Łaźnie miejskie

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:10

Obrazek Usytuowane w sąsiedztwie Teatrum miejskie łaźnie w ciągu ostatniej półtorej dekady od oddania ich do publicznego użytku zyskują sobie na popularności jako miejsce spotkań i odpoczynku osób wszystkich stanów. Powstałe jako produkt uboczny rozbudowy wciąż poszerzanej miejskiej kanalizacji, stanowią sztuczne ujęcie ogrzewanych ciepłem ziemi wód opadowych poddanych procesowi głębokiej filtracji. Hydraulika całego przedsięwzięcia została zrealizowana z wykorzystaniem umiejętności projektantów miejskich śluz oraz wiedzy głównego sponsora całego przedsięwzięcia, Sebastiana aep Gorveraina. Urządzone podług nilfgaardzkiej modły, zostały przekształcone w kompleks kąpielowy do odpłatnego korzystania. Koszt „całodniowego” pobytu w tym miejscu liczony od otwarcia do zamknięcia, bez uwzględniania dodatkowych usług wynosi zwykle dwie korony. Cena osiągalna dla zwykłego zjadacza chleba, jednak odpowiadająca wartością garncowi gorzałki, co powoduje przemyślną selekcję motłochu. Z powodu panującego w Novigradzie klimatu, trzy czwarte kompleksu znajdują się pod ziemią, a jednopiętrowy murowaniec nad powierzchnią to przedsionek właściwych łaźni. Poza przebieralniami i kasami, znajdują się tu prywatne sale, w których można wynająć zwykłą balię wespół z usługami balwierza lub łaziebnej. Niżej, w części właściwej znajdują się baseny z ciepłą, zimną i gorącą wodą, komnaty masażu, sala gimnastyczna, parowe łaźnie oraz tepidaria. Kogo stać, ten opłaca sobie masażystę lub wynajmuje któryś z prywatnych basenów do wyłącznego użytku. Wystrój jest gustowny: sufit i ściany podpierają rzeźbione kolumienki i pilastry, a z rozlicznych mozaik i fresków podglądają kąpiących udatnie i sugestywnie wyobrażone syreny oraz najady.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 01 lip 2020, 2:53

Xaleandre naprawdę się skupiłą kiedy mówiła, żeby nie popełnić zbyt wielu błędów. Ze stresu pozapominała całkiem sporo słów, które była pewna, że pamięta. Patrząc na ich przepite, czerwone twarze wiedziała, że będzie się jeszcze trudniej dogadać. Była zdania, że to niezbyt szczęśliwy pomysł by tak pić i jednocześnie przebywać w basenie, przecież oni sami moga się stratować tma i potopić.
Nie przeszkadzało jej, że patrzą na jej ciało. Była z niego dumna no i do wstydliwych osób raczej nie należała. Zresztą teraz chciała przeprowadzić rozmowę, a nie tracić czas na okrywanie się bo zapewne już w ogóle straciłaby uwagę tych mężczyzn.
Widząc na to jak przebiega ta rozmowa sięgnał po puchar, zresztą niezbyt grzecznie byłoby odmówić prawda?
Potem wszyscy zaczęli mówić przez siebie i Xaleandre nie do końca zrozumiała co tak naprawdę się stało i czemu mężczyźni, którzy jeszcze niedawno ze sobą rozmawiali, teraz zaczęli się dosyć nieporadnie, ale jednak okładac ciosami. Doprawdy, zwyczaj tutejszych mężczyzn były niezwykle dziwaczne. Wiedziała, że jej kolejna próba na niezby wiele się zdała. Widziała za to, że mężczyzna, który wczęsniej wydawał się być najbardziej konkretny i najłątwiej będzie się z nim porozumieć. Podeszła więc do Dobosza i pomogła mu wyjść z basenu, jednocześnie wciąż przyglądając się bójce. Jeżeli Doboszowi udało się wyjść z basenu to odciągnęła go trochę na bok.
-Pan...ja...qatil, qatil...zabić duża bestia. powiedziała ograniczając liczbę słów do możliwie najmniejszej ilości. Jeżeli nie rzorumie to chyba znak, ze wszyscy są na tyle pijani, by próbować się z nimi porozumieć.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 04 lip 2020, 23:36

Metzger wychynął nagle spod wody, plując i parskając, Sieciech w mgnieniu oka znalazł się tuż przy nim. Cofający się na widok chwytającego za szkło Szulca Antylicz wpadł na nich i cała trójka chlupnęła w wodę. Szulc w tym czasie wziął zamach i cisnął butelką, lecz przypadkowo kopnięty przez wyłażącego z basenu Dobosza posłał ją w zupełnie innym kierunku.
Uch... Oj... Ojoj... Dzięki... — sapał szpakowaty jegomość, chwytając podaną mu przez cudzoziemkę dłoń. — Dzięki... waćpannie... stokrotne...
Xaleandre podźwignęła Dobosza na nogi i odciągnęła na bok, podczas gdy butelka po winie uderzyła o brzeg basenu, obsypując szklaną kaszą trójkę mężczyzn. Mężczyźni nie wyglądali na takich, w których można było bezkarnie miotać czymkolwiek oprócz damskiej bielizny. I to raczej z rodzaju tych frymuśnych i świeżo wypranych. Dwóch było rosłych jak byki, trzeci miał urodę mordercy ciężarnych niewiast.
Zamieszanie gęstniało, bywalcy łaźni w zależności od płci, wieku i preferencji rozrywkowych albo się bulwersowali, wzywając ochronę, której nigdzie nie było widać, albo świetnie się bawili. Kilku uciekło w popłochu.
Katil? — zdziwił się Dobosz. Spojrzał na Xaleandre bystrymi, choć powleczonymi pijacką mgłą, zielonymi oczyma, zmarszczył brwi i potarł czoło. — Ach, zabić... Waćpanna chce zabić bestię... No tak, tak... oczywiście... — pokiwał głową, jakby istotnie pojmował. — No, każdy ma jakieś, prawda, hobby... A co to jest, ten katil?
Kipisz w basenie ustał nagle.
Podpici, podtopieni i obici prowodyrzy burdy zastygli — Metzger z ręką uniesioną do ciosu, Antylicz w postawie obronnej, Szulc z głową Sieciecha pod pachą. Czwórka mężczyzn patrzyła na trójkę innych, którzy podeszli bliżej, otrzepując się ostentacyjnie ze szklanych okruchów. Gest był tylko na pokaz. Przyklejone do mokrej skóry drobiny nigdzie się nie wybierały.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 05 lip 2020, 13:57

Zamieszania w basenie z pijanymi mężczyznami ciąg dalszy. Xaleandre nie przejmowałą się co tam się dzieje, dopóki jeden z nich nie sięgnął po butelkę. Ale skoro już wyciągnęła Dobosza, który wydawał się posiadać największą inteligencję i zdolność kojarzenia spośród czerwonych od wina jegomościów w basenie. Skupiła więc na nim swoją uwagę i kiwała głową na potwierdzenie swoich słów.
-Tak, tak....ja zabić bestię....Qatil, Qatil. Qatil to zabić w wasza mowa. To samo powiedziała, starając się wytłumaczyć najprościej jak umiała. -Bestia...gdzie jest? zapytała i pewnie chciałaby się zapytać więcej gdyby nie sceny jakie zaczęły się rozgrywać obok nich przez pijackie poczynania.
Oczywiście, jak to bywa w przypadku pijackich przepychanek, bo walką nie sposób tego nazwać, butelka poleciała gdzie indziej i rozbiłą się zwracając uwagę bardziej groźnie wyglądających osobników. Czy Xaleandre miałą ochotę narażać się dla czwórki podpiutych mężczyzn, których nie zna? Raczej nie do końca. Popatrzyła więc na Dobosza.
-Pan powie....oni przeproszą....albo będzie źle powiedziała, gestami głowy wskazują najpierw na tych w basenie, potem na tych obsypanych szkłem, żeby nie było wątpliwości, kto ma przeprosić kogo. Lepiej niech przeproszą, bo raczej nie mają szans.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 05 lip 2020, 22:40

Ahaa! — rozpromienił się nagle Dobosz, prezentując Xaleandre brak dolnej lewej dwójki. — To samo! Katil to to samo, co...
Nie dokończył. Olśnienie, właściwe osiągniętemu mimo barier językowych porozumieniu, prysło wraz z butelką i na jej podobieństwo. Jednocześnie obrócili głowy w kierunku zastygłego niby komar w bursztynie kadru i oblekającej go złowrogiej ciszy. Zapominając na chwilę o bestiach, ale niekoniecznie o zabijaniu.
C-co...? — Mężczyzna drgnął, gdy Zerrikanka ponownie się odezwała. Obrzucił ją szybkim spojrzeniem, oblizał spierzchnięte wargi. — Ach, tak... tak... Słusznie waćpanna prawi... iście słusznie...
Choć Dobosz jej przytaknął, nie wyglądał, jakby się rwał do jakiejkolwiek interwencji. Trudno zresztą było mu się dziwić. Miał już swoje lata, a przy tym był kościsty i chudy chudością osób, które całe życie mogłyby żreć najtłustsze golonki, a i tak nie przytyłyby ni krzynę. Nie wyglądał na wojownika, ani nawet na pasjonata rozgrywek sztachetowych. Tymczasem trójka, która zbliżyła się do jego zastygłych w boju kompanów, prezentowała się wręcz odwrotnie.
Pierwszy z nich, który stanął najbliżej zadymiarzy, sam wyglądał na niezłe ziółko. Młody, wysoki, dobrze zbudowany i diablo przystojny, miał psotne wejrzenie wiecznego chłopca, ale takiego, co to dla zabawy podpala sioła. Półdługie, falujące włosy o barwie kruczych piór okalały jasne i gładkie fizys o zaskakująco szlachetnym profilu. Krok za nim stał dojrzały jegomość, równie mocno zbudowany, co młodzik, lecz bardziej przysadzisty i barczysty, o śniadej skórze, czarnych jak smoła, wygolonych po bokach czaszki włosach, rozłożystym wąsie przechodzącym w bokobrody i wygiętych na zewnątrz, gęstych brwiach. Ten był nie tyle diablo przystojny, co po prostu wyglądał jak sam diabeł. Trzecim, trzymającym się na uboczu, był mężczyzna o aparycji zbója — szczupły, żylasty, średniego wieku, wzrostu i urody. Na podłużnej, dziobatej twarzy zakończonej brodą z przedziałkiem malował się srogi wyraz, a nad pełnymi ustami zwieszał obfity wąs. Po bladej piersi wił mu się mokrym wężem przerzucony przez ramię kucyk z rzadkich blond włosów, w uszach błyskały kolczyki.
Chyba zawody jakie się tu odbywają, co? — odezwał się zaczepnie młodzik. — Który to taki miotacz? — Chłopak powiódł spojrzeniem po towarzystwie, rozciągnął usta w złowieszczym uśmiechu i zaciskając pięści zrobił krok naprzód. Mężczyźni cofnęli się, śniady jegomość dał ręką znak żylastemu.
Zostaw, Dusza — warknął żylasty, popatrując na scenę kątem oka. Stał oparty o cembrowinę zbiornika, nie poruszył się, nie wykonał żadnego gestu. Młody, o dziwo, usłuchał.
Panowie wybaczą — wtrącił śniady jowialnym tonem — aleśmy usłyszeli przypadkowo waszą rozmowę... Przed tym niefortunnym incydentem z butelką, ma się rozumieć. Ale może to i się dobrze złożyło... Był powód, ażeby zagaić.
Mężczyzna podszedł bliżej, uśmiechnął się jak kaduk. Miał mocną, kwadratową szczękę i połamany w co najmniej pięciu miejscach nos. Smagłą cerę pokrywały liczne, w większości stare blizny, ale nie brakowało też kilku świeżych.
Raczcie wybaczyć, panie... Wino... Wino uderzyło nam do głów — rzekł kornie Antylicz, z miną świadczącą o wewnętrznym rozmodleniu, by na winie li tylko się skończyło.
To nic, to nic — zapewnił śniady, unosząc dłonie w wybaczającym geście i uśmiechając się łaskawie. — Każdemu może się zdarzyć. Wszyscy jesteśmy wszak tylko ludźmi, nieprawdaż? Pomówmy lepiej o tym smoku. Pani jest, jak mniemam, również zainteresowana? — zapytał niespodziewanie, przenosząc wzrok na górującą nad pijaną zgrają Xaleandre i posłał jej jeden ze swoich diabelskich uśmiechów.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 07 lip 2020, 2:50

Xaleandre stanowczo pokiwała głową, żeby upewnić się, że męzczyzna zrozumiał prawidłowo i już nie wymyślał kolejnych znaczeń słowa, które i tak potwornie kaleczył. Brak zęba nie uszedł jej uwagi, ludzie tutaj to naprawdę barbarzyńcy, mają do dyspozycji dobrze wyposażone miejsce gdzie można o siebie zadbać, a i tak nie robili z tego odpowiedniego użytku. Nic dziwnego, że w jej rodzinnych stronach uważa sie te miejsca za upadłe. Ale przynajmniej Dobosz wydawałs ię ją najlepiej rozumieć, pewnie też dzięki temu, że ograniczyła swoje wypowiedzi do minimum potrzebnych słów. Mężczyna może był i chudy, mógł jednak zasugerować co powinni zrobić jego towarzysze z basenu wobec nowoprzybyłych, skoro wydawał się być najinteligentniejszy z nich. Nic jednak takiego się nie stało, nie pozostało więc nic więcej niż czekać na rozwój sytuacji, bowiem Xaleandre wciąż nie czuła potrzeby nadstawiania karku z powodu pijaków w basenie. Nowoprzybyli mężczyźni zdawali się być takimi, któzy kłopotów się nie boją, a i doświadczenie w walce mają zdecydowanie większe niż podpici mężczyźni o czerwonych twarzach. Przypatrywała się rozwojowi sytuacji, nie znając też języka by móc na tyle dobrze zainterweniować by uspokoić rozgrzane głowy, która na szczęście rozwiązała się w dużo bardziej przyjazny sposób niż kobieta by przypuszczała.
-Tak, jestem. Zabić bestię. skinęła głową na potwierdzenie, znów stwierdzając, że lepiej mało mówić, a więcej słuchać, szczególnie w tej sytuacji. Nie była do końca przekonana do tego, żeby ci mężczyźni jej towarzyszyli, ale nie mogła nic z tym obecnie zrobić. Przynajmniej jej postura nie pozwalała raczej sobie z niej żartować. Zobaczy jak sytuacja się rozwinie. Na razie złożyła ręce na piersi i czekała co dalej się wydarzy. Chciała też wiedzieć więcej, ale o szczegóły lepiej chyba wypytają mężczyźni. Tym bardziej, że jedyne słowo jakie przychodziło jej d głowy to zerrikańskie 'puhri', słowo 'szczegóły' jeszcze jej chyba umykało.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 12 lip 2020, 12:10

„Zabić bestię”! — Mężczyzna zaśmiał się rubasznie i obejrzał na swych towarzyszy. — Słyszeliście, panowie bracia? We dwa słowa kredo trójcy naszej ujęte. Kreve przemawia przez tę niewiastę, jako żywo!
„Panowie bracia” przyjrzeli się cudzoziemce uważniej. Młody wyszczerzył się do niej ładnymi, równymi zębami tak szeroko, jakby chciał się pochwalić, że wciąż miał wszystkie, i skłonił się lekko. Ten o aparycji zbója zaś otaksował ją, jakby oglądał konia przed zakupem — obmacał spojrzeniem rysujące się pod skórą mięśnie, przyjrzał się postawie, ocenił posturę i kończyny. Jego dziobata twarz nie wyrażała niczego, a same oględziny trwały bardzo krótko.
Jako żywo! — potwierdził młodzik, nie przestając suszyć zębów do Xaleandre.
Śniady diabeł pokiwał głową sam sobie, wygładził wąsy kciukiem i palcem wskazującym lewej dłoni i przeniósł pytające spojrzenie na grupkę kirusów. Ci, wyplątani już ze wzajemnych ansy i chwytów, stali jak widły w gnoju.
Dalejże, panowie — ponaglił ich, nie doczekawszy się żadnej reakcji. Na dnie jowialnego bas-barytonu zabrzęczała zniecierpliwieniem zimna stal. — Mówcież, gdzie owa bestia, gdzie smok?
A-ale my nie wiemy czy... — zabulgotał Sieciech.
Jeszcze chwilę temu wiedzieliście całkiem dokładnie. Czyje to zdrowie tak obficie opijaliście?
De Rosenkohla...
Kto zacz?
Hodowca...
Hodowca czego?
K-koni! Koni, jako i my...
Nie jako i my — wtrącił się Szulc. — Pan de Rosenkohl to szlachcic. Ma wielką stadninę pod Novigradem.
Szlachcic, powiadacie... I to w tejże stadninie w szkodę mu smok wchodzi?
Tak... to znaczy nie...
Więc tak czy nie?
Pewnikiem w stadninie! Ale nie smok, panie...
A co?
N-nie wiemy... Ale smoków przecie nie ma! Może latawiec jaki? Albo widłogon?
Może — rzekł śniady po długiej chwili zastanowienia, tonem świadczącym o głębokim powątpiewaniu w teorię o latawcach i widłogonach. — Ale to nieistotne, monstrum jest monstrum. Żadnemu nie lza wolnego dawać ni przystępu do sadyb, bo wnet ład i porządek wniwecz obróci, rodzaj ludzki wygubi.
Prawiście, panie... — bąknęli koniarze jeden przez drugiego, naraz jakby zawstydzeni.
Jak tam dojechać?
Ja wiem! — Dziewczęcy głos wciął się w otaczające ich kłęby pary i zawibrował wesoło.
Tuż obok Xaleandre, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał Dobosz, pojawiła się młoda kobieta z łasicą na ramieniu. Po szpakowatym chudzielcu nie został nawet smród. Ostatecznie zdążył się nieco opłukać.
Gościłam u jaśnie pana de Rosenkohla nie dalej jak trzy księżyce temu. Mogłabym wskazać drogę i polecić was... pod jednym warunkiem.
A jakiż to warunek? — zapytał śniady, popatrując ciekawie na dziewczynę, sięgającą Xaleandre ledwo do piersi.
Zabierzecie mnie ze sobą w bój — oświadczyła poważnie, a mężczyźni ryknęli śmiechem. Wszyscy, bez wyjątku.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 15 lip 2020, 1:16

Kolejna grupa mężczyzn, która najwyraźniej jedyne co umiała to wyśmiewanie się z kobiet. Xaleandre była jednak na tyle długo poza Zerrikanią, że zdążyła się już przyzwyczaić, do tego, że nie ma najmniejszego sensu reagować na każdą zaczepkę ze strony płci męskiej. Dlatego też nie odpowiedziała na ich słowa ani na ich rubaszny śmiech, szczególnie, że nie najlepiej potrafiłą jeszcze przekazywać swoje myśli, zamiast tego uniosła jedynie kąciki ust do góry w lekkim, tajmniczym uśmiechu.
Nie wiedziała kim jest Kreve dokładnie, aczkolwiek o ile dobrze zrozumiała, musi to być jakieś bóstwo, w które mężczyźni wierzą. Szeroki uśmiech młodzieńca był do przewidzenia, najbardziej jednak ważne byly oględziny ze strony zbója, który nie skomentował jej wyglądu, prawdopodobnie uznał ją za potencjalną konkurencję jeśli będzie czekać ich jakaś nagroda za zabicie bestii.
Potem przysłuchiwała się odpowiedzi na zadane przez mężczyzn bardzo ważne w końcu pytanie. Przerzucanie się słowami przez pijanych mężczyzn w basenie nie pomogło, ale Xalendre wyciągnęła z rozmowy, kto miał najwięcej do czynienia z bestią i do kogo powinni pojechać. Kiedy usłyszała obok siebie głos kobiety z którą rozmawiali, na początku zdziwienie malowało się na jej twarz, skąd akurat ona ze wszystkich ludzi może znać drogę, potem jednak uśmiechnęła się nieco szerzej niż dotychczas, raczej uradowana takim obrotem spraw.
- Ona wie gdzie....nie stracić tyle...zaman...mmm...czas powiedziała po czym przeniosła wzrok na kobietę.
- Jak chcesz....Ty na koniu ze mną powiedziała po czym posłala mężczyznom spojrzenie, które mówiło, że ta kwestia raczej nie jest pod dyskuję.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 19 lip 2020, 22:16

Dziewczyna przeczekała cierpliwie napad wesołości zebranych w basenie mężczyzn, nic sobie z niego nie robiąc. Gdy przestali rżeć, chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz uprzedziła ją Xaleandre. Zadarła więc głowę, napotykając przeszywający błękitem wzrok cudzoziemki. Jej własny z pozoru pełen był powagi, lecz w orzechowych oczach młódki tańczyły wesołe iskry i płonął wiecznie głodny ogień. Uśmiechnęła się do wojowniczki kącikiem ust.
Nie inaczej — podchwyciła zaraz słowa Zerrikanki dziewczyna, zwracając się do mężczyzn. — A czas ucieka! Chyba nie sądzicie, że ktoś taki jak imć pan de Rosenkohl nie rozesłał był wici o swym problemie? Że nie szukał pomocy? Być może właśnie w tej chwili zmierzają doń salwatorzy, ani chybi gotowi wysiudać was z roboty!
Ostatnie pochrząkiwania i westchnienia przepadły jak kamień w wodę, gęby stężały. Żylasty i młodzik spojrzeli na śniadego, śniady zmarszczył diabelskie brwi, dumał chwilę. Wreszcie dźwignął się, wyszedł z basenu i ociekając wodą stanął przed kobietami w pełni swej męskiej krasy. Skłonił się — na ile Xaleandre potrafiła ocenić — całkiem dwornie i uśmiechnął szeroko, tak samo rozkładając muskularne ramiona.
Panie wybaczą — rzekł z emfazą. — Wiele dni przepędziliśmy na trakcie i po lasach, tropiąc i walcząc ze złym, dobrych ludzi odeń chroniąc. Grzeczność nasza stępiała haniebnie.
Brat Angus. — Śniady, po chwili efektownego w jego mniemaniu suspensu, przedstawił się, po czym wskazał ręką na swoich druhów, którzy również zdążyli już wyjść z basenu. — A to są panowie bracia Sambor i Duszan.
Koniarze tymczasem, skwapliwie korzystając z okazji, że uwaga trójki mężczyzn skupiła się na kimś innym, chcieli dać drapaka w ślad za Doboszem. Nie uszli jednak daleko. Tuż przy wyjściu z sali wpadli na otyłą i okrutnie zbulwersowaną matronę, prowadzącą za sobą dwójkę łaziebnych wykidajłów. Kobieta mówiła coś podniesionym tonem, pokazując na nich, a potem na basen, przy którym stała Xaleandre i reszta towarzystwa.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 21 lip 2020, 1:30

Naśmiewanie się z dziewczyny, urodziwej z resztą, była dla Xaleandre nie do pomyślenia i przez myśl jej nawet przeszło by nauczyć tych dzikusów manier, wszak nie nadają się do niczego innego jak do uprawy pól. Doszła jednak do wniosku, że na nic to się zda, a jedynie odwiedzie ją od celu w jakim teraz przysłuchuje się tej rozmowie, wysilając się by zrozumieć jak najwięcej z niej. Nie umknął jednak jej uwadze błysk w oku drugiej kobiety. Wydawała się być naprawdę interesująca.
Śmiechy ucichły, mężczyzna o skórze najbardziej podobnej do Xaleandre, najwyraźniej to on podejmuje najważniejsze decyzje, przynajmniej tak można było zauważyć jak wymieniają spojrzenia. Sama słysząc jak się przedstawiają uniosła jedną brew do góry.
- Bracia?
Zapytała nie kryjąc zdziwienia. Nie była pewna czy dobrze zrozumiała. Nagość mężczyzny, choć prezentował się całkiem miło dla oka, nie robiła na Xaleandre wrażenia. Słysząc podniesiony głos jakiejś kobiety Xaleandre na chwilę przeniosła uwagę na to co działo się przy wyjściu z sali, czekając na rozwój wydarzeń. Kobieta nie wyglądała na zbytnio zadowoloną, ale skoro mężczyźni byli tacy skorzy do naśmiewania sie z kobiety parę chwil wcześniej, to chyba poradzą sobie w tej sytuacji, prawda? Chociaż trzeba przyznać, że najchętniej już by stąd wyszła i ruszyła w drogę. Przez brak znajomości tutejszej mowy, zdecydowanie wolała działać niż tracić czas i nerwy na mielenie ozorem.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 23 lip 2020, 20:32

Bracia — potwierdził Angus, wypinając dumnie pierś. — Myśmy są Święta Trójca! Obrońcy rodzaju ludzkiego, pokorni słudzy Kreve, bracia w wierze i towarzysze broni. Wieści o naszych czynach są szeroko znane... choć jeszcze nie w tej okolicy. Ale to się rychło odmieni, zapamiętajcie moje słowa, drogie panie!
Gdy podeszli bliżej, Xaleandre dostrzegła zawieszone na szyjach panów braci srebrne wisiory na skórzanych rzemieniach. Były identyczne i wyobrażały błyskawicę. Mężczyźni skłonili głowy, przy czym ten nazwany Samborem, żylasty, ledwie zauważalnie.
Bardzo mi przyjemnie — zapewnił Duszan cały w uśmiechach.
Widać — wypaliła dziewczyna, popatrując wymownie i nie bez zainteresowania w okolice pasa chłopaka. — Myślałeś, żeby to ubezpieczyć, farysie?
Przejdźmy do rzeczy — warknął Sambor. — Jak sama raczyła panna zauważyć — czas ucieka.
Słusznie — przytaknął Angus. — Daleko stąd jest ta stadnina, panno...?
Gia — rzekła dziewczyna. — Bez „panny”, jeśli łaska. A odpowiadając na pytanie: niedaleko. Będzie z pół...
Gia urwała, widząc zbliżającego się do nich strażnika. Minę miał smutną, odzienie czarne, a w jego oczach majaczył niezaleczony kac. Drugi z wykidajłów został z koniarzami i tokującą kobietą. Nawet z daleka widać było malującą się na jego twarzy udrękę, choć trudno było stwierdzić, co było jej powodem — rozhisteryzowana matrona czy dzielone z kolegą z pracy wspomnienie zakrapianego wieczoru dnia poprzedniego.
Przepraszam, że przeszkadzam — przemówił zmęczonym głosem ochroniarz i powiódł przekrwionymi oczyma po zebranych — ale mamy zgłoszenie podejrzenia popełnienia przestępstwa. Tamci panowie mówią, że to był wypadek... I jestem skłonny im uwierzyć. — Mężczyzna przeniósł wzrok na wiaderko pełne pustych butelek, po czym skrzywił się, westchnął i popatrzył na Xaleandre. — Ale tamta dama twierdzi, że słyszała, jak wy, pani, rzucacie na jednego z nich czar, od którego dostał szału... A uprawianie magii w miejscach publicznych jest w Novigradzie zakazane prawem.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 25 lip 2020, 16:34

Z dłuższej wypowiedzi jednego z braci Xaleandre zrozumiała tyle, że walcza w imieniu jednego z bóstw, nazywanego Kreve, często słyszała o tym bóstwie ostatnio, najwyraźniej walczyli w jego imieniu i to mężczyźni, którzy wyglądali na niezgorszych wojowników. Kiedy mężczyźni podeszli Xaleandre spojrzała na wisiory na ich szyjach i starała się zapamiętać ten znak błyskawicy jako znak Kreve. Słysząc głos dziewczyny Xaleandre również powędrowałą wzrokiem w okolice pasa Duszana i na jej ustach wkradł się półuśmiech, bowiem prezentował się w tych okolicach zdecydowanie dobrze.
- Gia....ładnie powiedziała uśmiechając się w stronę dziewczyny.
Xaleandre również przeniosła wzrok na zbliżającego się strażnika, który nie wyglądał jakby w obecnej chwili cieszył się najlepszym samopoczuciem i był w najleprzej kondycji. A już na pewno zaczęła bardziej skupiać się na jego wypowiedzi, kiedy przeniósł na nią wzrok. Słysząc o magii uniosła jedną brew do góry. Ktokolwiek patrząc na nią mógł powiedzieć, że używała magii musiał być skończonym głupcem.
- Ja sahhab nie, czary nie....tamta dama może sama....ludzie widzieli ja nie robić czarów powiedziała wbijając pewne siebie spojrzenie w nowoprzybyłego.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 27 lip 2020, 23:20

Gia uśmiechnęła się na komentarz Zerrikanki i zapewne byłaby odwzajemniła uprzejmość, wprzódy zapytawszy wojowniczkę o jej własne miano, gdyby nie rozwój sytuacji — coraz mniej sprzyjającej nawiązywaniu znajomości.
Słysząc słowa i akcent Xaleandre, strażnik westchnął i pokiwał głową sam sobie.
Tak myślałem — rzekł, ocierając pot z czoła. — Tylko widzicie, pani... Tamta dama to radcowa Lullier, na magików cięta ponad wszelką miarę, zwłaszcza na czarodziejki. Podobno córę jej jakaś zauroczyła i teraz młoda za mąż iść nie chce. Skandal na salonach... jakby to psa z kulawą nogą obchodziło... Ale jeśli naplecie mężowi, choćby to i bzdury były, że w łaźniach czary się odbywają, pan Gorverain znowu będzie miał problemy w radzie. A mnie łeb urwie i na bruk wyrzuci. Tedy może... — Wykidajło zawahał się, spojrzał kątem oka ku wyjściu. — Może...
Może skończycie pieprzyć — podpowiedział usłużnie Sambor ze złym błyskiem w oku. — Żadnych czarów tu nie było, zwykła pijatyka. Ślepiście, czy jak?
Raczcie wybaczyć memu druhowi, dobry człowieku — wtrącił szybko Angus pojednawczym tonem, widząc, że strażnik chmurnieje. — Jesteśmy zdrożeni, dopiero cośmy do Novigradu zawitali. Chcieliśmy ochędożyć się i odpocząć, a tu w słynnych na całe miasto łaźniach, oazie relaksu, ciska się w nas szkłem, przerywa rozmowy i jakby tego było mało, zupełnie bezpodstawnie oskarża nasze miłe towarzystwo...
Nie ja oskarżam — odciął się mężczyzna, ale zaraz spotulniał. — Po prostu jestem między młotem a kowadłem, panie. Przyznam jej rację, to wam problemów narobię, nie przyznam, narobię ich sobie. Wypitym, prawda... aliści wy byście się nie upili, gdyby was kobita zostawiła dla innego?
Mężczyźni pokiwali głowami ze zrozumieniem, nawet oblicze Sambora jakby złagodniało. Splatając żylaste ramiona na piersi zapytał:
Co proponujecie?
Może byście z nią porozmawiali? Wytłumaczyli, że się omyliła? Może was posłucha?
Z twojego tonu wnoszę, że sam w to nie wierzysz, mój drogi — zauważyła Gia. — I słusznie, skoro jest głucha na jawne przyznanie się do winy i wina. Ale właściwie co nas obchodzi gadanie jakiejś kwoki? Po prostu stąd chodźmy.
Nie powstrzymam was — przyznał strażnik zrezygnowanym tonem. — Ale jeśli pani Lullier rozpuści język, zaszkodzi nie tylko łaźniom i mi, ale i wam, pani — rzekł do Xaleandre. — Wybaczcie, ale trudno was przeoczyć w tłumie. Straże zhaltują was prędzej czy później, a wylądować w kordegardzie... to nic przyjemnego. Kuzyn był i opowiadał.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 28 lip 2020, 18:11

Cóż za niepowetowana strata, że nie udało się usłyszeć odpowiedzi dziewczyny, ale Xaleandre miała nadzieję, że w trakcie drogi poznają się lepiej. Trzeba było się zająć obecną, bardzo głupią sytuacją. Ochroniarz wypowiedział wiele słów, najważniejsze jednak Xaleandre wyciągnęła, że była to jakaś ważna osobistość, która najwyraźniej dużo mogła w tym mieście. Też nie miało się co wydarzyć, tylko bezpodstawne oskarżenia, które nie tylko sprawiają kjłopoty, ale i opóźniają ich wyjście stąd. Przysłuchiwałą się rozmowie innych i doszła do wniosku, że najlepiej będzie wyjaśnić tą sprawę od razu na miejscu. Ochroniarz miał rację, że Xaleandre raczej nie wtopi się w tłum miejscowych by po prostu zniknąć bez śladu. A i niepotrzebne były jej problemy, skoro miała zostać w tym mieście czas dłuższy.
- Porozmawiać z nią powiedziała po czym dała znać głową ochroniarzowi i innym kto chciał by poszli z nią. Skierowałą się wprost do basenu gdzie znajdowała się rzeczona dama. Kiedy znalazła się przed nią skłoniła się lekko.
- Pani...to nieprawda...Ja czary nie....bez czarów. Ludzie widzą. Nie potrzebuję zakończyła napinając swoje mięśnie by nie było wątpliwości, że raczej na co dzień z nich korzysta. Spojrzała na ochroniarza i jeżeli ktoś jeszcze z nimi poszedł to i na ta osobę by zaświadczyli, że mówiła prawdę.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Dziki Gon » 31 lip 2020, 22:52

Wykidajło odetchnął zauważalnie, słysząc odpowiedź Zerrikanki i ruszył przodem, oglądając się jeszcze dwa razy, czy Xaleandre rzeczywiście za nim podąża. Za nią z kolei bez słowa poszła Święta Trójca, na samym końcu zaś Gia, mruknąwszy wprzódy, że to strata czasu. Łasica na jej ramieniu pisnęła cicho, jakby zgadzała się ze swoją panią.
Nawijająca makaron na uszy koniarzom i drugiemu strażnikowi matrona umilkła, widząc zbliżający się pochód. Była niska, tłusta i okrągła. Z gargantuicznym blond kokiem na czubku głowy, odziana w falbaniasty, bladoróżowy płaszcz kąpielowy przywodziła na myśl koszmarny sen cukiernika.
Kobieta otaksowała Zerrikankę, mrużąc przy tym krótkowzroczne, niebieskie oczy, a gdy cudzoziemka przemówiła, prychnęła i zrobiła kwaśną minę.
Nie dość, że czarownica, to jeszcze dzikuska! — zapieniła się znowu matrona, uprzedzając jakiekolwiek poparcie ze strony otaczających Xaleandre ludzi. — Kto to widział, żeby niewiasta tak wyglądała?! A może to też jakieś czary, co? Już ja was znam, magików obmierzłych! W krowie łajno byście się przyoblekli, byle tylko dostać, czego chcecie! Gorverain powinien wprowadzić jakieś standardy, to miejsce schodzi na psy!
Tyrada przyprawiła panią Lullier o mała zadyszkę oraz kilka kolejnych tonów purpury, które skumulowawszy się, upodobniły jej nalane oblicze do buraka.

Xalandre
Awatar użytkownika
Posty: 16
Rejestracja: 17 cze 2020, 10:45
Medale: 2
Miano: Xaleandre
Rasa: Człowiek
Wiek: 28
Złoto: 34
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10 ... 3746#p3746
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3750#p3750

Re: Łaźnie miejskie

Post autor: Xalandre » 04 sie 2020, 17:28

Xaleandre również nie podobał się fakt, że ich wyjazd jest oóźniany przez jakieś niedorzeczności wyssane z palca, jednak nie można było tego uniknąć, problemy po powrocie mogłyby być spore, tym bardziej, że wyróżniała się wyglądem. A i obecny tutaj wykidajło nie zrobił nic złego, więc i nie było po co wpędzać go w problemy. Choć w głębi ducha zgadzała się z Gią i gdyby kolorem skóry i włosów przypominała większość ludzi z miasta, wyszłaby nie przejmując się.
Kiedy tylko jej oczom ukazałs ię matrona, brew Xaleaqndre mimowolnie powędrowała do góry. W jej stronach kobiety są silne i nie mają potrzeby przywdziewania tak koszmarnych wyglądów, przez chwilę Zerrikanka była gotowa przysiądz, że taki wygląd musi być wynikiem jakiejś kłatwy, gdyż nitk przy zdrowych zmysłach nie wystroiłby się tak.
Jak tylko kobieta zaczęła mówić Xaleandre miała ochotę po prostu wejść do jej basenu i ją utopić, co przyniosłoby jej wielką radość. Zamiast tego jednak nachyliła się w jej stronę.
- Kłamstwa Pani, kłamstwa...kłamstwa na głowy ludzi. Pani mówić źle na magiczki, a może Pani sama magiczka, a kłamstwa to tarcza? Inni potwierdzą powiedziała po czym obróciła się w stronę swoich nowych towarzyszy licząc na to, że przytakną, chcąc jak najszybciej się stąd wyrwać.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław