Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Obrazek

Niegdyś dumna i prosperująca stolica, po wyrżnięciu załogi miasta i mieszkańców oraz grabieży dokonanej przez nilfgaardzką armię, mozolnie i z pomocą olbrzymich nakładów finansowych odzyskująca dawną pozycję zawdzięczaną przemysłowi.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2022, 15:01

Obrazek

Nieduża gospoda położona przy brukowanej, miejscami wybrakowanej ulicy prowadzącej z podgrodzia przez drugą największą bramę grodu. Niewielki budynek wyróżnia się na tle mieszczańskich domostw kaligrafowanym szyldem oraz kwietną grządką poprzedzającą zawsze uchylone drzwi. Po ich przekroczeniu goście odnajdują się we wnętrzu umeblowanym w nienowe, ale za to skompletowane i niewyszczerbione sprzęty, zawsze stoliki i krzesła, nigdy długie ławy i ciężkie blaty. Panujący we wnętrzu półmrok, nawet w środku dnia rozświetlany jest tu światłem świeczników i kandelabrów potęguje wrażenie przytulności podkreślane dodatkowo przez pokrywające podłogę szyte dywany i nieco kiczowaty arras z jednorożcem przypominającego raczej niewydarzonego kozła zawieszony na ścianie między szynkwasem a drzwiami do spiżarni. Po prawej stronie, nad rzeczonymi szynkwasem i spiżarnią, znajdują się wiodące na półpiętro schody, do miejsca wspólnego wypoczynku wyposażone w wygodniejsze, obite poduszkami krzesła, fotele i niewielki kominek będący przedłużeniem znajdującego się poniżej kuchennego paleniska oraz ulubioną miejscówką krążących po wnętrzu kotów przygarniętych przez właścicielkę. Jadłospis skromny, ale smaczny, cenowo przewidziany na kupiecką i podróżną kieszeń. Piwo, jak w całej stolicy — tanie i dobre, ale cięższe sakiewki znajdą tu jednak niezgorszy wybór przednich miodów i win. Stąd też zachodzą i zajeżdżają tu przeważnie wszelkiej maści handlarze i kupcy. Tym chętniej, że bliskość miejskich bram i czuwających tam straży jest dodatkową gwarancją spokoju panującego w „Kielichu...”.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 06 cze 2022, 20:34

Notka dla samej siebie — jest za bystry na puste komplementy. Ciężko jednak było winić dziewczynę za to, że bada grunt. Wszak mało to dżentelmeńskie, co czarodziejski uczeń zdawał się jednak rozumieć, bo chociaż się uśmiechnął na te żenująco-kokieteryjne wtrącenie, które padło jeszcze zanim wyszli z miejskiego ratusza. Choć trochę w nim prawdy być musiało — inaczej by przecież sobie głowy nie zawracała.
Teraz zaś Aust ciągnął ją ze sobą do miejsca rzekomo „niebrzydkiego i niedrogiego”, a przy tym (w miarę?) przyjaznego długouchym. Lepiej, żeby tak było, bo w innym przypadku — ciągnął raczej nadaremno. Wszak to elfka stawiała i jeśli ona miała chodzić głodna to on też będzie... Żadnych kompromisów w tej kwestii. Miejscy strażnicy, fartownie, nie zamierzali im przeszkadzać w najbliższych planach. Przynajmniej póki co.
— Oho... Lać będzie, coś mi się widzi. I to porządnie — ta poinformowała go, spoglądając na pociemniałe od chmur niebo, bo pora była zdecydowanie jeszcze zbyt wczesna by słońce zaszło za horyzontem. To jest — jeśli przy tej całej wycieczce po mieście, obyczajowych rozterkach w łaźni, spełnionej powinności w ratuszu i własnych amorach nie straciła aby kompletnie poczucia czasu.
Na ich szczęście zdążyli do „Kielicha i Jednorożca” zanim jeszcze spadły pierwsze krople. Istka poświęciła sobie jeszcze krótką chwilkę na czytanie tablicy ogłoszeń — na wszelki wypadek już pod małym daszkiem, pod którym ta była skryta, pewno ażeby kartki nie zamokły.
— „Młynarz kutwa!” — przeczytała na głos wstęp do pierwszego z brzegu. Po czym spojrzała na Austa... i prychnęła ze śmiechu. — Mam nadzieję, że to nie mistrz Asteral robi karierę, ha-ha! — a potem przeglądała dalej. Niestety nic więcej nie napawało dobrym humorem. Żaden miejski szpital nie najmował, nikt nie potrzebował felczera ani medyka, a przynajmniej nie pilnie... Szykowała się jakaś ekspedycja do Illec'woéd, ale z treści wynikało, że idą chyba bić Wiewiórki. Żaden zdrowo myślący człowiek nie nająłby elfiej medyczki do takiej wyprawy, nie mówiąc już o tym, że Istka nie planowała się chwilowo nigdzie wynosić. Nie póki kwestia Catriony stała pod znakiem zapytania, nawet jeśli z każdą godziną spędzoną w normalnie funkcjonującym mieście zaczynała coraz to bardziej powątpiewać, bo wszystko wskazywało na to, że plotki o zarazie były conajmniej przesadzone.
— „Pomoc zakochanym...” — zdziwiła się z lekka, natrafiając na jeszcze inne. Spoważniała nieco, bo akurat z wymienionym w nim problemem mogła się sama utożsamić, jako „elfia baba”, a w dodatku fanatyczna wręcz asymilantka i zwolenniczka koegzystencji. — To niesamowite jak rodziny potrafią być podłe wobec własnych dzieci. W imię „wyższych celów”, jakżeby inaczej... Pewnie czystości rasowej — żachnęła się krótko i z ironią w głosie. Sprawa wydawała się nieskomplikowana na tle innych, ale co tu zrobić? Próbować gadać z rodzicielami, którzy chcą parkę rozdzielić? Ludzie każą jej całować klamkę zanim jeszcze otworzy usta, a elfy wyśmieją ją, że pięćdziesięcioletnia smarkula będzie im jakieś morały prawić. W dworku może by się znalazło dla nich miejsce, ale realistycznie patrząc to sama dzisiaj ledwo co tam trafiła. Nie była w pozycji, żeby prosić czarodzieja o cokolwiek więcej. Zwłaszcza o coś tak dużego.
Całemu światu nie pomożesz, głupia... Martw się o siebie.
— Ech, no nic... Wejdźmy już do środka i wybierz jakiś przytulny stolik. Umieram z głodu i w gardle mi zasycha.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 08 cze 2022, 22:30

Będzie lać — powtórzył za nią, nim dotarli do karczmy, patrząc na kłębiące się w oddali na horyzoncie chmury i wzdrygając się mimowolnie. — Wisiało od jakiegoś czasu. Ha, mistrz już pewno dawno zdążył się obrobić i grzeje się teraz w ciepełku i suchości...
Zbliżając się do tablicy, odczytał wespół z elfką jedno z pierwszych i również rzucających mu się w oczy ogłoszeń.
Na razie nie zdążył za wiele namielić — skomentował z lekkim uśmiechem, pocierając pozbawiony zarostu policzek. — A młynów ci w okolicy dostatek. Kutwów zresztą nie mniej.
Nie skwitował kolejnych zleceń inaczej jak tylko kilkoma pełnymi zadumy potaknięciami. Nie potrafił również nie zgodzić się z towarzyszką, kiedy ta zaproponowała wejście do środka. Pomimo popołudniowej pory udało im się uniknąć większego ruchu — w całej karczmie, nie licząc ich dwójki, oberżysty oraz służby, nie przebywało więcej niż pięć osób — dwóch lokalnych mieszczan degustujących trunki, obiadający wędrowiec w płaszczu i zdradzających drogę zakurzonych butach, strojąca lutnię niewiasta, studiujący mapę starszawy jegomość oraz pałaszujący parującą polewkę mąż z mieczem u pasa, na oko wyswobodzony właśnie ze zbroi lub tabardu członek jakiejś formacji.
Dla mnie piwa i polewki z grzankami. Tej cebulowej — złożył swoje zamówienie Aust, łapiąc wzrokiem kręcącą się nieopodal szynkwasu wysoką i jasnowłosą dziewkę w fartuchu, zachęcając Istkę do podobnego wyboru.
Kominek wolny — mruknął, wskazując ruchem głowy półpiętro. — Siądźmy sobie.
Siedli. Kominek, w istocie, okazał się wolnym, lecz jeszcze nierozpalonym. Jednak ruszający niedługo w ślad za nimi oberżysta — dobrze zbudowany, brodaty mężczyzna w sile wieku, naprawił ten mankament, karmiąc polana i podsypany pod nie chrust odrobiną żaru. Miało minąć nieco czasu, nim zacznie przygrzewać na dobre, lecz w międzyczasie mogli uraczyć się wygodą zajętych przez siebie foteli oraz doniesionego im zamówionego napitku i jadła, na które Aust rzucił się bez ceregieli i chwili zawahania. Jego ostatni posiłek we dworku został mu wszak przerwany w nagłych i nadnaturalnych okolicznościach.
O jako takich manierach, przypomniał sobie w połowie miski i po trzech łykach lokalnego piwa pociągniętych z kufla. Ocierając pianę z ust, odchylił się na oparciu, podejmując grzecznościową konwersację.
Nie sugeruj się tą tablicą — zwrócił się do Istki przez dzielący ich niewielki stoliczek. — Tam zawsze wypisują najdziwniejsze ogłoszenia. W Vengerbergu na pewno znajdzie się pełno pracy dla medyka. Jak wszędzie. Hmm… Mogę o coś spytać? O coś osobistego.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 08 cze 2022, 23:59

— Czy ja wiem...? — skomentowała mnogość „kutwów” elfka. — Szmatki po dobrych cenach dostałam. I jeszcze sprzedawczyni miła... Choć myślałam, że szewc to mnie samym wzrokiem ubije jak mu powiedziałam, że... — zawiesiła głos, jeszcze raz zerkając na chłopaka i przez sekundę jakby zastanawiając się czy w ogóle powinna o tym mówić. — ...że ten... no, mam oficerki... ponilfgaardzkie... — dokończyła tak jakby to był powód do wstydu. Nawet jeśli przed nim jakoby wstydzić się nie powinna.
Do środka dała zaprowadzić się całkiem ochoczo, lecz widząc zajadającego się polewką męża zdębiała z lekka. Ale tylko przez ułamek chwili, bo szybko doprowadziła się do porządku. To nie mógł być ten sam, który ją gonił, nie mógł... prawda? Dla pewności zrobiła to co zrobić powinna już wcześniej — zawiązała szybko włosy w kitę, ażeby odróżnić się jeszcze bardziej od swego poprzedniego wizerunku. Wolała nosić je rozpuszczone, zwłaszcza w takich miejscach jak oberża, bo burza loków z reguły dodawała do uroku osobistego, przy okazji wabiąc wszelkiej maści samców i wywołując lekką zazdrość u samic. Teraz jednak było jej to zbędne, a pragmatyzm wygrał w starciu z potrzebami estetycznymi.
Zaszczyciła też spojrzeniem trubadurkę z lutnią, snując w głowie szybki plan tańca z młodzikiem, może jak jeszcze im niespieszno do domu będzie i odpoczną po posiłku.
— Dla mnie to samo — stwierdziło dziewczę bez wydziwień, zachęconą będąc przez towarzysza — Tylko piwa to może cały dzban przynieście, pani. Akurat nas dwoje to się podzielim — na napitek nie zamierzała żałować, bo jeśli coś było na tym świecie taniego to był to sikacz z lokalnego browaru. Zawsze i wszędzie. A może i nie sikacz? Dowiedzieć się miała jak spróbuje. Dawno nie miała w ustach vengerberskiego trunku.
Na miejsce przy kominku miała początkowo zaoponować, ale stolik nie stał tak znowu blisko... Do przeżycia. Wyraźnie jednak podłapała szybko miejsce po drugiej stronie stołu, tak żeby nie mieć żaru za plecami, gdy w końcu go rozpalą.
Aust, na swoje szczęście, wstydzić nie miał się czego, bo Istka zresztą też jadła szybko i łapczywie, zupełnie nie jak dama, a już na pewno nie tak jak sama by zaleciła, by żyć długo i bez chandry. Ale, psia mać, jeśli ta polewka nie była dobra...
— Masz rację, lać na te ogłoszenia. Pójdę jutro popytać w szpitalu, albo lazarecie. Albo w zamtuzie — dodała już ciszej i puściła mu cwaniacki uśmieszek, będąc ciekawa reakcji. — Czasem przyjmują etatowo felczerów, zwłaszcza w tych gdzie klientela niepewna i zdarzają się burdy.
Na ostatnie pytanie ożywiła się nieco bardziej. Z jednej strony lubiła, że ktoś jej czas poświęcał i mogła o sobie poopowiadać, ale takiego suspensu w takim miejscu raczej się nie spodziewała.
— Śmiało. O co chcesz. — zachęciła ucznia z entuzjamem.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 09 cze 2022, 22:59

Niedrogie piwo z lokalnego browaru nie zasługiwało na miano sikacza. Choć jasne i lekkie, nie brakowało mu walorów smakowych, a podane zostało należycie — schłodzone, niezbyt spienione i nade wszystko nierozcieńczone. Przyjemnie orzeźwiające, faktycznie miło komponowało się z ciepłą gęstością suto omaszczonej i doprawionej polewki.
Mogę ci pomóc. Z tym rozpytaniem o pracę. W szpitalu albo lazarecie — zaoferował się szybko i sprecyzował, które z miejsc ma na myśli. — Mam tu kilka kontaktów, tedy jeśli zechcesz…
Zakończył propozycję otwartą sentencją, pozwalając sobie na kolejny łyk zupy, krusząc do miski z zaserwowanym obok niej podpieczonym chlebem.
Dlaczego Vengerberg — zapytał szybko, przełykając i natychmiast spłukując zimnym piwem, bo omal nie przypłacając swojej łapczywości oparzeniem przełyku. Posiłek, zwłaszcza bliżej dna, wciąż był jeszcze gorący. Odkaszlnąwszy, podjął wątek, kiedy tylko był w stanie mówić swobodnie i bez chrypienia. — Nie chcę być wścibski ani nieuprzejmy, ale po wojnie twoi ziomkowie nie mają tu łatwego życia. Sama widziałaś, dzisiaj na placu. Nawet jeżeli, jak twierdzisz, to byli Rivowie. Tak czy inaczej, nie myślałaś o... innych kierunkach?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 10 cze 2022, 2:10

Nim odpowiedziała, Istka sama musiała wpierw przełknąć, pozwalając kilku następnym sekundom przeminąć we względnej ciszy. Czas ten wykorzystała, żeby rozważyć propozycję, choć tak naprawdę nie było nad czym się zastanawiać — póki co miała oszczędności, ale dobrze by było zarobić coś więcej na własne utrzymanie. Mało rozsądnie byłoby tedy odmówić.
— Zechcę, bardzo chętnie. Nikt mnie tu nie zna i przydałyby mi się... referencje. Jeśli mógłbyś rozpuścić wici... na pewno nie zaszkodzi.
I tyle, bo co jeszcze mogła dodać? Nie chciała po raz kolejny powtarzać, że owszem, jest takiej, a nie innej proweniencji i w niektórych miejscach ciężko byłoby, żeby ktoś w ogóle dopuścił ją do chorego pacjenta. Że w zamian za ową przysługę chętnie wywdzięczy mu się, typowo po kobiecemu, tak jak już mu dwa razy obiecywała — to też Aust wiedział również w całej zupełności, nawet jeśli robiła to bardziej dla własnej satysfakcji niż dla niego.
Niemniej, zadane w dalszej kolejności pytanie było... z lekka zaskakujące. I przy tym — jak jej się wydawało — nieco naiwne. Spieszyła z wyjaśnieniami, gapiąc się w międzyczasie na zawartość wstrząsanego właśnie w powietrzu kufla, zanim wzięła kolejny łyczek.
— A bo my to teraz gdzieś łatwe życie mamy? — stwierdziła z oczywistością w głosie. — Ze wszystkich krain do których trafiłam, tak naprawdę w Aedirn nie jest tak źle. Sporo ludzi jest przynajmniej obojętnych, nawet trochę mieszanych par tu widziałam, na pewno więcej niż w innych królestwach. W Kaedwen nie byłam jeszcze, ale ponoć tam jest gorzej, zresztą moja matka się stamtąd wyniosła zanim się urodziłam i radziła tylko, żebym nigdy nie wracała, choćby nie wiem co. Za to do Kerack w ogóle mnie nie wpuścili, wyobrażasz sobie? — mimo retorycznego pytania, twarz Istki nie wyraziła oburzenia w żadnym stopniu, po prostu opowiadała dalej. — Zawrócili mnie na granicy. Powiedzieli — „nieludów nie wpuszczamy, król dekret podpisał. Poszła won!”. No to co miałam zrobić... poszłam. Musiałam się wrócić przez Verden i Brugge, do Temerii, bo przecież przez Brokilon nie pójdę, życie mi za miłe, żeby strzałą dostać zza krzaków... Potem posiedziałam z rok, albo dwa w tej Temerii i trafiłam tutaj, bo trochę posucha się zrobiła. W Hagge zaś usłyszałam, że niektórzy uciekają z Vengerbergu bo lada dzień ponoć epidemia miała wybuchnąć. No to przyjechałam, bo...
Zatrzymała się na chwilę, by z jednej strony zagryźć grzankę, a z drugiej zastanowić się dokładnie na odpowiedzią. Która w końcu padła.
— ...bo to w końcu moja praca. Tak trzeba, nie...? A przedtem to jeszcze o Kovirze myślałam, bo ponoć też przyjaźniejsi dla elfów są. I o tym... Oxenfurcie. Twojej Redanii, znaczy się. Chciałabym kiedyś na uniwersytet iść, tak oficjalnie. Ale to trzeba na czesne mieć, do tego jeszcze nie wiadomo czy mnie przyjmą... — machnęła ręką z rezygnacją. — No ale tak to wyszło. Z tą zarazą tutaj to chyba jakieś bajędy z palca wyssane. Komuś pewnie sąsiad zachorował na coś egzotyczniejszego, to spakował się i uciekł, myśląc, że zaraz wszyscy chorzy będą. Szkoda niby trochę, ale przynajmniej was poznałam i ten... na pewno jakąś robotę tu podłapię. Nic straconego.
Oj, rozgadała się. Ale to już wina akurat samego Austa, że poruszył temat, a ona chciała odpowiedzieć wyczerpująco. Taka to już przywara, nie tylko kobiet elfich. Cytując jakiegoś mędrca — „u każdej baby można było stwierdzić taką przypadłość”. Ale może to i lepiej, przynajmniej nie siedzieli w ciszy, strojąc do siebie dziwne miny, jak to czasem na podobnych damsko-męskich spotkaniach bywało.
— To teraz moje pytanie — jak to się stało, że z kandydata na — bez urazy — gryzipiórka, awansowałeś na czarodziejskiego ucznia? Taki talent się jakoś objawia... tak... no wiesz... z dnia na dzień? Jak to było? Weź no opowiedz dokładnie.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 12 cze 2022, 0:16

Nie, nie macie — zgodził się krótko. Ale w Vengerbergu ludzie ciągle pamiętają to, co twoi ziomkowie walczący w komandach robili z uciekającymi z miasta uchodźcami. Szaropióre strzały o rozpryskowych grotach masakrujące cywili na traktach, pomyślał, nie powiedział, zapadając w posępne milczenie.
Nie odezwał się także wtedy, gdy opowiedziała mu o tym, jak przegonili ją z Kerack, obecnie podupadłego i śpiewającego swą łabędzią pieśń królestwka na wybrzeżu. O tym, jak wiele szczęścia miała, że zawrócił ją stamtąd, zapewne patrol królewskich, a nie oddział niesławnych Leśniczych, wciąż jeszcze działających w krainach graniczących z Brokilonem. I że skończyło się na tylko na zawróceniu.
Przesada — skomentował wreszcie wzmiankę o vengerberskiej panice. — Ale czasy niespokojne, tedy plotka ma łatwy rozgłos. Ludzie się boją.
Epidemia — podjął z chrząknięciem, spoglądając po niej niepewnie. — Rozwinęła się na dobre na południu. I w Temerii, cztery lata temu. Mówią, że znowu zawitała na Maribor. I nie ma na nią lekarstwa…
Wysłuchał jej do końca, mieszając swoją polewkę. Kiedy pozwoliła sobie przejąć pałeczkę w zadawaniu pytań, wbrew jej ostrzeżeniu, żachnął się lekko, ale cokolwiek po przyjacielsku.
Ekonom to żaden gryzipiórek. Do tego trzeba więcej niż być tylko czytatym i pisatym jak byle pisarczyk albo skryba. Lza zarządzać posesjami i całym mnóstwem spraw, ot i co… Ja akurat tego nie znosiłem — odpowiedział, pozwalając sobie na przypływ szczerości, po czym uśmiechnął się z lekka do własnych wspomnień. — A popatrz, koniec z końców i tak skończyłem, doglądając młyna. Ironia, czyż nie?
Różnorako — odpowiedział szybko, nieco zbyt szybko, na drugą część zadanego przez nią pytania. — Raz podpaliłem stóg siana. Niechcący, samą wolą. Byłem też przeczulony na pewne subtelne... sygnały. Dostrzegł to pewien człowiek z Bractwa, a potem poszło już zwyczajowym torem. Dalsze testy, wstępna praktyka, akademia… No.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 12 cze 2022, 11:29

Pamiętała jakie zbrodnie Wiewiórki popełniały na terenach Aedirn. Bo racją było, że nie omieszkano już jej przypomnieć, niedługo po tym jak postawiła stopę w krainie... Ba, raz nawet widziała taką zbrodnię na własne oczy, choć to akurat jeszcze w Temerii. Na własne oczy widziała też owe strzały — o dzielących się na trzy, miękkich grotach — zarówno w użyciu, jak i do użycia szykowane. Takie, które roztrzaskiwały się o praktycznie każdy pancerz, nie robiąc noszącemu żadnej krzywdy. Chyba, że cel nie był opancerzony... Potrójny grot dzielił się wtedy i rozchodził w trzech kierunkach po ciele, robiąc gulasz z organów wewnętrznych. Havekarska specjalność, sprzedawana leśnym partyzantom za bandyckie pieniądze, dla zysku. Istka, jak większość cywilizowanych stworzeń, uważała ich istnienie za barbarzyństwo. Po czymś takim medyk nie miał przy ofierze wiele do roboty...
O Leśniczych, natomiast, nie słyszała i to był ten przypadek, kiedy opłaciło się być małą, posłuszną elfką, która już dawno zaakceptowała, że jej panem jest rodzaj ludzki — większość podobnych poleceń z kategorii „zawróć” wykonywała bez zająknięcia. I w dużej mierze ze strachu.
Ostatecznie jednak Aust nie zaprowadził tematu na smętne tory zbrodni ostatniej wojny. Zamiast tego przeszedł do równie smętnego tematu epidemii sprzed czterech lat. Przynajmniej, chyba w swojej przytomności, nie rozgadywał się za bardzo. Nie powstrzymało to jednak Istki przed rozwinięciem kwestii.
— Pamiętam. Trafiłam wtedy do Cintry, już prawie pod koniec i nie udało się odratować prawie nikogo. Było tak źle, że trupy leżały samopas na ulicach... A teraz mówisz, że jest na powrót w Mariborze? D'yaebl... trzeba mi było zawrócić póki był czas, a nie tutaj iść — skąpała usta w kuflu z piwem, żeby pomóc odsunąć myśli od starych wspomnień. Nie trzeba było o tym gadać... — Istotnie, lekarstwa dalej nie ma, tylko leczenie objawowe. Za to jak przeżyjesz — co udaje się nielicznym — to jest spora szansa, że już nie zachorujesz. Organizm wytwarza odporność... naturalną — podzieliła się z nim efektami doświadczeń własnych i innych medyków. Tymi niewielkimi, które z poprzedniej epidemii wyniosła, zanim musiała z Cintry uciekać, żeby samemu ratować życie.
Dało się zauważył, że nawet po dwóch, albo i trzech piwach alkohol dawał u niej pierwsze efekty. Jak to u niskiej i szczupłej kobiety. Podchmielenie powodowało u niej przyjemną lekkość na duchu i zmąciło wzrok, choć na ten moment tylko tyle, bo chlała wszak piwo, nie gorzałę.
— „Ekonom” brzmi jakoś tak... poważnie. Grubiańsko nawet. A gryzipiórek całkiem uroczo. Zostanę przy gryzipiórku, jeśli nie miałbyś mi za złe. A dworku doglądasz, racja. Tylko nie finansów, a raczej mistrzowi pomagasz w sprawunkach, he-he — przekomarzała się, dając tym samym znak, że szybko zbyła myśli o przeszłości i epidemii na bok.
Elfka roześmiała się perlicznie, słysząc o podpalonym stogu. Choć miała swoje podejrzenia, że ani Austowi, ani nikogo w jego otoczeniu nie było wtedy do śmiechu.
— No to już wiemy, że magia potrafi podpalać stosy. Więc co jeszcze potrafisz? Masz jakiś czar na mieszanie dziewczynom w głowach, żeby z tobą poszły? — zachichotała raz jeszcze, zanim spojrzała na ciągle przebywającą w karczmie niewiastę z lutnią. — W ogóle — umiesz tańczyć? — spytała ni stąd, ni zowąd.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 13 cze 2022, 23:37

Ja słyszałem, że to kwestia wrodzonej odporności. Nielicznych zaraza się nie ima. Kilku… Prowadzi się badania na ten temat. Podobno.
Przechrzczony na gryzpiórka niedoszły ekonom i jeszcze niedoszły mag łypnął na nią znad uniesionego kufla z lekkim wyrzutem.
Grubiańska? To ważna funkcja, powierzana tylko szlachetnie urodzonym lub należycie wykształconym — oświadczył jej, prostując się z godnością zdającą się wręcz krzyczeć „Von Molauch sum!”. — Właściwie to miałbym. Mów mi po imieniu.
Na pytanie o dalsze zdolności, choć zadane w żartobliwym tonie, młodzieniec zmarkotniał. Na jedną krótką chwilę, zamaskowaną szybko wymuszonym uśmiechem.
Z urokami nigdy mi nie szło. Na szczęście był alkohol — zażartował w przerwie między kolejnymi łykami ubywającej prędko zupy. Słysząc następne pytanie na temat umiejętności, tym razem tanecznych, wzruszył ramionami. — Na trzeźwo? Nie bardzo. Bo?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 14 cze 2022, 11:02

— Byłabym sceptyczna co do takich twierdzeń. W przypadku ozdrowieńców ma to więcej sensu — organizm, nauczony chorobą, która o mało go nie zabiła, zrobi wszystko, żeby nie zachorować ponownie. Co więcej — już wtedy wie jak skutecznie chorobę zwalczać — tłumaczyła sensownie felczerka, mimo że język zdawał się jej z lekka plątać od wypitego trunku. — Ale naturalna odporność jeszcze przed zachorowaniem...? Prawda to, że są jednostki silniejsze, którym ciężej będzie w ogóle złapać zarazę, ale bez wcześniejszego kontaktu — podejrzewam, że każdy organizm jest narażony i tak należy do tego podchodzić.
Widząc jak Auścik unosi się jak paw w obronie swej niedoszłej pozycji, elfka prychnęła wyraźnie i na powrót zaczęła chichotać.
— No już, już. Spokojnie, Wasza Arcy... mag... nificencjo — przez splątany język złożyła wymyślny tytuł z trudem. — Nie chciałam przecie urazić tak znamienitej persony — ton, jak i fakt, że zaczęła pod stołem zahaczać o nogę Austa własną łydką, wskazywały że z dworowania nie zamierza zrezygnować.
— O tak, niezawodne procenty — działają na każdą. Teraz się tylko zastanawiam czy to ja upijam ciebie, czy ty mnie. Załatwiłeś mnie moją własną bronią, cwaniaku... Dlatego reszta twoja, ja już nie mogę — podsunęła mu resztę dzbana z piwem i znowu zabrechtała, ukradkiem kiwając głową w stronę trubadurki. — A, tak sobie myślałam... Jakbyś miał ochotę... Rzadko trafia się ktoś porządny z kim można powywijać w karczmie.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 15 cze 2022, 0:41

Aust słuchał jej wyjaśnień, szczędząc jej dalszego komentarza, a ograniczając się jedynie do potakiwania, co pozwoliło mu dokończyć polewki, zanim ta zdążyła wystygnąć.
Kiepsko u ciebie z naturalną odpornością przed alkoholem — stwierdził żartobliwie, unosząc kufel i przystawiając sobie podany mu dzban. — Przecież ono wcale nie jest mocne.
Ja nie wywijam — wykręcił się, podążając wzrokiem za jej kiwnięciem w stronę kobiety z lutnią, nadal zajętej strojeniem swojego instrumentu. — A poza tym… hmm.
Uczeń czarodzieja rozejrzał się ostrożnie i nieco na wyrost, bo byli na piętrze sami, po czym nachylił się lekko nad ich stolikiem, zniżając trochę głosu.
Kojarzysz tego krótko strzyżonego faceta z mieczem przy wejściu? Cholera, teraz kiedy o tym myślę… Nie zdał cię znajomy? Nie patrzył na kogoś? Na strażnika, dajmy na to?
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 15 cze 2022, 1:52

— Jakbyś pięć sążni z lekkim hakiem miał i ważył tyle co ja, to by cię też zmogło — odparła mu dziewczyna, rozciągając przy tym kręgi szyjne przez kręcenie głową w koło.
— Wymówki, wymówki... Nie bądź mięczak... Taki hardy chłop, a tańca się boi — zażartowała sobie z raz kolejny, licząc że jednak przekona opornego towarzysza do karczemnej rozrywki. Dopiero jego następne słowa były dla niej jak kubeł zimnej wody, chluśniętej prosto w twarz. I podobnie jak po kuble zimnej wody — Istka otrzeźwiała w moment, tak jakby nie wychyliła trzech kufli, a może z jeden. I to niecały.
— Z-zaraza... teraz mi to mówisz? — wyszeptała nerwowo, samemu nachylając się na jego podobieństwo. — Nie wiem... nie przyglądałam się, ale na moje to wyglądał jak strażnik co ze służby zlazł. Sam też się nie gapił, polewkę wcinał i tyle — przypomniała sobie scenę, kiedy na chwilę zmroziło ją po wejściu do „Kielicha...” — Myślisz, że nas poznał i larum podniesie?
Strach z lekka ją obleciał, gdy uświadomiła sobie, że w praktyce są w potrzasku — uwięzieni na pięterku karczmy, z której najpewniej wyjście było tylko jedno. No chyba, że przez jakieś okienko, ale tego jeszcze nigdy nie praktykowała, nawet uciekając od kochanków, wzorem co niektórych kawalerów... Wzięła kilka głębszych oddechów by skontrować palpitację serca i zaczęła rachować swoje opcje, głównie poprzez rozglądanie się za alternatywną drogą.
Z drugiej strony — równie dobrze Aust mógł się przeliczyć. Jaka była szansa na napotkanie raz drugi tego samego strażnika, który ich ścigał, w sześciotysięcznym mieście, będącym w ciągłym ruchu, tego samego dnia? Realna, choć niewielka. Na tyle, że musieliby mieć wyjątkowego pecha. Dziewczę przeraziło się natomiast na tyle, że jedno musiało stwierdzić na pewno.
— Bogowie... głupia byłam, że zaproponowałam tą karczmę. Trzeba nam wracać do dworku i to jak najszybciej. Zapłacę tylko i wynośmy się stąd... — wyszeptała, już zaczynając odliczać w pośpiechu denary za posiłek.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2022, 14:39

Młody towarzysz pokrzywił się na karczemne rozrywki tak jak przedtem na nazywanie go gryzipiórkiem.
Nie jestem chłopem — odparował jej krótko i uciął temat, przechodząc do kwestii pilniejszej, to jest swoich obaw i podejrzeń względem człowieka na dole i jego domniemanej przynależności do vengerberskiej straży.
Uczeń czarodzieja odsunął od siebie kubek i ostrożnie podniósł się z siedziska. Trzymając się w pewnym oddaleniu od balustrady, zapuścił dyskretnego żurawia na parter gospody, gdzie obmawiany przez nich osobnik zajęty był pieczołowitym wyławianiem klusek ze swojej parującej miski.
Że ja zaproponowałem. I akurat tę, tak blisko kordegardy… — mruknął ciszej, wyrzucając sobie krótkowzroczność i brak roztropności. — Za szybko się wychyliliśmy. Było zaczekać…
Idź zapłać — powiedział do Istki, odwracając się od balustrady i po raz nie wiedzieć który poprawiając na sobie wymiętoszone odzienie. — Ja pójdę zaraz za tobą i spróbuję go lepiej obadać i czy aby nie czeka już na nas jakaś obława na zewnątrz. Udam, że muszę poprawić wiązanie przy ciżmie.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: pokąsane lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Arbalest » 21 cze 2022, 15:31

Przez jej głowę przemknęła myśl, że może i faktycznie chłopem nie był, a te jaja, które jeszcze nie tak dawno pokazał za sprawą postawienia się rivskim zbirom, chyba ktoś mu po drodze urżnął, bo użalał się na każdy istkowy żarcik i każdą pierdołę, nie gorzej jak niejeden elfi facet ze szczotą w rzyci (a właśnie taki archetyp, w jej mniemaniu, reprezentowała większość samców jej własnego gatunku — dlatego wolała uganiać się za ludźmi). Trudno się jednak było nie zgodzić, że były sprawy ważniejsze niż drobne animozje — na przykład to, żeby nikt nie przegarbował im skóry w miejskim loszku.
Sama też zostawiła naczynia na swoim miejscu i podniosła z krzesła tyłek, zatrzymując młodzieńca przez położenie mu dłoni na ramieniu.
— Czekaj... — wyszeptała szybko. — Niczego nie badaj, olej tego faceta jakbyś go nigdy w życiu nie widział. Idź prosto do wyjścia i zaczekaj przy nim. Udaj, że sprawdzasz pogodę, czy coś. Ja zapłacę i dołączę do ciebie. Na dworze pewnie już leje, a ja mam opończę — będziemy mieli wymówkę, żeby się pod nią schować jak będziemy leźć do dworku. Tylko... — przerwała na moment i spojrzała na niego z błaganiem i przestrachem w oczach, a następne słowa wypowiedziała załamującym się głosem, jakby na chwilę odsłoniła cały ten strach, który czuła wewnątrz; jakby miała się zaraz rozpłakać — ...proszę, nie pozwól mi zgnić w lochu jak coś pójdzie nie tak. Nie zostawiaj mnie już samej. Przynajmniej poślij po mistrza, żeby coś zrobił... Obiecaj.
Przyznać trzeba — musiała wziąć głębszy oddech zanim zdobyła się na odwagę, żeby nałożyć na powrót kapelusik na głowę, po czym stosunkowo normalnym krokiem zejść na parter, a potem do szynkwasu. W głowie wizualizowała sobie, że tak naprawdę nic się nie dzieje, że Aust jest przewrażliwiony wydarzeniami dnia dzisiejszego. Nie byłoby to dziwne — ona też była, zwłaszcza ze swoją tchórzliwą naturą.
Pięć czy sześć denarów powinno spokojnie wystarczyć za dwa obiady i dzban piwa na dwie osoby, ale Istka już zawczasu przygotowała dziesięć. Tak na wypadek, gdyby właściciele liczyli jednak sobie jakąś bandycką marżę. W końcu karczma w bezpiecznej części stolicy i całkiem przytulna, więc powód mieli żeby liczyć sobie więcej, a wykłócanie się o pieniądze mogło niepotrzebnie przykuć uwagę.
Cholerna konspiracja... Jak ci wszyscy agenci tajnych służb radzą sobie z takim stresem na codzień? Jeśli w ogóle istnieją...
— Dziękujemy za gościnę — rzekła najspokojniej jak potrafiła do oberżysty, przywdziewając swój najlepszy sztuczny uśmiech. — Było pyszne i pewnie nieraz zajdziemy. Dziesięć denarów wystarczy? Bez reszty, co zostało to dla was — napiwek — rzuciła, starając się załatwić sprawę dość szybko, bo gdzieś za plecami miała pewnie już Austa zmierzającego do wyjścia. Oby.
Jeśli wszystko się zgadzało, sama pomaszerowała spokojnie do drzwi.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2023
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda „Kielich i Jednorożec”

Post autor: Dziki Gon » 29 cze 2022, 21:04

Aust zwalczył w sobie chęć cofnięcia się pod wpływem jej pełnego desperacji spojrzenia i wymuszonej na nim obietnicy.
Istka, co ty… — zaczął, wyraźnie speszony. — Toć to na strasznego ciula bym… Obiecuję.
Przyobiecawszy, zgodnie z jej sugestią zszedł na parter, prosto ku wyjściu i zatrzymał się zaraz na progu, dając pozór, że interesuje go wyłącznie pogoda (która, nawiasem mówiąc, szykowała się na wyjątkiem nieprzyjemną).
Zagadnięty przez Istkę oberżysta, odwzajemnił uśmiech i podziękował za dobre słowo, zatrzymując się za szynkwasem i wycierając ręce w fartuch.
Wszystko dobrze? Radym, że smakowało. Dziesięć denarów starczy aż nadto, starczy połowa tego — odparł, przyjmując zapłatę i wydając resztę bez napiwku. — Jeśli wam nie pilno, ostańcie jeszcze. Paskudna plucha się szykuje.
Pożegnani ją na odchodnym ostrzeżeniem, niezatrzymywani przez nikogo, znaleźli się na zewnątrz gospody wolni i dużo spokojniejsi. Przynajmniej z początku, bo Aust bardzo szybko zrobił się równie chmurny, co ciemniejące na horyzoncie niebo.
Nie podoba mi się ta burza. Nic a nic.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław