Kostnica i biuro koronera

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 24 kwie 2018, 20:42

Obrazek Niemało wody w Pontarze upłynęło, nim świeckim władzom miasta udało się przekonać kapłanów oraz konserwatywnych członków miejskiej ławy, że w Novigradzie potrzeba miejsca takiego jak to. Początkowo przedstawiciele kleru wyklinali oraz potępiali proceder przetrzymywania nieskremowanych zwłok do badań, dopóki — na wniosek służb bezpieczeństwa — nie przystali na polubowne wyjście z sytuacji. „Kostnica? Dobrze, niechże i będzie. Nawet w obrębie świętych murów naszego grodu. Ale nigdzie indziej jak na Czerwonym Mieście, razem z bordelami i całą resztą plugastwa!”. Jak powiedziano, tak zrobiono. Od tamtej pory niewielki budynek na obrzeżach dystryktu nieludzi i biedoty został zaadaptowany na miejskie mortuarium oraz biuro koronera. Wchodząc do środka, łatwiej potknąć się o butelkę niż o trupa. Połowa z nich zawiera spirytusowe odczynniki użyteczne przy autopsji oraz konserwacji preparatów, cała reszta — preparaty użyteczne przy konserwacji dobrego nastroju u żywych, również na bazie etanolu. Zabytkowe kredensy oraz komódki odziedziczone przez kostnicę po poprzednich właścicielach budynku wypełnione są nie bibelotami oraz zastawą, ale narzędziami prezentującymi się jak żywcem wyjęte z mokrego snu interrogatora. Haki, spinaki, zestawy noży o różnych ostrzach, piły, grube szpule nici — wszystkie cierpliwie czekające na zapełnienie ulokowanego na środku pomieszczenia stołu nowym transportem ze szpitala.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 16 cze 2020, 22:47

Ciało przy kominku było drobne i na ile dało ocenić się to pod nakryciem, należące do dziecka lub kobiety filigranowej budowy. Koroner uklęknął przy pustej szafce. Potrząsnąwszy meblem dwukrotnie, zapatrzył weń ze znaczącą, zamyśloną miną, oceniając znajdujące wewnątrz kurz i pajęczyny.
Chyba się nie uda. Musimy czekać na dostawę — oświadczył, wydając z siebie głośny pomruk konsternacji i zatrzaskując drzwiczki. — Mogę pomóc z noclegiem.
Metys odwrócił się od mebla, odpowiadając grającym w kącie ust uśmiechem na jej rozbawione spojrzenie, interpretując je sobie pochlebnie.
Podniesiona płachta, ku zaskoczeniu Morgany, uwolniła mieszankę róż i malin, ukazując oblicze śpiącej dziewczyny. Ciało było nie tylko świeże, ale zachowało rumieńce i kolory żywej osoby. Brak oddechu był jedynym objawem odróżniającej wiekuisty sen zmarłej od zwykłego.
„Miki” nie przejął się samowolką wizytatorki, zbyt zajęty nabijaniem fajki i gadaniem.
Nie zawsze, ale często. To niebezpieczne miasto, rzadko sypiam. — oświadczył z właściwą bohaterom skromnością i spojrzeniem wskazującym, że nie miałby nic przeciwko temu, by sypiać częściej. Zwłaszcza w towarzystwie gościa. — Noc zebrała obfity plon.
Elf z domieszką ludzkiej krwi, zaciągnął się, wypuszczając wonny, gryzący dym w kierunku powały. Oczy zeszkliły mu się lekko. Odejmując przedmiot od ust, wyciągnął cybuch w jej stronę.
— Pykniesz... Jak ci jest?


► Pokaż Spoiler

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 14
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 41 koron 96 kopperów
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 20 cze 2020, 15:12

Widok pustego i zarośniętego kurzem wnętrza szafki uzmysłowił naraz Morganie to, co powinno być dla niej jasne już od momentu, w którym usłyszała „Zapraszam” zamiast „Wynocha”, a mianowicie, że nie ona jedna tego dnia postanowiła odstawić na zapleczu kostnicy teatrzyk.
A to pech... — westchnęła, kontynuując nieoczekiwaną farsę. — Mam problemy z zaśnięciem w obcym łóżku... No, ale trudno, jak mus to mus. Życie ważniejsze od wygody. Będę wdzięczna za pomoc — dodała z filuternym uśmiechem.
Uniósłszy prześcieradło, Morgana wciągnęła ze świstem powietrze. Kwiatowo-owocowy aromat wypełnił jej płuca, w oczach odmalowało się niedowierzanie. Musnęła zarumieniony policzek dziewczyny opuszkami palców, jakby chciała ją delikatnie obudzić.
Słyszałam to i owo — przyznała. — Ale nie sądziłam, że aż tak... I jeszcze ta cała zaraza... Nie boisz się?
Mavelle odwróciła głowę w stronę koronera. Pytające spojrzenie prześlizgnęło się po cybuchu i ramieniu w górę, przez pierś i szyję metysa, aż dotarło do jego zeszklonych oczu. Uśmiechnęła się półgębkiem, przygryzając dolną wargę. Po chwili udawanego wahania podeszła doń i wzięła fajkę.
Jutta — rzekła krótko, tak samo zaciągając się dymem. Krótko, ostrożnie i niezbyt głęboko, by nie zmienić potencjalnego flirtu w pierwszą pomoc. Albo ostatnią posługę. — Dzięki... — Inwigilatorka wydmuchnęła pachnący obłok i oddała „Mikiemu” fajkę.
To ta mieszanka do okadzania? Gryzie, bladź — odkaszlnęła w kułak — jak wyrzuty sumienia... Musi skuteczna. Jesteś pewien, że nie żyje? — „Jutta” zmieniła nagle temat i spojrzała na leżącą na stole obok żywą-martwą dziewczynę. — Pachnie lepiej ode mnie. I wygląda tak... świeżo. Co jej się stało?


► Pokaż Spoiler
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2020, 20:00

Żadne z nich... — Miki zatoczył cybuchem po pomieszczeniu, pyknął kółko z resztek dymu. — Nie padło na zarazę.
Metys rady uśmiechom i spojrzeniom kobiety, podzielił się z nią fajką. Jej dym smakował jak palona łąka, drażnił gardło. Miki przyglądał się jej ciekawie kiedy paliła, uśmiechnął lekko na jej kaszel i udzielając odpowiedzi na pytanie o skład mieszanki.
Wonne zioła zbierane przez dziewicze kapłanki Melitele. Również wielce skuteczne przeciw zarazie. Będę miał więcej, jakbyś potrzebowała, Jutta.
Zapytany o młodą niewiastę, półelf przeniósł swoją uwagę na umalowane i wyperfumowane zwłoki.
Zamierzam to ustalić. Ktoś bardzo się postarał, żeby tak wyglądała. To coś więcej niż zwykłe ukrycie śladów. Nigdy w życiu nie widziałem lepiej sprawionego trupa. Gdybym to ogłaszał, każdy zbok w mieście zadłużyłby się u Cianfanneliego w zamian za mój klucz od zaplecza.
Metys klepnął się w kieszeń fartucha, szczerząc nieładne uzębienie w jeszcze brzydszym uśmiechu.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 14
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 41 koron 96 kopperów
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 22 cze 2020, 23:15

To wszystko ofiary przestępstw? Przestępstw jednej nocy? — Morgana uniosła brwi, próbując wyglądać na zdumioną i wystraszoną. — Chyba nigdy już nie wyjdę na ulicę po zmroku, będąc w Novigradzie...
Starała się trzymać roli przejezdnej prowincjuszki-podfruwajki, szukającej w dużym mieście tyleż zapasów, co rozrywek, ale nie potrafiła się skupić. Jej zdziwienie było płytkie, zalęknienie — płaskie i nieszczere. Poczuła lekki zawrót głowy, w gardle drapało ją wspomnienie palonej łąki.
Zaczynam się zastanawiać — odchrząknęła — czy miast ziół i nalewek, nie sprawić sobie lepiej kawałka ostrego żelaza. I czy w ogóle istnieje jakaś zaraza, oprócz tej czyhającej po ciemnych bramach i zaułkach.
Mavelle oparła się biodrem o stół i zapatrzyła na „śpiącą królewnę”, podczas gdy koroner snuł wobec denatki swoje mało smaczne plany biznesowe. Inwigilatorka zastanawiała się ile — i jakiego rodzaju — prawdy może się kryć w tym z pozoru niewinnym żarcie. Na brzydki uśmiech półelfa Morgana odpowiedziała własnym, całkiem ładnym.
Zboków nie brakuje — przyznała. — Ciekawe, po co ktoś się tak natrudził, jak myślisz? Bo chyba nie dla uciechy lokalnych dewiantów. Gdzie ją znaleziono?
Może opowiesz mi przy piwie? — dodała szybko, orientując się, że chyba całkiem wyszła z roli. — Jeśli oczywiście masz czas... To dużo pracy jak na jedną osobę. Nikt ci tu nie pomaga?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 24 cze 2020, 22:34

Miki przytaknął bez słowa, bo akuratnie zajęty fajką.
Żelazo też mogę ci skołować. Okazyjnie. — Chrapliwe słowa uleciały z jego gardła razem z dymem. Metys odchrząknął, by pozbyć się chropowatego brzmienia, pyknął krótko.
Dla swojej też nie — Półelf także zapatrzył się na denatkę, wciąż drażniącą obserwującą Morganę dziwnym przeczuciem, jak gdyby za chwilę miała się przebudzić i podnieść ze stołu. Metys, nawykły do większej obcesowości wobec klientów, bezceremonialnie odsłonił ją do pasa, ukazując drobne, pozbawione obrażeń ciało z małymi piersiami, jeszcze nietknięte rozkładem i niezeszpecone bruzdowatym i pozszywanym „Y”. — Nie znalazłem śladów.
Cybuchem wskazał na nieodsłoniętą część dziewczyny, dając do zrozumienia, jakiego rodzaju ślady ma na myśli. Kilka z tych ostatnich przemknęło mu przez głowę. Uzewnętrzniło na twarzy, która na ułamek sekundy zmieniła się pod wpływem przedłużającego się indagowania ze strony nierozgarniętej przyjezdnej, nadto spokojnej w obecności dziesiątek ciał i sprawiającego je niedotykalnego.
O dziwo, propozycja wspólnego kufla pomogła. Zwątpienie natychmiast zgasło w oczach półelfa, leniwy rezon powrócił mu na gębę razem ze zwyczajowym wyszczerzem.
Nie w tej chwili. Co robisz dziś wieczorem?

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 14
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 41 koron 96 kopperów
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 28 cze 2020, 19:15

Ofertę skołowania broni Mavelle puściła mimo uszu, choć zastanowiło ją przez ułamek chwili czy była jakakolwiek rzecz lub sprawa, której półelf by nie załatwił. Okazyjnie, ma się rozumieć. Podejrzewała, że jeśli obiekt przysługi miał wypukłości w odpowiednich miejscach i niebrzydką twarz, „Miki” był w stanie skołować nawet gwiazdkę z nieba.
Inwigilatorkę korciło, by samej obejrzeć ciało, mimo że zupełnie się na tym nie znała. Była jednak całkiem spostrzegawcza, a przynajmniej lubiła tak o sobie myśleć. Być może dostrzegłaby coś, co umknęło koronerowi, bądź jeszcze nie miało kiedy wpaść mu w oko.
Powstrzymała się w samą porę, wyprowadzając jednocześnie „piwne pchnięcie”. Szczęściem — celne.
Zamierzałam wybrać się do amfiteatru — zełgała, pamiętając, że mijała przy Teatrum plakaty z obwieszczeniem o bożym sądzie, który miał odbyć się dziś wieczorem. U dołu każdego z nich widniał wielki dopisek: „WSTĘP WOLNY”, co zwróciło jej uwagę. — Podobno pojedynek jakiś ma być, czy coś... Ordynalia, chyba tak to się nazywa. Nie bardzo mnie to interesuje, ale jest za darmo. — Morgana westchnęła, by pohamować rodzącą się w piersi wesołość i całym wysiłkiem woli oderwała wzrok od uśmiechu metysa, przenosząc go na powałę. — A darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.
Szkoda — podjęła po chwili tonem świadczącym o czymś zupełnie przeciwnym i dającym do zrozumienia, że „Jutta” woli chlać piwsko z obcym facetem i gadać o trupach, niż patrzeć jak te ostatnie produkowane są w świetle prawa i oczach bogów. — Znowu nie zobaczę tej słynnej areny od środka.
Było jej niemal przykro, że wystawi koronera do wiatru. Jak na podrywacza zajmującego się zawodowo grzebaniem we flakach i bliskiego znajomego wampira wydawał się być całkiem w porządku. Szczerze żałowała, że nie mógł urwać się już teraz, przynajmniej czas by jej szybciej zleciał do wieczora.
To gdzie i o której?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 29 cze 2020, 18:51

To nasza lokalna tradycja — objaśnił Miki, jak każdy rodowity Novigradczyk zdecydowany spełniać misję przybliżania atrakcyjnym przybyszkom niuanse życia w stolicy świata. Szpan wyciągnął go nieznacznie, chuderlawa pierś wypięła się do przodu, jednak błąkający się na twarzy ślad po uśmiechu i zmrużone oczy nie zwiastowały nadchodzącego popisu mitomanii ani piejących peanów. — Emerytowani mordercy na żołdzie miasta upuszczają krwi w piach protegowanym zbójom na oczach wiary ogryzającej szaszłyki. Kapłani nazywają to „sprawiedliwość”.
Żal z powodu nieujrzenia areny skwitował wzruszeniem ramion i kółkiem z dymu.
Jest pusta w środku. Jak wszystko w tym mieście.
Spytany o miejsce i porę, ruchem głowy wymagającym od szyjnych kręgów pewnego wysiłku, wskazał na najbliższe otoczenie — jedyne towarzystwo i butelki, na które mógł liczyć w najbliższym czasie. Wskazał z wyraźną niechęcią, ale pozbawiony dylematów. Cokolwiek trzymało go na zapleczu kostnicy — pryncypialność czy inny powód — trzymało równie mocno, co zapach konserwujących odczynników tutejszych ścian.
Nieprędko. Trafisz do „Szczurołapa”? To kawałek stąd, trzeba się kierować na Aleję Brunckhorsta i Bramę Wielką.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 14
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 41 koron 96 kopperów
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 02 lip 2020, 16:37

Inwigilatorka przyglądała się półelfowi z mieszaniną rozbawienia i kiełkującej sympatii. Podobał jej się. Może niekoniecznie z wierzchu i niekoniecznie jako kandydat do tańca i jebańca, ale polubiła go. Sama nie wiedziała dlaczego. Nigdy nie wiedziała. Źródło sympatii i antypatii Morgany Mavelle było tajemnicą nawet dla niej samej. Być może dlatego, że nigdy nie poświęciła tematowi choćby cienia refleksji.
Gdy koroner skończył mówić, „Jutta” odbiła od stołu i podchodząc doń na pół kroku, zadarła głowę, by przyjrzeć mu się z bliska. W kącikach jej ust błąkał się uśmiech, wyostrzając linie drobnych zmarszczek.
Cynik z ciebie, Miki — rzekła rozbawionym tonem, opierając dłonie na biodrach. — I do tego smutny filozof.
Zajrzała w zmrużone, zeszklone oczy półelfa, jakby chciała sprawdzić, czy on także, jako obywatel Novigradu, był pusty w środku. Czy może jednak ostały się w nim jakieś szczątki nadziei, lęków, marzeń i świństw, odbite pod powierzchnią skóry, czające się w zakamarkach twarzy, wypełniające go jakąś treścią.
„Nieprędko” to się ryby łowi — podjęła z udawanym wyrzutem. — Mogłabym pomyśleć, że chcesz mnie spławić… ale nie mam dziś ochoty na myślenie.
Inwigilatorka uśmiechnęła się znowu. Tak niedwuznacznie, jak tylko była w stanie, po czym zatrzepotała rzęsami. Miała nadzieję, że nie wyglądała przy tym jak skończona idiotka. Minęło już trochę czasu, odkąd stosowała podobne zagrywki, wszak uwodzenie właścicieli zagubionych kotów było raczej zbędne.
Będę czekała w „Szczurołapie”, po zmroku. Tylko nie sądź aby — zastrzegła, celując palcem wskazującym w pierś metysa — że do usranej śmierci. Nie jestem jakąś desperatką.
Podczas wypowiadania swej ostatniej kwestii, Morgana ubolewała, że nie ma ufryzowanych loków i jakiejś frymuśnej sukni z kuriozalną ilością falban. Mogłaby wówczas zarzucić koafiurą i miotnąć materią, schodząc ze sceny. Bo trzeba wiedzieć nie tylko KIEDY z niej zejść, ale i JAK. Niestety jedyną materią, jaką kobieta mogła sobie miotnąć tym razem, była ta uświniona i zdradziecka, wisząca u wejścia na zaplecze.
Do zobaczenia, Miki — rzuciła jeszcze przez ramię, nim zniknęła za kotarą i opuściła kostnicę.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » dzisiaj, 1:14

W oczach Mykyty Zieglietza każącego zwać się Mikim, każąca zwać się Juttą Morgana znalazła nałóg. Nie było jej to powodem do zaskoczenia, kilka szczegółów nieumykających jej spostrzegawczemu oku kazało jej się zastanawiać nad „dziwnością” swojego interlokutora. Novum było dla niej to, że po raz pierwszy mogła to poczuć, wyraźnie jak bicie serca przez cienkie sukno, wrażenie tlące się bez ustanku z przodu czaszki. Pragnienie gorzkiej rozkoszy pobudzającej krew do krążenia, bezustannie towarzyszyło jego niesfornym i napiętym myślom, których szwargot napędzał go od środka, niepojętym sposobem przekształcając się w stojącą przed nią mieszaninę elfa, człowieka i nonszalancji, niby rwący nurt w miarową pracę młyńskiego koła.
Pragnienie powierzchowności Jutty, nadal wyraźne i świeże, było tam również. I również konwencjonalna ekstraspekcja byłaby w zupełności wystarczającą, by dociec tych wniosków. Podobne i raczej niezaskakujące u mężczyzny świństwa i nałogi stanowiły gros substancji Mikiego, od którego nie potrafił abstrahować. Pod nimi zaś, pogrzebana niby w lawie satysfakcja ze swojej pracy. To właśnie ona, nie oswojenie z towarzystwem bladych stężonych ciał czekających na niego co wieczór, sprawiała, że śmierć wydawała mu się mniej straszna.
Jak zawsze, gdy nie skupiała się na konkretnym szczególe, to podobieństwa znajdowały ją same, często jako nieuporządkowane i nieproszone wrażenia oraz skojarzenia. Tak jak ona, Miki nie był stąd, choć zdążył się pozbyć nieznanego jej akcentu, ale nie rezerwy i niechęci wobec czegoś, co w jej własnym pojmowaniu przyszło do niej pod postacią Szara, od którego jak ostatnio wyratował ją Feretsi. Obydwaj znali się od jakiegoś czasu i utrzymywali w zapobiegawczej konspiracji układ, którego charakteru domyśliła się, zanim jeszcze naruszyła poufność korespondencji i zdecydowała się tu przyjść. Od frontu, nie od kawokany, dawnego zaułka hyclów na tyłach kostnicy.
Jeżeli mrugając, wyglądała jak idiotka, koroner miał tego nie zauważyć, sam zajęty własnym mruganiem i kaszlem. Załzawione oczy zeszkliły mu się jeszcze bardziej, trzymająca fajkę dłoń natychmiast odjęła ją od ust, druga dotknęła czoła. Popatrzył się na nią lekko nieprzytomnie, niepewnie powąchał palone właśnie zioła.
Pewnie — potwierdził na pożegnanie, odrywając wzrok od instrumentu do palenia, by podążyć za znikającą kobietą. — Do zwąchania.
Nie budząc jakże trafnie przezwanego „Susła”, Morgana wyszła na popołudniowe słońce Czerwonej Dzielnicy, której ruch i hałas stopniowo przenosił się od miejskich murów w głąb kamienicznych skupisk i ich zacienionych zakamarków. Stamtąd, gdzie stała, przy odrobinie spaceru i orientacji, miała otwartą drogę do głównej arterii, a z niej do prawie każdego zakątka miasta.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław