Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 10 cze 2022, 11:59

Niepierwszy i nieostatni raz miał styczność z marami, dziwacznymi wizjami, magiopochodnymi omamami, które rozgrywały się na jawie. Toczyła się przed nim prawdziwa opowieść sprzed lat. Składał wszystko w jedną całość dzięki wiedzy, zdobytej w opasłych księgach czarodziejskich bibliotek, na przynudnawych wykładach, dysputach ze swoim mistrzem czy za sprawą anegdot wnuków tych, którzy to przeżyli. Mało kto nazywa Mirt, swoim dawnym smutnym imieniem- Mirithe. Ostatnim razem gród, jak pamięć Asterala nie myliła go, płonął podczas rebelii Falki Krwawej, a było to jeszcze przed jego narodzinami. W Redani rządził wtedy ojciec Sokolicy, a może Vridank już nie żył w momencie zniszczenia grodu, zamordowany przez córkę…
Wszystko jednako układało się w spójną historię, ale ryżawy mężczyzna nie miał zielonego pojęcia, dlaczego znalazł się właśnie tutaj. Dokąd zmierzała ta gawęda, kiedy nadejdzie jej koniec i co z tego wszystkiego wyniknie. Pozwolił się w nią zaplątać.
Spuszczając czarodziejską gardę, spojrzał zaciekawiony w kierunku klęczącej upapranej w ziemi zjawy mężczyzny, która z przerażeniem relacjonował ostatnie wydarzenia z jej życia. Przyjrzał się jej uważnie, poszukując jakiegokolwiek przedmiotu, który znajdował się w niedawno odnalezionej skrzyni. Czy nie nosił na dłoniach sygnetu z topazem, a może za pasem miał wsunięty sztylet z rzeźbioną, charakterystyczną rękojeścią?
— Jesteś żołnierzem redańskiej armii, wiernym króla? – zapytał patrząc się w jego przerażone orzechowe oczy, niepewny czy ma jakikolwiek wpływ na toczące się przed nim wydarzenie – Ja jestem czarodziejem, los przygnał mnie tutaj w jakimś niewiadomym celu. Skąd pochodzisz? Czemu przebywasz tutaj, a nie bronisz grodu?
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 12 cze 2022, 0:18

Rozgrywający się na jawie magiopochodny omam wyprostował się, puszczając jego płaszcz. Odgarniając klejące się do bladego czoła włosy, smarknął, kaszlnął i charknął, wypluwając gęstą flegmę w błoto rozmokłej drogi. Oddychał ciężko, z trudem, łapiąc powietrze łapczywymi haustami. Taki wysiłek, w połączeniu z panującą pogodą jak nic mógł przerodzić się w paskudne zapalenie płuc. Mistrz von Carlina miał o tym skądinąd spore pojęcie.
Dłonie człowieka wyglądały na skostniałe z zimna i pozbawione były jakichkolwiek sygnetów oraz pierścieni. Za skórzanym pasem utrzymującym na nim powalane błotem na kolanach portki nie nosił żadnej broni, w tej liczbie sztyletów o charakterystycznych, kościanych rękojeściach.
Zwę się Aldert, jestem gońcem i zwiadowcą… — odpowiedział przytomnie i niemal natychmiast, co wskazywało, że była to odpowiedź przygotowana zawczasu lub wielokrotnie powtarzana. — Jadę z Mirthe z posłaniem! Gród wzięty przez insurgentkę i podpalony! Trzeba wsparcia, rychło!
Wydusiwszy z siebie kilka okrzyków na jednym tchu, umilknął wraz, przypominając sobie o poczynionej w międzyczasie przez Asterala introdukcji.
Wyście czarodziej, mistrzu? — Coś, nadzieja lub kolejne chorobliwe wzburzenie, zrodziło się w oczach Alderta, gońca i zwiadowcy. — Przekażcie wieści… Richert… Mistrz Richert… Albo zabierzcie mnie stąd, nie ma chwili do stracenia. To trakt na Etil?
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 16 cze 2022, 6:14

Z każdym kolejnym słowem gońca niepokój czarodzieja wzrastał, choć starał się trzymać go na wodzy, a przy tym zachować czysty umysł. Jednocześnie towarzyszyło mu wrażenie, jakby śnił o dawnych dziejach lub przeniósł się w czasie. To drugie byłoby niewskazane. Rozejrzał się dookoła, czy nadal znajdował się na polanie, próbując sięgnąć wzrokiem ku miastu Vengerberg. Był w pełni świadomy, że nie znajdzie tam odpowiedzi na wzbudzające w nim obawy pytania. Zrobił to mimowolnie, aby trochę ukoić swój lęk. Spojrzeniem powędrował przez całą okolicę wypatrując kolejnych anomalii magicznych czy zbliżającego się zagrożenia. Musiał być uważny.
Czarodzieja mianem Ivo Richert kojarzył z nudnych wykładów historycznych oraz z obrazów zdobiących komnaty w Ban Ard. Niedługo po wydarzeniach, które rozgrywają się w opowieści zwiadowcy, pierwsza kapituła, której Richert był członkiem, zostanie rozwiązana. Płonący gród Mirthe było zwiastunem kolejnych tragedii. Nic jednak nie pasowało do historii, którą opowiedziało nilfgaardzkie widmo, straszące w jego dworku.
— Jam jest Asteral von Carlina, czarodziej z Aedirn. Nim Cię stąd zabiorę Aldercie, opowiedz mi o tym, co widziałeś wcześniej, nim się spotkaliśmy. Czy wydarzyło się coś dziwnego? Czemu tak przeraźliwie krzyczeliście? Wydajecie się przestraszeni, jakbyście zobaczyli zjawę.
Wtem do głowy o rudej czuprynie wpadła jeszcze bardziej straszna idea- mógł się natknąć na mityczny dziki gon. Zmiana aury, nagła burza, dylatacja czasu... jeśli było tak, jak podpowiadała mu intuicja, powinien prędko się stąd zabrać. Spróbować uciec przed ponurym orszakiem.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2022, 20:11

Czarodziej znajdował się pośród wiejskiej drogi, w środku ulewy i wichury. Drogę na Vengerberg, rozmokłą i błotnistą miał pod nogami, lecz samego grodu nie był w stanie dostrzec z powodu panujący wkoło warunków atmosferycznych — horyzont wypełniała mu kurtyna deszczu.
Stojący przed nim człowiek, trząsł się z zimna i nerwów. Słuchał go z wysiłkiem, mrużąc oczy i ocierając twarz z lecącej z nieba wody. Pośród wycia wiatru i wszechobecnego szumu przybierającej na sile ulewy miał ewidentny problem z rozróżnianiem kolejnych słów Asterala. W jego oczach, oprócz strachu i szaleństwa, zaczęło tlić się zrezygnowanie.
Mirt wzięty! — krzyknął do czarodzieja, starając się przekrzyczeć szalejąca wkoło zawieruchę, a wymachując przy tym rękami jak wiatrak w huragan. — Mącicielka górą! Król musi wiedzieć! Kurwa, rozumiesz?!
Przez moment wydawało się, że obcy powiadający się Aldertem, gońcem i zwiadowcą zwyczajnie złapie Asterala za fraki i potrząśnie. Ale nie zrobił tego. Stanąwszy z nim twarzą w twarz, zacisnął tylko pięści, zaklął i splunął w bezsilnym grymasie. Wyglądał jakby za chwilę miał się rozpłakać, albo kopnąć psa, ale żadnego nie było w pobliżu.
Kurwa! — zawył pełen frustracji, w tym samym czasie, kiedy błyskawica przecięła nieboskłon, a grom potoczył się po okolicy. Nie czekając na kolejne pytania, człowiek zerwał się do biegu, klucząc i potykając na zabłoconej drodze. Nie potrzebował wiele, by zniknąć za zasłoną deszczu i zostawić czarodzieja samego z ulewą i wiatrem.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 21 cze 2022, 20:52

Najbliższe sekundy spędzone na próbie rozmowy z człowiekiem, podającym się za gońca, nie rozwiały żadnych wątpliwości czarodzieja, a raczej pogłębiły go w uczuciu irracjonalności. Tkwił w szalonej marze, z której najwyraźniej nie zamierzał się przebudzić. Gdy przerażony, zmarznięty mężczyzna podniósł się z kolan i pobiegł przed siebie w nieokreślonym celu, ten za nim ruszył. Nie bacząc na konsekwencje, które z tego wynikną. Najwyraźniej Asteral totalnie oszalał, choć wcześniej wielokrotnie to słyszał z ust swoich kolegów po fachu. Wpierw zaszywając się w druidzkich zagajnikach, wieszczono mu zgubę. Później drwiono z niego, gdy podjął się wykładów w oxenfurckiej uczelni dla niemagicznych żaków. Kpili z wyboru ucznia, twierdząc, że młody von Molauch do niczego się nienadane. Gdy wieści doszły do czarodziejskich uszu, że szlachetny Piołun zamierza przeprowadzić się do podgrodzia Vengerbergu stukali się w głowę, określając go wiejskim dziadem i szeptunem. Teraz jedynie poddał się widziadłu, zesłanemu mu przez anomalie magiczne. Nie było to bardziej nieobliczalne, niż jego poprzednie decyzje.
Brodząc w błocie, słysząc mlaszczący dźwięk oderwanego buta od podłoża; taszcząc za sobą skrzynię, która z każdym krokiem wydawała się cięższa; poszukiwał Alderta, który zniknął w mgle i ścianach deszczu. Tylko podążając za jego śladem, będzie w stanie zrozumieć spektakl, który rozgrywał się na jego oczach. Przebijając się przez kolejne nawałnice wiatru, będąc cały zmoczony od stóp do głów, czując na skórze elektryzującą magię, bezskutecznie wołał za nim.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 29 cze 2022, 21:04

Carlina szedł i krzyczał, próbując dognać niedawnego gońca i zwiadowcę, który zaskoczył go na drodze. Błotnista powierzchnia stawiała opór jego podeszwom, kazała ślizgać się przy każdym niebacznie postawionym kroku. Grzmoty i szum ulewy skutecznie zagłuszały jego słowa, dujący wokół wicher z powrotem wciskał mu własne okrzyki w gardło. Zawierucha przeszkadzała w wypatrywaniu uciekiniera, który po kilkunastu metrach całkowicie zniknął mu z widoku, pozostawiając po sobie jedynie świeże, odciśnięte w rozmokłej ziemi ślady. Na ile udawało się je Asteralowi odczytać, wskazywały, że rzekomy goniec porusza się w tym samym kierunku co on sam — w stronę Vengerbergu, do którego zmierzał we wcale imponującym tempie.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 01 lip 2022, 20:07

Trochę jak dzika zwierzyna zwabiona przynętą, bezrefleksyjnie brnąc w ulewie i wichurze, podążał za śladami w stronę stolicy Aedirn. Powinien już dawno odpuścić, a kroki swoje skierować do podgrodzia. Zapomnieć o gońcu, nawiedzonym posłańcu, zejść ze szlaku szaleństwa. Asteral jak każdy szanujący się czarodziej nie potrafił jednak odpuścić konfrontacji z anomaliami magicznymi, kolejny raz kusząc los. Więc przedzierał się przez kolejne nawałnice deszczu, czując ciężar nasączonego po ostatnią nitkę narzuconego na ramiona płaszcza. Taszcząc przy tym za sobą skrzynię, w której skrywały się przedmioty, mogące odczynić urok dworku. Teraz liczyło się jednak dotarcie do celu. Ale cóż był jego celem?
Piołun nigdy nie potrafił na dłużej uwić gniazda. Zawsze wędrował i zawsze palił za sobą mosty. Stara rezydencja młynarza, ulokowana gdzieś pod murami Vengerberu, miała stać się jego przystanią. Świat jednak zawsze przynosił mu nowy sztorm, dosłownie i w przenośni, który kierował jego dolę w zupełnie innym kierunku. Więc ryżawy wiedzący podążał tam, gdzie wskazywało przeznaczenie. Starał się jednak posłużyć wewnętrznym kompasem i wyczuć zwyrodnienia magiczne, wyciągając jedną dłoń przed siebie i koncentrując szósty zmył.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 03 lip 2022, 16:20

Istka i Aust

Kwadrans później, byli jedynymi, którzy przemierzali vengerberskie podgrodzie. Wicher duł z pełną mocą, siejąc wkoło tłustymi, zimnymi kroplami, które siekły ich po twarzach i wpełzały na karki. Opończa Istki, ciężka i przemoczona, dawała im tyle osłony przed ulewą co niewyżęta szmata.
Zawierucha zaskoczyła ich krótko po przekroczeniu miejskich bram. Szli prawie po omacku, na pamięć, kierując się w kierunku posiadłości. Zapadając się błotnistą drogę, musieli podtrzymywać się nawzajem niby w pijanym widzie, by nie wylądować na ziemi.
Jeszcze moment. Jeszcze kawałek — powtarzał przez cały czas Aust, wypluwając deszczówkę i odgarniając klejące mu się do twarzy ciemne kosmyki. — Zaraz będziemy na miejscu.
Przeszli podwórko bez zatrzymywania się. Wyzwolone młyńskie koło, skrzypiąc, obracało się w wezbranych wodach pobliskiego strumienia.
Drzwi domostwa były otwarte. Pchnięte ustąpiły ku zaskoczeniu przestępującego próg ucznia. Obydwoje, Aust i Istka, znaleźli się we wnętrzu młynarskiej rezydencji, ociekając wodą i kryjąc się przed zawieruchą. Choć wyjący wiatr hulał na zewnątrz i poświstywał nieco na poddaszu, w środku wcale nie było cieplej niż na zewnątrz. Było też zdecydowanie zbyt ciemno jak na tę porę dnia. Nawet na przekór czarnemu całunowi chmur, który wypełnił całe niebo nad Vengerbergiem.
Nie podoba mi się ta burza. Nic a nic — powtórzył się Aust, skrzypiąc deskami przedpokoju, zerkając kolejno ku sufitowi, z trudem zamykając za sobą rozbujane wiatrem drzwi. — Coś było w powietrzu.
Młodzieniec starał nie dawać tego po sobie poznać, zapewne ze względu na obecność towarzyszki, ale powrót w podmiejskie pielesze zdawał mu się nie jawić wcale lepszą alternatywą od zawieruchy, którą zostawili właśnie za sobą.
Hmm, wejdź i rozgość się. — Niemrawym gestem zaprosił ją do środka, rozglądając się pospiesznie po wnętrzu. — Tylko zachowaj, proszę, ostrożność, bo… Mieliśmy tu dzisiaj kilka wypadków, nie uprzątnęliśmy jeszcze szkła i pobitych sprzętów. Mistrza, zdaje się, jeszcze nie ma. Pójdę rozpalić w piecu. Nie oddalaj się za bardzo, jeśli możesz. Jest tu dość ciemno, zaraz zrobię coś z zasłonami.

Asteral


Magia była wszędzie. Syciła burzowe, zmieszane z ulewa powietrze osobliwym rodzajem aury, która przy próbie koncentracji zakłuły wyciągniętą przez maga dłoń jak igła wrzeciona. Wbrew wszelkim wrażeniom zmysłowym, obejrzawszy potem palce, nie dostrzegł na nich najmniejszego śladu krwi ani skaleczenia.
Wokół niego unosiło się szaleństwo. Klinga błyskawicy przecięła ciemne niebo. Na krótko przed grzmotem, wicher prócz wycia przyniósł ze sobą szaleńczy śmiech. Zmieszany z upiornym zawodzeniem. Wzdłuż kręgosłupa Carliny mimowolnie popełznął lodowaty dreszcz będący czymś innym niż kolejna wlewająca się za kołnierz struga.
Płuca zaczynały dawać mu się we znaki. Rodzące się w głębi oskrzeli pieczenie rwało mu oddech na krótkie hausty powietrza, gryzły gardło jak fajkowy dym, kłuły pierś bezlikiem wrednych, drobnych igiełek.
Asteral szedł.
Ślady prowadziły w stronę Vengerbergu, a więc znajdującego się po drodze dworku. Prowadziły do momentu, w którym zaczęły coraz bardziej zbliżać się do lewej strony rozmokłej ścieżki, a zaraz potem zniknęły z niej kompletnie. Rozciągająca się na lewo od ścieżki mokra łąka kryła pozostałe odciski butów niespodziewanego uciekiniera, siekący deszcz oraz szarpiący trawami i małymi krzewami wiatr — obecność człowieka na widzianym przez von Carlinę horyzoncie.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 03 lip 2022, 20:35

Zakupione niecałe dwie godziny temu ciuchy ciążyły jej i nieprzyjemnie przylegały do ciała, sprawiając że na tym etapie trzęsła się już z zimna. Opończa jednak spełniała wciąż przynajmniej jedno, ostatnie zadanie — absorbowała tnące to z lewej, to z prawej krople siarczystego deszczu i choćby dlatego warto było ciągle trzymać ją nad głową.
— Trzymasz się?! Już blisko, chyba widzę dworek! — Istka przekrzyczała ulewę, mimo sporego ryzyka przeziębienia dalej uważając, że postąpili słusznie. To przynajmniej dało się stosunkowo łatwo leczyć, w porównaniu do takich choćby wyłamanych palców, albo obitego lica — bo tak wyobrażała sobie przesłuchanie przez co gorliwszych śledczych ze straży.
Do środka wbiegła dysząc ciężko i od razu zrzucając z siebie spoczywający na jej plecach i głowie materiał. Przez moment wypuściła nawet z krtani krótki śmiech, sygnalizujący ulgę. Już po wszystkim. Już bezpieczni...
— Słodka Melitele... Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Mina jej jednak zrzekła od razu po tym jak zabrała się za wyżynanie swoich przemoczonych kudłów, które chwilę wcześniej w tym celu rozpuściła. Bardzo nie spodobał jej się fakt, że w środku panował nie mniejszy chłód niż na zewnątrz, choć za to winą można było jeszcze obarczyć brak źródła ciepła, które mogłoby wypełnić pomieszczenie. Jeszcze bardziej — że widoczność była mocno ograniczona względem tego czego mogła oczekiwać o tej porze dnia, nawet biorąc pod uwagę ulewę. Najbardziej natomiast — to że nie zastali w środku von Carliny.
— Mistrzu...?! Wróciliśmy! — zakrzyczała elfka na całe gardło, jak najbardziej chcąc zostać usłyszaną. Mimo to — szansa na to, że Asteral wyjdzie zaraz nagle zza któregoś załomu korytarza — najpewniej przyprawiając ją przy tym o mały zawał — topniała z każdą sekundą. — To jakaś magiczna burza? Leje jak z cebra i wali piorunami, ale nie wydawała mi się zbyt specjalna ponad to. Bardziej mnie martwi, że Mistrza Asterala tu nie ma. Może utknął gdzieś na zewnątrz? I czemu jest tak ciemno? Aż mnie ciarki przechodzą...
Po raz kolejny przypomniało jej się, że byli w miejscu nawiedzonym, nawet jeśli nie miała jeszcze okazji zobaczyć manifestacji rezydującej tu istoty. I chyba tylko dlatego była jeszcze w stanie zepchnąć negatywne myśli gdzieś na granicę świadomości. Niepokój nie zniknął, ale przynajmniej była w stanie ciągle funkcjonować, niesparaliżowana całkowicie strachem.
— Zaraz oboje rozpalimy — zaproponowała. — Trzeba nam pierw suchych ubrań i jakichś koców, bo w tym to tylko przeziębienia, albo co gorsza zapalenia płuc dostaniemy. Powiedz mi gdzie je trzymacie to przyniosę. Albo może lepiej się nie rozdzielać w takim razie... chodź ze mną.
Poza wspomnianymi przedmiotami, planowała też zajść do swojej izby po odrobinę pozostawionych ze swoimi tobołkami ziół na napar. Głównie suszonej mięty i płatków ginatii, bo więcej nie było trzeba. Sama zrzucić z siebie przemoknięte odzienie też planowała. Może spoczywające na dnie worka ubrania udało się ocalić od zamoczenia...? Zakładając, że wiedziała już co trzeba — ruszyła wzdłuż korytarza, starając się oddychać spokojnie i nie stracić zmysłów z powodu pierwszego lepszego skrzypnięcia czy byle cienia.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 05 lip 2022, 11:59

Poczuł ukłucie w wyciągniętą dłoń, którą próbował zbadać energię, krążącą w powietrzu, sycącą każdy skrawek przestrzeni przed nim i za nim. Mimowolnie spojrzał na rękę, szukając zranienia po niewidzialnym ostrzu. Na palcach nie było nawet najdrobniejszego śladu krwi, choć czuł obezwładniające zimno. Chłód przedzierał się przez jego skórę, do mięśni, aż do szpiku w kościach. Mocniej opatulił się i tak mokrym i nie chroniącym przed zimnem płaszczem. Marzył o miękkim fotelu w suchym dworku przed rozpalonym kominkiem, w którym tańczył ogień, pochłaniając szczapy drewna bukowego. Pewnie Aust i Istka grzeją się już w salonie , pomyślał. Ale nie mógł teraz zawrócić. Był uparty jak osioł i prawdopodobnie głupi jak baran.
Asteral nie zawrócił. Brnął dalej przed siebie. Najpierw przedzierając się przez pola, później przechodząc przez rozmokłą ścieżkę, wpadając w błoto, aż po same kostki. Był cały ubabrany, przemokły i zziębnięty. Nie zatrzymywał się. Brnął dalej przed siebie. Dalej przechodząc przez ogromną kałużę, która powstałą w wyjeżdżonym przez wozy zagłębieniu. I poszukując dalszych śladów na łące. W pościgu za nieznajomym gońcem, który zniknął zupełnie z widoku. Brnął dalej przed siebie.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 09 lip 2022, 1:14

Istka i Aust

Głos elfki odbił się echem po opustoszałym korytarzu. Ściągając z siebie przemoczony kaftan, szykował się, żeby wkroczyć do jadalni naprzeciw wejścia, ale na prośbę elfki zatrzymał się w pół kroku.
Niech będzie — zgodził się, choć nie od razu. — Powinienem mieć coś suchego u siebie.
Ruszyli korytarzem. Było ciemno, ale ich wzrok szybko się przyzwyczaił. Nic nie jęczało ani nie trzeszczało pod ich stopami. Pomimo szalejącej na zewnątrz burzy, otaczała ich kompletna i nienaturalna cisza.
Idący obok Aust, zatrzymał się, pchnął drzwi po lewej, które ujawniły ciasny i zaciemniony pokoik wyposażony w łóżko, skrzynię i biblioteczkę z komodą. Uczeń przykucnął przy stojącym w nogach łóżka kufrze, przetrząsnął pospiesznie jego zawartość, wyciągając na zewnątrz kawał grubego zielonego pledu, który wręczył elfce, oraz drugiego, nieco cieńszego i nadgryzionego przez mole, który zachował dla siebie razem z parą suchych portek i czystą, choć wymiętoloną koszulą.
Gdzie zostawiłaś rzeczy na zmianę? — zapytał, prostując się i zatrzaskując wieko kufra. — To, co na sobie trzeba będzie rozwiesić. Najlepiej przy piecu.
Asteral

Wicher duł coraz mocniej, targał gałęzie przydrożnych drzew, szarpał porastające rowy krzewiny. Piołun dostrzegł już pierwsze połamane konary sąsiadujących ze sobą jabłoni zaplątanych tak, że nie szło poznać, gdzie zaczynała się korona jednego, a kończyła korona drugiego drzewa.
Płaszcz nie dawał najmniejszej osłony przed żywiołem. Zbaczając z drogi, powalał sobie buty, wchodząc prosto na łąkę, rozmokłą jak młaka. Brodził w niej prawie po kolana. Woda wlewała mu się przez cholewy, skrzynka grzechotała pod pachą. Nie zatrzymywał się i brnął przed siebie, siłą własnego uporu. Zmuszony był przystanąć, by dać upust atakowi kaszlu, który chwycił go w środku dzikiego pola. Właśnie wtedy, pomimo hałasu burzy dobiegł go skrzekliwy rechot. Niewiele piękniejszy niż odgłosy jego niedawnej duszności. Miał problem ze zlokalizowaniem dźwięku, który zdawał się dobiegać z każdej strony jednocześnie. I żadną miarą nie mógł należeć do człowieka.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 09 lip 2022, 11:17

Było tak cicho, że nawet własne echo powodowało u niej dziwny dyskomfort. Czy wcześniej też się rozchodziło, czy zwyczajnie było wtedy za głośno? Dodając do tego fakt, że było jej też mokro i zimno — nie była w stanie powstrzymać szczebiotania zębami i drżenia ciała. Mało które stworzenie przepadało za tego rodzaju nienaturalnym spokojem, bo ten zwykle zwiastował, że w okolicy jest coś większego — najpewniej drapieżnik, który wyjadł albo przegonił resztę siły żywej — od insektów po szczury. Pomijając to, zwierzęta — jak rzekomo słyszała — raczej niechętnie wizytują miejsca przeklęte, żeby nie powiedzieć że omijają je szerokim łukiem. Wszystko to wydawało się niepokojąco pasować do ponurej układanki...
— C-co powiedziałeś? — zapytała, nie do końca wiedząc, czy to jej własny umysł płata figle, czy przez Austa coś przemawia, jak przez medium. Albo czy to jakaś nieudolna próba bycia zabawnym z jego strony. — Dla-dlaczego nie w-wróci? Jakich pozostałych? J-jakich w-w-wrzasków?! Nie baw się w Itlinę...!
Ale Aust wydawał się normalny. Oczy mu się nie świeciły, gęby mu nie rozdziawiło, wchodził właśnie jak gdyby nigdy nic do własnego pokoju. Może to rzeczywiście już jej mieszały się zmysły? Może rzekomo rezydująca w dworku zjawa próbowała się do nich dobrać? Z przestrachu aż złapała się za głowę, dalej stojąc na korytarzu przed progiem austowej izby, gdy młokos zadawał następne pytanie. Na szczęście — już zupełnie normalne.
— Mam je... w tobołku. O-by nie zmokły — na co zaczęła sprawdzać rzeczony tobołek, w który wrzuciła swoje starsze odzienie. I kilka elementów nowego, jak zapasową koszulę, giezło i chustę. Cóż... Nawet jeśli okazałoby się, że deszcz i ich nie oszczędził, to przynajmniej powinna być to lepsza alternatywa dla kompletnie przemokniętych ubrań, które miała na sobie. Pled, mimo lekkiego niepokoju przed własnym towarzyszem, oczywiście odebrała.
— W swojej i-izbie schowałam zioła na napar i swój płaszcz w którym tu przyszłam. Pójdę po nie. Zostawiam drzwi otwarte!
Ostatnio zmieniony 12 lip 2022, 0:18 przez Arbalest, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 10 lip 2022, 12:58

Zatrzymał się i zaczął przeraźliwie kaszleć. Czuł jak płuca odmawiają mu posłuszeństwa. Choroba dała się we znaki. Powróciwszy do dworku powinien przebrać się w suche ciuchy i wskoczyć do łóżka z wsuniętą szkandelą pod pierzyną i wypić gorący napar ziołowy z rumianku, mięty, cytryny i miodu. On jednak był uparty i brnął dalej przed siebie.
Przeraźliwy rechot zmroził go bardziej, niż zimna woda wdzierająca się za jego kołnierz i przez cholewy butów. Zatrzymał się i nerwowo rozejrzał, szukając źródła tego demonicznego dźwięku. Był przekonany, że nie mógł należeć do człowieka. Zmysły odmawiają mi posłuszeństwa, albo wdepnąłem po kolano w łajno biesa, podsumował swoją sytuacje czarodziej. Pod jedną pachą trzymał skrzynię, a drugą przygotował do rzucenia czaru lub osłonięcia się przed czymś mrocznym i przerażającym, czyhającym na niego w kolejnych falach deszczu.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 11 lip 2022, 22:29

Istka Aust wydawał się normalny. Może tylko zdziwiony i zmęczony, kiedy odwrócił się w jej kierunku z pytającym spojrzeniem. I zmęczony ciągłym dramatyzmem z jej strony.
Jakich wrzasków? — powtórzył. —I kto nie wróci?
Większość odzienia w tobołku była sucha, lub przemoknięta tylko z wierzchu, więc w stanie dalece lepszym od tego, w czym wracała do dworku. Zielony pled był ciepły i przyjemny w dotyku, choć z jakiegoś powodu zajeżdżał nieco wędzonką. Swój własny, nadgryziony, Aust odrzucił natychmiast po odwróceniu go na drugą stronę, bluźniąc przy tym w sposób, który zupełnie nie przystawał młodemu czarodziejowi, ani nawet niedoszłemu ekonomowi.
Koc wylądował na podłodze. Cała jego powierzchnia porośnięta była czarnym dywanem pleśni o drobnych czarnych rzęskach. Zaśmierdziało grzybem i wilgocią.
Żeby to… — Von Molauch stłumił kolejne cisnące się mu na usta przekleństwo, przyglądając się okryciu oraz prowizorycznie sprawdzając pozostałe rzeczy w skrzyni, które ku jego ukontentowaniu okazały się w porządku. Młodzieniec wstał z podłogi, machnął ręką, uśmiechając się wymuszenie.
Jasne, idź po swoje rzeczy i zioła. Zostaw drzwi otwarte, jeśli chcesz — zachęcił ją, przystając na progu.
Wnętrze domostwa pociemniało. Razem z odgłosami ciężkich kropli uderzających o dach i odległego echa grzmotów mogli miarkować, że oto burza na zewnątrz przybrała na sile. Istka nie miała jednak problemu trafić do swojej izby. W cieniach i półmrokach widziała lepiej od przeciętnego człowieka. Jednak drzwi do jej pokoju były zatrzaśnięte. Pchanie, ciągnięcie ani szarpanie za klamkę nie przynosiło najmniejszego rezultatu.
Coś nie tak? — usłyszała za sobą Austa i jego kroki. — Cholera, musiały się zatrzasnąć. Mieliśmy tu gdzieś zapasowy klucz. Będzie w bawialni albo jadalnej. Chodź, pomożesz mi szukać.

Asteral Rechot powtórzył się. Czarodziej, tknięty bardziej przeczuciem niż zmysłami, odwrócił się w kierunku źródła niepokojącego dźwięku. Śmiała się samotna wierzba, stojąca pośrodku łąki, kilka metrów od niego. Wichura targała jej gałęziami, na krótki moment odsłaniając wysuszone, lecz wzdęte na brzuchu sinoblade cielsko i utkwione w niego spojrzenie wielkich, krwawych oczu. Na ile spojrzeniem mogło pochodzić z oczu, kiedy te były całkowicie pozbawione źrenic. Gdyby był bliżej, dostrzegłby w nich wyłącznie pełzające pod powierzchnią gałki pasożytnicze nitki glist. Na szczęście stał daleko.
Głupi Rydz — usłyszał spomiędzy gałęzi głos, równie skrzekliwy i zachrypnięty jak niedawny śmiech. — Szuka wiatru w polu. On już nie ich. Ani nie twój. Niczyj.
Piorun przeciął niebo, wyłuskując spomiędzy gałęzi pokraczną, przygarbioną sylwetką o nieproporcjonalnie długich ramionach zwieńczonych białymi, wyłamanymi palcami, którymi stwór czepiał się pnia drzewa. Dostrzegł coś jeszcze, długiego, zwieszającego się z szyi stwora. Był to zawój konopnego sznura. Przewieszony przez kilka gałęzi niby girlanda owijająca palik na Belletyen, kończył się uciętym chwostem opadającym luźno na pień. — A ty nasz. Już tuż tuż. Brakuje tchu, nie staje powietrza. Gardziel kurczy coraz bardziej, a na piersi wielki głaz…
Rechot jeszcze raz potoczył się po łące, zaś Asteral pojął, choć poniewczasie, że to, że w ogóle go słyszy pomimo szalejącej wichury i grzmotów, jest zasługą telepatii. Docierającej do niego właśnie od czającej się wśród gałęzi istoty.

W prawo w lewo
W górę i w dół
Powoli trzeszczy
Napięty sznur
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 12 lip 2022, 0:12

No pięknie, teraz to ona wychodziła na wariatkę. Albo od razu histeryczkę... Czyli jednak tego nie powiedział. Nawet jeśli go słyszała i gotowa była przysiąc na grób mat... Nie, nie, nie, nie! Mama żyje i pewnie ułożyła sobie życie, albo błąka się jak ja! Nawet nie myśl, że jest inaczej, głupia! Uspokój się, oddychaj! Trzy sekundy — wdech, trzy sekundy — wydech.
— Ja... coś mówiło do mnie twoim głosem... W mojej głowie. Jakieś brednie o tym, że Asteral nie wróci. Nie wiem... Ale brzmiało tak... realistycznie — dalej trochę roztrzęsiona starała się brzmieć sensownie, obawiając się, że towarzysz może nie wziąć jej na poważnie. Z drugiej strony — był uczniem czarodzieja. Kto miał brać ją na poważnie, jeśli nie on? — Wiem, że to nie ma sensu. Zapomnijmy o tym na razie. Powiem ci jeśli się powtórzy.
Z dwojga złego — może to nawet lepiej, że trafiło na nią. Przynajmniej w swoim intelekcie była w stanie się samouświadomić, że coś próbuje stoczyć jej zdrowie psychiczne po równi pochyłej, nawet jeśli zdarzenie było samo w sobie przerażające. No chyba, że faktycznie to była tylko jej własna podświadomość. Nienaturalna ciemność i cisza zdawały się jednak temu przeczyć — coś tu było bardzo nie tak.
Kontroluj się... Przynajmniej nie jesteś sama. W sytuacji takiej ja ta, towarzystwo przynosiło większe ukojenie niż mogło się początkowo wydawać.
Incydent z zapleśniałym kocem również przyniósł jej choć chwilę upragnionej ulgi, pomijając początkowe zdziwienie. Elfka odwzajemniła austowski uśmiech, nie szczędząc sobie sarkastycznego komentarza, który uchodził w jej słowniku za pewien rodzaj zgryźliwego humoru.
— Typowy samiec... Jeśli wszystko tak u Ciebie wygląda, to dobrze, że to ja zapraszam Cię do siebie, nie na odwrót.
Śmiech łagodzi obyczaje, czy jak to mawiają... Widać zszargane nerwy również, przynajmniej na moment. Korzystając z nowo nabytego ukojenia, zdobyła się na odwagę, by spróbować wkroczyć do znajdującej się za jej plecami izby. Z tym, że drzwi doń były zamknięte. Przestała szarpać po dwóch pchnięciach i lekkim kopniaku. Nie była przecież idiotką — potrafiła rozpoznać kiedy te były zatrzaśnięte, choć przez myśl przeszło jej też, że równie dobrze nie ustępują z innego, trochę bardziej przerażającego powodu, najpewniej powiązanego z „głosami”, które słyszała przed momentem.
— Ani drgną. Pewnie tak... Tylko ja nimi na pewno nie trzaskałam... Może mistrz zamykał? Ale niech będzie... no dobrze, poszukajmy tego klucza — zgodziła się tak jak wcześniej on na plan z kocami — z lekka niechętnie. Zaraz potem praktycznie doczepiając się z powrotem do Austa. I oglądając co chwila za siebie, gdy szli do jadalni. Przebrać się jeszcze nie miała okazji, ale wolała to zrobić tam, nawet kompletnie ignorując kwestię własnej prywatności, niż w tym ponurym korytarzu którym właśnie szli. A pledem... pledem będą musieli się podzielić, co też wcale jej nie przeszkadzało.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław