Sortownia i warsztaty

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 14:14

Obrazek


Osiedle drewnianych baraków zorganizowanych wokół błotnistego placu dna kamieniołomu, gdzie sortuje się rudę i pozostały urobek. Tuż przy rampie przeładunkowej, pomiędzy krytymi korą chatami, znajduje się stolarnia wyrabiająca rusztowania do kamieniołomu oraz szalunki do szybów. Otacza ją kilka mniejszych szop, w których składuje się górnicze parafernalia. Jedynym kamienny budynkiem jest murowana siedziba gwarectwa z zarządem rudokopu na skraju samego kotła. Pomiędzy budynkami rzadko kiedy panuje spokój, jeszcze rzadziej porządek i nigdy przed fajrantem. Wagony tłuką się na szynach, warsztaty hałasują, a ludzie i nieludzie spieszą z kopalni i nazad, by wyrobić z normami za wczoraj. Terminy, w przeciwieństwie do kopalni, nie mogą zostać zawalone.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 14 wrz 2020, 2:18

Alsvid kuśtykała za krasnoludem, nie gadając w ogóle. W oficynie pozbawiona żaru z paleniska, charakterystyczna, sejmikowa sala, przez którą Goric przeprowadzał wcześniej ją i Sherida, zrobiła się zimna jak piwnica, takie samo zastali biuro. Rozcierając ramiona, dziewczyna szybko domyśliła się, czemu podżupnik Adolf już od jakiegoś czasu nie zadawał sobie trudu dokładania bierwiona do ognia: zobaczyła go na jego krześle, do którego ktoś — ktoś, kto wkradł się za nią do biura z wielkim nosem spuszczonym na kwintę — przyspawał go powrozem niby szmacianą lalkę. Brodę opuszczoną miał na pierś, którą przyozdabiał posklejany krawat juchy, a reszta krwi na podłogę kapała z rozbitego czoła gryzipióry. Po rzuceniu okiem to na Adolfa, to na solidny przycisk do papieru walający się wśród arkusików, Alsvid żachnęła się Goricowi.
Ale trzymała język za zębami, nie chciała marnować w biurze więcej czasu niż to było konieczne. Klęcząc już nad rozsypanymi u stóp krzesła papierami, kierunek, w którym znajdowało się wejście do budynku wskazała krasnoludowi ruchem głowy. — Jesteście pewni, że nikt nie będzie próbował nadal nagabywać podżupnika? Potrzebuję chwili, skoro o rozmowie krótkiej i treściwej możemy zapomnieć… I psiakrew, raczcie chociaż napalić w którymś z tym koszy.
Bez mitrężenia, zaczęła bardzo uważnie przeglądać rozrzucone podczas ataku na urzędnika dossier: listy, pieczęcie, depesze, glejty, pokwitowania — poplamione krwią niczym starym, zwietrzałym winem. Nie pominęła także tych pozostawionych na biurku, zaglądając do każdej szuflady, każdej teczuszki, a i również do kieszeni w kamizeli Adolfa. Z bliska jego absurdalnie długa, żylasta szyja wyglądała, jakby miała pęknąć pod ciężarem jego głowy niczym u kukły na wiesiołkach.
Część papierów odkładała tam, skąd je wydobyła, część rzucała na bezładny stos piętrzący się Adolfowi pod nogami lub ciskała do żelaznego paleniska. Tych, których potrzebowała, tym razem nie zamierzała tak po prostu zwrócić na ich miejsce.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 15 wrz 2020, 23:37

Jak nie przyjdą pod zarząd oblegać i go nie odbiją, to nie — stwierdził Goric, zgryźliwie i ponuro, kręcąc się pod drzwiami i nasłuchując, jakby wietrzył już zbliżający się pod drzwiami tłum górników z bardami i pochodniami.
Może jeszcze sekulotki zagrzać? Jarzębiaczkiem poczęstować? — nie przestawał burczeć, zły i zniecierpliwiony, lecz rad nierad szykując się spełnić prośbę dziewczyny o ogień. Zmacawszy się podle paska, wyciągnął na światło dzienne kawałek skałki, by mieć o co skrzesać. — Dajcie no wolnego arkusza.
Czego, do stu baboków, tam patrzycie? Urobku? — syknął, dostrzegając jej pospieszne poszukiwania i przysuwając sobie jeden z koszy, do którego zdążyła wrzucić już kilka szpargałów. Wyciągając go spomiędzy resztek popiołu, zabluźnił z nieukontentowaniem i odruchową czcią do porządku, wytrzymującą próbę wiary, na jaką wystawiała go obecna sytuacja. — Gdzie no, ewidencyja dniówek… Zgupłaś, no? Chcesz, by im potrącili?
Gdy krasnolud wziął się za ratowanie i rozprostowywanie papierów i szukanie alternatywnego paliwa, zdążyła rozejrzeć się po blacie, z grubsza dwóch pierwszych szufladach i adolfowych kieszeniach.
Papiery, które najbardziej ucierpiały na niedawnej awanturze, były uszeregowanymi alfabetycznie listami nazwisk zestawionych z datami oraz adnotacjami, wśród których powtarzały się takie jak „kamieniołom”, „prace kons.”, „inne” lub pozioma kreska, czasem opatrzona obok pojedynczym inicjałem „r” lub krzyżykiem. Wśród kilku rozsypanych na biurku walały się opatrzone bieżącymi datami bilansy wydobycia — opis surowca (bez wyjątku kamienia) wraz z dziennym urobkiem podawanym w funtach, jukach lub zwyczajnych wagonach. Tu i ówdzie widziała wygniecione, nierzadko usmolone karteluszki pokryte koślawym, niewprawnym pismem. Były to dzienne sprawozdania i podania ochotników o przydzielenie do robót.
W kieszeniach podżupnika nalazła niewielkie przybrudzone szkiełko powiększające bez oprawki, zasmarkaną lnianą chusteczkę oraz mały kluczyk. Zbyt mały, by mieścił się w drzwiach.
Dopadając do pierwszej szuflady, rzuciła światło dzienne na grubą skórzaną księgę, a pod nią kilka innych, gdzieniegdzie przetykanych sprasowanymi aktami. Rzut oka i przekartkowanie kilku pierwszych stron, najeżonych cyframi i zaznaczonych czystymi wekslami, pozwoliło stwierdzić, że służą notowaniu przychodów i rozchodów.
Druga zagrzechotała przy otwarciu, wypuszczając z siebie naraz kilka rulonów pragnących się rozwinąć — wykreślonych technicznie map szybów i przekrojów pokrytych niezrozumiałym dla niej makiem oznaczeń i piktogramów. Kosz uwolnił nieco żaru przy rozpaleniu, zadymił, by wkrótce zacząć grzać. Goric odchodząc od ognia, stanął obok niej, zaglądając jej przez ramię.
Zasięg robót i plany wyrobisk. Czego spodziewacie się z nich wyczytać?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 18 wrz 2020, 2:21

Dziewczyna, dotąd milczeniem znosząc krasnoludzkie dowcipaski, odparła spokojnie. — Nic, dla mnie to równie dobrze może być mapa Marndalskiego Szańca. Dlatego spójrzcie wy i powiedzcie, czy coś przykuwa waszą uwagę jako eksperta.
Odsunęła się od rozpostartej na pulpicie księgi i jeszcze raz przyjrzała małemu kluczykowi, który wydobyła z kieszeni Adolfa, postanowiwszy przetrząsnąć po raz kolejny pomieszczenie w poszukiwaniu zamka, do którego mógł pasować. Być może szkatuły albo skrzyni, albo dyskretnego schowka.
Ktoś zadał sobie mnóstwo trudu, podrzucając wam takiego szkodnika, a do tego wpuszczając do szybu potwora. I to nie byle jakiego, skoro prawie rozprawił się z mutantem… — stwierdziła ni to do Gorica, ni do siebie, i z uporem kontynuowała wściubianie nosa w każdy zakamarek biura, zaglądając nawet za nieudolne konterfekty na ścianach. — Coś tam musi być, coś wartego całego tego zachodu… Jeśli powiecie, że to wasz urobek, słowo daję, przypieprzę wam tym przyciskiem.
Ne’graec. Gdyby wasz Adol coś miał tu ukrywać, domyślacie się chociaż, gdzie? To ostatnia okazja, by podzielić się sugestiami, potem podżupnik ląduje na taczce razem z wiedźminem i resztkami kretoświerszcza. Pomyślcie. On i tak nie może tu zostać, chyba, że zaiste zamierzacie pozwolić mu dojść do siebie, a potem wyłgać się jakoś przed tłuszczą. Nie przydawszy się nikomu, poza jego tajemniczymi wspólnikami.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » dzisiaj, 1:53

„Ekspert” nachylił się nad szufladami, posapując z wysiłkiem czy to zniecierpliwieniem.
Plany — powtórzył się, przebierając otwartą ostatnio szufladę. Ściągając kilka szpargałów z wierzchu, ujawnił spoczywające na dnie odłupane kamienie, kawał węgla i rdzawy minerał nakrapiany żółtawymi plamkami. — Próbki skał… Nic podejrzanego. Wiem, że w trzeciej chowa się meldunki, co to w nich pisują wszystkie rąbnięcia, matuwy, metan i beboki.
Poczęła rozglądać się po pomieszczeniu, szukając kolejnych poszlak, a przy okazji czegoś, co pasowałoby do kluczyka — niewielkiego, prostego przedmiotu o trzyzębnej krzywce i okrągłym pierścieniu główki.
Żebym ja bym wiedział, to bym go nie przesłuchiwał. — Krasnolud skinął na wiotkiego podżpunika uwiązanego do krzesła, odpowiadając na prośbę podzielenia się swoimi domysłami. — Nie zdążyłech ciula wybadać. Ale jakbym miał szukać, to gdzie indziej. Nie trzymałby tukej niczego, kiedy inni zarządcy mają przystęp.
Niczego na wierchu — dodał niepewnie, przyglądając się poczynaniom dziewczyny. — Adolf jest kutwa, ale niegłupi. Jak schował to tak, że zrywać deski. Albo odpalić kaganka i zajrzeć mu do...
Nie dokończył, zmuszony skwitować ostatnią propozycję białowłosej pokręceniem głowy tak skwapliwym, że aż wytrząsającym mu pył z brody.
Wywieźć go? Z dala od oczu? Zapomnij.

► Pokaż Spoiler

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław