Jezioro Mnogo

Obrazek
Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 897
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Jezioro Mnogo

Post autor: Dziki Gon » 14 lip 2019, 17:51

Obrazek Pośród mszarów i moczarów, w samym sercu rozlewisk rozciąga się potężne jezioro ochrzczone przez pierwszych osadników „Mnogo”, pono przez wzgląd na wielką obfitość zamieszkujących w nim ryb oraz inszego zwierza. No cóż, czego jak czego, ale wody jest tutaj dostatek. Podobnie zresztą jak cypryśników, komarów i rechotu żab. Wyłaniający się ze spowijających okolicę oparów i liściastych kurtyn okolicznych wierzb jezioro wywiera niemałe wrażenie na pielgrzymach i podróżnych, którzy mają okazję oglądać je po raz pierwszy. Nikt, kto widział nienaturalnie gładką taflę, w której bez uszczerbku na swym pięknie mogą przeglądać się same niebiosa, nie posiada cienia wątpliwości, że Mnogo jest jeziorem zaczarowanym. Co jeszcze ciekawsze i zaskakujące — w przeciwieństwie do większości jezior okrzykiwanych tym przymiotnikiem przez kmiotków, Mnogo jest takie naprawdę. Wiedzieli już o tym dawni druidzi, którzy wieki temu trzymali pieczę nad onym zbiornikiem. Obecnie jezioro znajduje się w rękach Krevitów, którzy pogoniwszy pogańskich jemiolarzy, przemianowali Mnogo na własny obiekt kultu — znane w okolicy uzdrowisko i miejsce letnich obrzędów ku czci Gromowładnego. Doczekało się nawet własnej, związanej z kultem historii — kiepskiej, jak większość ludzkich legend, ale jedynej pamiętanej po dziś dzień. A idzie ona mniej więcej tak: dawno temu, w czasach Pierwszego Lądowania, gdy pierwsi osadnicy zeszli na Kontyntent, grupa pielgrzymów wiedziona przez Świętego Izwora zawędrowała w te okolice i postanowiła rozbić obóz nad onym jeziorem, z wierzchu pięknym i czarownym, lecz w swych odmętach nadal przesiąkniętym złem naniesionym tam jeszcze przed Vranów i Bobołaków (i Wożgorów przed nimi). Kiedy kilku nieostrożnych pielgrzymów zwabionych pięknem bajora i obietnicą ulżenia opuchniętym stopom w chłodnej wodzie podeszło bliżej, naraz straszliwe monstrum wychynęło ponad powierzchnię (jedne źródła podają, że był to olbrzymi wodny żmij, inne, że długoszyi płetwiasty jaszczur) i byłoby ich zeżarło, gdyby nie interwencja świętego męża i przewodnika, który przegnał je precz egzorcyzmem, lub jak życzą sobie ceniący bardziej efektowne zakończenia — zesłanym z niebios gromem, od którego bestyję trafił szlag i odtąd pokój i szczęśliwość boża zapanowała w jeziorze. Zdaniem kapłanów — panuje do dziś. Poza nocami przesilenia, o których milczą kościelne annały, a kiedy kapłani trzymają się z dala od tutejszych wód. Wówczas tonie Neretvy (jak zwało się jezioro przed nastaniem ludzi) ciemnieją, a ociekające, pokraczne sylwetki wychodzą z wody na ląd, by tańczyć na pulsującym brzegu wśród rozdygotanej mgły, wykrzykując jedno, powtarzające się słowo. „Haadal”.
Koniecznie zajdź łowić w deszcz albo tuż przed, leszcz bierze tu jak głupi na spadkach ciśnienia.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław