Dworek dziedzica

Obrazek

Przecięta nurtem strumienia osada położona w górę biegu Pontaru, w dzikiej i malowniczej okolicy terenów zalewowych. Życie toczy się tu spokojnie, z dala od trosk wielkiego miasta. Wszak własnych trosk Srebrny Brzeg ma pod dostatkiem.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1236
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Dworek dziedzica

Post autor: Dziki Gon » 14 lip 2019, 2:24

Obrazek Za siedmioma chatami, za siedmioma morgami, na zielonym wzgórzu, za bielonym murem góruje nad Srebrnym Brzegiem stara, rodzinna posiadłość lokalnego dziedzica. Stoi wystarczająco daleko od zachodnich pól i zagród sioła, by nie spoufalać się przesadnie z wonią obornika czy ryczeniem bydła, lecz dość blisko, by trzymać skrycie dłoń na pulsie wiejskiego życia, a zwłaszcza tego toczącego się w progach pobliskiego kościoła Krevitów. Dalece od zwyczajowych wiejskich dworków, ten rzadko widuje się z wrotami otwartymi na gości. Samych gości widuje jeszcze rzadziej. Wysoki mur starannie osłania przed wzrokiem wszystko, co się kryje na podwórzu, w liczbie psiarni z chartami i stajni, z których dziedzic wyjeżdża polować na lisy w kompanii forysiów. Nieliczną służbę sprowadza się spoza wioski, tedy niewielu mieszkańców Srebrnego Brzegu poza starszym wioski pamięta, jak wygląda wiekowy dworek. Owa niepamięć sprzyja zaś rozlicznym plotkom na temat osoby dziedzica, równie zabobonnym co ich autorzy. Najczęściej powtarzającymi się są zaś te o ciążącej na rodzie klątwie. Rozsądniejsi i zaliczający się do tych, którzy mieli okazję przekroczyć bramę posiadłości, utrzymują, że na posiadłości ciąży przede wszystkim zaniedbanie. Piękne klasyczne domostwo cierpi na nieodrestaurowaniu, dodatkowo szpecony niedokładnie wypielonymi chwastami i nieprzyciętymi drzewami odbierającym ogrodom światło. W tych ostatnich zaś próżno nasłuchiwać szczebiotu panien lub dziatek. Przyszłość posiadłości jest tedy niepewna, a od zupełnej ruiny dzieli ją tylko osoba ostatniego żyjącego spadkobiercy rodu De Retzow — panicza Norberta.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 39
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Dworek dziedzica

Post autor: Bajarz » 05 lis 2020, 12:19

Jadąc do bramy dworu Draugdin minął tylko jedną, dość okazałą jak na Srebrny Brzeg, zagrodę. Na przyzbie, ukryty w cieniu, oparty o ścianę, siedział chłop. Drzemał. Leżący przy jego nogach gliniany dzbanek i delikatna, wyczuwalna jedynie dla wiedźmina woń gorzały sugerował przyczynę jego “słabości”.
Przed bramą Draugdin zeskoczył z końskiego grzbietu, poprawił odzienie, medalion i miecz na plecach i załomotał we wrota.
Po chwili usłyszał od strony mijanej wcześniej zagrody niewyraźny bełkot. Spojrzał w tamta stronę. Drzemiący przed chwilą chłop stanął właśnie na nogi i chwiejnie zmierzał w stronę wiedźmina.
A sze… Cze… Wróć… — zaczął, gdy zbliżył się, przeganiając jednocześnie odór przetrawionego alkoholu. — Witajcie, panie! — powiedział, kłaniając się dwornie. Stracił przy tym równowagę, ale przed upadkiem uratował się robiąc kilka pospiesznych i komicznych kroków. Minął tym samym wiedźmina i zatrzymał się na bramie do dworu.
Umf… — stęknął, po czym odwrócił się i oparty plecami o wrota przemówił bełkotliwie. — A cóż to, ekhem, sprowadza was… — tu czknął donośnie. — Co was sprowadza do wsi naszej spokojnej, wsi wesołej? — to powiedziawszy skrzywił się i zaczął mlaskać, jakby znalazł w ustach coś niesmacznego. Zaczął też mruczeć pod nosem coś jakby: "Co jo godom... Co jo godom...".
W końcu splunął siarczyście, sapnął, podniósł głowę i stał tak, próbując zogniskować wzrok na Draugdinie.

Draugdin
Awatar użytkownika
Posty: 9
Rejestracja: 16 paź 2020, 9:33
Medale: 1
Miano: Draugdin
Rasa: Wiedźmin
Wiek: 44
Złoto: 22
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=563

Re: Dworek dziedzica

Post autor: Draugdin » 13 lis 2020, 6:30

Wiedźmin jedynie mruknął znacząco pod nosem i jeszcze raz wyciągnął przed siebie rękę, w której trzymał zerwane z przydrożnego słupa ogłoszenie. Czasem w duchu przeklinał swoją ułomność jaką obdarzyły go próba traw i przemiana. Nawet siarczyście tak od serca sobie człowiek nie mógł przekląć.
Wiedźmiński medalion, miecz na plecach... chyba powinno wystarczyć za wizytówkę. Choć jegomość przed nim był tak napruty, że cud iż trzymał się jeszcze na nogach, a jego oddech mógłby prawdopodobnie konserwować okazy co pracowni czarodzieja czy alchemika.

"Bądź dzisiaj miły. Potrzebujemy tego zlecenia." Poprzez ich więź odezwał się do poletrgeista wiedząc, że lada moment przyda się jego umiejętność wynikająca z ich wzajemnej pomagająca mu komunikować się z większością ludzi w miarę normalnie. Oczywiście jeżeli Igor - poltergeist nie przeinaczał jego słów. Z grubsza jednak działało to w miarę sprawnie.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 39
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Dworek dziedzica

Post autor: Bajarz » 13 lis 2020, 16:06

Oparty plecami o wrota jegomość chciał pochwycić ogłoszenie trzymane w ręce przez Draugdina. Po trzeciej próbie, która nieomal zakończyła się upadkiem, chłop przyparł mocno plecami do bramy, wyraźnie zebrał się w sobie i nie odrywając się od oparcia, machną obiema rękami przed sobą. Jedną udało mu się ucapić wiedźmina za przegub. Po tym sukcesie dołożył drugą rękę i przyciągnął się w ten sposób, że twarzą prawie dotykał zapisanego kawałka wyprawionej skóry.
Ach, to... — bardziej wysapał niż powiedział po dłuższej chwili dogłębnej analizy tekstu.
Tobyznaczyłosię... — podjął po kilku głębszych wdechach. — Znacz, żeście fieś... Wieś... Tfu, do czorta! Wiedźminem jesteście, tak? — Wreszcie udało mu się sklecić pełne zdanie. Kiedy je wypowiedział, puścił rękę Draugdina i wyprostował się. Nie bez trudności, ale w końcu złapał równowagę. Wziął się pod boki i mrużąc jedno oko, lustrować zaczął nieznajomego.
Również wiedźmina mógł go teraz dokładniej obejrzeć. Chłop ubrany był w długą, lnianą koszulę, rozchełstaną pod szyją, na niej miał rozpiętą, brązową kamizelkę z grubego sukna; nosił też czarne, sukienne portki. Całość wieńczył szeroki na dłoń pas z brązowej skóry. Zapięty był na prawym biodrze a na wysokości kolana dyndało misternej roboty okucie końcówki pasa. Mężczyzna był dość postawny, choć niezbyt wysoki. Twarz miał pociągłą, dość szeroką, dominował w niej duży nos, pod którym nosił obfity płowy wąs. Płowe, kędzierzawe włosy wychodziły mu spod czarnego beretu.
No sósz — powiedział wreszcie — nie pozostaje nic innego, jak prosić was panie w moje skromne progi, bo przecie o suchym pysku to gadać nie będziem!
Stanowczość swych słów chłop podkreślił głośnym czknięciem, po czym postąpił chwiejnie kilka kroków. Wiedźmina i jego wierzchowca ominął o włos. Ale nabrał rozpędu i z prawą ręką wyciągniętą przed siebie, wskazując chałupę, przed którą jeszcze chwilę temu leżał, parł w tamtym kierunku z podziwu godną determinacją.
Gość w dom... Gość w dom... Prosiemy... Prosiemy... — mamrotał w koło pod nosem idąc do chaty.

Draugdin
Awatar użytkownika
Posty: 9
Rejestracja: 16 paź 2020, 9:33
Medale: 1
Miano: Draugdin
Rasa: Wiedźmin
Wiek: 44
Złoto: 22
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=563

Re: Dworek dziedzica

Post autor: Draugdin » 15 lis 2020, 8:37

Wiedźmin zorientował się, że musiał mieć do czynienia z właścicielem dworku przed którym stał. Rzeczywiście strój pijanego w sztok człowieka być mimo, że niechlujnie rozchełstany jednak wykonany z przednich materiałów i nienachalnie jednak misternie zdobiony w niektórych miejscach. Sołtys, wójt, kto tam rządził w tej okolicy. Draugdin wiedział, że trafił dobrze, a bogactwo stroju i samego obejścia mogły by sugerować zadowalającą wysokość ewentualnej nagrody. Jednak stan psychofizyczny rozmówcy kiepsko wróżył w temacie rozmowy i jeszcze gorzej w temacie ewentualnych negocjacji. Tym bardziej, że wiedźmin musiał korzystać w tym temacie z pomocy nie rzadko złośliwego poltergeista. Jakie tak nie rzadko... Przeważnie złośliwego. Jednak w szerszym i długo terminowym rozrachunku i współpraca i koegzystencja w większości wychodziła bardziej na plus.

Zaproszony z całą wylewnością mężczyzny upojonego alkoholem chwycił swojego konia za uzdę i ruszył za gospodarzem w kierunku dworku. Nie znał jeszcze szczegółów zlecenia i nie wiedział jeszcze czy się go podejmie. Wiedział też jednak, że zazwyczaj nie odmawiał podjęcia zlecenia nawet najbardziej wydawało by się beznadziejnego. Z tego w końcu słynął.
Tak czy inaczej przynajmniej liczył na posiłek i być może dach na głową na jedną czy kilka nocy zanim ruszy w dalszą drogę do Novigradu.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław