Chata Wiedzącej

Obrazek

Przecięta nurtem strumienia osada położona w górę biegu Pontaru, w dzikiej i malowniczej okolicy terenów zalewowych. Życie toczy się tu spokojnie, z dala od trosk wielkiego miasta. Wszak własnych trosk Srebrny Brzeg ma pod dostatkiem.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1617
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Chata Wiedzącej

Post autor: Dziki Gon » 14 lip 2019, 1:45

Obrazek Jak pryszcz na gładkim liczku albo raczej kwiat na środku pola, stoi samotnie na najdalszym od wioski zakolu rzeki i szczerzy zbutwiałe pół ostrokołu nieduża, pojedyncza chałupa. Zarośnięta chwastem i krzewami malin, schowana nieśmiało za pagórkiem, ale zaopiekowana, świeżo łatana gliną i okryta gęstą strzechą, spomiędzy której snuje się z komina dniem i nocą smuga dziwnie pachnącego dymu. Nie idzie prawie poznać, że to chata guślarki, miejscowej Wiedzącej — chyba że po jej znamiennym oddaleniu od pól i wiejskich zabudowań, jak gdyby pas „ziemi niczyjej” miał być skuteczną ochroną od wszelkiego uroku i czarostwa plączącego się po obejściu czarownicy. Mimo to ścieżka wydeptywana przez gołe stopy i chodaki wzdłuż brzegu Rząsawy pod sam próg chałupy nie stygnie nawet na dzień. Wśród prostego ludu panuje niesłabnące zapotrzebowanie na magiczne utensylia, maści do krowich wymion, heksy, mikstury miłosne i napary na spędzanie płodów, nawet jeśli ich podaż i pozyskiwanie odbywają się w atmosferze wzajemnej pogardy oraz milczącej dezaprobaty lokalnego kultu Kreve. Poza czarostwem i złośliwymi urokami, po zadbanym obejściu plączą się kolejno trzy kury, kogut, leniwy kot i pies drzemiący zwykle pod okapem chałupy — wszystkie czarne, jak wytarzane w smole. Nie ma szopki ni obory, tylko nieduży kurnik oraz wiata, pod którą suszy się cały przegląd lokalnej flory zielnej. Przegląd warzyw dojrzewa z kolei w równych rzędach na poletku. Każdy przyłapany na regularnych wizytach o zaopatrzenie lub poradę u guślarki zapiera się, że nie zna jej nawet z imienia — czy to z racji lęku przed ostracyzmem wyznawców boga Kreve, czy skrytości czarownicy — przyjęło się wołać kobietę po prostu „Wiedzącą ze Srebrnego Brzegu”.

Catriona
Awatar użytkownika
Posty: 374
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 22
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: wylizuje się
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Catriona » 10 mar 2021, 11:06

Na kwaterki szkoda życia — stwierdziła równie sentencjonalnie i odwzajemniła stuknięcie, poniekąd bezgłośne. — Alsvid.
Gorzała, z początku niepozornie apetyczna, po chwili zaczynała kopać po wątrobie jak wściekła kobyła, na języku zostawiała mocny, gorzki, palący posmak jakiejś dzikiej uprawy, której dziewczyna nie potrafiła zidentyfikować, ale z pewnością potrafiła docenić jej walory smakowe. Gwizdęła z podziwem, wyciągając nogi i luzując sznurowanie koszuli.
Uff, czym to pędziłaś? Jadem i piołunem?
Niefrasobliwość Riny, Marinetty, wprawiła ją w dziwnie melancholijny nastrój, na który było zdecydowanie za wcześnie, by mogła winę zarzucić krzakówce. A właściwie to nie było w nim nic dziwnego, przecież takiej samej niefrasobliwości, takiego samego uporu wysłuchiwała, kiedy była jeszcze bardziej smarkata i jeszcze mniej kompetentna do udzielania komukolwiek jakichkolwiek rad lub ostrzeżeń. Albo zrozumienia, że kobiecie czasem pozostawał już tylko upór. Podrosła i oto mogła udławić się własną hipokryzją.
Myślałam, żeby rzucić się z mostu — wróciła do pytania znachorki, parsknęła, ocknąwszy się z uczucia rozrzewnienia. Nawet jeśli było czysto retorycznym aforyzmem, z ulgą go powitała i wzięła sobie na dystrakcję. — Oczywiście. Był taki czas i taka osoba… Ale okazało się, że ja pomyliłam samotność z miłością, a on miłość z posiadaniem. Banalna proza banalnego życia, do tego kiepsko napisana i nie do końca w moim guście oraz gatunku literackim.
Dosuszyła kubek, niech cierpi ciało, co chciało. Sięgnąwszy po więcej, lekko pochyliła pytająco szyjkę naczynia w stronę Riny.
Faceci są zdradliwi i bałamutni, zwłaszcza w majowe noce — zgodziła się z przestrogą, choć raczej sensu largo. — Co przypomina mi o jednym: Emmerlingu. Długo go znasz? Ufasz mu? Pytam ze zdrożnej ciekawości, nie musisz odpowiadać. — Głos Alsvid nie zmienił się, był spokojny, może nawet krzynkę przygnębiony, ale w dużych, złotych oczach pojawiła się dociekliwość. — Oraz z uwagi na wspólne interesy — dodała szybko. — Zainwestował sporo czasu i wysiłku, i trochę grosza, bym nie wywróciła się na lewą stronę.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1617
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Dziki Gon » 14 mar 2021, 19:32

Na jałowcu. To praktycznie medykament — wyjaśniła, upijając i krzywiąc się lekko. — Tyfus. Za mało cukru, nie wybiło cierpkości.
Choć pierwszą nutą towarzyszącą jego przejściu, faktycznie okazywała się lekko apteczna gorycz, trunek od pierwszych łyków działał jak dobry eliksir. Ulżywszy napełnionym posiłkom żołądkom, odegnał powieczerną ospałość, przyjemnie rozgrzał serca i gardła, rozwiązywał języki.
Mostu nie polecam — wyrwało się świeżo introdukowanej Marinecie, alias Rinie. — Nie dość, że niski to w dodatku nawiedzony. Wypisz wymaluj jak nasz „wielebny”.
Kobieta parsknęła w kufel, biorąc się za kolejny łyk. I jeszcze następny, ewidentnie chcąc przygotować się do tematu narzuconego dygresją. W trakcie wygłaszania jednej przez białowłosą uniosła nawet dłoń w powstrzymującym geście. Alsvid mogła domyślić się, że nie był to protest przed dolewką. Wentylując palący przełyk, wiedźma pokiwała zachęcająco podstawionym pod szyjkę kubkiem.
Czekaj, bo nie zdążam… Że mam go tu ściągnąć szarmem albo magią miłosną? Że ten charakternik jest twój…
Choć nie musiała, nie dokończyła, wstrząsana nagłym atakiem kaszlu. Organizm bronił się przed lekarstwem w dosyć gwałtownym odruchu. Kiedy zaś skończyła, czekał na nią Emmerling. Nie we własnej osobie, lecz w postawionym przez interlokutorkę pytaniu.
Prawie wcale — odrzekła jej krótko, lecz uczciwie i szczerze. — Wiem, że pomógł kiedyś komuś, kogo znałam. Komuś, kto bardzo potrzebował tej pomocy, a, Emmerling, tak?... jej udzielił.
Nie wiem — podjęła, pochylając się nad kubkiem i zaglądając do jego wnętrza — Czy z przyzwoitości, czy z wyrachowania. Ale to wystarczająco, żebym… No, jeśli nie ufała, to przynajmniej nie zadawała zbyt wielu pytań. Ani nie robiła problemów.
Kobieta wzruszyła ramionami i wyprostowała się, unosząc napełnione naczynie do ust.
Może zainwestował, bo sama wpadłaś mu w oko? — znów parsknęła, dowodząc rzadkiej i pożądanej przez niektórych właściwości upijania się szybko i na wesoło. — To by dopiero było! Jak w tych wyświechtanych powiastkach, które sprzedają po bazarach, korona za sztukę! O bogini, przepraszam.
Rozbudzona wesołość, jak precyzyjnie działająca reakcja rozbudziła w kobiecie również kaszel. Rina usiadła, złapała dech, otarła załzawioną powiekę.
Moja kolej. Mogę mieć do ciebie osobiste pytanie?

Catriona
Awatar użytkownika
Posty: 374
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 22
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: wylizuje się
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Catriona » 16 mar 2021, 14:21

Alsvid napełniła oba naczynia, dosyć obficie. Bardzo poważnie podchodziła do zaleceń lekarskich i regularnego przyjmowania przepisanych specyfików. Niewiele później od Marinetty zaczęła odczuwać skutki uboczne pod postacią zdecydowanie nazbyt rozwiązanego, jeśli nieco zdrętwiałego języka, czemu nie zdążyła się zapobiec w porę, czyli gdzieś między dnem pierwszej a drugiej absurdalnie wysokiej kolejki. Albo w końcu nie chciała zapobiegać. Bywało to na dłuższą metę okropnie męczące.
Dygresją zbiła gospodynię z pantałyku na tyle skutecznie, że sama na chwilę zmarszczyła brwi, głowiąc się, co miała na myśli, a co wypaplała. Olśniona, zaperzyła się natychmiast. — On? Bloede arse, nie, tfu… Nie, nie. Inne czasy, inny łajdak. Inna ja. Zresztą, zwykle wolę… Mniejsza, nieważne, nie wiem. To skomplikowane sprawy, wystaw sobie! — Przechyliła kubek pod takim kątem, by zasłonił przynajmniej część rumieńca. Nie była pewna, jakie dokładnie medyczne właściwości miał jałowcowy bimber, ale mogła dopisać do niego zdziecinnienie. Zidiocenie wręcz.
Nim pogrążyła się jeszcze głębiej i sięgnęła etapu, na którym pierwsza lepsza sprośna dykteryjka mogła zmusić ją do chichotania jak podlotek, jej równie poweselała towarzyszka rozkaszlała się, trochę nazbyt długo, nazbyt gwałtownie. Bynajmniej dowcipnie. Zatroskanie, które poczuła dziewczyna było autentyczne, zagadkowe i bardzo dyskretne. Ugryzła się w język. Nie jej sprawa, nie jej drzwi. Dość zamaszystym ruchem podniosła się jednak z zydla po dzbanek świeżo naczerpanej wody, po czym postawiła go między Riną a gąsiorkiem.
Wpadłam, a jakże — westchnęła wymijająco. — Ale nie tak jak…
Kolejny napad kaszlu sprawił, że urwała, tym razem nie kryjąc już zatroskania na twarzy.
Możesz. — Wymownie przesunęła dzbanek w jej kierunku.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1617
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Dziki Gon » 21 mar 2021, 21:31

Skomplikowane! — Marinetta skrzywiła się po małpiemu i parsknęła, przedrzeźniając jej konkluzję. — Sprawy? Może. Chłopy? A-a.
Zrobiła kolejkę, narzucając skądinąd wartkie tempo. Ocierając usta wierzchem dłoni, bez patrzenia sięgnęła po podstawiony dzbanek i polała sobie do kubka nieco studziennej. Pociągnęła łyk i dwa głębsze, tym razem wdechy.
Twoja przypadłość — zaczęła z wolna, choć bez oporów. — Jeśli to nie sekret i chcesz o tym mówić: masz tak od dziecka? Czy to może efekt jakiejś ingerencji? Dotychczas słyszałam o jednym takim przypadku u człowieka… Datowanym jeszcze przed koronowaniem drugiego Vizimira.
Dłoń kobiety spoczęła na kubku, zaś uwaga rozmówczyni i jej zielonego, lekko załzawionego spojrzenia podzielnie na Alsvid oraz gąsiorze, w oczekiwaniu na odpowiedź i szykując adekwatną do niej reakcję. Intuicja podpowiadała jej, że podobne wyznanie będzie wymagało ponownego rozlania.

Catriona
Awatar użytkownika
Posty: 374
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 22
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: wylizuje się
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Catriona » 22 mar 2021, 13:34

Dziewczyna wypuściła głośno powietrze. Postukała paznokciami o brzeg swojego kubka, po czym jak ewidentnie i trafnie przeczuła znachorka, osuszyła go i przytaknęła dolewce. Gąsiorek zaczął wyglądać na niepokojąco lekki.
Już się bałam, że nie zdążymy pomówić o niczym zabawnym — parsknęła nerwowo.
Domniemanie, wrażliwość i chyba empatia, najgorsza ze wszystkich, ledwie przelotnie zaiskrzywszy w oczach Riny, żarła niczym trucizna. Bolała nawet bardziej niż widok odbijającej się niby w zwierciadle pogardy albo szyderstwa, których Alsvid instynktownie i niespokojnie szukała jak spłoszone zwierzę swojej klatki. Znienawidzonej, ale bezpiecznej w swej familiarności.
Nie wiem — stwierdziła po chwili, którą poświęciła na szukanie odpowiednich słów. — Może to pierwsze, może drugie, może oba. A może żadne. Byłam wybitnie nieznośną smarkulą, ale jaka rozpuszczona smarkula, której tatuś nie poświęca uwagi nie jest? Oszczędzę ci szczegółów, nikt nie lubi słuchać anegdotek z cudzego dzieciństwa.
Wzdychając rzewnie i teatralnie, upiła nieco mniejszy łyk, skrzywiła się. Nie od jałowca.
Złe sny były zawsze. Nowina! Wszystkie dzieciaki miewają złe sny i wszystkie sny z wiekiem robią się gorsze. Być może szkopuł tkwi w Mocy. Przyznam, moja differentia specifica wydaje się być wrodzona. A przynajmniej wcześnie zdiagnozowana, jeszcze przed… mhm, ingerencjami, które tylko pogorszyły sytuację. Problem w tym, że człowiek, który diagnozę postawił miał radykalne poglądy i tendencje do naginania objawów do rozpoznania zamiast odwrotnie. Dlatego w rzyć sobie może wetknąć takie rozpoznanie.
Szczerość, jaką bez żadnego przymusu obdarzyła znachorkę ją samą wprawiła w osłupienie. Zwykle nie pozwalała sobie ani innym na takie poufałości, lecz musiała przecież zdawać sobie sprawę, że przekroczyły z Riną granicę konfidencji na długo przed tym, jak zamieniły pierwsze słowo. Odwrót byłby spóźniony.
Wygląda na to, że odpowiedź zależy od tego, w co wierzysz. W co sama wierzę. A na to odpowiedzieć nie umiem.
Przechyliła kubek i z niesmakiem odkryła, że od dna odkleiło się zaledwie kilka kropel. Czuła, jak język kołowacieje jej w ustach, a głowa niebezpiecznie przestaje nadążać za toczącym po izbie wzorkiem. Gdzie zgubiła dobry humor, nie wiedziała, ale uparła się go odszukać, może gdzieś za komodą. Jeden wieczór. Niech jeden wieczór nie będzie stracony.
Była kosa, teraz kamień. — Przeciągnęła się. — Który przypadek masz na myśli? Przysięgam, że słyszałam co najmniej o kilku, fakt, że długo przed moim czasem i nie wiem, czy choć jeden zachował się do dziś. Byłoby z tego niezłe studium porównawcze. Ale zaczynam się martwić, że mówimy o dwóch różnych przypadłościach, a wtedy miałabym i trzecią: manię zasranego szczęścia.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1617
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Chata Wiedzącej

Post autor: Dziki Gon » 29 mar 2021, 23:54

Szkopuł tkwi — powtórzyła wiedźma, sama już lekko bełkocąc i wchodząc jej w słowo. — Że dyferentja objawiająca się nietolerancją na eliksiry nie jest wcale niespotykana. Wybiórczo u nieludzi. Ba, u samych ludzi z Darem, nawet tych tak zwanych „kfaliwikowanych”. Wrodzona lub nabyta, w toku przemian…
Kobieta zakołysała resztą zawartości kubka, pokiwała się na siedzisku.
Tolerancja na ukierunkowaną Moc to już specifika. Zwykle występująca między wierszami fachowej literatury. I w legendach, które również do takowej literatury zaliczam. Sama nie potrafię…
A złe sny — odrzekła, gubiąc napoczęty wątek. — To akurat kwestia Gonu. Zbliża się jego pora, niedługo będzie przelatywał. Trzeba będzie przygotować chałupę.

Znachorka odstawiła na moment opróżniony kubek. Oczy błyszczały jej jak u Inkluza albo siedzącej naprzeciwko interlokutorki, mimika coraz słabiej trzymała w ryzach. Na tyle, by dało się stwierdzić, że jej następne skrzywienie również nie było efektem jałowca ani znalezionej na dnie cierpkości.
Zawsze wierzyłam, że to straszak — odrzekła niemal z miejsca. — Nie pierwsza ani ostatnia woda na młyn radykałów i zelotów, kamień włożony im w ręce do spółki z apokryfami, ustępami Świętej Księgi i resztą bzdur. Niejedna, oj niejedna wioskowa baba oberwała takim rykoszetem.
Wiedźma spoważniała na moment, a jej dłoń, bez udziału oczu powędrowała w kierunku gąsiora. Choć nie skomentowała słowem ani toastem, Alsvid wiedziała, że kolejny łyk zostanie wypity za czyjąś pamięć. Na moment nawet uniosła się z zydelka, żeby z miejsca klapnąć na niego ponownie. A może tylko poprawiała na nim tyłek.
Który przypadek? Szło ich w dziesiątki, dobrze pod setkę — Wiedźma uniosła grubą brew pod zmarszczonym czołem, przypominając sobie urwany wcześniej wątek. — Marina z Cidaris. Margrabianka, jeśli nie myli mnie moja nieznajomość tytułów. Dość głośny przypadek. Przez pewien czas, bo oczywiście szybko go wyciszono.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław