Łaźnie miejskie

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:10

Obrazek Usytuowane w sąsiedztwie Teatrum miejskie łaźnie w ciągu ostatniej półtorej dekady od oddania ich do publicznego użytku zyskują sobie na popularności jako miejsce spotkań i odpoczynku osób wszystkich stanów. Powstałe jako produkt uboczny rozbudowy wciąż poszerzanej miejskiej kanalizacji, stanowią sztuczne ujęcie ogrzewanych ciepłem ziemi wód opadowych poddanych procesowi głębokiej filtracji. Hydraulika całego przedsięwzięcia została zrealizowana z wykorzystaniem umiejętności projektantów miejskich śluz oraz wiedzy głównego sponsora całego przedsięwzięcia, Sebastiana aep Gorveraina. Urządzone podług nilfgaardzkiej modły, zostały przekształcone w kompleks kąpielowy do odpłatnego korzystania. Koszt „całodniowego” pobytu w tym miejscu liczony od otwarcia do zamknięcia, bez uwzględniania dodatkowych usług wynosi zwykle dwie korony. Cena osiągalna dla zwykłego zjadacza chleba, jednak odpowiadająca wartością garncowi gorzałki, co powoduje przemyślną selekcję motłochu. Z powodu panującego w Novigradzie klimatu, trzy czwarte kompleksu znajdują się pod ziemią, a jednopiętrowy murowaniec nad powierzchnią to przedsionek właściwych łaźni. Poza przebieralniami i kasami, znajdują się tu prywatne sale, w których można wynająć zwykłą balię wespół z usługami balwierza lub łaziebnej. Niżej, w części właściwej znajdują się baseny z ciepłą, zimną i gorącą wodą, komnaty masażu, sala gimnastyczna, parowe łaźnie oraz tepidaria. Kogo stać, ten opłaca sobie masażystę lub wynajmuje któryś z prywatnych basenów do wyłącznego użytku. Wystrój jest gustowny: sufit i ściany podpierają rzeźbione kolumienki i pilastry, a z rozlicznych mozaik i fresków podglądają kąpiących udatnie i sugestywnie wyobrażone syreny oraz najady.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 01 maja 2020, 0:59

Rudolf nie dotarł do szatni, mimo zamiaru. Nie uszedł nawet do basenów, bo oto na jego drodze, stercząc w progu auli, wyrósł nieznany mu młody osobnik ustrojony jeno w ręcznik zawiązany w pasie, wypełniający — osobnik, nie ręcznik — całą swą istotą wcale nie tak wąskie przejście. Gdyby za studenckich czasów nie liznął przypadkiem (za to w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu) nieco wiedzy z ust oczytanej reprezentantki katedry historii naturalnej, Rud uwierzyłby, że olbrzymy nie tylko nie wymarły w cywilizowanych partiach kontynentu, ale miały się świetnie i w najlepsze płodziły po siołach przerośnięte bękarty.
Nieźle. — Zapowiedziawszy się wcześniej chrząknięciem, osobnik powtórzył za szampierzem nieświadomie, głosem, któremu zarzucić można było wiele, ale nie lotność ani wyrazistość. Brzmiał, jakby na łeb spadło mu wiadro z wapnem i dochodził właśnie do siebie. Albo jak gdyby spadło mu na łeb za młodu. Atoli, nie dało się w jego tonie przeoczyć szczerego, uprzejmego, nawet jeśli nieco protekcjonalnego podziwu właściwego podglądającemu starego wygę reflektantowi.
Dłonie jak patelnie osobnik opierał na owiniętych ręcznikiem biodrach, przez co komicznie nadmuchany, mięsisty kaptur widoczny po obu stronach jego karczyska wydał się jeszcze większy, jeszcze bardziej nadmuchany. Osadzony na nim czerep sprawiał z kolei wrażenie mniejszego, mikrego wręcz, upodobnionego do porośniętej szczeciną główki szpilki. Jakimś cudem nabity młodzieniaszek nie pokruszył tym manewrem oprawy robiącego za wejście do salki bazaltowego łuku. — Pozwoli kolega, ale wuja w podobnym koledze wieku, łeb siwy, kałdun po kolana, a kolega, widać kurwa, że przyszło kot, rzeźnik i brzytwa! Bijecie co nynie? Aptekarza wizytujecie? Nieee… pardońcie, ale widać, aże naturalista, stara, kurwa, szkoła. Masa wszako nie sikora pierdolona, na jeno słoninę nie obleci, a?
Osiłek zarechotał pod nosem z własnego przedniego dowcipu i w końcu usunął się z progu, przeszedł po auli, po czym zaczął na jej środek targać i toczyć spod ściany najcięższe stalowe talerze oraz hantle. — Nie chciałby kolega, nie trzeba mu? Ja mam. Grzybki takie. Korzenie suszone, kurwa, przecieraki, kiszonka po specjalnym przepisie, sok z jagód… — wyliczał osobnik, w przerwie od rozparcelowywania wyposażenia sali nonszalancko opierając się o skórzanego kozła. — Wszystko gweśno, sam oczy kolega, jakiem zuch, a wypior byłem jak… No, obaczycie, kurwa, biją aż miło!

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 501
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 16
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 7 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Ivan » 03 maja 2020, 23:39

Kończący rozgrzewkę „stary wyga” zatrzymał się przed naraz wyrastającą w przejściu rozworą, oddzielającą go od jego dalszych planów. Wkurwiał go żargon łba, wkurwiało nazywanie kolegą i cukrowanie tamtego, bezczelnie obliczone na ożenienie mu jakiegoś handlu.
Wkurwiało go, że nie miał weny na to, jak przejść nad powaloną i broczącą małpą, mając obite żebra i łeb, a przy sobie niczego poza ręcznikiem oraz najmniejszych problemów ze wpasowaniem w futrynę.
Z braku weny i w obliczu pilniejszych spraw przeszedł nad tym wyłącznie do porządku dziennego, po raz kolejny odmawiając sobie przyjemności innej niż kąpiel. Zapowiedziawszy się wcześniej chrząknięciem, przekroczył zwolniony właśnie próg, nie siląc na odpowiedź.
Trzeba mi białego. — Finalnie, ląduje za progiem tylko jedną nogą. Jednym okiem odwróconego profilu przygląda się, jak tamten po kawałku znosi sobie każdy kawał żelastwa, którego nie przybili tu do podłogi. W każdej chwili gotowy jest dołożyć drugą nogę i setkę kolejnych, żeby zabrać się stąd przed kolejną legendą tamtego. — Masz czy nie?
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 09 maja 2020, 22:13

Przelotny wyraz zidiocenia na gębie waligóry kazał suponować, że nie spodziewał się po starym wydze takiej odpowiedzi, albo że żargon, w którym ten, nie pozostając dłużnym, raczył mu zareplikować, wyszedł z mody i ze słownika młodych pokoleń. W końcu bruzda na normalnie nieskazitelnie gładkim, płaskim czole osiłka rozjaśniła się.
Ach, świstak, znam, musem znam. Nie biję onego, pojmujecie, niedobrze robi na… — domknął usta, szykujące się niechybnie do uraczenia Ruda nie tylko kolejną legendą, ale i na ironię, diatrybą o zgubnych skutkach zażywania narkotyków. Znaczenie spojrzenia, jakim poczęstował go szampierz, przebiło się chyba nareszcie przez znajdującą się pod płaskim czołem grubą czaszkę. — Mam. Na górze, o, w szatniach. Wychodzicie? Tahniem się tedy. Rado piętna kopa za niucha, aby moneta ładna, mało oberżnięta. Ale dla was… dla was będzie czterdzieści. Rzeknijcie ino, jak kto spyta, że Czaja nie kutwa, a porządna marka, a?

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 501
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 16
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 7 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Ivan » 10 maja 2020, 18:44

Dał tamtemu chwilę, żeby potęsknił za rozumem. Starczyła całkiem niedługa, żeby zatrybił.
Olbrzym nie musiał kończyć diatryby. Szermierz pojmował na co świstak robił niedobrze. Podobno na to samo, na co grzybki bez odbloku. Słyszał od kumpla.
Dla nas pięć koron. — Rudolf nie się jeszcze z miejsca. — Za niechrzczoną porcję. Będę w szatni.
Jeden szybki basen z zimną później — był w szatni, ubrany i mocujący się z butami. Podnosząc się z ustawionej w przedsionku ławki, tupnął cholewą o posadzkę, pozwalając stopie wygodniej ułożyć się w obuwiu. Obracając w miejscu, ruszył przed siebie, mijając korowód nagich i półnagich postaci i szpaler zawadzających w przejściu paprotek. Idzie, by upomnieć się u odźwiernego o depozyt: miecz, puginał i sakiewkę z groszem. Stamtąd zaczekać na świeżo poznanego interesanta. Albo dopiero do niego dołączyć. Niezależnie od alternatywy, nie powinien mieć problemów z przeoczeniem go w ciżbie.
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 10 maja 2020, 23:38

Nowopoznanego kontrahenta, a za chwilę współwinnego pokątnego geszeftu, zaiste trudno było Rudolfowi przeoczyć albo pomylić z kimś w ciżbie. Gdy już zjawił się nieopodal frontowych drzwi łaźni, co zajęło mu zagadkowo długą chwilę, niby dąb otoczony młodnikiem osiłek zagórował przechodniami, co kosztowało go kilka mniej lub bardziej ukradkowych spojrzeń, a także westchnień przycupniętych na ławeczce podfruwajek, wyraźnie mile widzianych, bo skutkujących natychmiastowym naidyczeniem się. Narzucona na pierś waligóry lniana koszula o rozmiarach żagla, ku zaskoczeniu Rudolfa, nie rozeszła się przy tym w szwach.
Tego, khem, za węgieł dyrdnijmy… — oznajmił, wysilając płaskie czoło. Pod pachą niósł zwinięty niedbale ręcznik.
Za węgłem spod ręcznika wytrząsnął na łapę cynowe puzderko, wręczył je szampierzowi. Puzderko było niewielkie i lekkie, na brzegu zakrętki znajdowała się resztka białego osadu o dobrze znanym Frei pochodzeniu.
Niuch, bez mała, a może i więcej. Ja nie kroję. Czyścioch, się rozumie. Sami obaczcie, obadajcie! A będzie cztery-dzieści i ni grosza więcej. Marka, pojmujecie… — Czaja wyszczerzył zęby, o dziwo, jeszcze nie wybrakowane, w rozbrajająco szczerym uśmiechu pół człowieka, pół główka.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 501
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 16
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 7 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Ivan » 30 maja 2020, 20:56

Dyrdnęli.
Rudolf przyjął podane mu pudełeczko, by obczaić i nie wyjść na wapniaka, który ostatni kontakt z sypkim miał prawie dwie dekady temu. I nigdy nie traktował używek inaczej niż w sposób użytkowy.
Kompletny uśmiech tamtego wskazywał, że sam też nie zażywał często. Albo nie trafił się nikt dość mocny, by złożyć zażalenie.
Szermierz ściągnął rękawicę, przekładając ją do drugiej dłoni. Nagim palcem zgarnął nieco proszku z pudełka, rozcierając go na dziąśle i oblizując w oczekiwaniu na cierpkość.
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 30 maja 2020, 23:57

Zwący sam siebie Czają waligóra nerwowo się wiercił i drapał nogą o cholewę, przez co wyglądał jak młody wyrobnik czekający w napięciu na werdykt preceptora. Albo jak sekretny dyletant w interesach, za które się zabierał, tak zielony, że aż trawą szczający, nadal spodziewający się lada chwila nalotu czarnych kabatów na zaułek.
Proszek ładnie kleił się do palca. Kolor i konsystencja niewiele mówiły o jakości towaru, poza tym, że przez ostatnich dwadzieścia lat nic szczególnego się w nich nie zmieniło. Kiedy jednak Rudolf wtarł nabraną odrobinę w dziąsło, odkrył, że zmienił się nieco smak specyfiku. Oraz efektywność. Bez ochyby. Prawie natychmiast poczuł charakterystyczną cierpkość, potem gorycz, a wreszcie kwaśność, jak gdyby wycisnął na język kroplę soku z cytrusa. Przysechł chłonący narkotyk nabłonek dziąsła, aż prosząc się o oblizanie, nad zębami zaś zamrowiło przyjemnie i pobudzająco.
Czaja rozpromienił się, o dziwo, trafnie odgadując ostateczny osąd po minie klienta. Zatarł ręce, co bardziej przypominało tarcie o siebie dwiema pokrywami od kotła. — Ha! Mówił żem, kurwa, czyścioch jak się patrzy! Naści, naści! — Odebrał odliczoną w ładnych, nieoberżnięych koronach kwotę, skłonił się klientowi w pas, niezdarnie i tylko do połowy, bo ewidentnie na tyle pozwalała mu zmutowana sylwetka. — Wybaczcie, nynie dyrdać mus. Łapa nie kłapa, sama się nie zrobi. Jak wam będzie czego trzeba, pamiętajcie, Czaja was w chuja nie okroi! Z fartem!
Oddalił się w stronę łaźni rozkołysanym, kaczym krokiem, niespokojnie strzelając oczami na boki. Rudowi zaś, ledwie zdążył schować puzderko, ale na pewno nie zdecydować się, co do kierunku, drogę zastąpił ciemno ubrany jegomość. Przez chwilę można go było zaiste pomylić z jednym z czarnych kabatów.
Nie miał jednak przy sobie widocznego oręża i był tylko jeden, co w przypadku świątynnych zdarzało się tak rzadko, że prawie nigdy.
Imć Rudolf z Tegamo. Pozwólcie. Za wezwaniem młodszego justycjariusza Gilesa Brandesdorfera.
► Pokaż Spoiler

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 501
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 16
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 7 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Ivan » 31 maja 2020, 15:17

Wielgas, choć ruchliwy jakby oblazły go pchły, stanął na wysokości zadania i uszanował niepisane zobowiązania cechu dilerów. Pierwsza działka była nieskrojona i na ile podpowiadało mu jego laickie wyczucie — niechrzczona.
Bez słowa i ociągania zapłacił umówioną kwotę w koronach, chowając odebrane pudełko za pazuchę. Sam również miał co robić.
Imć Rudolf z Tegamo zmierzył niechętnym spojrzeniem wyrastający mu niespodziewanie ogon.
Spieszę się — wszedł przybyszowi w słowo, patrząc przez niego na wyjście. — Mówcie od razu, o co chodzi, a najlepiej usuńcie z drogi.
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 19:07

Oblicze nieznajomego ani drgnęło. A on nic sobie robił z oczywistej niechęci, jaką imć Rudolf go obdarzył. Z udzielonej odmownej odpowiedzi również.
Nie mnie dochodzić — odparł chłodno. — A wasze pilne sprawy muszą poczekać. Za mną, proszę. Nie przejmujcie się wierzchowcem, zostanie zwrócony na posterunek. To niedaleko.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 1
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 19 cze 2020, 19:36

Xaleandre uznała, że najwyższy czas na kąpiel i skorzystanie z usług łaźni. Chodziła tutaj w miarę często, bowiem wyniosła z Zerrikanii dosyć dużą dbałość o własną higienę w przeciwieństwie do wielu miejscowych, którzy dosyć często zapachem jaki wokół siebie roztaczali przypominali jej o tym dosyć przykrym fakcie. Drugim powodem, zawsze aktualnym, udania się do miejskich łaźni była możliwość podsłuchania tego, o czym rozmawiają ludzie. Usłyszenie ciekawych plotek czy informacji zawsze było interesujące. Więcej wiedziała o problemach miasta i tego co się w nim dzieje. Była też kwestia douczenia się języka, przysłuchiwanie się zawsze pomagało.
Xaleandre weszła i uiściła opłatę w kasie po czym udała się do przebieralni, gdzie zostawiła swoje rzeczy, biorąc jednocześnie zestaw do kąpieli, który oprócz zakupionych tutaj mydeł, balsamów, gąbek do różnych części ciała, miała ze sobą również egzotyczne olejki i naturalne kosmetyki, o jakich nie słyszano w tych stronach.
Xaleandre skierowałą więc kroki do basu z ciepłą wodą. Lubiła to miejsce, właściwie to chyba jedno z jej bardziej lubianych w mieście, bo nie dość, że można było utrzymać czystość, to jeszcze w ciepłych wodach można było przynajmniej na chwilę uciec od jednak chłodnego klimatu miasta. Brakowało jej właśnie ciepłych dni i nocy Zerrikanii.
Znalawszy wolny basen, zanurzyła się po szyję a potem po czoło, i obmyła lekko by potem wyjść i udać się do tepidarium. Tam właśnie planowała wygrzać swoje ciało i zrelaksować się, potem zaś wróci do dokładnej już kąpieli w ciepłych wodach. W Tepidarium spędziła więcej czasu niż przeciętny miejscowy, bo i gorąco robiło się jej dużo wolniej. Zgodnie z planem wróciła do ciepłego basenu i rozpoczęła dokładne obmywanie swojego ciała mydłem.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2020, 20:24

Wymuskany młodzieniec przyjął zapłatę za wstęp od cudzoziemki bez słowa i z niemądrze rozdziawionymi ustami. Gapiąc się na nią jak ciele na malowane wrota, o mało nie skręcił sobie karku, gdy znikała za ażurowym przepierzeniem. Xaleandre nie widziała go tutaj wcześniej, musiał być nowy.
Przebieralnia przywitała ją duszną pustką. Zostawiwszy swój dobytek w tej samej szafce, co zwykle, kobieta zebrała naręcze kąpielowych utensyliów i udała się w kierunku basenów. Wychodząc, minęła się w przejściu z kolejną klientką łaźni. Ubrana w dziwny, pstrokaty kaftan dziewczyna posłała Zerrikance przelotny uśmiech.
Było wczesne popołudnie, ludzie dopiero zaczynali się schodzić, a nieliczni o tej porze, głównie stali bywalcy w większości oswoili się już z niecodziennym widokiem, jaki prezentowała sobą Xaleandre. Nie niepokojona przez nikogo zanurzyła się w ciepłych wodach jednego z wolnych basenów, wstępnie obmywając spragnione tropikalnych temperatur ciało i przeganiając przyczajony w kościach chłód.
Dla odmiany — i ku swemu zaskoczeniu — w tepidarium natknęła się na całkiem spory tłumek ludzi i nieludzi. Zbici w grupki, czerwoni na twarzach i zlani potem, chłostali się brzozowymi witkami z zapałem godnym masochistów. Z szemranych rozmów wynikało, że jakiś „słynny dohtor z Koviru” zalecał podobne zabiegi, by uchronić się przed zarazą, której pierwsze potwierdzone przypadki odnotowano już na terenie miasta. Mówiono też o wpływie plagi na interesy, na giełdę, rynek nieruchomości oraz o tym, kto zyska na destabilizacji gospodarki Novigradu najwięcej. Każdy miał na ten temat własne zdanie, ale wszyscy byli zgodni co do jednego — wszystkiemu winni byli czarodzieje.
Znalazłszy sobie stosunkowo spokojne miejsce w jednej z wnęk oddzielonych od siebie atlantami, przesiedziała w tepidarium kilka ładnych godzin, osłuchując się ze wspólnym, nasiąkając ukropem i problemami barbarzyńców.
Gdy wróciła na salę z basenami, trwały godziny szczytu.
W zbiorniku, przy którym zostawiła swoje przybory siedziało już kilka osób, lecz nie na tyle dużo, by zabrakło dla niej miejsca. Zerrikanka wślizgnęła się do wody, mimowolnie przyciągając kilka ciekawskich spojrzeń. Między innymi, miniętej w szatniach dziewczyny, która puściła jej oko. W basenie obok siedziała piątka mężczyzn, ewidentnie coś świętując, bo przy brzegu stało blaszane wiaderko wypełnione lodem i butelkami z ciemnego szkła, w dłoniach zaś dzierżyli pucharki, raz po raz wznosząc toasty.
Zdrowie de Rosenkohla, panowie!
Zdrowie de Rosenkohla i jego potwora! Ha ha!
Zdrowie!!! — ryknęli wszyscy na raz, stukając się pucharami i pijąc do dna.
Mężczyźni otarli usta i westchnęli z lubością, kiwając głowami. Najwyraźniej nie była to ich pierwsza kolejka.
A swoją drogą — stłumił beknięcie rudawy jegomość o szczurzej twarzy — ciekawym, co to za potwora gnębi jaśnie pana ślachcica, że ni jednego konika nie wystawił... Co, mości Szulc? Wyście w najbliższej z nim komitywie zawsze byli... „A powitać”, „A jak się pan miewa?”, „A jak interesa?”, „Ach, to wybornie”...
Zawrzyj gębę, Sieciech — odwarknął zagadnięty, tęgi brunet o dziobatej twarzy, patrząc groźnie na rudawego. — Chyba że chcesz, bym ci ją obił.
Patrzcie go, jaki nerwowy! — zarżał Sieciech. — W miętkie żem trafił, co?
Miętki to jest...
Ejże, panowie! — przerwał szpakowaty chudzielec, wciskając kłócącym się napełnione pucharki w dłonie. — Dyć to nie pora za łby się brać. Dziś wielkie święto dla nas, obłowilim się jak nigdy! Najgorsze chabety sprzedalim dzięki nieobecności Jaromira de Rosenkohla. I to za półtorej ceny! No, co, źle mówię, panie Metzger? Panie Antylicz?
Dobrze, panie Dobosz! Bardzo dobrze!
Iście, mądrego to i dobrze posłuchać.
No! To napijmy się! Wasze zdrowie, panowie!
Zdrowie!!!
Wyduldali znowu wszyscy razem, gęby pojaśniały. Sieciech i Szulc padli sobie w objęcia.
A wracając do potwora — podjął szpakowaty po chwili — to słyszałem od Jędrka z Buchty, który smali cholewki do Niny Chabrowej, której brat znajomi się z synem jednego ze stajennych u Rosenkohla, że to jakieś bydlę latające jest. Wieeelkie ponooo — rozłożył ramiona na całą szerokość — jak smok! Ogiera na raz zeżera. I to w locie!
► Pokaż Spoiler

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 1
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 22 cze 2020, 2:08

Do wgapiających się w nią miejscowych młodzieńców, Xaleandre zdąrzyła już przez okres swojej bytności na tych terenach przyzwyczaić. Z początku ją to irytowało, nie była bowiem przyzwyczajona do takich bezczelnych spojrzeń ze strony mężczyzn, którzy zresztą powinni siedzieć na roli, a nie zajmowac się rozstawianiem miejscowych kobiet po kątach, a i nieraz tłuczeniem ich niemiłosiernie. Teraz jednak, kiedy naoglądała się miejscowych kobiet, to większość z nich nie grzeszyła urodą, i mało która umiała podkreslić swoją kobiecość makijażem, nie mówiąc już o pewnym siebie charakterze. Zerrikanka oczywiście odwzajemniła uśmiech kobiecie którą minęła po drodze. Z doświadczenia wiedziała już, że kobiety które się jej nie obawiają i uśmiechają w taki sposób należą do tych bardziej interesujących niewiast.
Dzień minął bardzo przyjemnie, jak zwykle wtedy kiedy mogła ogrzać swoje ciało, czuła się wtedy rozluźniona jak mało kiedy. Po solidnym wygrzaniu się i wypoceniu mogła wrócić do basenu i się obmyć. Rozmyślała o usłyszanej zarazie, a nawet starała się podpytać ludzi, któzy akurat mieli przerwę w biczowaniu się o zarazie. Zaraza nigdy nie zwiastowała nic dobrego.
Wróciła do basenu, przy którym zostawiła swoje przybory do mycia. I pierwsze co zauważyła to kobietę, która już wcześniej zwróciła jej uwagę. Skoro wciąż tutaj jest to można by się później zapoznać nieco bliżej. Dlatego podeszła do kobiety i podała nazwę tawerny w Czerwonej Dzielnicy, gdzie będzie przebywać, zakończyła szerszym uśmiechem, po czym wróciła do obmywania swojego ciała. Wtedy właśnie namydłając się dokładnie zwróciła uwagę na dosyć głośną rozmowę mężczyzn w sąsiednim basenie. Rozmowa brzmiała całkiem interesująco. Z jednej strony istniała możliwość, że odnalazła smoka, choć chyba powinni wiedzieć dokładnie jak wygląda smok czyż nie? A może za dużo oczekiwała po miejscowych. Z drugiej strony możliwe, że istniała po prostu okazja na łatwy zarobek, jeżeli bestią nie okaże się prawdziwy smok, a cokolwiek innego. Kiedy skończyła się obmywać, zanurkowała by zmyć z siebie mydliny. Kiedy to zrobiła wyszła ze swojego basenu i podeszła do basenu obok, gdzie znajdowali się podpici mężczyźni.
-Szanowni panowie, przypadkowo usłyszałam o kłopotach jednego z panów z potworem? Być może będę mogła panom pomóc w rozwiązaniu tego problemu powiedziała i zaplotła ręce przed sobą oczekując na reakcję. Cóż przynajmniej w tymmiejscu nie mieli problemów z zobaczeniem jej dobrze zbudowanego i całkiem umięśnionego ciała, raczej różniącego się od większości miejscowych kobiet.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 27 cze 2020, 11:43

Od zagadniętych „biczowników” dowiedziała się niewiele więcej ponad to, co już zdążyła podsłuchać, wygrzewając się w swojej niszy — zaraza nazywana Czerwoną Śmiercią przyszła podobno z południa, jak wcześniej Czarna, nilfgaardzka; jedni twierdzili, że to spisek, drudzy, że kara za grzechy, a jeszcze inni, że to zwykła blaga, mająca na celu osłabienie niezależności Wolnego Miasta. Tym, co mogło bardziej zainteresować Xaleandre — jako cudzoziemkę — była kwestia pochówku. Otóż, jak był łaskaw wyłożyć jej pewien dżentelmen o aparycji i obejściu anemicznego bibliotekarza, gdyby przyszło jej dokonać żywota na terenie objętym novigradzką jurysdykcją, w obecnej sytuacji jej ciało zostałoby poddane obrządkowi pogrzebowemu Wiecznego Ognia, czyli po prostu spalone, niezależnie od wyznania czy obyczajów jej ludu. Oczywiście również na koszt tegoż ludu, choć domorosły magister nie potrafił powiedzieć, w jaki sposób władze miasta miałyby ściągnąć ową należność ze stron tak dalekich, jak jej własne.
Gdy Zerrikanka zbliżyła się do siedzącej po przeciwległej stronie basenu dziewczyny, ta uniosła na nią zmrużone od kłębiącej się wokół pary wodnej oczy. A zaraz potem brwi, słysząc, gdzie zatrzymała się Xaleandre. Po chwili parsknęła, aż podskoczyły i chlupnęły o taflę jej kształtne, smagłe piersi, i roześmiała się w głos. Spomiędzy opadających jej na ramiona mokrych włosów wychynął naraz wąsaty pyszczek.
„Szkarłatny Minotaur” — rzekła rozbawiona dziewczyna. — Nie „Szarłatny Minetor”, mire elaine. Musisz popracować nad wymową. Zapamiętam.
Obietnicę przypieczętowało znane już Zerrikance mrugnięcie, a na nagim ramieniu nieznajomej w pełnej krasie ukazało się niewielkie, łasicowate stworzenie, nerwowo kiwające łebkiem na boki. Było całe białe za wyjątkiem czarnych i błyszczących jak kulki szlifowanego onyksu ślepek oraz równie ciemnej końcówki ogona. Dziewczę zajęło się uspokajaniem pupila i ukrywaniem go na powrót pośród gęstych, jasnobrązowych fal, tracąc z oczu Xaleandre, która w tym czasie wróciła do przerwanej kąpieli.
I podsłuchiwania.
Smok? — dziwił się któryś z mężczyzn. — Pod Novigradem?
Kiedyś był, to czemu nie znowu?
Ee tam... smoki nie istnieją. Ja żem żadnego nie widział.
Nie „smok”, tylko „jak smok” — poprawił inny. — Może latawiec jaki? Albo ten... no... wiwern?
A to jest jakaś różnica?
Cała piątka zadumała się na dłuższą chwilę, a gdy wrócili z błędnych korytarzy swoich myśli, chcąc uraczyć się kolejnym pucharkiem wina, wyrosła nad nimi Xaleandre. Gładka, ciemna skóra cudzoziemki ociekała wodą, lśniąc w blasku maźnic i pochodni niby marmurowy posąg. Jej mocny, zerrikański akcent wbił się klinem w rozmiękczoną winem wymianę zdań i utkwił w niej, zdawać by się mogło, na dobre.
Mężczyźni spojrzeli po sobie skonfundowani i zaszemrali.
Co...?
Czy ona właśnie obraziła moją Jadźkę?
Od szachowych pał nas wyzywa, gamratka! A jam jest mistrz figur na okręg jarmołowicki!
Ćśś! Ważcie słowa, panowie, bo jeszcze usłyszy...
A co? Strach was obleciał, mości Dobosz? Przed babą?
A jużci! Ino nie godzi się niewiasty znieważać.
To ona nas...!
A może nie? Może coś chce?
Tak, zeżreć razem z kopytami... Patrzcie tylko na nią...
Popatrzyli. Przełknęli ślinę, poprawili winem.
Waćpanna raczy powtórzyć — rzekł głośno do Xaleandre najodważniejszy z towarzystwa, nazywany Doboszem. — Myśmy trochu wypici... i słuch już nie ten. Nie pojelim chyba, o co waćpannie się rozchodzi.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 1
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 28 cze 2020, 1:24

Nie udało się dowiedzieć zbyt wiele o zarazie, ale przynajmniej Xaleandre miała już pewność jak się ją tutaj nazywa, 'Czerwona Zaraza', jeżeli ktoś inni będzie wspominał o tym w rozmowie to zawsze warto posłuchać. Potem oczywiście nastąpiła lawina różnorakich, wzajemnie wykluczających się opinii, co ma zawsze miejsce kiedy rozmawia się z większą grupą ludzi. Każdy wydaje się mieć lepsze teorie od tego, który skończył mówić przed chwilą. Ciekawy jednak był sposób pochówku, chyba dobrze jest wiedzieć jak się skończy na obcych ziemiach, sama jednak również nie miała pojęcia jak i kto miałby ściągnąć opłatę z Zerrikanii. Niemniej zrozumiała przynajmniej dużo z jego odpowiedzi i męzczyzna wydawał się być na tyle oczytany, że rozumiał i ją, mimo ciężkiego akcentu i ograniczonego zasobu słów.
Potem konwersacja z tą łądną kobietą nie poszła już tak bezproblemowo, ale poza śmiechem przynajmniej zrozumiała o co jej chodzi i po raz kolejny Xaleandre otrzymała od niej mrugnięcie okiem, co zrozumiała jako potwierdznie wieczornego spotkania. Przynajmniej będzie na co oczekiwać wieczorem. Zdecydowanie jej łądne ciało i smukłe piersi obiecywało całkiem wiele i Xaleandre wyrzucałaby sobie jeśli by nie skorzystała z okazji. Uśmiechając się sama do siebie wróciła do obmywania się.
Niestety okazało się, że z jej przemowy, która tak ładnie brzmiała w jej głowie podpici mężczyźni nie zrozumieli zbyt wiele. Teraz to faktycznie miała ochotę ich zjeść w całości, albo co najmniej ukręcić łby. Westchnęł jednak i zaczęła wolniej.
-Panowie za dużo pijecie... tak, to musiało być zrozumiałe mimo akcentu, wszak słowa takie jak dużo, za dużo czy pić to jedne z pierwszych jakich się nauczyła, uznając, że są bardzo przydatne.
-Pilah...nie, strach, tak strach....Bestia...potwór...lemuttu problemy za was. Khayal...um...ja ją qatil..ja pozbędę się bestia, jak trzeba, kiedy wy chcecie Wy bez problemu, la tanakkudi. Muqut. co prawda skupiła się by mówić bez akcentu, a przynajmniej taki miała zamiar, ile z tego wyszło, zobaczy się, jednak spowodowało to wrzucanie słów, które przychodziły jej naturalnie, a dla mężczyzn nie musiały znaczyć zbyt wiele. Ale mówiła powoli każde ze słów, powinno do nich dotrzeć. W ich stanie i tak nie są w stanie zrozumieć zbyt wiele. Czekała teraz na ich reakcję i odpowiedź.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1092
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 30 cze 2020, 20:45

Podpici dyskutanci wlepili w Xaleandre wyczekujące spojrzenia. Na poczerwieniałych od wina i gorąca gębach malowało się takie skupienie, jakby wszyscy naraz dostali obstrukcji. Najcichszy i zarazem najbardziej niepozorny z nich, wołany Metzgerem, dodatkowo sprawiał wrażenie epileptyka tuż przed atakiem. Oczy latały mu po sylwetce cudzoziemki — a perspektywę miał arcyciekawą — jak gnomy po Wielkiej Fabryce Wynalazków.
Zerrikanka przemówiła ponownie, tym razem dużo wolniej i wyraźniej. Wtem pan Metzger o mało nie wyskoczył z wody jak oparzony. Cały w pąsach, mamrocząc pod nosem coś o „chamstwie”, „słomie” i „ciżmach”, rozejrzał się nerwowo, zaklął pod wąsem, po czym w heroicznym akcie desperacji przepłukał w basenie własne naczynie, polał trunku i wyciągnął tak napełniony puchar ku kobiecie.
P-pani wybaczy — wyjąkał, mieniąc się na twarzy. Starał się patrzeć jej w oczy, lecz jego własne z uporem maniaka same zjeżdżały piętro niżej. — Chamy z nas...
Mów pan za siebie! — obruszył się Antylicz.
Czyście oczadzieli, panie Metzger? Co z panem...?
Przecie powiedziała...
Że za dużo pijemy, a nie że sama chce — zauważył nad wyraz trzeźwo Szulc, po czym czknął i dodał bez sensu: — Włosy w uszach szkodzą zdrowiu.
Brak baby też! Co, panie Metzger? — zarechotał Sieciech. — A mówił żem! Do Passiflory nam iść, to nie! Zachciało się! Pańskich źwyczajów, ślacheckich kumpieli...
Jakbyście się myli częściej niż raz do roku, panie Sieciech — wycedził purpurowy na gębie Metzger — to może byśmy i poszli!
Żadna jeszcze nie narzekała!
Bo nie była w stanie! Z miejsca przytomność traciła!
Ożesz ty...!
Ejże! Panowie! — Strofujący głos Dobosza tym razem nie podziałał łagodząco na towarzystwo.
W basenie zakotłowało się i zakipiało. Sieciech rzucił się na Metzgera, Meztger zrobił unik, pośliznął się na kaflach i poszedł pod wodę. Pięść Sieciecha trafiła więc w twarz Antylicza, Antylicz wściekł się i rzucił na Sieciecha, ale jako fatalny pięściarz i krótkowidz przywalił Szulcowi. Szulc zatoczył się, otrzepał i wyszarpnął z wiaderka jedną z opróżnionych butelek, mierząc w głowę Antylicza. Dobosz gramolił się na brzeg.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław