Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 19 sie 2022, 20:29

Wisior, pomimo wykonania z drogocennych materiałów był lekki i misterny. Asteral uniósł go na wysokość oczu, szukając oznaczeń mających wskazać mu poprzedniego właściciela. Być może udałoby mu się to przy lepszym świetle, lecz półmrok bawialni skutecznie uniemożliwiał mu to zadanie.
Aust nadstawił ucha, jak zawsze, kiedy mistrz zaczynał mówić o zjawiskach magicznych i nadprzyrodzonych. Ręce dalej latały mu cokolwiek, choć tym razem nie wiada czy bardziej ze strachu, czy z podekscytowania. Podanej mu przez Istki dłoni nie zauważył, samemu dźwigając się do pionu.
Bez kwestii — odmruknął na uwagę mistrza. — Spodziewałem się, ale po raz pierwszy zobaczyłem na oczy.
Naszyjnik spoczął na szyi von Carliny, zatętniwszy krótko echem magicznego pulsu, który wyczuł wcześniej mag. Aust szykował się, żeby o coś zapytać, ale Istka zdążyła go uprzedzić.
No właśnie — zgodził się z przedmówczynią. — Znaleźć właściciela. Czyli co teraz? Sorteligia? Dywinacja?
Podczas kiedy uczeń zaczął wymieniać kolejne nieznane jej rzeczowniki, elfka jako jedyna z całego towarzystwa była w stanie dostrzec niewielki, kostropaty i kolczasty kształt, który niespodzianie jak niedawny upiór wychynął z cienia i jął powoli pełznąć w kierunku niezwracającego uwagi na otoczenie Austa.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 20 sie 2022, 8:07

Istotnie, samemu z całego tego podekscytowania (i ze strachu również) zapomniała, że o ile ona widziała ich całkiem wyraźnie, to oni ją już niekoniecznie. Muszę kiedyś dokładniej zbadać tą zależność wzrokową. Może napiszę o tym doktorat, jak już będę w Oxenfurcie.
Aust zignorował wystawioną doń rękę, ale z uwagi na powyższe — nie zraziło ją to ani krztynę. Co najwyżej lekko zmieszało, więc szybcikiem założyła dłonie na biodra i zaczęła powoli przestępować z nogi na nogę po swoim fragmencie pomieszczenia.
O ile o nekromancji mogła jeszcze słyszeć, głównie przez wzgląd na infamię z jaką wiązała się profanacja zwłok i duszy (a takie tematy przecież żywo interesowały tłuszczę, jak zresztą wszystko co powoduje gęsią skórkę), to dyscypliny wymieniane aktualnie przez młodziana były jej zupełnie obce. A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze albo magię — tyle potrafiła się domyśleć. Przynajmniej gdy ma to związek z tą dwójką.
Chwilowo jednak rozkodowywanie czarodziejskich terminów musiało zejść na dalszy plan. Tak samo jak naszyjnik, którego energię czuł von Carlina. Istka poczuła jak serce nieomal wyskakuje jej z piersi, a organizm wpompowuje następną, trochę słabszą już dawkę adrenaliny do krwiobiegu, z nieprzyjemnym ukłuciem.
— H-hej! C-co to?! Tam w rogu! — zatrzęsła się od skoku hormonalnego, od razu podniosła larum i pokazała palcem w ciemność, kolejny raz dopiero po fakcie przypominając sobie, że w tych warunkach widzieć mogła tylko ona. — Musimy stąd wyjść! Teraz! — nakazała szybszym, lękliwym tonem, jasno dając do zrozumienia, że nie żartuje. Czuła, że mieli może kilka sekund zanim cokolwiek co kryło się w cieniu się na nich nie rzuci.
— Zaufajcie mi. Za drzwi, natychmiast! Tu coś jest! — spróbowała zagonić ich do wyjścia, samemu zresztą też uciekając. Wyjść stąd! Zatrzasnąć przejście! Byle odizolować się od budzącego grozę kształtu, który za cel obrał sobie ucznia. Jej umysł dyktował następne polecenia w rosnącej panice.
Owy kształt równie dobrze mógł być niczym więcej jak przerośniętym szczurem, ale kim byłaby Istka, gdyby po prostu to zignorowała, zwłaszcza po tym co widzieli przed momentem...? Sprawdzać zamiarów maszkary nie zamierzała. Najchętniej odnalazłaby się teraz w kompletnie innym miejscu i czasie, jak najdalej od tego horroru.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 25 sie 2022, 16:03

Ściągnął brwi, przymrużył oczy, wytężył wzrok, ale panująca we wnętrzu bawialni ciemność nie pozwalała mu dostrzec żadnych grawerunków na medalionie, ale jednego był pewien – była to misterna robota. Klejnot musiał należeć do zamożnej persony. W lepszym świetle przy użyciu odpowiednich instrumentów będzie mógł więcej powiedzieć na jego temat, ale najlepiej byłoby zasięgnąć języka u znamienitego jubilera. Takie drogocenności potrafią mieć własną historię.
Nie potrzeba tutaj używać czarodziejskich mocy, aby dowiedzieć się czegoś więcej o odnalezionym przedmiocie. Lub po prostu Asteralowi wstyd było przyznać, że nie jest specjalistą w sztuce dywinacji. Podczas zajęć w Ban Ard nauczył się co najwyżej przewidywać pogodę jaka będzie następnego dnia. Pomarańczowy zachód słońca przynosi spokojny ciepły bezdeszczowy dzień, a pomarańczowy wschód zmianę atmosferyczną i silne wiatry. Intensywne wieczorne cykanie świerszczy wskazuje na ocieplenie, a cichsze i powolniejsze oziębienie. Pierścień wokół księżyca zapowiada opady. I tak dalej i tak dalej… ale niestety nie potrafił nigdy odgadnąć znaczenia spadających komet, przepowiedzieć przyszłości dziecka na podstawie czepka, zrozumieć istotę snów, odczytać losów ludzkich z linii na dłoniach. Prawdopodobnie próba prześledzenia perypetii precjozum, może okazać się jedynie zmarnowaniem czasu. Choć może warto byłoby w przyszłości nauczyć się aleuromancji, gdy młyn będzie mielić ziarno na mąkę, czarodziej uśmiechnął się sam do siebie.
– Rozum – postukał po czole adepta, zabierając mu entuzjazmu z rozświetlonej twarzy – pierwej spróbujemy dowiedzieć się naturalnymi sposobami, a gdy one zawiodą sięgniemy się mocy. Pamiętaj, że magia nie jest zabawką, a potęgą w rękach odpowiedzialnych. Mam nadzieję, że jesteś odpowiedzialny i nie używasz czarów nieuważnie, czy nie praktykujesz ich publicznie bez podstawy, czy zachowania odpowiedniej ostrożności? — upomniał młodzieńca zupełnie jakby wiedział o sytuacji, która miała miejsce w mieście.
Ryży wiedzący zajęty dyskusją ze swoim uczniem podskoczył na krzyk dziewczyny, nie spodziewając się kolejnego ewenementu. Odwrócił się wpierw do niej, a kolejno w miejsce, gdzie wskazywała palcem. Znów musiał wytężyć wzrok, aby ujrzeć cokolwiek wyłaniającego się z cienia. Nie potrafił jednak określić z czym mają do czynienia.
— Podajże jakieś światło, a nie stoisz jak słup soli – pośpieszył Austa, ale bez niepokoju podobnego do elki, lecz z pewnym zaciekawieniem. Nie wyskoczył przez drzwi do korytarza, nie zatrzasnął wejścia za sobą. Jedynie z pewną dozą ostrożności nakazał – stańcie za mną.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 28 sie 2022, 3:22

Aust nie odezwał się więcej. Pouczony przez Asterala, milczał, pocierając czoło. Nagły krzyk i reakcja Istki zwróciły jego uwagę. Chłopak odwrócił się, próbując dostrzec w ciemności zauważony przez nią kształt. Cofnął się o krok, zwalczając w sobie chęć, by podążyć za radą elfki.
Na zewnątrz błysnęło. Krótkie światło błyskawicy wyłuskało z cienia dodatkowe szczegóły. Suchą, pokrytą łuskami skórę. Najeżony kolcami grzbiet. Trójkątny łeb z obwisłym, skórzastym podgardlem. Pazurzaste łapy o długich, cienkich palcach.
Aust zignorował także polecenie mistrza. Na jego twarzy zagościł lekki uśmiech; ruszając się z miejsca, śmiało podszedł w kierunku dostrzeżonego przez felczerkę kształtu.
Self! Co ty tu robisz?
Adept przykucnął nad szkaradziejstwem, podnosząc je z ziemi. Do Istki i mistrza wrócił z prawie półmetrową, szarą iguaną o krótkim, jasnym pysku. Gad tkwił nieruchomo w jego ramionach, z rzadka tylko mrugając powieką dla zwilżenia ciemnego oka.
Jest trochę niemrawy — zauważył, przyglądając się jaszczurce. — Myślę, że powinniśmy napalić w piecu i go ogrzać.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 01 wrz 2022, 19:10

Kolczasty kształt z wolna wyłaniający się z ciemności, przywołujący wyobrażenia z najmroczniejszych koszmarów, okazał się tylko niegroźnym zwierzęciem domowym. Może nie takim znów zwyczajnym i pospolitym, ale jednak nie stanowiącym zagrożenia dla mieszkańców dworku. Sprowadzona z nilfgaardzkiej pustyni, przerośnięta jaszczurka bez żadnego lęku tkwiła na austowskim ramieniu. Była zupełnie spokojna. Sprawne oko ucznia potrafiło dostrzec, że była spięta i nieswoja. Nie wiadomo jednak w jaki sposób opuściła klatkę i kiedy zawędrowała do bawialni. Nikt nie mógł się dziwić w miejscu, w którym chmury ptaków spadały na rezydencję, ramy okienne trzaskały przeraźliwie, sztućce wystrzeliwały w powietrze, a temperatura spadała do ujemnych wartości.
Najwyraźniej zatęsknił za towarzystwem – stwierdził czarodziej, chcąc sięgnąć do swojej torby zielarskiej, którą zostawił w korytarzu – przez te wszystkie wydarzenia we dworku zupełnie zapomniałem o naszym faworycie. Zabierz go proszę w ciepłe i suche miejsce. Iguany korathańskie nie lubią zbyt dużej wilgotności. Musi czuć się tutaj paskudnie. — Asteral przyjrzał się reakcjom fizjologicznym stworzenia, a głaszcząc jego grzbiet, sprawdzał stan dermy.
– W sumie dobrze byłoby, aby każdy z nas się ogrzał i odpoczął. Mamy za sobą męczący i pełen wrażeń dzień. Niektórzy pierwszy raz mieli styczność ze zmaterializowaną postacią zjawy, a nie jest to codzienne doświadczenie. Spotkajmy się w jadalni, żeby zastanowić się nad jutrzejszym dniem – czarodziej opuścił pomieszczenie bawialni, taszcząc ze sobą skrzynię. Znajdujące się tam drogocenności mogą się okazać niezbędne, aby odczynić klątwę. Dlatego zamierzał ukryć ją w bezpiecznym miejscu.
Udał się do swojej sypialni, aby zrzucić z siebie przemoczone ubranie i przebrać się w nowe szaty. Dopiero odkładając na ziemię płaszcz, koszulę, spodnie, bieliznę, zdał sobie sprawę, że było mu nieprzyjemne chłodno. Przeglądając zawartość swojej szafy wybrał luźną zieloną tunikę zdobioną brązowym haftem, spinaną skórzanym pasem i spodnie barwione ciemniejszym odcieniem zieleni. Na nogi założył zwykłe materiałowe pantofle. Na ramiona zarzucił drugi płaszcz, bo we wnętrzu dworku, jak na tę porę roku, było nieprzyjemnie chłodno.
Dopiero teraz z pewnym zastanowieniem przyjrzał się klatce Selfa. Jak to możliwe, że opuścił swój bezpieczny kąt? – zastanawiał się ryży czarodziej rozglądając się po wnętrzu swojego pokoju. Przy okazji sprawdził, czy okna są szczelnie zamknięte. Założywszy na szyję z powrotem medalion, źródło przekleństwa Nilfgaardczyka, opuścił komnatę. Odszukawszy w korytarzu swoją torbę, sprawdził jej zawartość, a następnie wilgotne ziele rozwiesił nad kominkiem w głównej izbie, gdzie Aust powinien już rozpalić ogień. Trochę zielonych liści wybrał, aby nakarmić nimi legwana.
– Nim zawita nas wieczór i ułożymy się w pierzynę, chciałbym z wami zaplanować jutrzejszy dzień. Oczywiście Istko, jesteś naszym gościem i nie musisz uczestniczyć w odpędzaniu nienaturalnej istoty, która zalęgła się w rezydencji, czy pomagać przy pracach domowych, ale byłabyś z pewnością wielce pomocna. Poza tym bardzo cenię sobie twoje towarzystwo. Chciałbym skorzystać z jutrzejszego dnia, aby dowiedzieć się coś o tym medalionie – położył dłoń z pewną pieszczotliwością na rubinowej drogocenności spoczywającej na jego piersi – ale nie chciałbym zaniedbać codziennych obowiązków. Trzeba wypielić ogród przed domostwem, a następnie wkopać sadzonki roślin i zasiać warzywa. Mam nadzieję, że nie uschły przez te anomalie we dworku. Przydałoby się zebrać plony jeszcze przed końcem lata. Właśnie, trzeba byłoby też pozbierać z przylegających nam pól zioła. Wydaje mi się, że znasz się na ziołach jak mało kto, Istko?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 01 wrz 2022, 22:23

Cała kolejność wypadków potoczyła się mniej więcej tak jak można się było spodziewać. Autorytetu nad czarodziejami Istka miała mniej więcej tyle co sarna nad dwójką dojrzałych basiorów, czego rezultatem było ni mniej, ni więcej totalne bezhołowie, w którym każdy robił co chciał. Dziewczyna rzuciła się do drzwi, z zamiarem jeśli nie ucieczki to przynajmniej ubezpieczenia drogi odwrotu. Asteral kazał im się za sobą schować, gotowym będąc do stawienia czoła zagrożeniu, co elfka siłą rzeczy zrobiła, bowiem to za plecami miał wyjście. A Aust... Aust, na przekór wszystkiemu, pomaszerował naprzód. Byłaby nawet pod wrażeniem jego odwagi, gdyby nie okazało się na koniec, że prawdopodobnie już wtedy dobrze wiedział co czaiło się w mroku.
— Czy to... jaszczurka? — zamrugała parę razy, nie kryjąc swojego zdziwienia, ale skoro ich wzrok nie mylił, to ją tym bardziej. Efekt wywołany zaklęciem Austa z miejskiego targu już dawno przeminął.
— Jaka śliczna... — wyszła zza sylwetki Asterala, by z zaintrygowaniem podejść do trzymanego przez ucznia stworzonka. Psów nie lubiła bo gryzły, koty natomiast drapały i wywoływały u niej paskudną reakcję alergiczną, więc... czemu nie przerośnięta jaszczurka? Zwierzątko domowe — przynajmniej w jej wypadku — nawet lepsze niż każde inne. A i egzotyki nie można było mu odmówić.
— Mogę ją pogłaskać? Nie ucapi mnie?
Niezależnie od tego czy ucapiła, czy też nie, poczuła jakby cały harmider nagle się uspokoił. Potrzebowała, w końcu, chwili wytchnienia, bo czuła, że jeszcze trochę i zwyczajnie nie da rady. Że puszczą jej nerwy, nie wytrzyma albo napięcia psychicznego, albo nogi się pod nią ugną od nieustającego od rana marszu, potem sprzątania, znowu marszu i biegu po mieście, a teraz ciągłego utrzymywania się w pozycji stojącej.
— Na bogów, tak! Byle się przebrać się z tych przemokniętych tkanin i coś zjeść, bom głodna kiej wilk. À propos... kto gotuje?
Dopiero teraz na powrót mogła skupić się na tym jak zimno jej było. Gdyby nie miała przez większość życia kontaktu z wszelakimi obecnymi w świecie choróbskami, mogłaby być niemalże pewna, że jutro obudzi się z ciężką do zaleczenia influenzą. A tak ciągle stało to tylko pod znakiem zapytania... Poza tym była też wilczo głodna. Wszak ostatni jej posiłek spoczywał właśnie gdzieś na podwórzu przed dworkiem, wymieszany z treścią żołądkową.
Dalsze momenty spędzone w domostwie, Istka poświęciła początkowo na wspomnianą już zmianę ubioru. Zebrała porzucony niedaleko wejścia worek z tkaninami i odważyła się w końcu wkroczyć do swojej izby jeśli nie towarzyszyły temu kolejne anormatywności, gdzie przyozdobiła się w zakupioną dziś zieloną koszulinę i tą samą brązową spódnicę, którą miała wcześniej, zanim zmieniła ją w mieście. Zrzuciła z nóg trzewiki, pozostając boso, by przeschły. Pozostałe ubrania, a w szczególności te równie surowo potraktowane przez ulewę, rozwiesiła w okolicy pieca, najergonomiczniej jak tylko pozwalała na to konstrukcja pomieszczenia. Naturalnie zaoferowała, że znajdzie miejsce również dla szat obu czarodziejów. W międzyczasie mogła znaleźć też moment, by z użyciem nożyc z zestawu chirurgicznego pociąć zakupione wcześniej płótno na bandaże, które następnie schowała równo zwinięte do swojej sakwy.
Ponieważ powoli zbliżał się czas, gdy trzeba będzie przygotować potrzebne jej do pracy mieszanki, zaczęła starannie selekcjonować swoje zioła, sprawdzając w międzyczasie co ma i w jakich ilościach. Butelka spirytusu krasnoludzkiego powinna do tegoż starczyć jej na co najmniej kilka dawek tych najprostszych do przyrządzenia leków. Środek znieczulający, na krzepnięcie krwi, dryjakiew „na sraczkę”, proszek zasadowy — absolutne podstawy, bez których nie powinna nawet wyściubiać nosa na zewnątrz, ale większość odczynników potraciła w drodze do Vengerbergu, jeśli nie z samego zużycia, to w wyniku nieszczęśliwego, zupełnie przypadkowego wypadku, gdzie przez upadek stłukła kilka fiolek. Z tego wszystkiego podwiesiła jeszcze ukradkiem nad kominkiem odrobinę ginatii, by ususzyć ją na użytek własny do wywaru, który planowała wypić za chwilę, podmieniła też sobie opatrunek na przedramieniu na świeży, włączywszy w to kolejny okład z jaskółczego ziela pod tkaninę.
Zasiadła w końcu na miejscu, wzdychając przy tym z dużą dozą ulgi.
— Dziękuję jeszcze raz za miłe słowa i ugoszczenie mnie. Tylko... szczerze powiedziawszy — zaczęła ostrożnie, bo dzień jutrzejszy nie do końca wyobrażała sobie tak jak Asteral go zaplanował. — to myślałam, żeby poszukać jutro jakiegoś zajęcia związanego z moją profesją, jeśli to nie byłby problem. Aust zaoferował mi zresztą swoją pomoc — tu wskazała ręką na młodzika, oddając mu należyty honor za ową ofertę. — Ale mnie też wydaje się, że trzeba skupić się na tym medalionie i... zwrócić go właścicielowi. Na ziołach się znam, a i owszem, ale proponuję się tym zająć jak starczy czasu. Ze zbiorami niestety nie pomogę, bo o uprawianiu pola wiem niewiele, choć na pewno znajdzie się niejeden chętny na to parobek. To jest — jak tylko pozwolimy zjawie spocząć w pokoju... A i chciałabym też przygotować odrobinę lekarstw. Nie sądzę, żebym potrzebowała waszego stołu, ale gdyby zaszła taka potrzeba... byłby to dla was problem, Mistrzu? I żeby jeszcze jakieś smarowidło znaleźć, na maść do ran gojenia. Zwykłe sadło starczy, po prawdzie... Mamy coś takiego?
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 02 wrz 2022, 23:48

Nie tylko on — mruknął Aust za odchodzącym Asteralem, kiedy ten skończył przyglądać się reakcjom fizjologicznym i sprawdzać stan dermy.
Nie ucapi — zapewnił Istkę uczeń, podając jej jaszczurkę. Gad nie był ciężki, a poza tym nieruchomy i suchy w dotyku. Na głaskanie nie zareagował inaczej jak tylko dłuższym przymknięciem powiek. — Jest roślinożerny, choć nie pogardzi świerszczem. Pójdę rozpalić.
Przez moment każdy zajmował się swoimi obowiązkami. Czarodziej przebrał się i sprawdził okna, orientując się, że są szczelnie zamknięte, podobnie jak klatka jego egzotycznego pupila. Istka zmieniła swoje ubranie i przygotowała przemoczone do wysuszenia, porcjując płótno na bandaże, otrzymała łącznie dziesięć opatrunków.
Werbena w konfiguracji z jaskółczym zielem i resztką innych roślin pozwoliła jej sporządzić łagodny środek znieczulający. Papka z jaskółczego i werbeny miała dać prosty koagulant — wiedząc, że najlepiej działa świeżo puszczony sok, przygotowała zioła w odpowiedniej proporcji i wstrzymała się od ich suszenia. Innych ziół starczyło jej także na jedną porcję dryjakwi z uncją balissy, która normalnie przeczyszczająca, w odpowiedniej domieszce wykazywała odwrotne właściwości. Suszona ginatia oczekiwała nad kominkiem. Składników zabrakło jej tylko na zasadowy proszek wymagający mineralnych ingrediencji.
Na końcu wszyscy spotkali się w jadalni, w cieple przy płonącym ogniu, nad którym Aust w dużym, żeliwnym garze przygotowywał warzywny wywar na resztce bulionu, której udało się przetrwać obiedni incydent.
Kończąc gotować, Aust nalał każdemu po misce zupy, wręczając jedną Istce, a drugą stawiając na stole przed Asteralem. Na koniec, odsunąwszy sobie krzesło, wziął swoją porcję i zaczął posilać się w milczeniu, od czasu do czasu zerkając na grzejącą się przy piecu iguanę. Gad wyglądał na zadowolonego. Wyciągnąwszy długie tylnie kończyny, zamknął powieki na dobre, od czasu do czasu wydymając skórzaste podgardle w regularnym oddechu.
Na zewnątrz szalała burza, ale w dworku po raz pierwszy od długiego czasu panował spokój.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 06 wrz 2022, 21:25

Dziewczę chciało początkowo zaprotestować przyjmowaniu obcego stworzonka we własne objęcia, ale Aust postawił ją przed faktem dokonanym — odmówić mu, zwyczajnie, nie zdążyła. Złapała tak jakby pierwszy raz w życiu brała do rąk niemowlę i bała się je upuścić. Ostatecznie zdecydowała się legwana nie drażnić i przeniosła niemal nieruchome zwierzę pod piecyk, gdzie złożyła je z namaszczeniem na podłodze, a następnie ruszyła do swojej izby. Zważywszy na brak sprzeciwu zwierzęcia — była to raczej trafna decyzja.
Gdy wróciła, już w zmienionym odzieniu, trzymała w dłoniach przygotowane do użytku zioła. Ze wszystkich dyscyplin z jakimi wiązał się fach felczera, alchemia była zdecydowanie tą najbardziej przez Istkę znienawidzoną. Była w stanie zrozumieć dlaczego niejeden aptekarz dostawał erekcji na myśl o tych wszystkich możliwych do osiągnięcia kombinacjach, woniach, efektach i barwach, ale ją samą ten rozmach tylko przytłaczał. Jak tu być dobrym, skoro można przygotować dwa razy ten sam dekokt, na tych samych składnikach i niemalże w ten sam sposób... a ostatecznie dostać wywar o kompletnie innym efekcie? Wyroki rondelka są, zaprawdę, niezbadane...
Tym razem nie było jednego. Były dwa, o różnych kształtach i rozmiarach, bo musiała zrobić użytek z tego co udało jej się znaleźć w domostwie. W jednym miała znaleźć się dryjakiew, w drugim zaś prosty, ziołowy anestetyk. Papka z werbeny, jaskółczego ziela i liści balissy, o właściwościach koagulacyjnych, nie była przy tym żadną filozofią - wystarczyło utrzeć wspomniane rośliny na pastę, tak by można było nałożyć ją na potencjalną ranę. I gotowe. Z dekoktami nie szło jednak tak łatwo.
Poza rondelkami, był też rozłożony na ławie obok notatnik o pożółkłych stronicach, otwarty na tej z odręcznie spisaną recepturą w języku wspólnym.
Dryjakiew na trawienie
Zagotować alkoholu w naczyniu, byle mocnego (co najmniej gorzałki, a jak jest to spirytus), dwa razy więcej jak ma być lekarstwa, bo paruje. Jak zacznie wrzeć — wycisnąć miąższu z owoców balissy, ale nie za dużo, nie więcej jak kilka kropel na objętość fiolki, bo tylko pogorszy sraczkę. Tak samo nie wrzucać całych owoców. Gotować dalej, a nie wcześniej jak po kwadransie dorzucić liści jaskółczego (jak do większości wywarów) i inszych pospolitych ziół, co nie zaszkodzą, a tylko pomóc mogą, byle nie o działaniu przeczyszczającym — idealnie mięty, ale i rumianek nie zaszkodzi. Odstawić nad wolny żar na tyle ile czas pozwoli. Dla maksymalnego efektu — dwie, czasem trzy godziny, ale jak czas goni to i pół godziny starczy. Potem zdjąć aż do przestygnięcia. Aplikacja doustna.

Znała ten przepis na pamięć, zresztą sama przecież go tam wpisała, przeszło dwadzieścia lat temu, albo i więcej. Ale i tak wyciągała go niemal zawsze, gdy musiała upichcić te swoje remedia. Ot, kwestia komfortu psychicznego, zwykłe placebo, mające ją utwierdzić w przekonaniu, że czegoś nie pomyli, nawet jeśli nie było wiele do pomylenia, a przyrządzała te środki już kilkusetny raz.
W praktyce wyglądało to tak, że elfka latała co chwila do otwartego dziennika, zaglądała w karty, a potem wracała do rozwieszonych nad paleniskiem garnków, starając się o uzyskanie właśnie tego czego chciała, a wyglądając przy tym dość komicznie, jakby nie do końca ogarniała ogrom sytuacji. Mimo to wcale nie szło jej źle — potrafiła się jakoś w tym chaosie odnaleźć. Chodź gęba jej się przy tym nie zamykała.
— Zaraz... to miała być werbena, czy balissa...?
— Jeszcze kilka kropel... tylko na fiolkę, czy na cały rondel? Hmmm...
— No wyciskaj się, d'yaebl...
— Znasz się trochę na tym? Weź no podejdź i zobacz — chyba powinno być bardziej brązowe... — poprosiła w końcu Austa, który przez cały ten czas pichcił obok warzywną polewkę. Ta przynajmniej pachniała ładnie, w porównaniu z istkowymi wywarami, które capiły spirytusem na sporą część pomieszczenia.
— Tak w ogóle — podjęła w końcu, korzystając z tego, że Asteral chwilowo się oddalił — mam nadzieję, że nie gniewasz się zanadto za tego pisarczyka i inne. To głupie żarty były przecież, nie wiedziałam że się obrazisz, wiesz... Nie gniewasz się, co? Wiesz, że cię lubię... — puściła młodzianowi spojrzenie z ukosa, wespół z niewinnym, zupełnie kobiecym uśmiechem. Wyjątkowo przezornie, bo po raz kolejny starała się chłopaka wybadać i nie zaleźć mu za skórę.
— Ale o tym co było na targu — powiedziała już ciszej, tak żeby starszy mag nie miał szans usłyszeć — to powinieneś mistrzowi powiedzieć. Mogą być kłopoty przez to, jak straż zacznie węszyć.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 07 wrz 2022, 1:12

Niezbyt — przyznał szczerze Aust, zapytany o jego znajomość arkanów zielarstwa. Mimo wszystko spełnił jej prośbę, bo chwilowo pichcony przez niego wywar nie potrzebował dalszego mieszania.
Pachnie dobrze — zawyrokował, wdychając podgrzewaną mieszankę ziół i spirytusu. — A liczy się to, jak działa, nie wygląda. Co to właściwie będzie?
Uczeń czarodzieja już sam i nieproszony, zapuścił żurawia na stronice otwartego przez nią notatnika, prześlizgując się ciekawym wzrokiem po treści receptury.
Balissa — zauważył, obracając w palcach niedużą jagodę w odcieniu purpury. — Ciekawy składnik.
Nie gniewam — odrzekł jej szybko na wspomnienie ich pobytu w mieście. — Ale nie wracajmy do tego, proszę.
Powrócił natomiast do swojego wywaru, by przyprawić go solą oraz pietruszką.
Nie obraź się, ale wolałbym, żeby nasze relacje pozostały czysto koleżeńskie… — Młodzieniec urwał i drgnął na poczynioną przez nią uwagę. Odpowiedział jej równie cicho, nie zmieniając przy tym twarzy i nie odwracając się od zupy, ale jego replika była pozbawiona wahania i tonu supliki. — Nie zamierzam mu mówić. I nie chcę, żeby dowiedział się tego od ciebie, pojmujesz? Jeżeli spróbujesz…
… to sama przekonasz się, że znam się nieco na gotowaniu — dokończył głośniej i dla zachowania pozorów, słysząc powracającego do kuchni maga. — Podano do stołu.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 08 wrz 2022, 16:28

Proces przyrządzania specyfików medycznych przez chaotyczną elfkę, biegającą między blatem z ziołami, przepiśnikiem alchemicznym a rondlem z wrzącym alkoholem na piecu konkurujący z przyrządzaniem lekkiej zupy warzywnej przez adepta magii wydawał się groteskowy. W powietrzu mieszały się intensywne zapachy spirytusu, ziół oraz jarzyn. Czarodziej z zaciekawieniem ujął w dłoń szeroko otwarty notatnik na jednej z receptur. Na twarzy pojawiło mu się dziwaczny grymas, gdy rozszyfrowywał pośpieszne pismo dziewczyny. Zarówno samo przygotowanie Dryjakwi na trawienie nie było skomplikowanym procesem, jak i opisujący je język wydawały się nieadekwatne do doświadczonej felczerki. Miała niemałe doświadczenie w warzeniu mikstur, a musiała posiłkować się tekstami przy tak bazowych lekarstwach, co wydawało się Asteralowi nieprawdopodobne. Przecież zajmowało to o wiele więcej pracy, gdy każdy kolejny etap musiała sprawdzać w przepisie. On wymagał od Austa bezbłędnego i bez zająknięcia recytowania z pamięci o każdej porze dnia, nawet po wybudzeniu ze snu, każdej receptury, każdej reguły zaklęcia, czy każdego rytuału, którego miał się podjąć. W sztukach tajemnych, jakimi była magia, ale również alchemia, nie można było pozwolić sobie na błędy. Tworzenie nowych farmaceutyków, zaklętych mikstur czy opanowywanie rzadkich zaklęć, wiązało się z wystarczającym niebezpieczeństwem, żeby nie narażać się przy najprostszych procedurach. Nie skomentował tego, nie uzewnętrznił swoich kąśliwych uwag, nie wtrącił się, gdy ta zastawiała się nad następnym składnikiem, nie przerywał jej pracy.
— Niestety nie mieliśmy czasu zagospodarować kilku pomieszczeń, a jedno z nich chciałbym przeznaczyć na pracownię alchemiczną. Mam niewielki zestaw szklanej aparatury – kolby, skraplacze, lampy alkoholowe, rozdzielacze, menzurki; a do tego trochę przyrządów niezbędnych w domu każdego zielarza. – przerwał na chwilę zasiadając na jednym z krańców stołu, na miejscu przeznaczonym dla gospodarza – jak o tym wszystkim myślę, widzę cały ogrom obowiązków, które jeszcze nas czekają Auście. Jutro w pierwszej kolejności zajmiemy się grządkami przed dworkiem, a wkopane sadzonki i zasiane ziarna pobudzimy do wzrostu magicznie. Proszę, zajrzyj Auście do podręcznika na pozycję Magiczny wzrost .
– Dziękuję. – nabrał łyżką trochę wywaru i zupełnie niestosownie jak na czarodziejskie standardy podmuchał w nią – nie mamy pieczywa? Słyszałem, że miejscowy młynarz oszukuje na mące, miesza ją z popiołem i mielonym perzem. – przełknąwszy łyżkę zupy kontynuował — Chciałbym naprawić nasz wodny młyn, żeby w nim mielić mąkę. Potrzebujemy tylko ludzi do pracy. Wszystko jednak rozbija się o klątwę, która ciąży na dworku. Póki jej nie zdejmiemy, nikt nie przekroczy progu domostwa. Nie wszyscy są równie odważni jak ty Istko – spojrzał na nią, pochłaniając kolejną porcję – Pytałaś o smarowidło, niestety nie wiele zdążyłem zabrać z Novigradu. Przeprowadzaliśmy się w pośpiechu. Zrobiłeś spis wszystkich składników alchemiczny po powrocie, jak cie prosiłem? – nabrał kolejną łyżkę, tym razem bogatszą w jarzyny – co działo się w mieście? – przełknąwszy kontynuował swój wywód, zupełnie nieświadomy wydarzeń zza murami Vengerbergu — Wypatrzyłeś Auście jakieś wartościowe stragany z rzadkimi ziołami, specyfikami i minerałami? Jakieś ciekawe wieści przynieśliście? Trochę was nie było, więc coś na pewno posłyszałeś.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 08 wrz 2022, 18:25

— Wygląd ma, wbrew pozorom, dużo wspólnego z pożądanym działaniem. A to najlepszy przyjaciel żołnierza — mikstura na biegunkę — odparła uczniowi jasnowłosa, nie podnosząc wzroku znad swojego pisma i zaraz to wracając do garnków, żeby z raz kolejny wymieszać ich zawartość za pomocą chochelki.
— W drugim jest przeciwbólowe. Dobrze się sprzedaje i czasem przydaje się przy mniej inwazyjnych zabiegach, na przykład przy usuwaniu zębów. Jak trzeba otworzyć pacjenta to lepszy jest chloroform, albo ekstrakt z czarnego lulka. Tudzież — kryzysowo — butelka gorzały i mocny cios w potylicę. Pamiętam, że po bitwie, w namiotach, nawet na to nie starczało czasu i musieliśmy ciąć na żywca, bo po dziesięciu chłopa czekało w kolejce... — wyjaśniła sucho, starając się nie wracać do wspomnień z czasów wojennych zawieruch pod Rivią, pozostawiając domysły wyobraźni Austa.
— A balissa, istotnie, ciekawa roślina. Liście ułatwiają krzepnięcie krwi, a owoce pomagają na trawienie — na biegunkę i zaparcia, zależnie od stężenia. Dlatego na to pierwsze lepiej spuścić miąższ, a na drugie od razu wrzucić całe owoce do spirytusu. Na surowo jeść nie polecam, bo są toksyczne. Najpewniej skończy się na wysypce i nie wychodzeniu z latryny przez trzy dni, ale bywały gorsze przypadki, ze zgonami włącznie — całość tego wywodu wygłosiła nawet bez zaglądania do swojej książeczki, bo ostatecznie wszystko i tak znała na pamięć. Kolejny dowód na to, że nagminne korzystanie z dziennika było niczym więcej jak kwestią własnych przywar.
Entuzjazm wyraźnie uleciał z niej, gdy chłopak dobitnie dał jej do zrozumienia, że nie jest nią zainteresowany, a przez ostatnie kilka godzin tylko robiła z siebie idiotkę, próbując go przekonać. Dziewczyna pobladła przez moment, zanim zdołała zebrać się na tyle, żeby ułożyć w głowie jakąkolwiek godną odpowiedź.
— Trudno... Nie obrażę się — wydukała, chociaż chochelka rzucona zaraz później niedbale do kociołka z „przeciwbólowym” sugerowała coś przeciwnego. Mimo to jakiekolwiek silniejsze emocje stłumiła — w życiu są wszak gorsze rzeczy niż kosz od faceta (choćby był i szlachetką), a ona miała trochę za dużo lat, żeby obrażać się z byle powodów sercowych. Tak sobie przynajmniej powtarzała, żeby nie popaść w jeszcze większy marazm.
Groźba, którą urwał powrót Asterala, tylko pogłębiła przepaść między nimi. Nawet jeśli chwilę wcześniej chciała rzeczywiście pozostać z nim chociaż na „koleżeńskiej” stopie, to teraz już w ogóle nie chciało jej się z nim gadać. Ta sama groźba była przy tym na tyle skuteczna, że Istka kiwnęła głową na znak, że słowa nie piśnie. Lepiej było nie drażnić przyszłego czarodzieja... Zasiadła do stołu, by w końcu czymś się posilić, a dalszą rozmowę kierowała już właściwie tylko w stronę Asterala.
— Chętnie pomogę, ale muszę jakoś zarobić na własne potrzeby, Mistrzu — odpowiedziała mu trochę niezręcznie, ostatecznie nie dowiadując się czy będzie mu jutrzejszego dnia potrzebna, czy może spokojnie wyjść na miasto i zająć się szukaniem pracy w swoim zawodzie, wracając co najwyżej na noc. Jeśli wcześniej nie znajdzie towarzystwa, skoro Aust do łóżka jej nie wpuści... — Wcześniej obiecaliście, Mistrzu, że mi zapłacicie, ale nie mówiliście za co konkretnie i kiedy... Więc może ustalimy czego ode mnie oczekujecie i co mogłabym za to dostać? — zaproponowała. Wtedy nie grało to aż takiej ważnej roli, bo ledwo co zjawiła się na podgrodziu i dałaby wiele za wygodne łóżko, ale zdała sobie sprawę, że nie była przecież chłopką pańszczyźnianą, żeby za miejsce do spania i trochę jedzenia pracować od świtu do nocy na kogoś innego. Chciała przynajmniej wiedzieć na czym stoi.
— Jutro i tak muszę jeszcze raz do miasta. Zostawiłam buty u szewca, to kupię po drodze trochę smalcu u rzeźnika, albo jakiegoś kramarza. Jeśli mam coś jeszcze załatwić dla was z rana to dajcie znać zanim wybędę. A z tym młynarzem to chyba prawda, bo widzieliśmy ogłoszenie. Było też jakieś inne, o mieszanej parce szukającej schronienia. Może warto rozważyć czy ich nie przyjąć, bo raczej wybrzydzać nie będą, a w trójkę to będzie ciężko cały dworek ogarnąć... — poinformowała ich, by w dalszym ciągu pałeczkę przekazać Austowi. Rozumiała, że nie chciał mówić Ryżemu o swoich miastowych ekscesach, z podawaniem się za „Mistrza Asrala” na czele, ale skoro taka była jego decyzja to niech i jemu przypadnie zaszczyt wymyślania przekonującej bajeczki dla swojego mistrza.
— I ten... macie może wódki? Albo coś mocniejszego?
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 11 wrz 2022, 2:01

Aust podniósł głowę znad opróżnianej właśnie miski z zupą.
Zamierzacie — włączył się do dyskusji, koncentrując swój wzrok na naszyjniku z rubinem zawieszonym na szyi Asterala. — Zacząć od grządek i sadzonek?
Mistrz zabrał się za zupę. Ataki kaszlu nie wstrząsały dłużej jego ciałem. Nabyta pylica manifestowała się okazjonalnie i zniekształcając jego głos chrypą.
Niemądre plotki — mruknął znad swojego talerza von Molauch słysząc powtórzoną przez nauczyciela pogłoskę o nieuczciwym młynarzu. Przełykając, z uwagą wysłuchał uwagi o odczynieniu klątwy. Zaraz potem rozmowa zeszła na temat ich wizyty w mieście.
Jeśli dobrze pamiętam — chrząknął młodzieniec, choć pamięć miał dobrą – To przykazaliście nam poszukać informacji na temat rodziny, która zamieszkiwała dworek. Ustaliliśmy ich personalia, ale niestety niewiele więcej. Mam notatkę, przekażę mistrzowi.
Kiedy łyżka zachrobotała o dno miski, uczeń szykował się do opuszczenia pomieszczenia. Propozycja Istki osadziła go z powrotem na miejscu.
Sądzę, że kolejne osoby pod tym dachem, to ostatnie czego nam potrzeba na ten moment — odparował, obracając spojrzenie na Istkę i dając jej znak ledwie zauważalnym pokręceniem głową.
Mam trochę spirytusu — zaoferował szybko na koniec, podnosząc się zza blatu i zabierając ze sobą pustą miskę, aby ją obmyć i odłożyć na miejsce. Wychodząc z pomieszczenia, wrócił do niego z obiecanymi przedmiotami — notatkami dla Asterala oraz butelką z alkoholem, opróżnioną do połowy. — Dziękuję i dobranoc. Chciałbym położyć się wcześniej, to był męczący dzień. Będziecie mnie jeszcze potrzebowali, mistrzu?
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 12 wrz 2022, 21:11

Nie kontynuował dyskusji dotyczącej jego planów na przyszły dzień. Zamierzał bowiem samodzielnie rozwiązać zagadkę dworku, aby nie narażać swojego ucznia i goszczącej pod jego dachem długouchej dziewczyny. I choć czuł zmęczenie, które ciążyło mu na ramionach i plecach, nie zamierzał szybko udać się do łoża. Wyśpi się po śmierci, a teraz miał ważniejsze rzeczy do rozwiązania niż snucie się po marach sennych. Odebrawszy zapiski od ucznia, przejrzał je szczegółowo. Tak niewiele udało im się uratować z pracowni w Novigradzie, ale za każdym razem ryży czarodziej potrafił zacząć od nowa.
— Jesteś wolny – odprowadził wzrokiem swojego ucznia, aby po chwili zwrócić się do Istki – Rzeczywiście liczę na twoją pomoc przy rozkręceniu inwestycji za murami Vengerbergu, ale wpierw muszę ogarnąć ten chaos, panujący we dworku. Nie będę mógł spokojnie zająć się zakładem, gdy nad głowami latają sztućce, ptaki giną na moim podwórzu, wewnątrz panuje nienaturalne jak na koniec lata zimno, a w bawialni materializuje się nieżyjący z dawna nilfgaardzki generał. I trzeba podreperować dach, żeby wilgoć nie dostawała się do domostwa. Wtedy zaprosiłbym Cię do współpracy. Jeśli oczywiście będziesz miała jeszcze ochotę pozostać w stolicy.
– Udam się również do swojej izby. Mam nadzieję, że jeśli ta resztka alkoholu z naszej spiżarki nie przyda się do uwarzenia jakiegoś medykamentu, ukoi przynajmniej twoje zszarpane minionym dniem nerwy – przesunął w połowie pełną butelkę w stronę dziewczyny za pomocą siły umysłu, a następnie wstał od stołu odkładając talerz do balii z letnią już wodą, zostawiając brudne naczynie do umycia swojemu podopiecznemu – Spokojniej nocy Ci życzę.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 12 wrz 2022, 22:51

— Racja, najpierw klątwa... — zgodziła się z obydwojgiem mężczyzn, zerkając przy okazji w stronę ucznia, po raz pierwszy od dłuższej chwili.
Nie czuła się najlepiej na myśl, że, mimo starań, noc będzie spędzać sama. Udało im się porozumieć z duchem, ale przecież nie znaczyło to, że byli tu bezpieczni i nie było się czego bać. Może tak naprawdę mara tylko zbierała siły przed kolejną manifestacją, którą zaszczyci ich w środku nocy? Jeśli ktoś mógł to wiedzieć to był to Asteral. Szkoda tylko, że niechętnie dzielił się jakimikolwiek informacjami. Cholerni czarodzieje i ich tajemnice... Tak czy owak — tą noc jakoś znieść musiała, a jeśli wszystko pójdzie dobrze — może kolejna nie będzie już problemem?
— Ja... nie wiem. Musicie mieć na względzie, Asteralu, że za tydzień może mnie już tu nie być. Nie wiem więc, czy warto robić tak dalekosiężne plany względem mojej osoby. Ale na razie zostanę, skoro oferujecie mi gościnę, choćby dlatego, że chwilowo nie mam dalszych planów. Nad nimi też muszę się zastanowić — odpowiedziała starszemu czarodziejowi, równie ogólnikowo co on jej.
To co powiedziała półelfiej „wieszczce” przy Placu Przyjaźni było prawdą — była zmęczona ciągłą podróżą i chciałaby w końcu gdzieś osiąść na stałe. A przynajmniej na dłużej, zanim wyruszy dalej. Vengerberg nadawał się do tego trochę bardziej niż byle wiocha, z której wygoniliby ją po miesiącu, za to tylko, że „szerzy zgorszenie” — w mieście widok zasymilowanego elfa nie budził od razu skojarzeń z kolaborantem Scoia'tael, przynajmniej nie tak szybko jak w graniczących z lasami osadach, a i sama Istka do miejskiego życia była bardziej nawykła. Z drugiej strony — jej debiut w aedirnskiej stolicy był przeciętnie udany. Akomodacja w przeklętym dworku, przypadkowy konflikt z prawem i ledwie udana ucieczka przed strażą, zakaz wstępu do miejskiej łaźni (który dotyczył, po prawdzie, Austa, ale nie zdziwiłaby się gdyby rozszerzał się też na nią, tylko dlatego, że tam była, gdy go wyrzucali...), za cały swój dzisiejszy wysiłek nie zobaczyła ni złamanej korony, a na koniec jeszcze jej obiekt zainteresowania odrzucił ją, w gniewie praktycznie nazwał dziwką i na dodatek zaczął grozić. Żyć nie umierać...
Zignorowała kręcenie głową i komentarze tego ostatniego. Przynajmniej to nie on miał tu ostatnie słowo. Nad tym co poczną mogli zadecydować kiedy będzie im dane oczyścić im te miejsce z sił nieczystych.
— Dokończę swoje receptury i też idę spocząć. Mam nadzieję, że w nocy nic nas nie zaskoczy — podjęła smętnie na koniec rozmowy, samemu będąc już na wyczerpaniu. — Dziękuję za butelkę i posiłek, był smaczny. Dobrej nocy, wam obu.
Asteral trafnie przewidział przeznaczenie spirytusu i, bynajmniej, nie chodziło o kolejną porcję eliksirów. W przeciągu następnych dwóch kwadransów skończyła pichcić swoje wywary, wystudziła je i przelała do posiadanych fiolek, a przy okazji nawet wyręczyła Austa przy zmyciu naczyń. Potem nalała sobie procentów na samo dno kubka i wypiła całość haustem, z wyraźnym grymasem. Smakowało tak jak można się było spodziewać — paskudnie — ryj wykręcało i w gardło paliło, ale działało skutecznie, bo gdy już doczłapała się do swojej izby, przyjemna mgła alkoholu otuliła ją, dając nadzieję że zmruży oko chociaż na te pół nocy, zapominając o duchu w sąsiednim pomieszczeniu i doczesnych problemach, z doskwierającą samotnością na czele.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 13 wrz 2022, 22:51

Deszcz bił o dachy sadyb i domostw. Wyjąca na zewnątrz wichura targała drzewami przy wtórze rozbłysku gromów przecinających czarne nocne, niebo. Ufni w swoje bezpieczeństwo mieszkańcy dworku wkrótce pogrążyli się w swych snach, odgrodzeni od zawieruchy ścianami dawnej dumy Rozendalów. Przeciąg dostający się do ich kwater przez nieszczelne okna i szpary pod drzwiami, zsyłał im dziwne i niepokojące mary. Czarodziej Asteral miotał się na swoim posłaniu, krztusząc się przez sen i łapiąc powietrze płytkimi haustami otwartych ust. Śnił o śmiejącej się wierzbie, samotnym drzewie wśród łąk i o wielkiej duszności powoli, lecz nieubłaganie odbierającej mu dech z piersi. Pokój obok felczerka Istka uciekała z jednego koszmaru w drugi. W każdym z nich musiała biec przed siebie. Uciekać przez coraz węższe uliczki miasta, płonące zaułki i siedzące jej na karku zagrożenie, za każdym razem będące tuż tuż od doścignięcia jej i za każdym razem jednakowo niewidoczne. Nawet spoczywający w klatce Self śnił swoje proste, gadzie sny o chłodzie i drapieżnikach.
Spali niespokojnie, choć długo. Nad rankiem zbudziła ich dopiero trzecia tura piania okolicznych kogutów, dolatującego do nich z pobliskich gospodarstw. Światło wpadało do dworku pojedynczymi promieniami, wszędzie tam, gdzie udało mu się to przez szczeliny okiennic czy dziury w dachu.
Poza niedawnym pianiem, w środku dworku było zupełnie cicho. Był to rzadki rodzaj ciszy występującej po zamiast przed burzą.

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław