W sercu Pogranicza

Obrazek
Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 03 mar 2020, 21:26

W poprzednich odcinkach.
Dziękczynne wotum kapłanki z Ellander ulatywało ku niebu, kiedy ta pogrążona w cichej modlitwie, wycofując się na skraj bitewnej zawieruchy, dziękowała Wszechmatce za łaskę uczynionego z jej udziałem cudu.
Wycofywać się z pola bitwy, lecz w kierunku przeciwnym, to jest wozu z dobytkiem, począł również poczciwiec Kuszwa, choć należało się spodziewać, że w bardziej przyziemnej intencji. Czy to z powodu instynktu samozachowawczego, czy dla ochrony zgromadzonych na wehikule dóbr doczesnych, albo mając na uwadze jakiś fortel, handlarz zwalczył ołów w nogach i począł się w skradać w tamtą stronę, niezauważony przez resztę zgrai pochłoniętej własnymi problemami i skórą.
Krasulak zwaliwszy się na wskazanego mu przez pana draba niezgrabnie niby tatuś na mamusię po powrocie do domu z całonocnego pijaństwa, okładał go gdzie popadnie, nieuzbrojonymi rękami, a klątwy i szamotania tamtego dowodziły, że nie jest tym szczególnie zachwycony.
Drab trafiony feralną pięścią Arbutha w krocze u zarania walki — nadal leżał na swoim miejscu, niezdolny do czegokolwiek poza cichym pojękiwaniem. I choć od początku awantury upłynęła niewiele ponad minuta, odkąd trwał pośród traw, to w wypełnionym pędem ferworze starcia była ona synonimem wieczności, subiektywnie zrównującym go jako nieporuszony element krajobrazu na równi z widniejącym na horyzoncie zamczyskiem Houtborg.
Choć sytuacja na podwórzu zrazu przechyliła się na stronę drużyny, która zadała napastnikom bobu, nadal była daleka od rozstrzygnięcia, nie wspominając o uporządkowaniu.
► Pokaż Spoiler

Szczur
Awatar użytkownika
Posty: 2
Rejestracja: 12 kwie 2018, 3:30
Rasa: Człowiek
Złoto: Całe
Stan zdrowia: A zdrowy, zdrowy, dziękować

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Szczur » 06 mar 2020, 16:11

— Ysz kurwa.
Giovanni sapnął z niepohamowaną irytacją na spudłowany cios jego klingi, wymierzonej płazem w lidera kasztelanowych nie przez honor a przez fakt, że martwi głosu nie mają i ciężko byłoby poprowadzić dalszą rozmowę po tej małej sprzeczce. Te ostatnie mają to do siebie, że potrafią eskalować w zatrważającym tempie, co już okolica mogła uświadczyć. Wyprostowawszy się, wzrok Stronzo spotkał się ze stalowym grotem bełta osadzonego na jego ukochanym samostrzale. Pobledwszy nieco zamarł w miejscu, wydając z siebie jedynie głośne przełknięcie w celu zwalczenia nagłej suchoty gardła. Gdyby nie lata doświadczenia w zawodzie, prawdopodobnie również zafajdałby swoje gacie. Kto jak kto ale właściciel kuszy doskonale znał jej moc i, że jak mu uderzy do głowy to pójdzie na wylot. Niespodziewany awans na dowódcę losowej zbieraniny zwanej drużyną nieco połechtał ego kondotiera, który to odezwał się zaraz po Luizie.
— A kto inny?! To może się jakoś dogadamy?

Nie dogadają się. Kovirczyk nie zdążył nawet osadzić dyplomatycznego uśmiechu na swej twarzy kiedy to gówno wystrzeliło. Wzdrygnął się na brzdęk cięciwy a jego wzrok rzucił się za wystrzelonym pociskiem. W myślach zdążył wezwać wszystkich znanych mu bogów, by ów bełt chybił dogłębnie znaną mu akrobatkę. Odprowadziwszy wzrokiem więc aż do momentu gdy ten poszybował za walczących, wracając swą uwagę do lipnego strzelca przed nim. Teraz Giovanni był pewny, że nie będzie dalszej rozmowy.
— Ja bym trafił i to nie bełtem, chuju. — syknął i wyskoczył do przeciwnika z potrzebą zapłaty za zmuszenie Stronzo do próśb o boską interwencję, prawie modlitwę niczym towarzysząca im kapłanka. Palestra miała zbliżyć do siebie mężczyzn, a cios wylądować na ramieniu kasztelanowego dowódcy. I to ostrzem.

Jestem Żółtą Magnetyczną Gwiazdą, która otacza centralny, zielony Zamek Symbolizacji
Przewodnikiem mi Żółty Samoistny Człowiek
Po mojej prawicy zasiada czerwony, Galaktyczny Wędrowiec
Po mojej lewicy – niebieska, wiodąca Moc

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 07 mar 2020, 13:21

Przydając sobie impetu w wypadzie, kondotier uderzył przywódcę zgrai ostrym i to tak, że ostre, spruł watowaną przeszywanicę, która gubiła wielkie białe kłaki, ustępujące pod ostrzem wraz z materiałem i skórą. Kiedy sztych przeszedł po ramieniu tamtego, połowa wydartych przeszywanicy bawełnianych kotów lądujących była ciężka i czerwona od wsiąkniętej w nie krwi.
Na ziemi, w wysokiej trawie wylądowało również dzierżone przez dowódcę ostrze, a zaraz po nim jego obydwa kolana, gdy nagle pobladły i wybałuszony, choć nie uroniwszy przy tym dźwięku, padł na nie, z prawym ramieniem zwisającym mu wzdłuż ciała i obficie spływającym z rozdarcia krwią. Podpierając się wciąż jeszcze zdrową lewą, przeczesywał nią chwasty podwórza, każąc wieńczącej jej dłoni pełznąć w kierunku rękojeści upuszczonego oręża. Zrodzonym bólem instynktem obronnym, pomimo i na przekór triumfującego nad nim kondotiera z klingą wciąż dymiącą od świeżej posoki.
► Pokaż Spoiler

Ernoth
Awatar użytkownika
Posty: 2
Rejestracja: 03 mar 2020, 22:09
Miano: Ernoth
Złoto: Mniej niż zero
Stan zdrowia: Niedorozwinięty

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Ernoth » 07 mar 2020, 14:07

Świst bełtu gdzieś nad głową i za plecami Arbutha wywołał dreszcz u krasnoluda. Najgorsze co może być, taka kusza. Fakt, pierońsko skuteczna, łatwa w obsłudze, ale człowiek nawet nie wiedział do końca co go zabiło gdy taka przebijała mu czaszkę. Walka nie powinna być taka. Walka powinna odbywać się twarzą w twarz, bronią w broń. Jeśli ktokolwiek wynajdzie sposób na zabijanie bez widzenia choćby twarzy przeciwnika, ten świat pogrąży się w chaosie. Chociaż w sumie... I tak już się wszystko popierdoliło.

Otrząsnąwszy się z ponurych myśli, i wykorzystując zdziwienie bryganta, krasnolud pochwycił nadziak znajdujący się wśród trawy, i machnął nim w bok, na próbę. Najlepsza broń to to nie jest, ale za czasów wojska gdy wpadli w zasadzkę, Arbuth potrafił zabić nawet obozową chochlą. Półuśmiech ozdobił twarz krasnoluda. Piękne czasy, pomyślał. Następnie, budując prędkość, podbiegł do przeciwnika, i zamachnął się zza pleców od góry, celując w czaszkę brygadzisty. Koniec pierdolenia, pomyślał. Już i tak jestem dostatecznie wściekły.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 07 mar 2020, 21:01

Zdobyczny nadziak, ciężki i niewyważony nie był najlepszą bronią dla krasnoluda, nawet jeśli owy ciężar nie był mu najmniejszą przeszkodą. Długi, zwieńczony dziobem obuch zaświstał w ręku weterana jak brzozowa witka i tuż obok ucha uchylającego się przed nim draba, który spłoszony bliskością mijającego go o włos zagrożenia, choć rozbrojony, zaczął walczyć zaciekle gołymi rękami. Znać było, że w niejednej karczmie zdarzało mu się zadawać bobu „na parkiecie”, bo wyprowadzonemu na Arbutha hakowi nie można było zarzucić nic ponad to, że nie był dostosowany do wzrostu oponenta, który uchylił się przed nim z łatwością. Poprawiający lewy sierp, którym uraczył go w zwarciu, też nie budził większych zastrzeżeń. Po raz kolejny Arbuthowi przyszło przyjąć raz na lewą rękę, a że drab (nie dociec na ile świadomie, na ile przypadkiem) uderzył w tkliwe miejsce, niedawny ból naraz odżył niby stara miłość po latach i zatańczył mu przed oczami gwiazdami do rytmu wybijanego przez dzwoniące zęby. Wszystko to na przekór grubemu materiałowi kurty, jako że niedawny właściciel nadziaka bił nie tylko niefortunnie, ale z okrutną krzepą, której nie powstydziłby się kowalski czeladnik. Dołożył mu zatem — takoż w bitwie, jak i do gniewu, podsycając na wzór polan dokładanych do pieca.
Kiedy dwóch walczących — krasnolud i człowiek ścierali się ze sobą, owy przewrócony kopniakiem Giovanniego, a nakryty byłym szeregowym Krasulakiem zbir z upstrzoną plamami mordą, zrzucił był z siebie kondotierskiego giermka i zerwał na równe nogi z mieczem w garści. Wciąż poprawiając swoją pewną pozycję na nogach, skierował swą uwagę ku osaczonemu rannemu dowódcy, ustępującego pola po niedawnym celnym cięciu pana Giovanniego.
Sam raniony przywódca powodowany chęcią odpłaty lub przynajmniej zachowania żywota w obliczu starcia, które naraz zabarwiło się karminem za sprawą jego to własnej posoki, odparł najemnikowi wywiedzionym z kolan uderzeniem klingi. Jednak z powodu wiodącej ręki, skrwawionej i dyndającej mu bezwładnie wzdłuż ciała, zmuszony był zadać je lewizną, a ta pozbawiła cięcia zwyczajowej mocy i celności, stąd imć Giovanni sparował je z łatwością, z samego nadgarstka, zbijając je niby natrętnego gza, nim doleciało i uczyniło mu jakąkolwiek szkodę.
► Pokaż Spoiler

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 224
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 11
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 43 korony
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=304

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Juno » 09 mar 2020, 15:45

Popędliwa z natury Luiza zwykle najpierw robiła, a dopiero później myślała. O ile miała jeszcze czym. Przeważające nad rozumem szczęście dało jednak o sobie znać w samą porę i akrobatka po raz kolejny umknęła niechybnej śmierci, która świsnęła jej tylko koło ucha, za to świsnęła tak, że dziewczyna nieomal przypadła do ziemi.
Wytraciwszy impet, doskoczyła do draba o wiele za późno, by choć musnąć go wierzchołkiem sztychu. Zaklęła i zaparskała jak kot, wyhamowując nieopodal wozu. W tej samej chwili za plecami usłyszała wściekły głos Stronzo, a gdy okręciła się na palcach, frontem do teatru działań wojennych, zobaczyła już tylko targane wiatrem okrwawione kłaki z przeszywanicy i upadającego na kolana przed srogo wkurwionym kondotierem dowódcę kasztelanowych. Ten ostatni próbował jeszcze kąsać, lecz szło mu niesporo, tyleż z powodu bólu zapewne, co wyłączenia z gry ręki wiodącej.
Niewiele myśląc (jak to miała w zwyczaju), Luiza doskoczyła do rannego dowódcy, by mu poprawić i pomścić tym samym całkiem realnie cokolwiek wyimaginowane krzywdy.
► Pokaż Spoiler
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 09 mar 2020, 19:29

Choć nie brakowało jej ikry ani zacięcia, zemsta Luizy nie miała się dopełnić wraz z poprawionym cięciem, celowanym w słaniającego się dowódcę. Choć przyszło mu to z niemałym wysiłkiem, człowiek z blizną (i kolejnymi do kolekcji po spotkaniu z kondotierską klingą i jej nożem), podnosząc się z kolan, sparował ukośnie od dołu i jednorącz, wznosząc rękojeść powyżej barku i nieomal tracąc przy tym równowagę, gdy stal zadzwoniła o stal, a jego własne zęby jak kastaniety, od uderzenia wstrząsającego pospiesznie skleconą gardą. Ustawszy — i wytrzymawszy, omiatał dwoje napastników na wpół przytomnym, bo rozżagwionym bólem i adrenaliną spojrzeniem, szykując się, by wycofać. Choć skrwawiony, jednoręki i chwiejny — nadal niebezpieczny i gotowy bronić resztek krwi jeszcze krążącej w żyłach.
► Pokaż Spoiler

Sherds
Awatar użytkownika
Posty: 1
Rejestracja: 03 mar 2020, 21:33
Miano: Kłoska
Rasa: Człowiek
Wiek: 19
Złoto: 200
Stan zdrowia: Zdrowy

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Sherds » 14 mar 2020, 22:56

Dla pogrążonej w transie Kłoski bitwa na trawiastym polu przed karczmą zdawała się odbywać gdzieś bardzo daleko, poza zasięgiem wyciszonych zmysłów kapłanki. Jej szeptane dziękczynne słowa stawały się coraz cichsze i subtelniejsze. Przez krótką jeszcze chwilę postronne osoby, zebrane najpewniej gdzieś w oknie karczmy, usłyszeć mogły kilka szeleszczących głosek. Później była już tylko cisza. W myślach kapłanki pojawił się za to, mający źródło głęboko w duszy, donośny, wibrujący lament.
Matko, dlaczego na to pozwalasz? Cóż mogę uczynić, by pohamować ich nienawiść? Powiedz, moja Pani. Czy twa dobroć i miłość nie dosięga serc niektórych? Jak uleczyć zbłądzone dusze? Posłuż się mną, pozwól mi dopełniać twoją wolę. Jestem tobie w pełni oddana, ja, służebnica twoja skromna i pokorna.
Odcięta od otoczenia Kłoska pogrążyła się w głębokiej medytacji. Niewypowiadane słowa rodziły się, przepływały przez bezkresne morze świadomości, a ze swą intencją wędrowały ku boskiej Pani Melitele. W modlitwie tej było wiele cierpienia. Empatyczny ból zranionych ciał towarzyszy i walczących z nimi wojaków na krótką chwilę ogarnął jej umysł. Słała w eter kłujące w serce pytania i pragnienia. Choć skromność i pokora nie pozwalały jej oczekiwać na odpowiedź, wsłuchała się w swoje wnętrze i tak czekała, nieobecna, pod ścianą z dziurą po bełcie kondotierskiego samostrzału.

► Pokaż Spoiler

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 15 mar 2020, 12:44

Kłoska trwała kornie w modlitwie, spokojna i nieporuszona jak nadmorska skała w obliczu rozszalałego sztormem morza. Mała figurka na tle gospody, niezmącona rozgrywającą się na płyciźnie traw potyczce, która wraz z pierwszą przelaną krwią poczęła być walką na śmierć i życie.

Matko, dlaczego na to pozwalasz?
Kuszwa, pełznący rakiem w stronę wozu, na ułamki sekund tężeje w miejscu, by zerwać się w stronę kondotiera i akrobatki otaczających słaniającego się i broniącego lewicą dowódcę. „Niechajcie!” krzyczy do nich raz po raz, widząc zaciętą twarz kobiety oraz posokę spływającą zbroczem miecza kovirczyka.

Cóż mogę uczynić, by pohamować ich nienawiść?
Krzywo obcięty, ofiara nieczystego i spektakularnego ciosu Arbutha, dającego asumpt do rozpoczęcia rozróby na dobre, powstaje niezgrabnie z martwych, czerwony na twarzy z bólu i wysiłku. Rozglądające się w poszukiwaniu krasnoluda oczy błyszczą mu załzawione i pragnieniem zemsty tak jak podnoszona z ziemi klinga.
Czy twa dobroć i miłość nie dosięga serc niektórych?
Były szeregowy Krasulak, uzbrojony we własne ręce i rozkaz od Giovanniego, nie ustaje w wysiłkach powstrzymania wskazanego mu przez pana żołdaka. Traktuje adwersarza zamaszystym kopniakiem, od którego nieomal sam obala się na trawę razem z jego adresatem, który bluźniąc szpetnie, z trudem zachowuje równowagę.

Jak uleczyć zbłądzone dusze?
Zaiste, jak?
► Pokaż Spoiler

Szczur
Awatar użytkownika
Posty: 2
Rejestracja: 12 kwie 2018, 3:30
Rasa: Człowiek
Złoto: Całe
Stan zdrowia: A zdrowy, zdrowy, dziękować

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Szczur » 21 mar 2020, 1:54

Ogniem i mieczem. Z taką solucją wyszedł by kapłan Wiecznego Ognia żywo płonącego u celu ich podróży. Giovanni nagle zapragnął znaleźć się już w Novigradzie, z dala od tego syfu podróży i samozwańczych celników kasztelana. Kondotier doskonale zdawał sobie sprawę, że gówno się wylało i tak czy siak są w tej chwili spaleni w okolicy. Takich jak oni było pewnie więcej i gdy tylko dowiedzą się co spotkało ich konfratrów po fachu, ruszą w pogoń. I choć Stronzo nie miał czasu by o tym rozmyślać, wiedział, że trzeba będzie temu zaradzić. Najlepiej zabierając ferajnę daleko za Pontar.

Mimo to delikatny opór, który ustąpił po chwili wpuszczając klingę Giovanniego głęboko w ramię przeciwnika dał Kovirczykowi zastrzyk nie tylko adrenaliny ale i satysfakcji. Ostatnie bitwy spędził jako strzelec, dobrze więc było przekonać się, że z mieczem nadal radził sobie sprawnie. Na tyle, by zaraz po cofnięciu ostrza sparować cios, zupełnie odruchowo. Był to też moment, w którym postanowił zadziałać i spróbować zakończyć tą potyczkę. Raz jeszcze zasięgnął sztuki dyplomacji, tym razem obiecując sobie w duchu, że jest to ostatni raz. Albo się uda albo posypią się zgony. Obecnie Stronzo upatrywał w tym najlepszą metodę, szczególnie z pomocą, która pojawiła się obok nich.
— Mańkut z ciebie żaden. — odezwał się i uskoczył w prawo o sus, starając się oddalić od nowoprzybyłego. Gdy tylko poczuł twardy grunt pod stopami, ostrze jego wciąż ociekającego krwią miecza wycelował w herszta, przysuwając je na tyle blisko, by móc jednym pchnięciem wbić się w punkt witalny na szyi lub klatce piersiowej, jeśli nikt nie dostosuje się do jego poleceń. — Koniec, chamy, broń na ziemie! A ty ani drgnij, skurwysynu, albo zaraz wyharczesz sobie kołysankę. Broń na glebę to ujdziecie z życiem, słowo Kovirczyka! W przeciwnym razie wasz lider wyjeżdża z tego świata, a potem wy.
Zrobił krótką pauzę, wyglądając reszty kasztelanowych i ich reakcję.
— Widzieliście co potrafi wkurwiony krasnolud, wolicie nie zobaczyć co potrafi wkurwiona kobieta. Ostatni raz - broń na ziemię!

Jestem Żółtą Magnetyczną Gwiazdą, która otacza centralny, zielony Zamek Symbolizacji
Przewodnikiem mi Żółty Samoistny Człowiek
Po mojej prawicy zasiada czerwony, Galaktyczny Wędrowiec
Po mojej lewicy – niebieska, wiodąca Moc

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 21 mar 2020, 18:59

Kondotier Giovanni Stronzo, stary wiarus i wyjadacz, zaznał w swym żołnierskim życiu zarówno ognia jak i miecza. Zaznał też, choć w zdecydowanie mniejszej proporcji, także i dyplomacji i jeżeli nauczył się czegoś na temat owej trudnej sztuki, to przede wszystkim tego, że najlepiej inicjować negocjacje z pozycji przynajmniej częściowej przewagi nad przeciwnikiem. Dla rannego i otoczonego przez wrogów przywódcy „kasztelanowych” trudno było zaś o lepszy moment na refleksję, niż w sytuacji, w której każdy kolejny mógł być jego ostatnim.
To właśnie on jako pierwszy, zdecydował się usłuchać apelu Stronza i odrzucić broń precz, choć gdyby nienawistne spojrzenia mogły być sztychami, to imć Giovanni znalazłby się teraz w opałach i na łasce mężczyzny z blizną, rannego i pobladłego zarówno gniewem, jak i upływem krwi.
W ferworze rozproszonej po placu przed gospodą zawieruchy, nie każdemu dane było posłyszeć wzywające do zawieszenia broni orędzie, nawet wówczas, gdy także i herszt wrażej grupy, zawarczał krótkie „Odpuścić!” w ślad za Giovannim.
Zstępującego na podwórze ducha pokoju nie poczuł były szeregowy Krasulak, wciąż szukający okazji, by zaszkodzić plamiastemu zbójowi, co rusz usiłując łapać jego uzbrojoną dłoń albo kopać jak rozdrażniony muł.
Niech ten ćwok mnie zostawi, to puszczę broń! — odkrzyknęła ofiara zaciętości dawnego poborowego.
Nowiny o przerwaniu starcia zdecydowanie nie dosłyszał lub zignorował zbir potraktowany przez krasnoluda kopniakiem, dźwigający się z ziemi, i kusztykający w kierunku swego winowajcy, z pragnieniem natychmiastowego talionu wypisanym na czerwonej jak pomidor gębie.
Ostatni ze zbirów, do niedawna posiadacz nadziaka, odskoczył do tyłu, demonstrując karłowi nieuzbrojone dłonie, z których Arbuth sam jeszcze nie tak dawno wyjął broń ciążącą mu obecnie w jego własnych.

Ernoth
Awatar użytkownika
Posty: 2
Rejestracja: 03 mar 2020, 22:09
Miano: Ernoth
Złoto: Mniej niż zero
Stan zdrowia: Niedorozwinięty

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Ernoth » 23 mar 2020, 22:59

Arbuth splunął obficie na widok odskakującego przeciwnika. Nie żeby mu nie było na rękę przerwanie walki, ręka będzie napierdalała go jeszcze pewnie dobre parę dni, i nie do końca dał radę panować nad swoimi ruchami, czego dowodem było samo życie zbójcy. Wykonując okręgi lewą ręką, i głęboko oddychając, krasnolud starał się wypompować adrenalinę ze swojego organizmu. Walka była skończona, tego był pewien. Poczucie powinności czy bogactwa, wino i kobiety, nic nie dawało takiej motywacji jak stukot stóp śmierci za plecami. Zwłaszcza jeśli oddalić go mogło coś tak prostego jak rzucenie broni.

Naraz w oczy rzucił się mu niedoszły eunuch, który to chwiejnym krokiem zmierzał w jego stronę. Mimo że próbował się powstrzymać, szał nie do końca opuścił jego umysł, a język przestał go słuchać, wypuszczając jadowite słowa.
- Siedź pokrako jak siedziałeś. Dzieci już mieć nie będziesz, chcesz i kuśkę stracić? - Od razu pożałowawszy swoich słów, Arbuth przygotował się, aby w razie czego wykonać szybki unik, i spełnić swoją groźbę obutym kopniakiem.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Bajarz » 29 mar 2020, 3:08

Krasnolud miał być więcej niż pewien tego, że walka była skończona. Arbuth Zerric, weteran Ochotniczy Huf Mahakamskiego miał w tym swoje ostatnie słowo i faktyczne sprawstwo. Bitwę zwieńczył, tak jak wcześniej począł — dobrze wymierzony kopniak w krocze. I choć ten ostatni, choć nawet w połowie tak efektowny i celny jak poprzedni, dla traumatyzowanego niedawnym doświadczeniem zbira okazał się być wystarczającym.
A było to tak: podnosząca się z ziemi kanalia, niepomna lub głucha na ostrzeżenia, powstała z zamiarem rewanżu. Podskoczyła do krasnoluda, miecz zrobił „szast”, krasnolud unik, a drab miast z klingą w ciało, wszedł swojemu niedoszłemu celowi na but. I to kroczem.
Tym razem nie wydał żadnego dźwięku padając. Legł w trawie niemy i zwiotczały jak świeżo ścięty pierwiosnek i nawet przybierając zgoła podobny kolor na obliczu, z którego odpływała wszelka obecność i resztki rozumu.
Na mię się nie patrz, ja się poddałem — oświadczył zapobiegawczo zbir już bez nadziaka, kiedy Arbuth wyeliminował jego kompana. — Chcesz, to kurwa, weź se ten młotek na chatę.
Plamisty cofał się i bluźnił nadal okładany przez Krasulaka. Ranny w ramię dowódca oddziału poprzestał na łypaniu na nich wilkiem, starając się powstrzymać krwawienie, przyciskając dłoń do rozwalonej mu kondotierskim mieczem ręki. Wycharczawszy bluźnierstwo, poparł je gęstą plwociną, którą bluznął na trawę jako komentarz do tego, co hanza uczyniła z jego oddziałem.
Oj bogowie, bogi miłosierne — biadolił Kuszwa, rozglądając się po pobojowisku. — Ależ to się porobiło. — Nie wiedząc co czynić, kupiec w pierwszym odruchu wrócił na niezrewidowany wehikuł, poprawiając pierwsze wybebeszone wcześniejszymi oględzinami żołdaków skrzynie i towary.
W ciszy jaka zapadła, nawet Krasulak przestał próbować obić wskazanego mu wcześniej przez Giovanniego plamiastego, który sam posłusznie dołączył do reszty skapitulowanych, porzucił swój miecz. Orientując się w sytuacji, przemówił też do Giovanniego i Luizy, nie ruszając z miejsca.
No, poddali my się. I odstąpimy, wedle waszej woli. Ale dajcież opatrzyć sierżanta, przecież widzicie, że uchodzi z niego jak na świniobiciu.
Odstąpimy, nawet chętnie — włączył się ten rozbrojony przez Arbutha. — Ale jeśli wam się zdaje, że wam to ujdzie…
Pod spojrzeniem kompana o upstrzonego czerwonymi łatami twarzy, natychmiast zaniechał języka w gębie. Tym chętniej, że kompan zwrócił mu uwagę na to, że wciąż mają do czynienia z uzbrojonym przeciwnikiem pozostającym w przewadze liczebnej. I mającym dobre powody, by odpłacać im niepięknym za niemiłe.
Podtrzymujący ramię dowódca dokończył jednak myśl swojego przedmówcy i podopiecznego. Adresując jednocześnie myśl, która nie tak dawno jeszcze kołatała się po głowie kondotiera.
Wam nie ujść stąd bezkarnie — oświadczył chrapliwie, z głosem i spojrzeniem kogoś, kto nadal nie pogodził się z porażką, ani do niej nie nawykł. — Nie po tym jak zamachnęliście się na władzę.
… się porobiło, się porobiło — powtarzał jak echo, albo kto niespełna rozumu Kuszwa, tknięty szokiem w nowo zastanej rzeczywistości. Krasulak nieodnajdujący się w żadnej, niby puszczona w samopas igła busoli, obrócił się ku swojemu panu, wyczekując najmniejszego sygnału mającego mu wskazać, co w niniejszej sytuacji ma czynić i jak żyć.
W oknach gospody za plecami Kłoski naraz zrobiło się tłoczono od gapiów, kotłujących i patrzących jeden przez drugiego.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 224
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 11
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 43 korony
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=304

Re: W sercu Pogranicza

Post autor: Juno » 01 kwie 2020, 14:16

Luiza z rozkoszą obserwowała jak Giovanni Stronzo pacyfikuje towarzystwo i choć nie w smak jej było trochę, że sama nie zdołała odegrać się na kasztelanowym dowódcy, jej myśli podryfowały w zgoła odmiennym od zemsty kierunku.
W podkreślonych czarnym barwidłem, zielonych oczach akrobatki zapaliły się kurwiki, a usta wygięły tak, że aż dziw brał, iż nie oblizała się przy tym jak kot po wyjątkiem tłustej śmietanie. Już zapomniałam, pomyślała, mrużąc oczy w słońcu, że prócz wypchanej sakwy ma też bigla...
Krótką, acz słodką niby beza reminiscencję zakłócił jej głos sierżantowych pachołów.
Tedy adekwatnie uchodzi — odwarknęła plamistemu, spluwając w trawę — bo to wieprz. A i samiście nie lepsi, świńskie zady, mniejsi jeno krzynę.
Gwiżdżę na taką władzę! — syknęła do pana sierżanta, gotowa wrazić mu miecz w poharataną rękę i przekręcić kilka razy, by wiedział jak bardzo gwiżdże. — Było nie ryć nam w tobołach jako te dziki w truflach, ty skurwysynu!
Wściekłość malująca się na twarzy Luizy była ze wszech miar autentyczna i na tyle intensywna, że przesłaniała inne myśli i uczucia dziewczyny, łudząco podobne do tych, które zupełnie szczerze i bez żenady prezentował całym sobą Krasulak.
Spojrzawszy po towarzyszach — sapiącym Arbucie, rozmodlonej Kłosce, rozbieganym Kuszwie i wspomnianym szeregowym, a zaczynając i kończąc na Giovannim — panna Tenebris nie miała najmniejszego pojęcia, co dalej począć z tym sprowadzonym do parteru fantem. To jest: prócz raczej kiepskiego pomysłu, by jednak skończyć, co zaczęli.
To co? Może dobijemy? Studnie pono i tak zapaskudzone, nikomu różnicy nie zrobi kilka trupów.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław