Rezydencje wielmożów

Obrazek

Biedota zwykła mawiać, że w Nowym Mieście nawet gnój nie odważa się śmierdzieć. Prawda jest taka, że rzeczy śmierdzące śmierdzą tam jak wszędzie indziej, ale kwitnące klomby świetnie maskują przykre zapachy. Z przykrymi ludźmi nie jest tak łatwo.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1236
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Rezydencje wielmożów

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:49

Obrazek Świeże powietrze, szerokie, zadbane i czyste ulice, świergot ptaków. Przeplatane zielonymi parkanami place, przykryte wielobarwnym kwieciem. Zapach cynamonu zmieszanego z pomarańczami. Brak złodziei i przestępców, wszędzie obecne czujne oko straży miejskiej — to tylko niektóre cechy jednej z najbogatszych ulic Novigradu. Rzekomo. Spotkać tu można majętnych kupców, ważnych polityków, konsulów czy arcykapłanów — oczywiście w towarzystwie większych niż góra osiłków, mało myślących — dużo wojujących. Z rzadka ujrzeć można osobę z niższej kasty, przeważnie służbę salonową lub posłańców. Wszak bez odpowiedniej przepustki łatwo można stracić zęby, a w najgorszym przypadku życie. Domy znacząco wyróżniają się spośród reszty miasta — wysokie, podmurowane kamienice z potężnymi okiennicami, okalające je freski — wszystko świadczy o dobrobycie i wysokiej randze społecznej. Miast tawern znaleźć można restauracje, miast zamtuzów — domy schadzek. Wszystko okryte zostało płachtą pieniądza, choć chyba każdy rozpozna, że korupcja, nielegalny handel i spiski zawsze pozostaną w sercach.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1236
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Rezydencje wielmożów

Post autor: Dziki Gon » 29 paź 2020, 21:15

Rozwinięty pergamin zapisany schludnym, wprawionym pismem powitał go bezzwłocznie:
Szanowny Panie Rudolfie,

Jeśli otrzymaliście moją wiadomość, to znaczy, że ku mojemu rozczarowaniu, nie zastałam Was w domu hrabiny. Nie mam zamiaru przepraszać w imieniu mojego brata za to, jak potraktowani zostaliście przez niego na przyjęciu. Jest idiotą i zadaje się z idiotami, ale zapewniam, że przy najbliżej okazji zaoferuje swoje przeprosiny osobiście.
Pragnę podziękować Wam za uczciwy pojedynek oraz za lekcję, którą zapamiętam na zawsze. Zasięgnęłam języka i wiem, że od dawna nie przyjmujecie uczniów, chciałabym jednak spróbować przekonać Was do zmiany zdania, kiedy zawitam znów w Novigradzie. Czyli nieprędko, jeśli wierzyć groźbom mego kochanego ojca, ale nauczyłam się nie dawać im wiary. Mam tedy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli pomówić.

Z wyrazami szacunku,
Flora de Bruyne
Zjawiła się niespodziewanie, stąpając po posadzce z wypolerowanego drewna boso, tak, że nawet on nie usłyszał jej kroków. Zdradziło ją dopiero ciche skrzypnięcie drzwi do kantorka oraz blask świecznika, który trzymała w dłoni.
Nieuczesane włosy burzliwie okalały jej jasną twarz, opadały na ramiona kaskadą wciąż wilgotnych, ciemnych loków. Gdy się poruszała, peniuar z przejrzystego szyfonu oraz delikatnej, szeleszczącej satyny opływał jej ciało jak fala obmywająca ostrożnie gładki piasek na plaży. W pomieszczeniu zapachniało różą i bergamotką. Żalem i gniewem.
Ty… śmiesz się tu pokazywać! — wysyczała, zbliżając się. — Ty draniu, ty łajdaku! Powinnam wypędzić cię precz!

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 550
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 19
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 7 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Rezydencje wielmożów

Post autor: Ivan » 03 lis 2020, 23:52

Mrużąc oczy, szermierz studiował otwarty list przy świetle pozostawionego na biurku ogarka. Chybotliwy płomień odbijał się od papieru, ujawniając mu schludne skreślone akapity, same również rzucające światło na kilka niewiadomych i domniemań, które zdarzyło mu się powziąć w ciągu obfitującego w wydarzenia dnia. Na tyle obfitego, by nie miał czasu zajmować się nimi wszystkimi.
Kończąc lekturę, złożył korespondencję na pół, chowając ją do kieszeni. Powędrowałaby do niej również piętnastka drobnymi, ale poznając w niej wyrychtowaną mu przez Haasa resztę z pięciokoronówki, poniechał zamiaru z przekory i osobliwie manifestującej się dumy, czego mogły pozazdrościć monetom pozostałe przedmioty znajdujące się w domu hrabiny, zwłaszcza przetwory i drobne antyki.
Zaskoczyła go mimo słuchu nadal wyostrzonego narkotykiem. Być może zagłuszył ją łomot jego własnego, wciąż tłukącego się w piersi serca. Możliwe, że ukrył egzemplarz „Żagli”, który tknięty rozbawioną ciekawością szampierz, podniósł do oczu, zastanawiając się, czy byłaby to lektura, jaką mógłby polecić staremu Horthy’emu.
O jej obecności zorientował się zatem wówczas, gdy na dobre przekroczyła próg gabinetowego cenotafu, pachnąc dokładnie tak, jak w dzień, który się poznali. Uroboros złośliwie szczerzący kły zatopione we własnym ogonie.
Słysząc jej głos, Rudolf odłożył księgę, podniósł się zza biurka. I nazwał ją tak, jak dotąd nie zdarzyło mu się w całej histori ich relacji.
Constantia.
Był poważny. Nie sztywny, nie nadęty, nie zimny, nie oschły i nie wyniosły jak zwykle. Poważny. Jak zator tętnicy wieńcowej.
Najmij ochronę. Dyskretną. Nie pokazuj na mieście, wyjedź na kilka dni.
Mówił szybko, bezładnie, chrypiąc od fisstechu, z ustami przy jej szyi, zanurzając nagle uwolnione od rękawic dłonie w rozstępujące się pod nimi fale. W głowie szumiało mu po tym jak łomotanie z klatki piersiowej zdawało wyprowadzić do czaszki, rwąc mu oddech i myśli na strzępy.
Każdemu, kto spyta... mów, że wypędziłaś mnie... precz.
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1236
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Rezydencje wielmożów

Post autor: Dziki Gon » 11 lis 2020, 6:24

W pierwszej chwili, kiedy zesztywniała pod jego palcami, zdawało się, że odepchnie go. Nie zrobiła tego. Czuł, jak jej serce łomocze obok jego, zdradzając prawdę skrytą głęboko pod warstwami dumy, urazy i pretensji, pod śliskim materiałem peniuaru, pod mgiełką perfum na skórze. „Prawda jest kobietą” — gdzieś to słyszał, może za młodu, w Akademii. Albo właśnie teraz przyszło mu to do głowy.
Dobrze — odpowiedziała Constantia tak, jak dotąd nigdy nie zdarzyło jej się odpowiadać. Jej głos nie był zachrypnięty od fisstechu. Od czegoś innego. — Ale… jeszcze nie teraz? Jeszcze zostaniesz, prawda? A potem… wrócisz?
W ostatnim pytaniu było wszystko: nadzieja, obawa, prośba, żądanie. A przede wszystkim pragnienie. Szermierz nie widział do końca, czyje, wiedział tylko, że ciągnęło go — ona go ciągnęła — w głąb tej mrocznej toni. A nieuchronnie trzeźwy świat był jeszcze daleko, daleko za horyzontem. Przed nimi.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław