Aj, zaraza!

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Aj, zaraza!

Post autor: Bajarz » 13 lip 2020, 20:08

Obrazek Tajemnica tego, jak wiadomość znalazła uzdrowicielkę, która od lat tułała się po szlaku, została szybko rozwiana w chwili, w której Lenobia otworzyła zaadresowany do niej list. Jego treść, spisana pięknie wykaligrafowanymi literami, momentami przesadnie zdobnymi, od razu nasuwała skojarzenie rąk nieskalanych ciężką pracą.
Szanowna panno de Vvries,
mam nadzieję, że ta wiadomość odnalazła Panią w zdrowiu i dostatku. Choć nie mieliśmy sposobności (i niewątpliwej przyjemności) ze sobą współpracować, doszły mnie słuchy o Pani umiejętnościach, dlatego zwracam się z prośbą o interwencję w kłopotliwej sprawie.
Od niedawna we wsi Brzezinka, będącej na terenach majątku von Kossov, na którym przyszło mi pełnić funkcję doradcy, szaleje zaraza. Gmin twierdzi, że jest to zaiste ta sama choroba, o której mowa od jakiegoś czasu w Mariborze. Ludzie z dnia na dzień padają jak muchy, podobnie jak zwierzęta, a i plonów ona nie oszczędza. Miejscowi znachorzy są bezradni, a ja, osobiście, ani trochę nie znam się na uzdrawianiu, dlatego też kieruję uprzejmą prośbę o wspomożenie — pozwolę sobie na spoufalenie — kolegi po fachu, w tej trudnej sytuacji.
Liczę, że mogę liczyć na Pani pomoc. Zapewniam, że Baron von Kosov sowicie Panią wynagrodzi, a ja zadbam, by Pani uczynki nie pozostały bez rozgłosu.
Z wyrazami najgłębszego szacunku,
Mistrz Christiaan Grete
Pan Grete zadbał o to, żeby adresatka listu nie miała okazji się rozmyślić. Nad czytającą wiadomość uzdrowicielką czuwali bowiem dwaj rośli strażnicy, którzy mieli upewnić się, że dotrze do Brzezinki bezpiecznie i — co najważniejsze — szybko.

Tym samym sposobem, po dość długiej i odbytej w nieznośnym milczeniu podróży, Lenobia została dostarczona niemal pod samą wieś. A Brzezinka? Cóż, pozornie nie różniła się niczym od każdej pomniejszej osady.
Położona w głębi kontynentu, przy odnodze głównego traktu między Tretogorem a Novigradem, służącego jako skrót dla wyjątkowo spieszących się karawan kupieckich, była spokojnym, sielskim wręcz miejscem. Założona na planie koła, na lekkim wzniesieniu, była owinięta łagodnym łukiem szemrającej nieopodal rzeczki, urokliwie nazywanej przez miejscowych Smródką. Smródce bliżej było do leśnego potoku niż do kluczowego dla handlu dopływu Pontaru, ale i tak dorobiła się własnego, drewnianego pomostu i grupy dzieci, która bawiła się w poszukiwaczy złota.
Centralnym punktem wsi była niewielka świątynia Wiecznego Ognia, niezbyt okazała, z dachem któremu zdecydowanie zdałaby się naprawa. W bezpośrednim sąsiedztwie - chata sołtysa z szachulcowymi ścianami i nienagannymi grządkami przed wejściem. Zaraz obok znajdował się zajazd “Leniwe Oko”, również o biało-czarnych ścianach, utrzymujący się głównie z wizytujących go przejezdnych kupców. Reszta domostw nie wyróżniała się niczym na tle klasycznych, drewnianych wiejskich chat, z grubą strzechą na dwuspadowych dachach. Wzdłuż prowadzącej do osady drogi aż bieliło się od kory brzóz — i samo się nasuwało, że to pewnie stąd pochodziła nazwa wsi.
I choć Brzezinka mogła wydawać się miejscem wręcz idyllicznym, podjeżdżająca do pierwszych domostw Lenobia mogła poczuć nieprzyjemny dreszcz na plecach. Znajome uczucie, towarzyszące temu, co mogła widzieć już wiele razy, a co zawsze wzbudzało niepokój: widokowi śmierci.
Na taczkach wieziono zakryte plandekami ciała. Wprawna ocena pozwoliła oszacować, że było ich nie więcej niż pięć.
— W świątyni czeka Falwarin — odezwał się nagle jeden ze strażników, ruchem głowy wskazując uzdrowicielce najbardziej okazały budynek w okolicy. Sam zaś stał w miejscu, razem z towarzyszem, jeszcze przed granicą pierwszych domów. Nie zapowiadało się, by mieli zamiar ruszyć za czarodziejką, ani też wyjaśniać, kim tajemniczy Falwarin był.

Lenobia de Vvries
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 30 cze 2020, 11:15
Miano: Lenobia
Rasa: Człowiek
Wiek: 35
Złoto: 10
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=3925#p3925
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3928#p3928

Re: Aj, zaraza!

Post autor: Lenobia de Vvries » 13 lip 2020, 21:51

Gdy podeszli do niej dwóch rosłych mężczyzn i wręczyło jej list, wiedziała, że raczej nie jest to list miłosny. Zapewne coś, czym powinna się zająć. Obejrzała list z przodu jak i tyłu przyglądając się detalom, następnie pozwoliła sobie na otwarcie listu, a gdy to robiła dostrzegła litery pisane pięknym stylem lecz w jej mniemaniu był nieco za bardzo ozdobny.
Przeszła do zagłębienia treści, a była ona iście interesująca. Nie potrafiła ocenić z samego pisma czy choroba ta faktycznie zabija wszystko jak leci czy posiada jakieś swoje głębsze znaczenie. Westchnęła ciężko w duchu zamykając list i chowając go do swej torby.
- Rozumiem, że spieszno wam? A więc ruszajmy - zakomunikowała ruszając w dalszą podróż. Podróż w milczeniu była jej tak naprawdę na rękę, nie lubiła zbędnej rozmowy lub takiej, w której musi się wysilić by rozmowę podtrzymać. Podróż jak podróż była może odrobinę nużąca, jednak do tego była przyzwyczajona. Gdy już dotarła na miejsce miała chwilę czasu by rozejrzeć się co było też na rękę, bo mogła, choć dowiedzieć w jakie tym razem miejsce ją przywieźli.
Według niej wioska nie wyglądała nader urodziwie, może dlatego, że czuła niepokój wjeżdżając tutaj gdyż wiedziała, że ludzie w tej miejscowości umierają i nie wiadomo było nawet na co. Nie podana została nazwa choroby ani jej przyczyna co zapewne sama będzie musiała odkryć. Gdy jeden ze strażników odezwał się, Lenobia spojrzała na niego unosząc brew ku górze jednak nie komentując tego skierowała swe nogi ku świątyni, którą widziała przed oczyma.
Gdy była u wrót zapukała dwukrotnie z grzeczności. Istniały dwie opcje poczeka jak ktoś jej odpowie by następnie wejść do środka lub sama wkroczy do środka. Ostatecznie stwierdziła, że wejście samopas było by dość niekultularne więc poczeka by ktoś odpowiedział na jej pukanie.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Aj, zaraza!

Post autor: Bajarz » 15 lip 2020, 19:52

Świątynia nie była okazała. Na standardy wielkich metropolii urastała bardziej do rangi kaplicy, ale w miejscu takim jak to, była (zaraz obok karczmy) najczęstszym miejscem spotkań. W środku nie mieściło się więcej jak piętnaście osób. Zbudowana w całości z kamienia, z dziurawym dachem i wąskimi wysokimi oknami, miała w sobie pewien małomiasteczkowy urok.
Lenobia nie musiała długo czekać na otwarcie wrót. Dwa uprzejme puknięcia wystarczyły, by zwrócić uwagę osób w środku.
— Idź otwórz.
— Nie. Pewnie znowu martwych naniosą, a nie ma już miejsca!
— To, że nie otworzysz drzwi nie sprawi, że trupy znikną.

Przytłumioną przez drzwi rozmowę zwieńczyła seria gniewnych mruknięć. Coś zachrobotało i w końcu wrota świątyni uchyliły się z przeciągłym jękiem nienaoliwionych zawiasów. Naprzeciw Lenobii wyjrzała wychudła twarz chłopca, który nie mógł mieć więcej niż piętnaście lat. Oczy miał zdecydowanie za duże w proporcji do twarzy, o kolorze przypominającym niebo przed burzą. Pod nosem miał pierwszy, cienki meszek wąsa, tak samo jasny jak rzadkie włosy na głowie.
— Eee… — zaczął, gapiąc się na białowłosą czarodziejkę. Odruchowo zerknął za nią, jakby szukał wozu pełnego chorych, a nie doszukawszy się go, zbaraniał jeszcze bardziej.
— Kogo niesie, Jętek? — niski, męski głos dobiegał gdzieś zza pleców chłopca.
— Eee… — elokwentnie powtórzył młodzieniaszek. Obejrzał sobie Lenobię jeszcze raz, najwyraźniej starając się wywnioskować, czy powinien kajać się przed wielką panią, czy raczej traktować jak swoją. Jednak podróżny strój czarodziejki najwyraźniej nie zrobił na nim aż tak wielkiego wrażenia. — Babę, mistrzu Falwarinie.
Mężczyzna za Jętkiem westchnął przeciągle i najwyraźniej postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, bowiem kilka chwil później nad głową chłopca pojawiła się rosła sylwetka dorosłego mężczyzny. Falwarin był postury niedźwiedzia, ale miał niesamowicie łagodną twarz i równie miękki głos. Gęsta, brązowa broda i półdługie włosy nosiły w sobie pierwsze pasma siwizny, co zapewne świadczyło o słusznej liczbie lat na karku, ale jasnozielone oczy które spoglądały teraz na Lenobię, zdawały się przynależeć do młodzieńca. Nosił się jak druidzi, w prostych, brązowych szatach.
Przyjrzał się czarodziejce uważnie. Pomyślał chwilę, sklejając jedno z drugim.
— Pani de Vvries? — zapytał po chwili, niepewnie. Oparł się o drzwi, a te uchyliły się nieco szerzej, ujawniając to co skrywało wnętrze świątyni.
Przede wszystkim: smród. Po pierwszej fali fetoru, w którym sprawny nos rozpoznałby cały wachlarz ludzkich płynów ustrojowych, można było skupić się na reszcie, jak chociażby na rzędach posłań rozłożonych na podłodze i na zalegających na nich osobach. W półmroku rozświetlanym jedynie przez Święty Płomień płonący na ołtarzu, trudno było dostrzec stan leżących, ale po okazjonalnych jękach agonii można było stwierdzić, że nie byli w najlepszym stanie.
Na czas pandemii, świątynia została zmieniona na prowizoryczny szpital. Tradycyjnie. Jak trwoga, to do boga.

Lenobia de Vvries
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 30 cze 2020, 11:15
Miano: Lenobia
Rasa: Człowiek
Wiek: 35
Złoto: 10
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=3925#p3925
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3928#p3928

Re: Aj, zaraza!

Post autor: Lenobia de Vvries » 16 lip 2020, 14:43

Gdy drzwi otwarły się jej oczom ukazał się młodzieniec lecz najwidoczniej w słabej kondycji gdyż jego wygląd nie napawał optymizmem. Lecz Lenobia z grzeczności nic nie skomentowała, lecz tylko kiwnęła głową by następnie rzec:
- Witaj - Chciała jeszcze coś dodać, lecz gdy usłyszała jeszcze jeden głos zamilkła nie wiedząc czy przypadkiem ten ktoś sam do niej nie przyjdzie. Gdy chłopiec odrzekł kogo niesie Lenobia jedynie uniosła brew ku górze, lecz ni jak tego nie skomentowała. Dopiero gdy w drzwiach pojawił się dorosły mężczyzna postury niedźwiedzia, skupiła na nim swój wzrok. Na jej ustach pojawił się niepewny, lecz przyjazny uśmiech.
Gdy nieznany jej mężczyzna przemówił, w pierwszej chwili kobieta nawet się nie odezwała, w zamian za to sięgnęła do swej torby wyciągając z niej list, który do niej dostarczono.
- W własnej osobie. Jeden ze strażników nakazałbym tu przyszła - Odrzekła mu jednocześnie lekko kiwając głową na powitanie. Co się tyczy dalszej części pomieszczenia to nie dało się ukryć, że zapach nie był przyjemny. Jej twarz minimalnie wykrzywiła się gdyż zapach fetoru nigdy nie należał do najprzyjemniejszych, a to pomieszczenie na wielkie również nie wyglądało, więc jej zdaniem tylko wzmogło to co się tam zadziało. A działo się zapewne nie najlepiej.
- Więc wydaje mi się, że jestem tutaj potrzebna - odrzekła, a swoją brodą wskazała wgłąb pomieszczenia. Być może i na ten przypadek istnieje jakieś rozwiązanie.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 17
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Aj, zaraza!

Post autor: Bajarz » 24 lip 2020, 20:48

— Słusznie się pani wydaje. Dlatego po panią posłano.
Falwarin uśmiechnął się w odpowiedzi i otworzył kobiecie drzwi, by weszła swobodnie do środka. Jętek również odsunął się z drogi, równocześnie oglądając sobie czarodziejkę od stóp do głów, jeszcze raz. Młodzieniec nie napawał optymizmem nie tylko wyglądem, ale i całą swoją postawą. Jętek był z gatunku melancholijnych flegmatyków, co łatwo było poznać po przeciągłych westchnięciach i mozolnych ruchach chłopca. Może była to wina ogólnego zabiedzenia, a może jego urok – nie wiadomo. Pewnym było, że wyraźnie odcinał się od istot w świątyni, nawet jeżeli w większości były to trupy.
— Wielmożny Darag zwrócił się z prośbą do barona, a ten z kolei przekazał sprawę panu Grete — cierpliwie tłumaczył druid, wycierając ręce w trzymaną w nich szmatkę. Kolor plam na materiale utrudniał stwierdzenie, co ścierał. Chyba krew. - Długo na panią czekaliśmy. Jestem Falwarin i jestem tu, dajcie Przedwieczni siłę, pierwszą linią ratunku.
Mężczyzna obejrzał się na rzędy chorych zalegających na ziemi. Momentalnie spochmurniał.
— Nie ukrywam, że wsparcie się przyda, a nasłuchałem się o pani nazwisku. Daragowi jadaczka się na ten temat nie zamyka, więc pewnie będzie pani ugoszczona po królewsku. Jętek, idź zawiadom, że czarodziejka przyjechała — zwrócił się do chłopaka, który zawiesił się i gapił się bezmyślnie w jednego z chorych, na którego przedramieniu pęczniał pokaźny wrzód. Ocknął się, dał sobie kilka sekund na przetworzenie informacji, po czym kiwnął głową i ruszył średnio żwawym tempem w stronę świątynnych drzwi. Nie żeby wieś już nie huczała — ale dzięki temu mieli chwilę, by na spokojnie porozmawiać o sytuacji.
— Ktoś na pewno zjawi się lada moment, by panią zakwaterować, ale wolałbym nie marnować czasu.
Falwarin wskazał na najbliżej leżące ciało, najwyraźniej zapraszając Lenobię do pierwszych oględzin. Chorą była kobieta o płowych włosach, ale o wieku trudnym do określenia, głównie przez zapadniętą w zarazie twarz. Blada, zroszona potem skóra przyprószona była zaropiałymi wrzodami na każdym jej odsłoniętym kawałku. Kobieta oddychała ciężko i próbowała co jakiś czas otwierać oczy, najwyraźniej łapiąc przebłyski świadomości.
— To zaawansowane stadium. Najpierw pojawia się agresywna gorączka i wymioty, potem skrajne wycieńczenie i wysypka, która następnie zmienia się we wrzody. Nie wiem skąd mogło się to wziąć. Nie wygląda to na nic, co żem wcześniej leczył po wsiach...

Lenobia de Vvries
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 30 cze 2020, 11:15
Miano: Lenobia
Rasa: Człowiek
Wiek: 35
Złoto: 10
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=3925#p3925
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?p=3928#p3928

Re: Aj, zaraza!

Post autor: Lenobia de Vvries » 26 lip 2020, 13:26

Kiwnęła głową na zgodę, a gdy przed nią się otworzyły drzwi wkroczyła do środka idąc za męzczyzną rozglądajac się bardziej szczegołowo po pomieszczeniu, choć i tak najbardziej interesowali ją pacjenci, gdyż oni teraz są najbardziej poszkodowani.
- Miło mi Cię poznać Felwarinie. Już rozumiem czemu mnie tu przysłali - odezwała się ze spokojem w głosie. Dawanie zadania jednej osobie, a potem następnej to nic nowego, a przynajmniej ona nierzadko dostaje takie wezwania. Ugoszczenie królewskie nie pasowało do jej wędrownego trybu życia, choć nie ukrywała, że czasem mała ilość luksusu wystarczała jej do szczęścia.
Gdy Felwarin podszedł do jednej kobiety, ona podążyła za nim. Zerknęła na ciało od stóp do głów, zsunęła z ramienia swoją torbę i ułożyła na ziemi, następnie klęknęła na swoją torbę nie chcąc nie potrzebnie się ubrudzić. Obserwując jej ciało nie sposób było rozpoznać co to mogło być. Skoro zaczęło się od gorączki to równie dobrze mogłaby nieleczone przeziębienie bądź inna choroba, która przerodziła się w coś takiego. Jednak to nie musiał być tego powód.
- No dobrze, może spróbuje zrobić to po swojemu - odrzekła na głos sama do siebie poważniejszym tonem. I choć wcześniej twarz jej byłą dość obojętna teraz nabrała poważniejszych rysów twarzy. Gestem dłoni nakazała mu odsunąć się z dwa kroki w tył by jej nie przeszkadzał. Wzięła jeden głębszy oddech na uspokojenie, a następnie swój wzrok skupiła na leżącej kobiecie. Wyciągnęła przed siebie obie dłonie tak, że jej prawa dłoń była na wysokości jej gardła, a druga w miejscu, gdzie był jej brzuch. Gdy miała już odpowiednio dobraną pozycję zaczęła wypowiadać zaklęcie Leczenia na ciało pacjentki. Jeżeli ta choroba była ludzka i "normalna" tak jak się jej wydawało na samym początku to wyleczenie jej nie powinno byc problemem, jednak to też nie było dla niej nic pewnego, bo powód może okazać się całkowicie inny.
W trakcie wypowiadanie zaklęcia obserwowała ciało kobiety i to czy wrzody na jej ciele maleją lub, czy zaropiałe oczy wracają powoli do normalności. Ten czar skutecznie powinien zniwelować wszystkie czynniki, które do tej pory występowały. A czy czar zadziała tego nie wiedziała, czas pokaże.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław