Leśny strumień

Obrazek

Sąsiadująca z Novigradem puszcza jest starsza nawet od samego miasta, a przy tym nie mniej tętniąca życiem. Stanowi największą ostoję nieskażonej człowiekiem przyrody w całej Delcie Pontaru.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 10 lis 2018, 23:56

Obrazek



Mała rzeczka, niezbyt rwąca u pełnego otoczaków brzegów, bliżej nurtu dość silna i głęboka, by dało się ją pokonać zwrotniejszym łodziom bez konieczności sięgania do wioseł i ryzyka ugrzęźnięcia na którejś z ostrów. Brzegi porasta gęsta trzcina, w której plenią się komary, zjadane przez skaczące po nenufarach żaby i człapiące na brzeg żółwie. W przejrzystej wodzie widać rybie grzbiety, migające czasem tuż pod powierzchnią, nim nie skryją się w głębinę między falującymi warkoczami rdestnic, o ile zdążą przed śledzącymi nurt czaplami nieporuszonymi na swych stanowiskach jak okoliczne wierzby i topole.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 05 sty 2020, 17:16

Owad, drażniący ucho, krążył zainteresowany jakby ghul co zauważył świeżutkie zwłoki. Tak mniej więcej siebie właśnie widziała. Martwą rozszarpaną przez jakieś paskudztwo. Bez swojej watahy nie była już taka pewna siebie. Była na nieznanych sobie terenach, dodając do tego samotność, pobudzało to jej imaginację. Ostrzeżenie Elagera teraz krzyczało jej w głowie, a wyobraźnia podrzucała obrazy przeróżnych stworów, o których nauczała się z opowieści. Paszcza ociekająca śliną, pełna szpiczastych dużych zębisk. Zdolna łamać kości i czaszki w swym zacisku. Przerażające ślepia pełne obłędu wściekłości i żądzy, swym spojrzeniem zwiastowały rychłą i podłą agonię. Te własne wizje nie dodawały otuchy. Poczuła się jak dziecko, kiedy pierwszy raz nie mogła spać po podsłuchaniu barwnej nie szczędzącej detali historii. O podłym i złym likantropie oraz o tym jak odważny Wielki Deith wraz ze swą Minne pokonują go w brawurowym duecie w tańcu na ostrza i strzały.
Co z tego, że pochłaniała każdą nowinkę na ich temat. Gdzie i czym zadać ranę, jak rozpoznać. Wiedza, a starcie oko w oko z krwiożerczą bestią to dwie różne rzeczy. Obeznanie samo nie zabije potwora. A jeśli chciałaby uciec, to była ubrudzona juchą, a do rzeczki daleko. Zapach krwi tak pożądany przez żarłocznych krwiopijców. To groźniejszy łatwo by ją wytropił, dogonił i dorwał na własnych warunkach. Nagle znienacka. Musiała stawić czoła tu i teraz, gdzie martwy jeleń skupiał uwagę i jej zapach nie był taki to na wierzchu.
"A nie mówiłem? Widzisz znów miałem racje. Czemu mnie nie słuchasz?" - przypomniała znaną sobie frazę i karcący ton. Głos Elagera niekiedy bywał równie słodki co irytujący. Tylko tym razem na prawdę chciała go usłyszeć, cokolwiek miałby powiedzieć. Byłby wtedy blisko.
- Salah. Odwagi. - szeptała, splotła drżące dłonie i zamknęła oczy. Przywołała heroizm bohaterów zamierzchłych czasów. Czyż nie to było jej inspiracją, by zostać Strażnikiem? Odganiać mrok z powrotem do dziury skąd wypełzł?
- Odwagi.
Z rytmicznie już unoszącą się piersią otworzyła oczy, słysząc jak ktoś nadchodzi. Zdawało się jej, że była gotowa stawić czoła najgorszemu.
Ku zaskoczeniu wyobrażeń i wyolbrzymień nie było potwora, a ku uciesze oka jej towarzysz. Odetchnęła z ulgą. Przestraszyła się nie potrzebnie, jak dzieciak... a może jednak potrzebnie? Humlio był prowadzony przez trójkę nieznajomych. Nie zrobili mu widocznej krzywdy. A czuli się tutaj dobrze. Ruchy mieli pewne i trafne. Kierowali się w jej kierunku. Miała nieco czasu by przemyśleć co zrobić z zaistniałą sytuacją, kiedy to jeden z nich po prostu dostrzegł ją i ostrzegł o jej zamiarach.
- Proszę, nie róbcie mu krzywdy! Ustąpię! - zapewniła, będąc jeszcze schowana w krzakach. Nie chciała by ktokolwiek ucierpiał. Nie rozlewać krew tu przybyła taki szmat drogi.
- Błagamy o wybaczenie, jeśli niechciani naruszyliśmy spokój. - rzekła wstając wedle zaleceń, powoli i bez broni w rękach, unosząc je podobnie jak uczynił Humlio. Denerwowała się, ale jeszcze przed chwilą była nastawiona na walkę na śmierć i życie. Nieco nie poznała swojego opanowanego głosu.
- Przybyliśmy z daleka, ale nie jako wilki. Niesiemy misję i wieści z Sinych Gór. Możemy się przywitać? - zaproponowała, wpatrując się w zieleń oczu mężczyzny.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 07 sty 2020, 0:51

Elf parsknął śmiechem, w którym nie było słychać wesołości. Skinieniem głowy wydał czerwonowłosej nieme polecenie, po czym opierając się nonszalancko o pień lipy i krzyżując ramiona na piersi, skierował spojrzenie przenikliwych i przeraźliwie spokojnych oczu z powrotem na Aid, zupełnie ignorując obecność Humlio. — Możecie. Ale najpierw powiecie, gdzie dokładnie obozujecie. Ilu was jest, gdzie czuwają zwiadowcy. A potem zaprowadzicie nas tam, unikając zbędnych komplikacji i nieprzyjemności po obu stronach.
Ruda elfka, na którą skinął wcześniej, bez słowa zbliżyła się i odebrała złożone w trawie łuk oraz kołczan Aideen, rzucając na oba krytycznym okiem. Jednym okiem. Jej skroń nie była bowiem podgolona brzytwą. W ogóle jej nie było. Była zamiast tego spękana, zgrubiała, zaczerwieniona masa spalonej i zabliźnionej skóry, której bezkształtne stopy wspinały się spod dekoltu burego kubraczka po lewej stronie szyi oraz skalpie czaszki. Ziejące w dwóch punktach dziwne, ciemne ślady z daleka sprawiające wrażenie fragmentów tatuażu albo nawet smug brudu, były w rzeczywistości dawno zasklepionymi dziurami znajdującymi się tam, gdzie się kiedyś musiało znajdować jej ucho oraz drugie błękitne oko.
Nie spróbujecie kłamać — kontynuował jak gdyby nigdy nic domniemany herszt grupy. — Ani zaprzeczać oczywistościom. Jeśli będziemy zmuszeni sami odnaleźć waszych przyjaciół, drogę wskaże nam dym, który ich zdradził. A jeśli będziemy chcieli przekazać im jedynie wiadomość… — Spojrzał kolejno na pierwszego intruza, potem na drugiego. — Jeden posłaniec wystarczy, by dotarła. Mówcie tedy. Śmiało. Jakież to wieści i misję niesiecie przynosicie aż z Gór Sinych?
Uśmiechał się cierpko, nieładnie. Jego jasnowłosy towarzysz również stłumił parsknięcie. Milczała jedynie pocałowana przez ogień ślicznotka, która nadal miała baczenie zarówno na Aideen, jak i na wpół skwaszonego, na wpół pobladłego Humlio. Oraz minę, jakby kazano jej pilnować leżącego po środku pola krowiego łajna.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 08 sty 2020, 10:39

Chciała odpowiedzieć od razu, ale przerażający widok zdeformowanej twarzy rudowłosej poraził ją, gdy tylko dostrzegła całokształt i detale. Aż momentalnie zastygła z rozchylonymi ustami. Wyglądało to jakby zaniemówiła, albo jakby jej język zdrętwiał. Nie widziała do tej pory nikogo tak pokaleczonego przez ogień. Widywała blizny po pogryzieniach, ranach ciętych i szarpanych, ale nigdy czegoś takiego. Zwierzęta nie walczyły ogniem. To musieli być raczej... ludzie. Nie uwierzyłaby chyba w to, żeby elf elfowi coś takiego mógł uczynić. Na nieszczęśliwy wypadek w ognisku to nie wyglądało, a opowieści Elagera o okrucieństwie rodzaju człowieka dziwnie zaczęły pasować do wyglądu elfki. I to właśnie do ludzi, chcąc nie chcąc, mieli się wybrać. Do tak zwanej stolicy handlu. Z nimi mieli handlować? Oby Elager i ten cały jego krasnolud wiedzieli jak to załatwić...
Przełknęła ślinę, zamykając usta. Poczuła dziwne mrowienie po części swej twarzy i z trudem odparła chęć sprawdzenia, czy u niej na głowie i na szyi wszystko na miejscu. Gapiła się dość nieuprzejmie, jakby zobaczyła dziwadło, kiedy to oderwała jej uwagę kontynuacja przygany.
- Nie jest nas wielu, obozujemy przy strumieniu. Ósemka. Z klanu Floh'riha. To Humlio – odpowiadając, kiwnęła na przyjaciela.
- Mnie Aideen - chciała opuścić dłonie wzdłuż tułowia i pochylić czoło, w ramach szanownego przywitania z nieznajomym, ale całe te pilnowanie ich i baczenie, jakby z rzyci mieli zaraz wyjąć siekierę I wszystkich pochlastać, nie skłaniało do większych gestów.
- Wędrujemy po górach, taki nasz żywot, a co nas tu sprowadza? - zaczęła pytaniem, nieco nasączając ton irytacją. Choć była cierpliwa, miała mu za złe. Takich jak on u niej witają ciepłym futrem, by nie odmarzły uszy oraz skromną strawą w chroniącym przed mroźnym wiatrem szałasie. A tu zabrali jej broń i traktują jak zbira, jakby uszy jej odpadły i człeczej mordy dostała. Co to za obyczaje? Łotry z nich zwykłe?
- Duża migracja, odległy kuzynie. Cały czas elfy z zachodu przybywają do nas, szukając schronienia. Tam nie łatwo się przystosować, nowo przybyli są zdani na łaskę. Często szczęścia, albo nas i innych klanów... - przestąpiła z nogi na nogę. Całe te stanie w ciągłym napięciu było już męczące, a nerwy i domysły zaczęły coraz to bardziej sugerować, że wpadli już całkiem po uszy w kłopoty i mogą nie wyjść z tego cało.
- Umierają za sprawą głodu, jak i zimna. Nie dajemy rady im wszystkim pomóc, a robimy co możemy, ale to za mało. Nie starczy zapasów, by wszystkich wyżywić. Teraz nie starcza, a co dopiero później. Nadchodząca zima ich zdziesiątkuje! Nie lza nam na to patrzeć i tak o na to pozwolić! - opowiadała szczerze i z przejęciem.
- Potrzeba sprzętów do budowania i kogoś kto się na tym zna, by mogli się jakoś schronić przed mrozem i magazynować żywność. Zanim się przystosują i zanim wyzdrowieją. Większość z przybyłych jest też wyczerpana, osłabiona albo chora. W tym stanie nie nadają się do nauki, a tym bardziej do polowań, czy pracy. Potrzebują czasu by stanąć na nogi. To też zmierzamy w rejon Novigradu, by pozyskać zapasy i narzędzia w wymianie handlowej. Jeden z migracji, co zwie się Elager i co z tych właśnie okolic pochodzi, wcielił się w naszą wspólnotę. Zaufaliśmy mu, a ten zapewnił, że z jego kontaktami może nam się to udać. Sytuacja jest na prawdę kiepska, więc nie mając lepszych rozwiązań było opuścić rodzinne strony i wyruszyć. - skończyła swoją wypowiedź, wyjaśniając wszystko jak było, a potem zacisnęła mocno usta. Wspomnienie o Elagerze w taki trochę naokoło sposób wzbudziło emocje i strach. W końcu i jej twarz zaczęła przypominać bladość skwaszonego Humlio.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 09 sty 2020, 10:32

Na słowo „klan” oraz przedstawione im imiona, przynajmniej Humlia, grupka zareagowała lekką, lecz nieskrywaną kpiną. Jasnowłosy młodzik roześmiał się otwarcie, twarz koszącej na intruzów jednym niebieskim okiem elfki wykrzywił grymas, jakimś cudem czyniąc jej zniekształcone oblicze jeszcze bardziej przerażającym. Nim jednak Aideen skończyła mówić, miny zrzedły im, przybierając wyraz wpierw lekkiej konsternacji, wreszcie szczerego niedowierzania.
Bloede arse, Caellan, co ona wygaduje? Narobią nam tu…
Zamknij się, Wiley.
Wiley zamilkł, nie protestując. A ten, który zawiadywał i jako jedyny pozostawał od początku do końca całkowicie spokojny, obdarzył przybyszy kolejnym przenikliwym spojrzeniem. — Ciekawe rzeczy opowiadacie, Aen Foilé. — Młody blondyn ponownie zachichotał. Caellan łypnął na niego, tym razem bez rugi i również uśmiechnął się półgębkiem złośliwie. — Zaiste, ciekawe. Lasy karmią swoje dzieci, jak sami widzicie. Czemu miałyby ciągnąć w jakieś zimne, obsrane przez kozice góry? Czemu, jeśli już, nie do wolnej i niezależnej Doliny Kwiatów, naszego pięknego królestewka pod płaszczem Enid an Gleanny? Czyż nie tam stary Filavandrel sprowadził Wolne Elfy z Gór Sinych? Czyż nie rozkazywała nasza miłościwa królowa, by komanda złożyły broń w Temerii, Redanii i Keadwen, i poprzysięgły ją Dol Blathanna? — Wszystkie pytania były retoryczne. Retoryczne i pełne przekąsu, który nie umknął ani Aideen, ani Humlio. — Mówiąc bez ogródek: wasza historia nie trzyma się kupy. A wy jesteście albo bandą prowokatorów, albo naiwnych dzikusów, jeśli sądzicie, że znajdziecie tu to, czego szukacie. Ale nie mi się będziecie z tego tłumaczyć.
Elf podniósł palce do ust, po czym gwizdnął głośno. Z trzech różnych kierunków odpowiedziały mu trzy różne gwizdnięcia. Odbił się od pnia lipy, sygnalizując towarzyszom, iż pora była przemieścić się. — Wiley, nawrócisz i zaniesiesz wieści. Wiesz, co i do kogo. — Ruchem głowy wskazał stygnący w trawie, wypatroszony zezwłok. — Będziemy czekać nad strumieniem. Laoise, ty z nami. A wy — skierował resztę słów do Aid oraz jej towarzysza. — Wy przodem. Ostrożnie, łacno się potknąć.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 09 sty 2020, 11:58

Kpili sobie z nich i szydzili. I przede wszystkim gówno wiedzieli jak jest w Sinych Górach i kto tam przybywa i co się tam dzieje. Co z tego, że była Dolina Kwiatów, sama widziała wzrost nadchodzących przybyszy i potrzebę. Przez lata to obserwowała. Schronisko było potrzebne. Elager miał rację, a Aideen była tego pewna.
Nie takiego przywitania się spodziewała. Zdecydowanie nie. Obrazili ich. A teraz pewnie ich jeszcze okradną. Zabiorą im wszystko i ewentualnie powiedzą, żeby sobie poszli i nie wracali, łaskawie darując życie. Zwykli bandyci, zwyczajni, najzwyklejsi w świecie. Na jego szyderczy wywód odpowiedziała tylko krótkim nienawistnym spojrzeniem, po to by zaraz zgubić już resztki pewności siebie.
Póki co szła spięta w milczeniu, wedle żądań. Przestraszona, bezbronna i bez pomysłu co tu uczynić. W życiu nie czuła się tak paskudnie. Miała nadzieję, że jakoś się z tego wyplączą, że nikomu nic się nie stanie.
Myśli, zmartwienia i kombinowanie co zrobić, kłębiło się chaotycznie w głowie elfki. Z ciekawości przy okazji spojrzała na to drzewo, gdzie niby strzelec miał być. Rozglądała się też po okolicy, tym razem uważniej, niż przedtem. Przeklinała swoją pychę, że też tak się uniosła trafionym strzałem i zgubiła czujność.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 12 sty 2020, 15:45

Wracali po własnych śladach, ścigając się z zachodzącym słońcem. Humlio tuż za plecami Aideen, nieco dalej kroczący pewnie Caellan oraz ruda dzierlatka, oboje dzierżący skonfiskowane kołczany i bronie. A dookoła cienie. Jeden strzelec, trzech, czterech? Aid mogła się jedynie domyślać, nerwowo ocząc na boki i nasłuchując szelestu gałęzi oraz podrywających się do lotu ptaków.
Im bardziej zbliżali się do rozłożystej polanki przy brzegu strumienia, na której rozbiła się ich grupa, tym bardziej niespokojny wydawał się być także Humlio. Zrównał się krokiem z elfką i zezując przez ramię na podążającą za nimi parę, wyszeptał. — Co teraz? Zamierzamy ich tak po prostu zaprowadzić do naszych, jak wilki na żer? Coś musimy zrobić…
Nad koronami drzew zamajaczyła smuga siwego dymu z trzaskających polan, a po kilku kolejnych minutach marszu oboje usłyszeli echo znajomych głosów, śmiechów i przekomarzanek, rozpoznając także bezbłędnie wydeptane przez zwierzynę ścieżki prowadzące przez matecznik prosto do obozowiska. Przestrzeń oraz czas do zagrania na zwłokę kurczyły się drastycznie. Gdy sami znaleźli się w zasięgu słuchu, ciemnowłosy herszt zbójeckiej zgrai, pochwyciwszy ich niepewne spojrzenia, gestem nakazał obojgu ujętych intruzów zatrzymanie się i zachowanie ciszy.
No, no, Aen Foilé, niebrzydki kawałek lasu sobie upatrzyliście — mruknął, spoglądając przez przetkane snopami słonecznego światła szczeliny między pniami drzew na zieloną polanę. Cofnął się z leniwym uśmiechem. — Śmiało. Naprzód. Bądźcie ino uprzejmi stosownie nas przedstawić i upewnić się, że wasi towarzysze nie zrobią nic nierozsądnego. Inaczej nasi mogą nie być dłużni. A przyjdą kolejni. Byłoby szkoda, gdyby zastali w tak malowniczym zakątku tak przykry widok.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 12 sty 2020, 23:21

Kap, kap, kap. Czas sobie kapał, jak z sopla lodu i nim się obejrzeć już była cała kałuża wsiąkła w śnieg. A sopelek stawał się coraz to niewielki. Miękkie kolana jakoś pozwalały chodzić. Krok po kroczku, byli coraz bliżej. Las swym pięknem kontrastował tym razem rażąco z narastającą desperacją elfki. Nie wiadomo ilu ich dokładnie było, nie mogła też wpaść na pomysł co takiego zrobić. I to Humlio się jej pytał co począć. Ich przywódca, na którego liczyła i którego przywykła się słuchać, chciał sięgnąć jej zdania w takim krytycznym momencie. Jak już on nie wiedział, to byli zgubieni. Nie odpowiedziała mu nic. W swym krótkim szepcie miał jednak rację. Nie godziło się tak po prostu wystawić swoich.
Wraz z poznawaniem okolicy, gdzie był obóz, Aideen czuła jak zaczyna brakować jej miejsca. Czuła się jak zwierz złapany w zaułku górskim. Każde powłóczenie nogą zbliżało ją do tego momentu, kiedy nie będzie mogła pójść dalej. Zaś kiedy to znów usłyszała parszywy głos Caellana, wiedziała że nadeszła właśnie ta chwila. Krew zaburzyła do głowy, jak serce nagle przyśpieszyło. Zareagowała nim na ironię ten skończył ostatnie słowo swojej tyrady o rozsądku:
- Raenn!!! - chcąc uratować swojego przyjaciela krzyknęła desperacko. Byli blisko, a Humlio mógł zdążyć, nim Ci ich całkiem otoczą. Obróciła się chcąc stanąć do obrony. O tyle o ile mogła kupić czas. Pochyliła się nieznacznie w kolanach i wzniosła instynktownie gołe ręce jak do walki. Nie mając broni, obnażyła szeroko zęby, zmarszczyła czoło w obłędnym spojrzeniu by zacząć na nich głośno i dziko ujadać.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 18 sty 2020, 23:18

Humlio zareagował. Ale rudowłosa elfka czuwająca u boku Caellana zareagowała szybciej. Nim przywódca górskiej bandy zdążył rzucił się ku zaroślom oddzielającym ich od polany nad strumieniem niczym ostatnia linia zasieków, wystrzelony z niewielkiego cisowego kompozytu szyp świsnął mu tuż koło ucha i ze złowieszczym stuknięciem utkwił w pniu drzewa, pod którym elf zastygł. Bez wątpienia mieląc w zębach przekleństwo, wzniósł obie ręce w geście kapitulacji, a jego twarz skurczyła się ze strachu i złości. Ruda gamratka nie próżnowała bowiem, grot kolejnej strzały mierzył z krótkiego dystansu w sam środek jego piersi.
Caellan również podniósł dłoń. W tej samej chwili, w której Aid zawyła tragicznie, z powodzeniem wywołując na obliczu elfa przelotne zaskoczenie. Zaskoczenie natychmiast jednak przykrył wyraz frustracji pomieszanej z politowaniem. Kątem oka zerkając mimochodem w górę, na koronę rozłożystej olchy, w której coś poruszyło gałęziami, elf nie omieszkał sam nałożyć strzały na cięciwę — notabene, żółto opierzonej. Wykonane z ciemnego dębu ramiona długiego łuku również nie były elfce obce.
Bloede foilé — warknął, celując w pierś Aid. — Próbować do was, jak do rozumnych... Zawrzyj gębę, wariatko, bo będziesz nie szczekać, a skamleć i to z kilku dodatkowych otworów. Naprzód, ruszać się. Tędy, przez matecznik.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 19 sty 2020, 0:43

Nie myślała trzeźwo, to na pewno. Spanikowała. Minęła chwila, wpatrując się w wymierzoną strzałę ku sobie. Jakoś coś w środku wyjaśniło jej, że warto było zawrzeć dziób i nie próbować czegokolwiek. Szczególnie, że domniemany bandyta nie wystrzelili. Jej wyraz twarzy zmiękł, miała ochotę się rozpłakać. Roztrzęsiona zmusiła się by uspokoić oddech i dodać od siebie:
- Squaess'me! - zawzięte pięści uległy w jasny gest, otwartych spodem do rozmówców, wysuniętych dłoni. Wilgotne oczy patrzyły się błagalnie na elfa z jej łukiem. To był zdecydowanie nie jej dzień, nie poznawała siebie. Zwykle spokojna jak łagodna nadmorska bryza, miała teraz w głowie istną burzę z wichurą, piorunami i gradem. Całą drogę nie mieli kłopotów tego typu, a teraz przez ich swawolę ochoczych łowów wszystko szlag trafił. Kalkulacja śmierci teraz, a śmierci później w końcu podjęła się jakiejś logiki w działaniu.
- Nie będę już sprawiać kłopotów, obiecuję! Idę. - Obróciła się i ruszyła do przodu posłusznie, zagryzając wargi i wszelkie resztki dumy. Jak bardzo żałosny i bezmyślny był to w swym całokształcie występek, miała nadzieję nie poczuć konsekwencji. Jej debiut w trudnej sytuacji prawie pozbawił ich życia.
Idąc troszkę dalej wzniosła głowę i wyszukiwała wzrokiem znanych twarzy, by posłać im smutny uśmiech. Za pewnie jej głos rozbrzmiał po lesie i Ci mogli już się domyślić. Co ona im powie? Co jeśli rozgorzeje walka? Z ostatnią myślą postanowiła wziąć się w garść. Przecież o to chodziło by do walki nie doszło, a na przekór prawie się rzuciła z gołymi pięściami na pewną śmierć. Być nie było, musiała czekać na rozwój sytuacji i postarać się to jakoś rozwiązać.
Ostatnio zmieniony 25 sty 2020, 21:48 przez Aid, łącznie zmieniany 1 raz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 25 sty 2020, 21:13

Zgadza się, beanna, nie będziecie. — Elf uśmiechnął się brzydko, drapieżnie, błyskając rządkami równych zębów.
Wyprowadzili ich na polanę jedno za drugim. Maleńkie obozowisko rozbite przez wędrowców z daleka sprawiało wrażenie cichego i spokojnego: ku niebu snuł się słup siwego dymu znad ogniska, ich rozkulbaczone konie skubały trawę w cieniu pobliskich drzew, nieświadome i nieporuszone czyhającym zagrożeniem. Powietrze pachniało mchem, młodnikiem, zwęglonymi polanami.
Pozory te ulotniły się jednak szybko, niby czarowny sen z nastaniem zimnej, szarej jutrzenki.
Zastali na miejscu wszystkich sześciu pozostałych członków grupy. Musieli trafić idealnie w porę zmiany warty. Albo to wrzask Aideen zdążył zwabić Poohiego i Flohrię z powrotem oraz postawić na nogi cały obóz. Większość elfów dzierżyła już w dłoniach łuki z szypami spoczywającymi na cięciwach, rozproszywszy się po łęgu w gotowości na nadciągające nieznane niebezpieczeństwo. Chwilowa ulga na ich twarzach, z jaką powitali wyłaniających się z matecznika Aid i Humlio szybko ustąpiła miejsca trwodze, gdy spostrzegli parę mierzących kompanom między łopatki intruzów. Ci, którzy wciąż ręce mieli puste, natychmiast chwycili za broń.
Na widok ukochanej poderwał się również Elager.
Aideen! Aideen, me minne!
Ruszył w ich kierunku, lecz przeszkodziła mu rudowłosa towarzyszka Caellana, zdejmując grot strzały z pleców Humlio i kierując go na oblubieńca pojmanej elfki. Ten pobladł, najpierw z troski, potem chyba ze złości.
Bráithre! Co tu się wyprawia?! Czy tak…
Cáelm — przerwał mu Caellan, zwracając się zarazem do całego obozu. — Cáelm, Aen Foilé. Nie szukamy zwady, póki co. Ale wybraliście wyjątkowo niefortunną okolicę na swoje małe koczowisko. Złóżcie broń, bo jeszcze do zwady dojdzie. A zaczniemy tedy od tej tutaj dwójki.
Krzyżując spojrzenia z młodzieńcem, Elager zawahał się. Jego wątpliwości rozwiały jednak szerokie ze strachu, szkliste oczy ukochanej — napotkawszy ich wzrok, bez zastanowienia jako pierwszy położył łuk w trawie, następnie odsunął nogą od siebie. Reszta grupy popatrzyła wpierw niepewnie jedno po drugim, potem na osaczonego Humlio, szukając w obliczu przewodnika jakiegoś wyjaśnienia albo przynajmniej otuchy. Lecz ten miał ręce skutecznie związane. Przynajmniej w przenośni.
Usłuchajcie. Gdzieś tutaj są inni strzelcy. A będzie ich więcej.
Niechętnie i z ociąganiem, elfy po kolei wyzbyły się oręża, łypiąc nienawistnie na parę obcych, mamrocząc do siebie półgłosem, zapędzone przez intruzów w stadko niczym bezbronne kozice. Ku ich niedużej uldze, Caellan odesłał ruchem głowy również Humlio i Aideen, którą Elager jak ptak wystraszone pisklę otoczył skrzydłami ciepłych ramion, przyciskając ukochaną mocno do piersi. — Cáelm, cáelm… Popatrz na mnie. Nic ci nie jest?
Ładnie nas wywiodłeś, El — prychnął Humlio — prosto w sidła bandytów…
To nie są bandyci...

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 28 sty 2020, 17:31

Idąc jak na skazanie w końcu dostrzegła znajome elementy obozu, jak i swoich przyjaciół. Widząc z daleka zarys traw rosnących przy strumieniu przypomniało jej się, że miała przeczucie, iż coś wisi w powietrzu. Już z samego rana czuła, że coś jest nie tak. Dlaczego nie posłuchała tego głosu wtedy nie było jej to teraz istotne. Serce uniosło się jej w piersi, gdy wpatrywała się w oblicze Elagera. Gula w gardle urosła, gdy usłyszała jego głos, dłonie zacisnęły się mocno, chcąc chwycić się czegoś. Nie chciała umierać, miała po co żyć.
- Elagerze, aine me! - Nogi same chciały wykonać krok. Idąc za przykładem wybranka, drgnęła by ruszyć byle wtulić się w jego ramiona i zapomnieć o całym zajściu, ale coś z tyłu zdecydowanie przeszkadzało.
Obserwując ukochanego, czuła jakby świat na złość zwolnił. Każda sekunda stawała się utrapieniem. Pojedyncza łza spłynęła jej po policzku, by zawtórować mękę pociągnięciem nosem. Powtarzała sobie, że to nie mogło się tak skończyć, nie mogło. Gdy Elager oraz reszta odrzuciła broń załknęła się. Teraz ich zabiją...
Jednakże nic takiego się nie stało i ku jej wstępnemu niedowierzaniu, Caellan pozwolili Humlio i jej odejść w stronę reszty jej klanu. Z początku oczekiwała, że strzała wbije się jej w plecy, ale gdy poczuła dystans przestała próżnować i niemalże pobiegła. Moment w którym dotarła do Elagera sprowadził ulgę. Ściskała swojego oblubieńca mocno i dygotała ze skumulowanych emocji, aż w końcu komfort jego szczelnego objęcia ukoił przeżycia. Pachniał ogniskiem, ale i słodyczą.
Odkleiła się od mężczyzny by posłać mu wdzięczne spojrzenie.
- Nic nam się nie stało, ale przeraziłam się i trzęsę się jak osika. Tchórzę jak zając. - Szybko sprostowała mimikę w szeroki uśmiech, nie chcąc go już bardziej zamartwiać. Jakoś rozbroić te całe napięcie, które się w niej zasiało. Wnet słowa od Humlio i Elagera, pokierowały umysł elfki na nowe tory.
- To nie są bandyci? - Powiedziała właściwie z nadzieją w głosie. Byłoby cudownie, gdyby cało to zajście było jakimś nieporozumieniem i zaniechaniem kurtuazji ze strony gospodarzy. W sumie nie zrobili im żadnej krzywdy, tylko upewniali się o ich nieszkodliwości. Obrazili ich co prawda, a to w jej rejonach było prostą oznaką wrogości i wstępem do rękoczynów. Może powinna była wziąć poprawkę na różnice w pochodzeniu? Życie znała tylko z gór, nie podróżowała po świecie, a elfy mogły być różne. Elager do tego opowiadał i sama widziała do czego tutaj doszło. Ruda elfka wyglądała paskudnie. Ktoś trzymał jej głowę w żarze siłą. Tak sobie wyimaginowała powód takiego oszpecenia, zaś skali bólu i cierpienia kobiety nie była w stanie wyobrazić. Z pewnością sama byłaby nad wyraz ostrożna po takich zajściach. Ciągiem takich myśli słowa Humlio nabrały nagle większej jasności
- Wystawiłeś nas? - Zapytała na głos i to właściwie samą siebie, nie licząc na odpowiedź. Nie wierzyła w to by Elager im coś takiego zrobił. Przecież byli rodziną. Pytanie było absurdalne.
- To skoro to nie bandyci to kto to taki? Znasz ich? Co z nami będzie? - Dla Aideen Humlio po prostu nie lubił jej wybranka, to nie możliwe, by ten ich wystawił. Może przywódca grupy był zazdrosny, albo co.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 16 lut 2020, 15:34

Elager pogładził ją po głowie, mechanicznym odruchem wyczesując z ciemnych włosów zawieruszone w nich drobne listki.
Caelm, caelm — przemawiał do niej łagodnie, dzieląc się z nią ciepłem pachnącej żywicą dłoni. — Wiesz dobrze, że nie wystawiłem, nie myśl tak nawet…
To nie są bandyci — powtórzył spokojnie i jak echo małomówny zwykle Atrei, spoglądając bez emocji przed siebie na przymusową eskortę, która przywiodła do nich Aid i Hulmia. — Bandytom rozchodzi się o pieniądz, tym tutaj o krew.
Rudowłosa, straszliwie oszpecona towarzyszka Caellana nie wytrzymała spojrzenia. Błysnąwszy równymi zębami, jej strzała po raz drugi w tak krótkim odstępie czasu obrała sobie nowy cel.
Uważasz może — odparła zimno, mimowolnie prezentując wyżarte pożogą oblicze, połyskujące różową i węzłowatą tkanką blizny, ściągającą twarz do spółki z gniewnym grymasem. — Że bezzasadnie, mały obszarpańcu?
Nie o naszą — Wybranek Aid odstąpił od jej boku, wychodząc naprzeciw rudowłosej i narastającemu pomiędzy obydwoma grupami i w garści tamtej napięciu. — Opuście broń, nie mamy nieprzyjaznych zamiarów. Zmierzaliśmy na wymianę. My… Ja bywałem u was wcześniej, pracowałem dla Cainneacha…
Okaże się jeszcze — mruknął Caellan. — Masz nieaktualne wieści, an’givare. Cainneacha już nie ma.
An’givare nie chadzają ósemkami.
Głos, który wypowiedział ostatnie słowa podobny był do wiatru, a należał do niewysokiego elfa, który bez szmeru ni szustu podkradł się do ich obozowiska, a tuż za nim — niby jego rozwidlony cień, dwóch innych. Wszyscy trzej (albo troje, w jednoznacznym stwierdzeniu przeszkadzała drobna budowa i szale zakrywające twarze cieni z obstawy) mieli u pasa jednakowe miecze o zakrzywionych głowniach oraz esowatych rękojeściach cyzelowanych typowo elfimi detalami wykończenia, oraz resztki zielonkawego kamuflażu barwiącego ich szczupłe, trójkątne twarze.
Brak reakcji mierzącego do nich z łuków otoczenia poza zmniejszeniem naciągu tych ostatnich, sugerował, że oto doczekali się kogoś decyzyjnego.
Decyzyjny, poza niewielkim jak na elfa wzrostem, od przeciętnego przedstawiciela rasy wyróżniał się także włosami — nie luźną, niezapuszczoną, niezaplataną w warkocze, ale krótką i zmierzwioną czupryną koloru zboża pod pochmurnym niebem — u elfów rzadkim, choć niezupełnie niespotykanym. Nie odróżniał zaś tym, poruszał się po poszyciu tak cicho i wprawnie, jakby nic innego w życiu nie robił. A może i było tak w istocie. W ręku trzymał nóż. Krótkimi pociągnięciami obrabiał nim okorowany kawałek drewienka, nadając mu niewielki, obły kształt, zdaje się, że mający się coś przedstawiać. Aid nie potrafiła jeszcze dostrzec co takiego. Podobnie jak oczu samego przybysza. Ten nie odrywał ich od struganego właśnie rękodzieła, nawet wówczas gdy mówił.
Oto i nasi niezapowiedziani goście, Iarlai — zwrócił się do niego Caellan. — Zdybaliśmy ich niedaleko stąd. Na polowaniu.

Słyszałem — odparł ten nazwany Iarlaiem, opierając się o pobliski pień. Towarzyszący mu duet o zakrytych twarzach ustawił się z boku, dopełniając otaczającej obóz wrażej warty. — Cały las słyszał.
Kto — spytał po chwili, przerywając na moment swoją pracę, by ocenić jej rezultat w przebijającym przez listowie świetle dnia. Była nią figurka, całkiem udatnie wyobrażająca sowę. — Położył tego byka?

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 17 lut 2020, 20:52

Nastawiając twarz na troskę Elagera, uspokojona, zdawałoby się zapomniała już o całym strachu, jaki nią targał aż do teraz. W środku zmartwienia, choć już poskromione, jednak wciąż żyły i żądały czynu co by złą atmosferę rozwiał. Doczekała się też i rozwinięcia nadal nieprzyjaznego dialogu między dwiema grupami elfów. Spoglądała to po minach innych i czekała na jakiś znak co robić. Była na prawdę zła na, jakby to Poohi ujął, elfy z "Wygodnych Równin". Wiedziała jednak, że jakikolwiek akt w kierunku złożonej broni spowoduje rozlew krwi. Każdy z nich miał swoją dumę, nie było tu przypadkowych osób w tej ekspedycji. Gospodarze byli jednak wyczuleni i skoncentrowani, czego zdołała się przekonać. Zginą jej towarzysze, jak i zarówno oni, jeśli dojdzie do starcia. Z pewnością jednak nie wyjdą z tego cało, nawet jakby jakoś się wyrwali zbrojnie. Teraz będąc w grupie i z Elagerem, łatwiej jej było złożyć myśli w całość. A i odwagi przybyło. Modliła się w środku, by nie doszło do jatki i to jeszcze z własnym rodzajem. Wszystko byle nie własna krew.
Wnet pojawiła się druga grupa tutejszych. Owiana tajemnicą. Zdatnie do boju przygotowani, widocznie zaprawieni, skupili uwagę Aideen. Posiadali miecze, stroje oraz przystosowany do krajobrazu kamuflaż. Poruszali się i zachowywali iście enigmatycznie, bezgłośnie niczym duchy. Takie detale nie umknęły uwadze łowczyni. To byli zawodowcy, teraz nie miała już żadnych wątpliwości. Zaś zmniejszenie napięcia cięciw dotychczasowych ciemiężców, zwiastował nadejście właściwej rozmowy. Zaczęła się ona dość niespodziewanie. Właśnie miały się wyjaśnić ich losy, a padło pytanie o nieszczęsne polowanie, bezpośrednią przyczynę ich położenia, o sprawę o której wolałaby zapomnieć. Czyżby ubili zwierze, którego nie powinni ubić? To byłoby już zrządzenie losu... kobieta w całym zamieszaniu zdążyła zapomnieć już, że Caellan i jego świta raczej winszowali zdobyczy i celnemu strzałowi, aniżeli wyrazili jakieś oburzenie.
Elfka nie od razu przyznała się do czynu. Ku temu popchnęła ją wizja niepotrzebnego zwlekania i drażnienia cierpliwości całego Iarlaia. Sytuacja była już wystarczająco napięta. Wyglądał dość odmiennie i miała nadzieję, że samymi obyczajami, nie różnił się od niej równie mocno.
— Ja go ustrzeliłam — odparła czyniąc mały krok ku niemu.
— Ładne zwierzęta. — dodała z nutą wyrzutu. Skrępowana ze ściągniętą twarzą trzymała swój wzrok na twarzy niskiego elfa, jakby oskarżała go o wszystkie zbrodnie świata. Ręce założyła i przestąpiła nerwowo z nogi na nogę — Piękna okolica i ciepły klimat. A chociaż lato, to i mrozu też wam nie brakuje.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Leśny strumień

Post autor: Dziki Gon » 21 lut 2020, 20:43

Cały Iarlai nie miał problemów z cierpliwością. Sam też nie odpowiedział od razu, niespiesznie strugając swoją figurkę i zdając się być nią zainteresowany bardziej aniżeli odpowiedzią. Nie podniósł wzroku, gdy postąpiła do przodu. Ostrze noża kilka razy przejechało po nagim drewnie, każąc mu ronić długie i zakręcone wióry, mieszające się u jego stóp z wielobarwną mozaiką ściółki. Milczał dość długo, by ze struganej właśnie sowy zrobił się lis. Nikt wokół nie ośmielił się skazić tej ciszy.
Ładny strzał — odparł w końcu. — Fakt, piękna. Żal dać utuczyć się na niej wronom.
Dowodzący elf powrócił do swojego drewna i zdawało się, że czeka ich kolejne morze milczenia. Zdawało.
Mrozu też. Chociaż lato — dodał, ledwie chwilę potem. Tylko po to, by naraz zaskoczyć kolejnym pytaniem.
Które z was tu dowodzi?
Ja — odpowiedzieli jednocześnie Humlio i Elager, postępując do przodu i prezentując wnętrze swoich dłoni. Pilnujący ich strzelcy nie poruszyli się, napinając lekko łuki. Obydwaj, mężczyzna Aid i atletyczny przewodnik ich eskapady wymienili spojrzenia. Po raz pierwszy dane było im też ujrzeć to należące do Iarlaia. Niespodziewana reakcja obydwu zmusiła go do podniesienia na nich intensywnie zielonych oczu w odcieniu wiosennej trawy. I jednej wygiętej brwi ponad nimi.
Ja — powtórzył Humlio, wstrzymując Elagera gestem.
Jak cię zwą, Seidhe?
Humlio.
Osobliwie. Matka elfka?
I ojciec.
Doprawdy?
Drwicie?
Bynajmniej — zakończył z westchnieniem rzeźbiarz, przyglądając się drewnu, które w międzyczasie wciąż gubiło kolejne wióry, nabierając nowych kształtów. W chwili obecnie trzymał w dłoni o połowę mniejszą miniaturę, której kontur mógł uchodzić za wyobrażenie zająca. — Czego szukacie w naszym lesie, poza piękną okolicą i ciepłym klimatem, ty i twoja grupa, Humlio, Seidhe z matki i ojca? Znużyły was wyżyny? Czy zgoła coś innego?
Humlio… — zaczął mówić stojący z tyłu Elager, wcześniej niż posiadacz wypowiedzianego przezeń imienia, ściągając na siebie spojrzenia obserwujących ich elfów, oczywiście z wykluczeniem Iarlaia. — Humlio trzyma nad nami komendę, to prawda. Ale to ja jestem tu przewodnikiem. Zmierzaliśmy do was. Na wymianę. To był mój pomysł, bo ja… Jestem stąd. Bywałem tu wcześniej i miałem…
Bywałeś — przerwał mu płowowłosy i zielonooki przywódca. — Nie zapominam twarzy, choć mgnienia zacierają w pamięci ich właścicieli.
Wiem tedy — dodał, chowając nóż do cholewy, a drugą, już pustą, otrzepując spodnie z resztek wiórów. — Że mówisz prawdę. Jeśli prawdą jest również to, że droga wypada wam na miejsce wymiany, nie sprzeciwicie się podążyć tam z nami.
Humlio zerknął na Elagera koso, choć bynajmniej nie upewniająco, posyłając mu spojrzeniem przelotną burzę.
Nie sprzeciwimy.
Iarlai potaknął. Być może z ukontentowaniem, a być może tylko jako znak dla jednego z towarzyszących mu cieni, który ruszył się z miejsca, by zebrać porzuconą przez grupę broń.
Zrozumiecie, że musimy was rozdzielić. I skrępować ręce, przynajmniej wam, przywódco i przewodniku. Zrozumiecie, być może również i wybaczycie nam nieufność.
Rozumiemy. I zobaczymy.
To mi wystarczy.
Cień uśmiechu przemknął przez twarz przesłuchującego ich elfa o jasnych włosach, który oderwawszy w końcu plecy od drzewa, skinął na Caellana, który zbliżył się do Humlia, rozwijając dobyty nie wiedzieć kiedy powróz.
Humlio i Elager podeszli kolejno, by podać mu dłonie do związania. Przywódca ich grupy nie objawił lęku ani ociągania, zbliżył się śmiało, jakby cała ta sytuacja nie czyniła mu despektu i nie wzbudzała obaw, a wyłącznie bezbrzeżne znużenie. Elager zawahał się, obejrzawszy wstecz, lecz tylko po to, by dodać Aid otuchy swoim spojrzeniem, w którym dostrzegła spokój. I troskę.
Pozostali z ich grupy trzymali się z tyłu, ponurzy, milczący i niespokojni. Wyraźnie niezadowoleni, choć za przykładem Humlia i dzięki zapewnieniom Elagera, wyrażali owo niezadowolenie w ciszy i z godnością.
Rozdzielicie się — wyjaśnił im Iarlai, spokojnym, nieznoszącym sprzeciwu tonem, kiedy obydwaj mężczyźni zostali już skrępowani. — I spotkacie ponownie, mogę wam to obiecać. Jeżeli nie zgrzeszycie nierozsądkiem.
Nikt nie potwierdził inaczej niż milczeniem.
Ty, aespar’na. — Tu zielonooki zwrócił się do Aid. — Pójdziesz, by ponieść swoją zdobycz. Meirle, va en lea aen roe.
Nieładna twarz rudej i poparzonej elfki zrobiła się jeszcze mniej ładna, zdradzając tym samym, że to ona była adresatką pytania, posiadaczką imienia Meirle i że wcale nie uśmiecha jej się towarzyszyć Aid do ustrzelonego zwierzęcia.
Słyszałaś. — Kobieta zwróciła się bezpośrednio do niej, ciągle trzymając w ręku łuk z osadzoną na nim strzałą, choć nie napinając go już od jakiegoś czasu. — Wracaj, skąd przyszłaś. Niestety, tylko kawalątek. Będę tuż za tobą, tedy bez głupstw. Wiedz, że strzelam nie gorzej od ciebie.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 7
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Leśny strumień

Post autor: Aid » 25 lut 2020, 23:37

Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Będąc tym razem bardziej świadkiem niż uczestnikiem rozmowy, czy raczej cedzenia słów, Aideen z chęcią wycofała się z podejmowania jakiejkolwiek dalszej wymiany zdań. Nie była aktualnie w dobrym stanie do wyszukanego przekomarzania się, walki na słowa, czy nawet zwykłej gawędy. Z resztą nie dowierzała w dalszy przebieg spotkania, przecież złożyli broń. Krępowanie rąk i rozdzielanie, podejrzewanie o konspirację. Zaniepokojona zaobserwowała jak Humlio i Elager prześcigają się wzajemnie o decyzyjność nad grupą i to w takim momencie, kiedy zarzucają im z góry nieszczerość, zdradę i złe intencje.
Wnet ponownie Caellan odezwał się do niej, tym razem nie nazywając ją szaloną, a strzelcem dla odmiany. Iście ciekawa zmiana po tym jak spanikowana odstawiła scenę przed obozem. Nie omieszkała prychnąć na dźwięk zwróconego w nią określenia. Poprawiła pobieżnie kosmyk włosów i podarowała mu krótki i możliwie nieszczery uśmiech.
Porozumiewawczo spojrzała jeszcze tylko na Elagera i zwróciła się w stronę Mairle, która to zaraz zawtórowała zielonookiemu. Oszpecona, wyglądem niedaleko ghula, miała ponownie ją eskortować, by tym razem Aideen mogła już ostatecznie zająć się pechowym jeleniem.
— Skończ mnie straszyć. Już się wam to udało. I pozwól chociaż ręce obmyć w strumieniu, co jest nieopodal. Chyba, że zapach Ci odpowiada — Aideen wzniosła zakasane ręce, by pokazać jej ubrudzony krwią, ziemią i borsuczymi odchodami stan przedramion. Oszczędziła sobie tym razem wymiany złośliwych uśmieszków, tylko patrzyła się na nią śmiertelnie poważnie.
— Nie zwieję, dobrze wiesz dlaczego. A krew warto zmyć zawsze prędko, by jakie to cholerstwo nie przyczłapało zwabione wonią.

Niezależnie od humorków jej nadzorczyni, Aideen wolała ubiegać się o kooperację. Pozwoli czy nie, zastosować się miała wedle jej woli.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław