Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 13 lip 2022, 20:04

Co? — Aust obejrzał się na Istkę z niepokojem, potrząsając głową. — Nigdy bym czegoś takiego… Ja niczego nie mówiłem.
Przechodząc nad incydentem do porządku dziennego, a do kolejnego, jak się okazało, zatrzaśniętego pokoju, Aust zdawał się coraz bardziej zacięty i małomówny. Ruszyli w głąb ciemnego korytarza. Aust jako pierwszy, prowadząc. Po zaledwie kilku krokach zatrzymał się w miejscu i niespodziewanie dla kobiety, strząsnął z siebie jej ramię i obrócił ze wstrętem, jakby była trędowata. Błysk pioruna na zewnątrz na krótko rozjaśnił mrok korytarza, oświetlając wykrzywiona w gniewie twarz młodego czarodzieja.
Nie jestem żadnym typowym samcem — wycedził wolno, przez zaciśnięte zęby, pozwalając by nadchodzący grzmot zwieńczył jego wypowiedź. — „Chłopem” ani „facetem”. Parobasem, który tańcuje po karczmach i pozwala sobie matkować, a potem zaciągnąć na siano. Koniuchem, z jakimi miałaś w zwyczaju gzić się dotychczas po kątach. Ani też zasranym gryzipiórkiem i pisarczykiem w niczyim chłopskim mniemaniu. Rozumiesz mnie? Potrafisz to sobie przyswoić?
Jego zachowanie, równie nagłe, co wrogie, przybierało na sile jak deszcz bijący o dach młynarskiej posiadłości. Pomimo cienia, widziała wyraźnie białka wytrzeszczonych oczu młodzieńca oraz jego zaciskające się do białości kułaki.
I mam powyżej uszu! — Aust obrócił się, zataczając rękami po korytarzu i rezydencji. Musiał krzyczeć, by być dobrze słyszanym, a jego krzyk niósł się echem po całej opustoszałej części rezydencji. — Tego cyrku innych nietypowych rzeczy! Zasranych ruder, które miast dawać ciepło i schronienie, ziębią i straszą! Zdziwaczałych czarodziejów zachowujących się jak wolni kmiecie i mieszkających w takich ruderach, zamiast w wieży albo posiadłości przystającym komuś ich profesji i umiejętności! Wpuszczających pod dach pierwsze lepsze zbłąkane elfki, które zachowują się jak pieprzone stajenne! Kurwa mać!
Coś uderzyło, całkiem blisko i tym razem nie był to piorun. Był to raczej łoskot czegoś przewracającego się, dobiegający z graciarni nieopodal. Aust zignorował to zupełnie, podobnie jak stojącą obok Istkę. Przyspieszając kroku, skręcił ku drzwiom i popchnął je, wypadając prosto w ulewę i wichurę, nie zabrawszy ze sobą niczego poza swoim gniewem.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 13 lip 2022, 22:10

— Wiem, że nie mówiłeś. To jakieś chore urojenia... Nie chcę o tym myśleć. Nie twoja wina.
Akurat odwróciła się, by po raz kolejny zerknąć czy w ciemnym korytarzu za nią nie czai się zarys postaci — czy też czegokolwiek innego czego nie chciała tam dojrzeć — gdy chłopak brutalnie odtrącił jej rękę i spojrzał ze wściekłością w oczy. W pierwszej reakcji pomyślała nawet, że dostanie w twarz. Cofnęła się i jęknęła z przestrachem, odruchowo się zasłaniając, przylegając plecami do bocznej ściany korytarza.
— Kiedy ja... ż-żarto... — próbowała jeszcze wyjaśnić po jego pierwszych słowach, ale natychmiast zapomniała języka w gębie słysząc dalszą część tyrady chłopaka. Ekspresja jaką miała na twarzy wyrażała tylko szok i zdumienie — wybuch był tak nagły i niespodziewany, że przez moment wydawało jej się, że to wszystko dzieje się w zakamarkach jej własnego umysłu — podobnie jak wcześniejsze słowa Austa.
Gula stanęła jej gardle, gdy wysłuchiwała kolejnych sentencji na własny temat. A wszystkie tak cholernie prawdziwe, że aż bolały... Przez te kilka godzin traktowała go z zaufaniem. Zauroczyła się w nim, jak to często miała w zwyczaju gdy jakiś młokos okazywał jej trochę miłosierdzia. Wydawało jej się, że mogła uznać Austa za druha, nawet potencjalnego kochanka. Że te wszystkie „stajenne” żarciki może i są trochę wredne, ale spływają po nim jak po kaczce, tak jak po niej zawsze spływały „rivki-dziwki”, „kurwy dh'oine” i „zdrajczynie rasy”. Że to takie głupkowate mizdrzenie się, z którego się wspólnie pośmieją, a potem i tak razem skończą w łóżku, ku wspólnej uciesze. Tak zwykle to wyglądało. Z parobkami, kowalami, koniuchami, gryzipiórkami i pisarczykami...
Jak na kogoś, kogo profesja wymaga nieprzerwanego używania mózgownicy — naprawdę potrafiła być czasem naiwną kretynką, która wyobrażała sobie nie wiadomo co. Że może sobie z synem szlacheckim przystawać, jak równa z równym... Bo Aust chyba jednak był szlachcicem, choć do końca pewności co do tego nie miała, bez znajomości tytulatury redańskiej. Też coś! Wyszło szydło z worka. Jak nie dla psa kiełbasa — tak nie dla elfiej ździry kuśka pańska...
Biorąc pod uwagę dzisiejsze wzloty i upadki, w połączeniu z tym co działo się teraz, jej stan emocjonalny był aktualnie w strzępach. Na przemian tłumiła łzy, zaciskała zęby i gapiła się na młodzika z niedowierzaniem. Ostatecznie chyba chciała przeprosić, bo w końcu zebrała się żeby chociaż otworzyć usta.
Nie zdążyła — Aust był już za drzwiami, ku jej dalszej konsternacji. Jedno spojrzenie na miejsce w którym została — kompletnie sama — i tajemniczy odgłos z sąsiedniego pomieszczenia. Tyle wystarczyło, żeby ona też rzuciła się do owych drzwi, wybiegając za nim, ciągle mając na sobie to wszystko co miała wcześniej (prócz worka z odzieniem, który zostawiła w środku), a do tego narzucając jeszcze na grzbiet pled — jedyny suchy materiał jaki miała pod ręką. Mogła czuć się jakby wbił jej w plecy co najmniej widły, ale to nie znaczyło, że planowała siedzieć w tym zapomnianym przez bogów miejscu sama, mając za towarzysza udręczoną duszę, która uczyniłaby sobie przednią rozrywkę z rozdarcia na strzępy nie tylko jej uczuć, ale też i psychiki. A może nawet i z pozbawienia jej życia, bo podobno i do tego upiory były zdolne.
Jeśli Aust nie chciał jej widzieć na oczy — co w aktualnej sytuacji było założeniem jak najbardziej na miejscu — to przynajmniej musiała znaleźć Asterala, którego nieobecność przy szalejącej na zewnątrz ulewie ciągle była mocno niepokojąca.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 14 lip 2022, 13:13

Kolejny raz śmiech przeszył ciszę na zmianę z ogłuszającym grzmotem. Burza była jednak bardziej naturalna, oswojona, przewidywalna. Nie wywoływała w czarodzieju przerażenia, nie podnosiła włosków na jego skórze, nie przyśpieszała pracy serca. Nawet lubił spędzać czas na werandzie, trzymając w dłoniach kubek z lemoniadą, gdy na zewnątrz panowała letnia zawierucha, a z chmur spadał rzęsisty ciepły deszcz. Był również jednym z nielicznych czarodziejów, którzy brali czynny udział w uspokajaniu sztormu przez druidów. Potrafiłby ułaskawić pogodę. Teraz jednak czuł prawdziwy niepokój, próbując chwycić powietrze w schorowane przemęczone płuca. Czuł, że się dusi. Dławi. Włożył dłoń do kieszeni płaszcza, żeby wyszukać buteleczkę z serum, ale znalazł tam jedynie wodę, która nie była już w stanie wsiąkać w wełniany materiał.
Wtedy też się odwrócił, próbując znaleźć źródło szaleńczego śmiechu. I zamarł. Przerażająca bestia chodziła po starej wierzbie. Martwe ciało, a jednak żywe. Nekromanckie ścierwo, czy kolejna potępiona dusza, stanęła na jego drodze. Sztywne usta umarlaka przemówiły, albo raczej tak mu się tylko wydawało. Głos potwora przenikał do jego głowy, zwiastując nędzny koniec Piołuna.
— Czym jesteś potworze, jakie jest twe imię?! – wykrzyczał do niego, zbliżając się przez kolejne zwały deszczu, sięgając kolejny raz do źródła mocy, tętniącego na polu. Gotowy, aby rzucić zaklęcie, czy pochwycić sierp zza pasa. Asteral starał się również dopasować w głowie stwora do jakiej konkretnej kategorii, przypomnieć sobie opracowanie, w którym wystąpiła podobna do niego bestia, powiązana z kamieniem hańbiącym. Coś jednak mu podpowiadało, że zupełnie się mylił co do sytuacji, w której się znalazł.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 16 lip 2022, 1:30

Istka

Aust wyszedł, trzaskając drzwiami, na krótki moment wpuszczając wyjącą wichurę do przedsionka.
Istka została sama. Jak wtedy, w Rivii — odezwało się naraz wypływające na powierzchnię jej myśli skojarzenie. Pośród zalegających na ulicy trupów i tych zamkniętych w podpalonych domach. Trudno było zapomnieć tamten swąd i właśnie teraz przypomniała sobie, nie, poczuła, wyraźnie. Korytarz ciemnego dworku, dotychczas woniejący nikłym zapachem pleśni, drewna i ozonu, wypełniła słodkawa, nieznośna woń płonących ciał. Słyszała krzyki uwięzionych, wołania na litość. Nie była pewna, czy dobiegające z piętra, czy rozlegające się w jej własnej głowie.
Ale jak to tak, córkę własną? — głos Janika, ale inny niż wtedy. Zdradzający pogardliwy, pełen obrzydzenia ton, którego nie wyłapała podczas ich ostatniej rozmowy. I kończący pytanie śmiech, okrutny, wypełniony drwiną.
Elfka, co z łuku szyć nie potrafi — prycha mistrz Nikol, kręcąc głową z politowaniem. — Świat się kończy! Wsiowa dziwka.
Wyciąga w jej stronę ostrze sztyletu. Klinga błyszczy złowróżbnie w promieniach słońca. Jest czysta, ale nie zawsze taka była. Grube czarne muchy brzęczą w powietrzu zwabione obnażonym ostrzem.
Wyszła na zewnątrz. Smród ciał i spalenizny opuścił ją natychmiast, myśli na powrót stały się przejrzyste. Zachłysnęła się czystym powietrzem i deszczem — z nieba leciało siekącymi strugami, prawdziwe oberwanie chmury.
Austa wypatrzyła od razu. Miała go w zasięgu wzroku, widziała jak kompletnie przemoczony i ledwie trzymający pion z powodu wichury, wymiotuje koło świeżo wykopanej mogiły, podtrzymując się jedną ręka za brzuch. Torsje targały nim nie gorzej niż wicher, nie trzeba było wiele, by padł na czworaki, prosto w świeżo rozkopaną ziemię płytkiego grobu, w którym pochowali Jonasa Rozendala.



Asteral

Asteral wyczuł Moc tętniącą w miękkiej ziemi starego pola. A razem z nią, obcą aurę koncentrującą się na wierzbie. Oraz nagły, ostry komunikat, przeszywający mu czaszkę bólem i ostrzeżeniem.
NIE RUSZ. Nie rusz, bo zadławię, wyduszę przed czasem!
Białe, pokrzywione palce przesunęły się po oplatającym gałęzie i szyję stwora zawoju, który okazał się być grubą konopną liną. Asteral nie przypominał sobie żadnej konkretnej kategorii ani opracowania, które pomogłyby mu zidentyfikować widziadło. Nie miewał do czynienia z podobnymi omenami, przynajmniej podczas swojej kariery naukowej, skupionej przede wszystkim na organizmach o konwencjonalnej, nie postkoniunkycjnej proweniencji. Wiedział i wyczuwał jednak na tyle, by móc śmiało zaryzykować tezę, że stwór był przywiązany do miejsca, w którym właśnie się znajdował. Z całą pewnością magicznie, być może rodzajem klątwy.
Hodie mihi, cras tibi — odpowiedział mu zaklęty do objawienia swojego prawdziwego miana stwór. — Co dziś mnie, jutro tobie. Co ma wisieć, nie utonie!

Ohydny śmiech zmieszał się z grzmotem. Stwór wyszczerzył pożółkłe zęby w sardonicznym grymasie, mającym wyrażać uciechę.
Oszczędzaj oddech, krewniaku — odezwał się w jego głowie ten sam głos. — I zabieraj do swojej dziupli. On uciekł, ale nie wrócił. Zabrali go, zabrali jego życie. Odejdź, albo i ty będziesz z nimi jeździł.


Jipi aj jej!
Jipi aj ooo!
Widmowi Jeźdźcy na niebie!
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 16 lip 2022, 11:05

Cofnął dłoń jak oparzony, nie sięgnąwszy zawczasu po moc intensywnie tętniącą na polu. Poczuł ziemisty posmak w ustach, piasek chrzęszczący między zębami i nieprzyjemne ściśnięcie w żołądku. Zemdliło go. Nie miał zamiaru sięgać po moc, która mogłaby okazać się dlań zgubą. Ostrzegł go głos, którego się posłuchał. Intuicja i zdrowy rozsądek rzeczywiście pokrywały się z radą potwora. „Nie rusz, bo zadławię”. Mimowolnie Asteral łapczywie wziął oddech, jakby chciał udowodnić samemu sobie, że nadal może oddychać, że na jego szyi nie wisi kamień hańbiący.
— Żegnaj krewniaku – zabrzmiało cicho z ust czarodzieja, ale wystarczająco głośno dźwięczało w jego głowie, aby stworzenie usłyszało go.
Nie dyskutował więcej z pokracznym stworem, które przynosiło namyśl sama najgorsze skojarzenia, a na skórze powodowało uczucie mrowienia. Trzymając nieporęczną skrzynię pod pachą, co rusz ją poprawiając, odwrócił się, by powrócić na poprzednią drogę, zostawiając za sobą martwą wierzbę i okropne wspomnienie. Nie zamierzał jeszcze dzisiaj odejść w wieczną zmarzlinę. Wyzionąć ducha. Oddać się w objęcia Melitele. Miał jeszcze tak wiele rzeczy do zrobienia. Musiał przygotować Austa do bezpiecznego, rozsądnego i pożytecznego posługiwania się magią, przygotować go do pełnienia ważnych funkcji społecznych, pomóc ukończyć egzamin. Chciał jeszcze osiągnąć coś ważnego w swoim życiu. Znaleźć się na jednym z płócien w Akademii w Ban Ard. Było też wiele drobniejszych przedsięwzięć, które rozpoczął, a które chciał doprowadzić do końca. Musiał zawrócić z tej szalonej drogi i odnaleźć właściwy szlak. Poszukiwał własnych śladów, aby wrócić tam, skąd przybył. Próbował powrócić do dworku. Tam na pewno czekają na mnie Aust i Istka, może są w niebezpieczeństwie, a może czekają na mnie z ciepłym jadłem, z tymi myślami w głowie, szukał drogi powrotnej do starej rezydencji młynarza, a teraz przynależnej mu.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 16 lip 2022, 12:49

Cokolwiek czaiło się w mroku, wybrało dobry moment by zaatakować. Fala doznań z najgorszych koszmarów zalała jej myśli. Wszystko tak przerażająco prawdziwe, że prawie można było pomylić marę z rzeczywistością.
Prawie.
Przestań! To moja głowa! MOJA! WYNOŚ SIĘ! — zakrzyczała w myślach, zdając sobie sprawę, że to tylko wizje. To nie dzieje się naprawdę. Nic z tego nie jest prawdziwe — coś zaglądało w głąb jej umysłu, wyławiając wspomnienia — te świeższe i te starsze. Projekcja Rivii była taka jak ją zapamiętała — równie potworna. Pozytywne wspomnienia sprzed kilku dni z Janikiem i Mistrzem Nikolem — wynaturzone, tak jakby ktoś próbował je we wspomniane koszmary zamienić. Nie zamierzała na to pozwolić. Duch mógł kontrolować dworek, ale mimo strachu ona nie pozwoli mu kontrolować własnej głowy.
Ogromnym wysiłkiem woli zaczęła zmieniać kolejne fragmenty swojej własnej historii w ich przyjemniejsze odpowiedniki. Swąd palonych ciał wypierała przypominając sobie twarz własnej matki sprzed czterech lat i wiosenny panoramę na jezioro Loc Eskalott, którą mogła podziwiać każdego roku. Przypomniała sobie Janika, jak poznali się w karczmie, jak całowali we wrzosowisku i chędożyli po nocach jak króliki. Nikol wymienił jej sztylet na nowy — zabrał nilfgaardzkie, nie nadające się już do niczego barachło, a dał piękne aedirnskie ostrze, które wyczuła teraz ręką na własnym pasie. Ciągle tam było. Dlaczego to zrobił? Może zbierał pamiątki po wojnie, dla potomnych...? Nie ma znaczenia — to był dobry człowiek, niezależnie od tego co jakiś upiór jej pokazywał!
— PIERDOL SIĘ, SŁYSZYSZ?! — padło tym razem na głos, ochryple, w przerwie między powodowanymi hiperwentylacją wdechami — PIERDOL SIĘ PO STOKROĆ! VA VORT, SAOV! VA VORT AEP ME CEANN! WYNOŚ SIĘ, PRECZ!
Po czym otworzyła drzwi, przestąpiła przez próg, a koszmar się skończył, nagle, tak jakby go ktoś nożem urżnął. No... przynajmniej ten w jej głowie, którą ciągle trzymała skrytą w dłoniach i puściła dopiero po dobrych kilku dłuższych sekundach. Spod rynny z powrotem w deszcz — tym razem ten jak najprawdziwszy i dosłowny. Siąpiło jak nigdy, a to przez co przeszła przed chwilą odbiło się też i na jej żołądku. Ale z tym już walczyć nie zamierzała — włożyła do ust dwa palce, wywołując u sobie odruch wymiotny i zwracając skonsumowaną w karczmie polewkę. Im szybciej weźmie się w garść tym lepiej.
Stan Austa wskazywał, że mógł być po podobnych przeżyciach — również wydręczony przez pranie mózgu. Wiązanka którą sprezentował jej przed chwilą też musiała być efektem „transu”. Z przyczyn oczywistych, ostatnie obelgi musiały zejść na dalszy plan. Miała tylko nadzieję, że jej towarzysz jest podobnej myśli.
— Nie możemy tu zostać! — podkuśtykała do ucznia, starając się przekrzyczeć deszcz. Wyciągnęła do niego rękę z ofertą wsparcia się na jej ramieniu, bo uwadze Istki nie uszły austowe torsje i miała podejrzenie, że sam nigdzie nie dojdzie w tym deszczu i w takiej kondycji — w najgorszym wypadku może nawet stracić przytomność i dostać hipotermii. Z tego ostatniego powodu, zarzuciła mu na plecy niesiony ze sobą pled. — Schowajmy się w stajni, albo w składziku! Tam przeczekamy deszcz! Może Asteral wróci w międzyczasie! Chodź! — zachęciła go, mając przy tym nadzieję, że nie napotka oporu, albo chłopak nie padnie jej w połowie drogi i nie będzie musiała go wlec po ziemi...
Wciąż pamiętała w jakim stanie był dach znajdującego się nieopodal młyna, dlatego od razu go wykluczyła. Pewnie było tam teraz nie mniej mokro niż na zewnątrz — tam schronienia nie znajdą. A jeśli klątwa kończyła się na progu właściwego domostwa — może przynajmniej zewnętrzne budynki nie będą nawiedzone. A więc padło na stajnię, do której będzie musiała pomóc mu dojść. Tam będą mogli poczekać na Asterala, bo przy takiej pogodzie szukanie go nie wchodziło w grę.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 18 lip 2022, 0:15

Von Molauch skurczył się pod wpływem ostatniego wymiotnego odruchu i wyprostował, cofając z odrazą. Jego womit, w przeciwieństwie do tego wywołanego przez elfkę, nie wyglądał normalnie. Czarna maź szybko rozpuściła się w deszczu, zanim felczerka i uczeń mogli się jej lepiej przyjrzeć.
Deszcz spływał po nim grubymi strugami, lepił włosy do twarzy a koszulę do ciała. Zarzucony mu na plecy pled, momentalnie przemoknięty nie był mu żadną ochroną, a zbędną zawadą. Pozbył się go szybkim ruchem, kiedy już podniósł się z czworaków, nie potrzebując pomocy. Wcześniej jednak jego dłoń zacisnęła się na mokrej, grobowej ziemi. Klnąc, cisnął ją przez ramię, niby w jakimś ludowym uroku lub rytuale od złego licha, choć gest miał wyrażać wyłącznie frustrację.
To nie on! — starał się przekrzyczeć ulewę, odrzucając głowę do tyłu, by pozbyć się zmokłej grzywki zachodzącej mu na oczy. Wyciągając przed siebie rękę, wskazywał na prowizoryczną mogiłę. — To nie jego sprawka!
Odwrócił się w kierunku dworku, niepomny targającej nim wichury. Spojrzenie miał skupione i rozgorączkowane zarazem.
Sama się schowaj! — odkrzyknął jej, wycierając dłoń w spodnie i uderzając się nią po kieszeniach, jakby w poszukiwaniu czegoś. — Nie mamy czasu czekać!
Z tymi słowami, nie bacząc na elfkę, ruszył chwiejnie i na przekór wichurze w kierunku posiadłości, z malującym się na twarzy zacięciem oraz zimną determinacją.
Nie wiedział jak bardzo się pomylił. Ledwie zdążyły trzasnąć za nim drzwi, błyskawica oświetliła podwórze, a na nim, rzeczonego Asterala, który zwyczajem wszystkich czarodziejów, nie spóźnił się, lecz przybył wtedy, kiedy miał na to ochotę. Rudowłosy Piołun sam wyglądał nie niezgorzej sponiewieranego przez burzę. Przemoczony do suchej nitki, z krzywo wiszącym na nim płaszczem, bez ustanku pokasłujący, dawał oczywiste świadectwo tego, że burza musiała zastać go gdzieś w szczerym polu. Nie wracał jednak z pustymi rękami — pod pachą dźwigał sporych rozmiarów okutą skrzynkę. Wracając na swoje włości, pierwszym co ujrzał, była elfia medyczka stojąca nieopodal uczynionej przez niego niedawno mogiły.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 18 lip 2022, 8:51

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Pusty frazes nabiera nowej wartości, gdy wracasz doświadczywszy przerażających wizji po długiej nieobecności na własne włości. Przekroczywszy granicę posiadłości, Asteral poczuł ulgę, pozostawiając za sobą potwora przywartego do kory martwej wierzby. Miał wrażenie, że ulewa jakby zelżała, jakby stało się trochę cieplej, jakby wiatr przestał smagać go po plecach. W rzeczywistości pogoda nie zmieniła się. Z rozciągniętych po horyzont ciemnych cumulonimbusów spadał równie gęsty i potężny deszcz, jak przed chwilą. Czarodziej mógłby sięgnąć po swoją moc, aby przegnać chmury i odsłonić błękitne niebo, ale nie miał dzisiaj już na to siły. Ponadto zgodnie ze swoją zasadą, nie wykorzystywał magii bez odpowiedniej przyczyny. Zaraz znajdzie się pod dachem w ciepłej i suchej izbie. Gleba i uprawy spragnione były opadów, gdyż od kilku dni było sucho i słonecznie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Wynurzywszy się z ciemności i kotary deszczu, pojawił się niespodziewanie obok elfki, razem z kolejnym rozbłyskiem, kładąc przyjacielsko ciężką rękę na jej ramieniu. Wyglądał z pewnością jak siedem nieszczęść z narzuconym na siebie ciężkim od deszczy płaszczem, bladą twarzą, nienaturalnie sinymi od zimna ustami i rudymi kosmykami włosów, przyklejonymi do czoła.
— Wracajmy do dworku – rzekł zachrypniętym głosem, jakby nigdy nic, przerywając wypowiedź nieprzyjemnym kaszlem – Nie powinnaś tak stać pod gołym niebem, gdy na zewnątrz panuje taka paskudna pogoda.
I ruszył do rezydencji wchodząc przez drzwi, przez które jeszcze przed chwilą uderzyły z łomotem za jego uczeniem. Ledwo przekroczywszy próg, odłożył sosnowy kuferek z płaskim wiekiem i zrzucił z siebie wierzchnie odzienie, zlewając na podłogę strugi wody.
— Co się działo, podczas mojej nieobecności? I gdzie podział się Aust? – zapytał się widząc na twarzy dziewczyny pewną niepewność i zaniepokojenie, gdy weszli do środka – Znaleźliście jakieś cenne informacje w ratuszu? Pomóż mi proszę zabrać to do głównej izby. Ja trafiłem chyba na rozwiązanie tej przeklętej klątwy. — podał jej płaszcz i skórzaną torbę, sam biorąc w obie ręce skrzynkę.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 18 lip 2022, 10:34

Istka w początkowej reakcji chciała po prostu okazać Austowi trochę miłosierdzia, choć godziła się z tym, że może to być odebrane za „matkowanie”, które zdążył jej wypomnieć jeszcze w środku. No ale widać taka już przywara elfich felczerek i zresztą ogółu medyków, że wiele rzeczy, które robią można podpiąć pod tą łatkę. Jego vomitus był już natomiast wyjątkowo niepokojący, na tyle, że elfka odsunęła się profilaktycznie, od razu po narzuceniu na druha okrycia. Martwiła się o niego, ale jednak własne życie było dla niej ważniejsze.
— Co ty...? Aust, ty wymiotujesz na czarno! Co się dzieje?! — znowu próbowała przekrzyczeć deszcz, choć tym razem tonem raczej ostrzegawczym, przyprawionym dodatkowo lekkim szokiem.
Na tym się nie skończyło — zapobiegawczość elfki zmusiła ją do sięgnięcia do swojej sakwy po skórzane rękawice i owinięcia ust oraz nosa mokrą od deszczu chustą, w obawie przed chorobą zakaźną. Nie zdążyła przyjrzeć się dokładnie treści żołądkowej, ale oceniła, że to co wydawało jej się „czarne” równie dobrze mogło być przy aktualnej pogodzie ciemnokarmazynową krwią, chociaż było przy tym zbyt maziste konsystencją... Chociaż nie, to nie mogła być krew. Chyba żadna krew nie mogła tak wyglądać. Starała sobie przypomnieć czy kiedykolwiek mogła natknąć się na coś co daje podobne objawy. Ale to chyba nie była Catriona... W przypadku Zarazy, wymioty występują dopiero po szeregu innych objawów, których Aust w żaden sposób dotąd nie zdradzał. Do tej pory wydawał się zdrów jak ryba...
— Ale jak to nie on...? Wytłumacz! Na co nie mamy czasu? Zaczekaj, proszę! — ale Aust czekać nie planował, od razu znikając za drzwiami głównego budynku, po raz kolejny zostawiając ją samą. Ile jeszcze razy będę musiała wchodzić do tego wariatkowa?! Mam dość!
Czuła wewnętrzny opór przed ponownym otwarciem drzwi. Nie chciała przeżywać tego po raz kolejny, mimo że chciała pomóc w jakiś sposób towarzyszowi. Od błysku i oświetlenia przezeń stojącej na podwórzu postaci aż się zapowietrzyła. Ale to jednak... Asteral. Istka nie poprzestała na ręce położonej na jej ramieniu — od razu uściskała czarodzieja, jakby był jej zbawieniem. Kto wie, może był? Potrzebowała tego, nawet przez tą krótką chwilę. Na dobrą sprawę była teraz jednym wielkim siedliskiem negatywnych odczuć i emocji. Była zmarznięta, mokra, zmęczona, wystraszona, straumatyzowana przez wizje, przygnębiona z powodu potraktowania przez Austa i na dodatek jeszcze znowu głodna po zwymiotowaniu obiadu. W zasadzie to był wielki sukces, że w ogóle trzymała się kupy.
— Melitele, ja... — zająknęła się, nie wiedząc nawet od czego zacząć. — Wróciliśmy. Mamy nazwisko i tylko to — Jonas Rozendal. W dworku straszy. Wszędzie ciemno, ja miałam jakieś potworne wizje, a Aust albo się na mnie obraził, albo w ogóle mu rozum odjęło. Do tego widziałam jak wymiotuje jakąś czarną mazią. To chyba nie krew... — wystające sponad otulającej twarz chusty, zamglone przez zaklęcie z Placu Włókienniczego oczy zdradzały, że ostatnie wydarzenia nie były dla dziewczyny lekkie. — Pomóżcie mistrzu, błagam... Aust wlazł do środka przed chwilą, mnie się słuchać nie chce i już nie mam pojęcia co robić...
I wtedy przypomniała sobie — dotykał koca w swoim pokoju. Umorusanego podobną, jeśli nie tą samą substancją. Bogowie, czy ja go dotykałam...? Dotykała... ale przez ubranie i jej wymiociny wyglądały już normalnie. Może z nią było ciągle wszystko w porządku, ale pewna doza paniki i tak zagościła na jej twarzy.
— On czegoś dotykał... Teraz pamiętam. Jakieś zapleśniałej mazi na kocu w swoim pokoju... Lepiej sprawdzić co z nim.
Nie traciła czasu, żeby pomóc mu we wniesieniu skrzyni. Koniec końców — będzie musiała po raz kolejny postawić stopę w dworku młynarskim. Ale być może po raz ostatni w stanie przeklętym.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 19 lip 2022, 23:52

Sięgając w głąb pamięci, próbując przywołać wszystkie znane jej z widzenia i praktyki, a także teorii choroby, nie rozpoznawała żadnej, która objawiałaby się czarnym jak smoła womitem w dodatku rozpadającym się natychmiastowo pod wpływem deszczu. Zaś tym, co we dworku pokrywało zapasowy koc była najpewniej pleśń. Zwykła, choć nadspodziewanie rozwinięta pomimo braku sprzyjających ku temu warunków w suchym, zamkniętym kufrze.
Nie miała czasu zastanawiać się dłużej, bo jeszcze w trakcie jej wyjaśnień, Asteral ruszył w kierunku dworku, przekraczając jego próg ze skrzynią pod pachą.
Przedsionek, podobnie jak poprzednio, pachniał wilgocią i pleśnią. Dach i ściany dawały schronienie przed deszczem, lecz niewiele ciepła. Półmrok zdawał się zalegać w korytarzach rezydencji, w której wszelkie źródła światła łącznie z piecem były teraz zgaszone. Żadne z nich nie mogło zatem widzieć jak ich cienie wydłużają się i zachowują zupełnie inaczej niż nakazywałyby im to zwyczajowe prawidła przyrody.
Austa nie było nigdzie w pobliżu. Jedynym źródłem dźwięku w całym dworku było dobiegające z poddasza skrzypienie. Obydwoje, zarówno mag jak i elfka odczuli trudne do skonkretyzowania wrażenie czyjejś obecności i bycia obserwowanymi. U Asterala naraz też pojawił się odczucie niepokoju, które w jakiś sposób nie było jego własnym.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 21 lip 2022, 16:27

Odwzajemnił uścisk dziewczyny, kładąc prawą rękę pod jej łopatką. Niewielkie drążące, czy to ze strachu, czy z zimna, ciałko przylgnęło do niego. Było to przyjemne uczucie, że ktoś czekał na Ciebie. Jakoby ojciec wracający do domu, witany przez swoje dziatki. Istka najwyraźniej była jednym z dobrych elementów składających się na ognisko domowe. Pasowała tutaj. Nawet jeżeli trzymał ją tutaj tylko dach nad głową i uwodzenie Austa, była przy tym dobrą i wdzięczną istotą. Przemknęło mu przez myśl, że powinna pozostać tutaj dłużej niż przez kilka dni.
Nie mógł się jednak zbyt długo nacieszyć spokojem. Nie miał okazji, aby rozgrzać się przy kominku, siorbiąc gorący napar, otulony grubym kocem. Na stole nie czekała na niego świeżo przygotowana polewka z chrupką pajdą. Nie miał czasu, aby napić się absyntu, choć okropnie naszła go ochota. Za to przywitało go przerażenie, niepewność i kolejne anomalie magiczne. Najwyraźniej zły duch, który opętał dworek, mieszał również w głowie jego mieszkańcom, nasuwając najgorsze myśli, uczucia i wspomnienia. Nienaturalne uczucie niepokoju doświadczył również czarodziej krótko po przekroczeni progu.
Zupełnie nie zwrócił uwagi na imię i nazwisko należące do zmarłego w młynie kmiecia, czy poprzedniego właściciela, o którym wspomniała dziewczyna. W sumie wysłał ich do miasta, aby mieć trochę spokoju w czasie rozwiązywania zagadki dworku. Nie chciał narażać ich życia, konfrontując się z siłą, która była dla niego obca. Nie wiedział czego może się spodziewać po zmorze, do czego jest zdolna. Dlatego najłatwiej było mu pozbyć się dwójki młodzianów, wymyślając im dość bezużyteczne zadanie. Nie spodziewał się, że tak długo będzie poza rezydencją, że paranormalna burza tak bardzo utrudni mu dotarcie do domu. I że spotkają się w takich niefortunnych okolicznościach.
Bardziej zmartwił go stan jego ucznia. Nie przywitał go w sieni, a w środku domostwa panowała grobowa cisza. Mroczna aura miejsca zaczęła coraz mocniej oplątać się dookoła ich szyj jak gruby konopny sznur, powietrze jakby zgęstniało, a chłód docierał do samego szpiku kości. Zwiastunek mrocznych zdarzeń.
— Aust! Aust! – krzyczał szczerze zaniepokojonych, choć w jego głosie można było doszukać się zniecierpliwienia – gdzie się podziewa ten przeklęty huncwot. Istko poszukaj go, jeżeli możesz. Zobacz czy nie jest w swoim pokoju. Ja sprawdzę na piętrze. Jeżeli go nie odnajdziemy spotkajmy się we wschodnim skrzydle w izbie przyległej kuchni i jadalni. Nie martw się, jesteś w towarzystwie prawdopodobnie najpotężniejszego czarodzieja w okolicy. – nawet jeśli tak nie było, miało to uspokoić dziewczynę, która wydawała się bliska paniki.
Ruszył schodami na górę, skąd dochodziło skrzypienie, wszędzie taszcząc ze sobą tą parszywą skrzynkę, w której znajdowały się precjoza prawdopodobnie niezbędne do odczarowania dworku. Miał nadzieję, że mimo tego, że zaginęło kilka przedmiotów z jej wnętrza, skradzione przez przygłupich wieśniaków, rytuał zadziała.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 21 lip 2022, 18:45

Od razu po ponownym wejściu dworku zaczęła się zastanawiać — dlaczego właściwie to robi? Dlaczego wchodzi po raz kolejny do tego diabelskiego siedliska zła, w którym każdy krok wiązał się z niepokojem i walką o własne zdrowie psychiczne? Czemu pomagała tej dwójce wariatów z oczyszczeniem domostwa, skoro pożytek był z niej niemal żaden, a każde wspomnienie o nadnaturalnych siłach wywoływało u niej gęsią skórkę i chęć ucieczki prostą drogą do Vengerbergu, gdzie znalazłaby sobie jakąś karczmę, przytulny siennik i obudziła się rano. Co prawda znowu sama jak palec, ale z przyjemną świadomością dalszej egzystencji w jednym kawałku i o zdrowych zmysłach.
No właśnie — może miała po prostu dosyć samotności. Kilka godzin przebywania z wyżej wymienioną dwójką, a czuła się bardziej do nich przywiązana niż nawet do Janika, z którym spędziła trzy dni. Ładny sobie substytut rodziny znalazła — czarownik, który chyba minął się z powołaniem i jego uczeń-hipokryta, który zirytował się na odrobinę końskich zalotów i rzekomego matkowania, a sam zakradał się do miejskiej łaźni, udając własnego mistrza, jak ostatni gówniarz. I jeszcze wmawiał jej, że to ona jest tą złą... Phi!
A może po prostu tak było trzeba? Mogła teraz tak po prostu wyjść i nie oglądać się za siebie. Zapomnieć o Asteralu, Auście, ich zasranym dworku i żyć dalej. Ale następnym razem, gdyby spojrzała na swoje odbicie, poczułaby jakby ominęło ją coś ważnego. Jakby splunęła w twarz własnemu szczęściu, które miałoby się podobnież gdzieś tam tlić, daleko, za woalem strachu i przeciwności.
Czy tamta elfka, którą spotkała przy Placu Przyjaźni nie to właśnie jej przepowiedziała? Szczęście, nawet jeśli będzie musiała o nie zawalczyć... A może to były tylko jarmarczne bajania?
Istka kopnęła niechcący pozostawiony na ziemi worek z ubraniami, ale po raz kolejny los zadrwił z niej i nie dał jej komfortu zmiany odzienia na suche. Wyraźnie czuła na sobie czyjś wzrok, ale przynajmniej pakowała się tutaj kolejny raz ze świadomością, że budynek jest nawiedzony i spokoju raczej tu nie zazna, przynajmniej póki upiór nie odejdzie. Poza tym... była już tak naprawdę zmęczona własnym strachem. To był ciężki dzień. Ile już wystawiano ją na ten sam bodziec? Duch potrafił zaciemniać wnętrze, hałasować, mieszać w głowie i zsyłać wizje — a mimo wszystko po raz kolejny wkraczała do jego leża. „Straszaki” przestawały działać, nawet w przypadku kogoś tak tchórzliwego jak ona. Przyzwyczajała się, bo nie było innego wyjścia.
— Aust! Aust...! — przyłączyła się do nawoływań Asterala, mimo dziwnego przeczucia, że niewiele one dadzą. — Mistrz wrócił! Chodź!
O dziwo, na sugestię poszukania ucznia samodzielnie zgodziła się, skinieniem głowy, jakby słowa czarodzieja o tym, że jest „najpotężniejszy w okolicy” faktycznie zadziałały. Cóż... Asteral był właściwie jedynym o którym wiedziała, a magowie z definicji są istotami o pewnych umiejętnościach obronnych. Skoro nawet biedny Auścik potrafił wywołać niemały popłoch na miejskim placu, to co dopiero musiał potrafić Asteral, poza natychmiastowym leczeniem ran? Wciąż — idea rozdzielania się z nim nie przynosiła Istce spokoju ducha. Nawet jeśli wciąż byłby na jej zawołanie... albo krzyk paniki. Przynajmniej z założenia.
— Niech będzie. Mam złe przeczucia, musimy go szybko znaleźć. To czym wymiotował — prawie na pewno nie było naturalne. Tylko... nie daj sobie wejść do głowy. Próbował tego ze mną. I chyba z Austem też... — przestrzegła go elfka, głosem ciągle przestraszonym, ale mimo wszystko nieco pewniejszym niż gdy pierwszy raz usłyszała o duchu.
A potem poszła do prawego skrzydła, pomimo ofirskich ciemności sprawdzając po kolei drzwi. Hałasowała przy tym co najmniej jak bydle rozmiaru biesa — stawiała głośne kroki, otwierała drzwi z łoskotem, pomagając sobie nogą. Spróbowała też na powrót otworzyć te do swojej izby. Liczyła, że w ten sposób załagodzi niepokój jaki wciąż częściowo czuła, a także da znać przebywającemu na górze Asteralowi, że ciągle jest cała.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 24 lip 2022, 22:06

Asteral ruszył schodami w górę, poskrzypując wysłużonymi stopniami. Istka w kierunku austowej kwatery, celowo zachowując się jak mastodont w składzie kovirskiego szkła. Drzwi, inaczej niż poprzednio, ustępowały od razu i bez oporów. Kwatera Austa stanęła przed nią otworem — widziała wybebeszony na podłogę kufer i skopane łóżko, na którym zalegało kilka pospiesznie wyrzuconych przedmiotów. Widziała także przestronną komnatę mistrza Asterala z szerokim małżeńskim łożem, sporych rozmiarów biblioteczką, narożną szafą oraz stalową klatką przy ścianie, ustawioną tam diabli wiedzieć po co i na co. Na końcu drzwi do jej pokoju otworzyły się same — ledwie dotknęła klamki, kiedy te uchyliły się do zewnątrz, zbyt wolno, by można było uznać to za sprawę przeciągu. Chłód wnętrza oraz panujący w nim półmrok trudno było uznać za zapraszające.
Prawdopodobnie najpotężniejszy czarodziej w okolicy nawoływał ucznia ze stopni zachrypniętym od kaszlu głosem. Mniej więcej w połowie drogi, jeden ze stopni, całkowicie już spróchniały, chrupnął pod butem czarodzieja. Ledwie utrzymując równowagę, czarodziej zmuszony był przytrzymać się ściany, z trudem wyciągając ugrzęźniętą nogę z dziury, w której ciemnych zakamarkach poczynał się smród zgnilizny oraz ledwie dostrzegalny ruch pełzającego robactwa. Podejmując wędrówkę, znalazł się na górze, gdzie zastał swojego ucznia, usiłującego zastawiać wybite niedawno okna meblami i starą, zakurzoną zasłoną. Wiatr wył i hulał po wnętrzu, a zacinający do środka deszcz siekł go po twarzy.
Mistrz Asteral! — Aust wydawał się być równie zaskoczony, co zmieszany nagłym pojawieniem się swojego preceptora, a przy tym niedowierzający stanowi, w jakim tamten obecnie się znajdował. Potargana i przemoknięta postać nie pasowała do kogoś, kto był obeznany z panowaniem nad siłami przyrody. Odkładając trzymany w jednej ręce przedmiot na stolik za swoimi plecami, spostrzegł dzierżoną przez Piołuna, pobrzękującą jeszcze na schodach szkatułę. — Jesteście z powrotem. I nie z pustymi rękami…
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 25 lip 2022, 11:23

Ledwo spotkali się przed dworkiem, aby w jego wnętrzu znów się rozdzielić. Niepokoił się o Istkę, ale jeszcze bardziej o swojego ucznia. Zastał ją w zdrowiu, z rumianą twarzą i trzeźwym spojrzeniem, choć była trochę zlękniona ostatnimi wydarzeniami. Nie było w tym nic dziwnego, anomalie magiczne, czy kontakt z duchami nie były chlebem powszednim dla zwykłej elfickiej felczerki. Natomiast Aust z opowiadań długouchej był w jakimś opętanym szale, wygadywał głupoty, a do tego wydostawała się z niego jakaś nienaturalna czarna wydzielina.
Nic dziwnego, że był pozytywnie zaskoczony, gdy ujrzał von Molaucha na oko w dobrym stanie umysłu. Był zajęty czynnościami zabezpieczającymi wnętrze rezydencji przed wiatrem i ulewą. Zbite okna w taką burzę, nie były niczym przyjemnym, ani potrzebnym. Został właściwie nauczony, żeby zajmować się domostwem.
— Co się działo, podczas moją nieobecność? Dziewczyna podaje, że duch nieczysty znów się ujawnił, manifestując swoją moc. Czy to prawda, że wkradł się do twojego umysłu, nasyłając Ci mroczne myśli? Czy zwyczajnie puściły Ci nerwy? – wyciągnął skrzynię w stronę młodego terminatora — Pomóż mi proszę zabrać to do bawialni na parterze. Prawdopodobnie znalazłem rozwiązanie tego szaleństwa.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 25 lip 2022, 12:26

Nic we wschodnim skrzydle nie przykuło na dłużej jej uwagi, może poza graciarnią na łóżku Austa i klatką w izbie Asterala. To pierwsze — jeśli dobrze pamiętała — było efektem niedawnych poszukiwań okryć. To drugie zaś zdziwiło ją nieco bardziej, ale odpędziła od siebie myśl, że Asteral po wszystkim wpakuje ją do kojca, by potem przerobić na półtuszę i podwiesić na haku w piwnicy. Może trzymał tam jakiegoś pupila...? Ciężko było powiedzieć, bo było tak ciemno, że nie widziała co znajduje się we wnętrzu.
— Aust, jesteś tu? — zakrzyknęła, a jej głos zagłuszył załamujący się pod nogami Asterala stopień.
Zaznaczyć należy, że do żadnego z pokoi tak naprawdę nie wchodziła, zawsze zerkając do wnętrza zza progu. Miała na tyle przyzwoitości, żeby nie naruszać przestrzeni prywatnej gospodarzy bez ich pozwolenia. Natomiast w przypadku drzwi do jej pomieszczenia... powód był zgoła inny.
Do niedawna zablokowane przejście teraz skapitulowało bez żadnego oporu, po lekkim tylko pociągnięciu klamki. Można było nawet powiedzieć, że otworzyło się same, jakby próbując zaprosić elfkę do środka. Jak na ironię — panujący w środku półmrok i chłód jeszcze innego rodzaju niż w reszcie domostwa sprawiały wrażenie zgoła odwrotne.
— Nie ma mowy — powiedziała cichaczem, nie wiedzieć bardziej czy do siebie samej, czy do czającej się w zakamarku istoty. — Jeszcze na łeb nie upadłam... — dorzuciła po chwili, choć sam fakt, że znowu znajdowała się w przeklętym dworku zdawał się przeczyć tej hipotezie.
Istka posłuchała instynktu samozachowawczego i tylko zerknęła do środka z korytarza, stając tak, by drzwi nie popchnęły ją do środka, ani nie zatrzasnęły się za nią. Bo spodziewała się, że tak się właśnie stanie, gdyby tylko na to pozwoliła. Nie zastając tam niedawnego druha, dziewczyna wróciła do korytarzowych schodów, dalej robiąc tyle hałasu, że równie dobrze mogłaby sobie przywiązać do trzewika tamburyn, a liczba generowanych decybeli byłaby podobna. Tak czy inaczej — wykonała właśnie kolejne powierzone przez czarodzieja zadanie.
— Mistrzu? Tu go nie ma! Hej, jesteście tam? — z obranej formy językowej ciężko byłoby stwierdzić, czy mówi tylko do Asterala, czy też i do jego ucznia, ale faktem było, że jasnowłosa słyszała dobiegającą z góry, przytłumioną rozmowę dwóch osób. — To ja poczekam na dole! — ostatecznie zdecydowała, po krótkiej bitwie z myślami, licząc, że Asteral faktycznie znalazł Austa i zaraz razem do niej zejdą. Nie przestawała przy tym maszerować pod schodami jak lew po klatce, bo kolejne uderzenia stóp o deski ciągle były lepsze dla jej psychiki niż nienaturalna cisza.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław