Areszt

Obrazek

Zabytkowe kamieniczki, budynki stawiane na oryginalnych elfich fundamentach, szerokie, brukowane aleje. Stare Miasto to jedna z najbardziej prestiżowych części Novigradu. Oczywiście, nie jest pozbawiona cieni.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1697
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Areszt

Post autor: Dziki Gon » 13 kwie 2018, 18:17

Obrazek
„Nie fikaj wyżej dupy, bo wsadzą cię do ciupy”.
— Heniek Łańcuch, filozof i intelektualista

Śmierdzi potem, krwią i łzami, i wiadrem pełnym gówna i szczyn. Prezentuje się nie lepiej, spozierając piwnicznymi drzwiami z wpół zapadniętej w ulicę kamienicy jak coś, co spozierać mogłoby tylko spod kiecki tkniętej syfem ladacznicy. To nie publiczny szalet, to jeden z wykwintniejszych novigradzkich kurortów dla lokalnych pijaków, awanturników, co bardziej uprzykrzających się żebraków lub co bardziej niezdarnych złodziei i amatorów pokątnie nabywanego fisstechu. Zwany też aresztem na Starówce. Po prawdzie, by zwiedzić jego zdobione grzybem oraz pleśnią mury i zaznać gwarantowanego pełnego wiktu i opierunku w postaci grupowej celi, zaszczanej szmaty za siennik (do podziału z rezydującymi na stałe koloniami wszy, pcheł i roztoczy oraz kochliwym współwięźniem), pustej miski za wieczerzę i pełnego wiadra za kibel, nie trzeba się wcale natrudzić fachem pijaka, zabijaki, złodzieja czy żebraka. Ot, wystarczą za krótkie nogi albo za długie uszy, rudy łeb, krzywy chód, krzywe spojrzenie na klechę, a tym bardziej na miejskiego strażnika. Nawet samo przebywanie w Novigradzie wystarczy, jeśli ktoś nie spełnia powyższych wymagań do zaproszenia na salony znudzonych klawiszy, Novigrad bowiem nie dyskryminuje, nie dzieli ze względu na rasę, płeć, czy wiek. Obdarte piwniczne drzwi loszku otwarte są dla wszystkich. Ino gdy już się za nimi zamkną, nie tak łatwo jest o bilet powrotny. Chyba że, rzecz jasna, trafi się szczęśliwiec, który dzięki okolicznościom specjalnym, takim jak konkretne poglądy polityczne, tudzież religijne, bogatość posiadanych informacji lub posiadanej kontrabandy i podobne „czynniki podnoszące status gościa” liczyć może na szybki transfer do zdecydowanie najbardziej prestiżowej lokacji wypoczynkowej w Novigradzie: Baszty Więziennej...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1697
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Areszt

Post autor: Dziki Gon » 12 kwie 2021, 0:17

A jak tańczyć, to tylko walczyka we Wolnym! A jak walczyk, to z chłopcem takim jak ty! — grzmotnęli unisono na ochrypłe głosy współwięźniowie, podłapując relację nowego. Ciemna, smrodliwa cela, pomimo przestrzeni zdała się zatrząść od fałszowanej melodii i ochrypłego rechotu, który nastąpił wkrótce po zwrotce.
Podbudowany zakłopotaniem Aco cień, uśmiechnął się na lot pingwina tak, jak czarne figury potrafiły i miały w zwyczaju — blado, złośliwie, z wyższością. Bez obejmowania błyszczących w ciemności oczu, które pozostały nieruchome i obojętne. Nie na długo, gdyż po jego słowach zrobiły się niebezpiecznie zmęczone. I absolutnie niezdradzające zamiarów. Jego własne, wciąż jeszcze nienawykłe do ciemności nie zdążyły złowić nagłego zamachu.
Wątroba zakłuła go setkami szpilek, ból rozlał się na brzuch, zmuszając go do zgięcia i wypuszczenia zgromadzonego w płucach powietrza. W celi zrobiło się jeszcze ciemniej niż przed chwilą.
Będziesz farmazonić? — usłyszał nad sobą głos, tego, który pytał wcześniej oraz szuranie przegniłej słomy dobiegające spod ścian. — Czy pokażesz, że poradzisz sobie z czterema, panie zabijaka?
Z kątów i celi z naprzeciwka podniosły się gwizdy i okrzyki zachęty. Oraz łoskot wiadra po szczynach uderzającego w ścianę całkiem blisko niego. Jak się okazało, nie on był celem.
Nie rusz go! — usłyszał w ślad za latająca ubikacją. — Przesz to jest normalna padlina, nie widzisz, że ocieka?
A ciebie to co, Sznycer? Święta Adela jesteś? Nie psuj draki!
Będzie jedna jak znajdą trupa na celi!
Nie kraczże, to jest do śmichu…
Kurwa, bo jak wstanę, to będziecie chodzić po ścianach, barchanowe kutasy, rowy kloaczne, spaprańce!
A z wywrotem do cię, zaczepie!
Dobrze prawi! Nie gnoić tu!
Bredzi! Bić bałasznika!
Lać, lać!
Z chuja śmietanę.
Warachą!
Zapanował rwetes i przez moment zdawało się, że skończy się to faktyczną bójką, nie tylko z udziałem najemnika, ale też pozostałych lokatorów celi.
Co się tam, w pizdę palec, wyprawia! — doleciało ich z góry i oddali zwielokrotnione echem więziennego korytarza zawołanie strażnika. — Będzie spokój albo będzie atanda!
Harmider sfilcował się jak wysłużone po kilku zimach kalesony. Najgłośniejsi z dotychczasowych pieniaczy rozpłynęli się gdzieś, między bluźnierstwami pod adresem gadów, klawiszy i starych kurew. Ktoś, zdaje się „starszy celi” pociągał rozbitym nosem. Inny odlewał się głośno do wiadra. Wszystko uspokoiło się szybciej niźli burza uciszona bekkerowym zaklęciem. Iście, trudno było się nadziwić.
Ten, który wcześniej pytał i uderzył, ku rozczarowaniu, nie zniknął nigdzie. Wciąż stał nad Aco, splunąwszy mu pod nogi.
Pasek, buty i wszystko poza szmatami — zażądał polubownie. — I spierdalaj się uwalić.

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Medale: 7
Miano: Aco
Rasa: Człowiek
Wiek: Około 30
Złoto: 15 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=211
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=212

Re: Areszt

Post autor: Hagan » 22 cze 2021, 17:11

Jakiekolwiek nadzieje o dobrym pierwszym, drugim czy trzecim wrażeniu umarły w Aco dość szybko. Mniej więcej w momencie ciosu, który pozbawił go oddechu. Zaćmienie wzroku sprawnie przeniosło się na jego umysł, chwilowo wypierając z niego wszystkie myśli, zastępując je pustką. Latające wiadra czy panująca wokół burzliwa dyskusja o jego los całkowicie go ominęły. Potrafił skupić się jedynie na przeszywającym bólu i próbach odbudowania regularnego oddechu. Wdech, wydech, znowu wdech. Płytki, miarowy, świszczący. Panująca wokół wrzawa działała na jego korzyść, kupując mu czas.
Chciałoby się rzec, że Mańkut odzyskał choć częściową trzeźwość umysłu, lecz najzwyczajniej w świecie doszło do zmiany źródła jego zamroczenia. Na scenę zawitał gniew. Okrzyk strażnika być może i miał moc uspokojenia weteranów celi, na rannego mężczyznę jednak nie podziałał. Po prawdzie, nie do końca rozumiał treść jego groźby.
Z początku nie zareagował na żądanie jego współwięźnia. Nie spieszył się. Oczyma wyobraźni widział, jak rozbija jego głowę o każdą znalezioną w celi powierzchnię. Jak wyrywa mu włosy z głowy. Dziesiątki różnych wizji na zadanie dotkliwego, prymitywnego bólu. Z zaskakującą konsekwencją zapomniał o możliwych konsekwencjach. O wszelakich obietnicach, by nie pakować się w kłopoty. Jego prosty umysł wypełniła chęć zemsty i nic nie mogło odwieźć go od tego pomysłu.
Jeszcze jeden oddech. Zaczął się prostować. Prawa, ranna ręka, powędrowała w tył, byle poza zasięg swojego napastnika. Lewa zaś pofrunęła z całą możliwą siłą w kierunku zaciemnionej sylwetki. Aco nie chciał odpłacić się jedynie pięknym za nadobne. Nie celował więc w wątrobę przeciwnika, a punkt wyraźnie czulszy — rodzinne klejnoty. Nie w smak była mu w końcu przydługa bójka. Chciał konflikt ten zakończyć szybko i spektakularnie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1697
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Areszt

Post autor: Dziki Gon » 24 cze 2021, 18:33

Nim napastnik zdążył ponowić cios oraz żądanie, Aco zdążył zaskoczyć go dwukrotnie. Tym, że był mańkutem i uderzał z lewej. A przede wszystkim tym, że w ogóle uderzył. Pewny przewagi lub niedowidzący we ćmie drab nie odczytał zawczasu intencji zasygnalizowanej przez nowego więźnia podniesieniem się i cofnięciem.
Efekt, zgodnie z oczekiwaniami, okazał się szybki. I dosyć spektakularny. Trafiony zachłysnął się powietrzem, nie utrzymał pionu, tracąc go z wolna jak zamykający się scyzoryk. Z przeciągłym jękiem na ustach, padł na klęczki, a potem czworaki, przez cały czas osłaniając trafione miejsce przynajmniej jedną dłonią. Stolarz nie mógł tego wiedzieć, ale poza wrodzoną krzepą oraz elementem zaskoczenia, swój sukces zawdzięczał również rzeżączce, która zaatakowała jego napastnika na długo przed nim samym.
Masz przepierdolone! — odkrzyknął mu z klepiska celi, łapiąc z wysiłkiem powietrze i wygrażając tonem pełnym złowróżebnej wesołości — Calusieńko i dokumentnie!
Zewsząd podniosły się zachęcające gwizdy oraz okrzyki. A także kilka bardzo niezachęcających osobników.
Siadać na rzyciach! — napomniał ich niespodziewanie chrapliwy głos za jego plecami. — Dali se po razie i kwita!
Falstart! Po torbie to łobuzeria!
Stawiać na glebę pomylonych i kaleki też falstart i zawrzeć gęby! Nie będziecie robić masarni z przytulicha, pozery!

A bo co, kurwa?
A bo łajno! Do mojego wylotu ma być pokój!



Walnij się z boku i odpuść — poradził mu jeden z tych, którzy wyrośli za jego plecami, kiedy w celi rozkręciła się nowa dysputa. Na oko barczysty i ponuro brzmiący osobnik. — Okazja jeszcze cię znajdzie.
A jak cię pocięli, idź z tym do dochtóra — wtrącił ktoś inny, niższy i sepleniący. — Zrobi ci okład albo fastrygę. Pomylony jak każdy inny, ale na tym się akurat zna. To tamten siwy w rogu.
Doooktór, szybko! — ktoś zaryczał niby ranny tur, albo posłyszawszy poradę sepleniącego, albo po prostu mając odpowiednie wyczucie czasu. — Kręć kulek na likarstwo, bo zara mi żywot rozsadzi!
Ryk boleści, skontrapunktowało długie pierdnięcie, godne bez wstydu stawać w zawody z burzowym grzmotem.
'Obra, nieważne — skwitował autor tura i bąka. — Fałszywe, hehe, larum.
W rzeczonym rogu, jeśli faktycznie skłonny był przyjąć poradę jedynych życzliwych mu osób w celi, faktycznie kręcił się jakiś człowiek. Osobnik na oko mizernej postury, skrobiący czymś zawzięcie i bez lepszych rezultatów po ścianie celi. Siwizny, z powodu panujących wewnątrz ciemności, nie umiał wypatrzyć.

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Medale: 7
Miano: Aco
Rasa: Człowiek
Wiek: Około 30
Złoto: 15 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=211
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=212

Re: Areszt

Post autor: Hagan » 04 lip 2021, 21:18

Aco miał prawo cieszyć się z sukcesu swego niecnego planu, z kilku powodów. Przede wszystkim, był to ostatni z jego pomysłów, na uratowanie swojej pozycji. Ani trochę nie uśmiechał mu się los popychadła. Prócz tego, konsekwencje nieudanego zamachu na cudzą męskość mogły okazać się zgubne w skutkach. Zaś widok wijącego się z bólu oprycha sprawił mu nie małą satysfakcję. Otrzymany wcześniej cios w wątrobę był niemal wart tego typu bonifikaty. Innego dnia, w innej sytuacji, pewnie na tym by nie spoczął. Głos zza jego pleców przywołał go jednak do porządku. Nie rzucił się, by desperacko dokończyć dzieła. Zamiast tego uśmiechnął się kpiąco w kierunku wygrażającego mu więźnia, jakby na moment zapominając o panującym w celi mroku.
Odpuścił sobie wszelkie próby werbalnej odpowiedzi. Słowa, zwłaszcza w jego wykonaniu, mogły co najwyżej popsuć zadowalający efekt. Wraz z upływającą chwilą, jego wrodzona nieśmiałość poczęła zastępować przelotną brawurę. Drwiący grymas zniknął z jego ust, równie szybko co na nie zawitał, pozostawiając za sobą jedynie beznamiętną nijakość. Obrócił się w kierunku dwójki głosów. W panujących w celi ciemnościach, łatwiej było mu polegać na słuchu. Mimochodem, przypomniała mu się historia, którą przeczytała mu niegdyś siostra, a właściwie jej fragment. O nienazwanej bestii z moczar, która swymi ślepiami potrafiła spenetrować nawet najczarniejszą noc. Tego talentu Mańkut bardzo jej zazdrościł.
Wysłuchał przedstawionych mu porad, tym razem z pewną dozą nieufności. Czy i tym razem kpiono z jego naiwności? Jego ufność pozwoliła mu poznać dwie strony Novigradzkiego medalu. Po jednej stał Zator, ze swą zaskakującą życzliwością. Po drugiej, większość współwięźniów, bardziej niż skorych do bitki. Jego przemyślenia przerwał dopiero okrzyk i jeszcze głośniejszy, przy czym dość obrzydliwy, akt pozbycia się gazów. Wspomniane obrzydzenie i niechęć bez trudu można było odczytać z jego twarzy, gdyby ktoś znalazł się dość blisko by ujrzeć jego lico. W międzyczasie, ramie znów dało o sobie znać. Piekący, pulsujący ból, rzutujący na resztę jego ciała. To wystarczyło, aby podjął decyzję. Nie pozostało mu nic innego, jak zaufać pozornie dobrej radzie i zwrócić się do rzekomego doktora. Kiwnął w kierunku dwójki, licząc że jego gest nie umknie ich uwadze, kroki swe skierował zaś w stronę niepozornej postaci. W miarę możliwości ostrożnie, aby nie wdepnąć w coś niepożądanego.
Doktór. To tyś, ten doktór? — zagaił, gdy znalazł się na tyle blisko. — Pocięli mnie. W rękę. Pocięli.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1697
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Areszt

Post autor: Dziki Gon » 05 lip 2021, 21:58

Smrodliwy mrok, który go otaczał, zdał się bardziej swojski i czytelny, rzednąc nieco pod spojrzeniem z wolna nawykających doń oczu. Szare kształty, nawet te w kącie celi odznaczały się coraz wyraźniej, przestały zlewać się z czernią. Widział skurczone sylwetki zgromadzone pod ścianami, sporadyczne ruchy kłuły go w pole widzenia migotliwymi cieniami. Oraz pojedynczymi błyskami przeglądającymi się w białkach oczu bezustannie śledzących każdy jego ruch.
Wciąż miał jednak czego zazdrościć nienazwanej bestii. Wciąż daleko było mu do jej możliwości — i potworności — choć pobyt w zamknięciu mógł okazać się pod tym względem bardzo rozwijający.
Zawierzył słuchowi, wyłapując puls celi, poza wydzieraniem i swarami zanieczyszczonej szmerem toczonych półgłosem rozmów, mlaskania, pociągania nosami i załatwiania fizjologicznych potrzeb. Zawierzył wyłapanej z niego radzie nieznajomego suflera, towarzysza w niedoli, smrodzie i wilgoci. Radzie, która — jak wkrótce miał się przekonać — pomimo całego absurdu otaczającej go sytuacji, okazała się być, wzorem Zatora — zaskakująco życzliwą.
Krzywiąc się na gazy i kiwając na poradę, ruszył w stronę wskazanego mu kierunku i postaci. Odmalowana na twarzy niechęć w przeciwieństwie do drugiego gestu, umknęła uwadze współwięźniów. Nikt nie chciał znajdować się dość blisko niego. Uspokoiwszy się, większość robiła to, co przedtem — gapiła się nań z cienia.
Zagajony, prezentujący się z grubsza jak suchy, wyłysiały szkielet nie zareagował na pytanie. Przynajmniej nie od razu. Poskrobał chwilę czymś po ścianie celi (Aco nie miał pojęcia czym ani w jakim celu), a chwilę potem po jajowatej łysinie odbijającej plamkę skąpego światła dnia sączącego się z małego kratowanego otworu gdzieś u sufitu.
Hę? — Indagowany ocknął się, wydając z siebie dziwny odgłos ni to boleści, ni to zdziwienia. Przemawiając, miał w zwyczaju mamlać i co rusz pociągać wiecznie zakatarzonym nosem. — To ty, Hubercik? Gdzieżeś ty… Coo? Pożęli? Pocięli? To łotry bezecne, to sicarii występni! Niewinowatego bakałarza? O stultorum infinitus in numerus, o bezmyślni zelatorzy, nieprzyjacioły oświaty, plemię ignoranckie!
Starzec — bo tak brzmiał i z grubsza prezentował się jego rozmówca — zmęczył się i zasapał litanią. Urwawszy ją w połowie, łapał powietrze płytkimi haustami, dopóki te na powrót nie stały się pociągnięciami zakatarzonego nosa.
O — pociągnął wyraźniej, mając za moment dowieść wysokiej spostrzegawczości jak na dziadygę na bakier z rzeczywistością i zaskakującego u zasmarkańca powonienia. — Już odkażona? Bene, bene. Daj ać, ja opatrzę, ino wynajdź mi ździebko płótna, bo wiesz, że mię skonfiskowali...

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Medale: 7
Miano: Aco
Rasa: Człowiek
Wiek: Około 30
Złoto: 15 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=211
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=212

Re: Areszt

Post autor: Hagan » 16 lip 2021, 19:20

Obywateli zatęchłej celi dzielić zaczął na dwie grupy. W pierwszej wylądowała znaczna większość. Degeneraci, chamy, złodzieje, bandyci, czyli każdy, kto zasłużył sobie na pobyt w tej mało prestiżowej placówce. Do drugiej zaliczył natomiast ludzi, którym nie potrafił przypisać żadnej spektakularnej zbrodni. Ograniczała go wyobraźnia. Stary doktor. Dyżurny, którego potraktowano ciśniętym nocnikiem. On sam.
On sam? Choć bardzo by chciał, nie potrafił się tak okłamywać. Nawet on nie był tak naiwny, by wierzyć że nie dwójka metysów nie różniła się niczym od wszystkich poprzednich. Nie zdarzyło mu się zabić kogoś w obrębie miasta. Z reguły pracował na kontrakcie, w ten czy inny sposób chroniony przez lokalne prawo. Tym razem, dwa trupy oznaczyły konsekwencje. Aco nie potrafił jednak zaakceptować, że mogły być one poważne. Wciąż zdawało mu się, że samo wspomnienie o samoobronie wystarczy, by oczyścić go z zarzutów.
Nie potrafił w pełni skupić się na wypowiedzi starca. Połowy słów nie zrozumiał, reszta nie miała większego sensu. W pierwszym, uczciwym odruchu pragnął rozwiać nieporozumienie. Wyjawić swoje prawdziwe imię. Kimkolwiek dla doktora był wspomniany Hubercik, Mańkut z pewnością nie nosił takiego imienia. Lecz jak to już z pierwszymi odruchami bywa, najemnik szybko zrezygnował. Jak na zawołanie, rana na ręce znów dała o sobie znać, domagając się poprawnie skonstruowanego opatrunku. Ugryzł się w język, nim słowa opuściły jego zaschnięte usta. Odpowiedział prostym milczeniem, formą w jego przypadku zdecydowanie preferowaną.
Jego rozmówca wzbudzał w nim żal. Tego typu rozerwanie z rzeczywistością, niezależnie czy spowodowane wiekiem czy jakimś schorzeniem, było po prostu smutne. O Aco wielu myślało pewnie w podobny sposób. Jąkający się, dorosły facet, który ledwo potrafił zadbać o siebie, wiecznie wyręczany przez siostrę.
Moment — rzucił w końcu. Wytężył wzrok, za pierwszy cel obierając sobie kreśloną przez starca ścianę, licząc że uda mu się coś dostrzec. Następnie rozpoczął poszukiwanie sensownego źródła materiału. W miarę możliwości chciał uniknąć niszczenia swoich ubrań lub wszczynania bójki. Idealnym kandydatem na sam początek wydał mu się formalista. Spróbował odnaleźć go wzrokiem i udać się do niego na krótką rozmowę.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1697
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Areszt

Post autor: Dziki Gon » 25 lip 2021, 19:19

Jego interlokutor, niezrażony przedłużającym się milczeniem, powrócił do skrobania. Mimo wytężania wzroku, Aco nie udało się dopatrzyć w ścianie żadnego szczegółu zdradzającego cel wysiłków starca. Logika i intuicja kazały mu przypuszczać, że nie był to podkop ani inna dywersja — działaniom zdziwaczałego „doktora” brakowało siły i przemyślności potrzebnych do uczynienia wyłomu w ścianie celi. Prawdopodobnie była więc to zwykła bazgranina — może osobliwy rytuał albo natręctwo z dawnych lat, lecz żadna próba liberacji.
Odnalezienie formalisty wzrokiem, bez większego zaskoczenia, spaliło na panewce. Na pierwszy rzut oka nie sposób było odróżnić go od każdego innego wychudłego cienia zasiedlającego wspólną celę. Na drugi również. Więcej niż trochę dopomógł mu słuch, a nade wszystko zbieg okoliczności. Poszukiwany przez niego osobnik przebywał bowiem całkiem niedaleko od zaskrobanego kąta „doktora”. Skądinąd niezgorsze zmysły Aco pomogły mu zlokalizować go bez pomyłki — jego przesadnie przejęty ton i nieadekwatny do okoliczności żargon doleciał go krótko po tym, jak odstąpił od narożnika ze zdziwaczałym starcem.
„Dyżurny” stał kilka metrów dalej, kiwając się na piętach i przemawiając do dwóch zwiniętych pod ścianą istot — istot, bo nawet na tle zasiedlających cielę fantomów, mogły uchodzić za przeźroczyste i nieistniejące, dopóty ktoś nie potknął się o nie lub nie nadepnął. Wtedy, owszem, zdarzało się im zareagować wydobyciem z siebie głośniejszego dźwięku lub odpełznięciem w odleglejszy kąt.
Formalista przemawiał do nich z urzędniczą manierą, próbując wydobyć z nich to samo, co niedawno od Mańkuta — personalia oraz powód pobytu. Rozmowa była cokolwiek jednostronna i niezapowiadająca się na owocną — indagujący indagował, zaś indagowani nie byli skłonni lub zdolni do udzielenia mu oczekiwanych odpowiedzi. Jeden z nich robił to cichym pochlipywaniem, kiwając się w przód i w tył, drugi postękiwaniem z wysiłku, zajęty widać wypróżnianiem się lub onanizowaniem.
Wyglądało jednak na to, że całkowity brak efektów to zbyt mało, żeby zniechęcić samozwańczego porządkowego celi, wciąż usiłującego zadawać te same pytania z uporem godnym raczej współczucia niż podziwu.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław