemierzając toń coraz głębiej.
Nieprawdziwym stwierdzeniem było, że Asteral był człowiekiem rozsądnym i ostrożnym, choć z pewnością za takie się miał. Przeglądając jego życiu na kartach historii, dostrzec można było wiele nieodpowiedzialnych decyzji, które przynosiły mu niekiedy wiedzę, rozwój i zysk, ale równie często tragedię i potrzebę ucieczki przed konsekwencjami. I tym razem nie był subtelny, a jak zwykły uczniak niespokojnie zamierzał zbadać źródło aberracji. Poczuł mrowienie opuszków palców, które spoczywały na podłodze, przedłużeniu ziemi. Wysłał zaledwie delikatny impuls, nierejestrowane drżenie esencji, nieuchwytne jak myśl przemykająca między neuronami. Naciskając jeden nerw sprawdzał, dokąd będzie zmierzać jego moc. To było jak blask rozświetlający na ułamek sekundy imaginację świata niedostrzegalnego gołym okiem. Ruchem swobodnym, niewzburzającym tętniącego dookoła niego życia, próbował dotrzeć do początku niezidentyfikowanej aury. Nieświadom lub intuicyjnie z każdym kolejnym impulsem, posyłanym we wieczne wody magii, wkładał trochę więcej energii. Nie zamierzał zbudzić drzemiącej weń potęgi, ale nie mógł uniknąć zupełnie popełnienia błędu, oddając się w pełni eksploracji tajemniczej otchłani.
Na posadzce w kuchennej izbie przy strzelającym w piecu ogniu, pożerającym ostatnią szczapę drewna, siedział Piołun w stanie skupienia, zupełnie oderwany świadomością od tego, co działo się dookoła niego. Pośladki swobodnie opierał na piętach, dzięki czemu swobodnie utrzymywał równowagę pozycji. Dłońmi dotykał desek i choć nie było to widoczne, jego energia magiczna przenikała dużo głębiej, zupełnie zauroczona w matce ziemi. Oczy miał zamknięte, twarz spokojną i nieobecną. Prawy policzek twarzy drżał mu delikatnie, jakby odbierał niepokój całego ciała.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 12 gru 2021, 20:50

Nieokreślone dźwięki, stłumione szmery, subtelne muśnięcia docierały do niego z drugiej strony, głębi ziemi i samego rdzenia domostwa. Skupiony do granic możliwości i wyczulony na najmniejsze sygnały, omal nie podskoczył niby żgnięty igłą, kiedy niespodziewanie otrzymał odpowiedź. Całkiem wyraźną. Dostarczoną mu z subtelnością małego tarana.

VA VORT!

Ciemność przed oczami rozbłysnęła mu bielą rozgrzanej stali, niewypowiedziane nigdzie poza jego głową zgłoski niemal rozsadziły czaszkę i wypaliły po wewnętrznej stronie powiek, rozdzwoniły się w uszach miarowym, ogłuszającym piskiem. Zakołowało mu się w głowie i z pewnością upadłby, gdyby już wcześniej nie znajdował się na podłodze.
Na piętrze okiennice huknęły jakby targane huraganem, tym razem w towarzystwie brzęku tłuczonego szkła oraz zaskoczonego wrzasku Austa. Jednego, potem następnego przy wtórze chrobotu i stuku.
Stojący nieopodal piec z ogłuszającym szczęknięciem otworzył metalową paszczę, wypluwając z siebie gorący, pełen drzewnej sadzy podmuch, który przyprawił Asterala o napad kaszlu, wypełniając najbliższe otoczenie popielnym tumanem. Tlący się w środku ogień podskoczył naraz wysoko, jakby napojony oliwą i plunął iskrzącym żarem prosto na pobliski dywan, który momentalnie zajął się pożerającym go płomieniem.
Deski podłogi trzeszczały i trzęsły się, jak gdyby chciały uwolnić niewidzialną siłę, rozsadzającą ją od środka. Meble przenosiły ową wibrację lub trzęsły się same z siebie, strącając na ziemię i tłukąc drobne sprzęty. W głowie czarodzieja narastał niemy, lecz jakże realny dla jego świadomości ryk, mający nadwyrężyć jego spokój i poczytalność. Zawieszone w kuchni rondle tłukły się i dzwoniły jak pijana orkiestra dla obłąkanych. Na jego oczach, parapet pod oknem wychodzącym na podwórze w kilka sekund począł pokrywać się szronem.
Ale oprócz pożaru i ogólnego harmidru, było coś gorszego. Pomimo panującego wkoło pandemonium, czarodziej wyczuł to niemal od razu, kiedy to jego własna magiczna intuicja zdawała się przekrzykiwać wszystko inne: ZAGROŻENIE.
Nagły przypływ energii manifestujący się tam, gdzie jeszcze niedawno spożywał posiłek. Na wysokości jadalnego stołu. Kątem oka dostrzega błysk dwuzębnego widelca, który sam z siebie powoli unosi się ponad blat i zastyga w naraz gęstym, pulsującym od magii powietrzu.
I zaczyna drżeć. Na sekundy przed tym nim skumulowana energia nie pośle go w inne miejsce z mocą zwolnionej sprężyny.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 17 gru 2021, 8:47

Przebudzona gwałtownie energia oślepiła go i ogłuszyła na chwilę. Przed blaskiem naturalnego światła można odwrócić głowę, zakryć się dłońmi, przymknąć powieki, ale to metafizyczne lśnienie było nieuniknione. Tępy ból przeszył jego głowę, niczym walnięcie obuchem, a razem z nim poczuł nudności. Z pewnością zgiąłby się w pół i zwróciłby na posadzkę treści żołądka, gdyby nie chaos panujący w izbie i całym domostwie. Nie miał czasu na zwykłe fizjologiczne potrzeby. Dźwięki docierające do jego uszu były mieszaniną pisków, skwierczenia, łomotów i trzasków tłuczonego szkła.
Próbował unieść się, ale w tym samym momencie buchnęła w niego sadza i gorące powietrze prosto z pieca. Wciągnął niewielką część czadu do płuc i zaniósł się ciężkim kaszlem. Dławił się i krztusił. W nieznacznym stopniu zatruł organizm dwutlenkiem węgla. Ponadto pylica, na którą cierpiał od czasu felernego eksperymentu, potęgowała objawy. Prawie wypluł płuca. Zakręciło mu się w głowie i upadł na czworaka. Miał chwilową utratę przytomności. Gdy uniósł głowę, kuchnia wirowała mu przed oczami i ciężko było stwierdzić, czy to anomalie magiczne, czy szalał mu błędnik. Jednak był w stanie dostrzec nienaturalnie unoszące się niebezpieczeństwo w postaci metalowego widelca półmiskowego.
Wykonał gest dłonią i rzucił zaklęciem rozpraszającym w stronę zaczarowanego przedmiotu, ale prócz spektakularnie wykonanego zamachu, magia jedynie przepłynęła spójnie między pajęczyną oplatającą imaginację domostwa. Zupełnie spartolił zaklęcie, którego nie wykonywał od czasów nauki w akademii, a otumanione zmysły zupełnie nie pomagały w próbach rzucania czarów. Spojrzał w stronę przyboru kuchennego, który znajdował się na wysokości jego głowy. Chwycił w odruchu zwierzęcego instynktu stołek, którym chciał zasłonić się, gdyby żelastwo poszybowało w jego stronę.
— Que esseath? Que suecc's? -– wycharczał przez zaschnięte gardło łamaną Starą Mową podnosząc się z pozycji klęczącej. Wierzył, że tajemniczy byt, był w stanie się z nim skomunikować, w ten sam sposób, w który otrzymał reakcję na muśnięcie go energią magiczną. Płonący dywan, zamarzający parapet, tłuczone szkło i krzyki ucznia, były teraz nieistotnym tłem.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 19 gru 2021, 17:55

Próba rozproszenia gęstniejącej wokół unoszącego się widelca aury skrewiła. Dłoń odwykła od zaklęcia po raz ostatni rzucanego chyba w czasach studenckich, zawiodła go i zdradziła. Podobnie jak rwące płuca, niepozwalające na poprawne wyartykułowanie inkantacji.
Nie zawiódł ani nie zdradził go instynkt, w tej konkretnej chwili pozwalający mu się wykazać refleksem godnym najlepszych wyspiarskich tarczowników. Schwycony naprędce i wzniesiony w charakterze puklerza stołek był mu egidą, drewnianą opoką mającą uchronić go przed dwoma krwiożerczymi zębami zmierzającymi w prostej trajektorii na spotkanie z jego udem.
Asteral zasłonił się w ostatniej chwili. Z rozmachem, od którego wymierzony weń widelec odleciał i skoziołkował pod powałą, z głośnym stukiem wbijając się głęboko w drewnianą futrynę nad przejściem do jadalni.
Tężejąca w powietrzu aura, podobnie jak napięcie, odtajała nieco. Tajemniczy byt nie odpowiedział mu na żadne z pytań. Asteral wciąż wyczuwał jego obecność, lecz bardziej rozproszoną niż przed chwilą, tak jakby po próbie kontaktu, ten wycofał się głębiej. Milczący, lecz wciąż obecny. Zdolny ukąsić w każdej chwili, jak świeżo odtajała po hibernacji żmija.
Nieistotne tło buchnęło większym płomieniem, chciwie pożerając dywan i wypełniając pomieszczenie gryzącym dymem. Materiał kopcił się szybko i wdzięcznie niby kukła Falki na wigilię Saovine, a chciwy płomień wciąż był głodny i nienasycony paliwa — okoliczne meble i nakryty obrusem stół jawiły mu się akuratnym zwieńczeniem tak cudnie rozpoczętej uczty.
W tym samym czasie tłuczone szkło i krzyki ucznia dobiegające z góry ustąpiły miejsca łoskotowi i dudnieniu o posadzkę oraz krzykom spłoszonego koczkodana.

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 20 gru 2021, 17:04

Jasność umysłu przyszła wraz z poblaskiem ognia, trawiącego łapczywie wyblakły lecz zdobnie pleciony kobierzec, spoczywający na podłodze izby. Niematerialny byt stał się niemy, choć za pewne nadal obserwujący poczynania czarodzieja, lecz ten miał teraz z goła inny problem, niż lewitujące w powietrzu sztućce. Nie będąc celem zastawy obiadowej, zajął się przyziemnym zagrożeniem, choć wywołanym nieprzeniknioną magiczną władzą. Chwyciwszy przez szmaty, by nie poparzyć dłoni, garnek ze świeżo przygotowanym bulionem warzywnym, chlusnął jego zawartością na ogniste języki, które zaczynały już lizać zdobioną ludowymi wzorami komodę stojącą nieopodal. Zupa jarzynowa stała się środkiem gaśniczym, zamiast pozostać strawą na jutrzejszy dzień.
Nim przystąpił do dalszych kroków ratowania domostwa, zaniósł się długim męczącym kaszlem. Magiczna pylica płuc dawała o sobie znać. Nie sposób było ją leczyć zwyczajnymi metodami, a żaden znany mu czarownik, nie potrafił na nią nic zaradzić. Przepisano mu jedynie intensywny specyfik, otępiający zmysły, lecz łagodzący objawy. Niestety nie miał go przy sobie. Zostawił w sypialni. Klęczał i dusił się, stając się zupełnie purpurowy na twarzy. A może to zatrucie czadem, którego nawdychał się podczas pożaru.
- Aust – wycharczał plując na podłogę gęstą i ciemną jak smoła śliną, odczuwając pieczenie i drapanie w całym przełyku. Pochwycił stojący na stoliku gliniak, wypełniony wodą i zaczerpnął łyk, zwilżając gardło, aby wrzasnąć donośniej i wyraźniej – Przynieś mi miksturę na moje schorzenie.
Próbował rzucił jeszcze jedno zaklęcie, ale zamiast manipulować żywiołem wody, dławił się, krztusił i rzęził. Przypominał zgrzybiałego starca, niż żwawego mistrza czarodziejstwa, zgłębiającego niegdyś tajniki druidyzmu i publikującego głośne wśród czarodziejów dzieło o tajemnicach kręgu. Do tego piekły go oczy, ale to od dymu. Zamachnął się dzbankiem wprost w tlący się ogień, aby po chwili znów wrócił do pozycji na czworaka, próbując złapać oddech.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 21 gru 2021, 22:54

Czarodziej stanął przed niełatwym dylematem — dla ratowania opierunku, poświęcił swój wikt. Bulion chluśnięty w pożerający kobierzec ogień zaskwierczał i zadymił, dławiąc największy płomień i zmieniając plecioną tkaninę w poczerniały, tląco-przemoczony gałgan upstrzony kawałkami warzyw.
Ocaliwszy zdrowie i domostwo, czarodziej pada na kolana, przygnieciony nagłym atakiem wywołanego dymem kaszlu, który stopniowo, z każdym kolejnym palącym gardło spazmem wydziera mu z piersi coraz więcej oddechu. Ból schodzi niżej, wypełniając mu kiepsko zaleczone po dawnym incydencie płuca. Schorzenie zbyt złożone, by pomogła tu zwykła medycyna. I zbyt nietypowe, by dobrze reagowało z magią przy zastosowaniu niekonwencjonalnych wektorów terapii.
Woda przynosi krótkotrwałą ulgę, na moment pozwala mu odzyskać zdolność do artykułowanej mowy. Nie gasi jednak źródła ognia, tego, który jak podsycony za dmuchnięciem niewidzialnych kowalskich miechów wypala go od środka.
Na górze coś zaszurało w odpowiedzi na „Aust”. Coś stuknęło, zabrzęczało, zadzwoniło i zaskrzypiało, niemile i niepokojąco. Potem łupnęło. I długo dudniło łomotem kroków. Każdy kolejny docierał do jego uszu coraz bardziej zniekształcony wypełniającym je dzwonieniem i mroczącą mu oczy ciemnością.
Wieczność, zdawało mu się, później, kiedy przyszło mu rzęzić, w uszach dzwoniło a jedynym widzianym przezeń światłem, były pojawiające się w kącikach gwiazdy płonące jak stal, ktoś usiadł przed nim na spalonym kobiercu, wręczając mu upragniony oddech, ulgę w niewielkiej, zalakowanej buteleczce z ciemnego kryształu. Mniej więcej w połowie drugiego łyku rozpoznał pociętą na skroniach i policzku, bladą jak wapno twarz o przerażonym wyrazie i ciemnej,potarganej czuprynie.
Cco się stało? — zapytał Aust, lekko szczękając zębami. Z pociętych, poznaczonych świeżo zakrzepłą krwią przedramion zwisały mu strzępy koszuli. Czas przeszły w pytaniu ucznia dodawał otuchy i optymizmu, ale pomimo obecnego spokoju, Asteral wyczuwał, że to, co zostało rozbudzone, nie odeszło na dobre. Zapadło tylko w krótki sen, przelotną drzemkę i wciąż pozostaje w pobliżu, aby — niczym sytym drapieżnik na żer — powrócić w swoim czasie.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 132
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 23 gru 2021, 16:30

Chwycił niezbornym gestem butelkę, mętnie widzą zeszklonymi oczyma jedynie zarys przedmiotu. Przywarł łapczywie ustami do flakonu i łykał gorzki specyfik, nadal krztusząc się. Krople dość gęstego, podobnego do syropu płynu, spływały mu po podbródku, kapiąc na podłogę. Wyglądał jak siedem nieszczęść. W końcu jednak mógł nabrać jeden pełny oddech w chorowite płuca, choć po chwili znów zaniósł się kaszlem. Spojrzał przed siebie, odrywając wzrok od drogocennego remedium. Położył drżącą dłoń na twarzy ucznia, chcąc upewnić się, że nie jest to mamidło. Dotyk ludzkiej skóry upewnił go, że ma przed sobą prawdziwą postać.
— Dobrze, że mam Cię zawsze pod ręką – powiedział bardziej do siebie, próbując unieść się z upokarzającej pozycji w której był, uprzednio wycierając ubrudzoną twarz w rękaw, ale zatoczył się i przewrócił. Przewidując postępowanie terminatora wyciągnął przed siebie otwartą dłoń w geście zatrzymania – Poradzę sobie.
Kolejny haust i chwila odpoczynku były niezbędne, aby powstał na nogi, choć nadal chwiejąc się na nich. Kaszel zupełnie nie przeszedł, ale nie był już tak dokuczliwy. Rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył niczego szczególnego, a przy tym wszystko zaczęło się kręcić przed jego oczami niepokojąco. Efekt zbyt dużej ilości wypitego lekarstwa, ale dawno nie czuł się tak fatalnie, więc potrzebował większej dawki. Nigdy wcześniej nie inhalował się czadem i gorącym żarem prosto z palącego się dywanu. Oparł się dłonią o ścianę, która była przyjemnie chłodna, bo gorąc oblewała mu twarz wraz z kroplami potu, pojawiającymi się na czerwono-sinym czole. Ten sam odcień miała skóra na policzkach, szyi i dekolcie.
Nic nie mówił przez dłuższą chwilę, wydając się odrealniony. Odstawił butelkę z ciemnego kryształu. Kilkoma tupnięciami próbował przygasić tlący się gałgan, który niedawno zdobił podłogę izby. Próbował uporządkować myśli, uspokoić organizm, poukładać sobie te wszystkie wydarzenia w głowie. Jeszcze raz rozejrzał się, wyostrzając na nowo zmysły, również te wrażliwe na aury magiczne.
— Nie – z wahaniem przerywając swoją wypowiedź sięgnął do najbliższego naczynia, ale ze smutkiem odkrył, że jest zupełnie puste – Podaj mi czegoś do picia Aust – spojrzał na piec, z którego niedawno buchnęły płomienie, zerknął na wiszące nad kaflową kuchnią żeliwne naczynia, niedawno straszliwe tłukące się o siebie, na niedawno zmrożone parapety. Skierował swoje kroki w stronę widelca, szybującego uprzednio w jego stronę. Przyjrzał mu się. Wpierw organoleptycznie, obracając go w palcach, badając fakturę, kształt i ciepłotę. Kolejno próbując wyczuć w nim wspomnienie energii, która go uniosła i wprawiła w ruch.
— W kontakcie z niesprecyzowaną energią, nigdy nie postępuj nieroztropnie. W tym aspekcie nie bierz przykładu ze swojego mistrza, bo skończysz w najlepszym wypadku ze sztućcem wbitym w krtań – dopiero teraz przyjrzał się dokładniej twarzy adepta, gdy mgła zasnuwająca jego oczy nieco opadła – nic Ci się nie stało? Wyglądasz fatalnie.
Można byłoby się zaśmiać ze stwierdzenia Asterala, gdyż ten wyglądał nie lepiej. Twarz nadal umorusana sadzą, nieznacznie wytarta w rękaw koszuli, przekrwione spojówki z nadal mniej obecnym wzrokiem, potargane włosy…
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2099
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 27 gru 2021, 0:46

Mag chłonął i stygnął. Zmysły wracały do siebie, on zaś do zmysłów. Aust, zgodnie z poleceniem, wybył z pomieszczenia w poszukiwaniu czegoś do picia dla swojego nauczyciela. Wrócił z kubkiem wody. Była zimna i kłująca w zęby, jak zaczerpnięta ze studni pod koniec lutego.
Zbadanie wbitego nad drzwiami widelca nie okazało się zadaniem równie łatwym, co sobie założył. Utenstylium tkwiło głęboko, wgryzło się z upartością spragnionego wąpierza. Ustępowało w bólach i opornie, tak że mag musiał kilkukrotnie powtarzać i poprawiać chwyt. Kiedy już mógł swobodnie obrócić widelec w ręku, ten był już tylko zwykłym, martwym przedmiotem. Moc, która niedawno uniosła go i poruszyła, była nieobecna. Z doświadczenia wiedział również, że aura po psychokinezie była niezbyt silna i wymagała bardziej zaawansowanych metod magicznej identyfikacji, by móc wyczuć jej wcześniejszy ślad.
Pouczony o niebezpieczeństwach obcowania z niesprecyzowaną energią, uczeń pokiwał skwapliwie głową. Poparta świeżym, wymownym i jednocześnie naocznym przykładem nauka z pewnością zostanie przezeń zapamiętana na długo.
N-nic poważnego — zająknął się ponownie uczeń, ukazując Asteralowi pocięte, miejscami wciąż cieknące przedramiona. Faktycznie, nic poważnego. Ale daleko było temu do „niczego”. — Kiedy się zaczęło, byłem na piętrze. Obydwa okna rozbiły się na kaszę. A potem szkło frunęło w moją stronę, ale zdążyłem skoczyć za stolik. Osłoniłem się w ostatniej chwili.
Aust zademonstrował, jak i czym udało mu się zastawić. Nawet zawołany przez mistrza na dół, nawet po przebiegnięciu wszystkich stopni i po odszukaniu lekarstwa nie rozstawał się ze wciąż dzierżoną w lewej ręce księgą — pociętym drobnymi odłamkami dziełem w skórzanej oprawie noszącym tytuł „Sto i jeden przepisów kuchni domowey a pożywney Siostry Tocji”.
W krótkiej ciszy, która zapadła po słowach Austa, obydwaj — mistrz i uczeń — mogli usłyszeć jak coś, zapewne porywisty wiatr, wstrząsa dachem dworku, oraz ponownie — jego okiennicami. Aust odruchowo wcisnął głowę w ramiona, niby pawężę uniósł w gotowości „Sto i jeden przepisów”, rozglądając się nerwowo wkoło. Wiatr na zewnątrz to słabł, to przybierał na sile, lecz coraz wyraźniej słyszeli towarzyszący mu łopot skrzydeł oraz przekrzykujące się wzajemnie krakania.
Krótkie, lecz nieomylne swędzenie błędnika ostrzegło Asterala o nadchodzącej magicznej anomalii.
Coś łupnęło o szybę. Aust wrzasnął, omal nie upuszczając wszystkie sto i jeden przepisów. Łupnięcie powtórzyło się. Za oknem, jeden po drugim, opierzone czarne kształty bębniły o nią naprzemiennie, próbując wlecieć do środka, z samobójczą upartością ignorując oddzielającą je od wnętrza szklaną taflę.
Łup. Łup. Łup.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław