Kostnica i biuro koronera

Obrazek
Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 897
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 24 kwie 2018, 20:42

Obrazek Niemało wody w Pontarze upłynęło nim świeckim władzom miasta udało przekonać się kapłanów oraz konserwatywnych członków miejskiej ławy do tego, że miastu potrzeba miejsca takiego jak to. Początkowo przedstawiciele kleru wyklinali oraz potępiali proceder przetrzymywania nieskremowanych zwłok do badań, dopóki — na wniosek służb bezpieczeństwa — nie przystali na polubowne wyjście z sytuacji. „Kostnica? Dobrze, niechże i będzie. Nawet w obrębie świętych murów naszego grodu. Ale nigdzie indziej jak na Czerwonym Mieście, razem z bordelami i całą resztą plugastwa!”. Jak powiedziano, tak zrobiono. Od tamtej pory niewielki budynek na obrzeżach dystryktu przeznaczonego dla nieludzi i biedoty został zaadaptowany na miejskie mortuarium oraz biuro koronera. Wchodząc do środka, łatwiej potknąć się o butelkę niż o trupa. Połowa z nich zawiera spirytusowe odczynniki użyteczne przy autopsji oraz konserwacji preparatów, cała reszta — preparaty użyteczne przy konserwacji dobrego nastroju u żywych, również na bazie etanolu. Zabytkowe kredensy oraz komódki odziedziczone przez kostnicę po poprzednich właścicielach budynku, wypełnione są nie bibelotami oraz zastawą, ale utrzymanymi starannie narzędziami, prezentującymi się jak żywcem wyjęte z mokrego snu interrogatora miejskich lochów. Haki, spinaki, zestawy noży o różnych ostrzach, piły, grube szpule nici — wszystkie lśniące i cierpliwie czekające na swoją kolej, to jest zapełnienie ulokowanego na środku pomieszczenia stołu nowym transportem ze szpitala.

W tym samym czasie na zagraconym zapleczu na dostawę zwłok oczekuje tutejszy koroner, niejaki Mykyta Sieglitz. Chudy jak ghul półelfi metys z urodą nałogowego fisstechowca, o podniebieniu równie czarnym co jego preferowane poczucie humoru. Prywatne tendencje do niechlujstwa, ochlejstwa i złośliwości godnej starej dziwki rekompensuje profesjonalizmem podczas pracy. Niektórzy mówią, że tylko jemu zawdzięcza swoją posadę, zaś bardziej rozeznani dopowiadają, że także układami ze służbami bezpieczeństwa. Na co najlepiej poinformowani dopowiadają, że owszem, ale są to relacje analogiczne do tych, które łączą rybaka i jego zdobycz. Cokolwiek mają przy tym na myśli, raczej nie jest to sugestia że Sieglitz jest fanatykiem wędkarstwa. Ani grubą rybą wśród osobistości Novigradu.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 897
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 11 sty 2020, 2:52

Mykyta Sieglitz, pomimo później pory, nie spał. Rzadko kiedy spał nocą. A już na pewno, kiedy miał ręce pełne roboty.
Na stole, który za czasów swojej świetności służył niechybnie niejednej rodzinie, leżał nieboszczyk. Nagi, pomarszczony, nabrzmiały i przeraźliwie biały, wyglądał jak siedzący na stołku obok mężczyzna, który akuratnie miał fajrant. Mykyta umilał sobie przerwę kurząc z wrzosowej fajki, nabitej aromatycznym tytoniem, przeszmuglowanym z Mahakamu. Choć palić nie lubił, robił to, aby poigrać ze zmysłem węchu, doszczętnie przyzwyczajonym do paskudnego fetoru kostnicy. Palił spiesznie i niepoprawnie, spopielając zbyt szybko drogi tytoń; nienawykły do cierpliwości, zaciągał się zbyt chciwie, ogrzewając zdrętwiałe od zimna palce rozgrzanym jak buchaj kominem.
Ten i jeszcze jeden, pomyślał, kalkulując w głowie. Zdążył obrobić już dwóch denatów, z czego jeden zabrał mu więcej czasu niż powinien, a wszystko przez sposób w jaki tenże opuścił ten świat i toczące się wokół tego śledztwo. Koroner myślami był już przy kolejnym dniu, późnym południu, kiedy wstanie i zaaplikuje na śniadanie gram, a może dwa, nowego Śniegu. Recenzje, które zdążyły do niego dojść były obiecujące, a towar zachwalał każden kogo opinię szanował. Uśmiechnął się zatem, bo już niedługo spróbować miał i on.
Wtem ktoś załomotał do drzwi.
Zgramolił się ze stołka i podszedł do wejścia, gdzie wpierw zajrzał przez ukryty wizjer sprawdzając kogo licho niesie. Późna wizyta nie dziwiła go, zdążył już dawno się do takowych przyzwyczaić. Nachodzili go ludzie przeróżnej maści, o przeróżnych porach. Lepiej teraz niż gdy będę spał, uznał.
Otworzył drzwi, poznając natychmiastowo gości. Wpuścił ich do środka wraz z ciałem, które wnieśli. Stali bywalcy.
Witaj Kret. Czołem Sznyc.
Mężczyźni skinęli głowami, postawili nieboszczka na podłodze, uścisnęli dłonie z gospodarzem.
Przynieśliśmy ci klienta. Na przechowanie. Dostałeś wiadomość od Mavericka?
Metys pokiwał głową, zamknął i zaryglował drzwi. Pociągnął z fajki, lecz zassał jedynie popiół, gdyż zdążyła mu zgasnąć.
Dostałem. Ale skoro tu jesteście, to chyba źle, co?
Jest jak jest — odparł lakonicznie Kret. — Ale skoro wszystko wiesz, to i lepiej. Oszczędzi mi to tłumaczenia. Pomieszka u ciebie parę dni. Nie wymaga wiele, będzie leżał z innymi trupami, wstawać i tak nie może, więc na brak alternatyw narzekać nie powinien. Karm go aby i dbaj by nie sczezł, jest nam jeszcze potrzebny. No. W razie, gdyby ktoś przyszedł, wiadomo, chowaj go pod pledem. Maverick mówił, że dzieciak jest podobno dobrym aktorem, wykorzystaj zatem jego potencjał.
Kret zarechotał, rozbawiony własnym żartem. Skierował się do wyjścia. Mykyta zatrzymał go delikatnym, acz stanowczym gestem. Na to Sznyc wyjął z cholewy buta jasne zawiniątko, które bez słowa wręczył Sieglitzowi.
Maverick powiedział, że cię nie rozczaruje. Dobrej zabawy. I czuwaj.
A jakże. Stary Maverick nie zwykł łgać. Ani jak widzę, rzucać słów na wiatr. Va faill.
Zostawszy sam na sam z nowym lokatorem, Mykyta podszedł do Physalisa i ściągnął mu z głowy koc. Wyszczerzył zęby pełne ubytków i rzekł:
Ceadmil, elaine Dh’oine.

Lis
Awatar użytkownika
Posty: 47
Rejestracja: 16 mar 2018, 13:46
Medale: 8
Miano: Physalis
Rasa: Człowiek
Wiek: 20
Złoto: pusty mieszek
Stan zdrowia: nieokreślony
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=119
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=47

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Lis » 14 sty 2020, 23:59

Nawet nie protestował, kiedy nakazali mu znowu rozłożyć się na noszach. Sam nie widział innego sposobu, aby wydostać się z tej piwnicy. Nim przyćmiony wątłym światłem świat zniknął mu sprzed oczu, rozejrzał się jeszcze raz. Twarz czarodzieja wciąż skrywała się pod kruczą maską. Chłopak skupił się więc na jego budowie, tonie głosu i innych elementach emfazy, których nie szczędził w wyrażaniu swojego niezadowolenia. Jeśli kiedyś na niego wpadnie, z pewnością go rozpozna.
Tym razem nie użyli na nim tajemniczego specyfiku, pozostawiając Physalisa przytomnym przez całą podróż. Młodzieniec nasłuchiwał, starając się rozpoznać chociaż część miasta, w której się znajdowali. Choć noc była raczej spokojna, pojedyncze, charakterystyczne dźwięki wydawały mu się nader znajome. Chłopak spodziewał się jednak, że to kwestia autosugestii, podpieranej nadzieją, że w razie czego uda mu się tu wrócić i zmusić magika, by ten dokończył to, co spieprzył za pierwszym razem.
Młodzian dość szybko zrozumiał, że poskąpienie środka nasennego wcale nie było uśmiechem losu, a wręcz przeciwnie — łapanie oddechu przychodziło mu z niemałym trudem, a leżące nieruchomo kończyny drętwiały, wywołując nieprzyjemne mrowienie. Walczył sam ze sobą, by wytrzymać w bezruchu jeszcze jedną chwilę, jeszcze trochę. Frustracja zaczynała brać nad nim górę, prowokując coraz częstsze i głębsze oddechy, objawiające się zapewne dość wyraźnym podnoszeniem i opadaniem okrywającego rzekomego nieboszczka koca.
Wreszcie ten skromny korowód dotarł do celu, co zostało obwieszczone głównemu zainteresowanemu łoskotem o drzwi. Poczuł dziwaczny smród, w który się zagłębili, a jakże!, a następnie całkiem ostrożne opadanie, aż w końcu odbił się lekko od posadzki, kiedy zgromadzeni zaczęli wymieniać uprzejmości. Nowy głos był nietypowy, szczególnie wyróżniający się wśród tubalnych dźwięków wydawanych przez Sznyca i Kreta. Ci dość sprawnie odeskortowali się na zewnątrz, zostawiając go w tym smrodzie z nieznajomym.
Nie zastanawiał się długo, kim okaże się tymczasowy towarzysz niedoli tym razem. Spodziewał się bowiem kolejnej maski, być może nie kruczej, ale jakiejkolwiek. Wygląd postaci odsłaniającej derkę wymalował się na twarzy chłopaka zdumieniem. Pobieżnie przeliczył wyszczerzone w uśmiechu zęby, spodziewając się najgorszego. Najgorszym jednak, co go spotkało, było jedynie nieznajome pozdrowienie. Zbity z tropu nie zareagował od razu.
Jestem Lis — wyrzucił z siebie zdawkową wiadomość, przerywając tym samym patową sytuację. —Co to za miejsce? — zapytał, zanim zdążył rozejrzeć się po pomieszczeniu w nadziei, że tym razem rozmówca będzie mniej skryty, niż ten tchórzliwy, kruczy czarodziej.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 897
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 19 sty 2020, 16:54

— Kostnica — odpowiedział, rozbrajająco szczerze. Usiadł z powrotem na stołku i rozpalił na nowo fajkę. Rzucając Physalisowi przeciągłe, badawcze spojrzenie, zaciągnął się aromatycznym tytoniem, wypuszczając z ust kłąb dymu, który na chwilę przysłonił jego twarz. — Dom trupów. Tymczasowy. Nikt nie zostaje tu na dłużej.
Zakurzył jeszcze po dwakroć, następnie odłożył fajkę na miniaturowy stojak i przeszedł do stolika, biorąc po drodze niewielkie, lekko zakrzywione u sztychu ostrze. Rozległ się odgłos przypominający mlaskanie czegoś bardzo wilgotnego. Dźwięk był nieprzyjemny; penetrował uszy, wydawał się bardzo bliski i przywoływał ohydne skojarzenia. Mykyta nie dawał po sobie w żaden sposób znać, że w ogóle jeszcze słyszy ten dźwięk, wyraźnie skupiony, inspekcjonował coś ściągnąwszy brwi. W końcu odsunął się od stołu, odkaszlnął i stwierdził ponuro:
— Zatruty. Pobrać wycinek tkanki. Przeanalizować.
Wrócił do fajki. Rozpalił ją.
Crevan. Znasz się na truciznach?

Lis
Awatar użytkownika
Posty: 47
Rejestracja: 16 mar 2018, 13:46
Medale: 8
Miano: Physalis
Rasa: Człowiek
Wiek: 20
Złoto: pusty mieszek
Stan zdrowia: nieokreślony
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=119
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=47

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Lis » 26 sty 2020, 23:48

Uniósł się na przedramionach, lekko już obolałych od tej powtarzanej w kółko czynności i przyjrzał rozmówcy. Ten co prawda zdecydował się udzielić mu odpowiedzi, jednak nie zrewanżował się w przedstawieniu swojej osoby. Z myślą, jakoby znajdowali się obecnie w kostnicy, chłopak zdawał się pogodzić już zawczasu — w końcu od momentu parszywej wyprawy do tartaku zwykł odwiedzać najdziwniejsze zakątki Novigradu. Takie, do których raczej sam by się nie wybrał. I choć wizyta w trupiarni każdego zdrowego na umyśle człowieka mogłaby przyprawić o dreszcze, u Physalisa takiej reakcji prędzej można byłoby się spodziewać raczej przy pierwszym punkcie wycieczki, w przybytku świątobliwych cnotek. Chociaż nie, tam również potrafił zająć swoje myśli czymś, bynajmniej nie odpowiednim, żeby nie powiedzieć nic więcej.
Dziwiła go za to towarzysząca mu obecnie postać. Nonszalancka postawa i obojętność, z jaką wymruczał pod nosem wyrok wydany denatowi, były czymś tak dla niego szokującym, że młodzieniec powtarzał sobie w głowie jego słowa, wciąż i wciąż. Zastanawiał się przy tym, czy jest to kwestią znudzenia pracą, kiedy to każdy, albo chociaż wyraźna większość, nieboszczyków trafia tutaj po nieopatrznym spożyciu specjału od serdecznego przyjaciela. A może po prostu trafił na przechowanie do niezrównoważonej psychicznie jednostki, dla której śmierć jest czymś najzwyklejszym w świecie, jak pianie koguta o poranku czy kurwy o szpiczastych uszach.
Zorientował się, że mówi do niego, dopiero wtedy, gdy zawieszone pytanie odbiło się echem, dzwoniąc wśród piętrzących się tu i ówdzie butelek pełnych jakichś nieznanych chłopakowi specyfików. Zwrotu, jakiego w stosunku do niego użył, naturalnie nie zrozumiał, jednak brak osób trzecich (przynajmniej w miarę jeszcze żywotnych) nakazywała mu sądzić, że to on był jego adresatem.
Wiem tylko, że jakieś są — odparł, odchrząknąwszy wcześniej. — I że nawet niepozorne ziele może okazać się zabójcze, jeśli je odpowiednio przygotować.
Próbował sięgać pamięcią do momentu, kiedy udało mu się wykraść tę księgę, którą później wielokrotnie oglądał. Ciężko mu było jednak przypomnieć sobie jakiekolwiek nazwy, jakie wyczytała mu towarzyszka tej zaskakująco pasjonującej lektury. Do głowy przyszedł mu jeden, obok którego własnoręcznie dorysował dwie ostro zakończone strzały.
Od kiedy usłyszałem o dwugrocie, czerwone kwiatki nie są już tylko byle badylem, którego można użyć do przekupienia dziewczyny.
Silił się na ten niewyszukany żart, wplatając w niego w gruncie rzeczy większą część swojej znajomości tematu, by w jakiś sposób odwrócić uwagę elfa od jego niewiedzy. Wymuszony śmiech daleki był jednak od sztucznego.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 897
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 12 lut 2020, 1:56

Mykyta wypuścił powietrze przez nos, a na jego paskudnej twarzy zabłąkał się uśmiech.
Masz rację. Zabić można wszystkim. A najlepszą trucizną jest lekarstwo.
Gospodarz odszedł od denata i zniknął na moment za progiem gołej futryny. Dochodzące naraz dźwięki jednoznacznie wskazywały na to, że mężczyzna czegoś szukał. Po chwili wrócił z blaszaną miską, obficie parującą oraz drewnianym kuflem, bez pytania wręczając je Physalisowi.
Nic specjalnego, ot potrawka z wczorajszych resztek, ale akuratnie podgrzałem. Nie będę cię karmić, tuszę, że poradzisz sobie sam.
Wkrótce Mykyta wrócił również z porcją dla siebie. Przysiadł niedaleko gościa, zajadając się późną kolacją, którą przegryzał czerstwym pieczywem. Uszczerbki w jego garniturze zębów trzeszczały w kontakcie z twardą skórką.
Ten co tam leży to artysta. Prowadzą dochodzenie. Otóż, wyobraź sobie, że pan akrobata spadł z krokwi podczas występu i złamał sobie kark. Pomimo, iż w fachu był od dobrych dwunastu lat, a opinie wyrobił sobie fachurską. Był pijany, uważasz. A od gorzały zawsze stronił. Zrobiłem sekcję. I to nie alkohol go zabił.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław