Szpital św. Olgi

Obrazek

Zabytkowe kamieniczki, budynki stawiane na oryginalnych elfich fundamentach, szerokie, brukowane aleje. Stare Miasto to jedna z najbardziej prestiżowych części Novigradu. Oczywiście, nie jest pozbawiona cieni.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Szpital św. Olgi

Post autor: Dziki Gon » 19 kwie 2018, 3:13

Obrazek Jeżeli wejść do środka i rozejrzeć się po wnętrzu, ignorując rozgardiasz, zaplamione barłogi oraz zasłony parawanów, poświęcając uwagę sklepieniu i oknom, można dojść do wniosku, że dawniej musiało ono być świątynią. Dziś jest miejską lecznicą, miejscem praktyki opłacanych z podatków medyków oraz wolontariatu niektórych kapłanów. Przede wszystkim zaś, miejscem rekonwalescencji rannych i chorych. Rannych i chorych, inaczej niż sprzętów i medyków, nie brakuje w murach szpitala nigdy. Każda grupa zajmuje oddzielne, przeznaczone jej boleści skrzydło — kontuzjowani zdrowieją ułożeni pospołu we wspólnej sali na zachodzie, zarażonych izoluje się w dawnych zakonnych celach w zaadaptowanej na leprozorium części wschodniej. W podziemiach dawnej krypty warzy się lekarstwa oraz sezonuje ich składniki. Dwie sale operacyjne i ambulatorium muszą wystarczać do ratowania żyć, lecz w razie potrzeby robi to też wystawiony na korytarz stół.

Raenna
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 28 maja 2020, 17:25
Medale: 2
Miano: Raenna
Rasa: Człowiek
Wiek: 27
Złoto: 30 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3673#p3673
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3717#p3717

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Raenna » 15 cze 2020, 12:05

Przybycie do Novigradu, Raenna traktowała jako oczywisty obowiązek, z którym nie zamierzała dyskutować. Od wielu lat czuła, że pomaganie innym: łatanie ran, leczenie chorób i udzielanie porad to to, co ją dopełnia. Na rzecz tego porzuciła wygody, które oferował jej dom rodzinny; wybrała inną ścieżkę niż ta, jaką sugerowali jej rodzice. Była z tego dumna, przemawiała przez nią determinacja i upór, którego zresztą nie brakowało innym studentom. W związku z tym, niewiele różniła się od reszty. Wtopiona w tłum żaków, z obszernym, w połowie zapisanym notatnikiem, przekroczyła próg szpitala św. Olgi. Na twarzy Rae żywo malowało się zaciekawienie, lecz także coś na kształt strachu - nigdy nie można być pewnym, co nas spotka, szczególnie w czasach zarazy, jaka szalała w mieście.
Ciemnobrązowe włosy związała w warkocz, a dwukolorowe spojrzenie uważnie obserwowało otoczenie. Widząc cierpienie i ból, czuła jak kraja się jej serce. Być może była zbyt wrażliwa na takie doświadczenia, a być może miała tego doświadczenia za mało i nie zdążyła się jeszcze znieczulić. Ubrana była w prostą suknię i wygodne pantofle. Trzymała się z tyłu, nie przepadała za wychodzeniem przed szereg; niektórzy studenci uważali zgodnie, że wykazuje cechy typowego dziwaka: milcząca, introwertyczna, uśmiechała się częściej, niż ktokolwiek inny. Teraz na ustach nie widać było uśmiechu, a raczej lekki grymas. Wyglądała na przejętą.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Dziki Gon » 16 cze 2020, 16:43

Rae nie była osamotniona w poczuciu przejęcia. Objawy animi motus evidens, a wręcz commotio animae przesuwający się od przedsionka w głąb głównej nawy studenci zdradzali równie niezawodnie, co wymalowane na młodziutkich twarzach nowicjuszostwo, dla pochłoniętych pracą starych wyjadaczy i konowałów tak oczywiste, że niektórzy aż obracali z zaciekawieniem głowy, jak gdyby nagle w powietrzu zapachniało im świeżym szczypiorem.
Co byłoby zaiste ewenementem, bo miejski szpital pachniał charakterystycznie, zapachu tego nie dało się pomylić z żadnym innym. Gencjana, eter, spirytus, szałwia — kupiący się do siebie żacy dobrze znali je z wydziałowych laboratoriów. Ale była też inna woń. Słodko-mdląca woń choroby, woń zakażenia, ropienia, rozpaczy, umierania. Skoncentrowana w jednym gmachu, otulająca go jak całun. Większość z nich od lat szykowała się do spotkania z tą wonią, lecz sądząc po pobladłych obliczach, na to nigdy nie dało się przygotować w pełni.
Niby stadko pingwinów drepcząc i lawirując wśród oczekujących w głównej nawie na udzielenie pomocy lub przeniesienie do właściwego skrzydła pacjentów oraz uwijających się od jednego do drugiego medyków, dotarli do przeciwległego końca sali, który wyglądał, jakby kiedyś stanowił prezbiterium świątyni. Obecnie stanowił jedyny wolny kawałek poczekalni, gdzie się z trudem stłoczyli między ścianą a zabytkowym pulpitem.
Oxenfurt, tutaj! Tutaj, tutaj! Nie guzdrać się, nie potykać! Jużże, bo czasu nie stanie!
Nawoływała ich niziutka, korpulentna kobieta w białym czepku i fartuchu, wymachująca rozwiniętym na kawałku deseczki pergaminem. Głos, choć piskliwy jak u myszy, miała wcale donośny.
Wszyscy z Akademii? Tak? Dobrze! Słuchać uważnie, bo odczytam każdego jeno raz, wskażę przydział i preceptora. Kto nie dosłyszy, tego zmartwienie! Rok potwierdzać, kiedy wyczytam, nie będę się powtarzać! Tu jest szpital, nie klasa, tu was nikt po tyłkach klepać nie będzie! Od razu łapiecie się za robotę! Wszystkich z powrotem widzę na koniec dnia tutaj, u siebie! Myra z Brugge!
Jedna ze stojących obok Raenny dziewcząt zamrugała zdziwiona, po czym zrozumiała chyba, że chodziło o nią, a kobieta nie przedstawiła im się, tylko bez mitręgi zaczęła czytać z listy kolejne nazwiska.
Czte-... cztery! Czwarty rok!
Zachodnie skrzydło, Pavalkis! Diana Bludov!
Czwarty rok!
Zachodnie, Pavalkis! Seward de Ras!
De Rais. — Jeden spośród nielicznych młodych mężczyzn w gronie studentów, który od początku nie zdradzał po sobie żadnych szczególnych emocji, pomyłkę przy odczytywaniu jego nazwiska poprawił ze zblazowaną irytacją. Wyróżniał się na tle innych żaków nieprzeciętnym wzrostem i tyczkowatą sylwetką, włosy miał czarne, przetłuszczone, sięgające za linię szczęki. Teraz, gdy zwrócił na siebie dodatkową uwagę, jego biała niby wapno twarz jeszcze bardziej spochmurniała.
Rok!
Ostatni.
Wschodnie, izolatki, Yersin Morges! Raenna de Stelhan!

Raenna
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 28 maja 2020, 17:25
Medale: 2
Miano: Raenna
Rasa: Człowiek
Wiek: 27
Złoto: 30 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3673#p3673
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3717#p3717

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Raenna » 19 cze 2020, 12:03

Rae z wdzięcznością, ale i niejakim strachem, przyjęła krzyk nieznajomej kobiety. Wraz z tłumem przeszła we wskazanym kierunku, dalej trzymając się na uboczu. Odprowadzała wzrokiem kolejne osoby i wyczekując swojego nazwiska. Chwilę to trwało, może kilka uderzeń serca, a dla Rae dłużyło się niczym cała wieczność. Drgnęła niespokojnie, podnosząc spojrzenie na wywołującą kobietę. Odpuściła sobie wyrażanie niezadowolenia z powodu przekręconego nazwiska, choć miała to chyba na końcu języka, bo zdążyła otworzyć usta, ale też zamknąć je, chwilę po tym, jak zdała sobie sprawę, że to nie ma sensu.
- Ostatni. - Rzuciła głośno, wyraźnie, dało się odczuć w jej głosie dumę i zadowolenie z tego faktu. Ale głos jej lekko drżał, to były emocje. Chwilę stała jak taki słup, a potem otrząsnęła się i rozpoczęła poszukiwania wschodniego skrzydła i rzeczonych izolatek, by rozpocząć pracę. Była na tyle rozemocjonowana, że nie zauważyła przechodzącej koleżanki z roku i uderzyła w nią barkiem, a notes, który wciąż trzymała przy piersi spadł na zimną, szpitalną podłogę. Trzęsącymi się dłońmi zbierała porozrzucane notatki, przepraszając wszystkich wokół raz za razem, a inni przepraszali ją, gdy ktoś wdepnął w jakąś kartkę. Zrobiło się małe zamieszanie, a Raenna zalana rumieńcem zabrała co swoje i czmychnęła w stronę wschodniego skrzydła, by szukać swojego przydziału.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2020, 1:15

Wschod-… Ejże, stać, powoli! Czy ja się kazałam rozbiegać? Tu jest szpital, tu się nie lza plątać pod nogami! Czekać, aż przydziały skończę! Grupami, grupami pójdziecie! Ech, płocha młodzież… Elias z Cidaris!
Kilka spośród wyczytanych wcześniej zbłąkanych owieczek, równie zapalonych do pracy, co Rae, lub równie skonfundowanych panującą w szpitalu gorączkową atmosferą, z rozpalonymi rumieńcem policzkami obróciło się na pięcie i posłusznie powróciło do zbitego w szaroburą masę stadka. Studentka, na którą Rae wpadła, pomogła jej pozbierać rozrzucone po podłodze stronice, na ratunek skwapliwie rzucił się też bliżej nieznany dziewczynie bełkoczący chudzielec o twarzy pokrytej niezagojonymi śladami po trądziku oraz szczeciniastym zarostem. Oczy błyszczały mu niezdrowo.
Myślicie, że przydzielają nas losowo? Psiaju-... to znaczy, jej, mam nadzieję, że nie! Zgłaszałem się na chirurgię, próbuję skończyć specjalizację, przydałoby się tedy…
Nie szemrać, nie plotkować!
Gdy odczytane zostały ostatnie nazwiska i roczniki na liście, grupka skierowana do pracy w izolatkach liczyła sobie dokładnie cztery osoby, najmniej spośród trzech takich zespołów przyporządkowanych kolejno do wschodniego i zachodniego skrzydła oraz do izby przyjęć. Żwawa kobietka raz-dwa oddelegowała je we właściwych kierunkach, na odchodne jeszcze raz przestrzegając przed pałętaniem się pod nogami medykom i zbijaniem bąków po kątach.
Pamiętajcie, reprezentujecie nie jeno siebie, a przeszło całą oxenfurcką Akademię! Nie przynieście Akademii wstydu, nie przynieście go swym koleżankom i kolegom!
Nie przynieście nam wstydu — tak samo przemawiał do gromady wybrańców z poszczególnych roczników dziekan, na dzień przed ich rejsem do Novigradu, gdzie mieli praktykować: leczyć, zapobiegać, pomagać. Roztaczać opiekę. Bo miasto jest wielkie, oznajmił sędziwy profesor, a ludzi wiedzy i ludzi dobrej woli jest zawsze niewielu. Spieszcie się tedy, spieszcie się pomagać. Nie przynieście nam wstydu.
Powody tak raptownej i obszernej mobilizacji wśród młodych sanitariuszy, oczywiście, nie zostały przez dziekana poruszone. A przynajmniej nie wprost, co bardziej podejrzliwi żacy z pogardą podsumowali jako wyjątkowo naciąganą agitację. Pierwsze zaobserwowane nad Pontarem ogniska plagi zwanej Czerwoną Śmiercią nie były jednak tajemnicą dla nikogo, nikt nie starał się z nich robić tajemnicy. Ani sensacji. Większość wykładowców studziła rozgorączkowanie wśród swoich adeptów i napominała, by nie ulegać panice właściwej ludziom zabobonnym oraz fatalistom.
Nikt w grupie Rae nie musiał się martwić przynajmniej o przynoszenie wstydu. Takie sprawiali wrażenie. Byli wszyscy na ostatnim roku studiów lub na fakultecie: poza nią, wysoki, blady mruk zwany Sewardem, rudzielec Hucbert natychmiast każący mówić do siebie „Bert” oraz Sienna, wielkookie, nieco roztargnione dziewczę — to samo, które Raenna już wcale z bliska poznała.
Umknęli razem przed gromami popędzającej studenterię kobiety w czepku.
Do skrzydła weszli przez zaadaptowaną na śluzę szatnię. Zapach spirytów i etyli nasilił się tam, aż wyciskał łzy z oczu. Izba ta, znajdująca się między dyżurką a główną salą szpitalną, oddzielała część wschodnią gmachu od całej reszty. Nie lza było inną drogą wejść do izolatek lub z nich wyjść. Bert natychmiast uraczył ich stosownym na ten temat dowcipem, lecz towarzystwo nie było dość uprzejme, by się zaśmiać albo zdążyła im się udzielić panująca dookoła powaga ducha.
Zresztą, nie mieli czasu na podśmiechujki. Nie mieli czasu nawet się porządnie rozejrzeć. Szybko zostali przydybani przez starszą siostrę-wolontariuszkę i zapoznani z obowiązującymi wszystkich pracowników izolatek procedurami sanitarnymi. Polecono im nałożyć na szaty świeże, białe fartuchy, na nos i usta płócienne maski wiązane z tyłu głowy, ostro pachnące krochmalem, podeszwy butów wymoczyć w stojącej w miednicy u wejścia specjalnej kąpieli. Każdemu sanitariuszka wręczyła po kawałku kostki okrutnie szorstkiego, szarego mydła i wskazała drugą miednicę, ustawioną na sekretarzyku.
Mamy tu regularnie dyzenterię, tyfus, cholerę, szczurzą gorączkę i suchoty — oznajmiła zdawkowo. — Wasza w tym głowa, by nie przywlec żadnego inszego świństwa. Ani żadnego stąd nie wynieść. Trzeba końskiego zdrowia, żeby leczyć! No, szorujcie, szorujcie. Na Morgesa poczekacie w dyżurce, o tutaj, obok.

Raenna
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 28 maja 2020, 17:25
Medale: 2
Miano: Raenna
Rasa: Człowiek
Wiek: 27
Złoto: 30 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3673#p3673
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=3717#p3717

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Raenna » 28 cze 2020, 11:46

Raenna poczuła, jak powoli napływają jej do oczu łzy. Chyba zbytnio przejęła się presją. Trudno jednak powiedzieć, czy persja faktycznie istniała, czy kobieta sama ją sobie stworzyła. Kilka głębokich oddechów wprowadziło ją na nowo na odpowiednie tory. Coraz mniej drżącymi dłońmi układała notatki w odpowiedniej kolejności, wyczekując momentu, w którym ruszą grupą w stronę izolatek. Gdy tak się stało, kartki były już szczelnie zamknięte w dużym notatniku, który Rae przyciskała do piersi. Niejednokrotnie śmiano się, że wygląda przez to jak poborca podatkowy - na szczęście do jej uszu nie dobiegła taka informacja, bo choć nie przejmowała się opinią innych, to studenckie życie wydawało się jej już wystarczająco ciężkie.

Chciała się wtrącić, wyrazić swoje zdanie na temat losowego przydzielania, ale nie dane jej było. Miała w sobie za mało odwagi, za mało charyzmy i za mało przebojowości. Dla równowagi przepełniona była wrażliwością, determinacją i sprytem. Podejrzewała, że wybrano właśnie tych, ponieważ nie czekało ich w środku nic przyjemnego. Jej przypuszczenia potwierdzały się z każdą sekundą. W milczeniu zakładała szaty, w milczeniu nasunęła maskę, w milczeniu wymoczyła buty. Notatnik porzuciła gdzieś i z tego przejęcia zupełnie zapomniała się po niego wrócić. Gdy przyszło jej do głowy, że w rękach jakoś tak pusto, już dawno znaleźli się w dyżurce, a Raenna nie chciała robić zamieszania, stąd też z bólem serca nie wracała się po swoją małą encyklopedię. Musiała się zdać na własną wiedzę, to był zdecydowanie jeden z trudniejszych egzaminów, jaki przyszło jej w życiu zdawać.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1098
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Szpital św. Olgi

Post autor: Dziki Gon » 29 cze 2020, 1:13

Czekali — Raenna w nerwowym milczeniu, Seward pogardliwym, Bert paplając za całą czwórkę, okazjonalne monosylabiczne odpowiedzi udzielane mu przez drugą przedstawicielkę płci pięknej biorąc za wyraźną zachętę do wzmożenia swych wysiłków i kontynuowania zagłuszenia wszystkich innych dźwięków w okolicy.
Jak każdy spragniony uwagi i adoracji radykalny ekstrawertyk, rozmiłowany w towarzyskim dokazywaniu oraz błahych pogawędkach, Hucbert szybko namierzył, a następnie obrał sobie za cel najbliższego nietowarzyskiego, absolutnie niechętnego do błahych pogawędek i spragnionego wyłącznie świętego spokoju introwertyka, to jest ich druha po kierunku, bladego i dość niezdrowo wyglądającego Sewarda.
Ten jednak biegle rozprawił się z radykalizującym ekstrawertykiem, każąc mu zewrzeć gębę.
Rudowłosy utrapieniec nie przejął się, ani myślał zaprzestać bycia utrapieniem, najzwyczajniej w świecie zmienił obiekt zainteresowania i wymierzył delikatny kuksaniec Rae, dosyć gwałtownie wytrącając ją tym z zadumy nad zapodzianym gdzieś w szatniach notatnikiem. — Co tam, koleżanko? Już ściągę posiałaś? I do tego język? — Wyszczerzył zęby znad zsuniętej na brodę maski. — Co wy, ludziska, dziewuchy? Jeszcześmy dobrze nie zaczęli, a z wami już jak w kostnicy! Toć to nie wojna!

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław