Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 15 wrz 2022, 11:38

Czarodziej zamierzał powrócić do swojej komnaty, aby zająć się śledztwem w sprawie klątwy dworku, zmarłych w nim ludzi i tajemniczego medalionu, który tę klątwę miał odczynić. Jednakże przekroczywszy próg swojej izby sypialnej, poczuł znój minionego dnia. Magiczne anomalie wirujące we wnętrzu posiadłości, tłumy ciekawskich i nieprzychylnym wieśniaków pod jego płotem, materializujące się zjawy, lokalne moczymordy kradnące wykopaną skrzynię, ale przede wszystkim okropna burza, która zwieńczona była posępną wizją. Wszystkie te wydarzenia, spadły na jego ramiona z przytłaczającym ciężarem. Posunął kilka kroków przed siebie, zatapiając się w morzu ciemności. Tej nocy księżyc i gwiazdy skryły się za kłębiastymi chmurami. W rezydencji panował nieprzenikniony mrok. Powieki Asterala opadły, godząc się ze zmęczeniem. Zasnął w stroju dziennym, nie mając siły rozebrać się…
… obudził go zimny wiatr i kolejne fale deszczu. Stał na środku polany pogrążonej w ciemności, co chwilę przecinanej z głośnym hukiem przez piorun, który uderzał za każdym razem w niewzruszoną wierzbę. Drżał z zimna. A do tego krztusił się, tracąc dech w piersi. Upadł na kolana na miękką mokrą ziemię z głośnym chlupotem. Uderzył się w pierś, jakby chciał wymusić na własnym ciele, nabranie kolejnego haustu powietrza. Potężne stare drzewo wierzgało się na wietrze z okropnym śmiechem. Chichotało. Z jego kory wyłaniała się para obślizgłych kpiących oczu. Przez przeraźliwy rechot przebijał się głos, powtarzający słowa jak w dziecięcej rymowance „głupi Rydz, głupi Rydz, głupi Rydz. Ani twój, a ty nasz. Już tuż, tuż. Brak ci tchu. Brak ci tchu. Brak ci tchu”…
Napięty sznur – wykrzyknął razem z trzecim pianiem kogutów, przebudzając się w mokrej od potu pościeli. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym zawitały pierwsze promienie słońca. W klatce leniwie spała iguana przytulona do kawałka drewna. Jednakże po ruchach jej gałek ocznych pod skórzastymi powiekami można było wnioskować, że przeżywała własne gadzie koszmary. Poza tym w jego pokoju nic się nie zmieniło.
Przebrawszy się w komplet świeżego odzienia, szerzej rozsunął kotary w oknach, a sam udał się do jadalni. Zamierzał o zmierzchu samemu rozwiązać zagadkę czerwonego rubinu, lecz sen go zmógł i prawdopodobnie będzie musiał skorzystać z pomocy swojego ucznia. Nic straconego. Zasiadłszy przy stole w miejscu najlepiej oświetlonym, na nowo przyjrzał się amuletowi, aby odnaleźć na jego metalowych częściach jakiekolwiek grawerunki, świadczące o właścicielu lub artyście, który go wytworzył.
Trzeba zebrać werbenę o silnie magicznych właściwościach – Wiedzący zaczął sam do siebie mówić, kręcąc się po największej izbie, odłożywszy za w czasu medalion na stół. Przypominał sobie zioła, które wykorzystywane w kapnomancji wzmacniały intencje odnalezienia osoby lub przedmiotu, zwiększając moc przyciągania się ciał — i jeszcze nawłoć, bieluń, dziurawiec, głóg, jarzębina, rumianek, serdecznik lub rozmaryn. Tak się składa, że z tego wszystkiego mam tylko bukiet głogu, a do rytuału potrzebuję przynajmniej trzech ziół. Należy udać się na polanę i dobrze byłoby jeszcze zakupić żywicę na targu, najlepiej olibanum.
Ze wszystkich sztuk dywinacji Piołun specjalizował się we wróżeniu z dymu, a dzięki szerokiej wiedzy zielarskiej, wiedział jak wzmacniać swoje zaklęcia zgodnie z intencjami. Nie był jednak specjalistą w przewidywaniu przyszłości i spoglądaniu w przeszłość. W akademii miał styczność z większymi specjalistami, choć powiadają, że we wróżeniu najlepsze są czarodziejki. Niekiedy potrafił ujrzeć we wznoszonym się dymie prawdziwe sceny i wydarzenia, choć przeważnie wnioskował po zachowaniu się kopcia, po wypowiedzianym pytaniu. Falisty dym zapowiada zmiany, trudy, a nawet niebezpieczeństwo, a jeżeli tworzy kręgi zwiastuje wizytę. Dym kierujący się w prawo sugeruje potrzebę odnalezienia odpowiedzi w księgach czy u osób bardziej doświadczonych, zaś kierujący się w lewo sugeruje odpowiedzi w naturze. Jeśli dym oddala się od ciebie zwiastuje uwolnienie się lub utratę czegoś, ten zbliżający się zwiastuje nadejście tego czego wyczekujesz lub się obawiasz. Dym prosto wznoszący się do góry mówi o szczęściu i okazji, jeśli zaś opada w dół mówi o ukrytych możliwościach i tajemnicach. I tak dalej, i tak dalej…
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 15 wrz 2022, 15:08

Zbudził ją poranny krzyk Asterala z sąsiedniego pokoju.
I dobrze się stało, bo wytchnienia nie zaznała nawet w czasie spoczynku. Spirytus zadziałał, a i owszem, ale jego rola ograniczyła się do ścięcia elfki z nóg i ukojenia do snu. Nie zapobiegł jednak wynaturzonym koszmarom, które w czasie tegoż snu wdarły się w zakamarki jej umysłu. Ciężko było powiedzieć przed czym uciekała, ale cokolwiek to było — nie dawało za wygraną. Za każdym razem, gdy się odwracała — nie było tam ni bestii, ni człowieka. Ni upiora, ni strzygi. Ale przeczucie kazało jej biec naprzód, nawet jeśli zagrożenie było niewidoczne — gdzieś w brzuchu czuła, że przystanek oznacza śmierć. A gdy już jej się wydawało, że umknęła prześladowcy...
Pogoń zaczynała się na nowo.
Zwlekała się z łóżka powoli, ociężale. Szczęśliwie bez kaca, bo alkoholu wypiła mało, w dodatku czystego, ale za to była potwornie niewyspana przez nękające ją mary, których treść już teraz prędko ulatywała z głowy, jak to zwykle bywa ze snami zaraz po przebudzeniu... Najsampierw otworzyła okiennice, by widok zielono-żółtawego, vengerberskiego podgrodzia ukoił trochę jej zszargane nerwy. Nawet jeśli nie udało mu się to całkowicie — na pewno nie zaszkodził. Przeszkadzała natomiast cisza, która ponownie zapanowała we wnętrzu dworku, a z którą naturalne odgłosy z zewnątrz przynajmniej częściowo kontrastowały.
Przed snem przebrała się w giezło, a swoje ubrania rzuciła na podłogę, obok sakwy i tobołków z resztą przedmiotów. Nie zamierzała póki co odziać się bardziej wyjściowo — dla niej był jeszcze poranek, a ranny ptaszek był z niej taki jak z koziej rzyci trąba. Na nogach wolała spędzać raczej wieczory, przy czym wczorajszy dzień był wyjątkiem. Nie co dzień w końcu ma się tyle przygód... Tymczasem organizm zdołał już przetrawić zupę warzywną i przez ssanie w żołądku domagał się czegoś więcej.
Jedyne co zrobiła przed wyjściem na korytarz to posłanie łóżka, ułożenie włosów w jakiś cywilizowany sposób — bo po burzliwej nocy wyglądały, dosłownie, jak mały stóg siana — oraz zmiana opatrunku na swoim przedramieniu, pamiątce po spotkaniu z zębami młyńskiego gacka. Stwierdziła przy tym, że rana goiła się jak powinna, a symptomów zakażenia — w tym wścieklizną — brak. Założony teraz bandaż najprawdopodobniej będzie ostatnim, którego to skaleczenie będzie potrzebować.
Będąc już w jadalni, powłóczyła nogami w stronę piecyka, wcześniej rzucając przelotne spojrzenie czarodziejowi.
— Witajcie, Asteralu... — jęknęła do niego zaspana.
Wstawiła trochę wody w garnku na napar i sięgnęła po patelnię, by z zapasów które mieli przygotować dla całej ich trójki coś co nadawałoby się na poranny posiłek. Najprościej — jajecznicę, ale nie była pewna, czy czarodzieje mieli jakikolwiek dostęp do jajek. Ona w swoich podróżnych racjach takowych nie miała. Zawsze mogła zmasakrować resztki swojego kurczaka i podać je z jakimiś warzywami. Gotowanie — proces w pewnym sensie pochodny nielubianej alchemii — też nie było jej mocną stroną. A już na pewno nie po nieprzespanej nocy.
— Jajka to tu jakieś macie?
Ciągle nie znała szczegółowych planów Asterala na dzień dzisiejszy, ale była niemal pewna, że czeka ją kolejny etap wyganiania upiora z dworku. A tego na głodnego robić nie lza.
— Coś mówiłeś wcześniej, czy mi się zdawało? Coś o olibanum i polanie... Dobrze słyszałam?
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 19 wrz 2022, 23:02

Pierwszym, co rzuciło się czarodziejowi w oczy po pobudce był brak amuletu. Medalion nie zalśnił złotym refleksem, kiedy zasiadł przy stole w miejscu najlepiej oświetlonym. Nie zdążył zdradzić mu ukrytych grawerunków świadczących o właścicielu lub artyście, który go wytworzył.
Miejsce na stole, na które zawczasu miałby go odłożyć, pozostawało puste. Asteral usiłował sobie bezskutecznie przypomnieć, czy biżuteria obciążała mu kark, kiedy wstał ani czy widział ją przy łóżku.
Istka weszła do kuchni. Witając się z czarodziejem, wzięła się za szykowanie śniadania. Udało jej się znaleźć kilka jaj, krótko po tym jak zapytała o nie Piołuna. Tuzin z nich bielił się w słomianym koszyku niedaleko pieca. Na zewnątrz świeciło słońce, jasne poranne niebo pozbawione było choćby jednej chmurki. Zapowiadał się piękny i owocny dzień. Dla sadowników.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 20 wrz 2022, 11:50

Czarodziej na początku ze spokojem pozostawił rzekome zaginięcie medalionu, zajmując się swoimi rozważaniami na temat wróżenia z dymu. Przygotował listę potrzebnych ziół i surowców do odczynienia rytuału, ale z każdym kolejnym trzaskiem drewnianego polana w piecu, odczuwał coraz większy niepokój. A jeśli naprawdę ktoś go ukradł lub zniknął za sprawą magicznych mocy? — przemknęło mu przez myśl. Gwałtownie wstaną od stołu, przy którym sporządzał zapiski na wolnym kawałku pergaminu i udał się do swojego pokoju. Nie odpowiedział goszczącej u nich elfce, która świetnie odnajdywała się w jego rezydencji. Jedynie rzucił za sobą nie teraz, opuszczając izbę.
Niespokojnie przeszukiwał swoją komnatę, aby odnaleźć zgubiony naszyjnik. Sprawdził stare odzienie, łoże i pościel, otworzył wszystkie szafy na oścież, przeszukując jego wnętrze. Sprawdził, czy okno w jego sypialni nie jest otwarte lub rozbite. Czy nie ma tutaj śladów żadnego złodzieja, ale zrobił już taki bałagan, że ciężko byłoby odnaleźć nawet oczywiste ślady włamania. Położył zatrwożony dłoń na swojej piersi, jakby chciał odnaleźć tam rubin. Wpadł do głównej izby.
Zaginął! – wykrzyknął w zupełnym niezrozumieniu do dziewczyny, która właśnie przyrządzała jajecznice dla wszystkich domowników – Zniknął. Nigdzie nie mogę znaleźć medalionu. Gdzie jest Aust? – zakrzyknął po chwili przejęty i spięty — Inkaust! Gdzie jest ten cholerny gamoń, gdy jest potrzebny?!
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 20 wrz 2022, 13:17

— A, tutaj są... Chodźcie do mamusi — jasnowłosa złapała za kilka sztuk jajek i zaczęła je rozbijać nad patelnią. Zaczęła, bo popłoch wywołany przez czarodzieja sprawił, że trzecie w kolejce też rozbiła... ale razem ze skorupką, która wleciała w powoli powstającą, żółto-białą zawiesinę.
D'yaebl, syfilis, franca i trąd! — zaklęła, nie do końca wiadomo czy na to co stało się z posiłkiem, z rubinowym naszyjnikiem, czy na obie te rzeczy jednocześnie. Jeśli chodziło o to drugie — przynajmniej oszczędziła Asteralowi komentarza, że czarodzieje są jak dzieci, co trafnie pasowałoby do charakteryzacji, gdyby okazało się, że to któryś z nich zawieruszył naszyjnik.
— Jak to... Jak to zaginął?! Ja niczego nie zabierałam! — elfka zaprzeczyła od razu w swojej obronie, najwyraźniej nawykła do tego, że co złego to zwykle ona i jej przeklęte uszy. W nocy, nawet pomimo koszmarów, spała jak zabita. Nikogo nie słyszała, nikogo nie widziała, bo i nie miała jak. Jej gospodarze najwyraźniej też nie, bo inaczej mieliby przynajmniej jakiś punkt zaczepienia w kwestii tego co się z naszyjnikiem stało. Według wiedzy Istki — nie mieli żadnego. Chyba, że...
Medyczka nie ograniczyła się do samego wołania za uczniem — zostawiła skalaną skorupką jajecznicę, by dosmażyła się sama, a osobiście pomaszerowała do drzwi pokoju Austa, do których kilkukrotnie zapukała, zanim zdecydowała się na wejście do środka.
— Aust? To ja! Mogę wejść? Amulet zginął! Wstawaj! — słowa te zaczynała jeszcze na korytarzu, ale kończyła już z głową zapuszczającą żurawia do wnętrza pokoju chłopaka.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 21 wrz 2022, 1:41

Aust von Molauch, cholerny gamoń, wzorem prawdziwego czarodzieja nie zjawił się ani za wcześnie, ani za późno, lecz wtedy, kiedy miał na to ochotę. Na moment swojego entrée wybrał pogrążoną we wrzaskach i bezhołowiu kuchnię oraz korytarz wypełniony ruchliwą obecnością Istki bezowocnie dobijającej się do drzwi jego pokoju. Schodził na dół po schodach, stawiając pospieszne kroki.
Niedoszły ekonom wyglądał tak, jak gdyby wygrzebał się niedawno z mogiły i nawet woniał podobnie. Jego poszarzałą twarz znaczyły głębokie cienie bez fałszu zdradzające nieprzespaną noc. Miał na sobie wczorajszą koszulę, wymiętą i pobrudzoną — podwinięte rękawy odsłaniały chude, blade przedramiona poznaczone plamami sadzy na przemian z drobnymi zadrapaniami.
Żadna z tych rzeczy nie była w stanie przykryć wyrazu dumy i zadowolenia, przebijającego przez oblicze młodego adepta. Żadna ulga nie była w stanie konkurować teraz z tą, której doznał Asteral widząc zawieszony na szyi Inkausta medalion z rubinem, który odnalazł się wraz z uczniem. Przepełniony satysfakcją ze ziszczonego wyczekiwania, stanął tak, by każde mogło go dobrze widzieć. A potem wyciągnął przed siebie lewą rękę, powoli otwierając zaciśniętą pięść.
Kilka cali nad jego lewą dłonią, podrygując z lekka jak igła busoli, i jak igła busoli korygując swoje położenie przy zmianie pozycji, unosiła się niewielka kość. Istka rozpoznała w niej pozostałość palca wskazującego. Przyglądający się zjawisku Asteral wyczuwał w nim magię skorelowaną z noszonym przez Austa amuletem.
Jam to — oświadczył, wyraźnie rady z efektu. — Nie chwaląc się, sprawił.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » wczoraj, 8:42

W ferworze panującym we dworku, krzykach rozgniewanego Asterala i zaniepokojonej Istki, skwierczących na patelni przypalających się jajach i skrzypiących schodach, zaczął wyłaniać się z piętra dumny Aust. Zupełnie nie spodziewając się, jak to za każdym razem było, wzburzenia swojego mistrza. Stąpał powoli lecz pewnie po schodach, jakby oczekiwał wiwatów i oklasków. Bowiem stworzył magiczne urządzenie, które niczym igła magnetyczna wskazująca biegun, pokazywało drogę do rozwiązania zagadki naszyjnika. Ciężko było stwierdzić z jakimi czynnikami była dostrojona kość palca i co było jej głównym celem, ale za pewne znajdą tam wiele odpowiedzi.
Zdenerwowanie czarodzieja ustąpiło uldze, gdy okazało się, że zaginiony przedmiot znajdował się na piersi adepta magii. Wtedy pojawiły się wątpliwości, kiedy i w jakiej sytuacji został mu odebrany naszyjnik. Nie pamiętał, aby odkładał go na półkę, czy dał na przypilnowanie uczniowi. I znów wezbrała w nim złość, która malowała się na jego twarzy grymasem i szkarłatem. Zacisnął dłoń w pieść, jakby chciał zaraz uderzyć chłopaka, ale nic podobnego się nie stało.
Nie byłbym taki zadowolony z siebie na twoim miejscu – skwitował sytuację, ale teraz nic nie było w stanie zmazać zadowolenia z tej głupkowatej twarzyczki – ale o tym porozmawiamy później. Zarówno o zniknięciu rubinu z mojego pokoju, jak i twoim niezdyscyplinowanym zachowaniu w kwestii czarowania. Teraz wykorzystajmy moment i podążajmy za wskazanym kierunkiem – spojrzał się po chwili na elfkę, gdy do jego nozdrzy dotarł swąd z izby jadalnej – chyba jajecznica się przypala. Jak tylko zdejmiesz ją z ognia, mogłabyś nam towarzyszyć w zdejmowaniu tej parszywej klątwy – i ruszył razem z Austem kursem wyznaczonym przez magiczną busolę.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » wczoraj, 11:37

W reakcji dziewczyny — w przeciwieństwie do tej Asterala — nie było złości. Nie miała na co się złościć, bo to nie jej zabrano i nie na niej czarowano (jak wczoraj, kiedy częściowo ją oślepiono). Był za to podziw, gdy na widok ucznia zaczęła dopasowywać do siebie części składowe układanki. Układanki nieskomplikowanej, gdzie obecne na jej oczach elementy pozwalały bez trudu wydedukować przebieg wydarzeń ostatniej nocy, gdy sama rzucała się w łóżku, skacząc między kolejnymi potwornościami zrodzonymi z własnej wyobraźni.
Jej mina przeszła tedy z lekkiego zdziwienia w podejrzliwość, a na końcu w coś w rodzaju cwaniackiego uśmiechu satysfakcji.
No proszę... wolał spędzić noc z amuletem niż z kobietą w łóżku. To się nazywa oddanie! — walczyła, żeby nie powiedzieć na głos, tylko po to by reakcja Austa mogła wyryć się jej w pamięci na resztę dnia. Ostatecznie przemilczała komentarz, a samo wyobrażenie musiało jej wystarczyć.
— Czy to działa tak jak myślę, że działa? — podeszła bliżej, by dokładniej przyjrzeć się konstruktowi — I czy to jest palec wskazujący Rozendala? — dokończyła pytanie z dozą obojętności, jakby było retoryczne.
Po wczorajszym dniu — nawet to ją już nie dziwiło. Oszczędziła mu też komentarza, że na koniec dnia zaczął się jednak parać tą niesławną „nekromancją”, na słuch o której w młynie ledwo nie podskoczył. Tą minę też chciałaby zobaczyć...
— Naprawdę będzie o czym? — zaczepiła w końcu starszego maga, widząc że gniew wzbiera w nim na przemian z głupawym uśmiechem, którego nijak nie potrafił zmazać z twarzy.
— Miał dobre intencje i dzięki niemu możemy pracować dalej... I miło, że tym razem okazuje się, że to ktoś inny, a nie „ta elfka z Rivii” — stanęła tym razem w obronie chłopaka, bo w swojej przenikliwości rozumiała chęć popisania się przed mistrzem.
Ona też była kiedyś w jego wieku i wcale nie zapomniała o tych latach. Wręcz przeciwnie — wzorem niektórych bardów — Istka lat miała ponad czterdzieści, wydawało jej się że ma ciągle trzydzieści, wyglądała na około dwadzieścia, a zachowywała się miejscami jakby miała niecałe dziesięć... To wszystko, oczywiście, licząc ludzką miarą, a gdyby zamienić ją na elfią to sprawa już w ogóle się komplikowała. Dlatego zwykle nie zamieniała.
— O bogowie... Jajecznica! — przypomniała sobie zaalarmowana, podbiegając do piecyka.
Jajka zwęgliły się, ale na szczęście tylko częściowo, głównie od spodu. To co zostało — nadawało się jeszcze do zjedzenia, a z tego rezygnować nie zamierzała.
— A-ale... chwila, tak bez śniadania?! Poczekajcie na mnie! — poprosiła przejęta, sama nie do końca wiedząc w co ręce włożyć.
Zjadła kilka kęsów swojej rzadkiej zawiesiny, by zaraz potem musieć z grymasem wyciągać palcami z ust kawałki skorupki, które wleciały doń podczas smażenia. Ściągnęła swoje suszone przez noc ubrania i w pośpiechu założyła je na to samo giezło w którym spała. Z perspektywy stojących obok magów — musiało to wyglądać równie komicznie co wczorajszy chaos, gdy ważyła swoje specyfiki.
— Ktoś widział mój kaftanik...? Przysięgłabym, że go tu wieszałam. Nie zabieraliście go? — szperała po kątach Istka, ale zamiast ciuszka, znalazła tylko zagięty w czterech miejscach kawał żelaza, przypominający nakładkę na dłoń. Kastet.
— Eeeeee... To wasze? — pokazała im metal, na którym wygrawerowane, bynajmniej w żadnym wypadku misternie, były słowa w języku wspólnym — „39-tki nie leco w chuja”. Z błędem ortograficznym stanowiącym część spójną „dzieła”. Chwilowo zabrała przedmiot ze sobą — wrzuciła go do torby, po którą poleciała do swojej izby, zabierając jeszcze resztę swoich pieniędzy, których nie zostało już jej tak dużo, a także ugotowane wczoraj konkokcje i swoje narzędzia. Można było powiedzieć, że po tym krótkim opóźnieniu była gotowa do drogi.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » wczoraj, 21:47

Istotnie, to kość właściciela — odpowiedział Istce, nie przestając spoglądać na Asterala. Pod wpływem słów tego ostatniego, na twarzy młodzieńca ostało się wyłącznie zmęczenie. — Skorelowana z najbliższym żyjącym krewnym rodziny. Jak sądzę.
Obrona Istki, podobnie jak ostatnim razem, przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Aust otwarcie i bez żenady prychnął na poczynione przez elfkę spostrzeżenie.
„Dobra intencja”? Tak nazwiesz przełom w odczynianiu klątwy? Jakbyś w ogóle mogła rozumieć, jak to działa! — Aust roześmiał się w głos, ale w jego śmiechu nie było niczego z wesołości. Przestał równie szybko, co zaczął. Jego twarz zmieniała się dalej, kolejno na uwagę o jajkach, śniadaniu, kaftaniku. Przy kastecie nie wytrzymał. — Czy ona może się uspokoić? Albo przynajmniej uciszyć?!
Trupi palec, co nie umknęło uwadze Asterala, przez krótką chwilę obrócił się wokół własnej osi.
Uczeń z trudem przełknął ślinę przez wysuszone gardło. Nieporuszony na tle kuchennego chaosu i przyciśniętą do bolącej skroni dłonią, podniósł z wolna wzrok na swojego mistrza.
Chcecie iść już teraz? W tej chwili? — zapytał już nieco ciszej. — Ja… Nie jestem pewien, gdzie to jest. Nie wie… Nie starczyło mi czasu na wplecenie czaru lokalizacyjnego w formułę. Zrobiłem to na bazie starego elfiego rytuału krwi…
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » dzisiaj, 8:53

Odśwież się tylko, przebierz w schludne i wygodne odzienie i trzeba wyruszać. Nie traćmy czasu na zbędne gadanie. Nie chciałbyś chyba, abym wyruszył sam? – puścił mimo uszu sprzeczkę ucznia z elfką, choć przez moment przemknęła mu przez głowę myśl, co takiego wydarzyło się wczorajszego dnia, że iskrzyło między nimi. Buzujące w ciele płyny humoralne, a przede wszystkim nadmierna ilość żółci w młodych organizmach, sprzyjała burzliwym związkom, nerwom i gwałtownym zmianom. Nie zamierzał się wtrącać w sprawy miłosne, które nie były jego sprawą. Co innego tyczyło się wychowania adepta, dlatego po chwili z pełną powagą wyraził swoją dezaprobatę dla podważania jego autorytetu względem swojego podopiecznego – Panno Istko Hiseerosh magia nie jest zabawą, gdzie wystarczą dobre intencje. A ponadto to ja zdecyduję czy będzie o czym rozmawiać. Moim zadaniem jest dbanie nie tylko o czarującego, ale również osoby w jego otoczeniu. Nie wiesz jakie nieszczęsne konsekwencje mogło mieć nieodpowiedzialne sięganie po stare elfickie rytuały krwi.
Nim pozostali znaleźli się na placu przed dworkiem, gdzie ogłosił zbiórkę przed wyruszeniem w podróż, Asteral zdążył przebrać się w swoje podróżnicze odzienie, schować w bezpieczne miejsce drogocenności pozostawione w posiadłości, wypakować torbę przesuszonymi ziołami, kilkoma bardziej wartościowymi przedmiotami (markami, bursztynami, pierścieniem z topazem, magiczną runą) i przytaszczyć klatkę z jaszczurem na stary wóz podróżny. Nie wiedział bowiem, jak daleka będzie to wyprawa. Przy pasie miał pochwę z gladiusem o zdobionej motywami bluszczu głowicy i sierp. W jego zachowaniu było widać ekscytację. Przebywając ze młodym czarodziejem, który jak na mistrza magii rzeczywiście nie miał zbyt wielu lat, sześćdziesiąt osiem wiosen nie było szczególnym wyczynem, można było odnieść wrażenie, że jest jak mikstura, w której warzą się różne emocje. Niedawno zezłoszczony i z poczuciem ulgi, teraz wydawał się rozentuzjazmowany.
— Wyruszamy?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 149
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » dzisiaj, 10:44

Za to Istce daleko było do entuzjazmu, który uleciał z niej po raz kolejny, licząc też dzień wczorajszy.
Przemilczała zarówno kąśliwą uwagę Austa, jak i wykład Asterala. Obie te rzeczy zabolały — znowu czuła się jak strofowana przez rodziców dziesięciolatka, ale nie chciała dawać tego po sobie poznać. Nie w ten sposób i jeszcze nie teraz. Próbowała pomóc w — jak jej się wydawało — delikatny i nieinwazyjny sposób, a skończyło się tylko na tym, że teraz obydwoje wieszali na niej psy. W moment miała dość i pożałowała, że w ogóle otworzyła gębę.
Ale dopiero na ten parszywy, pełen kpiny śmiech i następujące po nim żądanie ucznia, dosłownie zastygła, jak posąg z marmuru. To drugie skierowane nawet nie do niej, a do Mistrza, jakby była kimś gorszym. Spełniła prośbę młodzika, ale nie dlatego, że chciała. Dlatego, że ze wstrząsu po prostu nie była w stanie zrobić kroku, czy ułożyć jakiejś sensownej riposty. Słowa po prostu nie przychodziły do głowy, jakby przekroczono pewną granicę.
Asteral się pomylił — miłosne sprzeczki Istka miała już za sobą, zakończone z dniem wczorajszym, nawet była w stanie o nich żartować chwilę wcześniej. „Nie” znaczyło „nie” i było to dla niej jasne. Oczekiwała już tylko choć odrobiny szacunku. Teraz dochodziła do wniosku, że nie dostała nawet tego. Równie dobrze mogła by być teraz ich pomywaczką wtrącającą nos w nie swoje sprawy, a postawa starszego czarodzieja tylko zaogniła problem.
W głowie buzował jej szereg podstawowych pytań. Takich, które być może powinna zadać sobie już wcześniej.
Po co tu w ogóle przyszłam? Po co mi to wszystko? W dworku straszy, ja się boję, Asteral nie płaci ani grosza, jego uczeń grozi krzywdą, a na domiar złego czuję się jak piąte koło u wozu. Miejsce do spania i trochę jedzenia nie są tego warte — to samo mogę mieć w karczmie za trochę grosza. Niech diabli wezmą tą ich klątwę i jej odczynianie!
W końcu wykonała choćby śladowy ruch, jednocześnie na jej twarzy pojawił się wyraz pełen gniewu i obrzydzenia — do stojącej przed nią dwójki, choć głównie do młokosa. A zaraz potem otworzyła usta, gdy emocje choć trochę opadły.
— Może macie rację. Nic nie wiem o magii, pcham tylko palce między drzwi. Chciałam być miła, pomocna, ale może będzie lepiej jeśli po prostu odejdę... Bawcie się sami w swoje elfickie rytuały. Bez elfek, które tylko zawadzają — wysączyła załamanym głosem pełne jadu słowa, nie szczędząc jeszcze wypomnienia im ostatniej hipokryzji, i pomaszerowała do swojego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami z łoskotem.
Łzy napływały jej do oczu, ale walczyła z nimi. Wypłakać zawsze się zdąży — jak jej się poszczęści to może nawet wieczorem znajdzie do tego jakieś ramię. Teraz po prostu zaczęła pakować swoje rzeczy. Na pewno pomagało to, że cały swój dobytek mogła upchnąć do sakwy i większego worka. Z pokoju wyszła po raptem kilku minutach, nie zostawiając po sobie nic.
Jeśli chcieli, żeby zamiast samopas w miasto, pojechała z nimi — to był dobry moment, żeby w ogóle podjąć próbę przekonania jej. Bo mimo, że chciała wyglądać na pewną swojej decyzji to jej mina mówiła, że jeszcze się waha. Że tak naprawdę nie chce odchodzić, że sprawa dworku nie spływa po niej jak po kaczce i że jest ciekawa tego co wydarzy się dalej — chce mieć w tym swój udział. Nawet jeśli będzie on śladowy.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław