Sortownia i warsztaty

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 968
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 21 mar 2020, 17:42

Baldo podał jej grube, upstrzone czarnymi plamami po węglowych wżerach łapsko, wycierając je uprzednio w spodnie. Gestem drugiego, swobodnego wstrzymał ją od przesunięcia korony po blacie.
Pogadajmy, ale zostaw — wychrypiał. — Niech nie polewa. Nie tego. — Nosem wskazał kufel, z którego ewidentnie pito coś przewidzianego na kielich. Albo kałużę. — Wstyd przed gośćmi tylko.
Karczmarz, stary grzyb spojrzał niepewnie na naraz wstydliwego Baldo, oblizał i podziwował na złotą monetę na blacie.
Piwa ci zostało. Wiem, że masz. Tego daj. — Stary odburknął mu coś i przyjął zamówienie, nie myśląc się kłócić z nosaczem. Ani tym bardziej z porządną walutą na blacie.
Do rozmowy wrócili przy piwie i kawałek dalej. Baldo, choć pierwszą trzeźwość miał już za sobą, okazał się być słuchaczem nadto przytomnym i uważnym, nie tylko rozumiejącym co się doń mówi, ale odpowiadając. Często nad wyraz składnie.
Jako dwa a dwa cztery — potwierdził oczywistość, jaką była chęć odkorkowania kopalni i powrotu do rycia w litej skale za chlebem. Jednak na następne stwierdzenie białowłosej miał obruszyć się wyraźnie, tak że nos poczerwieniał mu ze złości.
Jak żadnych dowodów?! To co, myśmy zarzucili robotę dla krotochwili, wystraszywszy się tąpnięcia? Co to kurw… Kurewka, ma być, jeśli nie monstrum? — W ciszy jaka zapadła w udającej knajpie budzie z wódą i słabym piwem, ucichli nawet perorujący opodal górnicy. Rozlegało się wyłącznie chrapanie, które słyszała tu, wchodząc. — A ino, że potrafimy. I poradzilibymy, gdybymy wiedzieli jak.
Po drugim łyku nastała dłuższa chwila milczenia ze strony jej krasnoludzkiego interlokutora, ani chybi zagospodarowana przyswajaniem informacji, wyłuskanej z potoczystej i kwiecistej mowy cudzoziemki. Baldo słuchał, marszcząc brwi i wyłapując wszystko, co potrzebne. I zgadzając intensywnym potakiwaniem na przyrównanie Adolfa do fiuta. Nie ulegało wątpliwości, że spostrzeżenie przydało jej wiele wiarygodności w oczach karła.
Jasne — zamlaskał, kiedy skończyła. — Uzora. Już, już. — Gestem dłoni dając jej znać, żeby nie ruszała się z drobnego zydelka, ruszył w kąt budy, z którego dobiegało chrapanie. Jego źródło, w postaci drzemiącego krasnoluda, o nieludzko usmolonej sadzą twarzy i brodzie, zostało złapane przez Balda za bety i wytrzęsione, podczas gdy trzęsący próbował doń dotrzeć treściwymi ochrypniętymi słowy, których strzępy docierały do niej nawet z końca „Fajrantu”.
Barani flaku… Z demonstryzacji… Pytać będą… Wstowej, mówię!
Na poły go wlekąc, a za poły trzymając, doprowadził smolucha do stołu i usadził go przy nim, na wpół przytomnego, kiwającego się i bełkocącego coś pod nosem jak czarownik nad warzoną konkokcją. Dwa połyskujące punkty w czarnej masce były otwarte, ale próżno było szukać w nich śladu rozgarnięcia.
Baldo zacharkał, zajmując opuszczone wcześniej stanowisko.
Wiem jak ta swołocz wygląda — zaadresował mastodonta w komorze. — Ale ręczę, że zdołam się z nim dogadać. I przetłumaczyć.
Ugor, z właściwym wyczuciem czasu zabulgotał się cały od wewnątrz i wyciągnął trzęsącą się rękę w kierunku naczynia Baldo, które tamten roztropnie usunął mu z zasięgu. Spod osmolonej warstwy krasnoluda będącego myślami w innej Sferze wydobył się kolejny gulgot. Brzmiący jakby wyrzutem.
Za dużo nie widzieliśmy, panienko — zaczął swą opowieść nosaty. — Nadto byliśmy zajęci spierdalaniem, za przeproszeniem, przed walącym się nam na łby szybem. Bo widzicie, rzecz w tym, że babok nie tylko zżera i zabija górników, ale i wali szyby. Połowę chłopaków, ale tego co z nich zostało, trzeba było wygrzebywać.
Szłoboch wtemugo szyszy, zul — wtrącił Uzor.
Ano, nie inaczej — zgodził się z kompanem wielkonos. — Stemple były porozwalane. Popękane, przecięte, ale nie tak czysto jak narzędziem. Gdybym wiedział lepiej, rzekłbym wam, że przeżarte… Ale też, kurewka, nie tak jak czynią to bobry, równiuśko, tylko całkiem inakszy. Pojmujecie?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 251
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 15
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: bardzo dobry
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 28 mar 2020, 20:09

Alsvid przestała bawić się monetą. Wysłuchała relacji Baldo oraz jego przekładu Uzora uważnie, jeszcze uważniej. Wpatrując się w niską powałę speluny, postukała z zamyślenieniem paznokciami o blat, skinęła głowę. — Pojmuję. Ciekawe… A wcześniej? W tygodniach poprzedzających wypadek? — Splotła ramiona na piersi i popatrzyła po obydwu krasnoludach, skupiając się na bardziej przytomnym z druhów. Choć cierpliwość cudzoziemki do ciągnięcia przed nimi przyjacielskiej maskarady topniała szybciej niż piana na szczycie jej kufla, musiała dopytać. — Zaobserwowaliście coś nietypowego, podejrzanego? Może jakichś niecodziennych gości albo nowych inwestorów odwiedzających kamieniołom? Czyjeś dziwne zachowanie? Pomyślcie dobrze.
Wierzyła w rewelacje gwarków. Jeżeli obaj łgali w żywe oczy, to ukartowali sobie wyjątkowo zawoalowane i upstrzone szczegółami łgarstwo, a nie posądziłaby ich o takie zdolności, przynajmniej nie Uzora, którego co jakiś czas Baldo musiał powstrzymać przed osunięciem się pod stół. Wyłuskała z nich jednak więcej pytań niźli odpowiedzi. Nie miała pojęcia, co mogło tak rozrabiać w kopalni. Nie byle gremlin czy inny kobold, z całą pewnością, chyba że cała ich bojówka i to z wyjątkowo przerośniętymi siekaczami. Jakiś wściekły bobrołak?
Bloede arse, podsumowała w duchu. Oby wiedźmin wiedział. O ile reszta szybu nie zdążyła zawalić mu się na łeb.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 968
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 30 mar 2020, 18:27

Nie panienko — odrzekł jej poważnie Baldo, trzęsąc przecząco wielkim nosem i skulfoniałą twarzą z której wyrastał. — Cichuśko jak we karczmie w poniedziałek rano. Ni szmeru, ni szustu, nic się nie osuwało, robota kręciła się aż miło.
Karzeł popił czegoś z kufla, ocierając po wszystkim wąsa i szturchając swojego na wpół kontaktującego kompana, który zdążył się rozchrapać w najlepsze.
Oglądać infestorów na oczy to nam się nie zdarzyło, najlepiej pytać wam o nich u mości podżpunika we zarządzie. Ale my sami słyszelimy od Zaretana, że dużo tu takich synów się kręciło ostatniego czasu. Bo zanim zdarzył się ten cały bordel pod ziemia, to jakem mówił — robota kręciła się aż miło. Kamieniuchy też miały co robić, bo miasto robi se remont murów, to i szefi przytulili duże zlecenie od wiarygodnego płatnika. A gdzie dobrobyt, tam i sępy. Zleciało się ich trochę, wielu takich co uwierało, że my tu samorządni. I dawaj, każdy inwestować, podkupywać, przekupywać i wiązać te, no… Transakcje.
Mlf.
Otóż to, Uzorku. A robić nie ma komu! — Baldo przytaknął gorliwie, tak że nieomal nie zarył nosem w blat. — Ale Aurelio posyłał wszystkich w diabły jak zawsze.
Na jej ostatnią wątpliwość Baldo nie musiał się zastanawiać, co poznała po tym, że jego koślawe oblicze nie skalało się odrobiną wysiłku, a słowa razem ze śliną od razu wyleciały mu z gęby.
Dziwne zachowanie? A to z przeproszeniem, panienko, wystarczy się rozejrzeć, żeby zobaczyć, jaki u nas pierdolnik. Nie ma roboty to głupieją ze szczętem. Żupnik nasz Aurelio dałby radę tego jeszcze upilnować, ale on wybył do siebie do Tretogoru, pono zawezwany rodzinnymi sprawami, detalu nie znam. Zaretan też umiałby utrzymać rygor, ale on poprztykał się z Adolem pod nieobecność Aurelia i też wybył, samotrzeć szukać ekipy coby poradziła coś na złe co się w kopalni ulęgło. Z kolei Adol… — Krasnolud namyślił się chwilę, obejrzał na chwiejącego obok Uzora, jak gdyby spodziewał się, że ten przyjdzie mu w sukurs. — Jest Adol — dokończył odkrywczo. — Bojący dudek i buchalter. Jako pierwszy wołał zamykać szyby, o co zresztą poróżnił się z pozostałymi w zarządzie, ale w sumie wyszło na jego i całkiem niegłupio, bo sprawa jest poważna, tedy wyszło, że jego krakanie nie bez nijakiej podstawy. Ale gówno nam po jego zapobiegliwości. Wydobycie stoi, lza łupać tylko kamień, a przydziałów do tego ostatniego nam skąpi, bo rąk do pracy więcej jak roboty.
Tedyśmy się tu ostali — podjął ponuro, wieńcząc cały wywód. — Jak te sieroty na przednówku. Czekając lepszego. Ale ja dumam, że ono już minęło.
W czasie kiedy Baldo kończył swoją odpowiedź, drzwi do karczemnej budy rozklekotały się, wpuszczając tarabaniącego się do środka górnika w oporządzeniu i ciężkich butach. Był to pomylony Filio, ten sam, który zawiadywał pustymi wagonami przed kopalnią. Nie witając się z towarzystwem, podszedł prosto do szynkwasu i polecił się nakarmić.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 251
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 15
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: bardzo dobry
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 31 mar 2020, 22:32

Ładny zbieg okoliczności, podzieliła się uwagą już tylko z własnymi myślami. Że akurat w porze kryzysu obaj rzekomo najbardziej kompetentni decydenci zmuszeni byli opuścić kopalnię. Iście ładny. Ciekawe, czy i szczęśliwy, i dla kogo…
Rzępolenie zawiasów w drzwiach do speluny na chwilę odwróciło uwagę Alsvid od zagadkowych zbiegów okoliczności oraz od psienia rozgoryczonego Baldo. Rozpoznała krasnoluda gramolącego się na stołek przy szynkwasie, przepychającego wózki po szynach kołowatego pechowca, o którym w drodze do biura podżupnika opowiadał im Goric. Nie licząc ochrony i urzędników, był jedynym członkiem gwareckiej załogi, który mimo zamkniętych szybów wydawał się nadal pochłonięty robotą. Alsvid nie zastanawiała się długo. Wstała z zydla, chwytając w dłoń swój kufel. Do stracenia miała już tylko czas.
Panie Baldo, panie Uzorze, dziękuję wam za pomoc — pożegnała obu górników. — Na pewno okaże się nieoceniona.
Wróciła pod szynk, gdzie najpierw poleciła gospodarzowi dolać sobie piwa, choć nie zdążyła wypić nawet połowy. Dopiero wtedy zwróciła się do czekającego na strawę Filio, nie siląc się na umizgi, ale nadal nieźle gimnastykując, by zabrzmieć przyjaźnie. Albo przynajmniej uprzejmie. — Witajcie. — Uśmiech. Uśmiechaj się, głupia krowo. — Widziałam was wcześniej na zewnątrz. Filio, tak? Goric opowiadał o was mi i mojemu towarzyszowi. Nadal pracujecie? Nie lękacie się monstrum?
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 968
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 01 kwie 2020, 21:53

„Panie” — parsknął jej interlokutor, jak zdecydowana większość krasnoludów nieprzepadający za oficjalnymi formami i wszelkimi formami nadmiernej grzeczności czy pretensjonalności, będące w krasnoludzkim rozumieniu i zgodnie z ich starym idiomem „owijaniem gówna w bawełnę”.
Bardzo prosimy, radziśmy pomog… — zaczął i urwał, widząc, że dziewczyna zbiera się za stołu i do porzucenia ich towarzystwa. — To kiedy kopalnia będzie czynna, a? — Zdążył zawołać za nią jeszcze na odchodne, nieco skonfundowany nagłym obrotem spraw. Uzor jego kompan wydawał się być nie mniej zaskoczony, albo właśnie spadł ze swojego stołka z przyczyn zupełnie od zaskoczenia niezależnych.
Filio, starszawy krasnolud, który przed wejściem do knajpy nie zrobił nic, by pozbyć się z butów przyniesionego z placu błota, ani nie pozbył swojego górniczego oporządzenia, wliczając w to swój roboczy hełm ze świeczką. Tego ostatniego zaś dopiero, gdy usłyszał swoje imię.
Ściągając je z głowy, rozejrzał się wokół zdziwiony, z uchylonymi lekko ustami i bez jednego oka, które znosiło nieco na bok. To patrzące prosto zagapiło się zaś dal. Z grubsza w kierunku wołającej go dziewczyny, w praktyce — przez nią, jakby była transparentną zjawą.
Dzisiaj będęm jadł zalewajkę. Bo wtorek — oświadczył jej z namaszczeniem godnym rewelacji wypowiadanej z ust proroka. — We wtorek Bogusz zawsze leje zalewajkę. Jak moja oma, ona zawsze robiła sposobem domowym, najlepszym ze szystkich! Bez zabielania — przytaknął poważnie, przekrzywiając głowę. — Tak, jak trza.
Kręcący się za szynkwasem siwy i lekko szczerbaty chłop w szelkach, wyciągający spod lady równie wyszczerbioną michę, odchrząknął pod adresem białowłosej.
Z nim nie gadajcie panienko, on pomieszany na łbie. Cięgiem głupstwa gada i trochę psoci, ale jest nieszkodliwy. My się nim tu opiekujem, nieborakiem, bo już stary, bez rodziny i nie ma komu innemu się nim zająć.
A pracujem, pracujem — plótł dalej zagadnięty Filio, niepomny wchodzącego mu w słowo polewacza. — Robota tu jest na kopalni! Robota, robota, cały czas robota! — wyłożył, kilka razy uderzając otwartą dłonią o rozchybotany i prowizoryczny szynkwas, przy wtórze łagodnych zaklinań starszego nad kuflami, które nie przynosiły jednak rezultatów. Filio, nieubłagany jak każdy żywioł, przestał dopiero wtedy, gdy zechciał. Nie trwało to jednak długo.
Monstrum, tfu, tfu — podjął szeptem, opluwając sobie brodę. — Posiali. Tym na przodku to strach, nie Filiowi. Filio, nieboraczek, nie chadza na przodek. Oczęta już nie te, chłopcze — odrzekł poważnie i ewidentnie bez kłamu.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 251
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 15
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: bardzo dobry
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » wczoraj, 20:50

Podczas gdy pomylony krasnolud nawijał o jedynej słusznej naturze i postaci zalewajki — specjału, do którego pomimo spędzenia na Północy prawie tylu lat, co na ojczyźnie Alsvid nie potrafiła się przekonać w żadnej naturze ani postaci — ona w pełni wykorzystała okazję na przećwiczenie kilku głębokich, długich wdechów i jeszcze dłuższych wydechów, dla uspokojenia myśli niezbyt miłych ani niezbyt życzliwych ducha winnemu bogom Filio oraz reszcie równie pożytecznej braci gwareckiej odliczając coś pod nosem. Kończyny i głowy. Zwieńczone szłomami, a urywane kolejno przez bardzo terytorialnego kaczerba. Niby korki odciągane z butelek.
Jednym niecierpliwym łypnięciem Alsvid przenicowała wtrącającego się szynkarza tak, że tego, co mu miała do powiedzenia nie musiała powtarzać na głos.
Poczuwając się całkiem zwolniona przynajmniej z konieczności podtrzymywania na twarzy uprzejmego uśmiechu, podjęła ostatnią męczeńską próbę wyłuskania jakiejś wartościowej informacji dosyć konwersacji między nią a Filiem.
Pojmuję — odparła, nie wyprowadzając stukniętego górnika z błędu ani nie siląc się na fałszywą troskę. — Założę się jednak, że słuch u was wciąż jak u lisa. Słyszeliście coś tedy, kiedy tak pracujecie? Coś o tym straszącym na przodku potworze? — Splatając dłonie na szynkwasie, lustrowała go wzrokiem nawet jeśli nieco znudzonym, to w pełni bystrym i sprawnym.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław