Dworek Młynarski

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 29 lis 2021, 8:30

Obrazek
Zmierzając od miasta z Bramy Słodowej w stronę Gór Sinych, mijając świeżo wzniesione zabudowania Podgordzia, ujrzeć można zza wysoko sterczących dzikich zbóż, przeplatanych chabrami bławatków, kąkolą polną, piaskowymi makami i kurzyśladem oraz zza miejscami porośniętym gęsto krzewami psiej róży polem, leżącym odłogiem, samotnie stojący dworek, który lata świetności dawno miał za sobą. Ludzie powiadają, że miejsce to nawiedzone i przeklęte, a krążą o nim przeróżne plotki, o córce zamożnego młynarza, która chciała pójść za młodego parobka; o rodzicach, którzy na ten ślub nie przystali; o bezbożnym samobójstwie córy, co odebrała swoje życie w młynie; o nagłej śmierci zrozpaczonego ojca; o wdowie młynarza, która zabrała rzeczy i pojechała za góry; o skrzypiących deskach nocą; o kwaśniejącym mleku; o odorze rozkładającego się ciała; o drzwiach otwieranych na oścież przez wiatr czy nadnaturalne byty; o martwych pisklętach na ganku; o duchu wisielca, który przemyka między nieużytkami.
Prowadzi doń niewielka brukowana ścieżka zarośnięta przez chwasty, snując się między zakrzewionym gruntem, niegdyś porośniętym tłustymi kłosami pszenicy, złotem młynarzy. Obok przepływa strumień Siewierzynka, która niegdyś napędzała koło młyńskie, teraz straszące na horyzoncie. Sama posiadłość to zachowana w typowym rustykalnym szlacheckim stylu jednopiętrowa bryła o bursztynowym pokryciu dachu, miejscami przeciekającym. Ogród przed samym dworkiem przypomina leśny gąszcz, w którym skrywać się mogą dzikie zwierzęta, a nie pięknie kwitnące gatunki roślin. Przy budynku gospodarczym o zarwanym stropie, sterczy zwyczajny wóz drabiniasty ze świeżo okutymi kołami, a w stajni z grubsza oporządzonej słychać rżenie konia.
Przekroczywszy próg domostwa można poczuć zapach stęchlizny i pleśni, zapach dawno niewietrzonych i niegrzanych murów. W centralnej części budynku znajduje się obszerna kuchnia o potężnym białym kaflowym piecu, połączona naturalnie z jadalną, gdzie ciągnie się długi drewniany stół z licznymi, lecz w większości z poprzetrącanymi nogami, krzesłami. W kącie pomieszczenia poukładane zostały jeszcze nierozpakowane pakunki oraz szklana aparatura, prawdopodobnie do destylacji. W sieni znajdowały się schody prowadzące na piętro, którego skrzypiące i powyginane szczeble, były pokryte wieloletnim kurzem.
W zachodnim skrzydle przeznaczonym niegdyś dla gospodarzy, znajdowały się cztery pomieszczenia. Jedno z nich, największe, z widokiem na zdziczały sad, było uporządkowane, na posłaniu leżała świeża pościel, szafy były zagospodarowane przez ubrania, a na regałach znajdowało się kilka książek, choć nadal pod ścianą oparty leżał portret przedstawiający szlachetnie urodzone małżeństwo. Inna izba znacznie mniejsza lecz przyległa kuchni, również miała ślady nowego mieszkańca. Niewielkie łóżko, skrzynia na rzeczy i regał zapełniony licznymi księgami stanowiły cały dobytek Austa von Molauch. Sąsiadujący z sypialnią gospodarza pokój gościnny, był niegdyś azylem córki młynarza, o czym świadczyły bladoamarantowe akcenty zasłon i pościeli oraz niewielka toaletka o blacie zabarwionym ciemnym atramentem z czystym i przejrzystym lustrem. W kącie stała pusta komoda, gotowa ugościć nowego lokatora. Jedno z okien skierowane było na zapuszczony sad jabłoni i gruszy, drugie na zaniedbany ogródek przed posesją. Czwarta izba zaś była zagracona. Natomiast wschodnie skrzydło było zamknięte i nieużytkowe, choć mieściło w sobie obszerną bawialnię i gabinet. Klapy do piwnicy nie można było odnaleźć.
► Pokaż Spoiler
Ostatnio zmieniony 08 lut 2022, 15:01 przez Asteral von Carlina, łącznie zmieniany 2 razy. Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 03 kwie 2022, 23:22

Rozdzielili się krótko po tym, kiedy Asteral (z niewielką pomocą Austa) wyprawił nieboszczykowi, skromny, lecz stosowny pogrzeb, uroniwszy nad mogiłą krótką myśl poświęconą jego pamięci i dobre słowo. Mistrz von Carlina zaszył się w opustoszałych komnatach swej siedziby, poświęcając się studiom na temat anomaliom magicznym. Lektura księgi nie objawiła mu na temat obecnej sytuacji więcej niż sam wiedziałby do tej pory dzięki wiedzy wyniesionej ze studiów i dotychczasowej praktyki. Autor księgi nie odkrył Mocy na nowo, swoją co rusz przewijającą się między tezami konstatacją na temat tego, że magia jako taka może objawiać się pod rozmaitymi postaciami, często w niezrozumiały i nieprzewidziany sposób. W swoich przykładach sięgał zaś zwykle do anomalii związanych z obecnością intersekcji oraz wypaczeń generowanych przez silnie rezonujące artefakty lub teleporty, z osławionym Portalem Benaventa na czele. Akapit poświęcony magii spontanicznej oraz intencjonalnej nie został zilustrowany żadnymi relewantnymi przykładami. „Autentyczna wiara, silna emocjonalna trauma, niejasna natura klątw, osobliwe możliwości źródeł” zostały napomknięte ogólnie, bez podawania konkretnych przykładów. Jako praca akademicka, księga odsyłała do zarejestrowanych przypadków opisanych w zewnętrznych źródłach dostępnych członkom Bractwa w zbiorach biblioteki akademii w Ban Ard.
Poszukiwania klapy podjęte przezeń po skończonej lekturze okazały się klapą. W żadnym z rozlicznych pomieszczeń parteru, zagospodarowanych lub nie, nie udało mu się odkryć włazu, ukrytych drzwiczek czy przejścia prowadzącego do piwnic domostwa. Nic nie zwiastowało również obecności samej piwnicy. Swoje bezowocne poszukiwania zakończył w gabinecie służącym za graciarnię wysuniętym w najbardziej lewą, skrajną część wiekowego domostwa. Stojąc w towarzystwie starych, skrzypiących szaf, nakrytych płóciennymi płachtami wiekowych mebli kątem oka spostrzegł ruch.
Nie spostrzegł — poprawił go głos w jego myślach — ale wyczuł. I nie ruch. Ale obecność. Dziwną i znajomą zarazem, dostępną tylko jego czarodziejskim zmysłom. Kłującą w mózg nagłym impulsem, podnoszącą włosy na karku. Przenikającą mury domostwa oraz jego własną skórę niespotykanym o tej porze roku zimnem. Niemal wykręcającą mu kark w kierunku wiekowego, nakrytego płócienną zasłoną zwierciadła stojącego przy zachodniej ścianie.
Na zewnątrz Aust czekał na Istkę w świeżym i suchym komplecie ubrań. Świeża koszula z długim rękawem, z narzuconą na nią zieloną płócienną kamizelą sznurowaną pod szyją i ciemnymi portkami z ciżmami do pary nadawała chłopakowi wygląd młodego beana. Niewielki zakrzywiony nożyk w przypasanej na studencką modłę pochwie zawieszonej obok mieszka potęgował skojarzenie.
Ujęty młodzian speszył się nieco, ale ramienia nie odmówił. Z wyprostowaną piersią prowadził ją przez podmiejską drogę w stronę miasta, zatrzymując się, by przepuścić przekraczające ścieżkę stada gęsi lub lawirując tak, by uniknęli wdepnięcia w krowi placek.
Ja myślę — zaczął po krótkiej chwili milczenia, kiedy ruszyli w górę wiodącego od młyna strumienia i znaleźli na wysokości pobliskiego jabłkowego sadu. — Że to co innego.
Nie od razu pojęła, że chłopak nawiązuje do ich wcześniejszej rozmowy o nieboszczyku.
To nie był półświatek — podjął w zastanowieniu, przytakując swojej własnej myśli. — W Novigradzie nie byłaś, ale ja trochę tak, a i pewnie sama wiesz, że kiedy rekieterzy przychodzą po niespłacony dług albo wyrównać rachunek, to zwykle nie chowają ciała zbyt dobrze. Zostawiają je na przykład. Na postrach.
Von Molauch ściągnął ich na chwilę z drogi, by przepuścić nadjeżdżającą z przeciwka rozklekotaną dwukółkę z drzemiącym w siodle woźnicą.
Wiemy, że kiedyś mieszkał tam młynarz z rodziną. Jeszcze przed wojną, zanim Czarni oblegli miasto i wybili jego mieszkańców. Wielu z nich pokładli na tutejszym żalniku. Tych, których udało się znaleźć. Bo nie wszystkich...

Uczeń czarodzieja nie potrzebował kończyć myśli. Minęli właśnie wielki wiatrak na wzgórzu na podmurówce jeszcze białej od świeżego wapna. Nieopodal niego pasły się łaciate krowy doglądane jednym okiem przez pastucha pochłoniętego struganiem lagi w przerwach od opędzania się od much.
Słuchaj, nie obraź się, ale może nie powinniśmy tak iść. — Aust zerknął w bok, na uczepioną jego ręki Istkę. — Mnie to nie przeszkadza, ale oni tutaj źle na to patrzą.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 05 kwie 2022, 16:18

Ha! Patrzcie go, jaki fircyk... Wystroiłeś się, jakbyś do świątyni na procesję lazł. Ja rozumiem, że do miasta, ale no daj spokój... Wyglądam przy tobie jakbym z wojny wracała — nie omieszkała skomentować żartobliwie elfka, choć prawda była taka, że zazdrość ją żarła niesamowicie. W swoich podróżnych łachach — prostej spódnicy do kostek z wysokimi butami i białej koszuli z narzuconym nań kaftanikiem z dawno już przetartej skóry — prezentowała się może i całkiem schludnie jak na podróżniczkę, co nie zmieniało faktu, że asystentowi ustępowała elegancją co najmniej o magnitudę. — Najpierw do ratusza, czy na targ? Najlepiej taki włókienniczy, bo też chcę coś nowego kupić. Gdzie będzie nam bliżej od tej strony miasta?
Austowskie skonfundowanie na tenże moment przemilczała, choć doskonale rozumiała, że wywołane było głównie jej pochodzeniem i ewentualną reakcją społeczną na to publicznie okazane „zgorszenie”. Wszystko sprowadzało się do typowego „co ludzie sobie pomyślą,” ale nie mogła się zdobyć żeby mieć o to jakikolwiek żal. Nie znaczyło to, że planowała puszczać, wszak między innymi to po to starała się chować uszy pod kudłami. Korzystając z tego, że to on, prowadząc, musiał omijać krowie placki i jadące drogą furmanki, Istka pogrążyła się w chwilowym zamyśleniu, z którego wyrwały ją dopiero kolejne słowa niedoszłego magika.
Hm? Co mówisz? — zapytała w pierwszej reakcji — Tak... pewnie masz rację. Jak nie półświatek to pewnie leżał tam schowany od czasu wojny i nikt go nie znalazł, albo to zwykły wypadek. Tylko skoro teraz pochowaliśmy szczątki — to czy on nie powinien, nie wiem... odejść? Zawsze tak w podaniach było, że jak godny pochówek komuś zapewnić i dobre słowo rzec, to w końcu w pokoju spocznie. Nie tak jest? — zmarszczyła nieco czoło, zastanawiając się, czy na pewno dobrze pamiętała. Ciągle operowała na podstawie wiedzy własnej, a że ta była w tej kategorii mocno ograniczona — logicznym mogło być, że głupoty plecie.
Na jego prośbę, dopiero teraz, puściła w końcu jego ramię, choć nie oszczędziła i tu komentarza, nawet jeśli dalej nie miała mu za złe.
Myślałam, że czarodzieje zawsze chodzą swoimi ścieżkami i nie dbają o to co sobie pospólstwo pomyśli. No ale jak chcesz... Najważniejsze, że tobie nie przeszkadza. To mnie zadowala. — przerzuciła oczyma, susząc zęby po raz już wtóry; zdecydowała się zmienić temat — No ale, ten... Opowiedz mi coś o sobie. Mistrz Asteral wspominał chyba w swych księgach, że jest bodaj z Redanii. A jak jest z tobą? Co robiłeś zanim zacząłeś u niego terminować?
Nie spieszyło jej się. Chciała posłuchać, a wrócić mieli wszak dopiero na kolację, wieczorem. Kiedy dokładnie miała być kolacja — tego Asteral z kolei nie sprecyzował. Wieczór to w końcu nie taka znowu krótka pora.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 07 kwie 2022, 1:49

„Fircyk” żachnął się, poprawiając na sobie odzież. W istocie schludną, choć w jego mniemaniu wcale tak wyszukaną, jak sugerowała to drocząca się z nim elfka.
Na targ — odparł chłopak z miejsca i bez zastanowienia, gryząc zerwane przy drodze źdźbło trawy i oddychając głęboko świeżym, letnim powietrzem. Zdawało się, że z każdym krokiem oddalającym go od dworku i surowej obecności mistrza, chłopak stawał się coraz bardziej swobodny i podobny swym rówieśnikom. — O tej porze w ratuszu zawsze pełno petentów, tylko się naczekamy. Włókiennicza jest tu cała dzielnica, stolica stoi przecie przednimi suknami. Trafimy do niej bez ochyby, bo będzie kawałek za Bramą Młyńską, przez którą wejdziemy do miasta.
Rady, że może popisać się wiedzą oraz ogrzewającym twarz południowym słońcem, Aust zwolnił nieco kroku, pozwalając Istce nadążyć, a samemu sycąc się każdą chwilą wolną od wykonywania obowiązków.
Ja… Hmm, myślę, że powinien. — Uczeń czarnoksiężnika zamyślił się i zawahał w odpowiedzi na pytanie. — Myślę, że tak będzie, ale jeszcze przyjdzie się nam o tym przekonać. No… Jest tak, jak mówisz, ale wywiedzieć się więcej na pewno nie zawadzi. Po pierwsze, jeśli uczcić zmarłego, to także jego imieniem albo tablicą ku pamięci. Po drugie, i tak chcesz zajść na rynek. Po trzecie, bywa różnie. Czytałem o upiorach, którym nie tak łatwo uczynić zadość. Istnieją takie…
Pomimo otaczającego go lata i południowej ciepłoty, młodzian wzdrygnął się wyraźnie, wypluł żute źdźbło do mijanej po drodze studni.
Nieważne jakie. Nie z takimi mami sprawę, tedy nie ma sensu, abym rozwodził się po próżnicy!
Nie jestem czarodziejem. Jeszcze — podjął w odpowiedzi na jej komentarz, konstatując ten fakt zgoła niechętnie. — Bo nie przeszkadza! Ale nie chcę, żebyś miała problemy… Ot, nic więcej, naprawdę.
Zbliżali się do miasta. Rozsiane swobodnie wiejskie strzechy i gospodarstwa ustępowały z wolna murowanym zabudowaniom oraz wyjeżdżonym drogom, które prowadziły w kierunku miejskich murów. Nie tylko im wypadała tam droga. Bywało, że rozmawiając, musieli podnosić głosy, aby być słyszanymi z powodu narastającego gwaru pieszych i koleśnych podróżnych, którzy mijali ich na drodze, wzbijając tumany pyłu, czyniąc wokół siebie rozgwar rozmowami, terkotaniem lub odgłosami wiezionego na targ domowego bydła.
Mistrz pochodzi z Tretogoru. To szlachcic z rodu z czarodziejską tradycją, a takie na ogół uchodzą za fenomen. Ja? — Aust prawie odwrócił się zaskoczony lub nienawykły do tego, że ktoś interesuje się akurat jego osobą. — Nno, nie będzie tego dużo. Pan ojciec jest starostą pod Murivel, było nas siedmioro, a ja najmłodszy. Zanim się… Zanim odkryli to we mnie, znaczy się talent, ojciec chcieli mnie zrobić ekonomem przy dworze. Miałem wtedy innego mistrza, starego Alwara, który wyuczył mnie czytać i trochę rachować. Wolę jednak mojego obecnego. Mistrz Asteral, kiedy popije, to zazwyczaj sypia, zamiast sięgać po rózgę.
Chłopak uśmiechnął się do wspomnienia, ale w tym uśmiechu krył się pewien smutek lub refleksja. Wnet opadła go kolejna, bo nie kontynuował opowieści, pokonując drogę w milczeniu.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 10 kwie 2022, 9:35

Lektura nie objawiła żadnych pożytecznych treści na temat zjawisk zachodzących na terenie posiadłości, ale przyniosła nostalgię za czasami akademickimi, gdy jako student araknów magii, zaszywał się w bibliotece, ulokowanej na wyższych piętrach dawnego elfiego kompleksu pałacowego, zdaniem Asterala z najbardziej malowniczym widokiem w całym Ban Ard. Wtedy też jeszcze niewyrośnięty ryży chłopiec, zamiast spędzać czas ze swoimi towarzyszami, zarywając noce, studiował najróżniejsze tomiszcza, aby dorównać umiejętnościami innym adeptom, aby zasłużyć na miłość Cecylii, swojej macochy. Przypomniał sobie porażki, gdy próbował zapanować nad ogniem za pomocą pirokinezy, lecz nie potrafił wskrzesić niczego więcej poza iskrami. Gasnący błysk spod palców młodego czarodzieja, nigdy nie odzwierciedlił zapału, osadzonego w jego trzewiach. Zawsze brnął do celu.
Zawędrował wspomnieniami również do żywych dysput z Dorregarayem, na temat zagrożonych gatunków stworzeń magicznych, o smokach i bestiach grasujących w Borsuczym Jarze. Do wspólnie spędzonych obserwacji rzadkich gatunków, gdzie mijały długie godziny w dzikim gąszczu w zupełniej ciszy, na podziwianiu doskonałości otaczającego ich świata natury. Do późniejszych czasów, gdy już wykładając w Alma Mater Piołun wymieniał spostrzeżenia na temat gatunków postkoniukcyjnych przy jednym stole z rektorem, Brandtem i Mercellusem. Do prowadzonych przez niego wykładów o rzadkich miejscach Mocy oraz rzadkich gatunkach fauny flory, wcześniej uważanych za wymarłe i ich miejscowych mutacjach.
Zanurzony w myślach, z otwartymi ramionami książki, ułożonymi na brzuchu, oczami zapatrzonymi w jeden punkt na suficie, zdał sobie sprawę, że nie jest laikiem czarodziejstwa i banalne anomalie magiczne nie mają z nim szans. Wstał więc i wziął się do roboty. Snując się po pomieszczeniach niedawno nabytej posiadłości, oczyma wyobraźni zagospodarowywał zagraconą przestrzeń – tutaj znajdzie się biblioteka, a tutaj pokój dzienny, w którym będę przyjmować gości, a tutaj pracownia, gdzie będę przyrządzać eliksiry i dobrej jakości absynt, a tutaj będzie składzik na narzędzia ogrodowe. Swoimi marzeniami zawędrował z do dysponowania podwórzem, gdzie chciałby odnowić szopę i stajnię, ożywić sad, stworzyć przestrzeń ogrodowo-warzywną, a nawet postawić cieplarnię dla bardziej rzadkich i wymagających gatunków roślin, lecz teraz musiał się skupić na oczyszczeniu dworku z sił nieczystych.
Zapach stęchlizny i kurzu, który panował w starym gabinecie, nie był mu straszny. Za pomocą czarów i tłustego wypchanego denarami mieszka, był w stanie przywrócić dawną świetność rezydencji. Właśnie miał ściągnąć bawełniany materiał z jednej z szaf, gdy wyczuł pewien ruch. Coś eterycznego, niedostrzegalnego przez zwykłego śmiertelnika, przeszywającego czarującego, aż po sam szpik kostny, jakby ostrzeżenie przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Poczuł chłód od karku przechodzący po całym kręgosłupie. Poczuł jak zwężają się naczynka krwionośne w jego skórze, jak podnoszą się włosy, jak koniuszki palców kostnieją. Spostrzegł nawet, że jego oddech pozostawia białą smugę pary. Ściągnął ramiona do środka, żeby poczuć się trochę bardziej bezpieczniej, żeby zakryć się przed zimnem.
Zbliżył się do zakrytego zwierciadła, kierowany ciekawością w sidła dzikiej złowrogiej mocy. Chwycił w dłoń pożółkłe płótno z ostrożnością, jakby miało się rozpaść pod wpływem jego dotyku i delikatnie zsunął je z mebla, będąc zwartym i gotowym do obrony przed… no właśnie zupełnie nie wiedział, na co ma się przygotować.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Arbalest » 10 kwie 2022, 10:21

Obecna na nowo swoboda z jaką obnosił się Aust w nieobecności mistrza faktycznie nie umknęła uwadze Istki, chociaż kolejny zagadkowy uśmiech na jej twarzy mógł z lekka postulować, że chłopak wpadał w przewrotny sposób z deszczu pod rynnę, w czym nie traciła czasu by go uświadomić.
Na targ zatem. Prowadź, jeśli łaska. Ale masz ty świadomość w co się pakujesz, idąc z kobietą kupić ubrania? — śmiech przebił się nawet przez miarowo rosnący dookoła gwar, gdy zbliżali się do miasta — Cierpliwość jest cnotą królów...
Elfka starała się trzymać w miarę równe tempo, ale nawyk do spieszenia się własną miarą dawało jej się we znaki, mimo oczywistego przyzwyczajenia do samego marszu. Rada była z tego, że chłopak to przewidział i pozwolił jej się dogonić.
Czyli jak jest tak jak mówisz i nie będzie komplikacji... — zaczęła powoli, ciągle trawiąc wypowiedziane przez niego słowa — ...to wystarczy postawić nagrobek albo jakoś inszej uczcić imię pochowanego. Wtedy odejdzie w zaświaty? Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bystrzejszyś ode mnie w te klocki. Ale jeśli tak jest to chyba mamy jakiś plan. Wystarczy się dowiedzieć jak się nazywał ten poległy.
Chciała przy tym ponownie sprawić wrażenie jakoby zaimponowała jej uczniowska wiedza, choć nawet nie musiała zbytnio udawać, bo rzeczywiście tak było i słuchała go całkiem chętnie. Autentyczne zdumienie pojawiło się u niej za to wtedy, kiedy powiedział ile ma rodzeństwa, po tym już jak pominęła coraz to bardziej niezręczny temat społecznych stosunków ludzko-elfich.
Masz siedmioro braci i sióstr? I jeszcześ do tego najmłodszy? W głowie się nie mieści — skomentowała żywo, zainteresowana tematem — U nas to praktycznie niemożliwe, za wolno się... rozmnażamy, żeby mieć tyle dziatek. Ale ponoć kiedyś miałam przyrodniego brata, tak matka mówiła. Był półelfem, ale zmarł na długo zanim się urodziłam, więc chowałam się jako samojedna. Jeszcze wtedy matka gdzie indziej mieszkała, zanim przeniosła się do Rivii — ostatnie słowa wypowiedziane zostały już ciszej, z jednej strony nienaturalnie, a z drugiej może i nazbyt naturalnie dla tłumu wokół jakiego się znajdowali. Nie trudno było domyślić się dlaczego. — W Murivel nigdy nie byłam, ale przechodziłam chyba niedaleko... w okolicach Białego Mostu, zdaje się, jak szłam w stronę Flotsam. Tam jest taka wielka puszcza, gdzie... — ucięła nagle, ponownie zdawszy sobie sprawę, że następne słowa nie są przeznaczone dla postronnych uszu, których pełno było dookoła. — A... nieważne, może opowiem kiedy indziej.
Swoje chwilowe milczenie, powodowane najwyraźniej krótkim rozmyślaniem nad tym co miała opowiedzieć, rozwiała kolejnymi słowy.
Nie jesteś ty za duży na rózgę? Bo ile ty masz? Ze dwadzieścia wiosen mi się widzi. W twoim wieku to rózgą co najwyżej się dostaje od żony po nocnym powrocie z karczmy, ha-ha!
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 13 kwie 2022, 20:24

Sam potrzebuję nowej koszuli. Widziałaś, co zostało z mojej — stwierdził, wspominając niedawny incydent we dworku, odruchowo pocierając niedawno okaleczone przedramię. Ścieżka wiodąca ich do miasta była coraz szersza i bardziej tłoczna. Widzieli już wyraźnie szeroki łuk miejskich murów oraz obsadzające go spiczaste wieżyczki baszt.
Ciepło — skwitował, przymykając oczy i wystawiając twarz do wychodzącego zza chmur słońca, zmilczawszy kwestię upiora.
Nie śpij, żaczku! Z drogi! — ostrzegł go szeroki jak piec rudobrody karzeł, idący na czele usmolonej, śmierdzącej z daleka bimbrem i wędzonką grupy krasnoludów, maszerującej dziarsko całą szerokością drogi, karnie jak oddział piechoty, dodając sobie animuszu dziarką pieśnią. — A mój ojciec to był furman, co zarobił, zaniósł kurwom!
A ja jestem taki sam! — zawtórowali mu unisono kompani, identycznie krępi, brodaci i woniejący. — Co zarobię, to im dam!
„Żaczek” odskoczył w porę na bok, żwawo jakby dostał rózgą, do spółki z Istką, która spostrzegła się jeszcze przed nim. Nie każdy ze zmierzających do miasta podróżnych miał jednak tyle szczęścia co oni. Potrącony gruby kupiec w chaperonie w niewyszukanych słowach dawał upust swojemu niezadowoleniu, przytrzymując jedną ręką rzeczony chaperon, a drugą spłoszonego konia za uzdę. Kawałek dalej grupa parobków i pastuchów w łatanych portkach pokazywała brodaczy paluchami, gromko przy tym rechocąc. Chuderlawa mieszczka w czepcu szybko usunęła swoje dziecko z drogi przemarszu karłów, szybko zatykając mu uszy.
Na ścieżkę za nimi wjechało wraz kilka wozów i porykujący, objuczony osioł. Ku uldze swojej własnej i elfki, Aust pociągnął ją z drogi, zbaczając ze ścieżki prowadzącej ku głównej bramie.
Zajdziemy na okrętkę. Tędy!
*** Dłoń czarodzieja pociągnęła za ciężki materiał płótna, z wolna zsuwając je z wiekowego zwierciadła na ziemię. Zgromadzony na podłodze kurz wzbił się do góry, omal nie przyprawiając Asterala o kolejny atak kaszlu. Czarodziej zwyciężył palący płuca odruch niemałym wysiłkiem woli.
Spod opadniętej kurtyny wyzierała na niego czarna tafla. Gładka i smoliście czarna, na pozór bezgwiezdnego nieba. Otchłań, w którą spoglądał, odwzajemniała mu się tym samym. I ponad wszelką wątpliwość była znajomą. Wyczuwał ją. Zanurzył się w nią wcześniej, kiedy skupionym wysiłkiem i medytacją usiłował sięgnąć do jestestwa przenikającego domu anomalii. Zapach świeżo rozkopanej ziemi uderzył jego nozdrza nagle i tak wyraźnie, jak wówczas, kiedy szykował mogiłę wyłowionym z wody szczątkom.
Quel ess creasa aen carn, daerienn? — To, co słyszał, podobnie jak ostatnio, nie było głosem. Ciemność po drugiej stronie lustra zaczynała nabierać kształtu. Z grubsza człowieczego, choć zdawałoby się, rozmytego mgłą. Dwa mlecznoblade punkty pojawiły się na wysokości jego spojrzenia, niby trupie odbicie jego własnych oczu. — Woh erre sinde? Esseath en fraete?
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 14 kwie 2022, 7:22

Minęła dłuższa chwila, nim czarodziej zareagował, zanim wyrwał się z letargu, zapatrzony w nieprzeniknioną czerń lustra. Aksamitna powierzchnia zwierciadła, nieskończoność, która przenikała umysł, dotykała rozdrganego fragmentu jaźni. Jak bezgwiezdne niebo, jak najgłębsza otchłań morska, jak mrok w najdalszych zakątkach podziemi, jak roztańczone falbany skrzydeł kruków i wron, zwiastujących nadejście widm potępionych dusz. Asteral odczuwał niepokój, a zarazem fascynację. Czuł się jak mężczyzna zauroczony w wiłach, choć wiedział, że ma przed sobą straszydło, poddawał się jej urokowi, aż do szaleństwa. Tak i mistrz arkanów magicznych przekraczał bezpieczną granicę. Wpierw nieśmiało dotknął smolistej materii, jakby chciał sprawdzić, czy jest prawdziwa.
Nie jestem wrogiem, a przyjacielem, jeżeli ty nie będziesz chciał mnie skrzywdzić. Jak mogę zapewnić spokój twojej duszy? Prowadź mnie. – polecił czarodziej zupełnie nieświadomy na co się zgadza.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 17 kwie 2022, 22:35

Zwierciadło pod palcami ziębiło do szpiku kości. W miejscu, gdzie winno znajdować się odbicie Asterala, dostrzegł on materializującą się zjawę w pełnej zbroi. Widziadło drgało i zmieniało się na jego oczach, jak gdyby zostało utkane z czarnego dymu. Powietrze w graciarni wypełnił zapach żelaza i swąd spalenizny. Zbroja odbicia była czarna jak kir, detale wykończenia i znaki, którymi opatrzony był pancerz, pomimo wytarcia i rozedrganej sylwetki nie pozostawiały miejsca wątpliwości. Podobnie jak czarne pióra na hełmie i obca mowa. Miał do czynienia z Nilfgaardczykiem. Czarodziej nie potrafił przypisać go żadnej brygadzie ani nawet zidentyfikować szarży. Ze wszech miar miał jednak prawo domyślać się, że ma do czynienia z kimś o wysokiej randze. Przypuszczalnie oficerem.
Nilfgaardczyk podniósł pancerną rękawicę do wizjera, unosząc zasłonę hełmu. Jego twarz była niemal nagą czaszką, pozbawioną warg, obciągniętą wysuszoną resztką szarej, pergaminowej skóry. Z parą białych gałek wyzierających z głębi oczodołów. Żadna z tych rzeczy nie przeszkadzała mu stać przed nim w tej postaci i przemawiać. Artykułowanie, choć z wyraźną trudnością.
Nie znam… waszej mowy. Dobrze. — Każde jego słowo było jak ostatni dech konającego. — Byłem im katem. Łamie mi kości. Parzy skórę. Pokój nie dla mnie. Patrz. Patrz!
Postać rzężącego upiora rozpłynęła się, ustępując miejsca wizji odbijającej się w zwierciadle. Pomieszczenie wokół von Carliny zatętniło magią. Znajome uczucie ucisnęło mu skronie.
Wizja była niewyraźna. Czarno-biała i rozedrgana jak gdyby oglądana z końskiego grzbietu podczas szybszego biegu albo w pijanym widzie. Widział młynarski dworek. Płonące wkoło obejścia. Łunę nad miastem Vengerberg. Przekraczał most. Gospodarstwo starego Jędrycha. Płonący sad. Spichlerz. Rozwidlająca się ścieżka wiodąca ku wsi Nowa Pasieka tuż obok traktu na Guletę. Zbacza z drogi na rosnący opodal niej zagajnik.
Znajdź — odzywa się niespodziewanie głos w jego głowie. — Zakopałem w lesie. Pod uschłym grabem. Znajdź i zwróć.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 18 kwie 2022, 20:22

W okresie trwania wojny Królestw Północy z nilfgaardzkim najeźdźcą, Asteral przebywał na zmianę w Novigradzie i Ban Ard, niewiele interesując się bieżącymi spawami państwowymi, zupełnie skupiony na swoich pracach naukowych, wykładaniu na uczelni magicznej, czasami goszcząc za murami Akademii Oxenfuckiej, ale nigdy nie obracając się w świecie wielkiej polityki. W skrytości obawiał się napaści ze strony agresora, ale nie należał do czarodziejów wspierających swoją mocą armii Nordlingów. Prawdopodobnie z jego pacyfistycznym nastawieniem i liberalizmem nie nadawałby się na wojaczkę, choć mógłby zastąpić tuzin chirurgów polowych. Sympatii do cesarskich żołnierzy nie dodawały mu wieści płynące od miejscowej ludności, niechętnie wspominających dawne czasy mordów i gwałtów. Jednakowoż co się stało, to się nie odstanie, a każdej duszy spokój się należy. Dlatego- tak, czarodziej był mu przyjacielem, by odczynić klątwę na dworku spoczywającą.
W wizji zatopiony Piołun poznawał miejsca, które mijał przechadzając się po okolicznych terenach, a to wędrując do miasta, a to udając się zasięgnąć języka u miejscowych dziadyg, czy szukając ziela niejednakiego. Nie były to miejsca widziane jego oczyma, gdyż płonące tutaj chaty i zabudowania gospodarcze, z dawna zostały zreperowane. Skąpana w krwi i dymie przeszłość ustępowała miejsca obiecującej przyszłości. Ale ten zagajnik czarodziej dobrze znał, gdyż zbierał tam czerwieniące się owoce głogu. Toż tam mogły być bramy łączące świat sacrum i profanum.
— Postaram się przynieść twojej duszy ukojenie – rzekł zaoferowany czarodziej, w którym jednak tknęła się iskra nieufności. Nieczyste byty, splamione okrutnym grzechem nie zawsze pragną spokoju, lecz kierują zwykłymi śmiertelnikami dla swoich niegodziwych celów. A papierowy druid nie był zwykłym śmiertelnikiem.
Był to jedyny trop Asterala, a więc bez dłuższego zastanowienia skierował swoje nogi w kierunku wspomnianego w marze miejsca, gdzie został zakopany przedmiot, czymkolwiek on był. Narzuciwszy na siebie tylko płaszcz, biorąc pod pachę łopatę, opuścił domostwo, pod nosem nucąc sobie piosenkę.
- Szedł czarodziej do gaiku
Do zielonego, do zielonego, do zielonego.
Napotkał demona
Bardzo cwanego, bardzo cwanego, bardzo cwanego.
Gdzie jest ta ścieżynka, gdzie jest ten grab,
Gdzie jest ten bies, co opętał ją.
Znalazłem ścieżynkę, znalazłem grab,
Znalazłem biesa, co opętał ją.
O mój miły demonie bardzom ci rad.
Dałbym ci chleba ze smalczykiem, alem już zjadł,
ależ już zjadł, alem już zjadł.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 23 kwie 2022, 0:40

Czarodziej wyruszył ze dworku z łopatą pod pachą i pieśnią na ustach, od której trawa w przydrożnych rowach więdła i przysychała.
Szedł wiejską drogą ujrzaną w wizji ukazanej mu w zwierciadle. Przekroczył rzekę niewielkim kamiennym mostem, mijając na nim dwie młode pasterki z pełnymi wiadrami, oglądającymi się na niego ciekawie. Przeszedł obok zarastającego chwastem, zapuszczonego gospodarstwa starego Jędrycha, któremu zmarło się w czas wojny. Szedł podle obsianego konopiami pola, które dawniej było sadem. Pokierował się na spichlerz, który podpowiedział mu dalszą drogę, wyłaniając się na horyzoncie do spółki z wiatrakiem, którego budowa wedle najbardziej ambitnych zamiarów miała zostać ukończona jeszcze tego lata. Zastani przy konstrukcji budowniczowie, porozkładani wygodnie w cieniu w towarzystwie kilku oplecionych słomą gąsiorów zwiastowali, że na wiatrak przyjdzie poczekać i do jesieni.
Szedł dalej, zbaczając na Nową Pasiekę, bite dwie piesze mile podążał piaszczystą drogą biegnącą między morzem łąk. Poruszane wiatrem dzikie zboża kiwały się po obydwu stronach ścieżki, czerwone maki znaczyły swoją obecność wśród zieleniącej się trawy, muchy bzyczały mu nad głową. Droga była prawie pusta, jeżeli nie liczyć nadchodzącego z naprzeciwka pastucha z witką, który pozdrowił go uchyleniem wysłużonej, śmierdzącej baranem czapki. Pół mili dalej minął się z krótko ogolonym konnym w czarnej brygantynie, który dla odmiany nie zwrócił nań uwagi, zajęty drzemaniem w siodle.
Mag wykazał przezorność, zarzuciwszy na siebie płaszcz przed wyjściem z domu. Gdy tylko na dobre zostawił za sobą podgrodzie, pogoda poczęła zmieniać się w odczuwalny sposób. Słońce przestało grzać, kryjąc się za chmurami, pozbawiona jego promieni okolica poszarzała momentalnie, a rodzący się gdzieś na wschodzie wiatr spotęgował ochłodzenie, kilka razy targnąwszy połami jego okrycia.
Uchronił się przed nim, wkraczając między zarośla i drzewa, do zagajnika, który zdawał się wręcz wychodzić mu na spotkanie, niemal przyzywać ku sobie. Charakterystyczny, trudny do pomylenia zapach głogu wyczuł już z daleka, zebrane w podbaldach białe kwiecie wabiło brzęczące owady ciężkim nektarem.
Skojarzył widziany w wizji skraj zagajnika, rosnące przy sobie drzewa, wyciągające gałęzie w kierunku obecnie skrytego słońca. Poznawał zwiastujące wiosnę fioletowe wrzośce kupiące się w cieniu drzew oraz obalony wiekowy grab znaczący właściwe miejsce na wzór drogowskazu. Nieopodal znajdowała się też głęboka, zamącona kałuża pobrzmiewającą kumkaniem — tę pamiętał w wizji jako niewielki, piaszczysty dołek. Nie potrafił się również oprzeć znajomemu wrażeniu ukrytej w miejscu magii. Mogła być to po prostu intersekcja. A mogło jeszcze coś innego, bo pewności w tym względzie nie posiadał.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 23 kwie 2022, 18:04

Podążając ujrzanymi w wizji obrazami, odnajdując, odmienione przez czas, fragmenty układanki, czarodziej w końcu dotarł do wskazanego mu miejsca pachnącego głogiem. Zdążył w tym czasie pozdrowić się z paroma osobami, naciągnąć na siebie płaszcz i zmęczyć się spacerem. Nim przystąpił więc do oględzin miejsca i poszukiwaniu zakopanego przez przeklętego Nilfgaardczyka przedmiotu, przycupnął sobie nad stawem i odpoczął. Spoczął na ziemi, skupiając się na otaczającej go naturze, pozwalając umykać myślom z jego głowy. Wdychał nozdrzami powietrze ciężkie od pyłków wszelakiego kwiecia i charakterystycznego zapachu wilgotnej gleby. Przysłuchiwał się wiatrowi niespokojnie wdzierającemu się między korony drzew, trzepotaniu owadzich skrzydełek i dźwiękom osiedlonym w bajorze płazów. Czuł po wewnętrznej stronie dłoni, które ułożył na podłożu, łaskotanie rosnących koniuszków wiechlin, które zastąpiło mrowienie, gdy zaczerpnął mocy z gaju.
Kilka kolejnych minut napajał się czystym pięknem. Kolejno wstał rześko i pogodnie, pełen wigoru, oczyszczony z przykrych natrętnych myśli z otwartym umysłem. Nim jednak przeszedł do zadania, które go tutaj przygnało, rozejrzał się jeszcze po otoczeniu w poszukiwaniu składników alchemicznych. Obejrzał obalony grab, czy jego pień nie porastają znajome grzyby czy leichena; nazbierał garść białych płatków głogu, starając się nie wystraszyć pracowitych owadów zapylających kwiaty; obszedł stojącą wodę za hydrofitami; ściął sierpem kilka wrzosów.
Po udanych zbiorach, schowawszy świeże zapasy ziół, zabrał się drugi raz tego dnia za kopanie dołu. Tym razem w poszukiwaniu tajemniczego przedmiotu, rozwiązania zagadki dworku młynarskiego. Rozejrzał się w miejscu, gdzie legł grab, w poszukiwaniu charakterystycznej sfery napełnionej magią lub po prostu czegoś co zwróciłoby jego uwagę i zaczął kopać.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 26 kwie 2022, 1:14

Zażywszy chwili wywczasu po podróży, Asteral zaczerpnął Mocy — więcej niż mógł się spodziewać. Odnalezione przez niego miejsce obfitowało w dającą się swobodnie wyciągnąć aurę — pobrał ją ułamkiem zwyczajowego wysiłku potrzebnego, by skorzystać z dobrodziejstwa żywiołu ziemi.
Nabrawszy magii i nowych sił, postanowił zadośćuczynić swojej zielarskiej specjalizacji. Zgodnie z jego przeczuciami, obalony grab krył w sobie niezmiar niezmiaru — niepozornego, pospolicie występującego na próchnie grzyba o pożądanych, nefrologicznych właściwościach. Poza grzybem nie uświadczył żadnego pożytecznego leichena, we wnętrzu pnia żerowało tylko kilka czarnych, opalizujących żuków oraz drobne cętkowane insekty o długich czułkach. Nieopodal butwiejącego drzewa udało mu się także pozyszczyć kilka sztuk jaskółczego ziela.
Kwiatów głogu i wrzośców udało mu się zebrać pod dostatkiem, zupełnie odwrotnie niż hydrofitów. „Bajoro” było w istocie głębszą kałużą, pełną śmierdzącej zastałej wody. Jedyna obfitość życia w tej ostatniej przejawiała się obecnością drobnych brązowych żab oraz pożeranych przez nie komarów.
Krótko po tym zaczął kopać. Poza pobraną niedawno Mocą nie był w stanie wyczuć ani zaobserwować niczego, co ściągnęłoby jego uwagę. Zdał się tedy na intuicję, poczynając od grabu. Już po kilku pierwszych ruchach łopatą pojął, dlaczego ktoś wybrał ten zakątek jako miejsce potencjalnej skrytki. Konsystencja gleby sprzyjała kopaniu — przy wbijaniu stawiła znikomy opór trzonkowi łopaty, z łatwością pozwoliła się rozgrzebać. Von Carlina nie zdążył się nawet porządnie spocić ani uświnić, kiedy miał przed sobą stertę świeżo rozkopanej ziemi oraz dołek głęboki na łokieć. Nie musiał kopać dużo i głębiej — wystarczyła druga połowa tej głębokości, aby łopata natrafiła na coś twardego.
Nie był to zgrzyt ani chrobot towarzyszący uderzeniu o kamień. Nie natrafił również na pozostałość jakiegoś korzenia. Łopata stuknęła sucho o coś, co mogło być tylko obrobionym drewnem. Niewielką skrzynką, rzeźbioną w drewnie szkatułką o żelaznych okuciach i zawiasach. Jej przód, wyposażony w niewielkie kółko, a dawniej zapewne pasującą doń kłódkę, był poznaczony próbami sforsowania. Drewno w kilku miejscach było odpryśnięte, a przednie okucie wygięte pod wpływem uderzenia.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 26 kwie 2022, 13:09

Uwadze czarodzieja nie uszła obecność owadów, które wędrowały po wewnętrznej części pnia, trawionego zgnilizną i grzybem. Nie był specjalistą od entomologii, aczkolwiek w towarzystwie Dorregaraya i druidów nie sposób było, nie rozkochać się w faunie otaczającego świata. Dlatego pozwolił sobie przyjrzeć się czarnym chrząszczom, przyporządkowując je w głowie do rodziny Geotrupidae , ale tych drugich insektów zupełnie nie potrafił sklasyfikować. Zostawił więc je w spokoju, wracając do zielarskich krzątanin po zagajniku.
Wykopanie przedmiotu nie okazało się tak trudne, jak początkowo się spodziewał, bo ziemia była podmokła, a z tej racji miękka. Szybko więc dotarł do zakopanego kuferka, którego po chwili wyciągnął z dołu. Nim przeszedł do sprawdzenia jego zawartości, dokonał zewnętrznych oględzin przedmiotu. Korzystając z wody z bajora obmył wieko i ścianki, a następnie przyjrzał się skrzyni. Poszukiwał jakiś run lub rzeźbionych zdobień, sprawdził ostrożnie jej spód. Uszkodzona elementy okucia i brak kłódki świadczą, że ktoś próbował się doń dostać. Pomyślał czarodziej, poddając przedmiot prostemu badaniu magicznemu na obecność jakieś silnej mocy magicznej. Jeżeli to i analiza organoleptyczna, nic nie wykażę ale tylko w tej sytuacji, czarodziej próbuje podnieść wieko, ale nie stając bezpośrednio naprzeciwko szkatuły w obawie przed jakimś zmyślnym mechanizmem ochronnym przed złodziejami.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2027
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Dziki Gon » 29 kwie 2022, 2:03

Kuferek był niewielką, drewnianą skrzynką z płaskim wiekiem. Drewno było jasne i nieimpregnowane, przypuszczalnie sosnowego pochodzenia. Zarówno wieko, jak i ścianki nie zdradzały żadnych oznaczeń w postaci wyrytych znaków lub rzeźbionych ornamentów. Wrodzona wrażliwość na aurę była jedynym badaniem drzemiącej w pudełku magii, na jakie mógł sobie pozwolić w obecnych warunkach. A nie wyczuwał rezonansu. Przynajmniej nie na tyle silnego, by miał przeniknąć sosnowe ścianki.
Woda z kałuży, mętna i zastała nie przysłużyła się jego czystości, brudząc drewno i nadając mu zapach błota. Nadgniecione okucia i brak kłódki świadczyły, że ktoś próbował się doń dostać i dostał. Nic nie stało więc na przeszkodzie, by uchylić wieko i samemu zajrzeć do środka.
Zwolniona wymyślnym, świetnie zakamuflowanym mechanizmem igła nasączona zabójczym jadem zerrikańskiego węża niemającego swojej nazwy we wspólnym wystrzeliła, trafiając go prosto w szyję pomimo daleko posuniętej ostrożności, którą zachował, otwierając szkatułę.
Nadaktywna, regularnie podlewana nalewkami z piołunu wyobraźnia mogła podsunąć mu podobnie dziką wizję, ale w rzeczywistości nie stało się nic ponad to, że szkatuła skrzypnęła cicho swoimi zawiasami i ujawniła mu swoją zawartość. Dalece mniej ekstrawagancką, choć wcale nie pospolitą.
W środku, nakryty kawałem grubej białej chusty wyściełającej wnętrze, spoczywał komplet precjozów. Znajdowały się tam kolejno: niewielki, posrebrzany świecznik, zastawa stołowa wykonana z użyciem tego samego kruszcu, sześć nieobrobionych bursztynów, złota łyżka, sygnet z topazem, ozdobny, grawerowany sztylet o gwiaździstej głowicy, w sumie trzydzieści marek gotówką w ewidentnie uszczuplonym woreczku, lustereczko w rzeźbionej kości oraz amulet z niewielkim rubinem w srebrnej oprawie wyglądający na najcenniejszy ze wszystkich znalezisk. Pod nimi wszystkimi znajdował się jeszcze zwinięty w rulon papier zabezpieczony lakiem. Pieczęć była złamana.
Zanim zdążył przyjrzeć się mu uważniej, usłyszał kilka głosów od strony drogi, z której przyszedł do zagajnika. Była ich trójka, podobnie jak liczba zmierzających do niego przez trawy wyrostków o ogorzałych gębach i prawie identycznych jasnowłosych czuprynach. Choć mieli na grzbietach tylko sznurowane koszule, a na otwartym polu wiatr potrafił dać się we znaki, żaden z nich nie wyglądał, jak gdyby było mu zimno. Lekko rozchwiany krok oraz dolatujący od nich nawet z daleka zapach zdradzał dlaczego.
Oprócz koszul, dwóch z nich miało przy sobie cepy. Kto robił omłot zboża na początku lata?
O, patrzajta! Jaki śmiszny cudak! — skomentował, wskazując Asterala paluchem, najmłodszy z trójki o ciągle dziecięcej jeszcze twarzy, lecz nieustępujący wzrostem pozostałym.
Ni kłamały dzifuchy — włączył się idący obok, śmiesznie sepleniący z powodu potężnego przodozgryzu połączonego z diastemią. — Krencom fie tu jefcze pokraki.
Trzeci byłby najwyższy z pozostałych, gdyby nie przyginające go zaczątki garba oraz długie, worowate łachy wyglądające jak zdarte ze stracha na wróble, które czyniły go wizualnie krótszym. To on jako pierwszy z tria zechciał zwrócić się bezpośrednio do czarodzieja, przystając razem z kompanionami na skraju rojącej się płazem i komarem kałuży.
Te, Rydzyk! Co tam mosz?
Zarówno wzrok jego jak i pozostałych, zatrzymał się na odkopanym przez von Carlinę pudle.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 115
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Dworek Młynarski

Post autor: Asteral von Carlina » 30 kwie 2022, 8:43

Potrzeba mi nalewki z piołunu pomyślał Asteral, gdy okazało się, że nie przyjdzie mu się uchylać przed igłą nasączoną toksyczną substancją, że nie będzie musiał ekstraktowa ze swojego organizmu trucizny, że nie skona w zagajniku zapomniany, jak skrzynia płytko pochowana pod przewalonym drzewem grabu. Brakowało mu na podniebieniu tej charakterystycznej ziołowej goryczy, aż łapczywie oblizał wargi w tęsknocie za błogim stanem fantazji i odprężenia. Musiał uspokoić zszargane nerwy ostatnimi dniami. Wyprowadzka do Vengerbergu miała przynieść sielankę, ale von Carlina najwyraźniej nie potrafił żyć w błogiej ciszy urokliwego życia wiejskiego. Na to jeszcze przyjdzie czas
Na jego szczęście wieko skrzynki otworzyło się bez oporów i bez niespodzianek, odkrywając przed nim swoją sekretną zawartość. Spodziewał się odkryć tam o wiele bardziej niezwykłe przedmioty niż elementy zastawy, sakwę marek czy kilka błyskotek. Wyobraźnia podpowiadała mu, że ujrzy przed oczami zaczarowane insygnia czy zwoje z tajnymi sekretami cesarza. Najwięcej uwagi, podczas inspekcjonowania obiektów, przykuł do lustereczka w rzeźbionej kości, które mogło być łącznikiem ze światem dusz zmarłych, jak zwierciadło w dworku młynarskim. Spojrzał na odbijającą świat tafle, jakby poszukiwał odpowiedzi na nurtujące go pytania. Nie czuł jednak niczyjej obecności, a w odbiciu ujrzał zaledwie swoją roztargnioną facjatę. Korzystając z okazji, poprawił dłonią potargane włosy. Przez chwilę w dłoni ważył również srebrny naszyjnik z rubinem, aby odłożyć go na miejsce. Gdy chciał już rozwinąć rozpieczętowany pergamin, usłyszał głosy i kroki dobiegające zza jego plecami.
Ujrzał trzech hołyszy, którzy zaszli do zagajnika za pewne, aby bardziej zapić swoje czerwone mordy. Nie było to w smak czarodziejowi, który zamierzał odczytać zawartość zwoju, a następnie z całym odnalezionym dobytkiem udać się do dworku, aby odczynić klątwę na nim ciążącą. Kłopotów w ostatnim czasie miał na pęczki, a więc problemów ze strony miejscowych łachmaniarzy nie potrzebował. Zamknąwszy wieko skrzyni odwrócił się do nich.
- Świetnie się składa, żeście Panowie zaszli tutaj. Jestem nowym w okolicy wiedzącym, a odnalezione przeze mnie akcesorium niezbędnym do goecji, jest w stanie wszystkie dusze założne na świat przywrócić. – wystąpił krok przed siebie, aby zbliżyć się do mężczyzn, ale rzeczywiście zamierzał trzymać ich na dystans. Te cepy, na których opierali swoje pokraczne ciała, nie byłoby przyjemnie poczuć na karku.
- Potrzebna mi wyręka, aby zanieść skrzynię z przeklętymi artefaktami do mego dworku, zamieszkuję na podgrodziu starą posiadłość młynarską nad Siewierzynką. Terminujący u mnie młodzieniec niestety upuścił zaklęte precjozum i opętały go siły nieczyste. Ale nie ma co się martwić, chciwość zawsze zostanie ukarana. Więc prędko chłopy, prędko do roboty – zawołał do nich ponaglając ręką, jakby nie przejmując się, że zaledwie ich poznał.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław